Czarna Madonna
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 2.97 / 5.00
liczba ocen: 1050
Ilość stron (szacowana): 460
cena polecana: 19.20
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
19.20 zł
21.99 zł
23.54 zł
25.53 zł
26.16 zł
Pozostałe księgarnie
-30% 17.65 zł
31.90 zł
22.65 zł
23.52 zł
25.50 zł
26.80 zł
28.71 zł
31.89 zł
31.90 zł
Opis:

Nowy thriller Remigiusza Mroza już wkrótce w formie ebooka! Samolot irlandzkich linii lotniczych nie dociera do celu, znikając nad Morzem Śródziemnym. Fakty wyłaniające się ze strzępków informacji zwiastują wydarzenia o wiele bardziej przerażające niż katastrofa lotnicza…

Kontrola lotów traci łączność z boeingiem 747 nad Morzem Śródziemnym. Tragiczna katastrofa? Awaria transpondera? Porwanie? Samolot z narzeczoną Filipa na pokładzie pojawia się na radarach ponownie – tylko przez moment, w dalekiej Afryce.
Co wydarzyło się podczas lotu numer AH 3836? Mężczyzna desperacko próbuje odpowiedzieć na to pytanie. Zwłaszcza po tym, co usłyszał w telefonie, dzwoniąc w panice do Anety…
Z każdym dniem pojawia się coraz więcej elementów układanki. W jej centrum znajduje się zaś obraz Czarnej Madonny. Filip szybko odkrywa, że to nie pierwszy taki wypadek…
Nowa powieść Remigiusza Mroza zaczyna się jak thriller, ale oferuje o wiele więcej. Droga do wyjaśnienia zagadki Czarnej Madonny będzie wyjątkowo przerażająca…

CYTATY:
Osoby wierzące nie powinny bać się złych duchów. Nie mają ku temu powodów.
Recenzje blogerów
Niektórzy głośno wyśpiewują jej imię, aby w ten melodyjny sposób podziękować za matczyną opiekę oraz nieustanną przestrogę przed kuszącym nas złem. Inni natomiast pielgrzymują na Jasną Górę i godzinami modlą się przed jej nieskazitelnie czarnym obliczem. Niemal afrykański wygląd Czarnej Madonny od lat zdaje się być zagwozdką dla najlepszych badaczy, a tym samym stanowi idealny materiał do snucia najbardziej mistycznych intryg. Właśnie ten zagadkowy wizerunek Matki Bożej wykorzystuje Remigiusz Mróz, aby świadomie nadać nowej powieści mocno religijnego wydźwięku. Czy Czarna Madonna, tak hucznie promowana jako niemal rasowy horror religijny, rzeczywiście mrozi krew w żyłach?

Filip Szumski ( ps. „Berg”) planował wspólnie z narzeczoną odbyć podróż przedślubną do Ziemi Świętej, ale praca zatrzymała mężczyznę w Polsce i tym samym na pokład samolotu wsiada jedynie Aneta. Boeing 747 miał wylądować w Tel Awiwie w środku nocy, ale kontakt z maszyną urywa się gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Ponad pięciuset pasażerów dosłownie znika z powierzchni radarowej, lecz nic nie wskazuje na to, aby samolot rozbił się lub został uprowadzony. Po pewnym czasie łączność z maszyną zostaje przywrócona, ale sygnały wskazują na zaskakująco odległe punkty na mapie. Filip mocno angażuje się w sprawę zaginionego samolotu i mimowolnie dociera do przerażającego odkrycia. Wszystko wskazuje na to, że feralny lot związany jest w jakiś tajemniczy, wręcz demoniczny sposób, z katastrofą autentycznego samolotu japońskich linii Japan Airlines z 1985 roku. Na pokładach obu maszyn znajdował się bowiem obraz przedstawiający Czarną Madonnę…

Remigiusz Mróz po raz kolejny przeprowadza literacki eksperyment, aby w jawny sposób skonfrontować własne możliwości z coraz bardziej wymagającą publicznością. Tym razem autor stawia na szali dwie nowości, z czego jedna oznacza wejście w nowy dla siebie gatunek literacki – horror religijny, drugą natomiast stanowi głos głównego bohatera, gdyż to właśnie jemu polski pisarz wyznacza rolę narratora tej powieści. Pozwolę sobie najpierw przyjrzeć się klasyfikacji gatunkowej, gdyż zdaje się ona być tematem niejednej czytelniczej dyskusji. Okazuje się bowiem, że chociaż pierwszy horror Remigiusza Mroza fragmentarycznie można uznać za wywołujący dreszcze i poczucie grozy, to jednocześnie brakuje w nim typowej dla tego gatunku mglistej atmosfery oraz szczypty niedopowiedzenia, które wypełniłyby umysł czytelnika tak proszącą się tu aurą niepewności. W zamian autor regularnie drąży temat zaginięcia samolotu i skłania odbiorcę do ciągłego zadawania pytania, o co w tym wszystkim chodzi. Takie podejście spycha klasyczny strach na boczny tor, a gdy doda się do tego żwawe, choć miejscami nierówne tempo, jak również mocno mistyczne zaplecze, można spokojnie uznać, że Czarna Madonna to niemal rasowy thriller – do wyboru pozostaje jedynie, czy jest on bardziej religijny, czy może jednak katastroficzny. Osobiście stawiam na ten pierwszy.

Nietypowa dla Remigiusza Mroza narracja pierwszoosobowa początkowo wydaje się natomiast całkiem sensownym zabiegiem, gdyż akcentuje osobisty stosunek narratora do przedstawionych wydarzeń. Niestety, jest to wrażenie jedynie tymczasowe. Po chwili widać bowiem, że autor temperuje emocje głównego bohatera na tyle hardo, że ten, zamiast chociażby symbolicznie rozpaczać nad utratą ukochanej, zapomina o jakichkolwiek ludzkich odruchach i beznamiętnie wdziera się w labirynt samodzielnego śledztwa, aby własnymi siłami zweryfikować, co tak naprawdę wydarzyło się na pokładzie linii Air Hibernia. Kreacja Berga okazuje się jedną z większych kul u nogi tej powieści, gdyż ten, nieustannie buchający wszechwiedzą mężczyzna, w oczach nawet mniej uważnego czytelnika sprawia wrażenie nie tylko mało wyrazistego, ale też doszczętnie niezdecydowanego. Nawet, gdy sytuacja jasno wymaga od niego wyrażenia głębszego szoku lub przerażenia, jego reakcje są momentami tak wystylizowane, że zwyczajnie trudno uznać je za autentyczne.

Chociaż można mieć zastrzeżenia, zarówno do przypisanego gatunku, jak i do wprowadzonej narracji, to jednocześnie trzeba przyznać, że autor nadał swej powieści zaskakująco merytoryczny kształt. Remigiusz Mróz podpiera bowiem opis tragicznej katastrofy lotu Japan Airlines 123 autentycznymi zapisami nagrań z czarnych skrzynek, przeprowadza też fundamentalną analizę wybranych zapisów biblijnych, a także wyjątkowo obszernie porusza się w temacie obecności sił nadprzyrodzonych, opętania oraz egzorcyzmów. Tak intensywne wkroczenie w sferę stricte religijną może przynieść opory niezdecydowanemu odbiorcy, ale całość pokazuje, że autor nie narusza jakkolwiek zasad wiary katolickiej i drąży jedynie te skały, w których inni twórcy wiercili już wielokrotnie. Warto wspomnieć, że Czarna Madonna utrzymana jest w stylu charakterystycznym dla prozy polskiego pisarza, towarzyszy jej więc nadzwyczaj przystępny język, dość szybkie tempo, a także stale rosnące napięcie.

Nie ma wątpliwości, że popularny polski pisarz odważnie prze do przodu i świadomie otwiera sobie drzwi do kolejnych gatunków literackich. Tym razem postawił na rasowy horror religijny, ale ten odgórny przypis w mojej ocenie jest nieco krzywdzący. Przedpremierowe porównania do prozy Stephena Kinga są natomiast zbyt pośpieszne i prawdopodobnie też mylące. Możliwe, że Czarna Madonna w oczach niektórych horrorem jest, ale niezaprzeczalnie łatwiej dojrzeć w niej cechy mniej lub bardziej typowego dreszczowca. Chociaż nowy twór Remigiusza Mroza niezbyt komfortowo czuje się pod szyldem powieści grozy, to jednak wyraźnie lekki styl, odpowiednio rosnące napięcie i mocno merytoryczny wkład sprawiają, że książkę pochłania się niemal błyskawicznie. Miłośnicy twórczości polskiego pisarza powinni zatem spokojnie znaleźć w tej osobliwej fabule co nieco dla siebie.

Ocena: 4/6
©Mozaika Literacka
Wyobraź sobie, że nieznane Tobie siły pragną scalić się z Twoim ciałem. Jesteś bezbronny, wycieńczony, skołowany… Co robisz? Jak ma teraz wyglądać Twoje życie?

Czarna Madonna Remigiusza Mroza, bo to o niej właśnie mówimy, jest swego rodzaju powieścią nietuzinkową. Wyznacza granicę pomiędzy światem rzeczywistym, a światem duchowym. Być może dlatego tak wiele osób uważa ją za książkę, którą albo się kocha albo nienawidzi. Wizerunek niby był znany, ale jednocześnie miałem wrażenie, jakbym patrzył na niego po raz pierwszy. Boeing 747 miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy, jednak szybko okazuje się, że po samolocie wszelki ślad zaginął. Na pokładzie znajdowało się 520 pasażerów, w tym narzeczona Filipa, która wyruszyła na pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego. Nic nie wskazuje na zamach terrorystyczny, nie ma nawet wraku, a do kontroli lotów co pewien czas daje o sobie znać sygnał z transpondera. O co tak naprawdę chodzi i jaki jest tego wszystkiego cel? Szatan istnieje. Nie tylko jako idea, uosobienie naszych własnych demonów lub symbol zła, ale jako osoba. Po pierwsze i najważniejsze. Wiele osób właśnie ze względu na jedną rzecz, tak słabo ocenia Czarną Madonnę. O co dokładnie chodzi? Jak nie ma i nie będzie drugiego Stephena Kinga, tak nie ma i nie będzie drugiego Remigiusza Mroza. Według mnie wydawnictwo popełniło duży błąd porównując obu autorów. Dlaczego? Myślę, że tu chodzi o to, iż wielu czytelników stara się porównać twórczość Mroza do twórczości Kinga, a i również o to, że wielu z nas nie próbuje sobie zwizualizować tego co ukazuje treść. Głównie jedynym co robimy jest ślepe wpatrywanie się w tekst z nadzieją, że coś więcej się wydarzy. A może wydarzyło się, tylko my nie potrafimy tego dostrzec? Sądzę, że jest to głównym aspektem, przez który Czarna Madonna bywa słabo oceniana. Według mnie powieść, choć ukazana jako horror (dla mnie jest to bardziej thriller z elementami grozy) – jest naprawdę dobra. Nie była ona dla mnie przerażająca, lecz wierzę, że gdy pisze się tego typu historię, można odczuwać strach. Odnoszę się do tego, ponieważ samo szukanie informacji na temat egzorcyzmów może wywoływać lęk. Myślę jednak, że to, czy powieść nas wystraszy czy nie, zależy wyłącznie od naszego punktu zapatrywania się na kwestie religijne. Dla mnie książka była naprawdę dobrze napisana i jak to u Remigiusza Mroza bywa – historia zaskakuje. Dla mnie autor mógłby częściej oscylować w gatunkach typu horror, ponieważ według mnie naprawdę dobrze mu to wychodzi. Cieszę się, że nic nie jest tutaj jednostajne i monotonne, a pisarz ciągle próbuje nowych rzeczy. I być może prawdą jest, że co za dużo to niezdrowo. Dla mnie jednak mogłoby być tego wszystkiego więcej.

Ocena: 6/6
©Marionetka Literacka
Nie ma chyba czytelnika, który nie czytał, albo chociażby nie słyszał o Remigiuszu Mrozie. Z wykształcenia prawnik, z zamiłowania pisarz i biegacz. Chętnie udziela wywiadów. Nie ukrywam, że śledzę wywiady, których udziela i jestem pod coraz większym wrażeniem. Wydaje się być człowiekiem szalenie pragmatycznym i pracowitym.
Osobiście zrobiłem sobie przerwę od "wysypu" kolejnych tytułów autora, ale kiedy zobaczyłem zapowiedź Czarnej Madonny, postanowiłem poprosić o egzemplarz recenzyjny. Należę do tych szczęściarzy, którzy powieść przeczytali przed premierą.

Nie ukrawam, że miałem mieszane uczucia, kiedy otrzymałem egzemplarz. Na przedniej okładce zarys obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej - Czarnej Madonny. Dla mnie, podobnie jak dla innych katolików, jest to coś więcej niż łaskami słynący obraz. Wszakże Jasna Góra jest bijącym sercem katolickiej Polski. Bywam tam co roku i zawsze odczuwam wyjątkową moc sacrum i modlitwy pielgrzymów z całego świata.

Pierwszy rozdział rozpoczyna się dwoma mocnymi słowami: Szatan istnieje. Dla katolika są one oczywiste, chociaż czasami zapominamy o tym. Narratorem jest Filp Szumski, były ksiądz katolicki, który mieszka z narzeczoną. Otrzymał pozwolenie na ślub z Agatą, siostrą Kingi, której udzielał ślubu. Cztery lata po zrzuceniu sutanny wydarzyło się coś, co nie miało prawa się wydarzyć. W przestrzeni powietrznej zaginął samolot, w którym znajdowała się narzeczona Filipa - Agata. Filip nie wie co robić. Kolejne wydarzenia wskazują na to, że nic nie jest w porządku. Wizyta szeptuchy, mówienie w nieznanych sobie językach, brzydkie zapachy itd. To nie może być przypadek. Jako kapłan katolicki (sakramentu nie można unieważnić) wie, z czym ma do czynienia. A to dopiero początek. Seria wydarzeń, które następują w krótkim czasie, zagrażają nie tylko jemu, ale także całemu światu. Filip nie wie, co dzieje się naprawdę, a co jest ułudą. Siostra Agaty wspiera go dzielnie.

Dzieje się wiele, a Mróz jak zwykle błyszczy research'em. To bardzo podnosi range opowieści, która według mnie zostanie przetłumaczona na wiele języków, gdyż jest napisana na poziomie Dana Browna. Czarna Madonna nie jest horrorem, ale jest historią w której wiele scen budzi grozę, jak chociażby scena egzorcyzmów.
Podobają mi się przedstawione rozterki byłego księdza, który zaczyna rozumieć co tak naprawdę czuje do swojej narzeczonej.

Czarna Madonna jest książką, która ma elementy fantastyczne, ale nie tylko. Wiele zdarzeń można uznać za wielce prawdopodobne. Osobiście współczuję autorowi. Jako czytelnik odczuwałem wiele emocji, a autor zawsze ma spotęgowane bodźce.
Wydaje mi się, że ta książka wzbudzi szum na rynku wydawniczym. To nie jest kolejna opowieść o Chyłce i Zordonie, ale zupełnie inna tematyka, którą osobiście uważam za niezwykle ważną i potrzebną. Szatan istnieje. Bez względu, czy w to wierzymy, czy nie.
Polecam czytelnikom o mocnych nerwach.

Ocena: 5/6
©Pisany inaczej
Wszystko było do ostatniej chwili utrzymane w tajemnicy. Odkąd na Warszawskich Targach Książki za plecami Remigiusza Mroza pojawił się niepokojący plakat ani autor, ani wydawnictwo nie puszczali pary z ust. W końcu informacje zaczęły być wydzielane bardzo skąpo: tu kilka puzzli, tam zaproszenie na lot… Wraz z kontrowersyjną okładką z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej wywołało to z pewnością zamierzony szum. W końcu gruchnęła wiadomość: najnowsza książka Mroza będzie mieć tytuł ni mniej, ni więcej, tylko Czarna Madonna. I będzie to pełnokrwisty horror. Czy autorowi udało się mnie przestraszyć?

Filip Szumski był księdzem, jednak zrezygnował z posługi, gdy poznał Anetę. Obecnie są szczęśliwym narzeczeństwem, a już niedługo wezmą ślub. Zanim to jednak nastąpi, Aneta wybierze się w podróż - pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego: mieli to zrobić we dwoje, jednak ich opłakane finanse spowodowały, że narzeczona wybiera się w podróż samotnie. Gdy telefon budzi Filipa w środku nocy, ten jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że oto kończy się spokojny, radosny etap w jego życiu. Odtąd zaczną się mnożyć niezrozumiałe, niepokojące sprawy, tajemnice będą narastać, a sam Filip będzie musiał zastanowić się, w co wierzy i czy stoi po właściwej stronie w najważniejszej, odwiecznej walce: dobra ze złem.

Gdy okazuje się, że boening, na pokładzie którego znajdowała się Aneta, znika z radarów, wszyscy mają nadzieję, że szybko się odnajdzie. Obwinia się zawodny sprzęt, potem – terrorystów. Jednak nikt nie wysuwa żadnych roszczeń, nikt nie przystępuje do pertraktacji, na szali stawiając życie 520 osób, które znajdowały się na pokładzie pechowego samolotu. Jednak czy na pewno nikt? O co toczy się gra?

Najnowsze literackie dziecko Remigiusza Mroza jest lekko upiorne, ale taki był chyba cel pisarza: ma nas wystraszyć, lekko zniesmaczyć, wywołać dyskomfort podczas czytania. Wykorzystując tekst biblijnej Apokalipsy Świętego Jana, autor buduje opowieść o jednym z możliwych końców świata. A czegóż w tej autorskiej wersji nie ma? Są wizje rodem ze wspomnianego biblijnego tekstu, są podszepty Złego, są obrazy Czarnej Madonny, są dziwne zaginięcia samolotów (w książce przywołana jest również autentyczna historia lotu Japan Airlines 123), są w końcu najlepsi egzorcyści.
Mróz mnoży tajemnice, każąc czytelnikowi stawiać sobie kolejne pytania: co tak naprawdę stało się z samolotem? Kto jest za to wszystko odpowiedzialny? Jaki wpływ na nasze codzienne życie mają nadprzyrodzone moce? Gdzie szukać ratunku przed najgorszym złem? I co z tym wszystkim ma wspólnego tytułowa Czarna Madonna?

Odpowiedzi są dość niejasne, a wiele wątków zdaje się jakby uciętych i zostawionych w zawieszeniu. O ile to, co stało się z Filipem można moim zdaniem zostawić czytelniczemu domysłowi, o tyle wątki Anety i Kingi (jej siostry) proszą się o domknięcie. Tam, gdzie w grę wchodzą nadprzyrodzone moce można puścić wolno fabułę i zdać się na osąd czytelnika, jednak ostatnie kilkadziesiąt stron Czarnej Madonny, gdzie wszystko powinno się powoli zazębiać, zdaje się rozpadać, jakby wymknęło się autorowi z rąk. To książka, która ma intrygujący początek, świetny środek i trochę słabszy koniec. Wygląda to tak, jakby Remigiusz Mróz miał zbyt wiele pomysłów i nie mógł się powstrzymać, by nie wepchnąć ich wszystkich do jednej fabuły – czasem jednak taki nadmiar wywołuje jedynie dezorientację i ból głowy.

Nie uważam, że Czarna Madonna to klasyczny horror i nie jestem pewna, czy porównanie do Stephena Kinga nie zaszkodzi autorowi, zamiast pomóc (obym się myliła!). Kto jest obeznany z grozą i nie jest przesadnie strachliwy, może co najwyżej poczuć lekki dreszczyk na plecach. U mnie ten niepokój gdzieś uleciał, gdy zaczęłam śledzić fabularne nici i próbować rozwikłać o co tu naprawdę chodzi. To może bardziej taki paranormalny thriller religijny, w którym nie chodzi przede wszystkim o strach, a o próbę odpowiedzenia sobie na bardzo trudne pytania o to, jakie siły nami kierują i czy cokolwiek w naszym życiu tak naprawdę zależy od nas samych. To rozrywkowa książka, w której między wierszami ukryte są naprawdę poważne sprawy. I jak to powiedział sam autor: od naszej wiary zależy, jak zinterpretuje się wydarzenia opisane w powieści.

To, co mi się podobało to pomysł na fabułę i „normalni” bohaterowie. Tym razem obeszło się bez ulubionych przez autora cwaniaków. Choć świetnie czyta się słowne potyczki duetu Chyłka - Oryński to jednak każdy chyba zdaje sobie sprawę, że nikt tak na co dzień nie rozmawia. Filip to przeciętny facet, ma mnóstwo wątpliwości, daje się ponieść strachowi, nie wie, jak się zachować i szuka pomocy u innych. Nie zgrywa kozaka jak Forst, nie robi schodów z kłód rzucanych pod nogi jak Chyłka, nie jest zimnym typem jak Edling. Bardzo się cieszę, że postaci kreowane przez Mroza stają się zróżnicowane, to dowodzi, że szlifuje warsztat.

Niewątpliwie młody autor bierze również na klatę krytykę i stara się w kolejnych książkach poprawiać to, nad czym pracę sugerują czytelnicy. Jeśli wcześniej pojawiały się zarzuty, że Mróz robi niedokładny research, przy Czarnej Madonnie nie mają one racji bytu. Widać, że pisarz tym razem odrobił lekcje i porządnie wgryzł się w materię, którą miał opisać. Wynikiem tego wszystkiego jest książka, która naprawdę zaciekawia fabułą, każe przewracać szybko strony, by na koniec… zostawić czytelnika ledwie z kilkoma odpowiedziami i sporym niedosytem. Spodziewałam się większej grozy, jednak Czarna Madonna to dobra powieść katastroficzna z elementami nadprzyrodzonymi – powieść niepozbawiona wad, ale zapewniająca kilka godzin satysfakcjonującej lektury.

Ocena: 4/6

©tanayah czyta
Któregoś dnia lecący z Wrocławia do Tel Awiwu samolot… znika w powietrzu. Na pokładzie była między innymi narzeczona Filipa, głównego bohatera, która udawała się na pielgrzymkę do Grobu Świętego. Przerażony Filip zaczyna odczytywać kolejne niepokojące znaki, które prowadzą go do konkluzji, że w zniknięcie samolotu zamieszane były siły nieczyste. Od tej pory między nim a mrocznymi demonami zaczyna się nierówna walka, której konsekwencje będą większe, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Najnowsza powieść Remigiusza Mroza jest czymś zupełnie innym niż to, do czego przyzwyczaił nas ten Autor. Czarna Madonna w założeniu ma być horrorem, w dodatku horrorem religijnym. Horror, jak wiemy, powinien straszyć, i w moim przypadku to jest podstawowy problem tej książki – mnie ona ani trochę nie przestraszyła. Niestety myślę, że to sam Autor wykopał dołek pod swoją książką. Nie jestem specjalnym fanem horrorów, zwłaszcza tego typu, i nie mam specjalnie dużego porównania, ale wydaje mi się (tak podpowiada mi intuicja podpowiada), że całe napięcie, całą grozę takich powieści buduje niedopowiedzenie i niepewność głównych bohaterów, co do źródła przedziwnych zjawisk wokół nich. Czy to jedynie wytwór ich wyobraźni? Czy to ponure żarty, które ktoś sobie z nich stroi? Czy to wszystko zły sen, z którego można się łatwo obudzić? A może jednak to działanie mocy silniejszych od nich samych? Ten strach i próby racjonalizacji wydarzeń, które nie mogą racjonalizacji podlegać, napędza akcję i sprawia, że i nam, czytelnikom, mocniej bije serce. Tym czasem Mróz od razu wykłada na stół wszystkie karty i już w drugim czy trzecim rozdziale pojawiają się przypuszczenia, że to wszystko wina Złego. Później nic gorszego nie może się już zdarzyć… Dlatego w moim przypadku ta powieść nie zadziałała jak horror. Można by powiedzieć, że to wielka szkoda, ale z drugiej strony ja za horrorami nie przepadam właśnie dlatego, że nie lubię się bać. Wcale nie przeszkadzało mi, że ta powieść specjalnie nie straszy i podejrzewam, że wielu osobom też nie będzie to przeszkadzać. Jeżeli boicie się sięgać po nową powieść Mroza, bo nie lubicie tego gatunku, ale uwielbiacie jego twórczość, to spokojnie – czytajcie bez obaw!

Autor nie zawodzi też jeśli chodzi o styl i warsztat – z książki na książkę Remigiusz pisze coraz lepiej i bardzo mnie to cieszy! Czarna Madonna napisana jest naprawdę wciągająco, sprawnym stylem i dobrym językiem. Każdy kolejny rozdział zachęca, by przeczytać następny, bo zdecydowanie chcemy się dowiedzieć, co się stanie dalej! Remigiusz przeprowadził też porządny research w tematyce Kościoła Katolickiego, jego nauki i symboliki, co więcej, nie musicie się obawiać obrazy uczuć religijnych czy nadużyć symboliki, bo wszystko zostało potraktowane z powagą i dużym szacunkiem. Nie jest jednak idealnie - mój problem z tą książką związany jest z fabułą, która, owszem, do pewnego momentu jest ciekawa i wciągająca, ale pod koniec zaczyna się tak komplikować zapętlać, że, przynajmniej dla mnie, przestała być zrozumiała. Nie do końca są dla mnie jasne losy głównych bohaterów, niespecjalnie jestem też fanem zwrotu akcji w kulminacyjnym momencie fabuły… nie wiem, czy to potwierdzenie, że tego typu powieści nie są dla mnie, czy też w tym wypadku coś nie zagrało. Koniec końców Czarną Madonnę oceniam jako ciekawy eksperyment i fajnie, że Mróz zmierzył się z nowym gatunkiem, choć nie jestem wielkim fanem tej książki. Ot, po prostu dobra lektura na dwa wieczory dla wielbicieli tego Autora – moim zdaniem ma już w swoim dorobku znacznie ciekawsze pozycje!

Ocena: 4/6

©Kto czyta, żyje podwójnie
Od ponad miesiąca dostaję tajemnicze przesyłki od Wydawnictwa Czwarta Strona, w których znajdowały się fragmenty puzzli, które ostatecznie utworzyły okładkę książki wraz z datą premiery, zaproszenie oraz bilet na lot, pocztówkę z płonącym fotelem pasażerskim, mapkę przedstawiającą trasę lotu oraz pierwszy rozdział książki. Wydawnictwo, wysyłając te materiały promocyjne, chciało wzbudzić zaciekawienie wśród czytelników. Muszę przyznać, że udało im się to w 100%. Blogerzy, w tym również ja, od kilku tygodni zastanawiali się o czym będzie nowa książka Remigiusza Mroza i co równie ważne - z jakiego będzie gatunku. Okazało się, że tym razem autor nas zaskoczył i postawił na horror religijny...

Głównego bohatera Filipa poznajemy w momencie, gdy dowiaduje się, że jego ukochana Aneta wraz z innymi pasażerami lotu AH 3836 irlandzkich linii lotniczych Air Hibernia do Tel Avivu zniknęli z radaru. Po jakimś czasie jednak zlokalizowano sygnały wysyłane przez samolot w kilku miejscach na świecie, co jest niemożliwe... Filip, który przez długi czas był bardzo blisko związany z Kościołem (był duchownym), aby nie siedzieć bezczynnie, pełen złych przeczuć postanawia sprawdzić na mapie lokalizację sygnałów, które układają się w kształt heksagramu - znaku służącego do przywoływania demonów. Filip stara się połączyć telefonicznie z Anetą, jednak zamiast jej głosu słyszy swój, mówiący w nieznanym dla niego języku. Coraz więcej pojawiających się znaków wskazuje na obecność czegoś, co nie jest ani ludzkie, ani dobre. Zwłaszcza, gdy samolot bezpiecznie ląduje na lotnisku w Tel Avivie...

Jeszcze kilka lat temu jednym z moich ulubionych gatunków filmowych był horror. Jednak chyba trochę przesadziłam z ilością, bo w końcu zaczęły mnie bardzo przerażać i to nie tylko w trakcie oglądania, ale również długo po seansie. Powieści z gatunku horror właściwie czytałam bardzo mało, bo w literaturze ten gatunek mnie nie interesował. Jednak, gdy dostałam w swoje ręce Czarną Madonnę stwierdziłam, że muszę podjąć się jej lektury z dwóch powodów: z racji tego, że została napisana przez Remigiusza Mroza oraz dlatego, że działania promocyjne wydawnictwa odniosły zamierzony efekt - byłam bardzo zainteresowana fabułą. Autor nie zamierzał krążyć wokół tematu - już w pierwszym rozdziale wprowadza niepokój, który pogłębia się wraz z każdą przeczytaną stroną. Dla mnie ta książka była straszna, bo to co było w niej przerażające niestety mogło być prawdziwe. Nie występują tutaj fantastyczne, wymyślone przez ludzi wilkołaki, czy wampiry, ale prawdziwe, realne zagrożenie - demony. Na świecie zostało potwierdzonych wiele przypadków opętania ludzi przez siły nieczyste, a ja wierzę, że istnieje taka możliwość, jak również pojawienie się antychrysta. Dlatego ta książka wzbudziła we mnie napięcie, którego nie mogłam pozbyć się do ostatnich stron. Autor postawił na własną interpretację i możliwy obraz Apokalipsy według Świętego Jana, która nadal stanowi zagadkę. Głównego bohatera wrzucił w sam środek opisywanych wydarzeń, przypisując mu niechlubną rolę bycia opętanym. Opisywał to bardzo szczegółowo - od wizji, aż po smród wydobywający się z ust Filipa... Fikcja miesza się z prawdą, ale w sposób dopuszczalny, nie ma tutaj przesady. Jak zawsze research został przeprowadzony na najwyższym poziomie, a przykładem mogą być zapisy z czarnych skrzynek podczas katastrofy lotu Japan Airlines 123, która wydarzyła się naprawdę. A cóż można powiedzieć o bohaterach? Wydawali mi się tacy różni od tych, do których przyzwyczaił nas Mróz. Jednak uznaję to za plus, że w tak poważne tematyce, jaką jest religia i zapowiedź końca świata, autor postawił na całkowicie normalne osoby, pozbawione ciętego poczucia humoru i sarkastycznych uwag. To by było jednak nie na miejscu, gdyby ktoś pokroju Chyłki znalazł się w fabule…

Nie jestem pewna, czy sięgnę jeszcze kiedykolwiek po książkę z gatunku horror religijny o opętaniu przez demony. Nie dlatego, że ta książka była zła - lecz dlatego, że nie lubię się bać ani niepokoić. Jednak wiem, że amatorów dreszczyku spowodowanego strachem nie brakuje - tym osobom mogę polecić Czarną Madonnę. Ja raczej powrócę do czytania thrillerów autorstwa Mroza…

Ocena: 4+/6
©Spojrzenie EM
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Książka zaczyna się ciekawie i trzyma napięcie, temat wstępnie fajny, ale potem w pewnym momencie Autor nagle gubi wątek i cała fabuła wali się z hukiem. Przy całkiem fajnym warsztacie pisarskim (lekkie pióro, łatwość opisów, tę książkę naprawdę do pewnego momentu po prostu przyjemnie się czyta i nawet trochę przy tym boi) - zdecydowanie zabrakło pomysłu na puentę.
    Ocena: 3.00

  • Awatar

    Oj bardzo słabo. Dwa razy zastanowię zanim przeczytam następną... seria z Chyłką jest świetna ale ta książka lekko mnie rozczarowała.

  • Awatar

    Mróz w mojej ocenie słabo. Poprzednie książki wypadały dużo lepiej. Oczywiście każdy ma prawo do swojej własnej oceny, ja jednak uważam, że książka trochę rozczarowuje.

  • Awatar

    Książkę przerabiałem w audiobooku, Krzysztof Gosztyła robi świetną robotę, temat ciekawy, ale cóż trochę naciągany :) Dla "relaxu" można przeczytać.

  • Awatar

    Bzdury, bełkot, bełkot, bzdury. To wszystko co mogę napisać o tej książce. Szanowny Panie Autorze. Chrześcijaństwo nie zawiera elementów magicznych, jak również nie ma czegoś takiego jak Święto Zmarłych, jest Uroczystość Wszystkich Świętych. Niestety jakość książek Pana Mroza jest odwrotnie proporcjonalna do ich ilości. Szkoda czasu i pieniędzy.

Inne proponowane
Warto zerknąć