We wspólnym rytmie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.90 / 5.00
liczba ocen: 5343
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
29.99 zł
Opis:

Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie… 

Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.

Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi? 

We wspólnym rytmie to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.

Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma. 

 

Recenzje blogerów
Jakiś czas temu miała miejsce premiera nowej książki Jojo Moyes. Pisząc nowej mam na myśli sytuację u nas na rynku, bo powieść Moyes napisała w 2009 roku. I o ile zazwyczaj raczej nie zwracam uwagi na kolejność wydawania, tutaj ma to dla mnie znaczenie. Chodzi mi o to, że kontynuacja Zanim się pojawiłeś, czyli Kiedy odszedłeś dla mnie osobiście była koszmarkiem. Tak jakby autorka straciła swoje mojo w momencie, kiedy napisała książkę na życzenie czytelników, sama nie będąc do niej przekonana. Widziałam informacje, że powstaje kontynuacja kontynuacji i powiem szczerze, że trochę się jej boję. Ale też jestem bardzo jej ciekawa – bardzo chciałabym przeczytać rzeczywiście najnowszą książkę, którą napisała i zobaczyć, jak wypada na tle tych starszych.

Bo starsze książki podobają mi się bardzo, o czym zresztą już Wam pisałam przy okazji tekstu o Dziewczynie, którą kochałeś. Jako comfort reading te książki są idealne. To klasyczne romanse, książki przewidywalne do tego stopnia, że jeśli ktoś przechodził fazę na romanse i przeczytał ich trochę w swoim życiu (jak ja), może napisać streszczenie takiej książki tylko na podstawie opisu z okładki - i pewnie niewiele się pomyli. Ale wbrew temu, co moglibyście teraz pomyśleć to nie są zarzuty. Bo ja naprawdę lubię takie książki – lekkie, idealne na 40-stopniowy dzień, ze szczęśliwym zakończeniem, pozwalające oderwać się na chwilę od własnej rzeczywistości. Pozytywne i niewymagające, na smutki, na poprawę humoru, na miłe popołudnie. Pewnie umarłabym, gdybym miała czytać tylko takie książki, ale raz na jakiś czas robię to z przyjemnością. Zwłaszcza Jojo Moyes. Jej styl pisania bardzo mi odpowiada – te książki czytają się same, nie ma zbędnych dramatów, silenia się na coś więcej, udawania ambitniejszej literatury. To książki stworzone do dawania przyjemności – taki jest cel autorki i realizuje go bardzo konsekwentnie.

A We wspólnym rytmie pozwoliło mi zatrzeć to nieprzyjemne wrażenie po Kiedy odszedłeś. Przede wszystkim lubię powieści dobrze umotywowane, jeśli książka powstaje z jakiegoś powodu. Jojo Moyes podaje tam ten powód na samym końcu, ale dla mnie to klucz do tej powieści. Inaczej wtedy na nią spojrzycie. Lubię też, kiedy autorzy lekkich z pozoru gatunków, przemycają w nich sprawy trudniejsze, cięższe i wykorzystują do poruszania społecznych tematów. I robię to w sposób elegancki, wręcz niezauważalny.

We wspólnym rytmie to typowy romans. Jest ona i jest on. I jest coś, co ich połączy. Dochodzą tutaj jeszcze różne wariacje całego procesu i wydarzeń pobocznych, których z oczywistych względów nie będę Wam zdradzać. Ale mimo że typowa, to książka ma w sobie wartość dodaną – choćby wiedza o Le Cadre Noir czy samych koniach. Moyes nie polega na jedynie na schematach, choć je wykorzystuje. Ale wokół nich buduje swój świat i wypełnia go ciekawymi postaciami, z którymi łatwo się identyfikować, które można polubić i im kibicować. Wzrusza, ale bez zbytniego sentymentalnego rozmamłania. Pokazuje, że w życiu różnie się dzieje, ale ostatecznie jakoś się układa. A ja lubię szczęśliwe zakończenia – jestem tym typem czytelnika i widza, który wychodzi z założenia, że wystarczająco dużo ma w życiu nieszczęśliwych zakończeń, żeby jeszcze w kinie musiał oglądać (czy czytać w książkach). Poznawanie świata rekompensuję sobie reportażami, ale kiedy czytam taką obyczajówkę, niczego więcej nie pragnę ponad szczęśliwe zakończenie.

Wiem, że nie wszystkim Jojo Moyes przypadła do gustu. Ja z kolei np. z niedowierzaniem czytałam pozytywne recenzje książki Dwie sekundy przed cudem. Z tego powodu chyba nigdy nie wezmę udziału w dyskusji na temat tego, co powinno się czytać (osoby stojące radykalnie za ambitną literaturą spaliłyby mnie na stosie za ilość przeczytanych w młodości Harlequinów). Ja, Jojo Moyes bardzo lubię, ale mam wrażenie, że tę jej wersję sprzed filmu Kiedy się pojawiłeś i przed modą na tę autorkę. Czekam na zupełnie nową powieść, by się w tym upewnić (lub zmienić zdanie). Jeśli będziecie mieć okazję przeczytać We wspólnym rytmie, to zróbcie to. To przyjemna lektura, dobrze napisana książka, ciekawa historia. Moyes ma w niej do przekazania coś więcej niż jedynie wątek miłosny.

Ocena 4+/6
©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Jojo Moyes ma ogromnie lekkie pióro. Jej styl pisania ma w sobie coś takiego, że każda jej książka mnie do siebie przekonuje. Historie przez nią opowiadane wydają się, jakby toczyły się obok nas. Fabułą często porusza trudne tematy, ale sposób w jaki opowiada od pierwszych stron interesuje czytelnika. Pisze przepięknie i wywołuje w czytelniku gamę emocji.

Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.

We wspólnym rytmie to niezwykła opowieść o pasji, o podążaniu za marzeniami, o walce z przeciwnościami losu. Ale także o cierpieniu i bólu. To książka pełna miłości nie tylko do drugiego człowieka, ale i do zwierzęcia. Prawdziwa opowieść z oryginalnymi postaciami i ciekawą fabułą.

Jak zwykle książka mnie oczarowała i zachwyciła. Prozę Jojo Moyes mogę kupować w ciemno, a Wam serdecznie polecam.

Ocena: 5/6
©Reading My Love
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć