Śpiące królewny
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.74 / 5.00
liczba ocen: 25514
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
39.90 złpremium: 23.94 zł
-33% 26.73 zł
-23% 30.72 zł
33.43 zł
33.92 zł
Pozostałe księgarnie
31.56 zł
33.52 zł
33.56 zł
33.77 zł
35.91 zł
36.00 zł
39.90 zł
39.90 zł
39.90 zł
39.90 zł
Opis:
W przyszłości tak realistycznej i bliskiej, że mogłaby być współczesnością, coś dziwnego dzieje się z kobietami. Szczelnie owija je substancja przypominająca kokon. Gdy ktoś je budzi albo materiał zostaje naruszony, uśpione kobiety wpadają w furię; śpiąc, przenoszą się do innego świata − świata, w którym panuje harmonia, a konflikty są rzadkością...
 

Evie jest odporna na błogosławieństwo bądź klątwę niezwykłej śpiączki. Czy jest medyczną anomalią, którą należy przebadać? A może demonem, którego trzeba zabić? Porzuceni mężczyźni, zdani na siebie i swoje coraz bardziej prymitywne odruchy, dzielą się na wrogie frakcje, niektórzy pragną zabić Evie, inni ją ocalić. Część wykorzystuje panujący chaos, by zemścić się na starych bądź nowych wrogach. W świecie nagle opanowanym przez mężczyzn wszyscy uciekają się do przemocy.
Osadzona w małym mieście w Appalachach, gdzie największym pracodawcą jest więzienie kobiece, powieść „Śpiące królewny” to dająca do myślenia, nadzwyczajnie wciągająca historia, która dziś wydaje się szczególnie aktualna.

 

CYTATY:
Czasem dostajesz to, czego chcesz, przeważnie jednak dostajesz to, co dostajesz.
Diabeł jest nieobliczalny. Kiedyś był aniołem.
Ludzie skupiają się na drobnych sprawach, żeby wielkie ich nie przytłoczyły.
Recenzje blogerów
Z Kingiem tak już mam, że nawet jeśli opis budzi mój lekki sceptycyzm to nie mogę sobie odmówić sięgnięcia po książkę i sprawdzenia czy moje odczucie było słuszne. Wiadomym jest, że Król Horroru, jak każdy pisarz mający na swoim koncie tak wiele tytułów, ma powieści lepsze i gorsze. Jedni mówią, że najlepsze już za nim i dzielą jego twórczość na tę klasyczną i tę współczesną, drudzy czytają każdy tytuł po kolei z wypiekami na twarzy. Od razu powiem, że ja jestem gdzieś pośrodku. Nie mogłam sobie jednak odmówić lektury Śpiących królewien, książki, którą Stephen napisał ze swoim synem Owenem. Ile jest Kinga w tej baśniowo brzmiącej książce, a ile makabrycznej baśni w Kingu?

W Dooling, małym miasteczku w Appalachach, dochodzi do niecodziennego morderstwa. Tajemnicza, niezwykle silna kobieta zabija kilku mężczyzn i uchodzi z miejsca zbrodni. Miejscowa policjantka znajduje ją wędrującą skrajem szosy, nagą i zakrwawioną. W dodatku kobieta dziwnie się zachowuje i nie chce zdradzić swojego imienia – w końcu każe się nazywać Evie. I tak, jako Evie Doe (Doe jako osoba o nieznanej tożsamości; zwyczajowe miano nadawane takiej osobie w aktach policyjnych) zostaje więźniarką miejscowego zakładu karnego. Evie zdaje się być zwiastunem zmian, które zachodzą nieuchronnie na całym świecie: a mowa o wirusie aurory, specyficznej śpiączki, która dopada tylko kobiety. Wirus najpierw pojawił się na Hawajach i w Australii, ale teraz zawitał także do Ameryki. W Dooling kolejne kobiety pogrążają się w nienaturalnym śnie.

Jak miasto poradzi sobie bez kobiet? Te z nich, które zapadły w sen nie chcą, aby je budzić. Znajdują się w innym, lepszym miejscu, z dala od trudnej codzienności w Dooling. Żony, matki, babcie, córki i siostry, koleżanki i ukochane – wszystkie one prędzej czy później muszą zapaść w niekończący się sen. Wszystkie, poza tajemniczą Evie… Czyją wysłanniczką jest Evie i czy zechce pomóc mieszkańcom Dooling? Jedno jest pewne: to w niej tkwi klucz do rozwiązania upiornej zagadki.

Uczucia, pomyślała Lila. Mężczyźni najchętniej nigdy by o nich nie mówili, kobiety rozmawiają o nich prawie na okrągło. Czasem robi się to nudne.

Trudno powiedzieć, by książka o zagładzie cywilizacji była specjalnie oryginalnym pomysłem, a jednak znając umiejętności pisarskie Kinga można było mieć nadzieję, że pisarz w interesujący sposób rozpisze nienowy przecież temat. Czy tak się stało? Nie do końca. Powieść jest dobra, ale wtórna, i to nawet w samej twórczości Króla. Przez całą lekturę nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to kalka Bastionu. Zagłada świata? Jest. Podział na dwa obozy? Jest. Walka dobra ze złem? A jakże. I tylko czarnego i białego charakteru nie obsadzono, mamy za to Evie – bardzo niejednoznaczną bohaterkę, co do której właściwie do końca nie jesteśmy pewni do jakiej frakcji należy. Sama Evie stawia się ponad frakcjami i ponad zwyczajowym rozumieniem dobra i zła. Śpiące królewny są też bardziej kameralne, cała akcja toczy się bowiem w Dooling, małym miasteczku, a bohaterowie nie przemierzają różnych stanów Ameryki, jak to miało miejsce w Bastionie.

A jednak Śpiącym królewnom zabrakło nieco świeżości. Fabularnie wszystko ograne jest nieźle, a to, za co fani na całym świecie kochają mistrza horroru, odnajdą i w jego najnowszej powieści. Są tu więc pogłębione portrety psychologiczne i wyraziści bohaterowie, których King pokazuje nam pod lupą, stawiając ich w kryzysowej sytuacji i obserwując uważnie, jak też się zachowają, jest też walka z siłami zła, które tym razem nie przybrały fantastycznej postaci diabła, ale jak najbardziej codzienną – tę w ludzkiej duszy. Śpiące królewny to makabryczna baśń o świecie bez kobiet, w którym samotni mężczyźni wszczynają wojnę – znajdzie się jednak garstka, która będzie chciała bronić starego porządku. Czy im się to uda? O tym każdy z Was musi się już przekonać sam, sięgając po książkę.

Mimo że Śpiące królewny mają swoje minusy to nie uważam, by czas im poświęcony był zmarnowany. Należy wspomnieć, że powieść pisało dwóch Kingów – ojciec i syn – nie znając jednak twórczości tego drugiego trudno mi orzec, kto ile dał od siebie i co jest dziełem młodszego, a co starszego z pisarzy. Może Owen King maczał palce w zakończeniu? To jest bowiem dość łagodne, ale to właściwie dobrze, nie jest bowiem przekombinowane, jak to często u Króla bywa. Kto czytał choćby To ten wie, że Stephen King ma tendencje do bardzo dziwnych domknięć swoich powieści. Tu wszystko jest do przyjęcia i fabularnie nie rozłazi się w szwach. Jednak ci, którzy lubują się w klasycznym Kingu mogą być zawiedzeni: to już taka książka drugiej świeżości. A w końcu świeżość, jak dowodził Woland w Mistrzu i Małgorzacie, może być tylko jedna.

Ocena: 4-/6
©tanayah czyta
Podobno pomysł na Buick 8 – podobno, bo nijak nie mogę odszukać tej informacji, którą teraz mam w głowie, a o której jestem pewny, że ją kiedyś czytałem, więc jeśli to tylko wytwór mojej wyobraźni (ale jakże to by było typowe dla Kinga), to nie miejcie mi tego za złe – zrodził się w banalnie prosty sposób. Otóż (ponoć), Stephen King tankując swój samochód na jednej ze stacji benzynowych, obserwował jak obok zatrzymuje się amerykański klasyk, po czym jego osobliwy właściciel udaje się do toalety. Pojawiła się wówczas myśl, co by się stało gdyby ten facet nie wrócił.

Wyobrażam sobie zatem, następującą rozmowę ojca z synem (w telewizji są akurat reklamy i zapowiedź nowej/starej ekranizacji Śpiącej królewny):

[Stephen King] Patrz, znów odgrzewają tą bajkę.
[Owen King] Taaa… A gdyby tak nie tylko ona zasnęła, ale wszystkie kobiety na świecie?
[Stephen] Ciekawa koncepcja. Tylko co one miałyby robić w tym śnie?
[Owen] Tatooooo! Przecież sam pisałeś, że są światy inne niż ten…

Tak mniej więcej, wyobrażam sobie koncepcyjny początek tej powieści. Wyobrażam sobie również, że za Śpiące królewny, weźmie się niebawem cały zastęp nadgorliwych fanów (fanatyków) twórczości Kinga i zacznie jej skrupulatną analizę w poszukiwaniu, który to King, który fragment napisał, bądź wymyślił. Przenicują oni również fabułę, aby wyłapać wszelkie nieścisłości i niepotrzebne według nich elementy, a wszystko to skrupulatnie opiszą na swoich blogach lub w komentarzach w mediach społecznościowych. Niech i tak będzie. Ja natomiast analitykiem nie jestem, więc tego typu tekstów będziecie musieli poszukać gdzie indziej.

Moim skromnym zdaniem Kingowie w duecie wykonali świetną pracę (i nawet jeśli ktoś ma podejrzenia, że to duet czysto techniczny, nie roztrząsajcie tego proszę ???? Liczy się efekt końcowy!). Książka jest naprawdę fascynująca i kompletna. Nawet gdybym chciał, to nie mam się do czego przyczepić. Pomysł nowatorski, wykonanie fantastyczne, a radość z czytania niesamowita. Panowie King nie położyli nawet zakończenia, co Stephenowi zdarzało się dość często. Fabuła powieści jest według mnie spójna i praktycznie pozbawiona luk. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wielu książek Kinga, ta była dość mocno konsultowana pod względem merytorycznym, więc nie można zarzucić, że opisana historia zaczęła się i skończyła wyłącznie w głowach autorów. Z początku myślałem, że to zasługa Owena, ale potem naszła mnie refleksja, że już w trylogii kryminalnej, Stephen musiał wyjść z własnego, hermetycznego świata i zasięgnąć języka.

Śpiące królewny są swoistym koktajlem Mołotowa dobrych praktyk nazwiska King. W książce znajdziemy – jak zwykle, chociaż tutaj zaskakująco okrojone – wątki obyczajowe, szczyptę koncepcji z Buick 8 czy Mrocznej Wieży, odrobinę – ale tyle ile trzeba – klimatu Bastionu, oraz całkiem sporą dawkę energii znaną choćby z końcówki Sklepiku z marzeniami. Oczywiście nie zabrakło również drugiego dna – roboczo nazwałem je emocjonalno-socjologicznym – które jest bardzo mocno refleksyjne. Nawet sobie nie wyobrażacie jak trudno było napisać poprzednie dwa zdania, nie zdradzając ani krzty fabuły – na czym wyjątkowo mi zależy.

Czy tak książka ma szanse stać się kultową? Nie wiem… Według mojego psa, kultowy jest smakołyk, który został wrzucony pod kanapę na kilka tygodni, trochę się zestarzał, obrósł kurzem, przyjął odwiedziny kilu tysięcy roztoczy i dopiero po nabraniu takiej mocy urzędowej, ujrzał ponownie światło dzienne, aby w kultowej koronie zostać pożartym. Być może tak właśnie będzie z tą powieścią. Być może następne pokolenie uzna ją za kultową. To co sam dziś mogę powiedzieć, to to, że mimo moich bardzo wysokich oczekiwań, Śpiące królewny spełniły je z nawiązką.

Myślę, że każdy fan Kinga (Kingów) będzie zadowolony i w poczuciu spełnienia będzie oczekiwał kolejnej – oby równie dobrej – powieści tego duetu. Uważam również, że jest to też niezła pozycja na rozpoczęcie przygody z Kingiem. Jest pozbawiona tej, trudnej dla niektórych do zniesienia, specyfiki starszych jego dzieł.

Osobiście bardzo polecam zaczytać się w tej książce!

Ocena: 6/6
©Blog PanCzyta.pl
Sen zazwyczaj kojarzony jest z czymś przyjemnym; z czasem regeneracji, odpoczynku. Nawet pomimo niekiedy występujących koszmarów wielu ludzi po prostu lubi spać i „śnić o światach innych niż ten”. Większość żywych organizmów śpi dostosowując się do dziennego i nocnego rytmu – zwierzęta, owady, nawet rośliny. Brak snu wprowadza w organizmie wiele negatywnych czynników takich jak spowolnienie ruchów, reakcji a nawet halucynacje. Ile więc można wytrzymać bez snu?

Małe, niczym niewyróżniające się miasteczko. Wszyscy żyją swoim życiem, swoimi problemami, własną równowagą. Harmonia i spokój miasta zostaje zachwiana wówczas, gdy pewnego dnia „znikąd” pojawia się ona – tajemnicza istota, która w sposób osobliwy morduje dwóch mężczyzn. Tymczasem ze świata napływają dziwne informacje o kobietach, które zasypiając zostają szczelnie owinięte naroślą przypominającą kokon. Biada temu, kto spróbuje je obudzić! Zerwany materiał wpędza uśpione kobiety w morderczą furię. Mężczyźni są zdani na siebie, rodzą się w nich prymitywne odruchy, panujący chaos pcha ich w objęcia przemocy.

Dobro jest towarem deficytowym, reszta to w przeważającej części zgnilizna.

Nie ulega wątpliwości, że kobiety w powieściach Stephena Kinga odgrywają często kluczowe role. To właśnie one wiodą prym w Śpiących królewnach. Matki, żony, kochanki, opiekunki rodzinnego ciepła, nazywane „słabą płcią”, niesprawiedliwie traktowane, często wykorzystywane, doświadczane przemocą – fizyczną, psychiczną, seksualną, pozbawiane praw. Zrodzone spod pióra Stephena i Owena Kingów Śpiące królewny rzucają czytelnikowi wyzwanie, aby ten porzucił utarte schematy i spojrzał na otaczający go świat z nieco innej perspektywy tak, aby dostrzec swoisty kontrast. Jak wyglądałby świat, gdyby odseparowano od siebie kobiety i mężczyzn, jak poradziliby sobie w nowej rzeczywistości, czy byłoby im lepiej?

Nie popadajmy jednak w skrajność – należy pamiętać, że kobiety również są zdolne do przejawów agresji, co autorzy przedstawili wręcz wzorowo. I choć niektóre elementy bywają przejaskrawione, tak całość jest bardzo realistyczna i wiarygodna.

Prowadzona opowieść osnuta jest niepokojącym, czasem dusznym klimatem – mrok zaczyna powoli wydostawać się na powierzchnię tworząc aurę zepsucia, motywy nadprzyrodzone zagęszczają atmosferę małomiasteczkowej społeczności. Doszukiwanie się, który King napisał który fragment jest bezsensowne. Powieść jest spójna, płynna, nie widać różnic językowych czy warsztatowych. Akcja utworu przypomina sinusoidę – niespieszne tempo z czasem nabiera niebezpiecznego rozmachu, aby zaraz ostudzić emocje i z powrotem wrócić na właściwy sobie tor. Każdy wprowadzony wątek został odpowiednio zamknięty, nie zauważyłam większych nieścisłości.

Tylko tyle, że tak naprawdę nie da się niczego na dobre zostawić. Nic nie przepada na zawsze, dopóki śmierć albo alzheimer nie wymażą wspomnień. Wiedział o tym. (…) Człowiek nosi swoją przeszłość jak naszyjnik, taki cuchnący, z czosnku. Chowasz go pod kołnierzem – czy wypuszczasz na wierzch – nic nie ginie.

Niestety, powieść nie jest wolna od błędów. Miejscami niepotrzebnie rozciągnięta, naszpikowana ogromem bohaterów, którzy notabene pozostawiają wiele do życzenia – nie wliczając w to garstki postaci wiodących, którzy mimo długości powieści pozostają zauważalni – są płytcy, nie wyróżniający się, często giną w tle. Wprowadzona mnogość sprawiła, że gubiłam się nie wiedząc kto jest kim. Zabrakło dobrych portretów psychologicznych, czegoś charakterystycznego. Plusem jednak jest to, że Kingowie postawili na niejednoznaczność – nie ma tutaj bohaterów stricte dobrych i złych, czarno białych, których można zamknąć w jednym słowie. Każdy ma jakąś przeszłość, inne cele; bohaterowie są zwykłymi ludźmi zmagającymi się z własnymi słabościami, tylko od nich zależy czy stawią czoła rozgrywającemu się dramatowi czy pozwolą mu przejąć nad sobą kontrolę.

Kingowie stawiają pytania, podsuwają odpowiedzi, pozostawiają miejsce na własną interpretację zatrważającej wizji. Śpiące królewny są powieścią fascynującą, refleksyjną, satysfakcjonującą ale i kontrowersyjną. Autorzy w sposób uderzający odmalowali różnice rządzące światem kobiet i mężczyzn, skrzętnie zaplanowali fabułę nadając jej osobliwego wydźwięku, mimo to powieść nie jest pozbawiona wad. Stephen i Owen King skroili dobrą powieść z niebanalnym przesłaniem.

Ocena: 5/6
©Bookmoment
Ta przygoda z Kingiem jest o tyle ciekawa, że tę książkę autor napisał we współpracy z własnym synem. I chcąc nie chcąc starałam się, mimo skupienia na fabule, wyłapać różnice w tekście, tak by ocenić, kto napisał który fragment lub rozdział.

To moje pierwsze zetknięcie z Kingiem w formie książki, więc jedynie pokrótce opowiem Wam o fabule. Dla mnie było ciekawie.

Przechodząc do fabuły… Zachodzi tajemniczy proceder w trakcie kobiecego snu. Polega on na tym, że u kobiet, które zapadają w sen dochodzi do przemiany – zamieniają się w kokon. Jeśli się je obudzi stają się niebezpieczne i pełne agresji. Jeśli zaś sen nie zostaje przerwany taka kobieta trafia do innego wymiaru, gdzie wiedzie szczęśliwą egzystencję. Jednak powrót do rzeczywistości wywołuje u nich prawdziwy szał. Trzeba zatem dbać o ich niczym niezakłócany sen lub o to, by w ogóle nie zasnęły. Dlaczego – nie wiadomo.

Dla mnie ta historia była interesująca i tajemnicza. Czułam się trochę jak podczas czytania kryminału. Zagadka, tajemnica, dużo pytań, dobre dialogi i dobrze opisane realia USA, sprawiły, że mam ochotę na więcej książek Kinga.

Ocena: 6/6
©Domowa Księgarnia
Dla fanów Stephena Kinga każda jego nowo wydana książka to małe święto. Chociaż ja do prawdziwych fanów pisarza raczej się nie zaliczam - może niedzielnego czytacza, nazwijmy to tak - to jednak bardzo nie mogłam doczekać się premiery Śpiących królewien, okrzykniętej jako najbardziej feministyczna powieść autora i jego syna.

Na początku muszę przyznać, że nie mam pojęcia, jaki wpływ na książkę miał Stephen King, a jaki Owen King - nie jestem w stanie rozróżnić ich charakterystycznych "znaczników", bo raz - w Polsce nie wyszła jeszcze żadna powieść Owena, a dwa, Śpiące królewny wydają mi się tak bardzo klasycznym Kingiem, że chyba nawet jakbym czytała którąś historię Owena Kinga, to nie potrafiłabym odróżnić jego warsztatu pisarskiego od jego ojca. Niemniej książkę czyta się fenomenalnie. Na swojej prywatnej skali umiejscowiłabym tę powieść gdzieś pomiędzy Dallas'69 a Ręką Mistrza - moimi dwoma ulubionymi historiami króla grozy. Tradycyjnie, jak to już u tego amerykańskiego pisarza bywa, początek Śpiących królewien jest strasznie powolny, odrobinę przynudza i trudno jest wciągnąć się w opowieść. Mogłabym postawić dwie ulubione powieści na to, że ten początek jest wpływem starszego Kinga. Im dalej jednak zagłębiamy się w treść, tym trudniej jest się od niej oderwać.

Jak zwykle dostajemy wielowątkową i wielowymiarową historię o zwykłych ludziach postawionych w niezwykłej sytuacji. Kingowie mają to do siebie, że w niemalże każdej powieści potrafią stworzyć barwnych, żywcem z życia wziętych bohaterów - takich szaraczków o normalnych problemach, słabostkach i wadach charakteru. Stoją dwoma stopami na ziemi i przez większość czasu obce im są jakieś heroiczne postawy czy bujanie w obłokach. Także w Śpiących królewnach - chociaż to opowieść o tym, jak nagle kobiety zaczynają nienaturalnie zasypiać i się nie wybudzać, a na ich twarzach wytwarza się dziwna, kleista powłoka - najbardziej zaciekawił mnie wątek szeryfa małego miasteczka, która już w pierwszych rozdziałach powieści odkrywa, że mąż ma nieślubne dziecko - gorzej; dziecko, które jest w wieku ich syna. Poza tym mamy też tutaj weterynarza Franka, który zmaga się z problemami z kontrolowaniem złości, od niedawna żyje w separacji z żoną, ale nad życie kocha swoją małą córeczkę, dla której byłby w stanie zrobić wszystko. Oprócz tego większość akcji dzieje się w więzieniu dla kobiet, gdzie niemalże każda z bohaterek dostaje swój wątek i ma niemały wpływ na fabułę. Nie wspomniawszy, że właśnie tam obecnie znajduje się młoda, piękna kobieta, która zasypia i budzi się normalnie...

Śpiące królewny Kingów można potraktować na dwa sposoby. Jako zwykłą, fikcyjną historię, którą miło nam się czyta, a jeszcze przyjemniej wypełnia nią wolny czas, albo jako bardzo rozbudowany i ciekawie osadzony komentarz polityczny na temat obecnej polityki prowadzonej przez Stany Zjednoczone. Naprawdę trudno nie zwrócić na to uwagi w książce, która porusza takie tematy jak prawa kobiet, rasizm czy problematykę agresywniejszego zachowania służb prawa odnośnie podejrzanych, którzy mają ciemny kolor skóry. Można to zauważyć i o tym rozmawiać, można bardziej skoncentrować się na samej historii, podziwiając warsztat pisarski i styl obydwu pisarzy, trudno mi jednak nie wspomnieć w recenzji, że fakt, że powieści fantastyczne wciąż wspaniale spełniają swoją funkcję i celnie komentują naszą szarą rzeczywistość, bardzo mi się podoba. To jedna z tych rzeczy, które w tych książkach cenię najbardziej. W podziękowaniach Kingowie piszą, że Śpiące królewny to historia, w której niektóre wątki zostały odrobinę uproszczone czy spłaszczone, aby wpasować się w ramy fabuły. Zapoznając się z książką, można dostrzec, że pewne opisywane sytuacje są traktowane jako łatwy środek do celu, ale biorąc pod uwagę, że Kingowie za każdym razem osiągają taki skutek, jakiego chcieli, trudno się o to gniewać.

Odkładając najnowszą powieść Kingów na półkę, nie mam żadnego problemu, aby dostrzec, jakim sposobem Stephen King stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy grozy i jak zaraził miłością do pisania swoich synów. Śpiące królewny to wciągająca, zmuszająca do myślenia powieść o ludzkiej naturze i naszych słabościach. Wieloaspektowa oraz niesamowicie złożona; sprawia, że jednocześnie martwimy się losami postaci, ich własnymi problemami, lecz także potrafimy dopasować kłopoty, z którymi się zmagają, do naszego zwykłego życia. Do samego końca nie byłam pewna, jaki to wszystko będzie miało finał i, chociaż zakończenie jednak odrobinę mnie rozczarowało, to jestem pewna, że Śpiące królewny są książką, którą w tym roku po prostu trzeba przeczytać i o której trzeba mówić.

Ocena: 5/6
©Nocny Cień
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Znacie to uczucie, kiedy choćby się waliło i paliło to i tak rozdział trzeba doczytać? Podczas lektury tej powieści niestety tego nie doświadczyłam. Fanką Kinga jestem już od lat i na "Śpiące królewny" czekałam z niecierpliwością. Niestety spotkało mnie rozczarowanie. Zupełnie nie mogłam się w tę historię "wczuć". Książkę męczyłam prawie tydzień, zamiast pochłonąć praktycznie na raz kosztem zarwanej nocy, jak to mam w zwyczaju czynić z powieściami Kinga.

Inne proponowane
Warto zerknąć