Porzuć swój strach
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.89 / 5.00
liczba ocen: 36
Ilość stron (szacowana): 448
KURSGA#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
19.50 zł
23.92 zł
25.42 zł
29.90 złpremium: 17.94 zł
29.90 zł
Pozostałe księgarnie
16.45 zł
22.97 zł
23.17 zł
23.92 zł
25.02 zł
25.41 zł
26.91 zł
27.00 zł
29.90 zł
29.90 zł
Opis:

Druga odsłona detektywistycznych przygód toruńskiego dziennikarza. Marek Bener podejmuje się odnalezienia zaginionej maturzystki. Znużony upałem odkrywa kolejne tajemnice rodziny Żelaznych, a im więcej wie, tym trudniej rozwikłać mu prostą z pozoru zagadkę. Jakby tego było mało, wkrótce przyjdzie mu się zmierzyć z demonami przeszłości...

Marek Bener przeżyje wstrząs, kiedy okaże się, że dziewczyna może mieć coś, co przed laty należało do jego zaginionej żony. Nowy trop przeczołga go przez podziemia hazardu i zmusi do spojrzenia w przeszłość. To w jej cieniu kryją się najgorsze koszmary. Pytanie tylko, czy porzuci swój strach i znajdzie w sobie dość siły, by się z nimi zmierzyć.

CYTATY:
Przemoc zawsze rozwiązuje nawet najbardziej zasupłane języki.
Prawda, którą poznasz, zaboli cię Ale nawet najgorsza prawda jest lepsza niż doskonałe kłamstwo.
Recenzje blogerów
Porzuć swój strach to kontynuacja losów toruńskiego dziennikarza - Marka Benera, a zarazem drugi tom trylogii Roberta Małeckiego. Kiedy skończyłam czytać debiutancką książkę autora, wiedziałam, że od razu sięgnę po następną. I sięgnęłam. A co najważniejsze - nie zawiodłam się.

Prawda, którą poznasz, zaboli cię. Ale nawet najgorsza prawda jest lepsza niż doskonałe kłamstwo.

Mija sześć lat od zaginięcia Agaty - żony dziennikarza, a zarazem właściciela gazety "Echo Torunia", Marka Benera. Mimo, że kobieta nadal się nie odnalazła, mężczyzna nigdy nie założył, że może nie żyć. Mimo, że z wraz z upływem lat śladów jest coraz mniej, nie traci nadziei na odnalezienie żony.

Pewnego dnia do Marka, z prośbą o pomoc w odnalezieniu zaginionej córki, zgłasza się Krzysztof Żelazny - biznesmen i właściciel firmy informatycznej. Sprawa, z pozoru wydaje się być łatwa. Jednak "im dalej w las, tym więcej drzew". Z każdą nowo odkrytą tajemnicą rodziny Żelaznych, sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana. Zwłaszcza kiedy okazuje się, że dziewczyna była w posiadaniu przedmiotu, który niegdyś należał do Agaty. Nowy trop staje się dodatkową motywacją do odnalezienia maturzystki. Równolegle nad innym śledztwem dziennikarskim, pracuje koleżanka Benera z redakcji - Aldona. Bada ona tajemnice skrywane przez niebezpieczny półświatek podziemia hazardowego. Wie, że jeśli uda jej się przeniknąć w jego struktury, powstanie z tego materiał, który otworzy przed furtkę do najlepszych gazet w kraju.

Szybko okazuje się, że dwie sprawy, nad którymi pracują dziennikarze, mają ze sobą związek. Mało tego - gdzieś w tym wszystkim pojawia się również nazwisko zmarłego przed laty teścia Benera. Czy Marek przy okazji śledztwa trafi na nowy trop, związany z zaginięciem Agaty? A może tym razem uda się ją odnaleźć?

Robert Małecki, tym razem stworzył jeszcze ciekawszą historię niż poprzednio. Od pierwszych stron coś się dzieje, a akcja rozwija się błyskawicznie. Fabuła wciąga na tyle, że nie pozwala na odłożenie powieści na dłużej. Nie da się nie zauważyć, że autor w tej części zmienił sposób narracji z pierwszoosobowej, na trzecioosobową. Szczerze mówiąc, porównując obie książki pod tym kątem, tę czytało mi się zdecydowanie lepiej. Być może jest to spowodowane faktem, że taka narracja jest bliższa moim czytelniczym upodobaniom. W formie pierwszoosobowej są tu natomiast wplecione fragmenty pamiętnika teścia Benera.

W Porzuć swój strach Małecki porusza trudny temat uzależnienia od hazardu. Pokazuje jakie skutki może nieść za sobą ten nałóg. Poza upadkiem materialnym, człowiek potrafi sięgnąć dna. Głównym motywem natomiast nadal pozostaje tajemnicze zniknięcie ciężarnej Agaty. W tej części lepiej jednak poznajemy przeszłość kobiety oraz jej rodziców.

Na uwagę zasługuje także fakt, że Marek Bener to wielki fan zespołu Dżem, co da się odczuć czytając obie powieści.

Robert Małecki stworzył kawał dobrego thrillera kryminalnego. Już po pierwszych stronach stałam się fanką jego twórczości i z niecierpliwością czekam na lekturę trzeciej książki, zatytułowanej Koszmary zasną ostatnie. Polecam gorąco.

Ocena: 5/6
©Kasia i Książki
Popełniłam zbrodnię. Zrobiłam coś, o czym nie śniło się nawet Królowi. Stefanowi Królowi (temu od horrorów). Bez mrugnięcia okiem, bez zająknięcia, bez przemyślenia sprawy, bez wyrzutów sumienia (dopiero teraz, po fakcie się pojawiły). Zastanawiam się, jak mogłam doprowadzić do takiego przestępstwa. Człowiek sam siebie nie zna. Nigdy nie przypuszczałam, że mogłabym tak krwawo rozprawić się z kimkolwiek. Tyle siły w sobie, tyle energii! Atak, amok, biała gorączka, szaleństwo wręcz! A wszystko to w pewnym dyskoncie podczas kupowania sałaty dla królika. No tak, jeszcze niewinne zwierzę w to wplątałam. Wstyd. I nie, nie mam na myśli awantury o Świeżaka. Gdzie tam! Zrobiłam coś znacznie gorszego. Kupiłam Porzuć swój strach Roberta Małeckiego, drugą (powtarzam: DRUGĄ) część trylogii z zamiarem natychmiastowego przeczytania, podczas gdy nigdy nie miałam styczności z częścią pierwszą. Zbrodnia w biały dzień.

Podeszłam do najnowszej książki Małeckiego bez znajomości części pierwszej. I tutaj kłaniam się w pas, bo nawet z takim brzemieniem mogłam swobodnie ją przeczytać. Tak więc zbrodnia okazała się nie taką straszną, jak pierwotnie się wydawało. Niemniej jednak moja recenzja będzie uboższa o porównanie z debiutem – nie wiem, czy to dobrze, czy też nie. Porzuć swój strach oceniam tak, jakby był faktycznie debiutem. Bardzo dobrym zresztą.

Bez owijania w bawełnę: za co szczególnie polubiłam Roberta Małeckiego? Za cudownie przemyślaną historię. Ale po kolei, bo wątków tutaj co niemiara.

Marek Bener to redaktor naczelny jednej z toruńskich gazet, któremu bardzo dobrze wychodzi dziennikarstwo śledcze. Zostaje zatrudniony przez biznesmena poszukującego swojej zaginionej córki, Moniki. Małecki nie jest zawodowym śledczym, nie nosi odznaki na piersi i nie legitymuje się dokumentem otwierającym niemal każde drzwi, a w sytuacji zagrożenia życia nie może bronić się Waltherem P99. Swoje śledztwa opiera na wyczuciu, dedukcji i znajomościach. Absolutnie nie jest superbohaterem, polskim Brudnym Harrym czy Jamesem Bondem. Szczerze mówiąc, na tle postaci, z którymi ostatnio spędzałam literackie wieczory to bryza świeżego powietrza.

Sprawa zaginionej Moniki to nie jest jedyne śledztwo, które prowadzi. Bener ciągle jeszcze nie pogodził się ze zniknięciem swojej żony i łapie się każdej, choćby najmniejszej wskazówki dotyczącej wydarzeń sprzed lat.

Osobnym wątkiem jest śledztwo Aldony Terleckiej, dziennikarki współpracującej z Markiem w jego gazecie. Jej ambicje sięgają dalej niż praca w toruńskim tygodniku, chciałaby zabłysnąć i znaleźć swoje miejsce w dużym czasopiśmie, dlatego też podejmuje się karkołomnego zadania.

W całość wplecione są fragmenty nagrania poczynionego przez zmarłego teścia Marka, który powoli ujawnia największą rodzinną tajemnicę.

I tu dochodzę do puenty: cudownie przemyślana historia to taka, w której czuć, że zanim pisarz zasiadł do pisania, bardzo dobrze zmapował swoje pomysły skupiając je wokół jednego problemu. Dzięki temu autor bawi się z nami w kotka i myszkę w bardzo smaczny i wyważony sposób. Tu nie ma wielkich zwrotów akcji, ale sukcesywnie, co jakiś czas słychać w głowie „klik” i kolejny trybik wchodzi w odpowiednie położenie powodując, że wszystkie wątki łączą się ze sobą w zaskakująco prosty sposób. Poza skrupulatnie skonstruowanymi zagadkami Małecki przypomina, że każda (nawet wydawałoby się idealna) rodzina ma swoje tajemnice i posiada swój własny gałgan paskudnego brudu wrzucony niby przypadkiem w najciemniejszy kąt piwnicy.

Jeszcze kwestia zakończenia… Nic nie powiem. Tachykardia.

Ocena: 5/6
©Spadło mi z regała
Marek Bener – toruński dziennikarz z zadatkami na detektywa – wreszcie pracuje na swoim. Razem ze znajomymi prowadzi własną gazetę i zawodowo wiedzie mu się całkiem nieźle. Choć jego życie prywatne nadal jest chaotyczne i naznaczone zniknięciem ciężarnej żony Agaty, jakoś sobie radzi i powoli przyzwyczaja do pustki wokół siebie. Gdy zgłasza się do niego z prośbą o pomoc biznesmen, któremu zaginęła córka, bez wahania przyjmuje zlecenie, mając nadzieję, że szybko się z nim upora. Nie wie jednak, że to dopiero początek zawiłej intrygi, która zaprowadzi go do świata szemranych interesów, hazardu i przemocy. Intrygi, która może go złamać, bo jest szansa, że odkryje przed nim bolesną prawdę o zaginięciu żony. Czy Bener jest na nią gotowy?

Porzuć swój strach to druga część kryminalnych przygód dziennikarza Marka Benera. Po bardzo udanym debiucie (Najgorsze dopiero nadejdzie, Czwarta Strona 2016) Małecki stanął przed nie lada wyzwaniem, by oczarować czytelnika jeszcze raz. Jeśli ktoś z Was nadal ma wątpliwości, czy autorowi to się udało, niech porzuci swój strach i bez obaw sięgnie po tę emocjonującą lekturę. W drugiej części Małecki nie tylko trzyma poziom i po raz kolejny wciąga nas w interesującą historię, lecz przede wszystkim robi to w trochę innym stylu, dzięki czemu nie mamy wrażenia déjà vu i popadania w schemat – a te potrafią czasem zepsuć całą przyjemność czytania.

To, co najbardziej przyciągało w pierwszej części toruńskiego cyklu, to ogromne napięcie, które autor zaserwował nam za sprawą słów graviora manent, czyli najgorsze dopiero nadejdzie. Niemal do ostatniej strony wisiały one nad głową czytelnika niczym groźba i samospełniająca się przepowiednia. W Porzuć swój strach napięcie jest już nieco mniejsze, dostajemy za to sieć utkaną z rozmaitych postaci i wątków, które w pewnym momencie zaczynają się logicznie uzupełniać. Mam wrażenie, że nie ma tu ani jednej przypadkowej sceny czy dialogu, …wszystko się ze sobą łączy (…) wystarczy tylko ustalić wzajemne powiązania, żeby zobaczyć jasny obraz. I to odkrywanie powiązań sprawia podczas lektury największą przyjemność!

Bardzo cieszy fakt, że w tej części Małecki tak bardzo rozwinął wątek Agaty – zaginionej żony Benera – że stał się on właściwie jednym z głównych w powieści. I wielki szacun za to, że zrobił to w taki sposób, że z jednej strony już nam się zaczęło w głowie rozjaśniać, o co w tym wszystkim może chodzić, z drugiej zaś wciąż czujemy ogromny niedosyt. Brakujące elementy tej skomplikowanej układanki są na tyle intrygujące, że z niecierpliwością czekam na trzecią część przygód Benera, która podobno już w kwietniu.

Ale, ale, ale! Na Porzuć swój strach składa się nie tylko doskonale poprowadzony wątek kryminalny. Ta powieść to także świetne studium psychologiczne człowieka. Bener wciąż opłakuje zaginioną żonę, ale jednocześnie powoli zaczyna się godzić z zaistniałą sytuacją. Widzimy, jak zmienia się jego myślenie, jak emocje powoli w nim gasną, co wcale nie znaczy, że rezygnuje z poszukiwań Agaty. Niektóre opisy jego przeżyć są tak realne, że dosłownie można poczuć ból, bezradność i złość, które towarzyszą rodzinom osób zaginionych. To jednak nie jedyny wątek „psychologiczny”. W drugiej części toruńskiego cyklu Małecki doskonale pokazuje również, jak nałóg (w tym przypadku hazard) potrafi zniszczyć życie – nie tylko osoby uzależnionej, lecz także jej najbliższych. To swego rodzaju ostrzeżenie dla każdego z nas, żebyśmy mieli się na baczności, bo niebezpieczne „hobby” może nas zrujnować i doprowadzić do najgorszego.

To, co niezmiennie pojawia się u Małeckiego, to ironiczne poczucie humoru głównego bohatera, bardzo męski język (w którym nie brakuje też wulgaryzmów, ale podanych w sposób bardzo strawny) oraz liczne odwołania do twórczości Dżemu (wciąż uwielbiam!). Ci, którzy w pierwszej części poczuli sympatię do Aldony Terleckiej – koleżanki po fachu Benera – w drugim tomie będą mieli okazję poznać ją lepiej. Znajdą tu także coś dla siebie wielbiciele innego autora kryminałów, których akcja również rozgrywa się w Toruniu. Uważne oko od razu wyłapie tę miłą niespodziankę?

Bardzo wciągająca lektura, dla której warto zarwać noc!

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Świetnie skrojoną intrygę z trzymającą w napięciu historią mógł wymyślić i opisać sam mistrz kryminału – Robert Małecki. W drugiej części Marek Bener tym razem w pełni pracuje na swój rachunek. Zakłada własną, miejską gazetę, a splot wydarzeń w jakim się znalazł szukając córki toruńskiego biznesmena wplata go w poznanie czarnej przeszłości swojego teścia, który może być kluczem do rozplątania sieci wiążących go z zaginięciem ukochanej żony Agaty.

Porzuć swój strach, to mistrzowsko skonstruowana fabuła wciągająca czytelnika do cna. Jest to książka z gatunku tych, które chce się przeczytać błyskawicznie, by jak najszybciej rozwikłać zagadkę, a z drugiej strony chce się ją czytać powoli, by nie skończyć przygody z Benerem zbyt szybko, by móc mu towarzyszyć jak najdłużej. Robert Małecki dzięki tej książce potwierdził swoją wysoką pozycję, mocno wbijając się na piedestał polskiego kryminału. Autor z każdą stroną idealnie buduje napięcie, balansując naszymi emocjami na ostrzu noża. Porzuć swój strach, to mocny zastrzyk adrenaliny, która buzuje w żyłach, dzięki czemu mimo strachu o losy głównego bohatera brniemy w ten splot wydarzeń, który prowadzi nas do próby rozwiązania zagadki. Pan Robert nie tylko pokazuje nam swój kunszt tworzenia trzymającego w napięciu kryminału, ale również wykazuje się psychologicznymi zdolnościami. Na czynniki pierwsze rozkłada etapy ludzkiego godzenia się z utratą najbliższej nam osoby. Precyzyjnie opisuje procesy psychologiczne jakie zachodzą w umyśle człowieka, którego bliska osoba zaginęła i nie wiadomo czy żyje. Wgłębiając się w te rozważania, można poczuć w pełni co tak naprawdę w prawdziwym życiu mogą czuć bliscy osób, które uważane są za zaginione. Zwłaszcza, że Bener nie wie czy żegna się z żoną, która jednak żyje, czy naprawdę odeszła z tego świata. Tylko czy jak ją znajdzie, czy prawda po latach pozwoli im dalej być ze sobą? Dzięki Najgorsze dopiero nadejdzie, i Porzuć swój strach, Toruń to dla mnie nie tylko Mikołaj Kopernik, ale również Robert Małecki – który (w moim przypadku, i myślę, że u każdego miłośnika kryminału) „wstrzymał oddech, ruszył akcję – tak maestro tworzy sensację. Ale i nie tylko, bowiem autor świetnie żongluje poczuciem humoru, nie raz wprawiając nas w chichot śmiesznymi stwierdzeniami odnoszącymi się do sytuacji jakie doświadcza główny bohater. Porzuć swój strach, to perła w koronie, która należy się Panu Robertowi, a dopełnieniem panowania autora na kryminalnych salonach będzie zapewne trzecia część serii z Markiem Benerem, która w 2018 roku pojawi się pod tytułem Koszmary zasną ostatnie. Jeśli Robert Małecki z każdym dziełem, które tworzy podnosi poprzeczkę tak wysoko, to śmiem twierdzić, że Burż Chalifa to tylko wieżyczka z piasku. Porzuć swój strach, to nie tylko „kryminalna pierwsza liga”, to nade wszystko Champions League światowego kalibru.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Porzuć swój strach miałam w planach, ale przyznam, że raczej odległych. Co sprawiło, że musiałam przeczytać już, zaraz, na wczoraj? Mój mąż, który sięgnął po pierwszą książkę z cyklu pt.: Najgorsze dopiero nadejdzie i natychmiast niemal połknął kolejną, czyli właśnie Porzuć swój strach. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, jednak książkoholikiem w naszej rodzinie jestem ja, a Radek czyta książki branżowe, natomiast wszystkie inne szalenie rzadko. Aha, i od razu zapytał, czy Robert Małecki coś jeszcze napisał? Jak widzicie nie miałam wyjścia i musiałam się dowiedzieć co wprawiło Go w zachwyt i takie kompulsywne działanie.

Marka Benera już znamy. Obecnie szefuje w redakcji tygodnika „Echo Torunia”. Podejmuje się karkołomnego zadania, odnalezienia zaginionej maturzystki, córki miejscowego przedsiębiorcy z branży informatycznej Krzysztofa Żelaznego. Coś co na pozór wydawało się proste, łatwe i przyjemne, okazuje się skomplikowane i splątane jak żeglarski węzeł lub słuchawki douszne wyciągnięte z kieszeni.
Aldona Terlecka, redakcyjna koleżanka i prawa ręka Benera, równolegle pracuje nad inną, ciekawą, ale i niebezpieczną sprawą, która mogłaby się stać trampoliną w jej dalszej karierze.
Czy te dwie ścieżki skrzyżują się? A może będą miały wspólny mianownik? Czy uda się odnaleźć dziewczynę? I przede wszystkim czy śledztwa redaktorów dadzą odpowiedź na pytanie „gdzie jest Agata?”, żona Marka Benera, która zaginęła kilka lat temu.

Porzuć swój strach czyta się znakomicie. Tu nie ma ani chwili na nudę, ziewanie, ospałe drapanie się po głowie. Tu cały czas coś się dzieje, pojawiają się nowe informacje, z zapartym tchem śledzimy losy bohaterów. Do końca nie wiadomo co, jak i dlaczego.
Nieraz uśmiechnęłam się pod nosem, co stanowi dla mnie wartość dodaną książki. Pierwszą część oceniłam na szkolną czwórkę, bo było dobrze, drugiej wystawiam piątkę, chociaż waham się, czy jednak nie zmienić na +5.

Ocena: 5+/6
©Na czytniku
Oj, miałam nosa, przewidując, że najlepsze dopiero nadejdzie! Po pierwszym, bardzo dobrym tomie przygód dziennikarza Marka Benera moje wymagania wzrosły, a apetyt jedynie się zaostrzył. Robert Małecki debiutował z przytupem: chwaliłam go za złożoną fabułę, ciekawy wątek kryminalny i postać głównego bohatera. W przypadku najnowszej książki autora, Porzuć swój strach, nie doszło do klątwy drugiego tomu – to świetna kontynuacja i z radością mogę zapewnić, że przebiła poprzedniczkę, czyli Najgorsze dopiero nadejdzie. Bo Małecki dopiero się rozkręca.

Marek Bener, po zakończeniu pracy w toruńskim dzienniku, stwarza własny lokalny tygodnik, gdzie sam jest sobie szefem. Pewnego gorącego, sierpniowego dnia przyjmuje zlecenie od głowy rodziny Żelaznych, miejscowych bogaczy. Krzysztof Żelazny prosi dziennikarza o pomoc w odnalezieniu zaginionej córki. Ze względu na osobiste doświadczenia Benera, którego ciężarna żona zaginęła przed laty, mężczyzna podejmuje się nieoficjalnego śledztwa. Podczas gdy zbiera niezbędne informacje, na jaw wychodzi coraz więcej tajemnic jego zleceniodawcy: jednak prawdziwym szokiem jest dla Benera to, że zaginiona dziewczyna może posiadać coś, co kiedyś należało do jego żony. Od tej pory Marek Bener ze wzmożoną siłą pracuje nad odnalezieniem Moniki… i Agaty.

Nieformalne śledztwo prowadzi go do podziemia, gdzie króluje hazard, przemoc i alkohol. Zaginięcie córki Żelaznego i żony dziennikarza, Agaty, zdaje się mieć punkty styczne. Czy po kilku latach jest w ogóle jakakolwiek szansa na odnalezienie żony? Czy Marek Bener powinien się jeszcze łudzić? A może ma pogodzić się z tym, że obraz ukochanej jest coraz bledszy, a wspomnienia powoli znikają? Co nim kieruje? Miłość, nadzieja czy może w grę wchodzi niezdrowa obsesja? Jedno jest pewne: Marek Bener nie potrafi odpuścić i gotów jest na wszystko, by dokładnie sprawdzić każdy trop.

Robert Małecki wykreował brutalny, mroczny świat, w który bardzo łatwo uwierzyć. Salony gier pojawiają się w miejskiej dżungli jak grzyby po deszczu: lokale migają tabliczkami „24 h” i „18+”. Zawsze panuje tam półmrok, a przy maszynach siedzą zgarbione postaci, wrzucające kolejne pieniądze do „jednorękiego bandyty”. To cały szemrany biznes: ponoć nie da się tam wygrać dużych sum, podobno automatami zarządza mafia, mówi się, że jedynymi wygranymi są właściciele maszyn. Małecki niezwykle obrazowo opisał półświatek uzależnionych od hazardu. Okazuje się, że problem ten nie ominął także rodziny głównego bohatera – a powiązania, które nagle odkryje Bener spowodują, że zupełnie inaczej spojrzy na sprawę zaginięcia swojej żony. Autor stawia pytanie o to, jak dobrze znamy naszych bliskich i czy zawsze możemy im zaufać?

Sprawa zaginięcia Agaty Bener nabiera tempa, a kolejne elementy zaczynają wskakiwać na swoje miejsca – i robi się coraz straszniej. Widać, że Małecki dobrze przemyślał ten wątek, który stopniowo rozrasta się w drugim tomie, a tajemnice zaczynają powoli się rozjaśniać. Nie znaczy to jednak, że wiadomo już, gdzie jest Agata, bowiem ci, którzy mogliby mieć na ten temat mieć coś do powiedzenia albo nie żyją, albo nie jest w ich interesie o tym mówić. Atmosfera się więc zagęszcza, a czytelnik z napięciem oczekuje na rozwiązanie zagadki: ja w każdym razie czekam bardzo!

Marek Bener na szczęście nie jest superbohaterem: co oczywiste, jest bardzo zdeterminowany i wkłada nos tam, gdzie nie powinien, często więc po tym nosie obrywa. Obrywają też osoby z jego otoczenia… Macki pewnych ludzi sięgają daleko i dziennikarz zorientuje się, że zadarł z osobami, które mają wielkie wpływy. Przy tym wszystkim dziennikarz jest ludzki, popełnia błędy, naraża się, ulega popędom i daje się wplątać w dziwne układy. Taka kreacja postaci się chwali, bowiem mam dość bohaterów ze stali, którzy wychodzą bez szwanku z każdej sytuacji.

Toruń powoli wypełnia się kolejnymi kryminalnymi historiami, a Małecki to godny reprezentant „kryminalistów” z województwa kujawsko-pomorskiego. Torunianie, możecie być z niego dumni! Co prawda autor opisuje ciemną stronę miasta, ale przy okazji promuje swoje rodzinne strony. Co ja bym dała ze pisarza, który tak godnie reprezentowałby moje miasto! Toruń Małeckiego jest mroczny, wyrazisty i dynamiczny, dużo się tam dzieje. Od teraz miasto może się kojarzyć z czymś więcej niż z Kopernikiem i słynnymi piernikami. Do tej pary dorzućcie jeszcze Roberta Małeckiego, świeże, ale jakże smakowite nazwisko na kryminalnej mapie.

Ocena: 5+/6
©tanayah czyta
Porzuć swój strach to drugi tom serii o dziennikarzu Marku Benerze, który ma zadatki na śledczego, gdyż po raz kolejny podejmuje się odnalezienia zaginionej osoby.

Głównym bohaterem jestem Marek Bener, dziennikarz i redaktor naczelny gazety "Echo Torunia", któremu w życiu nie układa się najlepiej. Sześć lat temu zaginęła jego ukochana żona Agata, która spodziewała się ich dziecka, a Marek do tej pory nie potrafi się z tym pogodzić. Pewnego dnia w jego życiu pojawia się Krzysztof Żelazny, biznesmen, który prosi Benera o pomoc w odnalezieniu córki Moniki, która niedawno zniknęła. Bener zostaje uwikłany w poszukiwania, które wkrótce zamienią się w pogoń za porywaczami żony, gdyż zdaje się, że Monika posiada kluczowe informacje odnośnie sprawy Agaty...

Roberta Małeckiego można nazwać raczej początkującym autorem, gdyż Porzuć swój strach to dopiero jego druga powieść, jednak w trakcie czytania nie jest to w ogóle zauważalne. Książka pochłonęła mój wolny czas w całości, nie pozwalając mi oderwać się od niej na zbyt długi okres. Autor skonstruował bardzo rozbudowaną fabułę, która nie obejmuje jednej powieści, lecz ciągnąć się będzie przez całą serię. Odkrywanie historii Moniki, a zarazem i Agaty krok po kroku sprawiło mi wiele satysfakcji. Dialogi oraz wypowiedzi poniektórych bohaterów czasem wręcz ociekają wulgaryzmem, jednak mi osobiście wcale to nie przeszkadzało, a wręcz niekiedy było niezbędne, aby owa wypowiedź była zabawna. Podoba mi się poczucie humoru autora, dzięki czemu nie tylko emocjonowałam się przybliżającym się rozwiązaniem tajemnic fabularnych, ale również parskałam śmiechem, co sprawiło, że książka okazała się dla mnie jeszcze bardziej interesująca. Dzięki połączeniu kryminału z ciekawym bohaterem charakteryzującym się ironicznym humorem poczułam, jakbym czytała coś w stylu Harlana Cobena, którego uwielbiam właśnie za taką kombinację.

Główny bohater to postać bardzo charyzmatyczna i oryginalna z bardzo ciętym humorem. Polubiłam tego czasem nieco ponurego dziennikarza, ale kto mógłby mieć mu za złe taki nastrój? Jego życie nie jest usłane różami, wciąż zmaga się z zaginięciem ukochanej kobiety, która przecież prawdopodobnie gdzieś jest. To może przytłaczać jeszcze bardziej niż śmierć, po której z czasem można się otrząsnąć. Jednak Agata nagle zniknęła, co sprawiło, że Bener nie może się z tym uporać, zwłaszcza że nosiła pod sercem jego dziecko. Poszukując zaginionej Moniki, dziennikarz jest wciąż zaskakiwany odkrywając, kto jest zamieszany w sprawę jego żony. Tajemnica powoli się kruszy ukazując zagmatwaną i skomplikowaną sieć powiązań pomiędzy poszczególnymi ludźmi. Okazuje się, że Bener nie może nikomu ufać, nawet własnej teściowej, którą miał przecież za sprzymierzeńca. Kolejną ciekawą postacią w książce jest Aldona Terlecka, pracownica w gazecie Benera, która mimowolnie wplątuje się w bardzo niebezpieczną sytuację, tym samym dając nam kilka odpowiedzi i przybliżając nas do odkrycia tajemnicy zaginięcia pani Bener. Hazard, porwania, wyłudzanie pieniędzy, narkotyki - bohaterowie coraz głębiej wchodzą w przestępczy świat toruńskich zaułków pokazując nam miasto nie tylko od tej ładnej strony, ale również od mrocznej. W całej tej gonitwie zapomniałam o prologu, który rozbudził moją ciekawość na początku...

Trochę żałuję, że nie przeczytałam pierwszego tomu przed lekturą Porzuć swój strach, gdyż mogłoby to mi ułatwić zrozumienie wszystkich wątków, jednak nic straconego. Jeszcze przed premierą trzeciej części, która ma mieć miejsce w 2018 roku postaram się nadrobić zaległości. A tymczasem zachęcam do lektury twórczości pana Małeckiego, na którego kryminały od tej pory będę czekała z niecierpliwością.

Ocena: 5/6
©Spojrzenie EM
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Pomimo tego, że byłem bardzo usatysfakcjonowany lekturą debiutu Roberta Małeckie, to drugi tom cyklu o Marku Benerze jakiś czas leżakował sobie na czytniku, czekając aż mój wzrok skieruję się na tę powieść.

    Czas, który upłynął od lektury „Najgorsze dopiero nadejdzie” nie osłabił mojego zapału do poznawania kolei losu dziennikarza Głosu Torunia , nie brakowało mi go bowiem kiedy otwierałem pierwszą stronę „Porzuć swój strach.”

    Przy książkach wydawanych cyklicznie, zawsze mam obawę, że moja zawodna pamięć przysporzy mi problemów podczas lektury kolejnego z tomów. Przecież to, co wydarzyło się we wcześniejszej opowieści bardzo często ma ogromny wpływ na wydarzenia w obecnej opowieści. Jednak, jak szybko się okazało, niepotrzebnie się tym martwiłem, dość szybko przypomniałem sobie najważniejsze fakty z debiutu Małeckiego. A te, których nie mogłem wydobyć z mgieł mojej pamięci, autor dyskretnie mi naszkicował. Nie miałem zatem żadnych problemów z kojarzeniem faktów, z których oczywiście najważniejszym było poszukiwanie zaginionej w tajemniczych okolicznościach Agaty - żony głównego bohatera.

    W „Porzuć swój strach” Robert Małecki przygotował dla Benera i jego współpracowniczki Aldony Terleckiej skomplikowaną sprawę zaginięcia Moniki Żelaznej, córki znanego biznesmena Krzysztofa Żelaznego. Sprawa wydaje się Benerowi o tyle dziwna, gdyż w chwili gdy ojciec Moniki opowiadał telefonicznie Benerowi o jej zaginięciu, ona osobiście przebywała w redakcji Głosu Torunia, gdzie czekała na rozmowę z tym, któremu zlecano jej poszukiwanie. Niestety, nie mogąc doczekać się kiedy redaktor poświęci jej czas, wyszła. I od tej pory faktycznie nikt jej już nie widział. Zagłębiający sprawę Bener napotyka na coraz większą górę kłamstw, którymi karmi go nie tylko zleceniodawca, ale jak się okazuje także jego najbliżsi. Sprawa zaginięcia Moniki coraz mocniej wiąże się bowiem z tą, która spędza sen z powiek Benera, czyli zaginięciem jego żony. Czy Bener zdąży uratować zaginioną Żelazną, czy dotrze do prawdy dotyczącej swojej żony? Wszystkie tajemnice związane są z ludźmi zamieszanymi w hazard na przestępczą skalę. Kto mówi prawdę, czy Bener ma jeszcze jakichkolwiek sojuszników, którzy wspomogą go w poszukiwaniach?

    Robert Małecki stara się, poci i kombinuje jak przysłowiowy koń pod górę, aby zadowolić żądnych dobrej lektury czytelników. Przyznam, że w sumie mu się to udaje, czytałem drugi tom z zainteresowaniem, jednak chyba nie przykuła mnie do czytnika ta książka aż tak, jak jej „starsza siostra”. Jak na mój gust fabuła jest nadto przekombinowana, co wpływa na to, że nie angażuje czytelnika emocjonalnie. Czytając, odhaczałem sobie w głowie kolejny zwrot akcji i przyjmowałem go do wiadomości. Momentami też Bener zadziwiał mnie swoją krzepą, a jego przeciwnicy bezmyślnością. Niby taka gangsterka, a tak trochę przygłupia. Zespół Dżem, który umilał także mnie czas podczas lektury tomu pierwszego, w tej części nasycił mnie jednak swoją obecnością zbyt mocno. Moja „truskawką” na torcie był ten tekst:

    "Nagle poczuł się źle. Tak źle, jak tylko można to sobie wyobrazić, kiedy flaki rwą się do twista. Przestał marzyć o jakimkolwiek masażu. Jego wzrok nie łapał już ostrości, spróbował więc przetrwać, zamykając powieki. Udawał, że tańczy, właściwie tańczył jedynie w swojej wyobraźni, bo w rzeczywistości położył sobie rękę na brzuchu i stał na prostych nogach jak filar, który nie tylko, że nic nie podpiera, to jeszcze sam domaga się wspornika. Chciał odejść na drugi krąg, chociaż wiedział już, że jest znacznie poniżej ścieżki zejścia i że jednak pierdolnie w tę pancerną brzozę. Gdyby zatkał sobie gębę i wbiegł do kibla, być może sprawy potoczyłyby się inaczej, a tak zwyczajnie ścięło go w kolanach. Padł i w pozycji podpartej, jak pies, puścił pawia na środku sali. Z siłą wodotrysku."

    Kiedy moje oczy po nim przebiegły, miałem chęć zostawić książkę. Dobrze, że czytałem wersję elektroniczną, szkoda rzucać czytnikiem. Myślę, że nie ważne jest jakie kto ma poglądy polityczne, to każdego z nas osobista sprawa. Jednak szacunek zmarłym się należy. Nie wypada Panie Małecki łączyć ogromu nieszczęścia wielu osób z rzyganiem głównego bohatera. Pozwolę sobie zacytować jednego ze znajomych mi autorów książek, któremu pokazałem ten tekst. (Zachowam jednak jego nazwisko do własnej wiadomości). Stwierdził krótko: "zgrabnie napisane, ale to gówniażeria."

    Być może moje zainteresowanie sprawą Żelaznej i Agaty Bener (Majewskiej) oraz posiadanie czytnika a nie wersji papierowej sprawiło, że wróciłem do lektury. Doczytałem, kryminał uznałem za dobry i przyznam, że będę oczekiwał na zakończenie sprawy związanej z rodziną Benerów.

    Ocena: 4/6

Inne proponowane
Warto zerknąć