ebook Dwór skrzydeł i zguby
4.2 / 5.00 (liczba ocen: 5929)

Dwór skrzydeł i zguby
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  / /
E-book - najniższa cena: 19.90
Audiobook - najniższa cena: 17.90
wciąż za drogo?
EMPIK#EMPIK WTK
EMPIK#EMPIK WTK
19.90 zł
33.99 zł Lub 30.59 zł
39.99 zł Lub 35.99 zł
-18% 25.90 zł
31.99 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (2)
Inne proponowane

Długo oczekiwana trzecia część bestsellerowego cyklu Sarah J. Maas „Dwór Cierni i Róż”. Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana, by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak żeby to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę…

Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat. W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę...

Dwór skrzydeł i zguby od Sarah J. Maas możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Zawsze sądziłem, że śmierć polega na jakimś spokojnym powrocie na łono przodków - jest słodką, choć smutną kołysanką, która poniesie mnie do tego, co nas czeka potem.
Wszyscy mamy w sobie coś strzaskanego. Każdy na swój sposób... Okruchy w miejscach, których nikt nie zobaczy.
Rodziną są ci, których wybierzesz, a nie ci, wśród których się urodzisz.
Nie da się ukryć, że Sarah J. Maas podpadła mi trochę drugim tomem Dworów. Nie spodobała mi się ta książka, a jej akcja rozkręciła się dopiero przy ostatnich stu stronach (sama pozycja ma ich ponad 500). Z tego też powodu nie mogłam zabrać się do lektury tomu numer trzy, ale przez mój losowany TBR na ten miesiąc, w końcu się przełamałam. Czy Dwór skrzydeł i zguby zrekompensował mi krzywdy, które wyrządził mi Dwór mgieł i furii?

Feyra wraca na Dwór Wiosny, aby tam wieść spokojne życie u boku swojego ukochanego. Zaraz, co? Tak naprawdę kobieta wraca tam, by odkryć zamiary Tamlina oraz działania, których chce podjąć się bezlitosny król Hibernii. No ale by to osiągnąć, musi podjąć grę, w której stawką jest jej własne życie oraz życie innych - zarówno Fae, jak i ludzi. W obliczu wojny Feyra będzie musiała znów podjąć decyzję, komu może zaufać, a kto nie zasługuje na żadną łaskę z jej strony oraz będzie zmuszona szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niedługo nastąpi bitwa, w której poleje się krew...

Przy okazji recenzji poprzedniej części, pisałam, że Feyrę można jednocześnie lubić i nienawidzić. Tutaj muszę trochę zmienić swoje zdanie, ponieważ - o dziwo! - w trzecim tomie serii ta bohaterka stała się bardziej stanowcza, bardziej pewna siebie i naprawdę dała się lubić. Choć wiadomo, że nie wszystkie jej decyzje czy zachowania przypadły mi do gustu, to i tak mogę z ręką na sercu napisać (tzn. Może nie z ręką na sercu, bardziej na klawiaturze, no ale), że Feyra to naprawdę dobrze wykreowana i na swój sposób sympatyczna postać.

Tamlin z kolei, czyli bohater, którego dosłownie pokochałam w pierwszej części, tutaj całkowicie zalazł mi za skórę i nie mogę chłopa zdzierżyć. Jego obsesja wręcz na punkcie Feyry oraz chęć dokopania Rhysandowi irytowała mnie okropnie, a jego niekontrolowane wybuchy furii były przerażające. Szkoda, że z tak miłego chłopaka zmienił się w potwora, no ale cóż. Rhysand też jakoś specjalnie nie zdobył mojego serca. Owszem, jego relacja z Feyrą jest romantyczna, jest ciekawa, ale ten bohater raczej nie jest tym, o którym będę wspominać jeszcze przez lata.

W końcu mogę przejść do samej fabuły i akcji powieści, ponieważ tutaj to się dopiero działo. Autorka chyba chciała naprawić swój błąd z poprzedniej części, więc tutaj zaczęła wprowadzać mnie w to wszystko z przytupem – od razu ja jako czytelnik zostałam zarzucona informacjami dotyczącymi zbliżającej się wojny, ale nie przeszkadzało mi to. Czerpałam wręcz radość z czytania o wszystkich tych przygotowaniach, bo nareszcie czułam w tym prawdziwą Sarę. Autorce trzeba też oddać to, że w książce postawiła na dynamizm, dzięki czemu nie szło się nudzić podczas lektury i tak naprawdę cały czas coś się działo.

Można więc wywnioskować, że Dwór skrzydeł i zguby to o wiele lepsza książka, niż poprzednia część Dworów. Cieszę się, że udało mi się sięgnąć po tę powieść i że poznałam (teoretycznie) zakończenie tej historii. Jednak jak wiadomo, w przyszłym roku premiera kolejnego tomu, no i jestem bardzo ciekawa, co autorka wymyśli dalej.

Jeżeli lubicie fantastykę, która nie jest zbyt wymagająca, ale spędzicie przy niej dobrze czas – to koniecznie czytajcie Dwory.

Ocena: 5+/6
©Inthefuturelondon
Kolejne tomiszcze Maas z serii o Dworach Prythianu. Długo oczekiwany punkt kulminacyjny, który czytelników kosztował setki stron, a bohaterów stulecia. Dwór skrzydeł i zguby zadaje się być przemyślany już od pierwszego tomu tego cyklu, choć wiele wątków pewnie nabrało własnego impetu podczas powstawania powieści. Historia nie wymknęła się autorce spod kontroli, nie rozczarowuje ani nawet na ułamek sekundy nie sieje zwątpienia w to, co pokochało tysiące fanów na całym świecie. Plany i pertraktacje, sojusze i szpiegostwo, wreszcie wybory i ich cena - wszystko to w wyjątkowym wydaniu, jakby Maas czerpała tylko i wyłącznie z własnej wyobraźni, wykorzystując potencjał stworzonych przez siebie bohaterów... Fenomen - pożerający uwagę, czas i emocje; lektura, na jaką chce się trafić. A postacie? Niby już znane, a jednak gotowe zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie, zmienić się, zaryzykować, zawieść. Niejednokrotnie można zbierać szczękę z podłogi, emocjonować się i zastanawiać, co się przeoczyło, że samemu nie wpadło się na właściwe rozwiązanie. Tylko po co? Maas nie da się przejrzeć, a to nieopisany atut, który czyni lekturę niezapomnianą. Polecam tym, którzy czytają, żeby się zatracić, bo tu dzieje się to, zanim zdążymy mrugnąć - obojętnie, albo właśnie dzięki temu, jak bardzo historia oderwana jest od rzeczywistości.

Recenzja: Dwór skrzydeł i zguby

Ocena: 6/6
©paratexterka
Feyra znów wraca na Dwór Wiosny. Tym razem przychodzi jej zmierzyć się z czymś trudniejszym niż poprzednio. Jednak ona sama jest o wiele silniejsza. Niewielka pomyłka wystarczy by świat jej i jej najbliższych przeistoczył się w ruinę. Nadchodzi wojna, a ona musi szukać pomocy wśród najbardziej niespodziewanych sojuszników. Czy to wystarczy by zwyciężyć w wojnie?

Doskonale wiem, że ten opis jest ciut zagmatwany i niewiele sobą reprezentuje. Tym z was, którzy jeszcze nie czytali Dworów, nie chciałam psuć zabawy. Natomiast dla tych którzy już w tym świecie przepadli - opis jest zbędny. Tu wystarczy znać poprzednie tomy by po prostu czuć przymus czytania Dworu skrzydeł i furii. Choć minęło już sporo czasu odkąd skończyłam ją czytać, nadal mam w sobie pełno emocji, które nie do końca umiem sprecyzować. Dlatego ten tekst może być chaotyczny i niespójny. Wybaczcie, ale to co zrobiła ze mną Maas przy tej książce, jest wręcz nie od opisania.

Dwór skrzydeł i zguby na początku wydawał mi się nieco leniwy. Nastawiony na akcje utkaną z intryg. Dopiero później, gdy bohaterowie rzeczywiście ruszają do walki zostaje zawiązana akcja, która rusza szybko i nie zatrzymuje się. Dzieje się tak wiele, że aż ciężko oderwać się od książki choć na chwilę! Te ponad osiemset stron to przyjemność w czystej postaci.

Już przy poprzednim tomie Feyra urzekła mnie swoją dojrzałością. Tym razem pokazała, że wcale się nie pomyliłam się w jej ocenie. Postawiła przed sobą niezwykle trudne zadanie i zmierzyła się z nim znając konsekwencje. Nie jest kolejną głupiutką bohaterką młodzieżową, wręcz przeciwnie. Stała się jedną z niewielu naprawdę dojrzałych, kobiecych bohaterek tego gatunku. Właśnie dzięki niej Maas przywraca mi wiarę w młodzieżówki.

Po tym tomie bez zastanowienia mogę stwierdzić, że Maas tworzy młodzieżówki dla nieco dojrzalszych czytelników. Niby to wszystko jest łatwe, szybkie i przyjemne. Do tego pełne jest elementów, które kojarzą się z młodzieżówkami. Jednak autorka umiejętnie prowadzi bohaterów i fabułę nadając im dojrzalszego charakteru. Ciężko pomyśleć o bohaterach w kategorii rozwydrzonych nastolatków. Nawet jeśli czasem mają takie zachowania, są o wiele dojrzalsi. Jeśli ktoś, tak jak ja przed lekturą pierwszego tomu, ma ją za młodzieżówkę, myli się bardzo. I nawet jeśli pierwszy tom mocno nią pachnie, zapewniam, że kolejne dwa rozwieją wszelkie wątpliwości.

Ciężko jest mówić o niej wiele, nie zdradzając wszystkiego. Na pewno jest warta czekania. Jestem pewna, że wzbudzi w każdym fanie serii niezwykle wiele emocji. I to momentami bardzo skrajnych. To ten typ historii jakie przeżywa się całym sobą. Dwór skrzydeł i zguby na pewno złamie wam w końcu serce. Chociażby samym faktem, że to już koniec.

Uwielbiam wielowątkowość tej książki. Fakt, wiele z nich pozostało nadal otwartych. Liczę, że Maas w jakiś sposób te wątki jeszcze ożywi tylko po to by ostatecznie się z nimi rozprawić. Choć będzie mnie to znów kosztować trochę nerwów, jestem pewna, że będzie tego warte. Są wątki, które koniecznie trzeba zamknąć. One o to wręcz proszą!

Ogromnie cieszy mnie (i równocześnie nieco boli), że to tylko trylogia. Z jednej strony wole mniejszą ilość grubszych książek, w których akcja jest skondensowana. Taka seria nie staje się "odgrzewanym kotletem" czy źródłem do odcinania kuponów. Z drugiej strony w tym przypadku mnie to boli. Mogłabym spotykać się z tym bohaterami chyba bez końca. Uwielbiam ich samych i ich świat.

Autorka nie raz przyprawiła moje czytelnicze serduszko o szybsze bicie. Udało jej się nawet zatrważająco mocno zbliżyć mnie do jego zawału. Dwór skrzydeł i zguby wywołał u mnie wiele przeróżnych emocji, a niewiele książek może się tym poszczycić. Jedno jest pewne - dla fanów fantasy ta trylogia to niemal obowiązek. A tych, którzy czytali drugi tom już niedługo czeka naprawdę rewelacyjna przygoda. Aż wam zazdroszczę, że możecie odkrywać ją na nowo!

Ocena: 6/6
©Ciekawy cytat o książkach
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Mieliśmy już możliwość poznać świat Prythianu, dlatego teraz przyszedł czas na konkretne wydarzenia. Chociaż wciąż pojawiają się ciekawe informacje na temat miejsc czy przedmiotów, których nie mieliśmy okazji wcześniej poznać. Tym sposobem trafiamy chociażby do biblioteki w Velaris, która jest przedstawiona jako raj dla książkoholika.

    Maas niejednokrotnie zaskoczyła mnie nagłym zwrotem akcji lub wyjawieniem sekretu kilku postaci, a także wyjaśnieniem wcześniej będących zagadką wątków. Dwór cierni i róż w końcu nabrał rozmachu, bo akcja nie odnosi się tylko do garstki bohaterów, a zaczyna dotyczyć toczących ze sobą wojnę narodów. Pojawiają się wielkie bitwy, polityczne układy i układziki, sieci spisków, próby pozyskania sprzymierzeńców. Bardzo lubię takie zabiegi w przypadku tego gatunku.

    Przez ostatni miesiąc czy półtora, kiedy czytałam Dwory, bardzo zżyłam się z bohaterami. Dwór skrzydeł i zguby to moja ulubiona część tej serii, za sprawą nabierającej rozmachu akcji, mnogości zaskakujących wydarzeń. Przedstawienie wątku miłosnego Feyry i Rhysa w taki sposób, jak zrobiła to w tej części Maas to prawdziwa sztuka. Ich bliskość hipnotyzuje, a za razem jest nieprzesłodzona. Jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej magicznej serii, to z całego serca polecam!
    fragment recenzji z bloga www.wyznaniaczytadloholiczki.blogspot.com

Warto zerknąć