ebook Cztery płatki śniegu
3.76 / 5.00 (liczba ocen: 935) Ilość stron (szacowana): 336

Cztery płatki śniegu
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 20.93
27.90 złpremium: 16.74 zł Lub 16.74 zł
20.93 zł Lub 18.84 zł
22.32 zł Lub 20.09 zł
27.90 zł
20.92 zł
21.15 zł
22.88 zł
23.72 zł
23.72 zł
24.56 zł
25.50 zł
27.90 zł
27.90 zł
Inne proponowane

Święta mogą być wyjątkowe, nawet gdy z nieba spadną cztery płatki śniegu na krzyż… Ciepła, pełna humoru i wzruszeń opowieść o tym, co jest naprawdę ważne.

Gwiazdka za pasem, w powietrzu pachnie makowcem, goździkami i zieloną choinką. Mieszkańcy pewnego miasteczka myślą już o przygotowaniach świątecznych, ale na drodze lepienia uszek i łańcuchów choinkowych staną im rodzinne perypetie. Zabiegani zapomną, co naprawdę liczy się w świętach. Na szczęście ktoś im o tym przypomni.
Ten wyjątkowy czas skrzyżuje ze sobą drogi małżeństwa posądzającego się wzajemnie o zdrady, młodej mamy zmęczonej dobrymi radami teściowej, sknery, którego żona marzy o dziecku, kobiety samotnie wychowującej córeczkę i pewnego przystojnego mężczyzny. Wśród codziennych problemów trudno się zatrzymać i po prostu cieszyć wspólnymi chwilami, ale w miasteczku mieszka ktoś, kto na nowo odkrywa magię świąt...

Cztery płatki śniegu od Joanna Szarańska możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
W tym roku postanowiłam przeczytać więcej świątecznych książek. A że mamy bardzo dużo na rynku, więc wybór był trudny. Pamiętam jednak, że w poprzednich latach bardzo zachwalana była seria Cztery płatki śniegu. Dlatego wybór padł na nią.

Bohaterami są tu mieszkańcy bloku przy ulicy Weissa w małym miasteczku. Zuzanna i Kajetan nawzajem podejrzewają się o zdradę małżeńską. Ona podejmuje nawet odpowiednie środki i udaje się po pomoc do prywatnego detektywa – pani Kaliny, której nieodłącznym towarzyszem jest pies Młynek lubiący rzucać się na męskie genitalia. Monika i Jakub są młodymi rodzicami. Ona chcą być idealną mamą swoja wiedzę o macierzyństwie stara się uzyskać z przeróżnych poradników. Na jej drodze staje jednak wciąż wtrącająca się teściowa, która chce podać niemowlakowi uszka z grzybami lub irytująco zdrabnia słowa zwracając się do wnuka. Anna i Waldemar to małżeństwo, które nie doczekało się dziecka. Przyczyną tego stanu rzeczy jest przede wszystkim niewiarygodne skąpstwo Waldemara, który wylicza żonie każdą złotówkę… Ba, nawet każde 10 groszy… Jest też Marzena -samotna matka wychowująca Stasię. Marzena większość czasu spędza w pracy, aby móc zarobić na utrzymanie swoje i swojej córki. Stasia natomiast boryka się z problemem stania się idealną córką, taką z jakiej mama byłaby dumna i z brakiem serdecznej przyjaciółki w szkole. A na ich drodze staje wychowawca Stasi – Maciej. I w końcu najważniejsza postać: Pani Michalska, która postanowiła, że namówi sąsiadów, aby razem udekorowali choinkę przed blokiem, a może nawet udałoby się zaśpiewać wspólnie jakąś kolędę?!

Dla mnie na uwagę zasługują bohaterowie. Na pewno nie były to postacie papierowe. Przyznam się szczerze, że na początku lekko mnie irytowali, ale bardzo szybko się to zmieniło i polubiłam właściwie wszystkich (oprócz Waldemara). Szczególnie kibicowałam właśnie Annie, aby nie dała się mężowi, ona też ma prawo głosu i nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Trzymałam też kciuki za Marzenę, Macieja i Stasię – bardzo spodobało mi się ich pierwsze spotkanie.

