Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 4.18 / 5.00
liczba ocen: 293
Ilość stron (szacowana): 282
Audioteka#Audioteka - 9 urodziny
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
24.99 zł
20.14 zł
20.91 zł
21.24 zł
24.99 zł
Pozostałe księgarnie
20.24 zł
21.74 zł
22.49 zł
22.49 zł
23.74 zł
24.99 zł
24.99 zł
24.99 zł
Opis:

Oto Gizelle, angielski mastif, którego Lauren dostała na dziewiętnaste urodziny. Od tej chwili ona i Gizelle, która osiągnęła rozmiar i wagę cielaka, stały się nierozłączne. Mieszkały razem w akademiku, a potem w klitce na Manhattanie. To Gizelle została jej niezawodną przyjaciółką i powiernicą, która umie słuchać, nigdy nie krytykuje i pomaga przetrwać trudne chwile. Gdy okazuje się, że Gizelle jest ciężko chora, Lauren zabiera ją w ostatnią wspólną podróż. To ma być pasmo atrakcji i przyjemności, ale Lauren dobrze wie, że spełnieniem marzeń każdego psa jest po prostu miłość człowieka.

Recenzje blogerów
Okładka przedstawia autorkę i Gizelle. Jest to historia prawdziwa, dlatego może tak boli nie tylko samą autorkę, ale i nas, Czytelników. Ogólnie psy rasy mastif, są ogromnymi psiakami. W mieście, w którym się uczyłam często chodziła na spacery dziewczyna, z mastifem tybetańskim, który był koloru piasku, a grzywy mógłby mu pozazdrościć nie jeden lew. Autorka ma własną stronę, czy też znajdziecie ja na FB lub Instagramie. Na IG jest sporo zdjęć Gizelle - stąd też nie możecie zarzucić, że sobie to wszystko pisarka zmyśliła. Ale powracając do okładki w tle widzimy niebo, piękne, niebieskie.
Książka wydana idealnie, bez żadnych literówek, błędów. Odstępy między wierszami i marginesy zostały zachowane. Powieść niestety nie posiada skrzydełek.
Dodatkiem są w środku książki zdjęcia Gizelle i Lauren. O niektórych przygodach poczytacie w tej krótkiej, ale pięknej powieści.

Przechodząc do autorki, która zarazem jest postacią książki... Chciałabym wiele napisać. Ale mam takie chwile, gdy w głowie mam ułożone zdania, wiem co pisać, gdy nagle wszystko znika... Jestem mocno poruszona tą historią, która wydarzyła się naprawdę. Wiem, jaki to ból, gdy straci się przyjaciela, którym jest Wasz pupil. Wiem, jaki to ból gdy na Waszych oczach cierpi, umiera. To nie jest proste. Nie jest łatwe. To rozrywa serce i jest trudne do zaakceptowania. Cieszę się jednak, że Lauren miała na tyle odwagi by podzielić się ze światem swoją historią, która udowadnia nam, że przyjacielem wcale nie musi być drugi człowiek. Swoim przykładem pokazała nam, jak to jest mieć kogoś bliskiego, nie człowieka, kogoś, kim musimy się opiekować, obdarowywać miłością tak, jak człowieka. To naprawdę piękne... Tym bardziej, że pisarka robiła wszystko, by móc być blisko ze swoją przyjaciółką. Mieszkała w ciasnej klitce, ale ważne, że z Gizelle. Ważne, że były obie razem, nawet siedząc obok siebie, śpiąc było to poczucie bezpieczeństwa i wzajemnego szczęścia. Tak jak kółko wzajemnej adoracji. Przyjemnym i dostępnym piórem napisana jest ta historia, która może nie sprawi, że się popłaczecie, ale na pewno na długo zapamiętacie historię tej dwójki, która była sobie wierna do końca. Nie ma problemów ze zrozumieniem czegokolwiek. Niestety książka jest tak ciekawa, że szybko znika...

Nie mogę zrecenzować tej lektury jak pozostałe powieści. Bo jest to historia prawdziwa, nie wymyślona, fikcyjna czy fantastyczna. To się działo naprawdę. Dwieście kilka stron przekazuje nam ogromne wartości, o których zawsze trzeba pamiętać. O które trzeba dbać i które trzeba przestrzegać oraz szanować. Ta lektura uczy nas miłości i wielu innych wspaniałych uczuć, które są tak czyste i szczere, że ciężko jest znaleźć taką miłość zachodzącą u ludzi. Widzimy tutaj pełne radości przygody, które sprawiały, że uśmiech pojawiał nam się na ustach, a gdy nadchodzi ten czas, zły czas - uśmiech znika i pojawia się smutek. Ogromny smutek, który rujnuje cały zbudowany przez autorkę świat. Tyle niewykorzystanych szans, tyle miejsc, które mogłyby razem odwiedzić - jednak nie ma na to czasu. Bo śmierć odlicza minuty do tego, by zabrać przyjaciółkę do innego świata. Zdaje sobie sprawę, że nie do końca ta historia jest przyjemna, ale jak najbardziej warta uwagi. Uwagi każdego czytelnika, nawet tych, którzy nic kompletnie nie czytają, powinni poznać historię Lauren i Gizelle.
Dwa dni temu, będąc z sympatią w małym mieście, siedząc w aucie na parkingu i jedząc niezdrowe jedzenie, popatrzyłam w prawo i zobaczyłam mężczyznę i owczarka niemieckiego. Zauważyłam, że z psem jest coś nie tak. Szedł bardzo powoli, a jego tylne łapy poruszały się nie tak jak powinny. Gdy Pan otworzył bagażnik, by pies mógł wejść - owczarek podjął próbę. Lecz mu się nie udało. Nie skojarzyłam wtedy jeszcze faktu, że coś jest nie tak. Dopiero gdy właściciel chciał pomóc pieskowi, widziałam, jak złapał się przednimi łapami, a tylne były niemal nieruchome, po prostu tak wisiały. Dopiero za trzecim razem ogólnie, mężczyźnie udało się wsadzić psa do bagażnika. Oczywiście nie miał go zamkniętego, tylko miał kratkę dzielącą między tylnymi siedzeniami. Gdy przeczytałam tę powieść wczoraj, już wiedziałam, co mu jest. Ale nawet te dwa dni temu już czułam, że coś jest bardzo nie tak i współczułam psiakowi jak i jemu właścicielowi. Wszystko się może zdarzyć, ale takie sytuacje są najgorsze. Są przykre, a nie każdy właściciel potrafi zachować kamienną minę w takiej sytuacji... Mi osobiście pękło prawie serce, jak to zobaczyłam... Wiem, jak boli strata bo niejednokrotnie straciłam zwierzaki, które były moimi przyjaciółmi.

Reasumując chcę Wam polecić tę powieść z całego serca. Jest ona przepiękną, prawdziwą historią o miłości i przyjaźni, niekoniecznie człowieka do człowieka. Jest to pełna pozytywnych jak i negatywnych emocji lektura, która na długo pozostanie w Waszej pamięci i przyniesie Wam wiele wartości, o których trzeba pamiętać. To moja książkowa PEREŁKA, jedna z najlepszych powieści.

Ocena: 6/6
©Tylko magia słowa
Znacie osoby, które robią kilkuminutowy postój za każdym razem, gdy zobaczą zwierzaka? Które rozpływają się z zachwytu nad zaślinioną szczenięcą mordką i odwracają się za każdym napotkanym psem...?
To właśnie ja. Jestem zdeklarowaną psiarą, a do pełni szczęścia wystarczy mi książka, kubek kawy i mój własny mikroniedźwiadek na kolanach. Niestrudzenie poszukuję historii z tymi czworonożnymi przyjaciółmi w roli głównej, a filmy, w których występują, oglądam wręcz do znudzenia. Możecie więc tylko wyobrazić sobie moją radość, kiedy to wydawnictwo Harper Collins ujawniło swoje majowe premiery, a wśród nich znalazłam Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem, oparte na faktach stadium przyjaźni 19-latki i jej ogromnego niczym grizzly mastifa. Wiedziałam, że muszę ją mieć, przeczytać i znać - raz, bo kocham psy, a dwa...
W końcu nie od dziś wiadomo, że prawdziwie poruszające historie to te, które napisało samo życie.

Ponad 70 kilogramów żywej wagi, gracja słonia w składzie porcelany i nieskończone pokłady miłości - oto Gizelle, mastif angielski i najlepsza przyjaciółka Lauren. Jej pojawienie się w życiu dziewczyny, choć nieplanowane, daje początek wspaniałej przygodzie. Lauren staje się mieszkanką Nowego Jorku, podejmuje pierwszą pracę, dorasta i zaczyna wierzyć, że może zdobyć świat - a wszystko to u boku wiernej Gizelle.
Jednak posiadanie psa ma też swoje cienie - a najmroczniejszym i najstraszniejszym z nich jest moment, w którym trzeba powiedzieć "żegnaj". Gdy paskudny wróg atakuje kości Gizelle, Lauren stwarza dla niej "bucket list", ze wszystkich sił starając się jak najlepiej spędzić czas, który im pozostał i przygotowując się na to, co nieuniknione. Na pożegnanie.
Tym razem na zawsze.

To, że historia Gizelle zachwyci każdego miłośnika psów jest sprawą dosyć oczywistą. Tym bardziej, że opowieść o niej to nie tylko setki tysięcy znaków i literek, ale także przepiękne, kolorowe fotografie z prywatnego albumu jej ludzkiej przyjaciółki.
Lauren Fern Watt nie jest pisarką i to zdecydowanie widać - co jakiś czas w oczy rzucają się powtórzenia, a konstruowane przez nią zdania (czy myśli) są czasem porażająco wręcz proste, ale wiecie co? Absolutnie mi to nie przeszkadza, bo to nie warsztat i nie bogate słownictwo są (i być powinny) siłą Watt; jej moc tkwi w szczerości, we wzbudzaniu emocji wspólnych dla każdego psiego rodzica i pokazywaniu, że stratę przyjaciela - choć bolesną i rozdzierającą serce - można przetrwać.
Jej książka to opowieść o dorastaniu i o stawianiu pierwszych samodzielnych kroków w dorosłym życiu. O wychodzeniu z bezpiecznej (i przy okazji okropnie nudnej) strefy komfortu i o podejmowaniu ryzyka. O bólu wynikającym ze straty i o wspaniałej, pięknej psio-ludzkiej przyjaźni, której nie da się podrobić ani niczym zastąpić.
I chociaż przez ostatnie pięćdziesiąt stron prawie tonęłam we własnych łzach, to uważam, że było warto. Warto przeczytać tę książkę, poznać Gizelle i jej ogromne serducho. Jak mówią liczne internetowe memy - niczego nie żałuję. Niczego.

Książki o psach (i w ogóle o zwierzętach) to dość specyficzne opowieści. Nie muszą być napisane perfekcyjnie, prawdopodobnie nigdy nie zawalczą o Pulitzera, a ich autorzy rzadko okazują się być pisarzami z powołania, a mimo to zdobywają grono wiernych fanów i wywołują ogrom ciepłych uczuć. Podobnie jest z Gizelle. Nim zekranizują jej losy (a wiem, że już to robią), przyjrzyjcie się i jej samej, i jej historii. Jest tego warta.

Ocena: 4+/6
©Półka na książki
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć