Grzesznik
ebook: pdf, mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.33 / 5.00
liczba ocen: 9
Audioteka#Audioteka - 9 urodziny
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
19.00 zł
15.20 zł
15.89 zł
16.15 zł
19.00 zł
Pozostałe księgarnie
15.20 zł
15.38 zł
17.10 zł
19.00 zł
19.00 zł
19.00 zł
Opis:

Gabriel Amorth, egzorcysta, sporządził klasyfikację pięciu stopni nękania człowieka przez złego ducha: kuszenie, dręczenie, obsesje, nawiedzenie i opętanie.

Zapomniał jednak o jeszcze jednym, najgorszym: gdy wszystko to spotyka cię jednocześnie…

Marek Suchocki, boss suwalskiego półświatka, dowiaduje się, że jego najgroźniejszy konkurent wychodzi z więzienia. Nie czekając na dalszy rozwój wypadków, wraz ze swoimi wiernymi ludźmi postanawia raz na zawsze stawić mu czoło. Porachunki kończą się tragicznie – Marek spada ze schodów i doznaje silnego wstrząsu mózgu. Kiedy po tygodniowej śpiączce odzyskuje przytomność, okazuje się, że jego grupa została rozbita, a wszystkie pieniądze zarobione przez lata przestępczej działalności zniknęły. Jego przeciwnik, przez swoje brutalne i bezkompromisowe dokonania ochrzczony niegdyś przez media Grzesznikiem, daje się poznać jako genialny, niesamowicie inteligentny psychopata, który nie zna litości. Stawia Suchego przed wyborem – albo ustąpi, albo zostanie mu odebrane wszystko, czym tylko kiedykolwiek się cieszył. Na domiar złego, wkrótce po wypadku ujawniają się nowe, przerażające zdolności Marka…

CYTATY:
Kiedy ludzi dzieli wiele kilometrów, każdy nagle nabywa odwagi, której próżno u niego szukać przy spotkaniu twarzą w twarz.
Zło bierze się z egoizmu.
Żaden zapach nie podnieca ludzi tak jak wyciąg z konta.
Recenzje blogerów
Jakiś czas temu powiedziałam mojemu koledze o tej książce (M. pozdrawiam cię serdecznie!). Ów kolega pochodzi z Suwałk i nie mógł wyjść ze zdumienia, iż ktoś mógł napisać książkę, gdzie akcja dzieje się w jego rodzinnych stronach. Przecież tam nie może się nic dziać. A jednak! Dzieje się i to wiele. Musicie sprawdzić sami!

Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Arturem Urbanowiczem. Pamiętam dokładnie, jak czytałam i myślałam sobie: "To nie takie straszne", a za chwile podskakiwałam, bo coś gdzieś strzeliło lub ktoś otworzył drzwi. Pamiętam, jak zauroczył mnie swoim piórem oraz tym jak przestawił Suwalszczyznę. Dzięki niemu poczułam się jakbym tam była. Poczułam tę magię, która towarzyszy tym lasom. Przypomnę również iż Gałęziste były debiutem. Z niecierpliwością czekałam na nową powieść tego autora. Jedocześnie, bardzo się bojąc. Jeżeli debiut był dobry to, co będzie dalej? Są dwie opcje. Może być lepiej lub gorzej. Jak jest tutaj? Zapraszam do zapoznania się z moimi uczuciami. Uczuciami, które towarzyszyły mi przy czytaniu Grzesznika.

Grzesznik jest inny niż poprzednia książka Artura Urbanowicza. Tutaj mamy pełnokrwisty kryminał z fragmentami obyczaju i powieści psychologicznej. Przynajmniej według mnie. Suchego polubiłam od razu. Jest typowym bossem. Ma dom i rodzinę. Kocha swoje dzieci. Jednocześnie nie jest wierny żonie, ma wiele kobiet, nie boi się też przelewania krwi. Jeżeli czegoś chce to ma się to stać. Jak? To już nieważne. Gdy jednak z więzienia wychodzi jego poprzednik, wszystko się zmienia. Okazuje się, że Marek jest za słaby. Być może nie zdążył zbudować jeszcze swojej pozycji. Wszyscy jego "podwładni" odchodzą do Grzesznika. Mężczyzna wie, że musi walczyć sam. Czy da rade? Co będzie, gdy straci wszystko? Jak z myśliwego stać się zwierzyną łowną?

Książka ma prawie 500 stron. W wersji elektronicznej, którą miałam przyjemność czytać było jeszcze więcej stron. Przyznaję, trochę się przestraszyłam. Jednak nie było czego! Książka pochłania. Ciężko się oderwać. Gdy się ją już zacznie, chcemy więcej i więcej. Chcemy wiedzieć co zrobi Marek. Czy uda mu się uratować rodzinę, siebie, reputację. Trzymamy za niego kciuki. Tutaj wielki ukłon w stronę autora. Stworzył postać, która jest zła (w końcu to boss mafijny), a jednocześnie tak mocno trzymamy za nią kciuki. Sama wielokrotnie przeklinałam, krzyczałam i miałam ochotę bronić Suchego. Denerwowali mnie zdrajcy, którzy przeszli do Grzesznika. Wkurzał mnie Grzesznik, który dział tak, a nie inaczej. Chociaż z drugiej strony Marek też tak dział. Jeszcze raz to powiem. Szacunek dla Artura Urbanowicza za stworzenie Marka Suchockiego.

Artur Urbanowicz po raz drugi wykazał się świetnym kunsztem pisarskim. Lekkie pióro, mroczna powieść i jakaś magia Suwałk, która nie pozwala się oderwać od lektury.

Jeżeli nie lubicie kryminałów to musicie poznać Grzesznika, on was przekona do tego gatunku! Jeżeli zaś uwielbiacie kryminały, tytuł ten musicie poznać obowiązkowo.

Ocena: 6/6


©Lotta w świecie książek
Czytelniku! Idź i nie grzesz więcej!
Grzesznik, Artur Urbanowicz

Obaj są sprawiedliwymi sędziami. Ale jeden wynagradza za dobre, podczas gdy drugi wyłącznie karze za złe.

Najnowsza książka Artura Urbanowicza jest zupełnie inna od Jego debiutu Gałęziste. Obie osadzone w Suwałkach, jednak poruszają zupełnie inną tematykę i zostały napisane w inny sposób.

Opowieści o polskiej gangsterce zwykle nie przypadają mi do gustu. Zawsze wydawały mi się przerysowane, jakieś sztuczne, jakby wyciągnięte z nieco kiczowatego filmu o mafii. Jednak Grzesznik okazał się naprawdę dobrą powieścią, która w intrygujący sposób pokazuje świat gangsterów w Suwałkach. Poznajemy niby bezwzględnych, zepsutych do szpiku kości ludzi, trzęsących całą okolicą, którzy nie są bohaterami z typu "zabili go i uciekł", a rzetelnie wykreowanymi i autentycznymi postaciami.

Gangsterski świat opisany przez Artura Urbanowicza jest dość wiarygodny, nieprzesadzony i wykreowany z pewną skrupulatnością, która pozwala czytelnikowi zakotwiczyć się w nim. Ten właśnie półświatek Suwałk stanowi dla nas główną warstwę obyczajowo - sensacyjną. Wchodzimy w zwykły dzień z życia mafiozów. Haracze, wymuszenia, pobicia, handel substancjami psychoaktywnymi i sposoby na spędzanie wolnego czasu "po pracy". Życie głównego bohatera wydaje się opierać przede wszystkim na korzystaniu z posiadanej władzy i pieniędzy. Zarządzanie całością tego dużego interesu również nie stanowi specjalnie trudnego zadania, bowiem rozdysponowanie poszczególnych interesów pomiędzy grupę najbardziej zaufanych współpracowników, pozwala na skupienie się na sobie samym. Zarówno obowiązki jak i przyjemności opierają się na żerowaniu na słabości innych.

Rzeczywistość Marka Suchockiego i jego bandy staje na głowie, kiedy na wolność wychodzi dawny boss okolic Suwałk, Grzegorz Samielewicz. Sielanka kończy się wraz z kolejnymi wydarzeniami, które mają na celu przestraszyć Suchego i skłonić go do wycofania się, jako szef i uznania wyższości Samiela. Dodatkowym problem stają się dziwne wydarzenia, wizje, wyobrażenia, które dopadają głównego bohatera i mieszają mu głowie do tego stopnia, że sam nie jest pewien, czy nie popada w obłęd.

Lecz to wciąż tam stało. Wiedział to. Słyszał to w swojej głowie. Jakby tego było mało, zaczęły w nim narastać coraz większe wątpliwości, czy aby nie za szybko skazał niedawnego przyjaciela na śmierć.

Suchy to postać negatywna. Początek powieści ukazuje nam go jako bezwzględnego, zimnego przestępcę i awanturnika. Egoizm - to chyba najlepiej charakteryzująca go cecha. I chociaż może się wydawać, że przemawiają przez niego czasami jakieś ludzkie uczucia i odruchy, to w gruncie rzeczy stanowią one dopełnienie miłości własnej. Moje, ja, dla mnie - wszystko mieści się gdzieś w tych kategoriach. Nawet jego troska o rodzinę przywodzi na myśl bardziej dbałość o ulubione zabawki, niż rzeczywistą opiekę. Ponadto całkowity brak samokrytyki i pieniactwo, którym się charakteryzuje sprawia, że chciałoby mu się momentami przyłożyć w gębę.

Zło bierze się z egoizmu.

Jego relacje, a właściwie stosunek do rodzonej matki, woła o pomstę do nieba. Całkiem zrozumiałym jest to, że ludzie starsi, ze swoimi dziwactwami, często irracjonalnymi zachowaniami i nieprzejednaniem, są męczący i budzą frustrację. Jednak niekiedy trzeba zagryźć zęby i kierować się miłością, być cierpliwym i wyrozumiałym, bo nie wiadomo przecież jak długo będzie nam dane jej towarzystwo. I tutaj nie potrzeba wielkiej filozofii w ocenie postaw, bowiem uparte awanturowanie się z brakiem zrozumienia, że to osoba chora i nie w pełni władz umysłowych, mówi samo za siebie. Bohater podejmuje jakieś drobne próby opieki nad swoją schorowaną matką, dość nieudolne, wyżywając na niej nie tylko złość za niebotycznie wkurzające jej zachowania, ale jakby wylewał żółć całego swojego życia. Co więcej nieszczerość jego opieki wynika również ze wspominanego egoizmu, bowiem wszelkie jego starania nie uwzględniają w ogóle dobra matki, a stanowią tylko drogę, środek do innego celu, oczywiście ku własnej chwale.

Stosunki z siostrą, Urszulą, wyglądają całkiem podobnie. Różnica polega na tym, że kobieta razi swojego brata uczciwym życiem i niechęcią do wybranej przez niego kariery. Dodatkowo konflikt między rodzeństwem zaognia właśnie konieczność opieki nad matką, oraz zrzędliwość siostry. Wszelkie rady, prośby, napomnienia są dla Marka niczym, przecież on sam wie, co dla niego najlepsze i ma wszystko czego chce. Jeszcze nie wie, jak bardzo pożałuje swojego stanowiska wobec Uli, gdy nadejdzie godzina rozliczenia jego wyborów.

Trudno powiedzieć, że Suchocki ma przyjaciół. Zgrana paczka chłopaków to jego podwładni, dla których również niejednokrotnie bywa opryskliwy. Wątpliwa jest lojalność takich ludzi, przez co gdy robi się naprawdę gorąco, pozostaje się samym. Co więcej nawet nie patrząc sceptycznie na nich, to sam bohater chyba nie wie czym jest prawdziwa przyjaźń, bowiem nie miałby oporów ciągnąc za spust w razie konieczności, nawet wyimaginowanej.

Lojalność. Ciężki temat. Ciężki jak żywot gangstera. Grupa przestępcza przypomina... hmmm, organizm. O, dobre porównanie! Podobnie jak w prawdziwym, brutalne wyrwanie z niego jednego narządu skutkuje poważnymi następstwami, niejednokrotnie wręcz ze śmiercią. Jeszcze gorzej, gdy wewnątrz dostanie się jakieś paskudztwo, bakteria albo wirus - działające po cichu, mnożące się, drążące coraz głębiej, mącące, nastawione tylko i wyłącznie na niszczenie. Kiedy nosiciel zdaje sobie sprawę z ich obecności, jest już dawno za późno.

Tytułowy Grzesznik, Grzegorz Samielewicz, Samiel to z kolei postać niby podobna, ale zupełnie inna. Odmienność polega na chłodnej kalkulacji zanurzonej oczywiście w egoizmie. Tym razem jednak jest to cecha bardziej złożona, przemyślana, odznaczająca się przebiegłością. Bandyta bez zahamowań w nieprzeniknionej masce, bez uwidaczniania jakichkolwiek emocji. Przywodzi na myśl osobowość psychopatyczną, która charakteryzuje się wypraniem z jakichkolwiek uczuć, z ludzkich odruchów, a swoje postępowanie i egzystencję buduje poprzez skrupulatne przeliczenie korzyści. Tak właśnie jest w przypadku Samielewicza. Nie posiada on rodziny, ani jak twierdzi słabości, wszystkich słabości się pozbył, włącznie z popędem seksualnym i różnego rodzaju uzależnieniami od używek. Jego resocjalizacja w zakładzie karnym osiągnęła szczyt, bowiem z potwornego bandziora uczyniła potwornie inteligentnego bandziora. Bezsprzecznie staje się on ucieleśnieniem najgorszego zła, jakie można sobie wyobrazić, jakiego zaakceptować lub zrozumieć po prostu się nie da. O ile Suchy może się wydawać nieco szczeniacki w tym swoim pieniactwie, to już Samiel okazuje się przestępcą pełną gębą, przerażająco paskudny.

Ludzkie ciało to taki cudowny twór natury, że można je niszczyć i przyprawiać o nieznośny ból właściwie w nieskończoność. O ile robi się to oczywiście z odpowiednio długimi przerwami.

Co niesamowite, ten bohater w jakiś sposób budzi nie tylko niepokój, ale i pewną fascynację, przyciąga, kusi. Przeszywa nas jego mroczny urok, jakby usidla, uzależnia. W taki niebezpośredni sposób, poprzez kreację postaci, Autor pokazuje nam czym jest zło. Kuszące, hipnotyzujące, nie wiesz nawet kiedy dasz się opętać, jeśli nie pozostaniesz dostatecznie czujny. Dzięki Grzegorzowi dostajemy również lekcję behawioryzmu, czytania ludzi z ich gestów, których często sami są nieświadomi. Manipulacja podniesiona praktycznie do perfekcji i usankcjonowana poprzez podsuwanie prawd częściowych, okrojonych zgodnie z potrzebą. W gruncie rzeczy nie będących kłamstwem.

Wielu bohaterów tej powieści w pewnym momencie zaskakuje, kiedy nagle dochodzi do nas, że są zupełnie kimś innym, niż na to wyglądali.

Każdy z nas ma swoje słabości, czułe punkty w które można uderzyć. Nie wzbudzające zaufania delikatne filary w konstrukcji jego osobowości, które można złamać zaledwie pchnięciem. Wbrew pozorom ważne filary. Podtrzymujące wszystko w ryzach. (...) Każdy z nas się czegoś boi.

Tym razem Artur Urbanowicz wykorzystał elementy grozy odnoszące się do kultury judeo - chrześcijańskiej. Oparcie opowieści o opętanie może się wydawać dość oklepane, jednak Autorowi udało się wnieść pewien powiew świeżości. Jednocześnie pokazał całą ścieżkę oddawania się hydrze zła poprzez kuszenie, dręczenie, obsesje, nawiedzenie. Opętanie tutaj wynika niejako z zaprzedania duszy, z otwarcia złemu drzwi i wpuszczenia go do swojego życia. Marek Suchocki, niewierzący, a wręcz naśmiewający się z wiary zarówno w Boga, jak i w diabła, nie musiał być specjalnie kuszony... Moim zdaniem to on wręcz kusił wszelkie złe moce, aby go posiadły, nie zdając sobie oczywiście sprawy z tego ile to będzie kosztowało. Poprzez taką kreację historii, Autor jakby chciał zwrócić naszą uwagę, że zaprzedanie duszy może się odbyć na wiele sposobów, nie tylko poprzez samodzielne i bezpośrednie wyrzeknięcie się dobra na rzecz zła, ale również dzięki długotrwałemu pozostawaniu w sferze zła. To trochę tak, jakby oddanie duszy działo się z automatu, jakby przypisana została do piekła zgodnie z naszą ścieżką kariery.

Dodatkowo tytuł tej powieści, w moim odczuciu, nie odnosi się wyłącznie do jednego z bohaterów. Grzeszników znajdziecie w niej znacznie więcej, większych i mniejszych, nasycona jest niegodziwościami w wielu wymiarach i kształtach. Zatem stanowi jednocześnie pewną etykietę, którą można przypisać różnym bohaterom, ale też jest ucieleśnieniem pierwotnego i niewyobrażalnego zła, jakby osobowego przedstawienia diabelskiej natury.

Przede wszystkim książka skłania do refleksji nad karą za popełnione zło. Paskudne uczynki wobec bliźnich powracają by doświadczyć nas pokutą za grzechy. Kara musi być dotkliwa, stosownie do przewinień i sumienia winowajcy. I ten element właśnie wyróżnia książkę spośród innych, właśnie ten mnożnik sumienia. Wiele bowiem znajdziemy pozycji, gdzie mowa o konsekwencjach wprost proporcjonalnych do występków, jednak rzadziej już dodaje się do tego jednostkowe poczucie winy. Najgorszą karą wydaje się utrata wszystkiego na czym nam zależy, a następnie uświadomienie sobie, że nigdy na żadną z tych rzeczy nie zasłużyliśmy. Zresztą nie sposób znaleźć krzty dobra jeśli wszystko obliczone zostało na własny zysk, coś co może się wydawać czynem dobrym, okazuje się dobrze skalkulowaną korzyścią.

Nie ma lepszego sposobu na uświadomienie sobie, czym jest zło, niż doświadczenie go na własnej skórze. Tak jak mówi się, że wszystko dobre, co uczyniłeś, wraca do ciebie, tak samo dzieje się ze złym. Całe zło, które wyrządziłeś w swoim życiu, w końcu zostanie ci zwrócone. Z nawiązką. Bo zło zawsze wraca ze zdwojoną siłą. I w przeciwieństwie do dobra boli. Bardzo.

Wykorzystanie klasycznych motywów grozy i uzupełnienie o własną kreatywność świetnie sprawdziło się w tej powieści. Jednak początkowo ten dreszczyk niepokoju jest dość subtelny. Urbanowicz nie zaczyna bowiem powieści tak mocno, jak to uczynił przy popełnionym Gałęzistym. Z kolejnymi stronami, drobne upiorności nabierają siły i tempa. Wygląda to tak, jakbyśmy powoli (ale nie przesadnie wolno oczywiście) zanurzali się w to specyficzne osaczenie, jakiego doświadcza bohater. Opętanie jakby było jego częścią i jednocześnie występowało obok, by porażać potwornościami. Generalnie wątki horrorowe na początku są jakby tłem dla powieści, co może nieco uśpić czujność czytelników.

Rozpisałam się nieprzyzwoicie, ale trudno nie rozpisać się przy okazji tak bogatej opowieści. Z pewnością najnowsza książka Artura Urbanowicza jest zupełnie inna od Jego debiutu. To, co widać na pierwszy rzut to postęp warsztatowy, oraz wplecenie w dialogi nieco humoru. Bardzo ważne dla mnie w tej powieści jest swego rodzaju wyważenie poszczególnych tematów. Trzeba przyznać, że podobnie jak w Gałęzistym, tutaj również poruszył wiele ważnych kwestii. Jednak żadnej nie jest za dużo, ani też za mało. Dzięki temu nic nas nie przytłacza, a fabuła mknie do przodu nie pozwalając nam na nudę. Jedyne, co mi się nie spodobało to chyba rola Urszuli, jakoś nie do końca to kupiłam, chociaż z drugiej strony patrząc szerzej i w kontekście zakończenia, z pewnością było to posunięcie przemyślane i zaplanowane. Oczywiście finalny twist nie zawodzi i polecam Wam byście mocno się skupili na ostatnich zdaniach, bowiem w nich tkwi prawdziwe rozwiązanie, ale nie dla każdego może się okazać łatwe w odczytaniu.

Ocena: 5/6
©Rosa czyta
Oczywiście, że zawsze znajdą się ludzie, którzy nie będą nas lubić. Ale ludzie wcale nie muszą nas lubić! Ważne, żeby się nas bali. To jest kluczowe.

Doczekaliśmy się takich czasów, gdzie na hasło „hybryda” pewnie większość z nas w pierwszej kolejności pomyśli o modelu auta, nie zaś o wytworze umysłu. A ja lubię hybrydy, przede wszystkim te literackie, bo znamionują niewątpliwy powiew świeżości, wyłamują się schematom charakterystycznym dla jednego tylko gatunku, wyślizgują się z szablonów, a co więcej, nawet jeśli zdołaliśmy wcześniej poznać twórczość danego pisarza, w hybrydzie zazwyczaj okazuje się to mało pożyteczne – autor i tak może nas łatwo zaskoczyć, chowając się za repozytorium jednej czy drugiej konwencji. Chcę przez to powiedzieć, że swoista gatunkowa żonglerka to jak synonim nieprzewidywalności. Szkoda tylko, że pisarze niechętnie sięgają po taki rodzaj twórczości, okopując się skrzętnie w jednym tylko klimacie. Ale na szczęście mieszanki gatunkowe istnieją, wprawdzie nie jest ich wiele, jednak jak już się takową przeczyta, końcowy efekt najczęściej satysfakcjonuje. Mam na myśli choćby Rezerwuar Doctorowa, Pamiętam cię Yrsy czy naszą polską Królową głodu Chmielarza. Wszystkie one, choć zgoła odmienne, stanowiące połączenia innych gatunków, okazały się lekturą co najmniej dobrą. Nie inaczej wygląda sprawa z najnowszym dziełem Urbanowicza, pt. Grzesznik.

Autor, który zadebiutował w 2015 roku słowiańską powieścią grozy Gałęziste, tym razem łączy konwencję klasycznego literackiego horroru z powieścią gangsterską. Nie ma już zatem północno-wschodniego lasu, stanowiącego epicentrum wydarzeń; pisarz rezygnuje z leśnych ostępów na rzecz miejskiej dżungli. Urbanowicz wykonuje zastrzyk z fikcji literackiej, polegający na wstrzyknięciu w suwalską miejską tkankę mafijnego nowotworu. Bo nie dość, że wymieszał teoretycznie niepasujące do siebie konwencje, to na dodatek powołał w rodzinnych Suwałkach do życia mafię, na wzór tej pruszkowskiej.

Mimo że to horror, na początku niemal w ogóle tego nie czuć, jeśli już, można mówić co najwyżej o thrillerze. Jednak na tym etapie powieści to zupełnie nie przeszkadza, gdyż pierwszej części książki wypadałoby nadać zbiorczy tytuł „poznajcie Marka Suchockiego”: Ja wiem, kim ty jesteś. Ty jesteś Suchy. Marek Suchocki. Szef suwalskiego półświatka. Gruba ryba na mieście. Zaznajamiamy się z suwalskim gangsterem na przeróżnych płaszczyznach, obserwujemy go zarówno w życiu „zawodowym”, jak i prywatnym, widzimy, jak funkcjonuje w rodzinie, między żoną, dwójką dzieci, siostrą i matką, która, jak przyznają Marek z siostrą, „brzydko się starzeje”, sprawia mnóstwo kłopotów niczym „Dennis rozrabiaka” i, zdaniem bohatera, jest „niereformowalna”. A skoro mafijny światek, to „Suchy” przecież nie funkcjonuje sam - posiada liczną ekipę swoich ludzi, a zarazem kumpli. Każdy z nich to fachura w danej dziedzinie, każdy ma swoją odrębną przestępczą „moc”: jeden to spryciarz-oszust, drugi pracuje mięśniami, a inny ma tzw. gadane, tak samo zresztą, jak sam Marek, który lubi mówić w każdej sytuacji. Panowie, wzorem wcześniejszych dzieł o gangsterach (choćby tych od Scorsese), stanowią zgraną paczkę bez względu na okoliczności, a na pierwszym miejscu stawiają rodzinę, na równi z wygodami i majętnością. Mężczyźni nie tylko pracują, ale i odpoczywają razem, w gronie swoich rodzin. Ponadto Marek czuje się niezwykle pewnie na suwalskim tronie, przez nikogo nie nękany, popada w gangsterską rutynę, tracąc jednocześnie czujność.

Swoim wzrostem, posturą, ubiorem i urodą podręcznikowego gangstera Marek, jako stały bywalec siłowni, wzbudzał należyty respekt. A jak się do tego dodało agresję…

„Suchy” to pewny siebie samiec alfa, a Suwałki, choć to relatywnie spore miasto, są niewątpliwie za ciasne na jednoczesną obecność dwóch takich osobników. Ale zanim pojawia się przeciwnik, ktoś zaczyna bezpardonowo niepokoić, wręcz kpić sobie z Marka oraz jego najbliższych. Gangster czuje, że zbliża się niemałe zagrożenie. Dowiaduje się, że z więzienia wyszedł niedawno niejaki Grzesznik, który był suwalskim bossem przed „Suchym”. W dodatku istnieją przesłanki o nielojalności jednego z ludzi z gangu, który może działać na zgubę swojego szefa.

Złapał się na tym, że bardzo chciał przeczytać teraz ich myśli. Pozbyć się wszelkich wątpliwości. Lojalność. Ciężki temat. Ciężki jak żywot gangstera.

Ta faza książki przypomina mi nieco Przylądek strachu, gdy z kryminału wychodzi gwałciciel i zaczyna kręcić się koło rodziny adwokata, który nieskutecznie bronił go w sądzie. Kontynuując, wskutek mafijnej walki o wpływy, Marek ulega poważnemu wypadkowi, zapadając na tydzień w śpiączkę. Przychodzi sen, wraz z nim mrok, a następnie budzi się nowy dzień – początek literalnego koszmaru. W okamgnieniu, w życiu Marka, wszystko obraca się o 180 stopni. W tym miejscu można wręcz sięgnąć do kafkowskiej Przemiany, z tym że przemiana nie zachodzi w samym bohaterze, tylko w całym jego otoczeniu, we wszystkim, do czego przywykł; urywa się nić rutyny i przepada gdzieś jego strefa komfortu - budzi się w zupełnie nowym i szybko znienawidzonym przez siebie świecie.

To jednak nie ziąb ani przemoknięcie do suchej nitki bolało go w tej chwili najbardziej. Upokorzenie. Bezsilność. Frustracja. Samotność. A do tego niesprzyjanie losu.

Początkowa faza powieści służy nie tylko wprowadzeniu na scenę bohaterów czy zarysowaniu sytuacji, ale także zbudowaniu kontrastu dla wydarzeń, które nastąpią później. Świat samca alfa zaczyna pękać, rozsypywać się na milion bezwartościowych kawałków. Marek traci nie tylko zaszczytną pozycję, ale też swoich ludzi oraz pokaźną sumę pieniędzy. A na domiar złego, po przebudzeniu, odkrywa w sobie niezwykłe umiejętności… Jaki stosunek do nowych zdolności będzie miał Marek? Czy przydadzą mu się w walce z przeciwnikiem, a może okażą się jedynie kulą u nogi, ściągającą go na samo dno? Pytania te zadawałem sobie na długo przed przystąpieniem do lektury!

Po prostu nie wiedział absolutnie nic. Był zagubiony jak dziecko we mgle. I naturalnie się bał. Jak cholera.

Marek budzi się w świecie zdominowanym przez innego samca, który to pociąga za wszystkie sznurki. Był piekielnie inteligentny, kipiący chorobliwą pewnością siebie. Czuje, że nie ma nad niczym kontroli, a walka o odzyskanie tronu wydaje się z góry skazana na niepowodzenie. Czytając powieść ma się wrażenie, że nasz uciśniony bohater, w obliczu osobistego tąpnięcia, rozmawiając z Grzesznikiem, jakby rozmawiał z jednostką doskonałą, która zna wszystkie odpowiedzi i zawsze jest kilka kroków naprzód. A siedem rozmów, które odbywają ma mocno symboliczny charakter. Czy Marek się podda? Czy przejdzie na stronę nowego bossa miasta nad Czarną Hańczą?

Jedno w Grzeszniku jest pewne - Urbanowicz stworzył takie uniwersum, w którym może wodzić czytelnika za nos w nieskończoność. Autor nie ma też żadnej litości dla swojej postaci – Marka, tak samo, jak wcześniej on nie miał żadnej litości dla swoich ofiar; okradając je, bijąc czy zastraszając.

Młody autor zapewnia, że dokładnie czytał wszelkie, zawarte w recenzjach debiutu, krytyczne uwagi czytelników, celem wyciągnięcia wniosków na przyszłość. A w przerwie między jednym a drugim dziełem, zainwestował też w merytoryczną poprawę swojego warsztatu, biorąc udział w odpowiednim kursie. I wiecie co? Efekty widać już od pierwszych stron! Urbanowicz, stosując terminologię sportową, najwyraźniej zmienił swojego serwismena: narty jeżdżą po rozbiegu znacznie szybciej, a oddawane skoki są wyraźnie dłuższe. Autor w swoim drugim dziele udowadnia, że potrafi uczyć się na własnych błędach, bo w Grzeszniku jawi się biegłym warsztatowo twórcą. Wszystko tu pracuje na lepszym niż w debiucie silniku: jest szybciej, płynniej, zwięźlej, brak też zbędnych słów czy zdań, bo, jak założył sobie pisarz, jego książki mają przede wszystkim dostarczać rozrywki. Nie dziwi zatem fakt, iż przebrnąłem przez dzieło naprawdę szybko, wsiąkając w nie dziennie na wiele stron. Ale to nie tylko zasługa lepszego warsztatu, ale również faktu, iż autor - tradycyjnie już w swej twórczości - bawi się z czytelnikiem; odbiorca sam musi odkryć, co tu jest marą, iluzją, i gdzie owa zabawa się kończy, jeśli w ogóle.

Grzesznik jest nie tylko brutalny, potrafi też przestraszyć, jak i dostarczyć sporej dawki czarnego humoru czy ironii. Głównym źródłem komizmu, poza żartami panów wewnątrz gangu, jest matka „Suchego”, która nieustannie wystawia na próbę cierpliwość i (wątpliwą) empatię syna. Ponadto autor okazuje się niezłym obserwatorem codzienności: tego, jak funkcjonujemy zarówno w domowym zaciszu, jak i w tłumie, pod presją wielu par oczu. Zawarł tu też sporo informacji z zakresu manipulowania ludźmi (pisarz zapewne zaglądał do najpopularniejszego dzieło R. Cialdiniego), poza tym porusza kwestie odczytywania sygnałów z mowy naszego ciała, pokazując, że gdzie jak gdzie, ale w gangsterskim światku to potężna broń, oddzielająca prawdziwych dowódców od szarych myszek.

Końcówka – już po wyjaśnieniu głównej kwestii – jest moim zdaniem zbędna, gdyż w tym miejscu powieść powinna się kończyć. A dalszą jej część odebrałem jako kontynuowanie na siłę - wyszedł nieco melodramatyczny i przerysowany obraz odwiecznej walki dobra ze złem; tak, jak niemal każdy z nas to sobie wyobraża – zbyt stereotypowo. Zawarte tu moralizatorstwo przywodzi na myśl Hankę Tyrmanda, która poprzez swój mentorski ton przypominała pedagogiczną i pretensjonalną opowiastkę dla młodzieży. Mowa tu (jedynie) o ostatnich 10% książki, a warto pamiętać, iż wcześniejsze 90% zawartości okazało się satysfakcjonującym. Z Grzesznika wyziera też troszkę naiwne przesłanie, aby starać się w życiu czynić dobro innym, że ten jeden bezinteresowny, empatyczny gest względem bliźniego może dać nam samym więcej, niż moglibyśmy się spodziewać. Naiwne, bo każdy z nas – łotr czy altruista – ma na koncie zarówno dobre, jak i złe uczynki, i to zdecydowanie w liczbie mnogiej, choćby te z dzieciństwa.

Podsumowując, hybrydy gatunkowe mogą być „strasznie” dobre - Grzesznik kolejnym tego dowodem. Widać, że autor sam dobrze się bawił, pisząc swoją powieść – mogę to zresztą potwierdzić, gdyż przez 90% historii miałem tak samo. Losy Marka angażują uwagę czytelnika do tego stopnia, iż z przyjemnością wsiąka się w tę historię, zapominając o rzeczywistości. Powieść jest nieprzewidywalna i dynamiczna, a przy tym oferuje mnóstwo scen literackiej grozy przez duże „G”. Jego najnowsze dzieło to wciągające siedlisko dobrej zabawy, o pomysłowym kształcie, napisane o wiele sprawniej (warsztatowo) niż debiut. Urbanowicz może być z siebie zadowolony, zważywszy na spełnienie najważniejszych dla niego założeń takich jak: lekkość, manipulowanie czytelnikiem oraz rosnąca wraz z końcem potężna dawka zwrotów akcji i niespodzianek.

Grzesznik to książka o zepsutym świecie, zbudowanym na dominacji poprzez siłę i zastraszanie. Pokazuje, jak punkt siedzenia zmienia nasz punkt widzenia, jak trwanie w jednej, często skrajnej postawie, potrafi wywrócić system wartości poprzez zgrabną racjonalizację wszelkich odchyleń od normy. Taki jest właśnie świat gangsterów – dla nich patologia staje się normą, a wszystko to determinowane „środowiskiem przemocy, kłamstwa, terroru i braku poszanowania dla cudzej własności”. Dokładnie taki sam jest Marek, który na początku książki wypowiada znamienne słowa: „W pełni zdaję sobie sprawę z tego, jaką drogę życia wybrałem. Sam wiem, co jest dla mnie najlepsze. Kocham swoje obecne położenie”. Grzesznik zaś dotyka momentu, gdy przestępca traci owe „ukochane położenie”, wszelkie wygody i możliwość panowania nad innymi. A z drugiej strony Urbanowicz sprawi, że, mimo wszystko, właśnie takiemu osobnikowi będziemy współczuć i go dopingować.

Urbanowicz obrał dobry kurs, śmiało poczyna sobie na poletku literackiej grozy. Bardzo prawdopodobne, że Grzesznik zajdzie daleko we wszelkich zestawieniach gatunkowych, mając niewątpliwie szansę na coś więcej, niż ścisły finał. Dla mnie miłą wiadomością byłaby zapowiedź, że jego trzecie wydawnictwo również okaże się zabawą konwencjami. A jaką, to już kwestia drugorzędna, byle tylko nie koncentrować się na samym horrorze, bo, jak pokazuje Grzesznik, istnieje o wiele atrakcyjniejsza droga.

Ocena: 5/6
©Dobra Komplementarne
Jak na razie mogę sobie tylko popatrzeć na ekran komputera, czy telefonu by móc pozachwycać się okładką najnowszej powieści Pana Artura. Już nie mogę się doczekać, aż pojawi się w moich skromnych zbiorach. Cztery pistolety ułożone w krzyż. A może to jeden pistolet obrócony w różne strony? Klęczący mężczyzna z kajdankami na nadgarstkach - sugeruje to, że książka będzie mocna! Ale czy tak było? Ekscytować można się do woli, bo okładka pieści oczy, opis z tyłu książki intryguje. Ale czy Pan Artur sobie poradził? Czy napisał sporego grubaska, któremu warto poświęcić kilka godzin, lub kilka wolnych wieczorów?
Reasumując - okładka jak dla mnie rewelacyjna. Już nie mogę się doczekać wersji papierowej.

Z kolei pióro, jakim posługuje się Pan Artur jest... Hipnotyzujące! Nie wiem, jak to się stało, ale jak zaczęłam czytać pierwsze zdania, to przepadłam na amen. Jestem pełna podziwu, że Pan Artur tak świetnie operuje językiem, robi nas w konia tylko po to, byśmy nie zobaczyli prawdy. Nie ma problemu z krwawymi i brutalnymi scenami. Przychodzi mu to pisanie tak trudnych scen jak zwykła rozmowa - przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Autor podjął się wielu wątków, które zgrabnie poprowadził. I niemal z chirurgiczną precyzją doprowadził wszystko do końca. Pomieszanie horroru z kryminałem, fantastyką - stanowi świetną mieszankę wybuchową, która czeka na zapalnik. A wszystko ma miejsce w realnych miejscach - okolice Suwałk... Ale tutaj nie ma za wiele opisów. Tutaj się dzieje. Co jest kolejnym plusem dla stylu autora. I światełkiem dla Was, Moi Kochani Czytelnicy - że warto sięgnąć po Grzesznika.

Marek Suchocki, nasz boss, główny bohater. Ma swoje wady, w przerażającej niestety ilości oraz gdzieniegdzie pojawiają się jakieś plusy w jego zachowaniu, charakterze. Ale mało kiedy je zdążymy zauważyć. Cieszę się niezmiernie, że został tak szczegółowo wykreowana. Nic mu nie brakuje, jest postacią idealną, bardzo realistyczną. Być może na świeci żyje ktoś taki jak Marek, ale dobrze by było, gdyby nie było takich wcale... Chcę tutaj mocno pochwalić autora, bo jest to postać nieco skomplikowana, która wymagała na pewno dużego wkładu pracy w psychikę i ogólną charakterystykę. Taki bohater potrzebuje wiele uwagi, by wszystko było dopięte na ostatni guzik tylko po to, by na koniec nie okazało się, że coś jest nie tak. Bohaterów jest dość sporo, ale w pamięć chcąc czy nie chcąc zapadła mi też Martyna. Nie grała ona głównej roli, była tylko małym grzeszkiem do fabuły, a mimo to jakoś zapałałam do niej przyjaznym uczuciem i pomimo tego, co robiła - lubiłam ją. I wcale nie chodzi mi tutaj o zawód - bo barmanką może być każda dziewczyna. Jest też Grzesznik - ale tak szybko go nie poznacie. Musicie chwilę na niego poczekać.
Spodobało mi się to, że autor początkowo przedstawiał krótko bohaterów, nadając również rozdziałom początkowo ich imiona.
Reasumując śmiem twierdzić, że postacie są wykreowana szczegółowo i tak realistycznie, że nie można wątpić w ich istnienie.

Przejdę może teraz do akcji, o której wspomniałam, że tutaj tylko się dzieje. Bo tak jest! Nie ma czasu na melancholię, wolne tempo. Tutaj za zakrętem czai się zło, czai się coś niebezpiecznego. Nie ma tutaj żadnych taryf ulgowych. Bohaterowie muszą się zmierzyć z najgorszym złem, jakie jest tylko możliwe do wyobrażenia. W pewnych chwilach gubimy się - nie wiemy co jest snem, a co jawą. Czy gangsterskie porachunki są tylko faktycznie złym koszmarem? Autor niejednokrotnie zapędzał nas w kozi róg i zostawiał z rozdziawioną buzią. Ale jak to możliwe? Ale że co? Nie, to na pewno jakiś błąd.
Nie prawda. Tutaj wszystko jest celowo wprowadzone i wręcz świetnie się ma w swoim miejscu, trzyma się i nie puszcza. Także nie ma czasu na obijanie się. Przygotujcie się na niezłą pogoń za bohaterami oraz akcją, która ani na moment nie zwalnia tempa.

Kolejnym plusem, co jest również czymś nowym, niespotykanym, to kilka słów na koniec. Może lepiej będzie, jeśli zacytuję, wtedy... A może nie? Nie, nie zacytuję. Nie będziecie mieli ulgi. Ja nie mam, to Wy też nie będziecie mieć, a co. (tak, moja złośliwość właśnie się ukazała)
Podoba mi się to, że z wielką lekkością zostały wprowadzone tutaj różne gatunki, o której wspomniałam na początku recenzji. Jak wiecie z fantastyką dopiero się poznaję, a mimo to, tutaj nie czułam żadnych barier, a wręcz przeciwnie - pochłaniałam każde słowo napisane przez Artura Urbanowicza. Niezmiernie się cieszę, że potrafił mnie po raz kolejny zaciekawić, zaintrygować do tego stopnia, że poświęciłam pół niedzieli na Grzesznika i pochłonęłam go w całości. Nie często się zdarza, bym przeczytała książkę, która liczy ponad siedemset stron w ciągu jednego dnia.

Reasumując chcę Was przygotować, na naprawdę świetną powieść, należącą do kilku gatunków: fantastyki, horroru, kryminału czy thrillera. Znajdziecie tutaj wszystko, co można znaleźć w tych gatunkach. Dostaniecie kawał świetnej lektury, który tak Was zainteresuje, że nie będziecie się mogli oderwać choćby na chwilę, ponieważ to, co będzie się miało wydarzyć tak będzie Was ciekawić. Jestem przekonana, że polubicie się raz dwa z piórem autora, które jest lekkie, ale i precyzyjne. Pamiętajcie, że tutaj są brutalne, krwawe i niestety realistyczne sceny - więc jeżeli będziecie mieli później się denerwować lub bać - zastanówcie się, czy faktycznie chcecie ją poznać.
Cóż więcej mogę napisać? Że świetnie spędziłam swój czas przy lekturze, to wiecie.
Że jestem zadowolona? Też wiecie.
Że polecam? Oczywiście, że tak.

Ocena: 6/6
©Tylko magia słowa
Grzesznik to druga książka Artura Urbanowicza, którą miałam przyjemność czytać. Przyznam, że chyba pierwszy raz od dłuższego czasu przeżywam tak wielki dylemat w związku z oceną książki. Do tej pory nie wiem, czy Gałęziste, którym byłam zafascynowana podobało mi się bardziej, czy może Grzesznik przebił swoją poprzedniczkę. W każdym bądź razie, tak jak w przypadku poprzedniej książki, mam wrażenie, że autor bardzo wysoko postawił sobie poprzeczkę. Aż boję się pomyśleć i jednocześnie drżę z ciekawości co szykuje następnym razem.

Grzesznik to połączenie książki gangsterskiej (bo takie skojarzenie nasuwa się w początkowej fazie lektury), z horrorem psychologicznym. Czytając książkę udzielał mi się niepokój, który autor wlewał w swoich bohaterów.

„Suchy” czyli Marek Suchocki, to boss suwalskiego półświatka. Rządzi niepodzielnie na swoich terenach już kilka lat. Gdy dowiaduje się, że jego największy konkurent wychodzi z więzienia, próbuje doprowadzić do tego, by ten nie powrócił do gry. Wraz ze swoimi najwierniejszymi ludźmi, postanawia stawić czoła rywalowi. Niestety, to dla Marka starcie staje się tragiczne. Mężczyzna spada ze schodów, doznaje wstrząsu mózgu i zapada w śpiączkę. Po wybudzeniu okazuje się, że jego rywal, ochrzczony przez media Grzesznikiem, przejął nie tylko jego lokal, ale także ludzi. Grzegorz „Samiel” zdaje się być genialnym psychopatą. Stawia Suchego przed wyborem, albo ustąpi, albo straci wszystko. W dodatku okazuje się, że grupa Suchego została rozbita a wszystkie zagrabione pieniądze, uzbierane przez lata gangsterskiej działalności zniknęły. Ujawniają się za to przerażające zdolności Marka. Jakie? Czy Marek jest opętany? Macie odwagę by sięgnąć po książkę i się tego dowiedzieć? Jeśli tak, nie pożałujecie swojej decyzji.

Grzesznik to niesamowicie mroczna i wciągająca książka z mafijnymi porachunkami w tle, a także taka gra o tron suwalskiego podziemia. Autor manipuluje swoim czytelnikiem z bezwzględnością, jaką charakteryzuje się zło w jego powieści. Nie jest to łatwa lektura, choć czyta się ją bardzo sprawnie, ale mam wrażenie że książka wymaga od nas zaangażowania, bycia, poczucia uwięzienia. Autor zdaje się zabiegać, by czytelnik czuł się osaczony. Szczególnie, że napięcie w powieści rośnie niemal ze strony na stronę, aż po zaskakujący finał. Mam wrażenie, że wszystko w tej książce, jest zaplanowane z przerażającą premedytacją. Z drugiej strony, mam świadomość, że jestem tą powieścią tak zafascynowana, jej ogólnym wrażeniem, które na mnie wywarła, że nawet gdyby posiadała jakieś niedociągnięcia mogłabym ich nie zauważyć. Takie książki chcę czytać. Zdecydowanie.
Polecam.

Ocena: 6/6
©Kocham Cię, moje życie
Zło daje człowiekowi olbrzymie możliwości. Pozwala nabrać niesłychanej pewności siebie, częstuje najdroższymi potrawami, pobudza do nawiązywania bliskich kontaktów, gwarantuje też ucieczkę od codziennych obowiązków. Jest piękne, wygodne i niebywale kuszące. I tak, jak małe grzeszki łatwo jest usprawiedliwić, tak te o większym kalibrze okazują się zazwyczaj drogą prosto do ludzkiej zguby. Właśnie takiego bohatera, doszczętnie podatnego na otaczające go zło, kreuje Artur Urbanowicz w mocno gangsterskiej i niezaprzeczalnie zaskakującej powieści grozy. Zaczyna się mroczny spektakl, który autentycznie daje do myślenia…

Marek „Suchy” Suchocki rządzi suwalskim podziemiem. W przestępczej codzienności pomaga mu grono zaufanych ludzi, dzięki którym mężczyzna cieszy się prawdziwym poważaniem. Mafijna rzeczywistość ulega zmianie, gdy z więzienia wychodzi jego poprzednik i zamierza ponownie objąć gangsterski tron. Grzegorz „Samiel” Samielewicz, ochrzczony niegdyś Grzesznikiem, nie patyczkuje się i bez wyraźnej zapowiedzi wkracza na teren Suchego. Nieczyste porachunki kończą się wyjątkowo tragicznie – Marek spada ze schodów, doznaje wstrząsu mózgu i ostatecznie budzi się po tygodniowej śpiączce w szpitalu. Szybko okazuje się, że przeciwnik wykorzystał jego niedyspozycję, nie tylko zdobywając lokal Suchego, ale też przejmując wiernych mu ludzi. Mężczyzna nie ma wielkiego wyboru, albo ustąpi, albo zostanie pozbawiony wszystkiego, co dawało mu chociażby ochłap szczęścia. Sytuacja pogarsza się, gdy Suchy przypadkiem zauważa swoje nowe i bez dwóch zdań przerażające zdolności…

Artur Urbanowicz osiąga najwyższy poziom literackiej manipulacji. Czytelnik zdaje sobie bowiem sprawę, że fabuła Grzesznika ma drugie dno i chce tak zdyscyplinować własne myśli, aby opleść je wokół misternie przygotowanego scenariusza. Nic z tego. Gangsterska powłoka powieści, nieustannie balansująca między daleko idącym czarnym humorem a realnym poczuciem grozy, tak angażuje uwagę, że nie sposób od początku wyczuć właściwe przesłanie. Należy też zaznaczyć, że autor zmienia własne podejście, proponując nie tylko krótsze rozdziały, ale przede wszystkim rezygnując z obszernych opisów, jakimi oplótł swoją debiutancką powieść Gałęziste. Tutaj stawia przede wszystkim na cięte i celowo przerysowane dialogi, stale rosnące napięcie, a także niesłychanie żwawą akcję, która co i rusz przynosi porcję niecodziennych wrażeń. Skupiony czytelnik doskonale jednak wie, że zaproponowana zmiana stylu jest jedynie pomysłowo obudowaną podpuchą, którą autor serwuje w taki sposób, aby właściwy charakter powieści został odkryty jak najpóźniej. Niezwykle trudno przewidzieć jest tu zatem finał, który po prostu należy przeżyć i zrozumieć.

Odpowiedzi na kluczowe pytania Artur Urbanowicz ukrywa głęboko w postawie głównego bohatera, którego kreacja zasługuje na duże słowa uznania. Marek Suchocki jest mistrzem brutalnego fachu i doskonale wie, jak przekonać innych do posłuszeństwa – na Suwalszczyźnie wszyscy grają tak, jak Suchy im zagra. Mężczyzna grzeszy dla przyjemności, trudni się nie tylko przemocą, ale też zdradą, kłamstwami i brakiem krzty szacunku dla własnej rodziny. Jego pokarmem jest strach w oczach innych, ale Marek nie zdaje sobie sprawy, że od teraz żywić się będzie wyłącznie swoim strachem. Autor serwuje Suchemu wstrząsający rozkład zajęć, w którym męczące go żywe koszmary okazują się jedynie preludium do pozbawionych litości scen. Coś ewidentnie zaczyna przejmować władzę nad duszą mężczyzny – czy to możliwe, że Marek jest opętany?

Odbiorca uważnie śledzi zagadkowe poczynania Suchego, ale nie ma wątpliwości, że najbardziej intryguje go tytułowy Grzesznik. Pewny siebie, niezwykle czujny, stanowczy i bezczelnie opanowany mężczyzna, który każdorazowo tak steruje rozmową, aby jego rozmówca widział w nim najwierniejszego przyjaciela. Nietrudno zatem dostrzec, że Samiel to świetny manipulator, który za pomocą filozoficznych wypowiedzi i odpowiednio dostosowanej merytoryki jest w stanie przekonać do siebie niemal każdego, w tym nawet samego czytelnika. Odbiorca mimowolnie zaczyna bowiem uzasadniać sobie jego słowa i wsłuchuje się w nie tak, jakby ktoś realnie je obok wypowiadał. To niesamowite, jak bogaty materiał do przemyśleń wychodzi właśnie z ust Grzesznika. Transfer mądrości najbardziej wyczuwalny jest podczas emocjonujących i bez dwóch zdań angażujących spotkań, jakie odbywają ze sobą gangsterzy. Uważny czytelnik zapewne zauważy, że każda z siedmiu rozmów jest symbolicznym nawiązaniem do kolejnych grzechów głównych. Taki zabieg niezaprzeczalnie dodaje powieści religijnego wydźwięku, ale jednocześnie potwierdza, jak misterny plan przygotował autor.

Główne kreacje są dopracowane i przekonujące, ale Artur Urbanowicz równie solidnie buduje wartościowy przekaz, którego rozszyfrowanie wymaga nieco skupienia. Tu nic nie jest przypadkowe, a czytelnikowi non stop towarzyszą emocje oraz niesłabnące napięcie. Każde z przeżywanych doznań wydaje się intensywne i w pewien sposób także prorocze. Pod warstwą gangsterskiej groteski i późniejszej atmosfery grozy ukryty jest tu bowiem duży wkład obyczajowy, w którym autor celowo skupia się na brudzie ludzkiego sumienia. W zgiełku transferowanych wartości łatwo wychwycić, że czasami trzeba samotnie dotknąć dna i dopiero poprzez samorefleksję oraz społeczny reset przywrócić sobie cień szansy na poprawę własnego losu. Nierzadko na pomoc przychodzi drugi człowiek – ktoś, kto nawet nieświadomie da porządnego kopa, wysłucha zmartwień, doradzi lub zwyczajnie dotrzyma towarzystwa. Autor wyraźnie skupia się na przyjaźni, ale podkreśla przy tym, że nadmierna ufność może wyprowadzić człowieka w pole. Przy okazji pokazuje też, jak wiele może zdziałać zarchiwizowane przez niektórych słowo „przepraszam”.

Artur Urbanowicz zaskakuje nie tylko mocnymi kreacjami i fabularnymi smaczkami, ale też opisem mrocznych miejsc Suwalszczyzny, które już w Gałęzistym przyprawiały o ciarki. Powrót na budzące grozę Cmentarzysko Jaćwingów, podobnie jak obserwacja porywającej człowieka rzeki, nie mogą być sielankowe, nie mogą też sprawiać pustego wrażenia. Zaczynają się tu zatem dziać takie rzeczy, które niełatwo logicznie zinterpretować, trudno też ocenić, czy ma się do czynienia z jawą, czy może tylko ze złym snem. Koszmary są bowiem ważną częścią tego mrożącego krew w żyłach spektaklu. Nie da się też ukryć, że powieść ma paranormalny wydźwięk, a ten element może niektórych zdystansować do lektury. Podobnie rzecz ma się z licznie użytymi wulgaryzmami, które z jednej strony ranią w oko, z drugiej zaś zdają się tej gangsterskiej fabule zwyczajnie potrzebne. Nie ma jednak wątpliwości, że całokształt jest niezwykle obrazowy i może nawet posłużyć za gotowy scenariusz filmowy.

Najpierw autentycznie rozśmiesza, potem otula realnym strachem, na końcu zaś rzuca wprost na dno ludzkiego sumienia. Artur Urbanowicz zaproponował właśnie fabularną rewolucję, której mafijny charakter okazuje się jedynie zwodniczym wstępem do mrocznego finału. Z czarnego humoru wyłania się tu bowiem klarowna powieść grozy, tak niespodziewana, treściwa i przerażająca, że odbiorca pochłania jej zawartość bez zbędnej zwłoki. Ten szalenie wciągający scenariusz został rozpisany tak, aby czytelnik mógł na własne oczy zobaczyć, jak smakuje ludzki egoizm. Grzesznik to powieść niecodzienna, mroczna i zaskakująca, a przy tym uruchamiająca prawidłowe myślenie. Dla mnie to książka skazana na sukces.

Ocena: 5+/6
©Mozaika Literacka
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Pierwsze spotkanie z literaturą grozy.

    Na samym początku chcę podziękować autorowi za możliwość przeczytania książki.

    Moi drodzy, dziś zapraszam Was na spotkanie z książką, która dla mnie samej jest czymś zupełnie nowym jeśli chodzi o moją przygodę z czytaniem. Jak wiecie, albo i nie zazwyczaj czytam książki, które co prawda poruszają trudne tematy skłaniając czytelnika do przemyśleń, ale jednocześnie są dość „łagodne” w odbiorze. Stronię od tytułów podczas lektury których towarzyszyłby mi strach a na całym ciele miałabym gęsią skórkę. Taki ze mnie cykor. W związku z tym możecie sobie wyobrazić jak wielkie było moje zaskoczenie kiedy w chwili gdy na jednym z portali czytelniczych zobaczyłam zapowiedz książki Pana Artura Urbanowicza „ Grzesznik” i pomyślałam „ Ja to muszę przeczytać”. No bo gdzie ja do takich książek? Opętanie, gangi,półświatek przestępczy… Ale jako,że czytanie jest dla mnie sposobem na poznawanie czegoś nowego postanowiłam spróbować. I wiecie co się stało… ? To była najlepsza decyzja w moim życiu. „Grzesznik” jest rewelacyjny!.Pochłonął mnie bez reszty. Zanim jednak spróbuję przybliżyć Wam nieco samą fabułę utworu nie byłabym sobą, gdybym nie zostawiła Was moi kochani z pytaniem retoryczny na, które warto aby każdy z nas spróbował sam sobie odpowiedzieć zaglądając w głąb własnego sumienia.
    A mianowicie Jakim jestem człowiekiem? Czy mam odwagę spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie. „ „Jestem w porządku wobec siebie i innych,a także czy zdaję sobie sprawę z tego,że każdy mój czyn czy to ten dobry, czy to ten zły zbierze plon stokrotny?
    Jeśli dotychczas nie zastanawialiście się nad tym zapewniam Was, że lektura „ Grzesznika” niejako Was do tego zmusi zabierając Was w najczarniejsze zakamarki Waszych sumień.

    Marek Suchocki Jest bossem suwalskiego półświatka, znają go, a już na pewno słyszeli o nim wszyscy, Swoje rządy sprawuje niepodzielną, twardą ręką. Pewnego dnia jednak docierają do niego wieści, że jego poprzednik wraca do gry i chce odzyskać swój teren. Marek jak na prawdziwego gangstera przystało decyduje się na konfrontację ze swoim konkurentem. Jak możecie się domyślić w środowisku w jakim obraca się nasz bohater nie stosuje się półśrodków. Niestety dla naszego bohatera kończy się to tragicznie. Mężczyzna spada ze schodów wskutek czego zapada w śpiączkę. Po przebudzeniu okazuje się,że to dopiero początek pasma nieszczęść i niepowodzeń Suchockiego. Rzeczywistość z którą musi się zmierzyć jest niczym senny koszmar. Grupa, której był szefem rozpadła się, stracił wszystkie zgromadzone przez lata gangsterski pieniądze, a jego konkurent jest bezkompromisowym, bezlitosnym przeciwnikiem. Grzesznik jak zwykło się o nim mówić w mediach daje Markowi możliwość wyboru – albo dobrowolnie zrzeknie się władzy,albo straci wszystko. Jednak to nie koniec trudnych i niespodziewanych zmian w życiu mężczyzny, bowiem to, co do tej pory go spotkało jest niczym w porównaniu do przerażającej umiejętności jaką posiada…

    Autor posiada nietuzinkową umiejętność łączenia kilku gatunków literackich w jednym utworze. Tak też stało się w przypadku tej książki. „ Grzesznik łączy w sobie elementy powieści gangsterskiej z horrorem. Kiedy już przeczyta się pierwsze kilka zdań nie jest się w stanie oderwać od książki. Akcja nabiera tempa z minuty na minutę. Próżno tu szukać przewidywalności. Pan Artur tak doskonale zwodzi czytelnika,że nawet jeśli przez moment wydaje nam się, że już wiemy, co stanie się za chwilę okazuje się,że dosłownie jedno zdanie potrafi zburzyć wszystko podrzucając nam kolejny trop, który i tak okazuje się nie być tym właściwym. Ja próbowałam przechytrzyć Pana Artura trzy razy i trzy razy mi się nie udało.

    Kiedy zanim jeszcze sama zdecydowałam,że przeczytam tę książkę czytałam tak wiele pochlebnych, a wręcz pełnych zachwytu recenzji o niej zastanawiałam się w czym tkwi jej fenomen. Teraz już wiem. Oczywiście poza wymienionymi przeze mnie już wcześniej jej atutami zwrócić należy na dwa czynniki. Po pierwsze wspaniała, dopracowana w każdym calu kreacja bohaterów. Bohaterowie są tak wyraziści i tak trójwymiarowi, że chwilami musiałam powtarzać sobie „ spokojnie oni nie istnieją naprawdę”, gdyż myślałam sobie niejednokrotnie jak bardzo nie chciałabym spotkać ich w życiu realnym. Natomiast drugim czynnikiem jest,że autor potrafi „ malować” w psychice czytelnika słowem pisanym przerażające, przyprawiające o przeszywający strach, szybsze bicie serca i urywany oddech obrazy. Czytając te wszystkie straszne opisy bałam się tak bardzo,że nie odważyłam się czytać tej książki po zmroku. Lektura „ Grzesznika” to doskonała lekcja manipulacji, psychologi i socjotechniki.


    Cóż więcej ze swojej strony mogę powiedzieć. Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po „Grzesznika”. Na pewno w przypadku wielu z Was zmieni ona Wasze postrzeganie i rozumienie pewnych kwestii. Przyznać trzeba,że jest to tytuł dla osób o mocnych nerwach, ale z drugiej strony skoro ja strachajło dałam radę Wy też dacie. Ja wiem jedno chcę dożywotnio czytać książki Pana Artura Urbanowicza.

    Moja ocena to: 10/10

    Pozdrawiam,
    Agnieszka Kaniuk.

  • Awatar

    Horrory czy też powieści grozy nie należą to tak zwanej „mojej bajki”. Przeważnie wzbudzają we mnie jedynie zdegustowanie, a emocje, które wywołują, objawiają się przeważnie w uniesionych ze zdziwienia i politowania brwiach. W tym momencie pomijam oczywiście książki Stephena Kinga, to zupełnie inna półka i klasa autora.

    W ostatnim czasie przeczytałem dwie powieści grozy, wobec jednej z nich miałem ogromne oczekiwania, które brutalnie zostały zawiedzione. Wobec Grzesznika postanowiłem nie mieć oczekiwań zupełnie żadnych, obawiałem się jedynie tej książki, ze względu na ogromną ilość opinii, które uznawały powieść młodego autora za arcydzieło. Przeważnie bywa tak, że te wychwalone pod niebiosa, polegną w walce ze mną. A jak było z Grzesznikiem ?

    Całą historię można podzielić na dwa etapy:
    1. Suchy -główny bohater - rządzi suwalskim półświatkiem
    2. Suchy świruje
    O ile nazwijmy to część pierwsza przeszła mi gładko i bez żadnych zgrzytów, to z tą, kolejną było już trochę gorzej. Literacko, obie oczywiście wypadają nadspodziewanie dobrze, widać, ze Urbanowicz ma talent i wspaniałą wyobraźnię. Tyle, że mnie nie są w stanie przestraszyć wizje piekielne, gnijące trupy szwendające się po mieście. Nie mogę napisać co jeszcze nie jest w stanie mnie przestraszyć w tej książce, bo musiałbym zdradzać elementy fabuły. Dla mnie Grzesznik pozostanie jedynie dobrą opowiastką z morałem, która zajmowała mi czas przez ostatnie dni. Nie był to w żadnym razie czas stracony, choć pod koniec moje brwi wędrowały już górę, to przełknąłem to co zafundował mi autor.

    To raczej koniec mojej przygody z Arturem Urbanowiczem. Przyznaję oczywiście, że wziąłem do ręki jego książkę, gdyż chciałem sprawdzić czym to czytelnicy tak się zachwycają. Będzie musiało pewnie upłynąć trochę wody w rzece, zanim znowu sięgnę po powieść grozy. Zdecydowanie bardziej wolę opowieści, które bliższe są światu realnemu.

    Ocena: 4/6 ( w sumie chyba tak na wyrost)

  • Awatar

    Całkiem przyzwoity horror z morałem.

Inne proponowane
Warto zerknąć