Święta są bardzo rodzinnym czasem, gdzie dążymy do właśnie takiej pogodnej, ciepłej atmosfery i chwil spędzonych wśród rodziny i przyjaciół. Dlatego nikt nie powinien w tym czasie być sam. Często jednak w tej przedświątecznej atmosferze zapominamy o tym. Skupiamy się na zakupach, porządkach. A zapominamy często o ludziach. A czasem w ogóle się nie zastanawiamy czy ta sąsiadka/sąsiad koło nas ma jakąś rodzinę czy te święta może spędzi sam?! Coraz częściej żyjemy obok siebie, a do końca nawet się nie znamy. Czasami ludzie koło nas uśmiechają się, a pod tym uśmiechem kryją swoje troski, zmartwienia, smutne i bolesne przeżycia. Gdzieś w głębi serca tęsknią za ciepłem domowym i są bardzo, ale to bardzo samotni. Autorka zwraca przede wszystkim nam uwagę, że powinniśmy być otwarci przede wszystkim na drugiego człowieka, a czasem i spróbować dostrzec jego potrzeby…

Co ważne, książka napisana jest z ogromnym poczuciem humoru. Ja przez większość czasu uśmiechałam się sama do siebie pod nosem! Poza tym nie ma tu patetycznego tonu, a pomimo tego, że jest to opowieść z przesłaniem, nie ma tu zbyt wielu „złotych myśli” czy mądrości. Jest za to rodzinnie, przyjacielsko, swojsko. Końcówka jest też bardzo wzruszająca i uświadamiająca nam meritum tej historii.

To wspaniała, mądra i klimatyczna opowieść. Idealna na ten świąteczny czas, choć nie tylko. Nic tylko usiąść z kubkiem aromatycznej herbaty lub ciepłego kakao i dać ponieść się tej historii. Ja od razu sięgam po drugą część, bo muszę dowiedzieć co dalej u znajomych z ulicy Weissa.

Ocena: 5/6
©Księgozbiór Kasiny
W ostatnim czasie na blogach recenzenckich, grupach książkowych czy na Instagramie jest wysyp recenzji o książkach o tematyce bożonarodzeniowej. Takie książki, jak i filmy, uwielbiam po stokroć, bo wprowadzają mnie w ten cudowny nastój okołoświąteczny.

Okładka tej książki spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Na Kindlu nie widać tego piękna, ale widziałam ją w księgarni i na zdjęciach. Nazwisko autorki świtało mi w umyśle, po sprawdzeniu doznałam olśnienia że to ta pani co napisała cykl o Kalinie w malinach (polecam!).

Oczywiście, po okładce i tematyce książki, można wywnioskować, że będzie to raczej obyczajówka ze świętami w tle, jakich wiele. Niby tak, ale...

...ta podobała mi się wybitnie. Czytałam wiele książek o świętach (jeszcze nie tegorocznych, ale to nadrobię) i żadna nie podobała mi się aż tak. Mamy tutaj wszystko co książka o takiej tematyce powinna mieć. Przede wszystkim charakterystycznych bohaterów, ale najważniejsze jest przesłanie na koniec, o którym na razie cicho sza.

Autorka opisuje okres przedświąteczny w jednej kamienicy w małym miasteczku. Wszyscy się znają, a tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą. Autorka skupiła się na czterech rodzinach, problemach małżeńskich Zuzanny i Kajetana, relacji matki z córką (Marzena i Stasia), problemach z teściową (Monika) oraz jak żyć ze skąpym mężem (Ania i Waldemar). Ważną rolę gra tu gospodyni domu, która chodzi i dogląda klatki schodowej i wszystkiego wokół.

Czytając - w połowie wydawało mi się, że to takie flaki z olejem, ale w pewnym momencie wchodzimy w okres świąteczny i się zaczęło. Na końcu łezka mi popłynęła, a w głowie słyszałam jeszcze chwilę po czytaniu kolędy. Dziękuję autorce za kolejną super powieść dla kobiet oraz za wprowadzenie mnie w ten cudowny stan okołoświąteczny, a przede wszystkim za posłowie, w którym dobitnie pokazuje życiową prawdę, o której zbyt często zapominamy.

Ocena: 5/6
©Matka książkoholiczka
Ciężko się zaprzyjaźniam. Zazwyczaj potrzebuję czasu, żeby nabrać zaufania, pewności i przekonania, że warto. Pasują mi ci, którzy rozumieją, że moim jedynym zajęciem nie jest odpisywanie na każdą wiadomość w ciągu kilku minut. Odpowiada mi, kiedy ludzie zdają sobie sprawę, że przyjaźń nie oznacza streszczania swojego dnia co wieczór do słuchawki telefonu lub poprzez różnego rodzaju aplikacje. Uwielbiam, gdy przyjaciele szanują mój czas i rozumieją, że kiedy będą mnie naprawdę potrzebowali, to ja będę obok, a rozmawiać o przysłowiowej tylnej części ciała Maryni lubię, ale nie codziennie. Dlatego cenię przyjaźń z pisarzami. Żeby była jasność – nie gonię za nimi, nie wystawiam laurek mimo, że mi się nie podoba, nie czytam tylko tych, którzy mogą coś dla mnie zrobić. Zaprzyjaźniam się z nimi poprzez ich książki. Urzeczona okładką Czterech płatków śniegu Joanny Szarańskiej postanowiłam sprawdzić, czy jest nam po drodze.

Muszę przyznać, że przez pierwszych kilka stron zdecydowanie nie było. Moje ciśnienie rosło proporcjonalnie do pogłębiającej się frustracji – założyłam, że przy tej lekturze sobie odpocznę. Tymczasem już pierwsze zdanie spowodowało, że napięłam mięśnie i zacisnęłam pięści. Dlaczego? Powód może wydawać się banalny: nienawidzę zdrobnień. Wyniosłam to chyba z mojej przygody z pracą w Telekomunikacji Polskiej w czasie studiów, kiedy obrywało się za każdą „fakturkę” czy „rachuneczek”. Nic nie poradzę, że taka forma kaleczy moje ucho, a w tej sytuacji oczy. Chuda jodełka zakołysała się lekko (…). Zawieszone na jej gałązkach szklane sopelki zabrzęczały melodyjnie, gdy zetknęły się z pokrytymi śniegiem szpicami. Światło ulicznej latarni zalśniło w ozdobach srebrzystym refleksem, wzbudzając zainteresowanie szarego wróbelka przycupniętego na cienkiej gałązce. Potem jeszcze ptaszek, drabinka, lampki i żaróweczki. I kiedy już zaczęłam dostawać powoli tak zwanej szewskiej pasji, wszystko się zmieniło. Jakby ktoś użył czarodziejskiej różdżki – wszystko wróciło do normy i dałam naszej przyjaźni szansę.

Cztery płatki śniegu to typowo świąteczna lektura, w której poznajemy perypetie kilku rodzin mieszkających w jednym bloku. Znają się głównie z widzenia, każda z nich ma własne problemy, które doskonale ilustrują nasze społeczeństwo. Nie będę ich opisywać, żeby nie zepsuć naprawdę dobrej zabawy. Wspomnę tylko, że jest ciekawie, wzruszająco, śmiesznie i bardzo klimatycznie. To książka o normalnych ludziach, o ich codziennych troskach, problemach i rozterkach. Momentami to świetna komedia pomyłek, w której niejeden człowiek mógłby osadzić siebie w roli głównej.

Nie można odmówić Szarańskiej stworzenia świątecznego klimatu – ze śniegiem, choinką, zapachem pomarańczy i goździków. Mimo, że jej bohaterowie skupiają się raczej na sobie, zapominając o zbliżającym się szczególnym czasie. Jakież to ludzkie! Na szczęście wśród nich jest jedna osoba, która postanawia wszystkim przypomnieć, co znaczą te grudniowe dni i jak ważne jest, by spędzić je razem.

Cztery płatki śniegu to niewątpliwie lekka lektura. Rozczaruje się ktoś, kto oczekuje „wielkich” treści. Jednak – trzeba uczciwie zauważyć – ta książka wcale nie pretenduje do miana wielkiej literatury. Udowadnia natomiast, że bez patosu też da się opowiadać o Świętach. Miało być przyjemnie, ciepło, refleksyjnie i tak właśnie jest. Autorka nie stworzyła wyjątkowej historii, nie przetarła szlaków w temacie świątecznej literatury (której w tym roku mieliśmy szczególny wysyp). Jednak nie zmienia to faktu, że z Szarańską warto się zaprzyjaźnić, a już na pewno dać jej szansę.

Ocena: 5/6
©Spadło mi z regała
Przechowywanie pewnych świerszczyków, robienie przysiadów w samochodzie, potajemne wyżeranie sąsiadom weków i wypijanie kompotów w piwnicy, kradzież sianka do szopki w wykonaniu dwóch ośmiolatek, a także polowanie na kochasia żony i wynajmowanie detektywa, by wyśledził kochankę męża, to tylko niektóre z sytuacji czekających na czytelników na kartach powieści Cztery płatki śniegu. I chociaż książka jest w klimacie przedświątecznym, wcale nie przeszkadzało mi to w tym, by przeczytać ją po świętach.

Autorka zaprezentowała cały wachlarz ciekawych postaci, w większości mieszkających w jednym bloku, od chorobliwie skąpego Waldemara, któremu zdarzyło się od czasu do czasu zdegustować zawartość słoików z przetworami należących do sąsiadów (ale tylko wtedy, gdy stały na jego półce w piwnicy, bo co na naszej półce, to nasze, no nie?), przez wuefistę, który niespodziewanie został wychowawcą ośmiolatków, młodych rodziców malutkiego Piotrusia, aż po Zuzannę i Kajtka, którzy wzajemnie podejrzewali się o zdradę i różnymi sposobami usiłowali poznać prawdę. nad wszystkimi czuwała gospodyni, pani Malinowska, bez której cała ta historia byłaby zupełnie inna.

Mnóstwo emocji, takich zwyczajnych, ludzkich. Samotność dziecka odtrąconego przez rówieśników, nastolatkowe "motylki w brzuchu" trzydziestolatki na myśl o nowo poznanym znajomym, walka samotnej matki o lepsze jutro dla niej i jej córeczki, samotność wśród ludzi, chęć zjednoczenia obcych sobie ludzi w ten jeden wyjątkowy dzień w roku...
Krótkie rozdziały, opowiadające o życiu poszczególnych bohaterów, czyta się bardzo szybko. Tym szybciej, że z każdą stroną chce się więcej wiedzieć o tym, jak poradzą sobie w sytuacjach, które wymyśliła im autorka, a właściwie zgotowało życie. Bo wszystkie te wydarzenia mogłyby spotkać każdego z nas i na pewno w swoim otoczeniu każdy znalazłby niektórych bohaterów z kart książki.

Zakończenie jest nostalgiczne i zmusza do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem. Motywuje do zwrócenia uwagi na innych ludzi. Bywa przecież tak, że z premedytacją nie wpuszczamy innych osób do naszego życia, albo zwyczajnie nie dostrzegamy ich prób zbliżenia się do nas. Warto zatrzymać się i rozejrzeć, nie tylko w święta...

Ocena: 5/6
©Bibliotecznie
Gwiazdka za pasem, w powietrzu pachnie makowcem, goździkami i zieloną choinką. Mieszkańcy małego miasteczka myślą już o przygotowaniach świątecznych, ale na drodze lepienia uszek i łańcuchów choinkowych staną im rodzinne perypetie. Zabiegani zapomną, co naprawdę liczy się w świętach. Na szczęście ktoś im o tym przypomni…

Z moich propozycji to ta właśnie okazała się najlepszą i po nią powinniście sięgnąć w pierwszej kolejności. Autorka mnie porwała. Lektura ta jest niesamowicie przyjemna, zabawna, ciepła, pełna przypadków i zrządzeń losu. Odniosłam wrażenie, że znalazłam się w komedii To właśnie miłość, ale tutaj jest jeszcze piękniej, a przede wszystkim zabawniej. Raz po raz wybuchałam niekontrolowanym śmiechem, bo sytuacje przedstawione w powieści są tak absurdalne, ale jednocześnie prawdziwe, że nie mogłam się po prostu powstrzymać. Właśnie tego oczekuję od lektury typowo świątecznej. Mnóstwa śmiechu i radości. Wzruszająca opowieść o życiu współczesnych ludzi, którzy żyją ze sobą, ale jakby obok siebie. Koniecznie musicie przeczytać!

Ocena: 6/6
©Reading My Love
Święta to magiczny, niepowtarzalny czas. Migające w oknach wielobarwne lampki, zapach goździków i cynamonu unoszący się w pobliskich piekarniach, prószący w bladych światłach lamp śnieg, pokrywający szare kostki chodników. Jednak niestety w życiu nie zawsze jest tak kolorowo, a świąteczna atmosfera nie naprawi wszystkich problemów, które potęgują się w najmniej odpowiednim momencie. Skrajnie skąpy mąż przeliczający każdą złotówkę, problemy córki, która nie może zaadaptować się wśród nowo poznanych rówieśników, teściowa wtrącająca swoje trzy grosze w każdym, nawet najmniej znaczącym temacie to tylko wierzchołek składającej się z kłopotów góry, z którą będą musiały zmierzyć się mieszkanki bloku przy ulicy Weissa. Jak sobie z nimi poradzą? Czy ostatecznie uda im się wypełnić ich domy magią świąt? Czy może jednak Boże Narodzenie okaże się jedną wielką klapą?

Bo czy można odczuwać bożonarodzeniową radość, kiedy traci się tak bliską osobę?

Na początku wspomnę, że jest to dopiero moje pierwsze spotkanie z książkami tej autorki, jednak myślę, że w niedalekiej przyszłości sięgnę również po inne jej pozycje. W Czterech płatkach śniegu prowadzona jest trzecioosobowa narracja, niestety muszę przyznać, że średnio przypadła mi ona do gustu, gdyż skłaniam się raczej ku rozwiązaniu, w którym wydarzenia poznajemy bezpośrednio z perspektywy bohaterów. Jednak mimo wszystko ich uczucia oraz emocje im towarzyszące zostały odpowiednio ukazane, więc ostatecznie nie była to dla mnie znacząca wada.

Jeżeli już o postaciach mowa, były one zdecydowanie najmocniejszą stroną tej pozycji. Niesamowicie charakterystyczne, barwne, a przy tym tak bardzo się od siebie różniące. Spotkamy wśród nich młode, kochające się małżeństwo, których podejrzewanie siebie nawzajem o zdradę doprowadzi do skrajnych, momentami wręcz absurdalnych sytuacji. Samotną matkę, ledwo wiążącą koniec z końcem, próbującą przychylić niebo własnej córce. Córce, której dosyć nietypowe imię odbiera całą pewność siebie, a co za tym idzie powoduje trudności w adaptacji wśród nowych rówieśników. Poznamy również kobietę, która całe życie, będąc zależna finansowo od męża, zgadzała się na jego niewyobrażalne skąpstwo. I nie, parzenie jednej torebki herbaty kilkukrotnie, czy też czyszczenie kuchni cytryną nie jest oszczędnością - jest parodią. Napotkamy także młodą mamę, czerpiącą wiedzę na temat wychowania swojego synka głównie z podręczników, zirytowaną wiecznym marudzeniem teściowej, że znowu robi coś nie tak jak powinna. I na koniec pani Michalska. Wścibska staruszka, która wydawać by się mogło jest dosłownie wszędzie, żyjąca życiem sąsiadów i ich strapieniami. To właśnie ona swoją przebiegłością i skrytą życzliwością skradła moje serce.

Styl autorki jest bardzo przejrzysty, lekki i prosty, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Dosyć krótkie rozdziały i utrzymujące się od samego początku spore tempo wydarzeń sprawiają, że książka niemal czyta się sama, a kolejne jej strony pochłaniałam z wielką przyjemnością. A co z zawartą w niej historią? Jest to po prostu książka o życiu, o codzienności, która nie zawsze jest taka, jak sobie wymarzyliśmy. O mniejszych i większych problemach napotykających nas na co dzień, z którymi każdy próbuje radzić sobie na inny sposób. Ukazuje, jak ogromnie ważne jest byśmy czasami nabrali dystansu, spojrzeli na wszystko z innej perspektywy i przestali zadręczać się błahostkami, które potrafią spędzić nam sen z powiek. Jest to historia, która momentami bawi do łez (szczególnie za sprawą skąpego Waldemara, którego coraz to nowsze pomysły na oszczędzenie kilku groszy były coraz bardziej nonsensowne), a chwilami najzwyczajniej chwyta za serce i zmusza do przemyśleń. Szczególnie sama końcówka, w której duch świąt został oddany wprost idealnie.

I chociaż te magiczne chwile w tym roku już za nami, to mimo wszystko myślę, że Cztery płatki śniegu sprawdzą się również w każdy inny okres. Bo nie jest to jedynie pozycja skupiająca się na świątecznej gorączce, ale także (a może i głównie) na ludzkich relacjach, a te towarzyszą nam przez cały czas. Jeżeli więc macie ochotę na lekką, ale wciągającą i dającą do myślenia lekturę, polecam Wam właśnie tę pozycję. Obiecuję, nie zawiedziecie się!

Ocena: 4+/6
©Ver.reads
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć