Rdza
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.01 / 5.00
liczba ocen: 2000
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-25% 23.93 zł
26.68 zł
27.12 zł
31.89 zł
31.90 złpremium: 19.14 zł
Pozostałe księgarnie
17.55 zł
26.76 zł
27.52 zł
27.75 zł
28.39 zł
28.71 zł
28.71 zł
29.00 zł
31.89 zł
31.90 zł
31.90 zł
Opis:

Książka, którą autor „Dygotu” potwierdza swoją pozycję wśród młodych gwiazd polskiej literatury. Opowieść o magii codzienności, czasie niepostrzeżenie przepływającym przez palce i niebezpiecznych konsekwencjach podjętych kiedyś wyborów – urzekająca językową maestrią i wrażliwością spojrzenia.

Przyjaźń poddana wielkiej próbie i marzenie, które staje się ciężarem.
Lato 2002 roku. Czekając na powrót rodziców z wielkiego miasta, siedmioletni Szymon układa monety na torach. Nie wie, że jego życie już nigdy nie będzie takie, jak dotychczas.
Kilka dekad wcześniej jego babka, Tośka, wyrusza w podróż, którą zapamięta na zawsze. Wyrwana z bezpiecznego domu dziewczynka trafia do obcego świata, którego zasad musi się nauczyć. Jako dorosła kobieta stanie przed konsekwencją swoich dawnych wyborów.
Losy tych dwojga splatają się w sposób, którego żadne z nich się nie spodziewa. Zmuszeni żyć ze sobą, pomimo różnic, Szymon i Tośka próbują zrozumieć się nawzajem i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.

„Strata. Zaczynanie życia od nowa: bez rodziców, bez męża, bez palców, bez domu i bez pomysłu, jak będzie wyglądać nowe. Mozolne wdrapywanie się po kolejnych dniach, w nowych okolicznościach. Wszystko będzie dobrze, powtarzają wokół. Brzmi niczym ulubiona mantra Polaków na skraju. «Rdza» pozostawia ślad na długo” – Sylwia Hutnik.

„Brakowało wam polskiej powieści współczesnej, napisanej z naprawdę epickim rozmachem? Oto ona – rozgrywająca się dziś i przedwczoraj, porywająca «Rdza» autora kultowego już «Dygotu» – Piotr Bratkowski, „Newsweek”.

CYTATY:
Bo chyba to od człowieka zależy, czy ucieka, czy nie?
Recenzje blogerów
Ponury blok na obrzeżach miasta. Sąsiedzi mijają się w windzie nie mówiąc nawet zwyczajowego „dzień dobry”. Nie znają się, nie zauważają w kolejce do kasy w pobliskim markecie. Czasem parkują koło siebie swoje auta, ale kto by zwracał uwagę? W równie ponurym jak blok mieszkaniu, mniej więcej sześćdziesięciopięcioletni mężczyzna wpatruje się w małe kuchenne okno. Grube szkła na nosie wskazują, że jego wzrok szwankuje. Gdyby ktoś się nim zainteresował zobaczyłby, że często dźwiga pod pachą książki. Mężczyzna mieszka sam, nie licząc czarnego kota, który ciągle łasi mu się do nóg. Zna rozkład dnia swojego pana, wie, że po zaparzeniu czarnej, fusiastej kawy zasiądzie przy zajmującym niemal pół salonu drewnianym biurku. Nie musi dbać o przestrzeń. Nikt go nie odwiedza, a przynajmniej kot może leżeć na blacie, kiedy on pisze. Pisze codziennie. Odkąd opanował obsługę komputera (a nie było to wcale łatwe) jego życie stało się prostsze. Wciąż nie wierzy kurierom i księgarniom internetowym, wciąż zaopatruje się w ulubionym antykwariacie, ale komputer to wynalazek doskonały – pisanie idzie mu zdecydowanie szybciej. Ma tyle do opowiedzenia! Tyle ciekawych historii…

Tak sobie wyobrażałam człowieka, który stworzył Rdzę. I choć miałam okazję zobaczyć go na żywo, i choć zamieniłam z nim kilka słów, i choć widziałam zdjęcie na okładce – wciąż nie mogę uwierzyć, że to niemalże mój rówieśnik. Bo jak trzydziestokilkulatek może pisać takie książki? Prędzej kryminał naszpikowany najnowszą technologią, thriller, reportaż, obyczaj z nietypowym romansem w tle. Cokolwiek, ale nie taką prozę jak Rdza.

Siedmioletni Szymon traci rodziców w wypadku samochodowym. Od tej pory jest pod opieką babci Tośki. Nie jest to łatwa relacja. Chłopiec wyrwany brutalnie ze swojej codzienności, pozbawiony najbliższych i kobieta, która w młodości została zmuszona do opuszczenia własnego domu i dostosowania się do życia z obcymi ludźmi. Te historie, na pozór całkowicie różne, przeplatają się ze sobą uświadamiając czytelnikowi ich podobieństwo. Niełatwo oderwać się od lektury. Małecki w najciekawszych momentach tnie jedną opowieść, by na kolejnej stronie przytoczyć drugą. I znów ucina, gdy serce zaczyna bić mocniej przypominając, że przecież musi dokończyć to, co zaczął wcześniej. I nawet człowiek się nie denerwuje, nie wyklina i nie rzuca książką – pisarz robi to tak umiejętnie, że niepostrzeżenie stajemy się marionetkami w jego teatrze.

Bohaterami książki są zwykli ludzie, ich codzienność, proste sprawy. A może wcale nie proste, może całkiem skomplikowane, może wymagające atencji i powagi? Niby tylko drzewo, ale uwiera starego Budzikiewicza i doprowadza do tragedii. Niby tylko kupno dodatkowej pralki, ale z jakiego powodu! Wielkie wydarzenia, ta tak zwana „Historia” zostaje tłem, choć mogłoby się początkowo wydawać, że przejdzie na pierwszy plan. Małecki stworzył w swojej książce klimat lekko baśniowy, magiczny nie zapominając o tym, że pisze o realnych sprawach, prawdziwych życiach. Ta powieść cały czas jest dla mnie za mgłą, niezbyt wyrazista, pokryta rdzą, tocząca się gdzieś tam w Polsce, a jednak dosadna i bardzo dzisiejsza.

Jakub Małecki udowodnił, że młody człowiek również może pisać ważne książki. Potwierdził, że nie ma w literaturze tematów na wyłączność i nie tylko znamienite nazwiska mają prawo zbierać oklaski. Zatem, Panie Małecki, gratuluję i czekam na więcej.

Ocena: 5+/6
©Spadło mi z regała
Można powiedzieć, że Rdza to coś, co czytałem już kilka razy wcześniej ¬– ale i tak jestem bardziej niż zadowolony. Oczywiście, takiego uderzenia jak w W odbiciu nie było, ja po prostu już wiem, czego się po prozie Małeckiego spodziewać. Po drodze mamy jeszcze chociażby świetny Dygot i całkiem niezłe, przywołujące narracyjne zagrania Alejandro Gonzalesa Iñárritu, Ślady. Autor nie wychodzi za bardzo poza swoje schematy i Rdza nie zaskakuje. Ale nie ma to w sumie znaczenia – jest to bardzo dobra powieść, która ma jeszcze jeden niezaprzeczalny atut. Chyba najbardziej z wszystkich dotychczasowych powieści Małeckiego, gra na emocjach i szarpie wnętrzności. I wcale nie robi tego tylko dla owego szarpania i taniego efektu, nie jest według mnie na to obliczona.

W 2002 roku, siedmioletni Szymek jest na wakacjach w Chojnach u babci Tosi. Jego rodzice pojechali na koncert i mają lada chwila wrócić. Mały Szymek bardzo ich kocha, ma ułożone życie w dużym mieście, kolegów, komiksy i fajne dzieciństwo. Czeka na rodziców z utęsknieniem potęgowanym dodatkowo faktem, że obiecali mu przywieźć najnowszy numer Asteriksa. I co?

Szedł wolno, szurając butami o ścieżkę z chodnikowych płyt. Potarł prawą rękę, wciąż pokrytą rudymi smugami. Złapał za klamkę i tak skończyło się to wszystko, całe to siedem lat, z których poza torami i malowaniem krów pamiętał później niewiele. Tego dnia nie usiadł za stołem w kuchni i nie nakarmił rybek. Nie przeczytał ani jednej strony nowego Asteriksa.

Babcia Tosia układa wnukowi życie na nowo. Szymek cierpi niewysłowione katusze, boi się, że zła Bozia zabierze wszystko, co jeszcze mu pozostało. Babcia obserwuje swojego bezgranicznie samotnego wnuka z świadomością, że nie może mu pomóc. Najgorsze jednak jest to, że bardziej go żałuje niż kocha i że zdaje sobie z tego sprawę. Ta ich wspólne przecież nieszczęście jest katalizatorem wspomnień Tośki, która sześćdziesiąt kilka lat wcześniej również przeżywała tragedię. Kto zresztą jej wtedy nie przeżywał? Mieszkańcy Chojn zostali wysiedleni siłą przez niemieckiego okupanta, mała Tosia spędziła koszmarne dni w bydlęcym wagonie podążającym w nieznanym kierunku.

Ale tragedie Szymka i Tośki to nie wszystko. Jakub Małecki prezentuje szereg bohaterów, powiązanych w jakiś sposób z Chojnami, którym w życiu przytrafiło się to i owo. Poznajemy historię matki Tośki i jej niespełnionej miłości niczym z „czasów zarazy”; połamany żywot koleżanki matki Szymka, „która nigdy w życiu nie przyjmie w swoim sklepie rudego”; zły los leżącego pod jej sklepem pijaka i smutne dzieje kumpla Szymka i jego ojca. Wszyscy znowu, jak to u Małeckiego, przeżywają swoje własne, niezrozumiałe dla innych, prywatne końce światów, dusząc w środku gigantyczne pokłady żalu i rozpaczy. Te traumy przesłaniają im fakt, że za skończonym życiem pojawia się nowe – tylko ciężko jest się w nim odnaleźć.

Wszyscy zadają sobie pytanie, dlaczego muszą cierpieć i tracić wszystko to, co stanowiło sedno ich życia. Zresztą „muszą” to złe słowo, tu nikt nic nie musi. Każdy przecież przeżywa taki ból jaki wynika z jego osobistej wrażliwości, siły charakteru, a przede wszystkim z czasów w jakich przyszło im żyć. Szymka dotyka tragedia uniwersalna, taka przed którą nigdy nie ma ucieczki, miażdżąca wszystkich od zarania dziejów. Tośkę taka przyniesiona wiatrem historii. W każdym przypadku podstawowym odruchem obronnym człowieka jest ucieczka od życia, której teoretycznie dałoby się uniknąć. Aby sobie jakoś poradzić znajdujemy zawsze wejście do poczekalni, w której chcemy posiedzieć i co jakiś czas wyglądać przez szparę w drzwiach w nadziei, że odmiana losu właśnie nadchodzi. Każdy ma swój własny kokon, własną poczekalnię. Takie miejsce w piwnicy, wypełnione zapachami z Pachnidła Susskinda; mały pokoik ze stosami komiksów o Hellboy’u; zaplecze urzędu pocztowego z workami niedoręczonych listów, w których możemy poczytać o nieszczęściach innych ludzi; sale wykładowe na Uniwersytecie w Kijowie. Byle dalej od domu, byle dalej od ludzi, byle dalej od życia.

Jednak to tylko samooszukiwanie się. Jakub Małecki, pomimo dość pesymistycznej i smutnej narracji, zapala przed każdym z bohaterów światełko nadziei. Uczy ich jak nie zasnąć w poczekalni i nie przegapić ważnego pociągu. Gdy ten jeden, szczególnie ważny, już odjedzie, będzie za późno, obudzimy się zauważając, że życie nas ominęło i nie zostało zupełnie nic. Nasza poczekalnia została niezauważenie przeniesiona na ostatnią stację i wyjść z niej możesz już tylko na ostatni odcinek torów – wprost pod pociąg kończący swój bieg. Bohaterowie Rdzy zauważają na szczęście, że mogą z tej poczekalni się wydostać wcześniej i wyjść na peron. Sami zobaczcie do jakich pociągów wsiądą.

Ostatnia powieść Małeckiego nie wyróżnia się szczególnie na tle poprzednich. To sprawnie napisana kilkupokoleniowa saga, gawęda o ludziach orbitujących wokół swoich własnych traum, z których mogą wyjść, jeśli będą chcieli. Autor gra na tych samych nutach co zawsze, przejmująco i wyraziście. Lubię takie granie.

Ocena: 4/6
©Niekoniecznie jasno pisane
Przeczytałam najnowszą powieść Jakuba Małeckiego. Tak jak dwie poprzednie. A teraz siedzę i myślę. Siedzę i stękam. Ale już chyba zrozumiałam, co myślę o twórczości autora. Staję w rozkroku między recenzją Jarosława Czechowicza a Dariusza Nowackiego. Dostrzegam argumenty tego pierwszego, ale moje serce niestety pozostaje przy drugim. Zapraszam.

Gdy rodzice siedmioletniego Szymona giną w wypadku, chłopiec trafia pod opiekę swojej babci. Lata dorastania Tośki przypadły na czas II wojny światowej i odcisnęły na niej swoje piętno. Jednak losy tej dwójki okazują się bardziej podobne do siebie niż się może wydawać. Poznajemy je dwutorowo poprzez przeplecione ze sobą narracje dwojga bohaterów.

Tym razem autor pozostaje w swoim realizmie magicznym bardzo realistyczny. W Rdzy każdą z nadprzyrodzonych istot i zjawisk da się wytłumaczyć w logiczny sposób. Bozia jest uosobieniem lęków i traum bohaterów, a "niewidzialność" Niewidzialnego Człowieka to prosta metafora. Zresztą im dalej, tym realizm magiczny odgrywa mniejszą rolę, ustępując rolę rzeczom mniej uchwytnym, jak przeczucia i przeznaczenie. To o tyle ciekawe, że w innych aspektach ów realizm Małeckiemu... ucieka.

Tym razem mniej ważne jest życie wewnętrzne bohaterów, a relacje między nimi. Oparte na nich historie mają wzruszać, ale Wy wiecie, że ja na takie systemowe wzruszenia jestem dosyć odporna. A nie mogąc się wzruszyć, zostaję ze zwitkiem nagich relacji w garści. Szymon przyjaźni się z Budzikiem, a potem stają się wrogami. Roch ma wyjść za Julkę i ostatecznie nie wychodzi. Życie rozkwita i urywa się. Nie pomaga z pewnością charakterystyczny styl autora, który opisuje część wydarzeń ze sporą dawką lakoniczności. I my wraz z nim ślizgamy się po fabule, "zaczytujemy" i nie zastanawiamy, czy coś wartościowego pod spodem właściwie się znajduje.

Niedawno, w recenzji Ganbare! pisałam o tym, jak bardzo nie rozumiem usilnego "ułatwiania" literatury. Rdza jest pod wieloma względami bardzo podobna do reportażu Boni - również została zawieszona gdzieś pomiędzy wielką literaturą a obyczajówką z kiosku. Tyle że dużo bardziej od Ganbare! dryfuje w stronę drugiej grupy. Mamy tu niekontrowersyjną konstrukcję, przystępny styl, łatwe metafory, łatwe wzruszenia. Jest coś bajkowego w rzeczywistości wykreowanej przez Małeckiego - nie mamy wrażenia, by gdziekolwiek dotykała prawdziwego życia i historii. Jego ostatnie powieści to różne wersje tej samej prowincjonalnej bańki, której początkiem, w uproszczeniu, jest II wojna światowa. Losy bohaterów są tak nieprawdopodobne, że aż nie chce się ich odnieść do naszej rzeczywistości. Pod tym względem, paradoksalnie, Dygot i Ślady były dużo bardziej realistyczne. Oniryczne, ale nie bajkowe. Przeżycia bohaterów uwiarygadniał zastosowany realizm magiczny. Po jego odłączeniu otrzymujemy pokraczną wydmuszkę.

Głębokie emocje i rozterki ukryte są pod lakonicznymi opisami, podobnie jak ważny temat podwójnej ucieczki: od uczuć oraz ze wsi (i mimowolnych do niej powrotów). Podobnie spłycony wydaje się wątek podobieństw między życiorysami obojga bohaterów. żeby mój autorytarny ton Was nie zmylił: głęboko wierzę, że Wam się to spodoba. Przeczytałam sporo pochlebnych recenzji, pisząc ten tekst. Tylko że chwalonych w nich elementów w Rdzy nie odnajdywałam. Trochę to przykre. Czuję się oszukana. Chyba po prostu nie rozumiem idei prozy każącej nam zatrzymać się na warstwie powierzchownych wzruszeń i ulotnych impresji. Wierzchni lukier zniechęca mnie do jakiejkolwiek refleksji. O ile w kolejnej powieści autor nie obieca nam czegoś diametralnie innego, to chyba podziękuję. Taki ze mnie smutny, poważny, niezadowolony człowiek.

Ocena: 2/6
©Między sklejonymi kartkami
Lubię opowieści o ludziach. Najlepiej takie proste. O życiu, o wyborach, o strachu. Takie proste opowieści niosą ze sobą najwięcej treści. Najgłębszej treści. Paradoks? Niekoniecznie.

Sięgając po Rdzę Jakuba Małeckiego pobieżnie przeczytałam notkę wydawcy, nie wiedziałam o czym jest książka. Jak to dobrze! W ten sposób tę cudowną opowieść odkrywałam strona po stronie. W tej recenzji nie zdradzę zbyt wiele, aby każdy czytelnik miał możliwość odkryć to co ja.

Czytając o Szymku i Jacku zastanawiałam się nad tym jakie relacje łączą dzisiejszych młodych ludzi. Czy w świecie social media, Internetu i moim zdaniem towarzyszącej im powierzchowności relacje międzyludzkie, a zwłaszcza między dziećmi nie zostały spłaszczone? Czy nie ograniczają się do lajków kolejnych postów?

Małecki opisuje codzienne życie Szymka, którego poznajemy w momencie, kiedy jego życie diametralnie się zmienia. Tracąc rodziców Szymek oparcie znajduje w spędzaniu czasu z Jackiem. W prostych czynnościach, czasem bez słów, znajduje oparcie w przyjacielu. Tośkę, poznajemy w momencie, kiedy musi Szymkowi zastąpić rodziców. O tym kim jest, co przeżyła, czego w życiu żałuję dowiadujemy się stopniowo. I niby już wszystko wiemy, wtedy autor zaskakuje nas zakończeniem.

Prosta historia, prosta opowieść życia dwójki bliskich sobie ludzi jest niezwykle trudna do opisania. I chyba w życiu tak jest, że to co najprostsze jest zwykle najtrudniejsze. A jeśli rzecz tyczy się bliskich, skala trudności jeszcze się przesuwa.
Rdzę polecam z całego serca. Dla mnie najlepsza książka roku 2017. Ciężko będzie ją przebić.

Ocena: 6/6
©Idę czytać
Wiele słyszałam pozytywnych opinii na temat twórczości Jakuba Małeckiego. Na swoim stosiku mam nawet dwie pozycje, które czekają cierpliwie na swoją kolej. Ale niespodziewany impuls zdecydował o przeczytaniu najpierw najnowszej powieści autora. Rdza przenika do wnętrza czytelnika i zostawia po sobie trwały ślad.

Powieść przedstawiona jest dwutorowo. Z jednej strony mamy czasy współczesne, z drugiej okres wojenny XX wieku. Historie choć opowiadają o zupełnie innych rzeczach, im bliżej końca, łączą się ze sobą i i wzajemnie się uzupełniają. I tak poznajemy małego Szymona, którego dzieciństwo zmienia się w nieoczekiwany sposób oraz jego Babcie Tośkę, której Los też wyznaczył kręte ścieżki.

Mam wrażenie, że im czytelnik wie mniej na temat treści tej powieści, tym dla niego lepiej. Może zupełnie nieświadomie odkrywać i pochłaniać każdą stronę. Bo tej książki się nie czyta, ona wręcz sama przenika do świadomości czytającego.

Bohaterami są zwykli ludzie. Równie dobrze mogliby być naszymi sąsiadami, przyjaciółmi, może nawet rodziną. Ale czy to właśnie nie losy takich osób interesują nas najbardziej? Czy nie takie rzeczy przeżywamy najmocniej? Fakt, że mogło się to zdarzyć na naszym podwórku, dodaje większych emocji, niż nie jedna fikcja literacka.

Wielkie wydarzenia dotyczące historii naszego kraju, ale też i świata, w tej powieści są tylko tłem. To życie bohaterów stanowi epicentrum zdarzeń, ono ma największe znaczenie.

Autor najmocniejsze momenty opowieści przedstawia w najprostszych, krótkich zdaniach. Wyobraźnia czytelnika pracuje na pełnych obrotach. Ciężko ją wyhamować, tak jak i odłożyć tę książkę nie przeczytawszy wszystkiego, aż do ostatniej strony.

Polecam ! !

Ocena: 6/6
©FiFraKu
Rdza to trzecia książka Jakuba Małeckiego, którą miałam przyjemność czytać. Dygot mnie znokautował, a Ślady totalnie zachwyciły. Poprzeczka była więc postawiona wysoko i może to ciut Rdzy zaszkodziło. Nie ma co kryć – to nadal Małecki w świetnej formie, ale zaczyna mnie powoli uwierać powtarzalność pewnych motywów. Przy trzeciej książce o podobnej tematyce można to jeszcze przełknąć, mam jednak nadzieję, że czwarty, kolejny tytuł autora już mnie czymś zaskoczy. Bo o czym jest Rdza? O rzeczach najważniejszych, czyli o miłości, nienawiści, śmierci i o samym życiu. Cóż w życiu ważniejszego niż życie właśnie?

Latem 2002 roku dla małego Szymona wszystko się zmieniło: świat pordzewiał, zszarzał i jakby się oddalił. To, co mało znane zaczęło być groźne, a to, co znane stało się obce. Jego rodzice, którzy wracali do Szymka z wielkiego miasta, wbili się samochodem w drzewo i zginęli na miejscu. Teraz chłopcem zajmuje się babcia: osoba niby znana i kochana, ale to przecież nie to samo, co mama i tata. Już nigdy nie będzie bezpiecznie, tata już nigdy nie pozwoli mu usiąść obok siebie i patrzeć, jak wypełnia kolumny cyframi, a mama już nigdy nie zawoła go, by wylizał łyżkę po mieszaniu ciasta na murzynka. Rodziców, jak tłumaczy babcia, wzięła do siebie Bozia, i tej Bozi Szymon zaczyna się panicznie bać. Skoro zabrała rodziców, to kogo i co jeszcze zabierze?

Ponad sześćdziesiąt lat wcześniej była wojna. Huknęło, runęły bomby na ziemię we wsi gdzieś w Polsce. Mała Tośka okropnie się bała, choć wciąż wszyscy dorośli powtarzali jej jak mantrę, że wszystko będzie dobrze. No chodź, chodź tu, już wszystko jest dobrze” - szeptali, tuląc ją do swych drżących ciał. Jakby chcieli zaczarować świat, lecz on na to nie zważał: rdzewiał obojętnie pod wylotem pistoletu, rdzewiał krwią wypływającą z ran. Tosia wraz z rodziną musiała zostawić dom, który nie był już bezpieczny i uciec daleko, poza granicę znanego jej świata. Była mała, a już naoglądała się tyle śmierci, wdychała swąd palonych żywcem ludzi, poznała dobrze wyprane z emocji twarze oraz te, które nie mogły przestać krzyczeć z przerażenia. Wojna – najlepsza pożywka dla rdzy.

Losy Szymka i jego babci, kiedyś małej Tosi, teraz Antoniny, choć tak różne, mają punkty styczne. Każdy na swój sposób przeżywa przecież miłość i radość, strach i smutek, cierpienie i szarpiącą trzewia nadzieję. I Szymek, i Tosia spotkali się z widmem śmierci stanowczo za szybko, co naznaczyło ich traumą na całe życie. Żadne z nich nie umie o tym rozmawiać i cierpi, wlewając smutek do środka: w ich żyłach zamiast krwi płynie gorzka żółć melancholii. Po latach nie jest lepiej.

Co nie zadziałało, skoro na początku pisałam, że książka, choć dobra, nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia jak dwie poprzednie? Ta powtarzalność Małeckiego. Wiadomo, gdy słyszy się o czymś po raz trzeci to już nie działa tak mocno, jak wcześniej. I choć doceniam temat, wrażliwość autora i przepiękny język, którym się posługuje, tym razem nie zostałam emocjonalnie znokautowana. Owszem, Rdza ma momenty wielkie i dławiące, jak opis płonących w stodole ludzi („W mojej stodole – gadał w kółko – a mówiłem, niech se wrota uchylone chociaż zostawią, przecie gorąco tak było, że Boże, a gdyby zostawili, to by i uciekli, dach by tego nie przywalił, pewnie nie wszystkie by zmarli”), wypadek Budzika, kolegi Szymka, przeklęta topola, którą ojciec w ostatnich słowach przed śmiercią prosił, by ściąć, ściąć w cholerę, obiecaj mi, słyszysz, Jacek? A jednak łapałam się na tym, że powinnam częściej coś poczuć, gdzieś się wzruszyć, gdzieś wewnętrznie – nomen omen – rozdygotać, a jednak tak nie było.

Podkreślę jeszcze raz: to bardzo dobra książka, lepsza od wielu, naprawdę wielu powieści, jakie czytałam w tym roku. Po prostu chciałabym, żeby Jakub Małecki wyplątał się już z tematów, które złożyły się na nieformalny tryptyk Dygot - Ślady - Rdza i poszedł w trochę innym kierunku. Liczę na to, że za około rok będę trzymać w ręku kolejny tytuł Małeckiego i że znów dostanę nim obuchem w łeb.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Wszystko będzie dobrze, trzy słowa, które często słyszymy gdy w naszym życiu wydarzy się coś złego. Niczym magiczne zaklęcie uleczy nasze serce i sprawi, że wszystko co złe w naszym życiu bezpowrotnie odejdzie, a my będziemy mogli normalnie żyć dalej. Wszystko będzie dobrze nie raz w swoim życiu usłyszeli również bohaterowie powieści Jakuba Małeckiego Rdza, którzy tak jak my mogli się przekonać, że wypowiedziane mogą przynieść chwilową ulgę, ale nie mają aż takiej mocy, by ukoić ból, wymazać pamięć i wspomnienia, które jak drobinki rdzy osadzają się w nas i naszej pamięci.

Siedmioletni Szymon, uwielbia komiksy z Asteriksem, kreskówki z Dexterem i królikiem Bugsem. Jedna krótka chwila, w której Bozia zabiera mu rodziców, sprawia, że nic nie jest takie jak było wcześniej.
Dla Tośki dzieciństwo kojarzy się z przejmującym dźwiękiem nadlatujących bombowców, dotykiem robaków na skórze ciemnego wagonu, którym uciekała w czasie wojny, mdłym zapachem palonych Żydów, który unosił się w lasach otaczających Chojny.
Szymek i Tośka, wnuk i jego babcia. Dzieli ich czas i przeszłość, łączy cierpienie i rozpacz, które każde z nich pragnie przeżyć w samotności. Jedno zdarzenie, w którym Szymon traci swoich rodziców, a Tośka swoją córkę, splata razem ich losy, żyją obok siebie pod jednym dachem i każde z nich musi nauczyć się żyć od nowa.

Rdza Jakuba Małeckiego - historia rodziny Stawnych, jej przyjaciół i sąsiadów z Chojen, jest niczym proza życia, niby zwyczajna, niby banalna, ale tak jak od życia nie sposób się od niej oderwać.
Rodzą się, dorastają, żyją, marząc o wyjątkowych chwilach, dzięki którym poczują że żyją naprawdę. Los ofiaruje im chwile szczęścia, tragedie, które odwracają do góry nogami całe ich życie, jednak w rzeczywistości nie zmienia się nic i trwają dalej, żyją w zawieszeniu, a życie przecieka im przez palce.

W tej popieprzonej rodzinie najlepiej nam wychodzi marnowanie okazji mówi jedna z bohaterek Rdzy. Świadomie podjęte decyzje, wybory, utracone szanse, ale i uwikłanie w wydarzenia historyczne, prowadzi ich losy na całkiem inne tory. Z raz wybranej drogi nie ma już odwrotu, czasem tylko pojawia się pytanie, a co by było gdyby i żal, że czasu nie można cofnąć.

Poszedłem dzisiaj za oborę posiedzieć. Ta stara brona to tak zardzewiała, że aż się rozpadła. Rdza sama leży, płatki takie jakby. Ale część to wsiąknęła w ziemię i gdzieś sobie jest...

Nasze doświadczenia, wspomnienia, przeszłość, są jak drobinki rdzy, które osadzają się w naszej pamięci, sercu, chcemy się jej pozbyć, zapomnieć, żyć normalnie, jednak ta rdza, która siedzi w nas głęboko, definiuje nas i przyszłe pokolenia.

W prozie Jakuba Małeckiego najbardziej zwracają uwagę te chwile z życia bohaterów, w których nie dzieje się nic, skradzione tylko dla siebie pięć minut na wypalenie papierosa w łazience, codzienne rytuały kolorowania krów, spędzanie kilku godzin na tworzeniem nowych rozkładów jazdy, chowanie zabawek do pralki, tak by zabrała ich Bozia, pisanie listów, lęk przed rudymi mężczyznami czy topolą, która może zabrać nam dom. Autor utrwala ta pozornie nic nie znaczące chwile, wydobywając z nich magię, czyniąc je wyjątkowymi.

Rdza to przepełniona delikatnością i wrażliwością opowieść o codzienności, której zawsze towarzyszą chwile szczęścia jak i cierpienie. Jakub Małecki stworzył przejmującą powieść o przyjaźni, odwadze i tchórzostwie, marzeniach, tęsknotach, różnych obliczach miłości, pamięci, historii, które określają nasze istnienie. I nawet jeśli dzieje się w naszym życiu źle i pragniemy, aby trzy magiczne słowa wszystko będzie dobrze starły tkwiącą nas rdzę, pozwoliły nam zapomnieć o tym co było, to właśnie ta rdza, pamięć o tym co przeżyli nasi przodkowie, pomięć o tym co doświadczyliśmy, przypomina, aby żyć pełnią życia. Nie marnować szans podsuwanych nam przez los i żyć tak, aby niczego później nie żałować.
Wielka książka.

Ocena: 6/6
©Cuddle up with a good book
Długo myślałam co napisać o Rdzy, co napisać o Autorze, żeby było mądrze, z polotem, ciekawie, zachęcająco, bo na taką opinię (z mojej strony) i recenzje (ze strony recenzentów) twórczość Pana Jakuba Małeckiego zasługuje.
I w takich chwilach może przyda się wykształcenie (ekonomiczne), które z literaturą piękną nie ma nic wspólnego? I będzie „po mojemu.” O!

Przeprowadziłam analizę SWOT. S jak Strengths – mocne strony, W jak Weaknesses – słabe strony, O jak Opportunities – szanse i T jak Threats – zagrożenia.

S – charakterystyczne snucie opowieści, proste, zwyczaje historie o ludziach, które wydają się być tak realne, rzeczywiste i na długo zapadają w pamięć, niepowtarzalny klimat, niewidzialny, wysublimowany dialog z czytelnikiem, który sprawia, że słowa Autora docierają do samych trzewi i książki czyta się całym sobą;
W – cóż, ja ich nie dostrzegam;
O – ze względu na młody wiek Autora, niesamowite wyczucie, wrażliwość i ogromny talent, które potwierdził w swoich poprzednich książkach (czytałam Dygot oraz Ślady i przyznaję, że były rewelacyjne) ma szansę zawojować polski rynek wydawniczy i zyskać bardzo duże grono wiernych czytelników;
T – tak wiele pozytywnych opinii może sprawić, że „woda sodowa” uderzy Autorowi do głowy i zacznie „gwiazdorzyć”. Nie, to niemożliwe! Tzn. ja sobie takiej sytuacji kompletnie wyobrazić nie potrafię, gdyż Autor jawi się jako bardzo skromny człowiek nie do końca świadomy swojego talentu i oddziaływania Jego książek na czytelników.

Rdza ma wszystkie mocne strony, o których napisałam powyżej. Prosta, ale niebanalna historia o przyjaźni, o rodzinie, o wyborach, które potrafią zmienić całe życie. Jest Szymek, jest Tośka. Życie jednego ma wpływ na życie drugiego. Ich losy się przeplatają, wpływają na siebie. Dwutorowe („kiedyś i dziś”) poprowadzenie opowieści sprawia, że Rdzę czyta się z jeszcze większym zainteresowaniem, dodatkowo zmuszając czytelnika do chwili refleksji po każdym rozdziale. Niesamowitym jest jak wyobraźnia Autora potrafi z tak swojskiej historii stworzyć wielobarwny, urzekający kalejdoskop wrażeń.
Coś mi się wydaje, że papierowe wydanie Rdzy, Śladów i Dygotu zagości na stałe na moim regale. A jakby tak jeszcze były z autografem... (Jakub Małecki będzie na 21. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie!)

Polecam z czystym sumieniem!

Ocena: 6/6
©Na czytniku
Rdzewienie świata

Kiedy ktoś zapytał mnie, która z tych trzech – Dygot, Ślady czy Rdza - jest najlepsza, odpowiedziałam tak: obiektywnie Rdza jest na pewno lepsza niż Ślady, subiektywnie lepsza niż Dygot. Bo faktycznie ciężko jest je ze sobą porównać, ciężko wybrać jedną, która przebiłaby wszystkie inne. Małecki z każdą kolejną powieścią rozwija się bardziej, dodaje coś, czego w poprzednich zabrakło, a to przecież największy komplement, względem pisarza. W Rdzy czytelnik zadowoli się wszystkim tym, co pojawiło się już wcześniej – kameralną opowieścią o zwykłych ludziach, prowincją naznaczoną historią, życiorysami i narysowanymi grubą kreską bohaterami, strachem i lękiem, z którym zmaga się człowiek, aż w końcu śmiercią – ale znajdzie też swoistą nostalgię, melancholię, która naznacza całą opowieść, nie będącą aż tak wyczuwalną w innych książkach autora. Dlatego Rdza, jak uważam, może okazać się najlepszą polską powieścią wydaną w 2017 roku. Może, bo nie jestem na tyle odważna, by świadomie zadecydować o przyszłości. A nuż wydawcy trzymają dla nas prawdziwą perełkę, która ukaże się pod koniec roku? A może ostatecznie najlepszą polską powieścią określę zbiór opowiadań Twardocha (jak uczyniłam to w zeszłym roku z Królem)? Jestem otwarta na to, że coś mnie jeszcze w polskiej literaturze zaskoczy… ale tymczasem o Rdzy.

Szymek mieszka wraz babcią we wsi Chojny. Kiedy w wypadku samochodowym traci rodziców, to właśnie Tośka postanawia się nim zaopiekować. Ale chociaż oddaje wnukowi całe swoje serce i stara się, by niczego mu nie brakowało, Szymka coś dręczy – coś, co każe przywiązywać mu się w nocy do kaloryfera i chować zabawki w pralce. To Bozia odwiedza chłopca i szepce mu do uszka różne słowa, a on boi się, że zabierze go za sobą w ciemną otchłań tak samo, jak zabrała mu rodziców… Dlatego Tośka pokazuje Szymkowi pistolet. Jak znowu przyjdzie Bozia – mówi mu – to ją zastrzelę. Od tamtej pory Szymek boi się mniej, a babcia w końcu kupuje nową pralkę – bo przecież nie może mu kazać, by schował zabawki gdzie indziej, prawda?

Sześćdziesiąt lat wcześniej Tośka kocha miłością przeklętą Niewidzialnego Człowieka, z którym w końcu – jak od zawsze pragnęła – zapomina się w tańcu. Wiruje jak w swoich snach, kiedy świat nie miał dla niej znaczenia. Wiruje i wdycha zapach palonych ciał, bo tak na zawsze mają już pachnieć Chojny – spalonymi w stodole Żydami.

Na Budzikowym ogródku od lat – właściwie to od kiedy? - rośnie topola. Przeklęta topola. To drzewo, które pamięta wszystkich przodków rodziny, zna każdą twarz, widziało palącą się stodołę i słyszało jęk ofiar. To drzewo, chociaż nieme i zatracone w swym dostojeństwie, posiadające moc. Bo przecież w ostatecznym starciu z naturą to człowiek jest zawszy tym, który wraca wyniesiony na tarczy.

Losy bohaterów spaja historia – piętno i okrucieństwo wojny – to, co w normalnym świecie nie powinno się było nigdy wydarzyć. Poszczególne życiorysy są ze sobą połączone, niczym za pomocą cienkiego drucika – supły są solidne, acz proste i przejrzyste. Jak u Małeckiego już wcześniej było – początek i koniec opowieści jest spięty charakterystyczną klamrą kompozycyjną – pierwsza scena podczas której dwóch chłopców układa monety na torach, po czym jeden z nich wybiega wprost pod pędzący pociąg i ostatnia, gdy ten pierwszy biegnie, by ratować drugiego, zmuszonego życiem, by uciec się do tego samego czynu.

Małecki, chociaż odwołuje się do tych samych motywów i zahacza o te same tematy, wydaje mi się być z każdą książką lepszy, dojrzalszy, trafniejszy, poruszający. Poza samą warstwą językową, kiedy porusza czytelnika jednym nawet słowem, Rdza jest książką bardzo trafnie skonstruowaną – teraźniejszość pojawia się na przemian z przeszłością Tośki, a różnica lat z każdym rozdziałem niweluje się co raz bardziej, w końcu stając się nie fabułą książki, lecz faktycznym wspomnieniem bohaterów.

To powieść poruszająca do głębi, nostalgiczna i melancholijna o – jak najłatwiej powiedzieć – życiu. Miłości i sile przyjaźni, poświęceniu i traumie, strachu i odwadze, nawet gdy przyjdzie nam krążyć w ciemności, o historii i polskiej prowincji.
Rdzę z przyjemnością uznaję za najlepszą powieść Małeckiego i – mam nadzieję – najlepszą powieść polską tego roku. Zasługuje na to.

Ocena: 6/6

©Jej Wysokość Literatura
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć