ebook Niepełnia
3.56 / 5.00 (liczba ocen: 529) Ilość stron (szacowana): 232

Niepełnia
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 24.60
wciąż za drogo?
EMPIK#EMPIK CW
EMPIK#EMPIK CW
26.97 złpremium: 17.40 zł Lub 17.40 zł
24.60 zł Lub 22.14 zł
29.00 zł
29.00 zł Lub 26.10 zł
29.00 zł
24.65 zł
26.15 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (3)
Inne proponowane

Jaką tajemnicę skrywa zasypany śniegiem biały dom na odludziu? Kto w nim mieszka (mieszkał), kto w nim jest (był) więziony i kto w nim umiera (umarł)? Lektura Niepełni przypomina wędrówkę pokojami pałacu. W miarę otwierania kolejnych drzwi rośnie napięcie, a związek między bohaterami nabiera nowych znaczeń. Co stało się z dzieckiem, które nie chce zdecydować, czy jest dziewczynką, czy chłopcem („Za każdym razem mówiło sobie: Jeszcze nie. Nie dzisiaj. Później, jak będę duży i silna”). Dziewczyna niepełna dziewczęcości, czy chłopak niepełny chłopięcości – kim się czują, kim tak naprawdę są bohaterowie?

Niepełnia to kryminał nieoczywisty. Tajemnicza i nastrojowa, szkatułkowa, pełna ukrytych znaczeń literacka podróż do tożsamości płci.

Niepełnia od Anna Kańtoch możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Żeby być szczęśliwym, trzeba najpierw wyciąć z siebie wszystko to, co przeszkadza - dlatego widziani w bramach ludzie szli do szczęścia, zostawiając za sobą krwawe ślady.
Niepełnia Anny Kańtoch to niepokojąca, wiejąca grozą powieść, której bliżej do thrillera niż do kryminału. Czytając ją oglądamy się za siebie, czy aby ktoś nie wychynie zza rogu, aby nas skrzywdzić. Zimowa, mroczna aura wywołuje gęsią skórkę, a rozwijająca się niespiesznie fabuła, każde wyczekiwać wielkiego „bum”. Czy takowe się pojawia? Sprawdźcie sami, ale najpierw upewnijcie się, czy wszystkie zamki w drzwiach macie dokładnie zamknięte, a przez szparę w oknie nie przeniknie do was chłód grudniowego wieczoru, podczas którego znikają ludzie.

Spodziewajcie się również nieszablonowo potraktowanego tematu odmienności płciowej i poszukiwania własnego „ja”, która to kwestia w sposób tajemniczy i nieoczywisty wsączana jest przez autorkę w umysł czytelnika. Przeszłość przeplata się na łamach tej powieści z teraźniejszością, nic nie jest jednoznaczne, tym bardziej, że na Kańtoch komunikuje się ze swoimi odbiorcami zagadkami.

Ogromnym atutem książki jest miejsce jej akcji, czyli moje Katowice i Podbeskidzie. Taka lokalizacja sprawiła, że mogłam przeżywać tę powieść mocniej, odczuć jej grozę bardziej, ponieważ bez skrępowania mogłam wyobrażać sobie opisane sceny w konkretnych punktach miasta i jego okolic.

Niepłenia to opowieść, którą tuż po zakończeniu lektury chciałoby się ponownie przeczytać, ponieważ nie do końca wiemy, co wydarzyło się naprawdę, a co jest wyłącznie wytworem wyobraźni bohaterów.

Jestem przekonana, że to nieostatnie spotkanie z prozą Kańtoch, bo poruszyła mnie ona wyjątkowo i pozostawiła w poczuciu wewnętrznego rozedrgania, co najlepiej świadczy o sile jej przekazu.

Gorąco polecam!

Ocena: 5/6
©Domi Czyta
Dzisiaj przygotowałam dla Was niezwykle ciekawą pozycję. Część z Was mogła ją przegapić lub zlekceważyć, gdyż jej okładka sugeruje kryminał. Jednak Niepełnia dużo z kryminałem wspólnego nie ma, co więcej: z sukcesem wyrywa się z podziałów gatunkowych, niezwykle wciąga, porusza problematykę gender, a jej autorka to uznana autorka fantastyki. Zafascynowani? Słusznie. Zapraszam.

Niepełnia powieści

W centrum Katowic, kilka dni przed Wigilią ginie młoda dziewczyna. Tak zaczyna się ta historia. Ale czy na pewno? To uczucie niepewności będzie towarzyszyło nam przez całą lekturę i ani na moment nie zniknie. Anna Kańtoch wychodzi bowiem od zagadki kryminalnej, by stosując postmodernistyczne dziwactwa narracyjne, napisać powieść psychologiczną w klimacie weird fiction. To chyba najkrótsza możliwa charakterystyka Niepełni; mocno niedoskonała, doskonale oddaje uczucie niekończącej się konfuzji towarzyszącej jej czytaniu. Ta powieść składa się z kolejnych opowiadań, pozornie tworzących kunsztowną mozaikę, ale tak naprawdę niepasujących do siebie w szczegółach. Z opowiadania na opowiadanie historia mutuje, skutecznie broniąc się przed uporządkowaniem przez czytelnika.

Niepełnia opowieści

Jest to nie tylko powieść niepełna w znaczeniu "celowo niespójna", ale też pozbawiona wyraźnego początku i końca. Nie chodzi nawet o to, że w końcu musimy wrócić do punktu wyjścia. Podróżujemy w czasie i przestrzeni, by dowiedzieć się, że w opowiadanej historii zawsze znajdą się wydarzenia wcześniejsze i późniejsze, że nie sposób opowiedzieć jej w całości. Niekiedy kluczowe dla akcji okazują się rzeczy sprzed lat, innymi razy to teraźniejszość ma znaczący wpływ na przyszłość.

Niepełnia płci

Ale wreszcie: o co chodzi w tej całej zaplątanej historii? O płeć, moim zdaniem. A także o szerzej pojętą tożsamość. U podstaw każdej z opowiadanych historii leżą losy dwójki bohaterów pozostających wobec siebie w bardzo ciekawej zależności. Gdyby płeć była jakąś wartością liczbową, każda z par miałaby do wykorzystania pewną sumę punktów do rozdzielenia między siebie. Mamy tu pary całkiem "przeciętne", ale też taka, gdzie dziewczyna jest bardziej męska od chłopaka, a w centrum wszystkiego znajduje się obojniacze dziecko, które jako jedyne wydaje się nie być zdezorientowane, tym co się dzieje. Zrobiło się dziwnie? I słusznie.

Ale, jak już wspomniałam, Niepełnia to nie tylko tożsamość płciowa. Wszyscy bohaterowie muszą zadać sobie pytanie o swoje miejsce w świecie i wobec innych osób: czasem, klasycznie, chodzi o wkraczanie w dorosłość, innym razem to raczej kwestia zdefiniowania własnej relacji, jak w przypadku Piotrka i Marty. Niepełnia zadaje też pośrednio pytania o definicję normalności. Dziwne wydarzenia przebijają szklany sufit życia bohaterów i każą im rozejrzeć się wokoło. A równocześnie, za sprawą wspomnianych mutacji opowiadań, granice między nimi stają się płynne, co dodaje całości jeszcze większego smaczku, zwłaszcza pod koniec, gdzie, nie spoilując zbytnio, wszystko próbuje się połączyć w jedną psychodeliczną całość.

Normalność vs. dziwność

Chciałabym napomknąć o jeszcze jednej, w sumie dość marginalnej, sprawie. Otóż gdzieś w połowie Niepełni utknęło mi w głowie jej porównanie do ostatnich trzech powieści Jakuba Małeckiego pod kątem próby oddania "przeciętności" ludzkiej egzystencji i konfrontacji z tym, co nadprzyrodzone. Fragmenty realistyczne u Kańtoch mocno przypominały mi te u Małeckiego. Ale o ile jego proza wydała mi się raczej pseudorealistyczna, to Niepełnia kompletnie (sic!) mnie pod tym względem zachwyciła. Autorka ma rzadki dar wiarygodnego uchwycenia "normalności" i wyzwolenia jej z literackich schematów, co ostatecznie jeszcze bardziej potęguje doznanie dziwności. Na to ostatnie wpływ ma jeszcze genialny styl powieści. Została ona napisana w sposób raczej prosty, ale co jakiś czas pojawiają się zdania zasiewające w nas ziarno niepokoju. Efekt jest oszałamiający, a całość po prostu świetnie się czyta.

Podsumowując, Niepełnia to fascynująca, wieloznaczna powieść szkatułkowa. Odczuwam jednak potrzebę, aby zaznaczyć w podsumowaniu jedną kwestię. Nie potrafię nazwać jej powieścią wybitną. To wciąż dla mnie proza rozrywkowa; najważniejsza nie jest jej treść, tylko to, co robi czytelnikowi, emocje, które w nim budzi. A skoro uświadomiłam Was już w tej kwestii, to możecie śmiało zaczynać lekturę.

Ocena: 6/6
©Między sklejonymi kartkami
~ Nieoczywista
~ Dziwna
~ Niepokojąca
~ Wsysająca
~ Wchłaniająca
~ Gwarantująca przeczołganie intelektualne

Jeżeli od kryminału oczekujesz logicznych wydarzeń, połączonych ze sobą ciągiem przyczynowo–skutkowym, z konkretną fabułą, z jasno sprecyzowanym czasem i miejscem akcji, to odradzam czytanie zarówno dalszej części recenzji, jak i Niepełni. Bo Niepełnia to kwintesencja irracjonalności. Aby przybliżyć potencjalnemu czytelnikowi konstrukcję książki proponuję przeczytać ze zrozumieniem dziecięcy wierszyk:

Dzida składa się z przeddzidzia dzidy, śróddzidzia dzidy i zadzidzia dzidy. Przeddzidzie dzidy składa się z przeddzidzia przeddzidzia dzidy, śróddzidzia przeddzidzia dzidy i zadzidzia przeddzidzia dzidy. Śróddzidzie dzidy składa się z przeddzidzia śróddzidzia dzidy, śróddzidzia śróddzidzia dzidy i zadzidzia śróddzidzia dzidy. Zadzidzie dzidy składa się z przeddzidzia zadzidzia dzidy, śróddzidzia zadzidzia dzidy i zadzidzia zadzidzia dzidy. Przeddzidzie przeddzidzia dzidy składa się z przeddzidzia przeddzidzia przeddzidzia dzidy, śróddzidzia przeddzidzia przeddzidzia dzidy i zadzidzia przeddzidzia przeddzidzia dzidy. Śróddzidzie przeddzidzia dzidy składa się z przeddzidzia śróddzidzia przeddzidzia dzidy, śróddzidzia śróddzidzia przeddzidzia dzidy i tak dalej, i tak dalej...

Albo bardziej logicznie i obrazowo – Niepełnia Anny Kańtoch przypomina zdjęcie kobiety, która trzyma zdjęcie. A na tym zdjęciu znajduje się właśnie ta kobieta, która trzyma zdjęcie. A na tym zdjęciu...

W małym, białym domku, odciętym od świata z powodu śnieżycy dochodzi do tragedii. Policja wezwana na miejsce zdarzenia odnajduje zagubionego, młodego chłopaka i zwłoki jego bliźniaczki – Agnieszki. Rany cięte na przegubach wskazują na samobójstwo... ale pojawia się coraz więcej pytań i niejasności. Główny bohater opowiada policjantce historię, która ma związek z wydarzeniami jakie miały miejsce w białym domku na odludziu... i ze Słoneczkiem.

Nie sposób w kilku słowach streścić tak złożoną, nieoczywistą i zaskakującą fabułę, w której nieustannie pojawia się: motyw więzionej w piwnicy, ukrytej przed światem niepokojącej i tajemniczej postaci Słoneczka; subtelny, ledwo wyczuwalny cytrusowy zapach; obrazek różowej żyrafy; ślady w śniegu przypominające odcisk zwierzęcych kopyt. Oraz bramy, stanowiącej pomost między jedną i drugą historią opowiadaną przez zupełnie inne postaci. Czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak uruchomić wszelkie pokłady fantazji, myślenia przestrzennego i umiejętność odszyfrowania znaków, symboli i niejednoznacznych wskazówek, które autorka ukryła w każdej odsłonie historii. Ze Słoneczkiem w tle.

Powieść, która pod przykrywką intrygi kryminalnej kryje opowieść o bólu, braku samoakceptacji i społecznym niezrozumieniu. Powieść, która w bardzo oryginalny sposób dotyka zagadnienia płci i niepełnej przynależności do męskiego albo żeńskiego świata. Genialna kreacja postaci w Niepełni jednoznacznie wskazuje z jakimi problemami tak naprawdę borykają się głowni bohaterowie, czego szukają i co znajdują.

Surowy, dosadny język idealnie komponuje się z bielą – sterylnością tajemniczego domku. Element grozy sukcesywnie i w sposób niebezpośredni podsycany przez autorkę wprawia czytelnika w stan permanentnego oczekiwania. Na coś. Na kogoś. Solidna porcja niedopowiedzeń okraszona odpowiednią dawką metafor stanowi ucztę dla wymagającego i zmanierowanego czytelnika.

Wezbrała w nim fala obezwładniającej miłości, która przepłynęła, pozostawiając po sobie osad gorzkiego smutku.

Globalne ocieplenie zmieniło zimę w jałową, pozbawioną treści porę, zawieszoną w pustce między jesienią i wiosna a ozdobioną świętami Bożego Narodzenia jak dekoracją z kartonu.

Najbardziej magicznym aspektem Niepełni jest możliwość dowolnej interpretacji. Tylko od czytelnika zależy, czy zbrodnie, jakich dopuścili się poszczególni bohaterowie mają rację "fabularnego bytu" czy pozostają w sferze imaginacji. Bo może okazać się, że "świąteczna dziewczyna" w czerwonym płaszczyku tak naprawdę nie zniknęła, a tym samym nie pojawiła się po raz kolejny, a Marek wcale nie zakrzywił czasoprzestrzeni i niebawem wróci do Żony Natalii...

Śmiało – częstuj się – bierz co chcesz z kosza wypełnionego niebanalnością, dowolnością interpretacji i nieszablonowością. Jestem bardzo ciekawa czy w "Twojej" Niepełni są jakieś trupy, bo w "mojej" ich nie ma.

I czy cała ta historia to tylko jakiś piętrowy, dziwaczny żart?

Ocena: 5/6
©Tylko skończę rozdział
Gdy przeczytałem pierwsze słowa Harfy pustyni, miałem jakąś intuicyjną pewność, że opowieści Anny Kańtoch zagoszczą wśród moich lektur na równych prawach z Lemem, Dickiem i Sapkowskim.

Najpiękniejszym dniem w życiu każdej małej dziewczynki jest ten, gdy dostaje ona swoją pierwszą w życiu broń. Tak mówiła Sable mama, a Sable jej wierzyła.

Od tej pory przeczytałem wiele zadziwiających, niesamowitych i wyjątkowych opowieści tej autorki. I do chwili przeczytania Łaski jednoznacznie umieszczałem autorkę wśród wybitnych autorów dzieł fantastycznych. Jednak Niepełnia kompletnie nie poddaje się jakimkolwiek próbom systematyzacji gatunkowej. Czy to jest kryminał? A może raczej fantastyczna opowieść o wędrówce w czasie? A może to jednak horror z mrocznymi tajemnicami kryjącymi się w piwnicy domu na odludziu? Na dodatek to nie jest jedna opowieść. To kolejne narracje, które się ze sobą wiążą, co czytelnik odgaduje intuicyjnie, ale wciąż i do końca nie wie, dlaczego tak jest. Opowieści się łączą, plączą, jedna występuje w drugiej, a tam gdzie się jedna kończy, zaczyna się druga, by zakończyć się na początku tej pierwszej. Nie sposób nic opowiedzieć o tej książce, aby nie zepsuć czytelnikowi radości tego powolnego smakowania…

Wstęga Möbiusa

Autorka bierze z klasyki to, co najlepsze. Jest utajona groza, jak w Śledztwie Lema, gdzie niby nic strasznego się nie dzieje, a jednak czytając boimy się zgasić światło. Jest zadziwiająca pętla czasu i postaci, jak w Atlasie chmur Davida Mitchella. Gdyby komuś przyszło do głowy nakręcić film, wszystkie prawie główne role mogłoby zagrać dwoje aktorów. A być może jeden, jeśli reżyser uporałby się z problemami czysto technicznymi. Jednak przypomnienie Atlasu chmur nie oznacza wtórności Niepełni. Jest to tylko moja nieudolna próba, by wyjaśnić zawiłość konstrukcji tej powieści.
Gdybym miał jednym zdaniem scharakteryzować fabułę Niepełni, nie zdradzając tajemnic książki i nie psując lektury zaciekawionym czytelnikom, rzekłbym, że jest to literacka wersja Wstęgi Möbiusa.

Ocena 6/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Niepełnia Anny Kańtoch to książka tak niezwykła, że wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Jej oryginalność i niezwykle intrygująco przedstawiony temat przewodni poszukiwania własnej tożsamości całkowicie oczarowują czytelnika i sprawiają, że utwór czyta się jak w letargu. Nic nie jest tu oczywiste i proste, a niemożliwość zweryfikowania prawdy sprawia, że zyskujemy szerokie pole do interpretacji.

Autorka intryguje już od pierwszego rozdziału - narrator mówi nam bowiem, że że sens wewnątrz jest zupełnie inny, niż na zewnątrz (s.6). Wie jedynie, że historia zaczyna się od śmierci. I tak zostaje zabrany z białego domu na odludziu i trafia na miejscowy posterunek policji, gdzie najpierw usiłuje schować żyletkę, a potem rozmawia z policjantką, która chce się dowiedzieć, co właściwie zaszło. Zamiast odpowiedzi funkcjonariuszka dostaje jednak Opowieść o zniknięciu, która jest zarazem drugim rozdziałem utworu. W ten sposób poznajemy kolejnych bohaterów - narzeczoną Piotrka Martę, która niespodziewanie znika 19 grudnia tuż przed świętami i oficjalnym ogłoszeniem ich zaręczyn, oraz jej siostrę Kaśkę. W czasie poszukiwań chłopak znajduje w komputerze Marty zabezpieczoną hasłem stronę o białym domu, którego rysunek zrobiła kiedyś jego zaginiona dziewczyna. Gdy udaje mu się uzyskać dostęp, znajduje tam (kolejne z perspektywy czytelnika) opowiadanie - tym razem Opowieść o zmianie, będącą rzecz jasna trzecim rozdziałem powieści. Jej bohaterem jest Marek, fotograf, szczęśliwy mąż i ojciec dwóch małych córek, który traci spokój po telefonie od tajemniczej kobiety szukającej Kajka. Mimo że stara się ją zignorować, ta nie daje za wygraną i z pomocą dwóch podejrzanych mężczyzn przypominających świnię i wilka (którzy jeszcze nie raz pojawią się w powieści), sprowadza go do swojego lokum. Na ścianie wisi oczywiście obraz białego domu z tropami dziwnych kopytek odciśniętych w śniegu. Marek otwiera komputer Anety, jego szurniętej byłej dziewczyny z liceum, i zaczyna czytać kolejną historię, tym razem skupiającą się na poszukiwaniach Marty. W piątym rozdziale, który również jest opowiadaniem umieszczonym na stronie białego domu, zaznajamiamy się z ostatnią parą bohaterów - maturzystami Jackiem, który pomaga w rodzinnej firmie i Dżesiką, ambitną, ale pochodzącą z ubogiej rodziny dziewczyną. Chłopak wyznaje jej, że obserwuje przez teleskop dom jednej z sąsiadek i wszystko wskazuje na to, że trzyma ona kogoś w piwnicy. Rzecz jasna młodzi postanawiają zakraść się tam pod nieobecność gospodyni i sprawdzić, jaką tajemnicę skrywa zamknięte na kłódkę pomieszczenie...

Rzecz jasna autorka zastosowała tu konstrukcję szkatułkową, w której umiejętnie przeplata losy i przemyślenia wszystkich postaci, umieszczając podobne elementy - damski różowy sweter, który bywa czasem polarem, ale zawsze pachnie perfumami o zapachu cytrusów, bohaterowie zawsze działają damsko-męską parą, i wszyscy natykają się na biały dom i spisane przez kogoś opowieści o parze innych śmiałków. I tu dochodzimy do uzasadnienia, dlaczego ta powieść jest takim majstersztykiem - nie sposób się bowiem zorientować, kto pisze o kim, kiedy dzieją się poszczególne wydarzenia, a także w jakiej są relacji czasowej do siebie - co jest czyją przeszłością, przyszłością czy teraźniejszością. Nawet podane daty - styczeń 2004 w pierwszym rozdziale czy 2008 w przypadku opowieści o Marku, niczego nie wyjaśniają. Tym bardziej, że w spisanej przez Anetę historii Marek od dawna nie żyje, a w innej jego żona zamiast w sądzie pracuje jako rehabilitantka... W środkowych rozdziałach graniczy z niemożliwością określenie, kto jest autorem poszczególnych historii, a zrezygnowanie z wszechwiedzącego narratora i zastosowanie zarówno czasów teraźniejszego, przeszłego, jak i przyszłego było znakomitym posunięciem, bo dodaje utworowi tajemniczości i tworzy atmosferę niejednoznaczności.

Jedynym punktem odniesienia jest narrator z pierwszego rozdziału - i mogę was zapewnić, że gdy dojdziecie do ostatniego, wrócicie do początku, by sprawdzić, jak potoczyła się historia i dialogi, by przyjrzeć się podobieństwom i różnicom. Kim tak naprawdę jest osoba z pierwszych stron książki, w jakim stopniu widzi siebie (a czytelnik widzi ją) w bohaterach pozostałych opowieści, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy było tylko wytworem wyobraźni, która musiała poradzić sobie z tragedią utraty i pozostałym po niej uczuciem niepełni - oto ogromne pole do interpretacji, jakie daje nam autorka.

W Niepełni zachwyca nie tylko mistrzowsko zrealizowany pomysł na konstrukcję szkatułkową i niejednoznaczną narrację, a także wyjątkową (dlaczego - przeczytajcie sami) postać, czyli Słoneczko, ale też warstwa językowa - i tak tajemnica jest lepka i brązowa, jest gęstym słowem (s. 14), obce ma smak tranu i tłustej czerni (s.16), huśtawka zaś wydaje z siebie lepkie, żelaziste dźwięki (s.51). Autorka umiejętnie prowokuje czytelnika do ciągłego zastanawiania się, weryfikowania świata przedstawionego, a przez to zarazem do refleksji nad tym co jest męskie, a co kobiece, gdzie przebiega granica między tymi pierwiastkami i jak to wpływają one na naszą tożsamość, czym jest dla poszczególnych bohaterów tytułowa niepełnia i jak jej doświadczają.

To z pewnością jedna z najbardziej niezwykłych pozycji ostatnich lat na całym polskim rynku wydawniczym, jest tak oryginalna, że nie da się jej z niczym porównać. Nazwanie jej nieoczywistym kryminałem to niesprawiedliwe zawężenie, bo jest mistrzowsko napisaną wyprawą w głąb ludzkiej psychiki i wszystkim tym, co uważny czytelnik zdoła w niej dostrzec... Bardzo gorąco polecam!

Ocena: 6/6
©Głodna Wyobraźnia
Rynek książki dąży do prostych określeń: ta książka to thriller, ta romans, ta fantasy. Specyfika działania księgarń i bibliotek wymusza dookreślanie, katalogowanie, układanie według pewnego porządku. Z najnowszą książką Anny Kańtoch pod tytułem Niepełnia księgarz i bibliotekarz może mieć jednak problem: no, chyba że ustawi ją po prostu w dziale literatury polskiej. Autorka stworzyła coś, co ma trochę z fantastyki, trochę z kryminału, a trochę… z krwawej baśni.

Dawno, dawno temu w głębokim lesie i w równie głębokim śniegu stał dom. A w tym domu na odludziu mieszkało Słoneczko. A właściwie mieszkali rodzice Słoneczka, bowiem Słoneczko przebywało zamknięte w piwnicy, a to doprawdy trudno nazwać mieszkaniem. Słoneczko urodziło się jako hermafrodyta, ale nie chciało się określać – czuło się pełne w swojej dwupłciowości („Jeszcze nie, nie dzisiaj. Później, jak będę duży i silna”). Zostało więc zamknięte i schowane, bo jakże to pokazywać ludziom takie dziwadło? I tak sobie rosło i marzyło, a w ciemności ukazywały mu się nieraz studnie do innych światów.
No to może jeszcze raz? Dawno, dawno temu w głębokim lesie i równie głębokim śniegu stał dom. A w tym domu na odludziu krew i śmierć. Ślady na białym puchu prowadzą wprost do środka, a w jednym z pomieszczeń leży trup. Zginął brat czy jednak siostra? Kto tu kogo zabił i czy w ogóle zabił?

Ale równie dobrze mogę zacząć również tak: Dawno, dawno temu w głębokim lesie itd., itp. ukrywała się Marta, która zniknęła nagle wprost z centrum Katowic tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Piotrek, jej chłopak, długo szuka tropu i zastanawia się, czy Marta została porwana, czy też uciekła. A jeśli uciekła, to jaki miała powód? Przecież wszystko między nimi było dobrze…

Kto ukrywa się w domku w lesie? Kto kogo zabił, kto umarł, a kto chciał zniknąć bez śladu? Nic nie jest oczywiste w Niepełni. Kańtoch wciąż myli tropy i prowadzi nas od jednej historii do drugiej – a każda z nich jest po mistrzowsku zszyta z poprzednią. Wydaje mi się, że zbrodnia i zagadka są tu jedynie pretekstem do pokazania bohaterów: bardzo nieoczywistych, z niepewną tożsamością płciową. Mamy tu „męską dziewczynę” i „dziewczęcego chłopaka”, postaci nie do końca czujące pełnię identyfikacji ze swoją płcią, a także jedyną osobę, której ten problem nie dotyczy: obupłciowe Słoneczko.

Niepełnię można więc czytać jako powieść o poszukiwaniu tożsamości – w różnym sensie. Jak mówi sama autorka w wywiadzie udzielonym Staszkowi Krawczykowi, moim zamiarem nie było to, aby czytelnik zostawał z poczuciem, że to jest chaos. Nie próbowałam napisać kryminału w stylu Agathy Christie, ale też nie chciałam przedstawiać świata jako czegoś niezrozumiałego. Chodziło mi raczej o to, aby wszystko składało się w całość na poziomie metaforycznym, symbolicznym. Kolejne opowieści składające się na tę książkę to zazębiające się ze sobą fragmenty: i rzeczywiście, im więcej się ich przeczyta, w tym bardziej zrozumiałą, choć wciąż mocno metaforyczną całość te historie się składają.
Nowa powieść Anny Kańtoch to proza wymagająca skupienia oraz „otworzenia głowy”, jeśli jednak czytelnik zdoła to osiągnąć, otrzyma smakowitą ucztę literacką. Dawno nie miałam takiej intelektualnej przyjemności z czytania, jak podczas lektury Niepełni. Warto odnotować i docenić pracę pisarki nad tekstem (ponownie z bloga Staszka Krawczyka):

Mogę powiedzieć, jak rozpisywałam sobie wszystkie te historie. Wzięłam od Krzyśka Wójcikiewicza różnokolorowe karty do „Magic: The Gathering”, rozkładałam je na stoliku i próbowałam przetasować: tutaj kolor czerwony, tutaj zielony, a potem może znowu czerwony, a może jednak niebieski? Każda barwa oznaczała wątek jednej osoby – poszczególne historie nie są opowiadane jako całość, tylko przerywane innymi historiami. Spędziłam chyba trzy dni, przekładając te karty między sobą i szukając układu, w którym wszystkie opowieści będą płynnie między sobą przechodziły. Tak powstała struktura tej książki.
Trzeba przyznać, że dało to niesamowity efekt. Zdecydowanie polecam lekturę!


Ocena: 6/6
©tanayah czyta
Niepełność opowieści

Krajobraz jak z obrazka: zasypany śniegiem biały dom na wzgórzu, samotny, opustoszały, ale skrywający niejedną tajemnicę. Gdzie podziali się jego mieszkańcy? Albo co gorsza: więźniowie? Jak dziwne kreatury kryło jego wnętrze? W jakim celu? Kto się tam narodził? Kto umarł? Czego w nim dokonano? Czym jest? I dlaczego, chociaż tak dziki, niebezpieczny, przyciąga bardziej niż magnes?
Anna Kańtoch stworzyła, jak określa się Niepełnię, kryminał nieoczywisty. Chociaż dla mnie bliżej jej ku twórczości Italo Calvino – w tym konkretnym przypadku – niż do twórców opowieści mrożących krew w żyłach.

W Niepełni wszystko jest niejasne, poplątane, zaplątane, absolutnie i całkowicie zwariowane. Historia wiruje wokół nas, my z nią, a z nami cały świat. Zaczyna się właśnie od tego białego domu na wzgórzu. Pokrytego śniegiem, schludnego, ładnego. Jest w nim dwójka nastolatków. Jest, a później już nie ma… bo podczas gdy chłopak zaparza sobie w kuchni kawę, tak dziewczyna wykrwawia się i oddaje ducha w innym pomieszczeniu. On czeka… W końcu traci uporczywego bliźniaka (bliźniaczkę?), uwalnia się od niego (od niej?). Odzyskuje szczęście. I o ile początek historii wciąga i wydaje się być prosty, tak później nic już nie jest takie oczywiste… Wraz z kolejnymi rozdziałami otwieramy nowe drzwi, wchodzimy do pokoi dotychczas nam nie znanych, a to, co widzimy, szokuje nas bardziej, niż cokolwiek innego.

Dlatego właśnie pozwoliłam sobie Niepełnię porównać z Kiedy zimową nocą podróżny. Wszak u Calvino zaczyna się od podróżnego i kiedy wydaje nam się, że wszystko zostało już wyjaśnione… Włoch rozpoczyna nowy rozdział. A w nim od nowa komplikuje: pojawiają się nowi bohaterowie, nowe miejsca, wszystko to złączone jednym przedmiotem. W powieści Calvino jest to książka, u Kańtoch – biały dom. To on łączy bohaterów i każe im wszystkim skupić się w jego wnętrzu… a po przeczytaniu 200 stron powieści nadal nie wiemy, o co chodzi, chociaż dobrnęliśmy do zakończenia.
W Niepełni bohater rodzi bohatera, a historia historię. Cały ten świat – zagmatwany i nieoczywisty – powołany jest do życia na mocy słów, a wszystko, co się w nim dzieje istnieje tylko i wyłącznie przez słowa. Granica pomiędzy jawą, a snem, opowiadaniem, a życiem, aż w końcu – pomiędzy prawdą i kłamstwem zaciera się już na samym początku. Ale nie jest celem tej opowieści, by odplątać te wszystkie supły, lecz – paradoksalnie – by zawiązać jeszcze jeden. To nie jest schemat klasycznej powieści, na której – jak na sznurku – widocznie rysują się trzy punkty: wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Tu chodzi o zagadkę.

Kryminały towarzyszyły mi od dzieciństwa – mówi autorka – Dlatego do dziś kryminał jest dla mnie w jakimś sensie podstawową formą opowieści. Przy czym „kryminał” to oczywiste uproszczenie, mam na myśli historie, w których ważnym elementem jest zagadka. Niekoniecznie musi być w nich trup i śledztwo, równie dobrze tajemnica może dotyczyć straszącego na odludziu ducha czy całej ontologii świata.


Poza absorbującą uwagę czytelnika zagadką, w Niepełni bardzo ważną rolę odgrywają ukryte znaczenia literackie i tożsamość płci – dopiero po ujrzeniu tego „drugiego dna” powieści przeżywamy prawdziwą literacką przygodę.
Bohaterowie Kańtoch nie zawsze potrafią zdefiniować siebie – chłopak, od którego historia się zaczyna, mówi o śmierci Agnieszki, swojej siostry bliźniaczki. Na końcu przeczytamy jednak słowo „bliźniak”. Dużo tu kreatur, odmieńców, którzy przewijają się przez historię, jak cienie. Jedno z opowiadań poświęcone jest stworzeniu, które rodzi się tak kobietą, jak i mężczyzną. Życie każe mu zdecydować kim chce być, lecz ono (on? Ona?) za każdym razem powtarza: jeszcze nie. Nie dzisiaj. Później, jak będę duży i silna. Nazywano je Słoneczkiem, co przez pewien czas – krótki okres dzieciństwa spędzonego w piwnicy, ukrytego przed wzrokiem innych ludzi – rozwiązywało problem płciowości. Bohaterowie, jak i historie są więc „niepełni”, nie potrafiący siebie zdefiniować czy określić. Anna Kańtoch Niepełnią odpowiada na problemy współczesności – wszak obecnie dużo jest osób nie czujących się całkowicie kobietą czy mężczyzną, i to nie tylko mężczyzn o cechach typowo kobiecych i odwrotnie – kobiet o cechach męskich. Ludzie, podobnie jak bohaterowie Anny Kańtoch, też czasem czują się niepełni.

Powieści tej nie da się określić inaczej, niż jak dziwacznej, nowej, wymykającej się ze znanych nam schematów. Mnie ten pomysł nie do końca przekonuje – wszak podobnie jak u Calvino – doznałam uczucia lekkiego rozdrażnienia, że nie wszystkie supły zostały rozwiązane, że ostatecznie i tak nic nie wiem. Nie mniej jednak polecam ku uwadze odważnym i lubiącym literaturę nieoczywistą.

Ocena: 3/6
©Jej Wysokość Literatura
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć