Dzikie królestwo
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.58 / 5.00
liczba ocen: 4998
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.00 zł
23.20 zł
24.07 zł
24.65 zł
29.00 zł
Pozostałe księgarnie
23.48 zł
24.07 zł
24.65 zł
26.10 zł
26.50 zł
26.97 zł
29.00 zł
29.00 zł
29.00 zł
29.00 zł
Opis:

Międzynarodowy bestseller! Elektryzujący i porywający thriller o nierozerwalnej więzi łączącej rodzica z dzieckiem. Co jesteś w stanie zrobić, by ochronić najbliższych?

Najlepszy thriller lata według „Guardiana”.
Thriller miesiąca według „Observera”. 
Ogród zoologiczny jest prawie pusty, gdy Joan i jej czteroletni syn cieszą się ostatnimi chwilami zabawy. Są szczęśliwi, bo był to niemal doskonały dzień. Jednak to, co Joan zauważa, spiesząc z synem do wyjścia na kilka minut przed zamknięciem, sprawia, że pędem wraca w głąb ogrodu, niosąc dziecko na rękach.
Nagle matka i syn zostają uwięzieni w zoo jak zwierzęta. Tylko doskonała znajomość tego terenu, z którym wiążą ją szczęśliwe wspomnienia wczesnego macierzyństwa – ukrytych przejść i remontowanych wybiegów, najlepszych miejsc na karuzeli i przeładowanych dystrybutorów z przekąskami i napojami – pozwala im unikać niebezpieczeństwa.


„Dzikie królestwo” to mistrzowski dreszczowiec i analiza macierzyństwa – zarówno jego czułych stron, jak i nieposkromionej siły – stawiający pytanie o granicę pomiędzy instynktowną wolą przetrwania a obowiązkiem chronienia innych ludzi.
Ekranizacja książki w przygotowaniu. W roli głównej wystąpi Margot Robbie, znana między innymi z „Wilka z Wall Street” i „Legionu samobójców”.

Recenzje blogerów
Początkowo w ogóle nie miałam ochoty zapoznawać się z tą powieścią. Owszem, migała mi nie raz przed oczami, ale stwierdziłam, że nie warto. Okazuje się jednak, że ta niepozornie wyglądająca książeczka niesie ze sobą coś naprawdę ciekawego. To nie tylko typowy dreszczowiec, to powieść, która w bardzo dosadny sposób ukazuje motyw macierzyństwa, nie tylko jego piękno, ale również zachowanie matki w obliczu zagrożenia. Pojawia się też kwestia tego, jak ludzie zachowują się w chwilach zagrożenia życia – czy egoistycznie dbają tylko o siebie, czy pamiętają jednak o tym, że w obliczu niebezpieczeństwa jesteśmy jednością i musimy sobie pomagać?

Akcja tej powieści rozgrywa się w przeciągu zaledwie kilku godzin. Kilku godzin, które dla Joan i jej czteroletniego synka zdają się być wiecznością. Uwielbiają spędzać czas w ogrodzie zoologicznym, w którym Lincoln uwielbia się bawić. To dziecko bardzo ciekawe świata, zadające mnóstwo pytań – taka typowa dziecięca ciekawość, zafascynowanie wszystkim tym, co go otacza. Uwielbia superbohaterów, ale poddaje ich zachowanie szczegółowej analizie. Któregoś razu Joan i Lincoln zmierzają powoli do wyjścia z zoo, gdyż zbliża się godzina zamknięcia, jednak dochodzi do tragicznych wydarzeń. Mężczyzna z karabinem strzela do ludzi i zwierząt, bez uprzedzenia, dla sportu. Joan i Lincoln uciekają i ukrywają się przed oprawcą. Jednak czy uda im się przetrwać?

Muszę przyznać, że choć ta książka to taka raczej krótka historia na jeden wieczór, to czytało mi się ją naprawdę dobrze. Najważniejsze motywy tej powieści są znakomicie przedstawione, a zdecydowanie umiejscowienie akcji sprawdziło się tutaj świetnie i dodało całej sytuacji dramatyzmu. Niejednokrotnie da się poczuć tę napiętą atmosferę, strach i grozę. To charakterystyczne uczucie, które towarzyszy każdemu człowiekowi podczas ukrywania się przed niebezpieczeństwem. Jest to wręcz namacalne, a przedstawiona historia w ogóle nie jest czymś abstrakcyjnym. Coś takiego naprawdę mogło by mieć miejsce, kto wie, czy kiedyś nie miało. Autorka wygrywa nie tylko dobrym pomysłem, ale przede wszystkim realizmem swojej historii.

Myślę, że motyw macierzyństwa jest genialnie przedstawiony. Zwłaszcza na tle rozgrywającej się w zoo tragedii. Jak daleko jest w stanie posunąć się matka, aby chronić swoje dziecko? Czy jest w stanie podjąć ryzyko, gdy jej czteroletni synek płacze o jedzenie? Czy potrafi nadal racjonalnie myśleć, aby zapewnić sobie i jemu bezpieczeństwo? A co gdy na horyzoncie pojawią się inni, bezbronni ludzie? Czy każdy będzie myślał o sobie, czy jednak uruchomiony zostanie wspólny instynkt przetrwania? W trakcie lektury można się zastanawiać nad wieloma tego typu rzeczami. Można spróbować się postawić w sytuacji Joan, pomyśleć, jaką decyzję by się podjęło. Adrenalina zawsze pobudza nas do działania, ale również w pewnym stopniu potrafi być zgubna.

Wiem, że celem tej książki nie było zaprezentowanie tych złych postaci, choć rozgrywające się wydarzenia poznajemy częściowo również z ich punktu widzenia. Zabrakło mi jednak takiego logicznego sensu w tym, co oprawcy robili. Dlaczego? Po co? Czy tylko dla sportu? Co działo się dalej? Zakończenie tej książki jest takie… niepewne. Otwarte. Nie mamy pewności, czy to jest happy end, bowiem autorka pozostawia nam spore pole do popisu – możemy snuć domysły. Z jednej strony jest to bardzo ciekawe zagranie, nieczęsto spotykane, wiec myślę, że można to uznać za kolejną zaletę tej powieści. Choć wydaje mi się, że niektórzy poczują niedosyt, będą żądali konkretnej odpowiedzi.

Dzikie królestwo to książka ciekawa, choć krótka. Mimo wszystko pojawia się tutaj ciekawy rozwój wydarzeń, a Gin Phillips bardzo dobrze odwzorowała matczyne instynkty, a także dziecięcą ciekawość i lekką naiwność. Ładny, całkiem przyjemny dreszczowiec, którego klimat towarzyszy nam przez cały czas. Wyobraźnia pracuje, wyzwala w nas podobne reakcje, co w głównej bohaterce. Choć mogłoby się wydawać, że powieść ta nie ma zbyt wiele do zaoferowania, to jest to złudzenie. Świetny i barwny język, dobra kreacja bohaterów i świetne umiejscowienie akcji, a także ten dreszczowy klimat… To wszystko tworzy dobrą całość, której warto dać szansę.

Ocena: 4/6
©BookeaterReality
Gdy zagrożone jest życie dziecka, matka jest w stanie zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by tylko zapewnić bezpieczeństwo swojemu dziecku. Wówczas zamiast racjonalnego i logicznego myślenia do gry wkracza najbardziej pierwotny, wykształcony w procesie ewolucji instynkt przetrwania. Instynkt na którym muszą polegać bohaterowie powieści Gin Phillips Dzikie królestwo, jedynie ten zwierzęcy pierwotny odruch samozachowawczy pomoże ocalić im życie.

Joan wraz ze swoim czteroletnim synkiem Lincolnem spędza dzień w ogrodzie zoologicznym. Ich szczęście i beztroskę przerywają odgłosy przypominające wystrzały. Joan kierując się matczyną intuicją zamiast wyjścia, wybiera inną drogę ucieczki, w głąb ogrodu zoologicznego. Uwięzieni w zoo, stają się zwierzyną łowną, w grze o najwyższą stawkę, życie.

Dzikie królestwo to przede wszystkim klaustrofobiczny thriller, pełen napięcia, zbudowanym dzięki zamknięciu fabuły w zaledwie trzech godzinach oraz mrocznej scenerii ogrodu zoologicznego. Niewielka przestrzeń zoo, w której ukrywający się przed strzelcami bohaterowie muszą znaleźć bezpieczne schronienie, panująca ciemność i cisza, tworzą atmosferę strachu i niepewności. Światło i dźwięk stają się dla bohaterów śmiertelnymi wrogami, mogącymi zdradzić ich położenie.
Jednak powieść Gin Phillips jest czymś znacznie więcej niż elektryzującym dreszczowcem, to także piękna powieść o rodzicielstwie, o nierozerwalnej więzi łączącej matkę ze swoim dzieckiem, jak również historia, w której autorka Dzikiego królestwa zastanawia się, jak rodzi się przemoc.

Czy można ocenić decyzję matki, która decyduje o nieudzieleniu pomocy innej osoby, by zapewnić bezpieczeństwo swojemu dziecku? W sytuacji ekstremalnej, w której znalazła się Joan, nie ma decyzji moralnie dobrych. Można ją potępiać, że jest egoistką, że nie wyciągnęła ręki do drugiej osoby, ale kierowana instynktem i matczyną miłością zrobiła to co każdy rodzic zrobiłby na jej miejscu.
Zamknięcie w zoo ze swoim dzieckiem, po zmroku, w otoczeniu dzikich zwierząt, ukrywając się przed psychopatami strzelającymi do wszystkiego co żywe, to spełnienie najgorszego koszmaru każdej matki. Horror, który stał się udziałem Joan i jej synka.
Joan chwilami przypomina dzikie zwierzę, która zębami i pazurami będzie strzec bezpieczeństwa swojego potomstwa. ...zatrzymam kule (...) nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić, a jestem silniejsza, szybsza i sprytniejsza niż którykolwiek z nich.
Stara się by czterolatek zachował absolutną ciszę, myśli strategicznie, tak by uniknąć ewentualnych wybuchów złości i płaczu dziecka, spowodowanych ewentualnym głodem. Przekazuje Lincolnowi tylko niewielkie fragmenty prawdy, by Lincoln choć trochę czuł się bezpiecznie. Joan wykorzystuje zamiłowanie swojego syna do superbohaterów, filmów i gier wojennych. Rodzicielstwo jest w znacznej mierze udawaniem czegoś, czego wcale się nie czuje, twierdzi Joan i wciąga Lincolna w wojenną zabawę, jednak w tym wypadku stawką jest życie matki i syna.

Gin Phillips w swojej powieści zastanawia się skąd bierze się przemoc.
Dla małego Lincolna jest ona czymś zupełnie naturalnym. Chłopiec zafascynowany jest Predatorem, postacią Jokera z Batmana, godzinami potrafi odgrywać sceny batalistyczne i wojenne. Mimo "fascynacji" przemocą, wciąż pozostaje słodkim dzieckiem, przyjmuje przemoc jako coś co istnieje i w żaden sposób nie wpływa ona na jego niewinność.
W przypadku chłopca przemoc, którą poznaje z telewizji i zabaw, wydaje się być lekcją, która pozwoli mu poradzić sobie z agresją, z którą może się spotkać w rzeczywistości. Jednak w takiej lekcji przemocy tkwi poważne niebezpieczeństwo. Na przykładzie strzelców obserwujemy jak przemoc, dostępna w filmach, grach potrafi wypaczyć ludzką psychikę, dla nich zabijanie stało się zwyczajną zabawą. Brutalizacja życia, używanie przemocy w grach komputerowych, w mediach i jej wpływ na psychikę, nie jest jedynie fikcją literacką Dzikiego królestwa wystarczy wspomnieć chociażby masakrę jaka miała miejsce w 1999 roku w Columbine High School w Stanach Zjednoczonych, czy przypadek Andersa Breivika.

Gdzie można szukać jeszcze tkwiących w nas źródeł przemocy? Jedna z bohaterek powieści, Pani Powell, emerytowana nauczycielka, która uczyła czterech morderców, sześciu gwałcicieli i dziesięciu skazanych za rabunek z bronią w ręku twierdzi, że to jacy jesteśmy wynika z naszego wychowania, tego kim są nasi rodzice, jednak tego kim się staniemy nie można w żaden sposób zmienić.

Gin Phillips stworzyła intensywny i pełen napięcia thriller, który jest również wspaniałą opowieścią o rodzicielstwie. Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa to najczystszy i bezwarunkowy rodzaj miłości jaki możemy ofiarować naszemu dziecku, i właśnie to sprawia, że Dzikie królestwo nie tylko jest powieścią przerażającą, jest powieścią piękną.

Ocena: 5/6
©Cuddle up with a good book
Po powieści okrzykniętej kolejno mianem „mistrzowskiego thrillera”, „międzynarodowego bestsellera” czy „thrillera lata” oczekuje się historii, która wbije w fotel i pozostawi czytelnika w stanie emocjonalnej burzy. Zwłaszcza że peany na jej cześć można przeczytać nawet w recenzjach publikowanych przez głośne i szanowane gazety czy magazyny. Niestety, rzeczywistość nie do końca współgra z tym, co w nich napisano, choć trudno odmówić Dzikiemu królestwu pewnych mocnych punktów.

Joan i jej czteroletni synek Lincoln niemal do samego końca przedłużyli wizytę w swoim ulubionym ogrodzie zoologicznym. Gdy kierują się do wyjścia, słyszą dochodzący stamtąd powtarzający się huk. Dopiero na widok leżących ciał, do przerażonej kobiety dociera, że ktoś strzela do wychodzących ludzi. Joan robi w tył zwrot i z dzieckiem w ramionach ucieka, by ukryć się wśród klatek i wybiegów, i przeczekać najgorsze do czasu pojawienia się policji. Czas jednak płynie, a żadne służby się nie pojawiają. Za to okazuje się, że napastników jest więcej i że urządzają sobie oni okrutne polowanie.

Zacznijmy od tego co dobre i co wybija się na pierwszy plan, czyli rewelacyjnie przedstawiona miłość matki do dziecka. Już od pierwszych stron nie tylko ją obserwujemy, ale mamy także możliwość zagłębienia się w psychikę kobiety, jej wspomnienia i myśli związane z synkiem. Jej oczami widzimy go i czujemy, jak jest dla niej wyjątkowy i jedyny, jak ją rozczula i jak jest z niego dumna. Wraz z rozwojem wydarzeń pojawia się strach, nie tylko o siebie, ale i o niego. Przerażenie, że coś mogłoby mu się stać, a przy tym gotowość do obrony go za wszelką cenę. Jednocześnie, Joan nie raz i nie dwa pozwala sobie na myśli, do których głośno pewnie nikomu by się nie przyznała – zdaje sobie sprawę, że nieporadny, nie zdający sobie sprawy z zagrożenia czterolatek jest dla niej obciążeniem, że bez niego jej szanse na przeżycie byłyby znacznie większe.

By chronić syna, kobieta podejmuje decyzje, z których nie jest dumna i które w normalnych okolicznościach nigdy nie przyszłyby jej do głowy. Stan śmiertelnego zagrożenia nie jest jednak normalny, tutaj liczy się przede wszystkim przetrwanie. Nie ma miejsca na współczucie czy litość wobec innych, nie jeśli zwiększają one ryzyko.

Miejsce akcji dało autorce możliwość wykreowania podwójnego zagrożenia – nie tylko ze strony zamachowców, ale i dzikich zwierząt, które wymykają się z otwartych klatek. Niestety, tego elementu zupełnie zabrakło. Zwierząt niemal nie widać, nie czuć, nie słychać. Zwłaszcza to ostatnie jest dziwne o tyle, że pojawiające się regularnie kanonady powinny wzbudzić w mieszkańcach zoo prawdziwą panikę. Tak się nie dzieje.

Zbyt mało uwagi Phillips poświęca pozostałym postaciom, zwłaszcza napastnikom. Niby poznajemy kierujące nimi motywy, ale nie do końca. Zbyt ogólnie zostali przedstawieni, zbyt ogólnikowo potraktowani, a można było wycisnąć z tego naprawdę mocną historię i głos w dyskusji na temat zbyt łatwego dostępu do broni. To co widać na kartach książki bardziej przypomina ogólny szkic i zarys, a nie pełnokrwistą opowieść.

Podsumowując, Dzikie królestwo to dobra powieść z potencjałem, który lepiej wykorzystany sprawiłby, że byłaby to powieść ponadprzeciętna i zapadająca głęboko w pamięci. Tak się niestety nie stało, dlatego jej lektura pozostawia pewien niedosyt. Czy warto więc po nią sięgnąć? Owszem, ale nie jak po „najbardziej wstrząsający thriller roku”, a bardzo dobre studium bezwarunkowej, lecz nie ślepej miłości macierzyńskiej. Pod tym względem powieść spisuje się znakomicie.

Ocena: 4/6
©Kącik z Książką
To jeden z najsilniejszych instynktów wszystkich żywych istot – chcemy chronić swoje potomstwo. Każda samica chroni swoje młode, co jest wzruszającym dowodem na miłość matki, a z drugiej strony jest też dowodem na siłę procesów biologicznych, które nami kierują. Matka będzie chronić dziecko za wszelką cenę, choć pewnie ma nadzieję, że nigdy nie dojdzie do sytuacji, gdy zdrowie jej syna czy córki będzie zagrożone. Jednak gdy już tak się stanie, matka będzie walczyć jak lwica. Jest w stanie poświęcić siebie i swoje życie, byle tylko jej dziecko przeżyło. W takiej trudnej sytuacji jest Joan, bohaterka książki Dzikie królestwo.

To miał być dzień jak co dzień. Joan wzięła swojego małego, czteroletniego synka Lincolna do zoo. Chłopiec ma obecnie fazę na superbohaterów z filmów. Thor, Kapitan Ameryka, Loki czy Żelazny Człowiek: ich figurki to ulubione zabawki Lincolna. Malec ma bardzo bogatą wyobraźnię i wymyśla niesamowite historie z udziałem swoich ulubieńców. Jest spokojny dzień, zbliża się wieczór i pora zamknięcia ogrodu zoologicznego. Joan wie, że musi przerwać zabawę i udać się w stronę bramy. Budzi się w niej jakiś podskórny, niewytłumaczalny lęk, że może zostać przeoczona przez pracownika zoo i wraz z synkiem zostanie tu zamknięta na noc. A może to intuicja matki? Bo Joan zdaje się, że coś jest nie tak, coś złowrogiego wisi w powietrzu – i gdy próbuje popędzać Lincolna, który marudzi, bo chciałby się jeszcze pobawić, ona rozgląda się z niepokojem dookoła, szybko zmierzając w stronę wyjścia. Jednak Joan i Lincoln tam nie dotrą.

Kobieta dostrzega coś, co wzbudza w niej największy niepokój: w zoo znajdują się dwaj uzbrojeni mężczyźni. Bierze syna na ręce i szybko oddala się od niebezpiecznego miejsca, kątem oka rejestrując leżące na ziemi ciała. Nie chce tego widzieć, nie chce o tym myśleć, bowiem to, na czym musi się skupić to uratowanie życia swojego i dziecka. Zamachowcy na szczęście jej nie zauważyli, ale gdzie ma się ukryć? Dla matki rozpoczyna się najgorsza noc w jej życiu. Czy ona i Lincoln wyjdą z tego cało?

Dzikie królestwo to thriller z drugim dnem. Poza tym, że ma oczywiście trzymać czytelnika w napięciu, każe również odpowiedzieć sobie na pewne pytania: co byłabym w stanie zrobić, by ochronić swoich najbliższych? Czy życie jednej osoby jest ważniejsze od życia drugiej? Joan jest w pewnym momencie zmuszona do wyboru: skupić się tylko i wyłącznie na zdrowiu i życiu swojego dziecka czy też pomóc jeszcze innej, niewinnej istocie, która jest zagrożona? Czy można komukolwiek ufać w tak ekstremalnej sytuacji? Może lepiej siedzieć cicho w swoim kącie i pozwolić każdemu martwić się o siebie?

Jednak omawiany tytuł ma przede wszystkim trzymać w napięciu: czy mu się to udało? Przyznam, że bywało różnie. Niby Joan i mały Lincoln są w stanie ciągłego zagrożenia, co jest sytuacją idealną z perspektywy powieści tego gatunku. Malec nie rozumie grozy sytuacji i zachowuje się jak przeciętny czterolatek: dopytuje, marudzi, żąda jedzenia, chce mu się spać. Matka przeszła na tryb walki o przetrwanie, myśli więc tylko o tym, jak uciszyć synka, by nie dopadli ich mężczyźni z bronią palną. To wszystko powinno generować napięcie – i owszem, to napięcie się pojawiało, ale momentami było tak, jakby ktoś wyłączył powieściowy prąd. Chwile, w których Joan uciszała i uspokajała synka były nużące, może dlatego, że tak często się powtarzały. Ile można czytać o tym, jak matka prosi małego, by nie mówił tak głośno i ile miejsca w książce można poświęcić historyjkom, które opowiada synkowi, by go czymś zająć? Może w założeniu miało to stanowić odpoczynek od stałego napięcia, jednak mnie wybijało z rytmu.

Inna sprawa, że dziwiły mnie niektóre zachowania Joan, których może nie rozumiem ze względu na to, że nie jestem matką. Jednak wydaje mi się, że raczej nie powinno się tak małemu dziecku (nawet będąc w ogromnym stresie) mówić: cicho, bo nas zabiją źli panowie. Czy to naprawdę by zadziałało? Wydaje mi się, że po takim tekście dziecko byłoby tak przerażone, że zaczęłoby głośno płakać. Chwilami więc pewne elementy tej historii wydawały mi się dość nieprawdopodobne.

Dzikie królestwo to powieść z dobrym początkiem i końcem oraz niezłym środkiem, w którym zdarzają się dłużyzny. Może nie zmroziła mi krwi w żyłach i nie pozbawiła mnie tchu, ale zdecydowanie przyciągnęła moją uwagę na kilka godzin. Może to rzeczywiście powieść o byciu rodzicem, może to jest główny jej temat, a przybrany w płaszczyk thrillera miał się stać bardziej nośny i zachęcić szerszą grupę czytelników do lektury? W takim razie przede wszystkim polecam tę książkę mamom, tylko nastawcie się, że jeśli postawicie się w wyobraźni w sytuacji Joan i Lincolna to historia naprawdę może Was przestraszyć.

Ocena: 4/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć