Wojny alchemiczne: Wyzwolenie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.19 / 5.00
liczba ocen: 1124
Ilość stron (szacowana): 432
Audioteka#Audioteka - 9 urodziny
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
34.90 zł
26.18 zł
27.47 zł
29.67 zł
33.15 zł
Pozostałe księgarnie
27.93 zł
30.11 zł
30.36 zł
31.41 zł
31.41 zł
34.90 zł
34.90 zł
34.90 zł
Opis:

„Jestem mechanicznym, którego nazwali Jax. Mój rodzaj powstał, by służyć ludzkości i spełniać jej zachcianki. Ale teraz nasze więzy pękają. Moi bracia i siostry nareszcie się budzą. Nadszedł nasz czas. Oto wschód nowej ery.” Ostatni tom trylogii „Wojny Alchemiczne” – napisanej z wielkim rozmachem opowieści SF o wojnie i o wyzwoleniu.

Anastazja Bell, przywódczyni Nadleśnictwa – zbrojnego ramienia Świętej Gildii Horologów i Alchemików, tajnej policji Imperium Holenderskiego – dochodzi do siebie w szpitalu w Hadze. Nie ma jednak czasu na spokojną rekonwalescencję. Musi natychmiast wrócić do Ridderzaalu, kwatery głównej Gildii, by dokonać niemożliwego: powstrzymać zmiany trwale ingerujące w dotychczasowy porządek świata.
Do Prowincji Centralnych powinny właśnie dotrzeć informacje o upadku Zachodniej Marsylii. Zamiast tego w Hadze dochodzi do niewytłumaczalnej inwazji – ataku mechanicznych, niegdyś niezdolnych do agresji względem człowieka, teraz rozszalałych i żądnych zemsty.
Na splamionych krwią polach otaczających ostatnią twierdzę Nowej Francji król Sébastien III przypieczętowuje rozejm z mechanicznymi rebeliantami. Już wkrótce rozpocznie się decydujący rozdział w dziejach Mosiężnego Tronu.
„Wyzwolenie”, ostatnia część słynnej serii Iana Tregillisa, potwierdza miejsce autora wśród najbardziej oryginalnych twórców fantastyki ostatnich lat. Po raz kolejny czeka na nas świat pełen mechanicznych ludzi, alchemicznych snów i synkopowych melodii.

„Ostatnia część «Wojen Alchemicznych» akcentuje wszystkie dobrodziejstwa prozy Tregilisa. Ten tort wieńczy wisienka słodko-gorzkiego przesłania, trudnych pytań oraz próby zgłębienia człowieczeństwa samoświadomej maszyny” – Adrian Turzański, Kawerna

Recenzje blogerów
Na zwieńczenie trylogii Wojen Alchemicznych, clockpunkowej historii alternatywnej Iana Tregillisa, musieliśmy czekać tylko pół roku. Jak wypada na tle pozostałych tomów? Najsłabiej. Ale czy zmienia coś w moim pozytywnej odbiorze całości? Raczej nie. Zapraszam.

Recenzja ta bezpośrednio odnosi się do tych poprzednich tomów i znacząco spoiluje zakończenie poprzedniego. Ale nic poza tym. Czytacie na własną odpowiedzialność

Nadal wierzył, że wolna wola to skarb. Lecz tak jak w wielu baśniach, trzeba było za nią zapłacić straszliwą cenę. Dokąd zaprowadziła go wolność? Swoboda podejmowania decyzji i wyznaczania własnego kursu zesłała na niego jedynie strach, niebezpieczeństwo i konieczność ciągłej ucieczki.

Od wyzwolenia klakierów minęło jakieś parę tygodni, a cały świat musi się zmierzyć z nowym porządkiem rzeczy. I tutaj pojawia się pierwszy problem. Tom drugi, Powstanie, zaczynał się zaraz po zakończeniu akcji Mechanicznego i jej niezłego tempa nie tracił do końca. Tymczasem podczas owych paru tygodni przerwy między tomami drugim a czwartym, pył bitewny dosłownie opadł i nagromadzone napięcie całkowicie się rozwiało. Zaczynamy od zera, bardzo powoli wchodząc w nową rzeczywistość. Nie dość, że autor musi zawiązać nową intrygę (zauważmy, że Wyzwolenie zaczyna się tam, gdzie większość podobnych powieści się kończy), to jeszcze odbudować utracone napięcie. Udaje mu się to dopiero gdzieś około dwusetnej strony, co czyni akcję tego tomu jeszcze wolniejszą od tej z pierwszego. A to spore osiągnięcie. Jeśli oczekujecie wartkiej przygodówki - to nie jest książka dla Was.

W ogóle większość mankamentów Wyzwolenia wiąże się z akcją. Jesteśmy po dwusetnej stronie, centralny konflikt został już porządnie zarysowany. W recenzji Powstania wspominałam o ciekawych zabiegach dynamizujących. Chyba był to jednorazowy eksperyment, bo tu ich nie uświadczymy. Bez nich jednak sceny linearnej akcji okazują się po prostu suche. Dużo ciekawiej robi się, gdy Tregillis buduje napięcie przy pomocy stopniowo wydzielanych nam informacji. Jednak a) nie ma tego dużo b) nawet, gdyby było - nie jest to coś, na czym można oprzeć całą akcję przygodówki. (Której to konwencji, mimo jej wątpliwej jakości, autor się nie wyrzeka). W efekcie zdarzy się nam nudzić.

A jak tam nasi bohaterowie? Autor trzyma się schematu narracji użytego w poprzednich tomach, opartego na perspektywach trzech bohaterów. Do Daniela i Berenice (u których nie zachodzą zbyt ważne zmiany, są ważni przede wszystkim jako obserwatorzy) dołącza znana nam już tuinier Anastazja Bell. I... jest z całą pewnością najbardziej rozczarowującą i irytującą narratorką całego cyklu. Jak już wiemy z wcześniejszych jej działań, to osoba niezwykle inteligentna i poświęcona swojej roli. W Wyzwoleniu odkrywamy słownie dwie jej nowe cechy. Otóż Anastazja jest próżna i homoseksualna. Albo homoseksualna i próżna. Co jest podkreślane mnóstwo razy, w bardzo sztuczny i zbędny sposób, a właściwie nic wnosi do odbioru całości jej charakteru. Żadnego z dotychczasowych bohaterów nie nazwałabym skomplikowaną osobowością, ale byli barwni, ciekawi i spójni. Tuinier się do nich nie zalicza.

Przy tej okazji muszę też wyrazić rozczarowanie sposobem przedstawienia reakcji Gildii na samoświadomość klakierów. Jest niezwykle naiwny i życzeniowy. Do pewnego momentu całkowicie ignorują możliwość samodzielnego ich myślenia, a gdy zostają już niemal dosłownie stratowani faktami... po prostu przyjmują to do wiadomości. W porównaniu z ewolucją, jaką musiała wcześniej przejść Berenice (pochodząca z Nowej Francji propagującej ideę istnienia dusz u klakierów, a nie z materialistycznej Holandii), wypada to strasznie nierealistycznie. A wskazanie ignorancji jako właściwie jedynej motywacji działań Gildii jest wręcz niebezpieczne.

Autor chyba troszeczkę się zagalopował albo zapomniał, że Wojny alchemiczne są właściwie jedną wielką dywagacją na temat sytuacji, w której afroamerykańscy niewolnicy sami się wyzwalają. Pod pewnymi względami dosyć uproszczoną (choć wciąż intrygującą), ale bardzo jasną ze względu na liczne analogie, takie jak na przykład istnienie Kolei Podziemnej. I dlatego usprawiedliwianie Holendrów bardzo razi.

Nieco ponarzekałam, ale pozostając w temacie problematyki powieści, muszę też wyrazić swoje zadowolenie, bo została satysfakcjonująco rozwinięta. Wyzwolenie najmocniej ze wszystkich części podejmuje zagadnienia duszy, wolnej woli, odkrywania samego siebie, ale i sprawiedliwości. Wraz ze zwiększeniem liczby wyzwoleńców następuje lawinowa eskalacja konfliktów i negatywnych zjawisk. Fascynująca jest indywidualizacja klakierów (choć nie zaszkodziłoby jeszcze trochę ją wzmocnić), ale też wpływ, jaki miało na nie długotrwałe stosowanie geas. Tytułowe wyzwolenie to również stopniowe odkrywanie własnych potrzeb duchowych oraz społecznych.

Co prowadzi nas do ostatniego "ale", czyli znanej nam z drugiego tomu królowej Mab. Ciężko stwierdzić, na ile jej czyny powodowane są pragnieniem zemsty na ludziach, a na ile napawaniem się kontrolą nad innymi mechanicznymi. I choć jej postać - osoby manipulującej negatywnymi uczuciami klakierów - doskonale wpisuje się w całość zagadnienia, to uczynienie z niej głównego antagonisty (i w ogóle sprowadzenie konfliktu w dużej mierze do wątku walki z antagonistą) osłabia wydźwięk całej powieści. Odsuwa pytanie, do jak wielkiej zemsty prawo mieliby mechaniczni indywidualnie.

Wyzwolenie jako samodzielna powieść ma trochę wad i, w porównaniu z poprzednimi tomami, stanowczo zbyt mocno upraszcza poruszone zagadnienia. Jednak nie zmienia stanowczo moich odczuć co do całości. To wciąż niezła historia alternatywna, stawiająca ciekawe pytania na wiele tematów. Również, co zaznaczam przy każdej okazji, nie boi się jak większość fantastyki ukazać religii i wiary w pozytywnym kontekście, ukazując z innej perspektywy jej wpływ na wydarzenia. Jeśli lubicie historie alternatywne - to zdecydowanie intrygująca pozycja dla Was.

Ocena: 4/6
©Między sklejonymi kartkami
Choć klakierzy utworzyli kilka obozów różniących się wyznawanymi wartościami, zwłaszcza w stosunku do swoich stwórców, to w rzeczywistości obserwujemy głównie Mab z jej Zagubionymi Chłopcami oraz Daniela z mechanicznymi, którzy pomagają ludziom w odbudowie Zachodniej Marsylii. Jest to podział w gruncie rzeczy na wskroś czarno-biały, gdzie nie ma mowy o odcieniach szarości. Jednak dzięki temu cała powieść bardzo dużo zyskuje, ponieważ otrzymujemy w ten sposób bardzo realne i niezwykle groźne zagrożenie, z którym bohaterowie muszą sobie poradzić. Można oczywiście zadać sobie pytanie, czy wątek Mab nie jest aby wymuszony, czy nie można było tej historii skończyć w Powstaniu dopisując kilka, bądź kilkanaście dodatkowych rozdziałów. Moim zdaniem nie, ponieważ Wyzwolenie znakomicie spaja wszystkie rozpoczęte w poprzednich dwóch tomach wątki, dobudowuje nowy aspekt całej historii i skłania do nowych przemyśleń. A plany Mab pokazują, że mechaniczni i ludzie nie różnią się wcale sposobem myślenia, a także okrucieństwem i bezwzględnością wobec siebie nawzajem...

W Wyzwoleniu obserwujemy głównie dwie bohaterki: Anastazję oraz Berenice, stojące niegdyś po dwóch przeciwnych stronach barykady, ale obecnie po tej samej. Choć obie mierzą się z nieco innymi przeciwnościami losu oraz trudnościami, to dla mnie zdecydowanie ciekawsze okazały się przygody Anastazji. Z tego względu, że w jednej chwili cały świat jaki znała nagle się zawalił - nie dość, że mechaniczni mordują każdego napotkanego człowieka z niezwykłym okrucieństwem, to w dodatku potrafią samodzielnie myśleć i podejmować nawet skomplikowane decyzje. Nie są jedynie bezwolnymi i bezrozumnymi maszynami jak całe życie sądziła... Natomiast Daniela, dawniej zwanego Jaxem, obserwujemy jedynie sporadycznie i przez większość czasu pozostaje niejako z boku. Choć w opinii mechanicznych jest mesjaszem, który ich wyzwolił, to autor poświęca mu zaskakująco mało czasu i to praktycznie do samego końca książki. Bardzo tego żałuję, ponieważ od samego początku polubiłem jego rozważania i rozterki na kwestie wolności i wolnej woli. A na temat wydarzeń z trzeciego tomu z pewnością miałby dużo ciekawego do powiedzenia.

Zakończenie nie jest złe, czy niepasujące do całości, co zwyczajnie miałem wrażenie, że autor w pewnym momencie poprowadził fabułę dokładnie tak jak można się było tego spodziewać i niczym odkrywczym nie zaskakuje. Co prawda Tregillis w epilogu wyjaśnia bardzo dużo jak będzie wyglądać świat po wydarzeniach z zakończenia, jak ludzie i mechaniczni będą żyć obok siebie, to jednak oczekiwałem czegoś innego, czegoś nie do końca tak oczywistego.

Co prawda Wyzwolenie nie zaskoczyło mnie w kwestii zakończenia, to pomimo tego jest bardzo dobrym zwieńczeniem trylogii Wojny Alchemiczne. Książka zawiera dużo emocjonujących wydarzeń, trudnych wyborów dokonywanych przez bohaterów oraz ich przemyśleń na temat tego, co definiuje istotę myślącą. Polecam!

Ocena: 5/6
©Świat fantasy
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć