Córka
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.80 / 5.00
liczba ocen: 3883
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
18.90 zł
-20% 23.20 zł
25.61 zł
29.00 złpremium: 17.40 zł
Pozostałe księgarnie
24.64 zł
24.65 zł
25.23 zł
25.81 zł
26.10 zł
29.00 zł
Opis:

„Ta powieść to olbrzymi sukces ... Delikatna, ale śmiała, precyzyjna, ale ulotna, ostra niczym nóż, ale kojąca niczym balsam". La Repubblica


„Córka to powieść o sytuacji kobiet: konfliktach, które mogą się pojawić w małżeństwie, ginącej miłości i pasji, trudnych relacjach z dziećmi, które jednocześnie utrudniają i pomagają swobodnie wyrażać uczucia". La Stampa
Leda to rozwiedziona nauczycielka literatury angielskiej. Gdy jej córki wyjeżdżają do Kanady, by zamieszkać z ojcem, może się wydawać, że czeka ją okres pełen bólu i melancholii. Tymczasem kobieta z zażenowaniem stwierdza, że czuje się wolna, a jej życie staje się lżejsze.
Leda postanawia wyjechać na wakacje nad morze, na południe kraju. Kilka pierwszych dni upływa jej spokojnie, do czasu aż kobieta spotyka pewną obcesową rodzinę, w obecności której czuje niepokój, a czasem nawet strach.
Jedno, z pozoru niewinne, zdarzenie, sprawia, że do Ledy powracają wspomnienia wyborów, których dokonała jako matka, a które poważnie wpłynęły na losy jej rodziny. Z czasem ta spokojna opowieść o odkrywającej siebie na nowo kobiecie staje się historią konfrontacji z przeszłością i trudnym macierzyństwem…

Recenzje blogerów
Wreszcie na moim blogu gości Elena Ferrante! Jej cyklem Genialna przyjaciółka zachwycałam się w zeszłym roku, jednak nie pisałam na ten temat osobnej notki na blogu, więc mogło Wam to umknąć. Około rok później sięgnęłam po Córkę, krótką historię zawartą w jednym tomie. Znając już świetny cykl neapolitański byłam pewna, że i tym razem czeka mnie naprawdę dobra lektura. Jednak czy się nie pomyliłam? Jak sprawdziła się Ferrante w krótszej, mniej rozbudowanej formie?

Leda po raz pierwszy, odkąd została matką, wyjechała na samotne wczasy. Jej córki są już dorosłe, niedawno przeprowadziły się do Kanady i każda rozpoczęła samodzielne życie. Leda jest rozwódką, dzieci wyfrunęły z gniazda, nic więc nie stoi na przeszkodzie, by wreszcie zajęła się w spokoju sobą i swoją pracą. Kobieta udaje się na południe Włoch, nad morze, by napisać kilka artykułów z zakresu literatury angielskiej. Jest przekonana, że będzie jej brakowało córek, z którymi mieszkała tyle lat i czuła się z nimi bardzo związana, jednak ku swojemu zdziwieniu i zażenowaniu stwierdza, że bardzo dobrze jest jej samej: w końcu jest wolna i może się zająć sobą. Kilka pierwszych dni na wyjeździe upływa jej spokojnie: Leda chodzi na plażę, rozmawia z właścicielem domku, w którym się zatrzymała i z miejscowym ratownikiem, a także, a może przede wszystkim – próbuje pisać. Tę sielankę przerywa pojawienie się na plaży pewnej głośnej i obcesowej rodziny: od tej pory kobieta nie umie się skupić na pracy. Nowi przybysze z jednej strony ją drażnią, a z drugiej fascynują…

Szczególną uwagę Ledy zwraca młoda kobieta i jej kilkuletnia córka – zaczyna je codziennie obserwować, stając się świadkiem zabaw i pieszczot matki i dziecka, ale także kłótni, fochów i marudzenia dziewczynki. Gdy pewnego dnia mała gubi gdzieś swoją ulubioną lalkę, wszyscy włączają się w poszukiwania. Te, zdawałoby się, błahe zdarzenia są dla Ferrante okazją do zmuszenia swojej bohaterki do przemyślenia całego jej życia pod kątem relacji z córkami. Leda zastanawia się, jaką była matką i co to znaczy być matką dobrą, czy wypada czasem być zmęczoną tą rolą i mieć jej dość, czy da się pogodzić ambicje zawodowe, życie miłosne i wychowanie dzieci, spełniając się na każdym polu? Myślę, że są to pytania, które zadaje sobie wiele matek i dobrze, że coraz częściej w ostatnich latach są one głośno zadawane, a kobiety dają sobie prawo do bycia matką nieidealną. Nie znaczy to oczywiście, że nie kochają swoich dzieci, ale pokazują, że macierzyństwo to nie tylko cud, miód, lukier i różowa pianka, ale też różne trudy, dylematy i – czasami – zaprzepaszczone szanse. To ważna dyskusja dla matek i tych, które rozważają posiadanie pierwszego dziecka.

Głupotą jest myśleć, że można zwierzyć się własnym dzieciom, zanim skończą co najmniej pięćdziesiąt lat. Żądać, aby patrzyły na matkę jak na człowieka, a nie na funkcję.

Elena Ferrante ma solidny, czysty styl, co sprawia, że na jakikolwiek temat pisze, mam uczucie, że obcuję z literaturą wysoką. Ta niepozorna książeczka również je wywołała – mimo że historia jest raczej jednotorowa, a w fabule niewiele się dzieje, powieść ma drugie dno. Mnogość wspomnień, jakie wywołuje w Ledzie widok młodej kobiety z córką i jej lalką jest motorem tej powieści: i nie tylko bohaterkę, ale i czytelnika skłania do wielu przemyśleń. Być może nigdy nie dowiemy się, kim tak naprawdę jest Elena Ferrante, ale póki będzie pisać i wydawać tak dobre książki to jej tożsamość może dla mnie pozostać tajemnicą.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Poglądy różniące się od przyjętych za jedynie słuszne często zostają niewypowiedziane. Mało tego – uznawane są za nieistniejące. Każdy wyrażony głośno bunt (choćby niewielki) zostaje zazwyczaj spacyfikowany w zarodku. Takie nastały czasy. Mam wrażenie, że owe „czasy” obejmują każdy element naszego życia i coraz trudniej otwarcie prezentować swoje poglądy. Myślę sobie, że pisarze mają trochę lepiej w tej kwestii, bo mogą przeciwstawiać się ustalonemu porządkowi, kreując bohaterów buntowników recytujących myśli autora. Zarzuty? „Przecież to tylko fikcja”.

Nie wiem, co miała w głowie kobieta tworząca pod pseudonimem Elena Ferrante. Nie wiem, czy Leda, bohaterka i narratorka jej książki pod tytułem Córka, jest reminiscencją samej autorki. Niemniej wiele jej spostrzeżeń – szczególnie związanych z macierzyństwem – jest mi bliskich.

Mimo posiadania dwójki dzieci żadna ze mnie Matka Polka. Nie czytam książek o genialnym wychowaniu, żywieniu, pielęgnacji oraz poradników motywacyjnych, które chcą ze mnie zrobić wiecznie uśmiechniętego robota bez prawa do prostego stwierdzenia: „Nie mam siły”. Omijam zaróżowione blogi parentingowe, na których sprzedaje się swoje „cudowne bycie” za pomocą pięknych jasnych zdjęć. Dorosłam do tego, że mnie to najzwyczajniej w świecie wkurza. Ot tak, po prostu. Kiedyś sama byłabym skłonna napisać esej na temat utraty pierwszego zęba – dzisiaj nastawiam się już tylko na to, że Zębowa Wróżka zwyczajnie mnie oskubie, bowiem mój syn sprzedał mi informację, że nie chodzi jedynie o zabranie ząbka i drobny podarek. Ma być Lego. Najlepiej za kilka stów.

Kolejne dowody na bycie „złą” matką? Nie było mi żal zostawić z dziadkami mojego niespełna trzyletniego syna i podróżować przez prawie miesiąc po Indochinach. Gdzieś między Wietnamem a Kambodżą zatęskniłam, ale to nie było jednoznaczne z chęcią powrotu do domu. Odpoczęłam, nabrałam sił i chęci do tego, by być dalej fajną mamą. Moje dziecko tylko na tym skorzystało – spędziło cudowny czas z rozpieszczającymi go dziadkami, a ja po powrocie miałam dużo energii do zabaw, chorób i wszystkiego, o czym tylko książę Pawełek zamarzył.

Dlaczego o tym piszę? Bo mam w głowie mnóstwo myśli po przeczytaniu Córki. To historia czterdziestoośmioletniej rozwiedzionej kobiety, która odkrywa, że wyjazd jej córek na inny kontynent był jej potrzebny do tego, by zacząć wreszcie żyć zgodnie z samą sobą. Ta książka to rozrachunek z życiem i sumieniem, w którym – poprzez obserwację innej, wydawałoby się na pierwszy rzut oka szczęśliwej rodziny – stara się wytłumaczyć swój „zimny chów” i częsty brak wyrozumiałości dla swoich pociech. Wspomina swoje starania, aby być lepszą matką niż jej własna, opowiada o swoich wybuchach złości, które kończyły się biciem. Próbuje pokazać nam i wytłumaczyć jednocześnie, z czego wynikała jej frustracja i – muszę przyznać – te tłumaczenia wcale nie są dla mnie wyciągnięte z kapelusza. Ferrante doskonale pokazała wszystkie strachy, które pojawiają się w głowie matki, wyrzuciła z siebie niewypowiedziane żale względem tych, którzy narzucili jej kierat domowy bez możliwości samorealizacji. Córka to studium nad macierzyństwem i psychiką kobiety, która – stając się matką – traci szansę na cokolwiek poza opieką nad potomstwem. To głos, który często próbuje być zagłuszony w dzisiejszych czasach.

Pomimo tematu, który jest mi bliski, bardzo dobrej historii napisanej bez nadmiernej egzaltacji i nadęcia (które mogłoby się pojawić po sukcesach poprzednich książek Ferrante) cieszyłam się, że jej gabaryty ograniczają się do niewiele ponad dwustu stron. Obawiam się, że historia Ledy przy większej objętości byłaby zwyczajnie przegadana. Mam jedno zastrzeżenie, które powstało podświadomie w mojej głowie i nie pozwoliło oddać się lekturze w całości – niepostrzeżenie wkradła się do mojej głowy Oriana Fallaci ze swoim Listem do nienarodzonego dziecka, który wywarł na mnie tak piorunujące wrażenie, że nie wiem, czy jakakolwiek inna książka traktująca o macierzyństwie jest w stanie wpłynąć równie mocno na moją percepcję. Oddaję serce książkom, które powodują, że nie mogę zasnąć, które czytam na raty, bo nie potrafię zmierzyć się z poruszanym problemem, a potem wracam do nich z (jakby) niechęcią po to, by chłonąć kolejne strony jak zagubiony wędrowiec wodę na pustyni. Ferrante poruszyła ważny temat, ale nie wstrząsnęła mną wystarczająco. Wydaje mi się, że ta historia w ten sposób mogłaby zostać napisana przez wiele kobiet – Fallaci nikt nie jest w stanie pokonać ani nawet stać się jej naśladowcą.

Ocena: 4+/6
©Spadło mi z regała
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć