Ballada o pewnej panience. Wszystkie najważniejsze opowiadania
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.27 / 5.00
liczba ocen: 175
cena polecana: 20.10
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.90 zł
20.10 zł
20.93 zł
23.92 zł
24.82 zł
Pozostałe księgarnie
-34% 19.44 zł
23.88 zł
24.75 zł
24.82 zł
25.42 zł
25.42 zł
26.91 zł
27.00 zł
29.90 zł
29.90 zł
Opis:

Najnowsza książka Szczepana Twardocha, autora takich majstersztyków literackich jak „Morfina”, „Drach” czy „Król”. Zbiera wszystkie najważniejsze opowiadania. I nic więcej nie trzeba już mówić. Reszty dowiecie się sami.

Spis treści:
1. Ballada o pewnej panience
2. Ballada o Jakubie Bieli
3. Ewa i duchy
4. Moje życie z Kim
5. W piwnicy
6. Gerd
7. Masara
8. Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka
9. Uderz mnie
10. Tak jest dobrze
11. Fade to: black

Recenzje blogerów
Oto po świeżym, bardzo dobrym Królu , którego Szczepan Twardoch zaproponował czytelnikom rok temu, jesienią 2017 roku ukazał się zbiór opowiadań Ballada o pewnej panience, czyli, jak głosi podtytuł, wszystkie najważniejsze opowiadania autora. Jako że krótkich form Twardocha jeszcze nie znam, sięgnęłam po Balladę z ciekawością, ale i z lekką obawą. Bo co, jeśli to typowy wydawniczy wypełniacz, wypuszczony w myśl zasady „co rok prorok”? Opowiadania nie są bowiem nowe, to wybrane opowiadania z lat 2009-2016.

To teksty, które powstawały gdzieś na marginesie jego powieści – od Wiecznego Grunwaldu począwszy, a na Królu skończywszy. Sceneria tych opowiadań jest różna: to oczywiście Górny Śląsk, ale i Warszawa czy alternatywne rzeczywistości. Wszystkie zamieszkują typowi dla Twardocha bohaterowie: zagubieni, często niepewni siebie, osaczeni, szamoczący się z życiem i ze sobą, albo wręcz przeciwnie – zrezygnowani, ci, którzy się poddali. Bon vivant z tytułowego opowiadania, Jakub Biela, który próbował się wyrwać ze Śląska i swojej śląskości, ale mu się to nie udało, Paulina, wyśmiewana z powodu swojej tuszy: im wszystkim czegoś brakuje, ich życia charakteryzuje brak, starają się go zapełnić różnymi rzeczami. Czasem jest to seks, czasem alkohol, innym razem robienie kariery.

Gerd zna smoka od środka, tyle razy szŏla niosła go we wnętrzności, spomiędzy smoczych żeber wydrapywał węgiel, którym potem palono w smoczych nozdrzach, i smok wydmuchiwał dymy, dym osadzał się na zielonych wnękach okien i na bordowych cegłach, i na jasnych włosach dzieci. Smoczy dym znaczył szarością ludzi i drzewa, smocze ciało drżało czasem i pękała smocza skóra, pokryta ludzkimi naroślami.

To teksty nierówne, nie wszystkie zapadają w pamięć. Udaje się to na pewno perełce tego zbioru, Tak jest dobrze, a także tekstom takim jak Ballada o pewnej panience, W piwnicy, Masara. Żałuję, że brak tu słowa od autora (bądź od wydawcy), ciekawa jestem, co kierowało osoba wybierającą i układającą te teksty, czy łączyć je miała tematyka, czy jedynie lata wydania, kto zdecydował, że te są najlepsze, a nie inne, czy opowiadania były poprawiane i wygładzane, czy też pozostały takie, jak w oryginalnej wersji? Skąd pochodzą, czy to wyimki z antologii wielu autorów, z wcześniejszych zbiorów Twardocha, czy też jakieś rzeczy wyciągnięte z szuflady?

Przejmująco pisze Twardoch o dzieciach i o ojcostwie: Tak jest dobrze o bezkresnej bieli, o mierzeniu się ze śmiercią bliskich, także tych najmłodszych, o stracie i o bólu; oraz W piwnicy, gdzie dziecięce lęki z koszmarów wypełzają do rzeczywistości, a dręczący kiedyś i mnie atawistyczny lęk, czy moi rodzice na pewno chcą dla mnie jak najlepiej, dopada małego Franka. Zdaje się, że potomstwo to jedyne zaczepienie w świecie Twardocha, jedyna rzecz, która daje nadzieję i uspokaja demony. Ani bowiem miłość, ani bogactwo, ani sukces zawodowy nie dają ukojenia i spokoju duszy. Nie ma żadnej nadziei na zapomnienie, ani na życie po śmierci, nie ma jakiegoś wyższego celu ni sensu. Jest bezlitosny czas, jest ślepy los i jakiś wielki, obojętny stwór, który przygląda się ludziom, którzy są brudem leżącym gdzieś u jego pazurów.

Chwile z książkami Szczepana Twardocha są dla mnie jak spotkanie z dobrym znajomym. Wiem już mniej więcej, czego się spodziewać, jakie tematy zostaną poruszone i jakie leitmotivy wykorzystane. Zbiór opowiadań Ballada o pewnej panience był dobrym przerywnikiem między kolejnymi powieściami autora, jednak mój apetyt nie został do końca zaspokojony.

Ocena: 4+/6
©tanayah czyta
Twardoch w opowiadaniach

Proza Twardocha uważana jest za typowo męską – jego bohaterom niestraszna wojna i zadane na niej rany, chętnie wplątują się w bójki, sprawiedliwość wymierzają na własną rękę. Czasem dochodzi do gangsterskich porachunków, w jego światach aż się roi od pięknych, acz niebezpiecznych kobiet. Czasem pojawia się też owo charakterystyczne „coś”, które czuwa nad człowiekiem, z melancholią w oku patrzy na jego poczynania. Nie inaczej było w Balladzie o pewnej panience, najnowszej książce Twardocha, którą stanowią wybrane opowiadania pisane na przestrzeni wielu lat. Opowiadania cielesne, krwiste, prawdziwe i aż do bólu przepełnione agresją i erotyzmem.

Muszę przyznać, że opowiadania nie stanowią mojej ulubionej formy literackiej. Nie chodzi o to, że są za krótkie i przyzwyczajona, a nawet przywiązana do bohaterów muszę się z nimi szybko żegnać. Zdaje mi się, że opowiadania to forma w swej prostocie i zwięzłości najtrudniejsza – na kilkunastu stronach, w rzadkich przypadkach na kilkudziesięciu Twardoch musiał podołać stworzeniu świata tak namacalnego, aby wydawał się czytelnikowi prawdziwy. Nie miał również tej swobody, by opisywać pewne wydarzenia i zjawiska – opowiadanie musi się przecież dziać, bohaterowie muszą być w ciągłym ruchu, a dni zobowiązane są mijać tak szybko, jak tylko to możliwe. Zbędnym jest tutaj odpowiadanie na pytanie, czy podołał, bowiem Twardoch to dobry pisarz i wszystko, co wychodzi spod jego pióra jakąś wartość ma. Ale jak to zwykle z opowiadaniami bywa, były takie, które mnie poruszyły i takie, obok których przeszłam obojętnie.

Jednym z nich było opowiadanie tytułowe, jedno z najdłuższych w tym zbiorze. Zaciekawiło mnie na tyle, by przeczytać od razu inne, zachwycona jednak nie byłam. Owa „pewna panienka” okazuje się sztandarowym przykładem femme fatale – może nie jest ucieleśnieniem piękna, ale coś w sobie ma, zarówno w wyglądzie, jak i charakterze, że doprowadza mężczyzn do szału. Jak się można domyślić, drugie z opowiadań - Ballada o Jakubie Bieli - osadzone jest na śląsku, w śląskiej kulturze i śląskiej tonacji. Ewa i duchy to jedno z moich ulubionych opowiadań z tego zbioru, bo – paradoksalnie – chyba najdelikatniejsze. To historia zdrady, nadziei i desperacji kobiety, poszukiwania miłości tam, gdzie jej nie ma. Jako jedno z nielicznych opowiadań nie posiada w sobie nutki tego agresywnego erotyzmu i epatowania seksualnością. Szczególnie spodobały mi się jeszcze dwa teksty - Tak jest dobrze i Masara. Pierwsze z nich dzieje się na Spitsbergenie – w miejscu dla Twardocha szczególnym. Drugie to opowiadanie o nastolatce gnębionej przez rówieśników ze względu na rozmiar swojego ciała, swoją tuszę.

Cały zbiór opowiadań posiada w sobie jakąś cząstkę agresji i erotyzmu – większość z historii, które zapisuje Twardoch w jakiś sposób powiązane są z seksem, gniewem, zemstą. To – taki rodzaj bardzo desperackiej, bardzo narzucającej się seksualności – nie do końca mi odpowiadał, dlatego też spora część z tych opowiadań, pomimo że literacko są to bardzo dobre teksty, nie przypadła mi do gustu.
Miło było mi również uczestniczyć w spotkaniu z Twardochem w Katowicach (pozwólcie, że z grzeczności nie wspomnę o poziomie prowadzenia tego spotkania), podczas którego dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy – między innymi tego, że opowiadanie W piwnicy było swoistym żartem literackim zwróconym w stronę synów pisarza.

Ocena: 3/6
©Niebieska Papużka
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć