HEX
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.74 / 5.00
liczba ocen: 7372
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-23% 24.64 zł
26.81 zł
27.20 zł
32.00 złpremium: 19.20 zł
32.00 zł
Pozostałe księgarnie
26.79 zł
27.19 zł
27.20 zł
28.80 zł
29.00 zł
29.76 zł
32.00 zł
32.00 zł
32.00 zł
32.00 zł
Opis:

Ktokolwiek się tutaj urodzi, musi już tu pozostać do śmierci. Ktokolwiek się tu przeprowadzi, nigdy już tego miejsca nie opuści... Jeden z najlepszych horrorów 2016 roku. Według Stephena Kinga „...totalnie, błyskotliwie oryginalna książka”.

Witamy w Black Spring, malowniczym miasteczku w dolinie rzeki Hudson, prześladowanym przez wiedźmę z Black Rock, kobietę, która żyła w siedemnastym wieku i której usta oraz oczy są zaszyte. Milcząca, krąży po ulicach miasta i kiedy chce, wchodzi do domów, które sama sobie wybiera. Nocami bez końca wystaje przy dziecięcych łóżkach. Wszyscy wiedzą, że jeśli kiedykolwiek otworzy oczy, konsekwencje będą straszliwe…
Dorośli obywatele Black Spring dobrowolnie nałożyli na siebie kwarantannę, używają najnowocześniejszych technik, żeby nie dopuścić do ujawnienia klątwy, ciążącej nad miastem. Ale sfrustrowani taką sytuacją nastoletni chłopcy postanawiają złamać rygorystyczne zasady życia w Black Spring i sprzeciwić się bezustannej udręce. Jednak ich sprzeciw wkrótce pogrąży miasto w spirali okrutnych praktyk z zamierzchłej przeszłości…

„«HEX» przyprawia o gęsią skórkę, wciąga od pierwszych stron i jest niezwykle oryginalny. To jeden z najlepszych horrorów 2016 roku” – George R.R. Martin

„«HEX» jest reminiscencją najlepszych powieści Stephena Kinga; nie potrafię sformułować większej pochwały. To książka mrożąca krew w żyłach, poruszająca i… głęboka” – John Connolly

„Jedna z najoryginalniejszych, najinteligentniejszych i najbardziej przerażających powieści, które zostaną opublikowane w XXI wieku!” – „New York Journal of Books”

„«HEX» wynosi gatunek literacki, jakim jest horror, na nowy poziom” – Sarah Lotz

CYTATY:
Śmierć podlega prawom mroku, a każde nieszczęście wywołuje kolejne i roznosi się jak zaraźliwa choroba.
Recenzje blogerów
Zamknijmy oczy i odpłyńmy w krainę sennych koszmarów. W krainę wszystkiego co najgorsze…

Witamy w Black Spring, malowniczym miasteczku w dolinie rzeki Hudson, gdzie najgorsze koszmary stają się jawą, a nie snem. Gdzie wszechobecna śmierć zdaje się zostawiać swój ślad na każdym centymetrze waszej skóry. A wszystko to, spowodowane jest kobietą, która żyła w siedemnastym wieku. Wiedźmą, której oczy i usta są zaszyte. I choć każdy wie, iż umarła wieki temu, ona wciąż przemierza ulice miasta niczym żywa istota. Nikt, ale to nikt nie może otworzyć jej oczu. Śmierć podlega prawom mroku, a każde nieszczęście wywołuje kolejne i roznosi się jak zaraźliwa choroba. HEX Thomasa Olde Heuvelta to powieść wielowymiarowa. Jest ona połączeniem literatury grozy z powieścią psychologiczną. Książką, która oprócz wprowadzenia nas w historię wiedźmy, jak i taką, która ma nas przerazić, ma na celu ukazać problem ludzkiej natury – tego, jak słabym w rzeczywistości jesteśmy gatunkiem, jak łatwo manipulować naszą psychiką oraz to, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić, by uchować się przy życiu. Podobnie jak to jest w przypadku całkiem sporej liczby bajek, najokrutniejsza część bywa często zapominana: nie jest to część z wiedźmą, ale część z biednym drwalem, opłakującym utratę swoich dzieci. Ciekawostką jest, iż powieść ta, jest zamerykanizowaną wersją pierwotnego, holenderskiego HEX’a, przez niektórych nazywaną HEX 2.0. Książka, którą posiadam, jest inna od oryginału pod względem miejsca akcji, imion i nazwisk bohaterów, jak i zakończenia. Jestem ciekawa holenderskiej wersji tej historii. Zastanawia mnie fakt, czy wywarłaby na mnie większe wrażenie, czy pozostawiłaby po sobie pewien niedosyt. W kontekście literatury grozy przyznaję, że nie na darmo powieść ta zbiera dużo pozytywnych opinii. Autor doskonale oddaje charakter małego, odciętego od współczesnego świata, miasteczka. Owszem, mamy tutaj dostęp do internetu, a poza granice Black Spring można spokojnie wyjeżdżać. Jednak… czy naprawdę jesteśmy wolni, gdy każdy nasz ruch śledzą inni w obawie przed ujawnieniem tego, co powinno być na zawsze tajemnicą? Ci, którzy wstawali najwcześniej, pierwsi natykali się na koszmar, jakiego nikt przenigdy nie chciałby zobaczyć. Horror ten, ma swój osobliwy klimat, a fakt, iż łączy w sobie mistycyzm, współczesność oraz elementy z pogranicza średniowiecza, jest dla mnie wystarczającym argumentem, by po niego sięgnąć. Jest to przede wszystkim głęboki i przemyślany utwór. Mogłabym się doszukiwać minusów, lecz zauważam tylko jeden – książka jest niepokojąca, lecz nie straszy. Przerażać mogą nas głównie przedstawione w powieści dylematy psychologiczne, jak i skutki działań ludzi, którzy sami przed sobą w obliczu niebezpieczeństwa stają się pogardliwym i bezdusznym bytem. Historia Katherine van Wyler z pewnością napawa niepokojem niejednego czytelnika, a osoby wrażliwe na tematy okultystyczne z pewnością będą się jej bać, lecz dla mnie była to głównie bardzo ciekawa powieść. Z pewnością niepokojąca, lecz nie tak straszna, jak się spodziewałam.

Ocena: 6/6
©Marionetka Literacka
Pewnie wielu z Was zaciekawi fakt, że HEX, który niedawno pojawił się na półkach polskich księgarń to właściwie druga, można by rzec, zamerykanizowana wersja na wskroś holenderskiego pierwowzoru sprzed 4 lat. Książki różnią się przede wszystkim lokalizacją (zamiast holenderskiej wioski, amerykańskie miasteczko) oraz zakończeniem, nie wspominając już o nieco zmienionych nazwiskach bohaterów. Pierwszy HEX spodobał się na tyle, że znaleźli się chętni do przetłumaczenia książki na angielski, co pozwoliło tej historii na zaprezentowanie się szerszemu gronu odbiorców, a samemu autorowi otworzyło drzwi do pomajsterkowania przy swoim oryginale. Uważam, że warto o tym wspomnieć, gdyż takie zabiegi przy beletrystyce nie należą do codzienności. Jak zapewnia autor, jego HEX 2.0 (sam wychodzi z propozycją takiej nazwy), jest lepszy: bardziej dopracowany i straszniejszy. Niestety nie miałem okazji porównania obu wersji; szkoda też, że po raz kolejny nie dane było polskiemu czytelnikowi zasmakować powieści grozy rozgrywającej się w małym, europejskim kraju, zanurzyć się w rodzinnej „krainie depresji” pisarza. Ale takie to już czasy, gdzie najlepiej sprzedają się mroczne opowieści o amerykańskich miasteczkach. Zatem witajcie w pozornie uroczym Black Spring, usytuowanym nieopodal Nowego Jorku, w dolinie rzeki Hudson.

Mieszkańcy miasteczka żyją normalnym życiem: pracują, uczą się i spotykają wieczorami przy kolacji. Jest tylko jeden problem - ludzie stamtąd są przeklęci, a cała historia sięga XVII wieku. Wtedy to Katherine została oskarżona o czary i skazana na śmierć; jednak od lat, już jako wiedźma, wędruje po mieście, „ubrana” w łańcuchy, z zaszytymi oczami i ustami. Miasteczko zmieniło się diametralnie, odkąd Katherine po raz pierwszy rozpoczęła swój widmowy spacer. Dziś to grupa w większości świeckich ludzi, niewierzących już w duchowy świat, a jednak zobowiązanych do zachowania tajemnicy, bo gdyby owa sensacja rozlała się po wielkim świecie, prędzej czy później znalazłby się chętny do uwolnienia wiedźmy i otwarcia jej oczu oraz ust, których spojrzenie i szept, jak twierdzą lokalni, niesie jedynie pewną zgubę. Robią więc, co mogą, czuwając nad poczynaniami Katherine dzięki zaawansowanemu systemowi nadzoru i specjalnie oddelegowanej do tego grupie osób. A wszystko po to, by ukryć wiedźmę przed niemającymi o niczym pojęcia ludźmi z zewnątrz. I było tak przez ponad 350 lat, dopóki wewnątrz grupy nie pojawili się buntownicy gotowi złamać powszechnie obowiązujące zasady bezpieczeństwa: zarówno ci młodsi, jak i starsi.

HEX rozpoczyna się całkiem łagodnie i pogodnie, dodając jednocześnie pikanterii do przebiegu wydarzeń, gdy książka powoli ujawnia nieszczęśliwe i tragiczne początki losów przyszłej wiedźmy, zaś klątwa, czyli odroczona w czasie, ale nieunikniona, zemsta Katherine na mieszkańcach Black Spring umościła się bardzo głęboko w psychice samego miasta. Jedno jest pewne – wygląd wiedźmy, szwendającej się po okolicy według sobie tylko znanego harmonogramu, zapada w pamięć.

Thomas Olde Heuvelt już na początku odkrywa sporo kart. Szybko poznajemy wiedźmę oraz ważne dla fabuły osoby, wiemy też, co dzieje się w miasteczku. A sama powieść po części bazuje na tym, że mieszkańców i tak czeka zagłada, której wszyscy wyczekują. Tak więc Black Spring nie tylko musi ukrywać Katherine przed ludźmi z zewnątrz, ale także egzekwować zasady, dzięki którym będzie bezpieczne. Miasteczkiem zaś rządzi konserwatywna Rada, a w sytuacjach kryzysowych obowiązuje dekret, którego treść sięga jeszcze XIX wieku. Jednak przy wszystkich tych środkach ostrożności społeczność i tak doprowadziła się do fałszywego poczucia bezpieczeństwa.

Jak widać, społeczeństwo Black Spring zarządzane jest przez strach; łączy je wspólna sprawa wiedźmy, stąd obywatele – dobrowolnie - są tak dobrze zorganizowani i zsolidaryzowani. Rozumowanie tego dziwnego zachowania jest proste - to kwestia przetrwania. Po pierwsze, potrafią zabezpieczyć przed światem informację o wiedźmie, a po drugie, autor próbuje pokazać, że mikrokosmos, czyli Black Spring samo w sobie, nie istnieje na pustyni, a jest, przynajmniej pozornie, integralną częścią USA, owego makrokosmosu. Dobrze też widać owo zestawienie (mikro-makro) w porannej scenie publicznego wymierzania kary w miasteczku, podczas gdy pozostała część kraju, jak gdyby nigdy nic, budzi się do życia, zmierzając do pracy.

Dla niektórych z Was zasadniczym problemem powieści, zwłaszcza w części pierwszej, będzie to, że zamiast straszyć – ciekawi i śmieszy (bo najstraszniej, jak dla mnie, było w początkowej scenie, gdzie w jednym z domów natrafiamy na stojącą w kacie pokoju, a następnie opierającą się o drzwi Katherine – to wywiera naprawdę niepokojące wrażenie, zwiększając tylko nasz apetyt). Jednak potem tych elementów typowej grozy, przynajmniej w pierwszej odsłonie, zdecydowanie brakuje - raczej śmiejemy się, niż zatrważamy, bo Holender, łącząc wątki nadprzyrodzone z rzeczami przyziemnymi oraz technologiczną współczesnością, siłą rzeczy, zahacza lekko o karykaturę.

To horror niejako z automatu, za sprawą samej wiedźmy, która ma pełnić rolę aksjomatu grozy. Jednak moim zdaniem Holender, widząc, że nie do końca potrafi stworzyć horror, wykorzystał tę wyjściową, pozorną makabrę jako pretekst do opowiedzenia o złu ukrytym w ludziach, o naszej parszywej naturze. Śmierci i zniszczenia oczekuje się właściwie w każdym horrorze, ale przemoc wychodząca od mieszkańców Black Spring może robić wrażenie, nawet mimo jej fabularnego rozproszenia. Owa brutalność to coś, co pozostaje w czytelniku na długo po zakończeniu opowieści. Wiedźma zaś stanowi, wiszący nieustannie nad miastem, element nadprzyrodzony i groźny – trzeba się z nią odpowiednio obchodzić, jednak - jak to ludzie - nie wszyscy zrozumieją powagę sytuacji, pokazując swą wyższość nad poniekąd obezwładnionym (czytaj: niegroźnym) „potworem”. Stąd moja uwaga zogniskowała się głównie na samych mieszkańcach, choć istnieją nadprzyrodzone aspekty tej książki, które wprawdzie na mnie nie zrobiły wielkiego wrażenia, ale jestem przekonany, że na wielu z was odcisną piętno. To choćby wyobrażenie sobie Katherine stojącej przy naszym łóżku bądź obserwującej z bliska, jak jemy śniadanie.

HEX podzielono na dwie części. Pierwsza powoli przekazuje nam informacje o tym, jak działa miasto i sama klątwa. To też socjologiczne spojrzenie na społeczność Black Spring z gdzieniegdzie tylko przezierającymi wglądami w motywacje i myśli poszczególnych bohaterów, stanowiące jednak tylko preludium do części drugiej, gdzie już zdecydowanie króluje psychologia postaci i spojrzenie jednostkowe, czyli głębokie zanurzenie w świat przeżyć poszczególnych osób. Akt drugi staje się zejściem w głąb straszliwej ludzkiej natury. Może nie jest całkowitym odejściem od tego, co było wcześniej, ale ma znacznie większy wpływ emocjonalny – czułem wręcz, jakby spadło na mnie rusztowanie z emocji. To świadomy i wykalkulowany zabieg autora, ale z drugiej strony, nie ma za bardzo jak przed nim uciec, bo efekt ten rozciąga się na wiele stron. Bezkompromisowa druga część doszczętnie demaskuje ludzi i ich pełne zepsucia rządy z wypaczonym “głosem demokracji” oraz wzajemne obwinianie się i zniewagi. Mieszkańcy tak bardzo chcą znaleźć się w centrum uwagi, że dużymi fragmentami spychają postać wiedźmy na boczny tor.

Co ważne, to tak samo opowieść o zbiorowym szaleństwie, jak o dokonywaniu wyborów, o moralnych dylematach, o stawianiu na szali mniejszego i większego zła, przez co (co mnie cieszy) książkowi bohaterowie nie są - przynajmniej w większości - przerysowani czy jednowymiarowi, toteż wielu posiada na swoim koncie zarówno zasługi, jak i przewiny.

A skoro już przy bohaterach jesteśmy, to mam bardzo ambiwalentne odczucia co do poziomu ich kreacji. Holender chciał zaprezentować różnorodność postaci, poruszając się między odrębnymi perspektywami oceny sytuacji, ale to nie do końca się udało. Przede wszystkim zapoznamy się z rodziną Grantów, bo też większość wydarzeń w książce jest przez nich inicjowana. Steve i Jocelyn posiadają dwóch nastoletnich synów: młodszego Matta i wchodzącego powoli w dorosłość Tylera, który należy do pięcioosobowej paczki: Jaydona, Justina, Burana i Lawrence’a, przy czym ostatnia trójka stanowi jedynie tło bez własnego zdania. Liczą się względnie odpowiedzialny i mądry Tyler oraz nieobliczalny, bezkompromisowy i agresywny Jaydon. Tego pierwszego niby dręczą rozterki dojrzewania, popełnia też błędy, ale łatwo zauważyć, że pisarz kreuje go na postać pozytywną, na niezłomnego duchem bohatera; z drugiej strony mamy typowy szwarccharakter – słowem: zbyt duże przerysowanie, zaś przestrzeń między nimi próbuje się wypełnić trójką nieodciskających piętna na fabule chorągiewek; a konserwatywny Colton Mathers, przewodniczący Rady, choć także typowo pejoratywny i jednowymiarowy, to jednak dobrze spełnia swą rolę, skutecznie siejąc ferment. Również słabo wypada szef jednostki oddelegowanej do pilnowania Katherine. Natomiast najlepiej oceniam kreację Griseldy Holst, wdowy po rzeźniku i matki Jaydona, oraz fakt, iż Holender, ku uciesze mojej i przyszłych czytelników - pomimo przewidywalnego losu, jaki czeka miasteczko – prowadzi postać wiedźmy w sobie tylko znany sposób (czytaj: niesztampowo)!

Inną ważną rzeczą, prócz ludzkiego okrucieństwa, jest zestawienie średniowiecznych archaizmów i wywodzącej się stamtąd istoty zła z nowoczesnymi technologiami – nie sposób przejść obok tego obojętnie. Tak samo, jak do przywiązania mieszkańców do rzeczywistości i – przynajmniej pozornej - racjonalności nawet wtedy, gdy zahacza o absurd. Wszystko to jest oryginalne, a poza tym działa zaskakująco dobrze. W dzisiejszych czasach trudno jest wyobrazić sobie, że to, co dzieje się w wysoko rozwiniętym świecie, a już szczególnie w USA, byłoby w stanie umknąć uwadze potężnej sieci mediów społecznościowych. Powieść Heuvelta nie tylko podważa to założenie, ale czyni to w niewątpliwie interesujący sposób.

Mieszkańcy Black Spring bardzo chętnie nie ostrzegają świata zewnętrznego o istnieniu wiedźmy, czyli istoty nadprzyrodzonej, ponieważ każda próba ingerowania w ich „niespokojną koegzystencję” z Katherine może być dosłownie śmiertelna. A jak tego dokonują? Tak, jak przystało na współczesną grupę osób: poprzez nowoczesne i racjonalne rozwiązania oraz systemy. Heuvelt pokazuje, że nie potrzeba wcale anturażu upiornych zamków, miejsc odciętych od świata czy wręcz średniowiecznej scenerii, by móc przeżywać dramat i grozę w normalnym, tj. globalnym i otwartym świecie. Bo w tej książce technologie współistnieją z kilkusetletnimi lękami.

Podsumowując, HEX z jednej strony rozczarowuje, a z drugiej, jest dziełem pomysłowym, które może zaabsorbować zarówno nowicjuszy, jak i weteranów gatunku. Książkę tę, formalnie stylizowaną na powieści Stephena Kinga, należy traktować jako opowieść, a nie zbiór scen, a samego autora jako wprawnego sprawozdawcę.

HEX to obrazowa, momentami drastyczna, opowieść o ludzkim okrucieństwie. Mieszkańcy Black Spring skutecznie funkcjonują w nowoczesnym więzieniu. Jednak gdy pewne jednostki posuną się za daleko, sprowadzając „niewygodny rozejm” między wiedźmą a miastem do punktu kulminacyjnego, wydarzenia zaczną wymykać się spod kontroli, a obywatele ulegną ludzkiej naturze. Można wręcz powiedzieć, że Holender postawił w miasteczku wiedźmę, aby „zainspirować” społeczność do bycia sobą, do „zbiorowego szaleństwa” i „powszechnego ogłupienia”. Połączenie dwóch porządków: średniowiecza z teraźniejszością sprawia, że HEX to powieść oryginalna, stanowiąca powiew świeżości, a jednocześnie horror bardzo silnie zakorzeniony w naszej codzienności. Zaimplementowanie archaicznych wątków do współczesnego świata inwigilacji i mediów społecznościowych daje owocny i niebanalny efekt.

Jeśli lubisz małe miasteczka i uważasz, że to ludzie stanowią źródło prawdziwego zła oraz chcesz się przekonać, jak nowinki techniczne mogą znaleźć zastosowanie w powieści grozy, HEX to dobry wybór.

Ocena: 4/6
©Dobra Komplementarne
Co byście zrobili gdyby Wasze miasto było przeklęte? Jakbyście się czuli gdybyście nie mogli na dłużej go opuścić? Jakby to było gdybyście nie mogli korzystać z Twittera i Facebooka? Czy bylibyście się w stanie przyzwyczaić do niespodziewanych wizyt kilkusetletniej wiedźmy?

Witamy w Black Spring.

Urocze miasteczko w dolinie rzeki Hudson skrywa od wieków mroczną tajemnicę. Przed klątwą nie ma ucieczki, więc mieszkańcy się do niej przyzwyczaili i nauczyli sobie z nią radzić. Tak właśnie powstał HEX system monitorowania, ochrony i władzy.

Lokalna policja w Black Spring składała się zaledwie z garstki funkcjonariuszy – wolontariuszy, którym polecenia wydawał HEX – i działa wyłącznie w sprawach dotyczących samego miasta. W kwestii dokonywania aresztowań nie istniały ściśle określone procedury i ich przebieg zawsze był improwizowany, w każdym razie nikt nigdy nie pytał o coś takiego jak nakaz aresztowania.

Ci, którzy urodzili się w Black Spring od małego są przyzwyczajani, że ich życie różni się znacznie od życia ich kolegów mieszkających w sąsiednich miastach. Nowi mieszkańcy, choć zdarzają się rzadko, bo pracownicy HEX usilnie próbują zniechęcić wszystkich amatorów, są intensywnie szkoleni mimo ogromnego szoku jaki stał się ich udziałem. Ale jak długo można skrywać tajemnicę? Jak długo można panować nad trzystoma osobami w różnym wieku?

Czasami poświęcono się z powodu Black Spring. (…) Przecież wiesz, co Black Spring robi z niektórymi ludźmi.

Od samego początku wiadomo, że ta mistyfikacja w końcu runie, pytanie jest tylko, kto się posunie do ostateczności i jak wielkie mogą być konsekwencje jego czynów?

HEX to horror, który jest jednym z lepszych przedstawicieli tego gatunku. Zaczyna się z wysokiego C i napięcie rośnie do samego końca. Już od pierwszych stron nie da się ukryć, że w zgoła sielskim życiu miasteczka wydarzy się jakaś tragedia i właściwie do samego końca nie jesteśmy w stanie przewidzieć jej rozmiarów. Muszę przyznać, że książka wciągnęła mnie niesamowicie, autor użył kilku ciekawych zabiegów literackich, które wprowadzały niezłe zamieszanie i nie pozwalały oderwać się od książki dopóki sprawa się nie wyjaśniła. Mimo całej swej grozy jest w niej kilka chwil na złapanie oddechu a nawet głośny śmiech. Jedyny minus jaki niestety zaważył na mojej niższej ocenie to nieodparte skojarzenie ze Smentarzem dla zwierzaków (w nowym wydaniu Cmentarz zwieżąt) Stephena Kinga, ale mimo wszystko serdecznie Wam polecam tą pozycję.

Raz, dwa trzy baba jaga patrzy, zacznij się bać.

Ocena: 5+/6
©Księgozbiór
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć