Nie całkiem białe Boże Narodzenie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.53 / 5.00
liczba ocen: 359
Ilość stron (szacowana): 10
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
33.00 złpremium: 19.80 zł
24.70 zł
27.60 zł
28.05 zł
33.00 zł
Pozostałe księgarnie
24.75 zł
26.40 zł
27.58 zł
28.04 zł
29.70 zł
29.70 zł
33.00 zł
Opis:

Zagubiony w lesie pensjonat Mścigniew tuż przed świętami Bożego Narodzenia wypełnia się z pozoru zwyczajnymi gośćmi, z których każdy ma niebagatelne powody, by spędzić ten czas właśnie tam - w spokoju i w oddaleniu od zgiełku codzienności. Kiedy więc pewnego poranka amatorka nordic walkingu, Olga Mierzwińska, przed wyjściem na trening odkrywa w wannie trupa, nikt nie jest zadowolony, a najmniej właściciel, który staje na głowie, by zatrzymać gości w pensjonacie. Policja początkowo uznaje sprawę za wypadek. Jednak kiedy ta sama dziewczyna znajduje podczas spaceru kolejne zwłoki, sytuacja staje się poważna i do akcji postanawia wkroczyć detektyw Romanowski - amator krówek ciągutek i ekstrawaganckich krawatów.

Osobliwa zagadka, krzątanina podejrzanych i wreszcie duet śledczych, który szuka mordercy w niemal aktorski sposób. Magdalena Knedler potwierdza, że potrafi operować nie tylko klasyką kryminału, ale równie swobodnie wykracza poza jej ramy, aby nadać powieści autentycznego humoru. Polecam nie tylko na święta!

Miłka Kołakowska, mozaikaliteracka.pl

CYTATY:
Kiedy patrzysz na drugiego człowieka, nigdy tak do końca nie wiesz, co może zrobić, co naprawdę o tobie myśli i co zamierza. Nawet jeśli się wydaje, że jego intencje są szczere.
Recenzje blogerów
Grudzień zdecydowanie wymaga przeczytania książki świątecznej, więc uznałam, że nadeszła wreszcie pora na kolejną powieść Magdaleny Knedler. Co mówicie? Że to nie jest książka świąteczna? No jak to nie jest? Okładka w lelenie jest? Jest! No to co, że trupie czaszki też są? Wkomponowały się idealnie. Czas akcji również się zgadza. W końcu bohaterowie czekają na Boże Narodzenie. A że w ciut przerażającej atmosferze? Cóż zrobić...

Olga Mierzwińska przyjeżdża do pensjonatu Mścigniew, usytuowanego na odludziu, aby spokojnie spędzić nadchodzące wielkimi krokami Święta Bożego Narodzenia. Dlaczego zdecydowała się na samotny wyjazd zamiast spędzić ten świąteczny czas z rodziną? Głównie dlatego, że bała się wracać do rodzinnej wsi po porażce, którą poniosła w jednym z najpopularniejszych programów rozrywkowych. Cała Polska widziała, jak odpadła podczas muzycznego show na żywo i była pewna, że to wydarzenie wiązałoby się z przykrymi komentarzami sąsiadów, których nie chciała słuchać. Jedynym rozwiązaniem był więc wyjazd gdzieś, gdzie nikt jej nie zna. Wybór padł na pensjonat, którego właścicielem był Tomasz Malanowski. Na miejscu okazało się, że nie ona jedna skorzystała z oferty świątecznej. Właściwie wszystkie pokoje były już zajęte przez amatorów bezstresowego spędzania świątecznego czasu. Każdemu chyba marzy się przeżywanie Bożego Narodzenia bez nerwów związanych z wszystkimi przygotowaniami. I było naprawdę nieźle, do momentu, w którym Olga znalazła... topielca. Policja uznaje tę śmierć za wypadek. Nie wszyscy jednak są tego samego zdania. Poza tym nie mija wiele czasu, a nasza bohaterka znajduje kolejnego denata, choć właściwie ten przez chwilę jeszcze żyje, kiedy kobieta natrafia na niego podczas spaceru, niedaleko pensjonatu. Robi się naprawdę upiornie...

W wyniku śmierci jednego z gości, niejakiego Heinego Steinera, w pensjonacie pojawiają się dwaj mężczyźni, Grzegorz i Wojciech. Jeden z nich to podinspektor z Komendy Powiatowej Policji we Wschowie, a drugi - prywatny detektyw. Panowie są przyjaciółmi, chociaż ich drogi rozeszły się jakiś czas temu. I są, rzecz, jasna, "na urlopie", a o ich profesjach czy celu przybycia nikt w pensjonacie nie ma pojęcia. Jedynie Olga odkrywa prawdę, co pozwala jej uczestniczyć w tajnych działaniach operacyjnych mężczyzn. W toku prowadzonego śledztwa pojawia się coraz więcej trupów w szafie i okazuje się, że nikt nie jest tak do końca kryształowo czysty i niewinny...

Niesamowicie lubię czytać Magdę Knedler. Dlaczego? Trudno określić to w skrócie. O tym, jakim pięknym językiem posługuje się autorka, pisałam już we wcześniejszych recenzjach i podtrzymuję swoje zdanie w tym temacie. Cud, miód i orzeszki, no. Zatem - płynęłam sobie przez kolejne rozdziały z błogim uśmiechem na twarzy, ewentualnie chichrając się przy dialogach wspomnianej Olgi i dwóch śledczych. Bardzo spodobała mi się relacja kobiety i podinspektora Grzegorza, wcale nie romansowa, nie liczcie tutaj na taki wątek. Fabuła zmierza w zupełnie innym niż miłosny kierunku.

Bohaterowie zostali stworzeni z dbałością o wszelkie szczegóły i opisani bardzo plastycznie. W trakcie lektury pojawiali się w mojej wyobraźni zupełnie naturalnie. Autorka dawkowała informacje z nimi związane, aby niepostrzeżenie wpleść je w fabułę i dostarczyć czytelnikowi materiału do rozmyślań. Tu właśnie jest ukryty klimat powieści Agathy Christie. Wraz z pisarką zmierzamy powoli do celu, odkrywając fakty z życia poszczególnych postaci, by w kulminacyjnym punkcie poskładać wszystkie elementy układanki (albo nie) i poznać zakończenie. Przebywamy w pensjonacie, a więc na zamkniętym terenie, i mamy do dyspozycji określoną liczbę podejrzanych. Wśród nich ukrywa się morderca. Kto nim jest? I jaki miał motyw? Czy dwie zbrodnie mają ze sobą coś wspólnego?

Humorystyczne sytuacje i dowcipne dialogi, napięcie rosnące z każdą stroną, wiszący nad głową topór ukrywającego się wśród gości mordercy, kłamstwa i niedomówienia to tylko mały wycinek tego, co czeka Was, jeśli sięgnięcie po tę powieść. Ja bawiłam się świetnie!

I na zakończenie, wiecie co jest najfajniejsze w tej powieści? Przytoczę fragment (spokojnie, żadnych spojlerów nie będzie!): " (...) Aha, Grzechu... Chyba mam dla nas kolejną sprawę." Rozumiecie, co to oznacza?

Ocena: 6/6
©Bibliotecznie
Wiem, wiem: "nie oceniaj książki po okładce", ale TA jest po prostu cudna. Nie dość, że twarda oprawa, to te cudowne czaszki na okładce, a tytuł związany ze świętami. Na pierwszy rzut oka widać, ze coś tu nie pasuje.

Z opisu z tyłu książki dowiadujemy się, że akcja powieści dzieje się gdzieś daleko, na totalnym zad... w pensjonacie Mścigniew tuż przed samymi Świętami Bożego Narodzenia. Akcja książeczki szybko się zaczyna, zaraz w pierwszym rozdziale Olga Mierzwińska, amatorka porannego nordic walkingu, znajduje w pensjonacie trupa w wannie. Na drugi dzień wpada na kolejne zwłoki i to już burzy całkowicie atmosferę zbliżających się Świąt. Zaczyna się śledztwo w stylu Agathy Cristie.

Większość książek o tematyce około świątecznej jest praktycznie pisana na jedno kopyto, co mi absolutnie nie przeszkadza, ale jest to dość przewidywalny scenariusz. Jednak tutaj jest inaczej, może dlatego, że główna akcja książki sprowadza się do znalezienia mordercy. Momentami przypominało mi to książkę pani Chmielewskiej Wszyscy jesteśmy podejrzani, gdzie też jest trup i ludzie zamknięci razem. I to odwieczne pytanie: Kto zabił???? i dlaczego???? Nie jest to kolejna ckliwa książka o tradycjach świątecznych czy pojednaniu itd. Tutaj mamy zupełnie inny klimacik.

Pensjonat Mścigniew tuż przed świętami zaczynają wypełniać goście, którzy chcą odpocząć od bieganiny, harmidru, od własnego domu i spotkań z rodziną. Osoby te chcą spędzić święta kameralnie i spokojnie, co nie jest im dane. Mimo, że w całym budynku słychać non stop kolędy, święcą się światełka, a w kuchni kucharka przygotowuje potrawy na Wigilię, nastrój osób tam przebywających nie jest anielsko świąteczny. Autorka wymyśliła fajny scenariusz, ciekawe postacie, które na pierwszy rzut oka na takie nie wyglądają. Podobał mi się styl pisania Pani Knedler. Mamy dużo rozmów między gośćmi, spotkań, ciągłe niedomówienia, odkrywanie sekretów - to wszystko sprawia, że książkę szybko się pochłania, żeby wiedzieć jaki jest koniec tej historii.

Właśnie sprawdziłam, że mam większość książek tej autorki nieprzeczytanych na Kindlu, dlaczego do tej pory ich nie przeczytałam? Nie wiem. Ale czas to nadrobić. Kolejna dobrze pisząca polska autorka.

Gorąco polecam nie tylko na Święta. Idealny prezent dla osób lubiących kryminały.

Ocena: 4/6
©Matka książkoholiczka
Recenzję kryminału Magdaleny Knedler zatytułowanego. Nie całkiem białe Boże Narodzenie rozpocznę dość przewrotnie. Znacie disnejowski hit dla dzieci (i nie tylko) „Kraina lodu”? Znaczącą rolę gra tam bałwanek Olaf, wygadana postać z wielkim sercem. W jednej ze scen, kiedy Olaf zbytnio zbliża się do buchającego ogniem kominka, żeby ratować swoją przyjaciółkę – księżniczkę Annę, pada z jego ust ważna kwestia: „bo dla niektórych to warto się roztopić”. No, a w kontekście książki Magdy można by tę kwestię z powodzeniem przekuć na: „bo dla niektórych to warto zamordować”. Poza tym, zimowe okoliczności przyrody łączą te dwie historie, stąd to moje pokrętne skojarzenie.

Zaintrygowani?

Mam nadzieję, bo Knedler stworzyła kryminał, w którym poszukiwanie motywu zbrodni oraz dotarcie do mordercy to nie lada gratka, ponieważ autorka pokusiła się o jakże udane randez–vous z konwencją znaną z klasycznych kryminałów Agathy Christie. Mamy tu zatem niewielką przestrzeń, w obrębie której dochodzi do morderstwa; mamy dość hermetyczną grupę potencjalnych sprawców, z których każdy skrywa wstydliwe sekrety, a wreszcie mamy śledczych – zarówno profesjonalistów, jak i amatorów, którzy z sherlockowską dokładnością analizują dowody i tropią poszlaki. Obraz ten uzupełniają barwnie opisane okolice Wschowy w województwie lubuskim, w której to lokalizacji autorka uruchomiła uroczy pensjonat „Mścigniew”, stanowiący oazę spokoju i relaksu. Jest tak jednak do czasu, kiedy jeden z hotelowych gości traci życie w okolicznościach tylko z pozoru wyglądających na nieszczęśliwy wypadek…

Autorka na kartach swojej dziewiątej powieści powołała do życia plejadę pełnokrwistych bohaterów, którzy skumulowani w jednym miejscu tworzą mieszankę wybuchową. Powiązania między nimi, interpersonalne napięcie, grzechy ciężkie i nieistotne w ostatecznym rozrachunku grzeszki wychodzą na jaw wraz z postępami w śledztwie prowadzonym przez osobliwe, ale niewątpliwie skuteczne i sympatyczne trio: podinspektora Grzegorza Romanowskiego, prywatnego detektywa Wojciecha Suzina oraz Olgę Mierzwińską – osóbkę, która miała w planie spędzić Boże Narodzenie w błogiej atmosferze z dala od zgiełku miasta, a przyszło jej wpaść w sam środek krwawych zdarzeń. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o moim drugoplanowym ulubieńcu, aspirancie Przemku Lubowiczu – genialnej postaci, będącej perełką w policyjnych szeregach z uwagi na nieskalaną rutyną bystrość umysłu oraz wyssaną z mlekiem matki literacko-kulturalną wiedzę. Gdyby nie Lubowicz postępy w dochodzeniu mogłyby być dużo wolniejsze. Ogólnie rzecz ujmując, fabuła tej powieści prowadzona jest po mistrzowsku, ponieważ cienkie nitki prawdy przeplatają się z żeglarskimi linami kłamstw, co niejednokrotnie wyprowadziło mnie na manowce przy ustaleniu tego, kto rzeczywiście zabił.

Ku mojej satysfakcji, Knedler tworzy książki z żelazną konsekwencją i bez względu na to, czy spod jej pióra wychodzi powieść obyczajowa, czy kryminalna, czaruje czytelników kunsztownym, ale nie napuszonym językiem, literacko-kinematograficznymi odniesieniami oraz realistycznymi opisami miejsc – w przypadku NCBBN jest to Lgiń wraz z przylegającymi do niego lasami i jeziorem oraz Wiedeń, do którego prowadzi życiorys ofiary morderstwa w przeddzień Bożego Narodzenia. Do tego wszystkiego dochodzi psychologiczna niemal analiza ludzkich przywar oraz motywów działania, popychających człowieka do zdrady, oszustwa, a nawet… zabójstwa. I nic to, że wokół rozbrzmiewają dźwięki świątecznych piosenek (autorka funduje nam przebieżkę po najbardziej znanych świątecznych nutach, przemycając własną opinię na ich temat za sprawą swoich bohaterów), a zapach piernika smakowicie drażni zmysł powonienia (niech żyje moc wyobraźni!). Książkę tę można bowiem z powodzeniem czytać o każdej porze roku.

Biorąc pod uwagę wyżej opisane kwestie, nie boję się okrzyknąć Magdaleny Knedler „polską Agathą Christie” i domagam się wręcz kolejnych perypetii teamu Romanowski, Suzin & Mierzwińska, na co jednoznacznie wskazuje zakończenie książki. Mam nadzieję, że zarówno autorka, jak i Wydawnictwo „Novae Res” mają takową kontynuację w planach i niebawem o niej usłyszymy.

Trzymam również kciuki za utrzymanie dotychczasowego wysokiego poziomu graficznego okładek dedykowanych powieściom wrocławskiej pisarki, ponieważ idealnie oddają one ich charakter oraz fantastycznie prezentują się na półce czy na zdjęciach.

Czytajmy Knedler, bo warto!

Ocena: 6/6
©Domi Czyta
Pensjonat Mścigniew, prowadzony przez Tomasza Malanowskiego, to urokliwe miejsce niedaleko Wschowy, gdzie każdy może liczyć na odpoczynek od miejskiego zgiełku i świeże powietrze. To właśnie tu, na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, tłumnie zjeżdżają się goście, by w spokoju spędzić te najpiękniejsze ze świąt. A są wśród nich: elegancka kobieta w średnim wieku (Grażyna Kranz), polonista jaskiniowiec (Radosław Inglot), miły facet z różańcem (Mieczysław Nowak), zadbana trzydziestolatka (Klara Żukowska), młode małżeństwo (Dagmara i Olivier Potoccy), ojciec z synem (Karol i Andrzej Chojnaccy), miłośniczka nordic walking (Olga Mierzwińska) oraz Niemiec (Heine Steiner). W tle przewijają się jeszcze: kucharka, sprzątaczka, chora żona właściciela oraz jej pielęgniarka, a także płynące z głośników znane wszystkim bożonarodzeniowe przeboje. Tych obcych sobie ludzi już wkrótce połączy nie tylko świąteczna atmosfera, ale i… zbrodnia. A nawet dwie! Czy przybyłemu na miejsce podinspektorowi Romanowskiemu oraz detektywowi Suzinowi, a także wciągniętej w śledztwo Oldze uda się wytropić mordercę? Czasem wystarczy jedno słowo albo jedno zdanie, żeby ktoś zaczął dokładniej i wnikliwiej szukać.

Powiem to głośno po raz kolejny: jeśli chodzi o polskie kryminały, to naprawdę nie mamy się czego wstydzić! Nie całkiem białe Boże Narodzenie to kawał bardzo wciągającej intrygi, w którą wchodzi się z tak wielką przyjemnością, że aż człowiekowi żal, gdy widzi ostatnią stronę. Celowo sięgnęłam po nią tuż przed Bożym Narodzeniem, bo chciałam jeszcze bardziej wczuć się w klimat. Gwarantuję Wam jednak, że fabule dacie się ponieść nawet w upalne lato, bo Knedler jak zwykle pisze tak, że jak już się zacznie czytać, to nie można przestać (ja na ten przykład z powodu tej książki nie posprzątałam w domu przed wyjazdem, więc jak wrócę, to kurz mi się będzie kłębił gęsto)
Już na samym początku dostajemy od Autorki wyraźne sygnały, że przed nami powieść w stylu Agathy Christie. I faktycznie: żadnych ekwilibrystycznych opisów trupa (…), nikt nikogo przez pół książki nie goni. Z rzadka też bohaterowie dają sobie po gębach. Jest morderstwo, a nawet dwa, a potem szczegółowe rozpracowywanie potencjalnych podejrzanych, obserwowanie, podsłuchiwanie, łączenie faktów i wyciąganie wniosków. Raczej na spokojnie (co wcale nie znaczy, że nudno), bez krwawych opisów czy nagłych zwrotów (choć w kilku momentach na pewno wykrzykniecie: wow!). Z logicznym, ale i zaskakującym oraz w pełni satysfakcjonującym zakończeniem. Dla mnie to była bardzo miła odmiana, bo choć „brutalne” kryminały czytać bardzo lubię, od czasu do czasu mam też ochotę pogłówkować w stylu panny Marple czy Herkulesa Poirota.

To, co jeszcze wyróżnia tę powieść, to świetnie skonstruowani bohaterowie, których mamy okazję poznać naprawdę dokładnie, a także humor – czasem zaśmiewałam się w głos, zwłaszcza gdy do akcji wkraczali trochę przewrażliwiony podinspektor Romanowski i wymądrzający się detektyw Suzin (zresztą już sam sposób, w jaki znajdują się w pensjonacie, wywołuje szeroki uśmiech na twarzy).
Bardzo liczę na to, że jeszcze kiedyś będę mogła wspólnie z Romanowskim i Suzinem rozwiązać jakąś zagadkę. Jest nadzieja, bo… zresztą sami przeczytajcie.

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Kiedy sięgnąć po Nie całkiem białe Boże Narodzenie? O każdej porze roku będzie się podobało, przecież nic nie stoi na przeszkodzie ubrać książkę w etui w arbuzy i wyłożyć się na plaży. Jednak rekomenduję czytać w zimowy wieczór, gdy za oknem biało, z głośników cichutko „sączą się” świąteczne piosenki (albo jakieś inne „pościelówy” cytując jedną z postaci filmu „Auta”), na stoliku stoi kubek parującej, aromatycznej herbaty, a koło fotela leży ukochany pupil... No to się rozmarzyłam! Śniegu jak nie było, tak nie ma, prognozy liche, więc nie czekałam na perfekcyjne okoliczności przyrody i w towarzystwie kubka i psa (czyli mój stały zestaw) najnowszą powieść detektywistyczną Magdaleny Knedler przeczytałam.

Nie wszyscy w tradycyjny sposób obchodzą Święta Bożego Narodzenia. Niektórzy na przykład wyjeżdżają i zaszywają się gdzieś z dala od domu. Bohaterowie Nie całkiem białego Bożego Narodzenia w Mścigniewie chcieli znaleźć miejsce – pensjonat – w którym mogą odnaleźć spokój, przemyśleć osobiste sprawy, uporać się z problemami. Ot, czas tylko dla siebie, a święta, to tak przy okazji. Wszystko fajnie, założenie zacne, ale … znaleziono trupa w wannie. No i cały spokój szlag trafia. Co lepsze, a raczej gorsze, kolejny trup zostaje odnaleziony w pobliskim lesie. No to już lekka przesada! Do akcji wkracza policjant i detektyw, a po chwili z duetu robi się trio, bo bardzo pomocny staje się analityczny umysł Olgi, pensjonariuszki i odkrywcy denatów w jednym. Rodem z powieści Agathy Christie od nitki do kłębka dochodzimy do rozwiązania zagadki tajemniczych śmierci.

Jak było? Fajnie było! Lekko i swobodnie. Kto się sadzi na krwawy kryminał, duszną atmosferę , wielowątkowość i pogłębioną pracę śledczą, ten może czuć się ciut zawiedziony. Książka przekonała mnie … przegadaniem! Naprawdę! Tu cały czas ktoś rozmawia, spiera się, dyskutuje, spotyka. I to jest naprawdę świetne. Zero nudy! Polecam zabieganym i entuzjastom kryminałów w wersji „lajt”.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Boże Narodzenie to niepowtarzalna okazja do celebrowania rodzinnych tradycji. Wspólne ubieranie choinki, śpiewanie kolęd i przygotowywanie potraw, ale także czas spędzony w gronie najbliższych. Taka wizja wydaje się piękna, a jednak czasami życie mieli się do tego stopnia, że człowiek potrzebuje uciec dosłownie od wszystkiego, nawet od pozornie najlepszych przyzwyczajeń. W takiej sytuacji kojącą ofertą mogą okazać się święta spędzone z dala od własnego domu. Taki scenariusz planuje swoim bohaterom Magdalena Knedler w świątecznym kryminale Nie całkiem białe Boże Narodzenie, lecz tu na gości kameralnego dworku czeka nie lada zaskoczenie. Zamiast prezentów pod choinką, znajdują bowiem… trupa w zalanej łazience.

Dziewiętnastowieczny dworek Mścigniew to idealne miejsce dla wszystkich, którzy pragną spędzić Boże Narodzenie z dala od rodzinnego zgiełku. Właścicielem przytulnego pensjonatu jest Tomasz Malanowski, a wśród gości można znaleźć przekrój niemal całego społeczeństwa. Największą rolę otrzymuje Olga Mierzwińska – miłośniczka nordic walking. To właśnie ta kobieta, śmiało krocząc na poranny trening z kijkami, znajduje w łazience utopionego Niemca. Ktoś ewidentnie pomógł mężczyźnie zejść z tego świata i wszystko wskazuje na to, że winnego należy szukać w ścianach kameralnego pensjonatu. Oficjalne śledztwo nie wchodzi w grę więc podinspektor Grzegorz Romanowski wpada na pomysł, aby zaangażować w niecodzienną sprawę dawnego kumpla. Panowie wspólnie wynajmują pokój po zamordowanym mężczyźnie i rozpoczynają osobliwe dochodzenie.

Wystarczy pobieżnie zapoznać się z zarysem fabuły, aby dostrzec, że tym razem czytelnik otrzymuje coś więcej niż tradycyjną świąteczną opowieść. W tle oczywiście słychać kolędy, a z kuchni wciąż unoszą się korzenne zapachy, ale ten bożonarodzeniowy wstęp to jedynie okazja do realizacji pewnego morderczego przedstawienia. Znaleziony w wannie trup znacząco zmienia oblicze książki i sprawia, że dotychczasowa sielankowa aura przechodzi w zauważalnie podejrzliwy nastrój. Pozory wskazują na rasowy kryminał, ale sprytnie osadzone wątki obyczajowe oraz groteskowe zachowania bohaterów każą sądzić, że autorka świadomie zabarwia konwencję gatunku. Stale wyczuwalny humor, tak bardzo zbliżony do tego, jakim obdarzyła swe powieści Agatha Christie, zdaje się być tego najlepszym przykładem. Im bliżej finału, tym trudniej o właściwe domysły, a samo zakończenie okazuje się tym z gatunku nieprzewidywalnych. Magdalena Knedler spaja fabularne ogniwa w sposób niebywale pomysłowy i do końca utrzymuje czytelnika w prawdziwym napięciu. Niech nikogo też nie zmyli świąteczna okładka, gdyż powieść w odbiorze jest naprawdę uniwersalna.

Jak się szybko okazuje, w kameralnym dworku święta spędza wielu gości, z których każdy może okazać się poszukiwanym mordercą. Potencjalnych sprawców jest zatem wielu i każdy z nich potrafi przekręcić ster tak, aby skierować ewentualne zarzuty w przeciwną stronę. W łaski świątecznego towarzystwa wkupić próbuje się podinspektor Grzegorz Romanowski wraz z prywatnym detektywem i jednocześnie dawnym przyjacielem, Wojciechem Suzinem. Śledczy od początku przekreślają sztywne policyjne procedury, w zamian proponując działania rodzące się właściwie na bieżąco. Odbiorca bierze tym samym udział w swoistej komedii omyłek i jednocześnie staje się obserwatorem śmiałego przeglądu społeczeństwa, dzięki któremu dowiaduje się, co skłoniło poszczególnych gości do spędzenia świąt z dala od własnego domu. Rola głównej bohaterki przypada tu Oldze Mierzwińskiej, która okazuje się lepem na mordercze łupy całej powieści. Pozostałe kreacje nie odbiegają daleko, gdyż ich postawy są równie intrygujące, barwne i wyraziste. Chociaż początkowo można odnieść wrażenie, iż tak szumna obsada bohaterów będzie stanowić duże utrudnienie, to nic bardziej mylnego. Magdalena Knedler odpowiednio zarządza angażami i poświęca każdej z postaci na tyle dużo czasu, aby czytelnik nieustannie czuł się zachęcony do snucia nowych podejrzeń.

Dworek Mścigniew zaprasza na święta dalekie od wszelkich tradycji! Boże Narodzenie za pasem, a w wannie jednego z gości zamiast karpia pływa… najprawdziwszy trup. Osobliwa zagadka, krzątanina podejrzanych i wreszcie duet śledczych, który szuka mordercy w niemal aktorski sposób. Magdalena Knedler potwierdza, że potrafi operować nie tylko klasyką kryminału, ale równie swobodnie wykracza poza jej ramy, aby nadać powieści autentycznego humoru. Dzieje się tu dużo i trzeba przyznać, że Nie całkiem białe Boże Narodzenie to iście kryminalna żonglerka, która fascynuje, relaksuje i rozśmiesza, ale jednocześnie wymaga naprawdę czujnego nosa. Polecam nie tylko na święta!

Ocena: 5/6
©Mozaika Literacka
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    "Nie całkiem białe boże narodzenie" fajny lekki kryminał, w sam raz na święta.

    W pensjonacie Mścigniew, w którym kilku klientów z różnych stron Polski postanowili spędzić święta Bożego Narodzenia. Niespodziewanie w pensjonacie topi się jeden z klientów. Sprawę próbuje rozwiązać policjant, prywatny detektyw oraz pewna dziewczyna.

    Kryminał naprawdę świetny, ciekawa historia oraz oryginalne postacie. Bez zbędnej akcji i wątków pobocznych. Akcja skupia się na samym śledztwie i dyskusjach na temat morderstwa.

    Nie podobało mi się natomiast, zbyt dużo nawiązań do polskich celebrytów na początku książki, natomiast jeśli to pominąć to pozycja naprawdę warta uwagi.

    Jest to pozycja naprawdę ciekawa, można rzec istota kryminału w pigułce. Szczerze Polecam!

Inne proponowane
Warto zerknąć