ebook Dżentelmen w Moskwie
4.06 / 5.00 (liczba ocen: 1530)

Dżentelmen w Moskwie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
Wydawca:  Wydawnictwo Znak
E-book - najniższa cena: 21.59
21.59 zł
Inne proponowane

To przez niego hrabia Rostow musiał zamienić przestronny apartament w Metropolu, najbardziej ekskluzywnym hotelu Moskwy, na mikroskopijny pokój na poddaszu, z oknem wielkości szachownicy. Dożywotnio. 

Taki wyrok wydał bolszewicki sąd.

Rostow wie, że jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą. Pozbawiony majątku, wizyt w operze, wykwintnych kolacji i wszystkiego, co dotychczas definiowało jego status, stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Z pomocą zaprzyjaźnionego kucharza, pięknej aktorki i niezwykłej dziewczynki na nowo buduje swój świat. Gdy za murami hotelu rozgrywają się największe tragedie dwudziestego wieku, hrabia udowadnia, że bez względu na okoliczności warto być przyzwoitym. A największego bogactwa nikt nam nie odbierze, bo nosimy je w sobie.

Dżentelmen w Moskwie to przede wszystkim hołd złożony drugiemu człowiekowi, ale też pieśń miłosna o Rosji – kraju wielkich artystów i szlachetnych ludzi. Powieść uznana została za jedną z najlepszych książek 2016 roku przez najważniejsze media anglosaskie. Od dnia premiery ciągle znajduje się na liście bestsellerów - „New York Timesa”.

Dżentelmen w Moskwie od Amor Towles możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Historia to dziedzina polegająca na wskazywaniu doniosłych wydarzeń, gdy siedzi się w wygodnym fotelu z wysokim oparciem.
Nie ma życzliwszych osób niż nieznajomi.
Jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, z pewnością stanie się jego sługą.
Żadna rada nie jest dobra dla wszystkich. Dwoje ludzi, niczym dwie butelki wina, wiele dzieli, mimo że pojawili się na świecie zaledwie w odstępie roku albo na sąsiednich wzgórzach.
Bo w życiu liczy się nie to, czy nagrodzą nas oklaskami, lecz to, czy będziemy mieli odwagę iść naprzód mimo braku gwarancji uznania.
Człowiek musi wiązać koniec z końcem - w przeciwnym razie to jego czeka koniec.
Książki tej zasadniczo nie czyta się w mgnieniu oka, jednak te kilkadziesiąt lat zamkniętych w tych pół tysiącu stronach pozostawia wrażenie spełnienia na długo, długo po lekturze. Antoni Pawlicki wspominał, że widziałby się w roli hrabiego Rostowa, jestem przekonany, że wynikłoby z tego coś niezwykłego, gdyby nad całością czuwał Giuseppe Tornatore, a może Kenneth Branagh. Jakkolwiek będzie, czekam na równie doskonałą adaptację, jak Doktor Żywago z 1965 roku.

Adagio, andante, allegro.

I w dużej mierze była to prawda. Jeśli bowiem hrabia zbytnio się pośpieszył, uznając Zofię za pokorną, gdy miała lat trzynaście, to doskonale przewidział jej usposobienie u progu dorosłości. Miała jasną skórę i długie czarne włosy (z białym pasmem spływającym z miejsca po dawnej ranie), mogła godzinami siedzieć w ich gabinecie i słuchać muzyki. Mogła godzinami szyć z Mariną w pracowni krawieckiej albo godzinami gawędzić z Emilem w kuchni, ani razu nie wiercąc się na krześle.

Taka w istocie była Zofia, taki był Aleksander, poznane wcześniej Anna i mała Nina. Historia, której trudno sprostać. (...)

Cała recenzja na blogu: Dżentelmen w Moskwie

Ocena: 6+/6
©Internetowa cela
Centrum Moskwy, Prospekt Teatralny. Kierowcy luksusowych samochodów głośnymi klaksonami wymuszają pierwszeństwo przed taksówkami. Przejście oznaczone biało-żółtymi pasami przecinające siedmio-, a może nawet i ośmiopasmową drogę. Nieopodal Plac Czerwony i siedziba Najwyższego z najniższych – Kreml. Jadąc w jednym z sunących samochodów i mając po lewej stronie Teatr Wielki, po prawej, przy najbliższym rogu zobaczymy piękny piaskowy budynek (choć takich w Moskwie wiele) ze szklaną kopułą. Jeśli nie zachwyca teraz, to zachwyci późnym wieczorem lub nocą, kiedy rozświetlą go okoliczne latarnie. Hotel Metropol. To właśnie tutaj rozgrywa się akcja pewnej wyjątkowej książki. Książki, która przeniosła mnie z dzisiejszego moskiewskiego ulicznego zgiełku do początków XX wieku. To historia o pewnym dżentelmenie – Dżentelmenie w Moskwie Amora Towlesa.

W pięknym secesyjnym hotelu zamieszkuje hrabia Aleksander Rostow – człowiek nietuzinkowy, niespotykany, nadzwyczajny. Na skutek swojej twórczości, uznanej przez bolszewickie władze za nawołującą do rewolucji, zostaje skazany na dożywocie. Ale ale! Proszę Państwa! Któż by nie chciał takiego dożywocia! Skazaniec do dnia swojej śmierci nie może opuścić murów… Hotelu Metropol. Najpiękniejszego i najwytworniejszego, goszczącego najznamienitsze postacie rosyjskiej kultury i polityki. Współczesny „high level”. Co to za więzienie? Wspinanie się codziennie po schodach z rozwiniętym czerwonym dywanem, mieszkanie w przestronnym, kilkudziesięciometrowym apartamencie wśród dzieł sztuki z najwyższej półki – to ma być areszt? W którym więzieniu każdego dnia obsłuży nas lokaj czy kelner, ukłoni nam się konsjerż, a dyrektor będzie traktował z należytym szacunkiem? Nie ma śniadań w towarzystwie współwięźniów w zapyziałej stołówce gdzie smutna pani wali łychą o papierową tackę nakładając breję przypominającą i smakującą jak pies przemielony wraz z budą. Nie ma spacerniaka, na którym można potruchtać. Jest wytworna restauracja i przestronne korytarze. Jest fryzjer, kiedyś nawet kwiaciarka była. I tak, jest to więzienie.

Nasz bohater musi opuścić zajmowany dotychczas apartament i zamieszkać w malutkim pokoiku gdzieś na poddaszu. Pokoiku tak niskim, że ciężko nawet się wyprostować.

Narzekanie? Nie, to niegodne dżentelmena. I o tym właśnie jest ta książka. Nieważne, w jakich okolicznościach się znajdujesz musisz pamiętać, kim jesteś i nie wyrzekać się siebie w imię okoliczności. Aleksander Rostow, mimo swojego położenia, nie przestaje być sobą. Zmieniają się czasy, zmieniają się wokół niego ludzie, pracownicy hotelu (mniej lub bardziej przychylni), ale on stoi na straży dobrych manier i szacunku do innych. Zaprzyjaźnia się z mało sympatycznym kucharzem, zbliża się do (wydawałoby się) nadętej jak balon aktorki, znajduje nawet wspólny język z małą dziewczynką, której opowiada o księżniczkach i uczy, jak powinna się zachowywać („Nino, maniery to nie czekoladki. Nie możesz wybierać tych, które najbardziej ci odpowiadają.”).

Amor Towles w swojej książce nie tylko przedstawia anegdoty z życia rosyjskiej arystokracji pierwszej połowy XX wieku, ale także pokazuje, jaką wartość ma bycie dobrym człowiekiem. Historia hrabiego Rostowa napełnia optymizmem, wywołuje uśmiech, wzrusza. Prowokuje do szukania kolorów w momentach, kiedy wszystko wydaje nam się całkowicie szare. Nie przesadzę ze stwierdzeniem, że to jedna z najpiękniejszych powieści jakie czytałam.

Ocena: 6/6
©Spadło mi z regała
Lubię sięgać po lekkie książki. Takie, przez które się płynie, i które bez problemu można czytać w zatłoczonym (i jakże głośnym!) metrze. Które są o stokroć przyjemniejsze od moich akademickich podręczników i przynajmniej o połowę od nich skromniejsze objętościowo. Wiecie, co jeszcze lubię? Stawiać przed sobą nowe wyzwania. Wychodzić poza strefę własnego komfortu. Dlatego też, gdy tylko mam chwilkę wolnego, uwielbiam sięgać po książki, po które niekoniecznie sięgam na co dzień, i które wymagają nieco zaangażowania. Takie, które może nie są łatwe, przyjemne i szybkie w czytaniu, ale które okazują się czymś znacznie więcej niż ładną tylko okładką.
Czy Dżentelmen w Moskwie znanego z Dobrego wychowania Towlesa okazał się być jedną z takich powieści...? O, z pewnością.

Wiersz.
Jeden, nawet niespecjalnie długi, wiersz.
Czy może pomóc, zaszkodzić albo w jakikolwiek sposób wpłynąć na czyjekolwiek losy?
Okazuje się, że może.
Wystarczył jeden tylko wiersz, by hrabia Rostow skazany został na areszt domowy i zmuszony do zamiany swego luksusowego apartamentu na skromny pokoik na poddaszu. Zostaje "byłym człowiekiem", traci większość swych materialnych dóbr, a przy okazji spotyka całą masę ludzi, którzy w różny sposób odcisną piętno na jego życiu.
Rostow bowiem się nie załamuje i z klasą - jak na dżentelmena przystało - udowadnia, że to nie bogactwo i status społeczny świadczą o wnętrzu człowieka, ale to, co kryje w swoim sercu.

Powieść pełna przygód, romansów, uśmiechów losu i żartów, twierdził The Wall Street Journal. Wspaniała pod każdym względem, pełna uroku, życiowej mądrości i filozoficznej zadumy, wtórował Kirkus Reviews. Do tego ponoć od dnia premiery ciągle znajduje się na liście bestsellerów New York Timesa... Czytając takie rekomendacje nie można pozostać obojętnym i trzeba, po prostu trzeba, skonfrontować je z rzeczywistością. Dlatego - choć przecież zwykle nie czytuję książek z akcją osadzoną w Rosji - z wielką chęcią sięgnęłam po najnowszą powieść Towlesa.
I...
Tak. To naprawdę było dobre.
I niezwykłe.
I bardzo, bardzo wyjątkowe.
Pierwsze sto pięćdziesiąt stron było istną drogą przez mękę. Za nic nie byłam w stanie poczuć kreślonej piórem Towlesa Rosji, ciągle myliłam bohaterów (dzięki niebiosom za fantastyczne przypisy!) i dosłownie nic nie było tym, czego się spodziewałam i czego oczekiwałam. Było dziwnie sztywno, nieco chaotycznie i troszkę bezosobowo. Hrabia Rostow, pierwszoplanowy przecież bohater, nie wzbudzał we mnie absolutnie żadnych uczuć, a jego losy intrygowały równie mocno, co śpiący na poduszce kot. I kiedy byłam o krok od odłożenia - czy też prędzej rzucenia - tej książki w najciemniejszy kąt mojego domu (i mojej pamięci), stało się... coś dziwnego. Pojawiła się Anna, później Zofia i cała historia ruszyła z kopyta. Rostow okazał się nienudnym hrabią z przestarzałymi poglądami, a uroczym, pełnym ciepła człowiekiem, który służy i dobrą radą, i pomocną dłonią. Towles ukazał nam kilkadziesiąt lat z jego życia, w tle przemycając fakty i najważniejsze wydarzenia z dziejów Rosji, dając nam przy tym nad wyraz subtelną i jakże przecież pouczającą lekcję historii. Niektóre opisy i anegdotki bywały co prawda przydługie, jednak autor nadrabiał je świetnym wyczuciem i poczuciem humoru, więc - nie wiem jak Wy - ale ja wybaczam.
Nie jest to książka, którą przeczytacie w przerwie między jednym, a drugim serialem i uprzedzam, że może Was troszkę wymęczyć, ale z czystym serduchem i z pełną świadomością deklaruję, że warto po nią sięgnąć. Odetchnijcie głęboko i dajcie się porwać tej niezwykłej historii.
Jestem pewna, że nie pożałujecie

Jeśli tylko lubicie klimatyczne opowieści z odrobiną historii w tle, jeśli choć na moment chcecie przenieść się w inne, pełne przepychu, czasy i jeśli tak bardzo brak Wam docenianych dawniej wartości, śmiało sięgajcie po Dżentelmena w Moskwie Amora Towlesa. To naprawdę wyjątkowa opowieść, którą warto poznać i którą warto się rozkoszować.

Ocena: 4+/6
©Półka na książki
Dżentelmen w Moskwie to naprawdę niezwykła powieść. Trudno sobie wyobrazić, że Amerykanin urodzony w Bostonie, typowy przedstawiciel amerykańskiej klasy średniej ze wschodniego wybrzeża, napisał książkę o Rosji, o Moskwie i o rosyjskiej duszy. A na dodatek uczynił to w taki sposób, że biorąc książkę do ręki, nie potrafimy się z nią rozstać.

Sam fakt, że Aleksander Ilicz Rostow jest hrabią, stanowi obrazę władzy w bolszewickiej Rosji na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku. Gdy hrabia staje przed bolszewickim sądem, zapytany o zatrudnienie odpowiada: Trudnienie się nie leży w naturze dżentelmena. Jednak mimo wszystko ma szczęście. Zamiast rozwiązać problem kilkoma gramami ołowiu, zostaje „tylko” skazany na dożywotnie przebywanie w hotelu „Metropol”, w którym właśnie mieszka. Jednak bolszewicy usuwają go z zajmowanego dotąd apartamentu do małej klitki na poddaszu, w której ma przeżyć resztę życia. Jako „były człowiek” zostaje wykluczony ze społeczeństwa i w pewnym sensie z rzeczywistości.

Jeśli mężczyzna nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą

Pomimo wyroku, który wyrzucił hrabiego poza struktury państwa, Rostow się nie poddał. Przez kolejne trzydzieści lat udowodnił, że nawet w komunistycznej Rosji mógł pozostać hrabią, no i dżentelmenem. Przyszło mu żyć na obrzeżach państwa, które było jak… kolejka.

Największa innowacja Lenina: kolejka, która – jak sam proletariat – była powszechna i nieskończona. Stworzył ją dekretem z 1917 roku i osobiście stanął na jej czele, a jego towarzysze rzucili się, by ustawić za nim. Rosjanie jeden po drugim zajmowali swoje miejsca i kolejka coraz bardziej się wydłużała, aż objęła wszystkie aspekty życia.

Trudno sobie wyobrazić powieść o codziennym życiu, szczególnie jeśli ono ma się toczyć przez kilkadziesiąt lat w obrębie jednego, choć dużego budynku. Cóż może się dziać w życiu hrabiego Rostowa, które toczy się pomiędzy poddaszem a piwnicą hotelu? Wbrew pozorom będzie to na tyle pasjonująca opowieść, że nie warto jej tutaj psuć streszczeniem. Z całą pewnością za to warto przytoczyć kilka cytatów, które niczym perły w naszyjnik powplatane są w nieśpieszną, ale uwodzącą i płynną narrację.

Jednym z aspektów adaptacji tych Rosjan, którzy widzieli Paryż przed rewolucją, było zaś pogodzenie się z tym, że już nigdy, przenigdy nie zobaczą Paryża…

Paryż ma w tej opowieści ogromne znaczenie, o czym się przekonamy zbliżając się do końca powieści. Znaczenie ma także śmierć Stalina, jednak nie tak proste i oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Dlaczego, zastanawiali się obserwatorzy z Zachodu, ponad milion obywateli ustawia się w kolejce, by zobaczyć zwłoki tyrana? Żartownisie mówili, że chcą się upewnić, iż naprawdę umarł.

Ocena: 6/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Współczesna klasyka, czyli opowieść smaczna, jak makaronik

Ta historia nie miałaby swojego początku, gdyby nie jeden wiersz… Mawia się, że literatura jest ucieczką od rzeczywistości do innego świata. Przez kilka tych lirycznych wersów hrabia Aleksander Iljicz Rostow miał już nigdy nie powrócić do świata wówczas mu znanego – do uśmiechów kawiarnianych dam, do spacerów w deszczu długimi ulicami Moskwy, do wieczorów spędzanych w teatrze. Utwór sporządzony przez niego określony został jako antyrewolucyjny i nakazem sądu hrabia został wtrącony do więzienia… odtąd miał nie wyściubiać nosa poza luksusowy hotel Metropol.

Jeśli mężczyzna nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą.

Ekskluzywny i rozległy apartament kazano mu zamienić na skromny pokoik dla służby. Ciemny i ciasny, znajdujący się na poddaszu. Z mikroskopijnym okienkiem, ledwo pozwalającym dojrzeć to, co na zewnątrz. A jednak – jak z pewnością się domyślacie – kara to była dla niego znikoma. Dla człowieka, który połowę swojego życia spędził obracając się wokół czterech ścian Metropolu, nie mogło być przychylniejszego wyroku. Przecież hotel był jego drugim domem, jakże zatem mógł rozpaczać? Co prawda szkoda było mu niektórych mebli, rodzinnych pamiątek, które musiał zostawić w swoim dawnym apartamencie, ale cała ta sprawa mogła się w końcu rozwiązać z o wiele gorszym dla niego skutkiem… Dopiero z czasem, wraz z mijającymi latami, miejsce euforii zajęła nostalgia i swoista melancholia – kiedy patrząc na miasto z dachu hotelu hrabia boleśnie sobie uświadamiał, że to już nie ta Moskwa, którą zachował w pamięci.

U jego stóp rozciągało się miasto wielkie i pompatyczne. Legiony jego świateł połyskiwały i kołysały się, łącząc się z ruchem gwiazd. Wirowały w tej samej oszałamiającej sferze, mieszając dzieło człowieka z dziełem niebios.

W Metropolu działy się różne rzeczy, spotykały się tam najznamienitsze osobowości wielkiej Rosji, osoby, które warto było mieć w kręgach swoich przyjaciół. Muzycy, politycy, słynne na cały kraj aktorki… i jedna mała dziewczynka, która rozpychając się łokciami, zrobiła sobie miejsce w szeregu między nimi. Hrabia zainteresował ją od samego początku, od momentu, kiedy po raz pierwszy go zobaczyła. Nina postanowiła się z nim zaprzyjaźnić. Jednak z tej wielkiej przyjaźni dorosłego mężczyzny z małą dziewczynką pozostały pewne zobowiązania… Kiedy Nina dorosła, poprosiła hrabię o pomoc, a ten nie zdołał jej odmówić. W ten sposób jego życie na zawsze związało się z dzieckiem – będąc zawsze kawalerem, teraz Aleksander Iljicz Rostow w końcu został ojcem. Nie mogąc pokazać dziewczynce świata innego, niż ten hotelowy, zatrzymał dla niej czas w miejscu. Uczył ją życia, mieszkając z nią w zamknięciu, ze wszelkich sił szukał jednak sposobu, by z tego więzienia uciec.

Dżentelmen w Moskwie to książka, którą z łatwością można określić takim współczesnym klasykiem – napisana z rozmachem historia o dawnych czasach, idealnie wpisująca się w historyczne i kulturowe ramy Rosji. Amor Towles stworzył dzieło ponadprzeciętne, nad którym nie sposób się nie zachwycić. To powieść mądra, dowcipna, wzruszająca i – jak na dobrą prozę przystało – również melancholijna i zmuszająca do refleksji.
W momencie, gdy za oknem rozgrywają się największe tragedie XX wieku, hrabia udowadnia, że warto pozostać przyzwoitym, bo w końcu największe bogactwo nosimy w sobie, a tego nikt nie jest nam w stanie odebrać.

Jak mamy to rozumieć, Saszo? Co takiego jest w tym narodzie, że budzi w ludziach chęć niszczenia własnych dzieł sztuki, pustoszenia własnych miast i zabijania bez skrupułów własnego potomstwa?

Czytałam ją bardzo długo, kawałek po kawałku. Niemalże z każdym dniem miałam wrażenie, że stron wcale nie ubywa, a co więcej – mnożą się one jakby pod moimi palcami. Kiedy jednak dobrnęłam do końca byłam pewna jednego: kiedyś sięgnę po nią ponownie.

Ocena: 5/6
©Jej Wysokość Literatura
Wiersz. Wydawać by się mogło, że kilka połączonych ze sobą słów nie może znacząco wpłynąć na życie człowieka. Jednak tak się właśnie stało w przypadku pewnego hrabiego. W 1992 roku Aleksander Iljicz Rostow zostaje skazany na areszt domowy, który odbywać ma się w zamieszkałym przez niego wcześniej hotelu Metropol. Trzecie piętro, na którym znajdował się jego ekskluzywny apartament z własną łazienką i okazałym salonem, zamieniony zostaje na niewielką kanciapę na strychu, mieszczącą jedynie łóżko, komodę i niewielką szafę, przy czym całość pokryta jest lekką warstwą kurzu. Wszystko to w jednoznaczny sposób ukazuje, jak od tego dnia wyglądać będzie życie hrabiego. Jak Rostow odnajdzie się w szarej codzienności, pozbawionej wykwintnych kolacji i wieczorów w operze w doborowym towarzystwie? Jaki wpływ wywierać będą na niego tragiczne wydarzenia dziejące się w jego kraju na początku XX wieku?

Milczenie może być formą protestu. Sposobem przetrwania. Ale może być też nurtem poezji posiadającym własne metrum, tropy i konsekwencje. Poezji, której nie trzeba pisać za pomocą ołówków i piór, lecz którą kreśli się w duszy z rewolwerem przystawionym do piersi.

W pozycji tej występuje narracja trzecioosobowa. Przeważnie wolę, gdy prowadzona jest ona przez głównego bohatera, jednak w książce tej kompletnie mi to nie przeszkadzało. Historię poznajemy głównie ze strony samego hrabiego, który urodzony został w Sankt Petersburgu, gdzie wychowywała go babcia. Muszę przyznać, że już od pierwszych stron zyskał on moją ogromną sympatię. Z pewnością nie można mu odmówić poczucia humoru oraz niezwykłych manier i taktu, a także świetnego obeznania w literaturze. Jest to idealny wzór dżentelmena, który potrafi zachować się w każdej, nawet najbardziej krępującej sytuacji. Nie jeden raz bawiły mnie momenty, gdy próbował ujarzmić ciekawość i trudny charakter nastoletniej wówczas Niny, a następnie jej córki Zofii, którą przyszło mu się opiekować. Okazał wówczas swoją drugą, troskliwą i odrobinę nieporadną stronę, co czyniło go jeszcze bardziej ludzkim. Na uwagę zasługują również postaci drugoplanowe, oddani i zawsze służąc pomocą i dobrą radą przyjaciele Marina, Andriej, Emil oraz Miszka, który miał szczególe miejsce w sercu hrabiego i którego historia niesamowicie porusza. Nie mogło również zabraknąć ukochanej Rostowa, a mianowicie aktorki Anny Urbanowej, której postać nie jeden raz przewijała się w całej historii.

Jeżeli natomiast chodzi o styl pisania autora, jest niebywały. Mimo dość sporej liczby opisów pozycję tę czyta się bardzo lekko, ma w sobie coś, co sprawia, że nie można się od niej oderwać. I chociaż przez pierwsze sto stron miałam dosyć mieszane odczucia (po samym opisie spodziewałam się czegoś innego), tak potem kompletnie się w niej zatraciłam. Nie jest to z pewnością historia pełna zwrotów akcji, ponadto niemal wszystkie wydarzenia odbywają się jedynie w Metropolu. Przedstawia natomiast czasy od 1922 do 1954 roku, odzwierciedla, jak zmieniała się wówczas Rosja, ukazuje najważniejsze momenty tamtych czasów oraz przede wszystkim życie głównego bohatera.

W Dżentelmenie w Moskwie najbardziej urzekło mnie zobrazowanie, w jaki sposób człowiek potrafi całkowicie przewartościować swoje życie. Hrabia został zmuszony do zrezygnowania z codziennych wygód, które do tej pory wydawały mu się wręcz niezbędne do życia. Jednak mimo wszystko znakomicie odnalazł się w nowym otoczeniu, a jednocześnie nie stracił pogody ducha, nie zatracił samego siebie. Jak wspomniał ... ostatecznie to właśnie niewygody okazały się dla mnie najważniejsze, co moim zdaniem jest idealnym podsumowaniem całej książki. Ukazuje, że pomimo przeciwności losu można pozostać sobą i, co najważniejsze, najzwyczajniej być szczęśliwym.

Muszę również wspomnieć kilka słów o samym wydaniu, które jest po prostu przepiękne. Wypukłe złote napisy idealnie wpasowują się w kontrastowe, czarne tło, a niewielkie ilustracje się na nim znajdujące odnajdują swoje odwzorowanie w książce. Zdecydowanie polecam Wam tę pozycję!

Ocena: 5+/6
©Ver.reads
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Ta książka przypomniała mi dlaczego lubię czytać. Nie dla bezsensownych, utartych historyjek, nie dla przewidywalnych romansów, nie dla niewiarygodnej fabuły, nie dla przekombinowanych zwrotów akcji. Nie. Ja lubię czytać dla urzekających opowieści. I to jest właśnie taka urzekająca opowieść. Piękna historia napisana pięknym językiem, który sprawia, że lektura jest przyjemnością. Dodatkowo wątki prowadzone są spójnie, co nie przeszkadza w zaskoczeniu czytelnika w kilku miejscach. Wszystko jest domknięte, wiarygodne, pozbawione dłużyzn i intelektualizowania. Mimo bardzo niesprzyjających okoliczności, zwłaszcza z perspektywy hrabiego Rostowa, powieść skrzy humorem cechującym ludzi, którzy mają lekkie pióro.Sam opis historii, zamieszczony na okładce, tego nie zapowiada, co również odnotowałam z miłym zaskoczeniem.
    Książka, ta nieoczekiwanie przywiodła mi na myśl inną, którą już czytałam tj. "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" Taylor Jenkins Reid. Spotkałam się z opiniami, że "Siedmiu mężów.." to historia w czasie, której masz ochotę sprawdzić, czy Evelyn żyła naprawdę, obejrzeć filmy, w których zagrała i przymierzyć sukienki, które nosiła. Ja tak nie miałam, bo nie lubię być oszukiwana. Nie lubię, gdy ktoś przedstawia mi od początku do końca wymyśloną historię, próbując mnie omamić pozorami jej prawdziwości. Natomiast w "Dżentelmenie..." jest dokładnie odwrotnie. Możesz natychmiast obejrzeć wszystkie wspomniane w książce filmy, posłuchać każdego utworu i przeczytać każdą książkę, a nawet przygotować opisaną potrawę czy napić się tego samego wina, a także pojechać do hotelu, w którym rozgrywa się akcja, który stoi dokładnie w tym miejscu, o którym pisze Autor Bo to wszystko jest prawdziwe. Mało tego od razu masz ochotę to wszystko zobaczyć, obejrzeć, posłuchać, przeczytać, spróbować i co najważniejsze przy niewielkim wysiłku możesz to zrobić. I to jest właśnie sztuka wyjątkowego pisania. Nikt tak sugestywnie jak hrabia Rostow podczas rozmyślań o Tołstoju, rozmowach o Czechowie i słuchaniu Chopina, Rachmaninowa i Czajkowskiego, nie zachęcił mnie do zapoznania się twórczością tych ludzi.
    Książka jest naprawdę wyjątkowa, pełna anegdot, mądrych opowieści i jeszcze mądrzejszych rad życiowych. Jeśli nie lubiłeś Rosji, albo nie umiałeś zrozumieć jej historii, kultury, nie rozumiałeś Rosjan i ich postawy życiowej, ta książka to zmieni. Pokaże Ci kraj i ludzi, których nie da się zapomnieć, opowie zdarzenia, do których zechcesz wracać, w sposób, który cię zachwyci.
    Dawno nie czytałam niczego, tak dobrego. Dawno żadna książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Dawno niczego nie czytało mi się tak przyjemnie i z tak dużym zaciekawieniem. Książka bezapelacyjnie trafia do grona moich ulubionych i mam ochotę do niej wrócić jeszcze nie raz.
    Polecam wszystkim doceniającym dobrą prozę, skłaniającą do przemyśleń i napisaną pięknym językiem. Dla takich książek warto czytać, a tym samym uczestniczyć w najpiękniejszej zabawie, jaką sobie ludzkość wymyśliła.

Warto zerknąć