ebook Najlepszy powód, by żyć
3.79 / 5.00 (liczba ocen: 71)

Najlepszy powód, by żyć
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ciągu miesiąca
E-book - najniższa cena: 14.90
wciąż za drogo?
-18% 14.90 zł
Inne proponowane

Dominika budzi się po kilku dniach. 

Wie, że to był wypadek, a ukochany ojciec wcale nie chciał jej zabić. 

Teraz, kiedy on jest w więzieniu, ona leży w szpitalu i walczy o życie.

Chociaż właściwie, to inni walczą za nią, ponieważ ona się już poddała. 

Ale to, co miało być końcem, okazuje się być początkiem… 

 

Przewrotny los stawia na jej drodze ambitnego młodego lekarza, który dostrzega w niej coś więcej niż tylko pacjentkę. Gdy on będzie leczył jej ciało, jego brat Marcel, czarna owca szanowanej rodziny, spróbuje uleczyć jej duszę.

Tylko czy to jest w ogóle możliwe? Czy pęknięte serce potrafi jeszcze kochać?

I czy ktoś, kto ma tyle powodów, by się zabić, odnajdzie ten jeden, by żyć?

Najlepszy powód, by żyć od Augusta Docher możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Każdy popełnia błędy, każdy ma prawo do wybaczenia i szansy naprawienia szkód.
Czasami potrzebujemy samotności, żeby przetrawić pewne sprawy, przegryźć je w sobie, przenieść i przeżuć, nieraz aż do mdłości.
Bo tak jest, gdy kogoś kochasz , to po całości. Nie w częściach.
Nie można stracić czegoś, czego się nigdy nie miało.
Zdradzę Wam pewną tajemnicę.
Boję się sięgać po balansujące na granicy literatury młodzieżowej i New Adult książki rodzimych autorów, bo w zasadzie nigdy nie są one dobre. Są za to pełne kiczu, przesadnego dramatyzmu, kulawego języka i steku banałów, a do tego męczą bardziej niż godzinny sprint w deszczowy dzień. Omijam je więc szerokim łukiem i każdej takiej powieści mówię zazwyczaj stanowcze NIE.
Zazwyczaj.
Z Najlepszym powodem, by żyć było jednak nieco inaczej. Zwrócił moją uwagę przyjemną dla oka okładką, całkiem zgrabnym opisem i pełnym entuzjastycznych słów mailem od wydawnictwa.
Stwierdziłam więc, że zaryzykuję; zaryzykuję i przeczytam, bez większych oczekiwań, za to z kilkoma gramami uprzedzeń.
Zaryzykowałam. I chyba było warto.

Dominika ma szesnaście lat, wspaniały dom i kochającego ojca. Ma przyjaciół, chłopaka i matkę, z którą się nie dogaduje, ma plany i apetyt na życie.
Jeden dzień, jedno zdarzenie, tragiczny wypadek. I jej zdrowie wisi na włosku. Dziewczyna ląduje w szpitalu z zagrażającymi życiu oparzeniami, a kochający ojciec trafia do więzienia.
Żeby żyć, Dominika musi zacząć walczyć.
Tylko czy można wygrać, kiedy już się poddało? Czy starania innych mogą zastąpić naszą wolę walki? I czy miłość naprawdę jest w stanie zmienić wszystko...?

Jestem zaskoczona. Naprawdę. Fakt, okładkowy opis spodobał mi się od samego początku, przywykłam jednak do tego, że nie zawsze (a w zasadzie prawie nigdy) jest on tożsamy z fenomenalną fabułą. I chociaż Najlepszy powód, by żyć mnie nie powalił, nie oczarował (a ponoć miał) i nie wywołał huraganu emocji, to o dziwo bardzo dobrze się czytał. Rozdziały w nim zawarte są dosyć krótkie i podzielone na "przedtem" oraz "teraz", a narrację prowadzą dwie osoby - poparzona Dominika i od czasu do czasu Marcel, chłopak, który spróbuje być jej kołem ratunkowym. Ich relacja jest dosyć naturalna i (całe szczęście!) pozbawiona zbędnego patosu oraz szumnych deklaracji rodem z Tysiąca słów Tillie Cole. Pani Docher popuściła jednak odrobinę wodze fantazji, czego skutkiem jest nieco absurdalna decyzja, którą nasz Marcel podejmuje już na samym początku znajomości; równie absurdalne są niektóre używane przez niego zwroty - ja rozumiem, slang slangiem, ale warto jednak zadbać o wyrażenia, które zrozumie choć część czytelników. Pomimo tych "uchybień", Marcel okazał się być dosyć przyjemną postacią. I chociaż jest na bakier z ortografią, chociaż jego decyzje nie zawsze są zrozumiałe, to - kolokwialnie mówiąc - ma chłopak głowę na karku. W mojej ocenie jest znacznie ciekawszą postacią niż Dominika, w założeniu główna bohaterka. Nie chodzi o to, że jej nie polubiłam, jest jednak nieco nijaka. Tak, przeżyła tragiczny wypadek; tak, ma prawo, by się załamać i tak, na pewno ma coś do powiedzenia - szkoda jednak, że nie mówi o sobie zbyt wiele. Zabrakło mi głębszej analizy jej psychiki, jej przemyśleń, czegoś, co pozwoliłoby nam, czytelnikom, jeszcze lepiej ją poznać. Jeśli zaś chodzi o fizyczne obrażenia dziewczyny to pani Docher spisała się niemal na medal i czuć, że przed napisaniem tej historii przeprowadziła solidny research. I za to należą się jej brawa.
Także za zakończenie; za próby uczynienia jej książki nieprzewidywalną (momentami się to udało) i za odejście od dosyć oklepanego już w literaturze NA tematu choroby nowotworowej. Za pozytywny w gruncie rzeczy przekaz, za udowodnienie, że każdy z nas ma milion powodów, by żyć i że najważniejszym jest to, byśmy otworzyli oczy i serce choć na jeden z nich.

Najlepszy powód, by żyć na pewno nie trafi na listę moich ulubionych powieści dla młodzieży i na pewno nie przebije Ponad wszystko Nicoli Yoon, do którego - słowo daję! - bywa porównywany. Wciąż pozostaje jednak lekką (pomimo poważnego przecież tematu) lekturą, idealną i na końcówkę lata, i na długie jesienne wieczory; lekturą, która z pewnością nie zawiedzie ani jednego fana New adult. Jeśli więc tylko nim jesteś...
Chyba wiesz, co powinieneś przeczytać?

Ocena: 3+/6
©Półka na książki
Przeczytałam każdą do tej pory powieść napisaną przez Augustę Docher, tak więc nie mogłam odmówić sobie przyjemności zapoznania się również z jej najnowszą książką. Sięgając po Najlepszy powód, by żyć, nie przypuszczałam nawet, że oto właśnie trafię na powieść, w której opisane są moje własne obawy, że będzie to coś, co będzie miało dla mnie tak osobisty przekaz.

Życie Dominiki zmieniło się w jednej tragicznej chwili. Jej ukochany ojciec niechcący doprowadził do tego, że na dziewczynie zapaliło się ubranie, wskutek czego doznała ona oparzeń połowy ciała. Poparzona ręka, noga, brzuch, plecy, piersi... Dominika nigdy nie zapomni tamtych chwil, bo blizny na ciele będą jej zawsze o tym przypominały. Najchętniej poddałaby się zupełnie, bo fizyczny ból i świadomość tego, że jej ciało zostało na zawsze oszpecone, po prostu ją dobijają, ale dla ojca stara się trzymać, bo ten bez jej wsparcia nie da rady stawić czoła czekającej go odsiadce.
Los sprawia, że jakiś czas po wypadku na drodze Dominiki staje Tomek Leśniewski – młody anestezjolog, który chce jej pomóc, a wkrótce za jego sprawą w życiu dziewczyny pojawia się także jego młodszy brat, Marcel. Chłopak jest zafascynowany Dominiką i zrobi wszystko, by się do niej zbliżyć. Czy jednak mu się to uda, kiedy dziewczyna tak bardzo odizolowała się od świata i ludzi? Czy dzięki niemu uda jej się odnaleźć kolejny powód, by żyć?

Narratorami w powieści są Dominika i Marcel. Historia Dominiki zaś dzieli się na „przedtem”, które opisuje jej życie od wypadku do chwili spotkania braci Leśniewskich, oraz „teraz”, w którym opisane są wydarzenia rozgrywające się już po ich spotkaniu. Zarówno czas akcji, jak i poszczególne narracje mieszają się ze sobą i trudno przewidzieć, kto tym razem będzie naszym przewodnikiem w części rozgrywającej się obecnie, bądź kiedy dokładnie rozgrywają się wydarzenia z „przedtem”, gdy zaczyna się nowy rozdział, jednak cała opowieść stanowi spójną całość i bez problemu można się w niej odnaleźć.

Najlepszy powód, by żyć to poruszająca opowieść o życiu po wypadku, który kompletnie zniszczył poczucie własnej wartości młodej dziewczyny. Ogień na zawsze zmienił ciało Dominiki. Blizny już zawsze będą przypominały jej o tej tragicznej chwili i bólu, który musiała znieść, by jakoś dojść do siebie. Wypadek zmienił także jej duszę i okaleczył ją podobnie jak jej skórę. Dominika boi się, że ze względu na to, jak wygląda, zostanie odrzucona, że nikt jej nie zaakceptuje i nie pokocha. Wybudowała wokół siebie szczelny mur. Nie chce cierpieć z powodu odrzucenia, więc woli uniknąć ewentualnego rozczarowania i bólu, ale w ten sposób nie doświadczy także niczego dobrego. Zamykając się na to, co może wydarzyć się złego, zamyka się także na to, co dobrego mogłoby ją spotkać. Nie potrafi jednak inaczej, bo tak bardzo boi się podjąć ryzyka. Świetnie ją rozumiem. Dominika ma w sobie coś z tego, co sama znajduję w sobie. Czytając jej historię czułam się tak, jakby Augusta Docher zajrzała do mojej duszy, zaczerpnęła z niej pewne motywy i obnażyła w swojej powieści moje największe obawy. Nie przypuszczałabym, że tak osobiście odbiorę tę opowieść. Trafiła ona do mnie jak żadna z wcześniejszych książek tej autorki. W moim odczuciu jest to jej najlepsza powieść.

Najlepszy powód, by żyć to przede wszystkim jej bohaterowie. Oboje zyskali moją sympatię, choć przyznać muszę, że Marcela nie polubiłam od razu. Początkowo jego podejście do życia i innych ludzi oraz towarzystwo, w jakim się obracał, nie przemawiały za nim. Wytrwale pracował na to, by mieć w rodzinie Leśniewskich opinię czarnej owcy. Niejasne wydawały mi się także jego motywacje, dla których chciał się zbliżyć do Dominiki. Z czasem jednak, im lepiej go poznawałam, tym coraz bardziej go lubiłam, aż ostatecznie skradł on moje serce zupełnie. Dominika zaś, przez to iż w pewnym stopniu mogłam się z nią utożsamiać, od razu zyskała moją sympatię. Autorka oczarowała mnie tym, jaką relację zbudowała między bohaterami swojej powieści. Oboje wzajemnie dopingują się do tego, by wyjść poza to, kim są na początku i nawzajem wyzwalają w sobie to, co najlepsze.

Książka naprawdę wciąga. Lekki styl i porywająca opowieść sprawiają, że trudno się od niej oderwać. Augusta Docher zabrała mnie we wzruszającą i jednocześnie przepełnioną pozytywną energią podróż, obfitującą w emocje i zaskakujące zdarzenia. Spędziłam przy tej powieści kilka naprawdę przyjemnych godzin i nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Może poza jednym: jak można zakończyć w takim momencie?!

Najlepszy powód, by żyć to piękna opowieść o tym, że najważniejsze jest to, kim jesteśmy jako ludzie, co sobą reprezentujemy, jakie jest nasze wnętrze. To historia o tym, że o wartości człowieka nie stanowi to, jak on wygląda, bo wygląd może diametralnie zmienić się w jednej chwili. To także opowieść o tym, że każdy zasługuje na miłość, nawet jeśli wydaje mu się, że nie jest tego wart.

Jeśli lubicie powieści poruszające niełatwe tematy, poszukujecie książki nastrajającej pozytywnie, macie ochotę przeczytać coś pełnego emocji i nadziei, to jest to pozycja dla Was. Polecam!

Ocena: 4+/6
©Zaczytana Dolina
Chyba każdy z nas, a przynajmniej zdecydowana większość, zna Trzynaście powodów, nie ważne czy w formie książki czy serialu. Przed wami historia zupełnie inna, pokazująca, że zawsze znajdzie coś lub ktoś, co pokazuje, że warto żyć.

Dominika Bąk przeżywała ogromną tragedię. Ponad 50% jej ciała uległo znacznemu poparzeniu. Cały czas nie może pozbierać się po tym wydarzeniu, nie tylko ze względu na ból i blizny, ale również świadomość, że zrobił jej to ukochany ojciec pod wpływem alkoholu. Nie wierzy, że zrobił to specjalnie, bardzo za nim tęskni i czeka na moment, kiedy wyjdzie on z więzienia. Przez to poparzenie dziewczyna jest wyłączona z życia towarzyskiego. Mimo zaledwie 18 lat dźwiga ogromny bagaż doświadczeń, który sprawia, że nie interesują ją rzeczy, które są ważne dla jej rówieśników.
Na swojej drodze spotyka Tomka, młodego, ambitnego lekarza, który opierając się na jej przypadku medycznym pisze pracę naukową. Z czasem ich znajomość przeradza się w coś głębszego. I kiedy wydaje się, że wszystko będzie się układać, Dominika poznaje Marcela, brata lekarza, który jest czarną owcą w rodzinie. Młoda Bąkówna nie jest osobą, która pozwala obcym blisko podejść do siebie, trzeba się natrudzić. Czy Marcel nie straci zainteresowania dziewczyną i będzie o nią walczył? Czy ojciec Dominiki wyjdzie z więzienia?

Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania książki odpowiedziałam od razu. Dlaczego nie? Lubię bohaterów z przeszłością. I Dominika jest ewidentnie taką bohaterką, chociaż jak się dowiecie w książce, nie tylko Dominika. Następnie dostałam książkę, zaczęłam czytać i przepadłam. Tak się składa, że robiłam to w pociągu, jeżdżąc do i wracając ze szkoły, więc niektórzy byli lekko zdziwieni, kiedy uroniłam kilka łez. Ale ja się tego nie wstydziłam, bo świadczy to o tym, że Najlepszy powód, by żyć wywołuje emocje.

Książka to naprawdę dobry kawał literatury New Adoult. Jestem zadowolona z tego, że autorka zrobiła niezły research, więc wszystkie sceny pobytu w szpitalu i rekonwalescencji są bardzo dobrze opisane. Do tego ciekawy zabieg narracyjny, rozdziały pisane są z dwóch perspektyw, Dominiki i Marcela, a do tego w dwóch perspektywach czasowych. Zaraz po wypadku, czyli czas w szpitalu i to co się dzieje teraz, czyli główna fabuła. I mimo, że jest to wielki atut, to momentami również wada. Bo czytelnik łatwo może się w tym wszystkim zagubić.
Czasami miałam również wrażenie, że autorka trochę za dużo wymyślała wszystkich komplikacji i problemów. Jakby może myślała, że im więcej tym lepiej. Bo jak się okazuje, wszyscy, albo prawie wszyscy bohaterowie mieli tam jakieś problemy. A ja momentami myślałam: Naprawdę? Co jeszcze? Ale mimo tego nadmiaru Augusta Docher bardzo zgrabnie połączyła ze sobą wszystkie wątki i wszystkich bohaterów. A to duża sztuka.

Jeżeli sięgnięcie po książkę, albo komuś chcecie ją podarować, to musicie wiedzieć, że docelowym wiekiem, który spokojnie może przeczytać książkę jest 16+. Jeżeli jesteście uczuleni na sceny seksu czy wulgaryzmy, to one się zdarzają. Nie są to jednak elementy przeważające, czy takie, które rażą czytelnika.
Czytając opis można się domyślać, że będziemy mieć do czynienia z trójkątem miłosnym. Tak jednak nie jest. To tylko takie pozory, bo uczucia łączące bohaterów są zupełnie różne.

Najlepszy powód, by żyć to cudowna historia o podnoszeniu się po tragedii, o wybaczaniu, nowych początkach i nadziejach na lepsze jutro. Polecam nastolatkom, ale i trochę starszym kobietom, bo wiem, że i one będą czerpać radość z lektury tej książki.

Ocena: 5/6
©Zatraceni w kartkach
Dominika jest zwykłą nastolatką, której życie niespodziewanie zmienia się w straszną tragedię. Słysząc kolejną kłótnię rodziców, nie informuje ich o swoim niespodziewanym powrocie do domu. W wyniku okropnej pomyłki ojciec oblewa ją benzyną i podpala. Dziewczyna błyskawicznie zamienia się w żywą pochodnię. Na szczęście udaje jej się przeżyć, ale obrażenia są bardzo poważne. Niesłychany ból, kolejne zabiegi, a także lęk o ich skuteczność, to staje się stałym elementem jej codzienności. Dodatkowo musi znieść rozłąkę z ukochanym tatą, który przebywa w więzieniu za spowodowanie wypadku, a także pogodzić się z reakcją dotychczas bliskich znajomych, którzy zaczynają jej unikać.

Tu nie jest tak źle, pewnie szybko stad wyjdę, ale ty masz wyjść pierwsza. Sama i o własnych siłach. Słyszysz, Domisiu? Musisz przetrwać, żebym uwierzył, że ja też dam radę. Masz żyć, nie poddawaj się. Moja księżniczko, walcz!

Nagle na jej drodze pojawia się młody lekarz, z którym stopniowo się zaprzyjaźnia. Jednak to nie inteligentny i stateczny Tomek odegra kluczową rolę w jej powrocie do normalnego funkcjonowania, a jego młodszy, zdawałoby się niedojrzały brat, Marcel.

Czy Dominika zazna jeszcze prawdziwego szczęścia?
I czy uda jej się na nowo pokochać życie?

Moja dusza skowyczy z żalu, że jej "opakowanie" jest brzydkie, ułomne i już nigdy nie będzie takie jak dawniej. Czy to możliwe, żebym kiedyś uwierzyła w zachwyt w oczach mężczyzny? Mężczyzny, który patrzy na mnie? To jak lot na Księżyc - przekracza moją wyobraźnię. Nie mam prawa o tym marzyć.

Najlepszy powód, by żyć to jedna z tych książek, po której niezwykle ciężko się otrząsnąć, a rozstanie z nią po prostu boli. Nawet nie myślcie, że jest ona jakimś ckliwym, tandetnym i szablonowym romansidłem! To przepiękna historia o zaufaniu, ludzkich lękach i tragediach, która chwyta za serce już od pierwszych stron. Niesłychane, jak mocno wpływa na czytelnika, wywołała cały wulkan silnych emocji i pochłonęła mnie bez pamięci.

Bardzo spodobało mi się, iż całą opowieść poznajemy w dwóch ramach czasowych, dzięki czemu jesteśmy doskonale poinformowani, jak sytuacja wyglądała kiedyś i jak jest obecnie. Genialne było również to, iż wszystko ukazane jest z perspektywy obojga bohaterów, co pozwala dogłębnie wniknąć w ich dusze i odkryć motywy. Niezwykle emocjonalnie przeżywałam ich rozterki i stali mi się nieprawdopodobnie bliscy.

Powieść czyta się błyskawicznie, zajrzałam na chwilkę, jak tylko dotarła do mnie paczka i gdy zaczęłam czytać, przepadłam zupełnie. Nie mogłam się oderwać, chłonęłam każde słowo z zapartym tchem.

Postacie są doskonale wykreowane, wyraziste, a przede wszystkim prawdziwe, z krwi i kości. Pokochałam zarówno Dominikę, jak i Marcela, już od pierwszych stron.

Trzeba wspomnieć o tym, iż na swój wiek, oboje są bardzo dojrzali, mają problemy niczym dorośli ludzie, dlatego doskonale ich rozumiemy, a emocje nimi targające, przenoszą się na nas. Jeśli chodzi o główną bohaterkę, to zaledwie możemy próbować ją zrozumieć, gdyż przecież nie sposób odnaleźć się w tak trudnej sytuacji. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co musiała czuć i jak jej było ciężko. Tak bardzo dziewczynie współczułam, kibicowałam i podziwiałam za siłę, upór i odwagę.

Jej życie zmienia się diametralnie, musiała dorosnąć, rzeczy z których kiedyś czerpała przyjemność obecnie przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Jesteśmy świadkami jej przemiany, nie tylko fizycznej, ale i duchowej. Zmienia się również Marcel, a może po prostu oceniałam go na początku po pozorach. W historii niesłychaną rolę z pewnością odgrywają jego teksty i poczucie humoru.
Powiedzonka chłopaka wielokrotnie wywoływały śmiech, rozładowywały tę napiętą atmosferę.

Styl autorki jest lekki i przystępny, co sprawia ze błyskawicznie wędrujemy po kolejnych stronach. Jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu, w jaki opisała emocje bohaterów, są one wręcz namacalne i z niesłychaną siłą wpływają na czytającego. Akcja jest bardzo wartka, nie ma mowy o nudzie. Fabuła jest przepełniona tajemnicami oraz ciekawymi intrygami. Gdy już jesteśmy pewni, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, nagle dzieje się coś niespodziewanego, co automatycznie zmienia całą sytuację.

Znajdziemy tu również sceny erotyczne, które są opisane subtelnie, ale rozbudzają wyobraźnię.
Zbliżenie bohaterów wyraźnie potraktowane zostało jako coś pięknego, wyjątkowego i niezwykle wartościowego. Było przełamaniem silnej bariery i dokładnie widzimy, ile znaczyło dla obu postaci. Coś wspaniałego!

Ta wzruszająca książka uświadamia, iż miłość jest lekiem na całe zło i tylko ona trzyma nas przy życiu.
Pokazuje także, że jeśli kogoś darzysz prawdziwym uczuciem, nic innego się nie liczy. Nie kocha się za wygląd, dla ukochanej osoby zawsze będziemy wyjątkowi. Nie pozwólmy, by nasze kompleksy oddalały nas od ludzi. Pamiętajmy, że życie jest ulotne, wszystko może się zmienić w ułamku sekundy, jednak każdy koniec może być nowym początkiem, czegoś naprawdę pięknego.

Nie kocha się za to, czego brakuje, tylko za to, co jest.

Na uwagę zasługuje również sama okładka. Jest przepiękna i przyciąga wzrok, wręcz hipnotyzuje. Mnie zaczarowała równie mocno jak i sama treść. Z jednej strony czytałam ją łapczywie, a z drugiej nie chciałam kończyć. To właśnie cecha świetnej powieści, gdy zarazem chcesz poznać koniec, a z drugiej strony boisz się rozstania z bohaterami, bo będziesz za nimi tęsknić.

Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką, a już zdążyła mnie totalnie oczarować. Naprawdę bardzo żałuję, że nie miałam wcześniej okazji poznać jej książek, ale mam pewność, iż pozostałe pozycje również mnie zachwycą, więc jak najprędzej muszę nadrobić zaległości i po nie sięgnąć.

Najlepszy powód, by żyć to słodko-gorzka historia, chwytająca za serce i przenikająca duszę, która zapewni wam ogrom emocji. Spodziewajcie się morza łez, ale i zarazem wybuchów śmiechu. To bez wątpienia również opowieść, skłaniająca do głębokich przemyśleń i zmieniająca stosunek czytającego do jego własnej egzystencji. Uzmysławia, co jest naprawdę ważne i doskonale pokazuje, iż niektóre nasze problemy to zwykłe błahostki.

Doceńmy to co mamy, życie jest piękne i cudowne, zwłaszcza, gdy ktoś nas kocha takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Książka z pewnością pozostanie długo zarówno w mojej pamięci, jak i w sercu. Gorąco zachęcam was do lektury i zapewniam, że ta historia was oczaruje i poruszy do granic.

Ocena: 5+/6

©Z fascynacją o książkach
Życie, jak wiele ono dla Was znaczy? Czasem bywa, iż dosłownie w ułamku sekundy potrafi zmienić się o 360 stopni. Kto by pomyślał, że dzisiejsze normalne życie przeciętnego człowieka, jutro odmieni się i to całkowicie? Nikt z nas tak naprawdę nie wie, co się stanie jutro, pojutrze, czy też za miesiąc. Żyjemy tu i teraz. Ale czasem los lubi płatać nam figle, dzieje się coś, czego kompletnie się nie spodziewaliśmy, tracimy chęci do życia, poddajemy się... wegetujemy. Potrzebujemy jakiejś motywacji, by jednak znaleźć nadzieję na lepsze jutro.

Pierwsze lato po zupełnym wygojeniu moich oparzeń. W ubiegłym roku o tej porze byłam w klinice pod Zurychem. Wtedy co innego spędzało mi sen z powiek. Teraz oparzenia się zagoiły, blizny zbladły, mięśnie podudzia jako tako pracują, ale czy to coś zmienia? Nie. To niczego nie zmienia, bo wewnątrz, w sercu, nadal mam martwicę. I tak będzie długo, o ile nie zawsze.

Dominika to kochająca życie młoda dziewczyna, która w wyniku nieszczęśliwego wypadku spowodowanego przez jej ojca wylądowała w szpitalu w ciężkim stanie. Walczy o życie, choć prawdę powiedziawszy to już się poddała. Bardzo kocha swojego ojca i nie może się pogodzić, iż znalazł się w więzieniu. Na jej drodze pojawia się młody lekarz Tomek, który pomaga przetrwać jej najtrudniejsze chwile. Ale jest też i Marcel, jego brat, który będzie próbował zdobyć serce naszej Dominiki. Czy któremuś z braci to się uda? Czy złamane serce, znów może pozbierać się w całość i kochać?

Augusta Docher po raz kolejny napisała świetną powieść, której nie brak emocji. Doskonale wie jak chwycić za serce swojego czytelnika, by ono skutecznie odczuwało każdą daną sytuację w książce. Bohaterowie są różnorodni, w każdym z nich odnajdziemy jakąś cząstkę samego siebie. Zżyłam się z Dominiką, było mi jej żal, zwłaszcza tego całego cierpienia na jakie skazała ją autorka. W głębi duszy ciągle jej kibicowałam, by i dla niej znowu zaświecił promyk słoneczka. Co do Tomka miałam mieszane odczucia, niby sympatyczny i miły, a jednak wciąż wydawało mi się, że coś ma za "uszami". Natomiast Marcel to postać, która zgrywała twardą sztukę, a w głębi serca to osoba o bardzo wrażliwym sercu. Zdobył sobie moją sympatię już od momentu, w którym pojawił się w życiu Dominiki.

Pomysł na fabułę ciekawy, powiedziałabym nawet, że niespotykany. Język jest przyjemny w odbiorze przez co powieść czyta się niezwykle szybko. Augusta w interesujący sposób ukazuje nam, iż nawet w obliczu tragedii znajdzie się jakiś powód, by żyć. Czasem wydaje nam się, że znajdujemy się w beznadziejnym położeniu, że nie ma dla nas już ratunku. A potem pojawia się coś, albo ktoś, kto dodaje nam skrzydeł i znów odnajdujemy radość dnia codziennego. Znów chce się nam żyć, uśmiechać i czerpać z życia pełnymi garściami.

Autorka stara się nam uświadomić, iż każdy z nas potrzebuje bliskiej osoby, z którą będzie szedł przez życie zarówno w te lepsze jak i gorsze chwile. Nikt nie chce być samotny, każdy pragnie mieć wsparcie, osobę, na której będzie mógł polegać, która zawsze wyciągnie do niego pomocną dłoń. Dominika, która w wyniku nieszczęśliwego wypadku została oszpecona w kilku miejscach na ciele próbuje zamknąć się w sobie. Czuje wstyd, twierdzi, iż nikt jej takiej nie pokocha. Ale to nie nasz wygląd świadczy o nas samych, liczy się to co jest w środku.

Jest tak jak śpiewa Axl Rose. Czasami potrzebujemy samotności, żeby przetrawić pewne sprawy, przegryźć je w sobie, przemielić i przeżuć, nieraz aż do mdłości. Ale kiedyś nadchodzi właściwy czas i trzeba wyjść z mrocznej jaskini, z tego cholernego gówna, w którym tkwiliśmy, i poszukać kogoś, kto nas pokocha, trzeba być z kimś, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie mamy siły Boga, żeby radzić sobie samemu. Wszyscy kogoś potrzebujemy. Domi nie jest wyjątkiem.

Najlepszy powód, by żyć to powieść, która ukazuje nam jak cennym darem jest życie. Nawet, jeśli w naszym życiu stanie się coś złego, to i tak warto żyć, bo nigdy nie wiemy kto i kiedy zapuka do naszych drzwi, pragnąc przez nie wejść i już nie chcieć z nich wyjść. Miłość potrafi uskrzydlać, jeśli nie wierzycie, koniecznie przeczytajcie tę pozycję. Polecam, bo warto!

Ocena: 5/6
©Czytaninka
Po raz pierwszy mam okazję czytać książki pani Augusty Docher vel Beaty Majewskiej. Jako Augusta Docher zadebiutowała książką Eperu. Natomiast jako Beata Majewska napisała Konkurs na żonę i Bilet do szczęścia. Nie znam jeszcze żadnej, dlatego po Najlepszy powód, by żyć sięgnęłam z rezerwą.

Wszystko trwało ułamek sekundy. Błysk ognia i nagle jestem w ognistej kuli. Dociera do mnie, że się palę. Jestem żywą ludzką pochodnią. Dominika budzi się po kilku dniach. Wie, że to był wypadek, a ukochany ojciec wcale nie chciał jej zabić. Teraz, kiedy on jest w więzieniu, ona leży w szpitalu i walczy o życie. Chociaż właściwie, to inni walczą za nią, ponieważ ona się już poddała. Ale to, co miało być końcem, okazuje się być początkiem…

Przewrotny los stawia na jej drodze ambitnego młodego lekarza, który dostrzega w niej coś więcej niż tylko pacjentkę. Gdy on będzie leczył jej ciało, jego brat Marcel, czarna owca szanowanej rodziny, spróbuje uleczyć jej duszę. Tylko czy to jest w ogóle możliwe? Czy pęknięte serce potrafi jeszcze kochać? I czy ktoś, kto ma tyle powodów, by się zabić, odnajdzie ten jeden, by żyć?


Sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze opis wydawcy mnie bardzo zaciekawił. A po drugie chętnie sięgam po książki z gatunku New Adult, których dawno już nie czytałam. Zbliżająca się jesień nastraja mnie melancholijnie i dlatego Najlepszy powód być żyć zgrał się w czasie z moją potrzebą czytelniczą. To opowieść o życiu Dominiki po wypadku, który zniszczył nie tylko jej wygląd, ale i duszę. Blizny można ukryć pod ubraniem, a ciągłego rozmyślania o tym, że zostanie odrzucona i nikt jej nie pokocha, nie tak łatwo się pozbyć. Dziewczyna nie chce cierpieć, dlatego woli unikać świata zewnętrznego. Ale nie wie, że kiedy się zamknie na złe to dobre może również ją ominąć.

Bohaterowie w pewnym stopniu zyskali moją sympatię, chociaż Marcela nie polubiłam od razu. Początkowo mnie mocno irytował, szczególnie towarzystwo w jakim się obracał. Potem nie mogłam zrozumieć, czemu chciał się zbliżyć do Dominiki. A jego wiadomości z błędami ortograficznymi mnie rozbrajały. Niestety nie w pozytywnym znaczeniu. Natomiast do Dominiki mam neutralny stosunek. Wiem, że przeżyła wypadek, powinnam jej współczuć, ale jakoś nie wzbudziła we mnie emocji. Może gdyby autorka jeszcze bardziej zagłębiła się w jej psychikę? W każdym razie jeśli chodzi o opis obrażeń zewnętrznych Dominiki autorka zaskoczyła mnie ogromną wiedzą i te opisy bardzo przyjemnie mi się czytało (o ile opisy chorób mogą być przyjemne).

Co mi się nie podobało… Slang, którym posługiwali się bohaterowie nie pasował mi do wieku bohaterów. Drażnił mnie i przez to często wywracałam oczami i wzdychałam z niezadowolenia. uwielbiam rozbudowane zdania i opisy, a w tej powieści ich mi zabrakło. Czasem miałam wrażenie, że nic one nie wnoszą. Są, bo są. Zachowanie głównych postaci też pozostawia wiele do życzenia. Kiedy otrzymali dziecko, aby się nim zaopiekować niestety czasem zachowywali się jak dzieci we mgle.

Koniec końców, mimo kilku mankamentów lektura wywarła na mnie pozytywne wrażenie, chociaż nie sądzę, abym ją zapamiętała na dłużej i nie trafi na listę moich ulubionych książek. Porównywana do książek Nicoli Yoon wydaje mi się to wielką przesadą. Lekka, przyjemna, czasem irytująca, nie wywołała we mnie większych emocji, chociaż na pewno znajdzie fanów, którym przypadnie do gustu. Czasu z książką nie żałuję, ale Wam jej nie polecę. Sami musicie podjąć to ryzyko i się przekonać czy jest warta.

Ocena: 4/6
©Reading My Love
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć