Mikrotyki
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.64 / 5.00
liczba ocen: 1237
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
23.27 zł
23.72 zł
27.90 złpremium: 16.74 zł
27.90 zł
27.90 zł
Pozostałe księgarnie
23.37 zł
23.38 zł
23.71 zł
23.72 zł
24.57 zł
25.11 zł
25.11 zł
25.50 zł
27.90 zł
27.90 zł
Opis:

Opowiadania Pawła Sołtysa – raczej krótsze niż dłuższe, w większości realistyczne, sensacji w nich niewiele, trupów kilka, scen erotycznych nie ma prawie wcale. Ale nie można ich zapomnieć, bo są jak piosenki z młodości!

W pewnym mieście po prawej stronie rzeki wciąż stoi bar Stokrotka, w którym profesor Kruk opowiada, jak nokautować tomem Iwaszkiewicza. Anka, uczennica szkoły fryzjerskiej, wciąż żartuje, starając się nie myśleć o swej twarzy. Nieopodal niedbale oparty o huśtawkę stoi wielki jak hala Marian, co bije swoje kobiety, ma nóż i kij bejsbolowy w bagażniku i wszyscy wiedzą, że lepiej go omijać. W tym mieście wciąż grają Modern Talking, Limahl, Shakin Stevens, Lionel Richie i cała reszta, a chłopaki ćmią sobieki.

„Te opowiadania są wywoływaniem duchów, wywołują z pamięci postacie i historie, o których nawet nie wiedzieliśmy, że je w sobie mamy” – Justyna Sobolewska

Mikrotyki od Paweł Sołtys możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
CYTATY:
Niektóre historie się pamięta, a niektóre pamiętają ciebie i wyciągają rękę, żeby cię poddusić w najmniej spodziewanych chwilach.
Recenzje blogerów
Mikroopowiadania, co wciągają jak narkotyk. Taka mogłaby być geneza tytułu prozatorskiego debiutu Pawła Sołtysa znanego jako Pablopavo. A może u podstawy tego neologizmu jest tykanie? Bo w Mikrotykach zastygają rzuty okiem, strzępki rozmów, wspomnienia (autor sam o sobie pisze, że „zakałapućkowuje się w patrzeniu” – „to z gwary mazowieckiej chyba, tak mówiła babcia Zosia: zakałapućkać i wkantopić, czyli schować gdzieś, nie wiadomo gdzie”). To byłoby odniesienie do tykania zegara, do przyszpilania wycinków minionego czasu. Jeszcze o (do)tykanie mogłoby chodzić. Bo w tej niepozornej książeczce zapisane zostały dziesiątki ludzkich losów, każdy po coś.

Mikrotyki to zbiór dwudziestu trzech krótkich opowiadań, których bohaterami są zwykli ludzie zatopieni w codzienności. Nie ma tu suspensów ani fajerwerków, na naszych oczach toczy się życie nam podobnych. Sołtys wyciąga jakiś fragment rzeczywistości i robi na niego zbliżenie. Cała reszta wyostrza się tylko na tyle, na ile to konieczne dla uznania przywołanego wspomnienia za własne (jak w piosenkach Pablopavo). Przez opowiadania przebijają się bliskie mi nastroje melancholii, nostalgii, poczucia niewykorzystanych szans. Sołtys pisze o tych, którzy odeszli ze świata i o tych, którzy jeszcze na nim są, lecz już nie dla nas. W zbiorze znalazły się opowiadania o przemijaniu (by wymienić kilka: Patelnia, Pukanie w ramię, Ćwierć, Listy, Spacer, Pojedynczy spacer, Kto), historie o innych, a przez to wykluczonych (Skazka, Rano) i o relacjach z drugim człowiekiem w ogóle (Daleko, Lena), opowiadania inicjacyjne (jak Szlugi, w których pretekstem do opowiedzenia historii życia są marki wypalonych „fajków”), opowiadania z literaturą, przede wszystkim rosyjską, w tle (Profesor Kruk, Grudzień w obcym mieście, Leskow). Wszędzie natomiast rozbija się o tożsamość pozostającą w stanie permanentnej aktualizacji z uwagi na więzi międzyludzkie, kolejne doświadczenia i przeobrażenia, jakim podlega znany nam świat. Pojawia się wreszcie pytanie, czy ta nowa rzeczywistość – stworzona na moich oczach, ale bez mojej zgody – czy ona jest jeszcze moja?

Albo kiedy człowiek chciałby być płytki jak wysychające rozlewiska w Kamieńczyku. Płyciutki, żeby sięgnąć w siebie i żeby zaraz był opór – materia, życie, dno. A on sięga, sięga, po coś i niespodziewanie zapada mu się ręka., ramię, i już jest cały w sobie, w ciemności, i się okazuje, że to już gdzie indziej, i mało widać, tylko się nasłuchuje, jak własna przeszłość i cudze coś tam szepczą, z czegoś chichoczą, nad czymś popłakują.

Sołtys zabiera nas na spacer po Warszawie, jakich w Polsce wiele. Strzepuje blichtr, gasi sztuczne światła. Dzięki niemu stolica zyskuje ludzkie (dla mnie łódzkie) oblicze. Warszawska kronika Sołtysa przywołuje u mnie wspomnienia nocnych włóczęg po Bałutach, gdzie każdy nadjeżdżający samochód wydłuża o kilka chwil zwykły-niezwykły teatr cieni: bramy prowadzące na podwórza zaniedbanych kamienic służą za ekrany, na których wyświetlają się człekokształtne profile trzymające za szyjkę butelkę (lub inny człekokształtny profil). Rano po nocnym przedstawieniu pozostaje jedynie szkło. Dużo szkła.
Sołtys wydobywa z Warszawy swojskość, a nawet swego rodzaju prowincjonalność. Prowadzi nas na peryferie, znosi dystans, ignorując podział na warszawiaków, słoiki i resztę świata. U niego każdy jest po prostu człowiekiem z wartą opowiedzenia historią.

Lektura Mikrotyków zapewnia szczególne doznania językowe. To proza nosząca znamiona poezji, silnie zmetaforyzowana, kipiąca od niezużytych porównań. Bardzo gęsta, bogata w nowatorskie ornamenty. Obcowanie z Mikrotykami udało mi się wydłużyć do jakichś dwóch tygodni. Za autorem obracałam językiem każde słowo. Fragmenty czytałam na głos, trochę dla męża, ale więcej dla siebie, żeby złapać rytm i melodię zdań. Nie dajcie się zwieść – tej niepozornej książeczce trzeba poświęcić czas i uwagę. Naprawdę warto.

Listy umarłych do umarłych. (…) Siedzę z tymi listami, palę jednego za drugim i włażę im w tamten czas, w ich buty i krawaty. Siedzę za nich w kawiarni albo jadę do Poznania oglądać jakieś maszyny. Nie mam pokusy, żeby coś pozmieniać, napsocić im jakimś anachronicznym słowem, błysnąć fleszem telefonu w środku zabawy sylwestrowej sześćdziesiątego szóstego na sześćdziesiąty siódmy. Wszystko robię tak samo, oczy mi sczerniały z wodnego błękitu w wujowy mahoń, mam nogi i ręce noszące nazwiska, nazwy ulic, pstrykam zatrzaskiem papierośnicy jak haftką biustonosza. Nie wychylam się z ich ciał i myśli, człowiek w człowieku, by patrzeć i być. Nic więcej nie mogę i nic więcej nie chcę.

Dla mnie Mikrotyki są książką bez pudła. Do powolnej i wielokrotnej lektury, także na wyrywki. Ręczę, że nie czytaliście niczego podobnego. Jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio miałam w ręku. Tym bardziej się cieszę, że Paweł Sołtys zapowiedział kolejną.

Ocena: 5/6
©do dzieła
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Kiedyś oglądałam stado szpaków. Tysiące ptaków idealnie synchronizowane w kapryśnym, choć spójnym tańcu.
    Takie wrażenie zrobiły na mnie "Mikrotyki". Słowa dzikie i nieprzewidywalne. To tu przysiądą, to tam się zaczepią. Z bliska chaos, z daleka harmonijną całość.
    Najbardziej zapamiętałam opowiadanie "Patelnia". Maleństwo. Stroniczka, góra półtorej. Temat banalny... patelnia przy śmietniku. I tyle. Jak można na tym zbudować emocje? A jednak można było.
    Bardzo polecam

Inne proponowane
Warto zerknąć