Niespokojni zmarli
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.89 / 5.00
liczba ocen: 1012
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
34.99 zł
27.34 zł
28.69 zł
29.04 zł
34.99 zł
Pozostałe księgarnie
27.97 zł
27.99 zł
28.34 zł
29.04 zł
29.74 zł
31.49 zł
31.50 zł
32.54 zł
34.99 zł
34.99 zł
34.99 zł
Opis:

Piąty thriller Simona Becketta z Davidem Hunterem w roli głównej. Przed antropologiem sądowym kryminalna zagadka, która tylko z pozoru wydaje się łatwa do rozwiązania…

Piątkowy wieczór, konsultant w dziedzinie medycyny sądowej, doktor David Hunter, odbiera telefon inspektora Lundy'ego z komendy w Essex.
Na wybrzeżu wyspy Mersea znalezione zostają zwłoki w stanie głębokiego rozkładu. Miejscowa policja prosi Huntera o pomoc przy ich wydobyciu i identyfikacji.
Śledczy podejrzewają, że to ciało Leo Villiersa, syna wpływowej miejscowej rodziny, który zaginął wiele miesięcy temu. Istnieją przypuszczenia, że miał romans z mężatką, Emmą Derby, pozbył się kochanki i popełnił samobójstwo. Gdyby jednak wszystko było takie proste...

CYTATY:
Jeżeli nie żyjesz własnym życiem, już jesteś martwy.
Recenzje blogerów
Postać doktora Davida Huntera z powieści Simona Becketta ma niewątpliwie wielu fanów. Przyznaję, jestem jedną z nich. Zaczynając od Chemii śmierci, przez Zapisane w kościach, Szepty zmarłych, Wołanie grobu śledziłam poczynania antropologa sądowego, sympatycznego, wyważonego i błyskotliwego dr Huntera, a Beckett zawsze potrafił mnie zaskoczyć, przykuwał do fotela i elektryzował opisami z miejsc zbrodni i prosektorium. Tym razem niestety Hunter się … zmacerował.

Doktor David Hunter zostaje poproszony o pomoc w wyłowieniu i identyfikacji zwłok będących w stanie mocno posuniętego rozkładu. Miejscowa policja w Essex podejrzewa, że jest to ciało zaginionego wiele miesięcy temu Leo Villiersa, syna bardzo wpływowego przedsiębiorcy, szarej eminencji. Czy Leo miał romans z mężatką Emmą Derby? Gdzie jest Emma? Czy Leo popełnił samobójstwo? Dlaczego ojciec Leo tak bezkompromisowo chce zakończyć śledztwo będące jeszcze w zalążku? Pytania się mnożą, a odpowiedzi jak na lekarstwo.

Beckett ma lekkie pióro. Jego książki przyjemnie i szybko się czyta, a dodatkowo przyprawiają o szybsze bicie serca. Jednak tym razem miałam wrażenie, że autor działał na pół gwizdka, zabrakło pary, wszystko było takie bez energii i życia. Skok akcji pod koniec książki, to trochę za mało. To było jak próba reanimacji, alei finalnie „pacjenta”, w moim odczuciu, nie odratowano.

Z czym będą mi się kojarzyć Niespokojni zmarli? Z wszechogarniającą wodą, która przelewała się niemal przez każdą stronę powieści. Jeśli autor miał taki zamysł, to zadanie wykonał śpiewająco. Stworzył ciekawy klimat, skomponował skomplikowaną zagadkę, jednak tym razem czegoś mi zabrakło. Historia snuła się jak niemal wyschnięty strumyczek, a po Beckett'cie spodziewałam się co najmniej górskiego potoku i siklawy w jednym, bo do tego mnie przyzwyczaił. Jeżeli będą kolejne książki z Robertem Hunterem, to na pewno sięgnę - nie łatwo mnie zrazić, jeśli wcześniej skradło się moje serce - a tę powieść oceniam na +3.

PS. Zadziwiło mnie dwukrotnie powtórzone sformułowanie: "brzmią jak pijane labradory". Labradorkę mam, pijana nigdy nie była, więc może dlatego ciężko mi sobie wyobrazić jakie odgłosy wydobywałyby się z jej gardzieli.

Ocena: 3+/6
©Na czytniku
Hunter w wodnistym zaułku / Simon Beckett Niespokojni zmarli

Dr David Hunter powraca po 6 latach w thrillerze medycznym pt. Niespokojni zmarli. Następca Wołania grobu pojawił się na horyzoncie, przynajmniej dla mnie, zupełnie nagle i nieoczekiwanie. Po pierwsze dlatego, iż w międzyczasie ujrzały światło dzienne dwa inne, niezwiązane z cyklem, tytuły, tj. Rany kamieni – wybitnie nieudany, najgorszy twór pisarza, który (o zgrozo) przeczytałem – oraz Zimne ognie, od poznania których odstraszyły mnie skutecznie napływające zewsząd nieprzychylne opinie. Po drugie regularnie obniżający się poziom twórczości Becketta, który wprawdzie zaczął rewelacyjnie od Chemii śmierci i Zapisane w kościach, następnie resztkami artystycznego polotu wykreował wciąż bardzo dobre Szepty zmarłych, ale już od 2011 r. i Wołania grobu owoce pracy twórczej zaczęły się wyraźnie nadpsuwać, czego dobitnym przykładem są wspomniane Rany kamieni. Powiem szczerze, że skreśliłem już serię z antropologiem sądowym w roli głównej: raz, że minęło tyle lat, dwa, nic nie wskazywało, iż Hunter wróci. Stąd też na fali zaskoczenia nowym tomem, niedawno obchodzonych urodzin oraz wciąż żywego sentymentu do początkowych dzieł pisarza, sprawiłem sobie tę oto książkę.

Beckett umiejscawia akcje swoich powieści tylko tam, gdzie sam miał okazję przebywać. W tym przypadku pisarz zabiera nas na angielską prowincję, do hrabstwa Essex, niedaleko Chelmsford: Na wybrzeżu wyspy Mersea znalezione zostają zwłoki w stanie głębokiego rozkładu. Miejscowa policja prosi Huntera o pomoc przy ich wydobyciu i identyfikacji. Śledczy podejrzewają, że to ciało Leo Villiersa, syna wpływowej miejscowej rodziny, który zaginął wiele miesięcy temu. Istnieją przypuszczenia, że miał romans z mężatką, Emmą Derby, pozbył się kochanki i popełnił samobójstwo. To właśnie wokół postaci Leo i Emmy zogniskowane będzie śledztwo. Odnalezione zwłoki prowadzą do szeregu zdarzeń sprzed wielu miesięcy. Widać, że woda miała już dość ludzkich tajemnic i okrucieństw.

(…) wydarzenia, które mnie tu sprowadziły, były tylko ostatnimi konsekwencjami zbrodni, której korzenie tkwiły w przeszłości…

Tym razem Beckett zabiera czytelnika w zupełnie nowe środowisko. Witajcie w krainie wszechobecnej wilgoci, usłanej bagnami, mokradłami i błotem, w miejscu nieustannego cyklu odpływów i przypływów, gdzie woda słodka permanentnie miesza się ze słoną, a każda większa ulewa przeobraża strumyki w groźne rwące rzeki, która dla laika spoza okolic stanowią poważne zagrożenie życia i zdrowia. (Jak zwykle w takich sytuacjach przydałaby się mapa, której niestety nie uświadczymy, co moim zdaniem stanowi spore zaniedbanie.) Nieznajomość specyfiki terenu, gapiostwo oraz prześladujący pech dają się również mocno we znaki naszemu bohaterowi. Początkowa rola, jaką będzie odgrywał dr Hunter w owej sprawie zaskoczy nie tylko czytelnika, ale i jego samego. Mimo to protagonista nie będzie mógł narzekać na niedostatek wrażeń, biorąc pod uwagę odosobnienie tegoż rejonu.

Niespokojni zmarli to niczym połączenie najlepszego dzieła Becketta (tak, cenię drugą część, Zapisane w kościach, wyżej aniżeli debiut) z tym najgorszym (Rany kamieni). Pytanie tylko, co ostatecznie wypłynie na wierzch?

Tutaj króluje woda, a Zapisane w kościach, pomimo odciętej od świata wyspy Runy z jej tajemniczymi kurhanami rodem z Psa Baskervillów, to domena innego żywiołu - ognia. I podobnie jak w Ranach kamieni, Hunter w piątym tomie również poznaje pewną osobliwą (i niepełną) rodzinę. Zresztą nie brakuje bezpośrednich odniesień do obu wcześniejszych tytułów.

W tej powieści woda jest zarówno współtowarzyszem zbrodni - bo ukrywa i przechowuje jej owoce - jak i świadkiem gorszących scen. Fabuła odkrywana jest stopniowo i powoli. Czytelnik nie doświadczy zwalającej go z nóg dozy spektakularności.

Hunter musi zmierzyć się ze środowiskiem wodnym, a to realia zupełnie odmienne od tych, w których się wyspecjalizował, tj. badania zwłok odnajdywanych na lądzie. Inna sprawa to stworzenia wodne, które nie są dostarczycielami żadnych pożytecznych dla antropologa informacji, np. co do długości przebywania zwłok pod wodą, w przeciwieństwie do lądowych padlinożerców albo słynnych po Chemii śmierci much plujek. Dowiemy się, jak zwykle u Becketta, wiele ciekawego zarówno o stopniu rozkładu, jak i cechach charakterystycznych zwłok będących pod długotrwałym wpływem wody, tlenu oraz światła. Jak powstaje na zwłokach warstwa tłuszczowosku? Albo na czym polega zastosowany przez Huntera test Kopciuszka? Na tym przykładzie pokazano, że mimo stopnia zaawansowania medycyny sądowej i technik wypierających metody bezpośrednie, najprostsze i najstarsze sposoby często okazują się tymi najlepszymi.

Hunter jako bohater stracił ikrę już w przeciętnej czwartej części (Wołanie grobu) sprzed sześciu lat. Protagonista stał się miękkim jak galareta, ckliwym typem, a sam Beckett najwyraźniej zapomina się w proporcjach dzieła i nadużywa miłosnych rozterek swojej głównej postaci zamiast koncentrować się na idei świetnego thrillera. Mimo że Hunter bardziej niż o sprawie, myśli o pewnej miejscowej damie, wszystkie odkrycia i przełomy dochodzenia i tak padają jego łupem. Doktor pozornie nic nie robiąc, nie prowadząc oficjalnego śledztwa, zawsze znajduje się tam, gdzie coś się dzieje albo przyciąga do siebie różne znaleziska. Tak jak pisałem, David jest niemrawy jak śnięta ryba – raz tylko za sprawą błyskotliwej dedukcji dokonuje znaczącego odkrycia. Swoją drogą, to, co obrzydliwego i potwornego skrywała otaczająca okolice woda, może przyprawić o koszmary nocne. Wypada tylko współczuć mieszkającym tam ludziom. Reszta bohaterów absolutnie niczym się nie wyróżnia; tacy, jakich wielu spotyka się w książkach, zbyt łatwo idzie o nich zapomnieć. Natomiast służby mundurowe cechuje nieudolność – Hunter nawet podczas zwykłej kolacji albo wieczornego spaceru jakimś trafem wpada w wir kluczowych wydarzeń, a policja niby jest, ale zupełnie niczego nie odkrywa, jedynie reaguje (po fakcie) na to, co pada łupem antropologa.

Kolejny ściągający powieść na dno element to podciąganie wyjaśnień, byle tylko pasowały do tego, co Beckett wcześniej napisał, nie zwracając przy tym uwagi na wiarygodność. Uzasadnienia serwowane przez pisarza momentami wydają się komiczne i naciągane. Motyw jednych z odkrytych zwłok pasuje nijak do prezentowanej historii, nie odgrywając żadnej znaczącej roli w fabule. Po co więc jest? Ogółem, spośród wielu wątków zabójstw i zwłok, tak naprawdę tylko jeden uważam za naprawdę udany – ten, który korzeniami sięga najdalej wstecz.

Od poziomu Zapisane w kościach czy Chemii śmierci piątej część cyklu dzieli stos zwłok w daleko posuniętym rozkładzie, nie mam co do tego wątpliwości, choć z drugiej strony książka jest jednak lepsza od skrajnie nieudanych Ran kamieni. Dobre i to. Głównym walorem – pod tym względem nic się nie zmieniło – są sceny antropologa z samymi zwłokami, ich analizowanie oraz wnioskowanie na podstawie stopnia rozkładu; epizody w prosektorium to nadal największy atut książki i znak firmowy całej serii, ale jednak jak na 500 stron, ma się wrażenie, że fragmenty te zostały rzucone w mętną wodę i poza nimi niewiele wartościowego czy oryginalnego można tu, w tej beckettowskiej zawiesinie, znaleźć. Gdyby natomiast Beckett wydał publikację poruszającą tylko kwestię zawodu antropologa sądowego, podniósłbym ochoczo palec prawej ręki i stuknął w „kup teraz” na jednej z internetowych witryn.

Na stole prosektoryjnym pozostała upiorna, patykowata postać, przypominająca bardziej anatomiczną karykaturę niż istotę ludzką. Na tym jednak procedura się nie kończyła. Ostrożnie przeciąłem tkankę chrzęstną stawów, stopniowo rozbierając szczątki na części jak tuszkę kurczaka. Oddzielone fragmenty ciała włożyłem do wielkich kotłów ze słabym roztworem detergentu, które ustawiłem w wyciągu laboratoryjnym, aby gotowały się na wolnym ogniu przez całą noc.

Podsumowując. Beckett swoimi dwoma pierwszymi częściami cyklu o dr Hunterze wystrzelił niczym z katapulty, pozostawiając po sobie na długo doskonałe wrażenie. Natomiast piąty tom być może pozwala na w miarę szybkie i przyjemnie dobrnięcie do 1/3 zawartości książki, jednak z czasem towarzyszy nam coraz mocniejsze wrażenie osiadania na mieliźnie. Autor zaczyna się rozdrabniać, pisać rozwlekłe, zapominając o odpowiednim tempie, a zamiast swoistej sinusoidy wrażeń serwuje jednostajność. W takiej sytuacji jedyną deskę ratunku stanowi napawanie się scenami badań zwłok w prosektorium.

Zakończenie książki jest zwyczajnie rozmyte. To tak, jakby w ekspresie do kawy pomylić się i ustawić zbyt wysoki poziom wody potrzebnej do jej zaparzenia. Wiadomo, co wtedy wyjdzie. David Hunter jest bezbarwny, przezroczysty, zlewa się w jeden strumień nijakości z resztą tu występujących i często przerysowanych bohaterów, będących niejednokrotnie tylko atrapami, od których odbija się fabuła.

Natomiast brawa za prosektorium, oklaski za wprowadzenie nowego (wodnego) środowiska, za nastrój epilogu – wymagana znajomość Zapisane w kościach, aplauz za część wątków samych morderstw. Na pewno czeka nas kontynuacja! Ale, jak pokazuje nieubłagany czas, najlepszy okres pracy twórczej Becketta miał miejsce…dziesięć lat temu(!). A Niespokojni zmarli nie umywają się do tego, co najlepsze w tej serii, toną w przeciętności, a gdy czytam opinie innych, że oto mamy do czynienia z najlepszą pozycją całego cyklu, to czuje, że szybko nabieram wody i opadam na muliste dno…

Na koniec wypadałoby spotkać się z Beckettem, uścisnąć sobie dłonie, podziękować za dwie rewelacyjne i jedną bardzo dobrą część serii z Hunterem, a następnie rozejść się w pokoju, w przeciwieństwie do tytułowych zmarłych. Wysechł już doszczętnie mój wodny rezerwuar, opustoszał z wcześniejszego nerwowego wyglądania kolejnych losów antropologa. Żegnaj, Simonie. Żegnaj, Davidzie.

Ocena: 3/6
©Dobra Komplementarne
Niespokojni zmarli to piąty tom serii o Davidzie Hunterze, genialnym antropologu sądowym, który z ogromnym zaangażowaniem podchodzi do każdej sprawy, w którą zostaje wplątany! Tym razem trafia na wybrzeże wyspy Mersea, gdzie zostają znalezione zwłoki w stanie głębokiego rozkładu. Jednak co to dla niego?! Jest w stanie poradzić sobie z takim wyzwaniem. Śledczy podejrzewają, że może być to ciało Leo Villiersa, który zaginął kilka miesięcy temu. Podobno miał romans z mężatką, ale nie był w stanie sobie poradzić z presją, zabił ją, a potem popełnił samobójstwo. Ale to byłoby zbyt proste rozwiązanie… Zdecydowanie za proste.

Twórczość Simona Becketta cenię sobie przede wszystkim z powodu trzech rzeczy. A może i czterech. Pierwsza z nich to dokładne opisy miejsc zbrodni oraz pracy antropologa sądowego. Ten człowiek zawsze rozpoczyna swoje książki z przytupem. Pragniecie rozległego opisu tego, co się dzieje z człowiekiem po śmierci? Proszę bardzo, Simon Beckett Wam to zapewni. Ale ostrzegam! Lepiej czytać to na pusty żołądek. No, chyba że ktoś jest już w takiej znieczulicy jak ja, to spokojnie można podjadać ciasteczka. Druga sprawa to główny bohater – David Hunter jest naprawdę dobry w tym, co robi. Lubię go za zdrowy rozsądek, upór i pasję. A także za taki stoicki spokój. To świetny obserwator z bardzo analitycznym umysłem. Aż się boję, że byłby z niego genialny psychopata. Kolejne dwie sprawy łączą się ze sobą… Cała seria jest utrzymana w taki jednolity sposób, na zrównoważonym, odpowiednim poziomie, jednakże autor zawsze potrafi mnie czymś zaskoczyć! Te dwa elementy świetnie się ze sobą łączą i sprawiają, że naprawdę lubię sięgać po książki Becketta.

Autor w bardzo subtelny sposób wprowadza do swoich kryminałów wątek obyczajowy, mający na celu przybliżenie nam postaci głównego bohatera i jego życia osobistego. Nie przekracza granicy dobrego smaku – nie lubię, gdy w tego typu literaturze samo śledztwo schodzi na dalszy plan, a główne skrzypce zaczyna grać inny motyw. Simon Beckett widocznie podziela moje zdanie, jak i zapewne wielu innych czytelników, bo stawia przede wszystkim na dochodzenie w sprawie morderstwa, tym bardziej, że pierwsze znalezione zwłoki nie są tutaj jedynymi. Sprawa rozwija się w dosyć dziwnym, można wręcz napisać bardzo tajemniczym kierunku, dlatego aby nie zagubić się w rozwoju wydarzeń polecam czytać tę książkę w ciszy i spokoju.

Choć tak jak wspomniałam powyżej, Simon Beckett nie stroni od tego, aby przybliżyć nam życie głównego bohatera, tak każda kolejna książka z tej serii jest odrębną historią i David Hunter musi się zmierzyć z nowym zadaniem. Jednak jeżeli faktycznie chcemy mieć pełnowymiarowy obraz sytuacji i tej serii, to chyba najlepiej będzie czytać ją zgodnie z odpowiednią kolejnością. Okazuje się bowiem, że głównego bohatera nadal męczy przeszłość, wręcz go ściga i nie daje mu odpocząć. Wydaje mi się, że autor w pewnym momencie może doprowadzić do ostatecznego starcia Huntera z tym, co go tak męczy. To z pewnością będzie niesamowite, choć może być też nieco bolesne – w sumie nie wiadomo, jakie plany ma Beckett, a całkiem możliwe, że w pewnym momencie nie pozostawi on na czytelnikach suchej nitki.

Niespokojni zmarli to bardzo przyjemna powieść, ze świetną okładką, która ładnie odzwierciedla klimat tej przygody Davida Huntera. Myślę, że może to być jeden z moich ulubionych antropologów sądowych, oczywiście zaraz obok bohaterki książek Kathy Reichs, czyli Temperance Brennan. Swoją drogą, spotkanie tych dwóch postaci byłoby genialne! Może Reichs i Beckett powinni pomyśleć o jakimś crossoverze? Hunter i Brennan razem w akcji… To byłby ogień!

Simon Beckett po raz kolejny mnie nie zawiódł. Zaoferował mi wciągającą, świetnie napisaną powieść, z dobrze wykreowanymi bohaterami, z którą bardzo miło spędziłam czas. Jestem przekonana, że w ciemno sięgnę po jego kolejną powieść, zapewne nie tylko tę z serii o Davidzie Hunterze. Ten autor ma naprawdę sporo do zaoferowania! Choć jego książki są w pewien sposób skomplikowane i nieprzewidywalne, to charakteryzuje je taka swoista lekkość. Czyta się je naprawdę bardzo przyjemnie, dlatego serdecznie polecam!

Ocena: 4+/6
©BookeaterReality
To, co zostaje z człowieka po śmierci, to istna groteska. Wymuszone pośmiertnie w przerażającym grymasie twarze, niejednemu człowiekowi potrafią spędzić noc z powiek. Dlaczego, pomimo tego, iż przeczytałam jedynie książkę, czułam tak narastający we mnie niepokój?

Simon Beckett jest mi najlepiej znanym autorem thrillerów, który w tak szczegółowy, ale za to, jak bardzo interesujący sposób ukazuje proces rozkładu ludzkich zwłok. Na kolejną powieść autora, w której głównym bohaterem jest doktor David Hunter, musieliśmy czekać siedem lat. Czy warto było czekać? Jeżeli nie żyjesz własnym życiem, już jesteś martwy. Tym razem autor zabiera nas na mokradła, a dokładnie na wybrzeże wyspy Mersea, gdzie znalezione zostają ludzkie zwłoki w stanie daleko posuniętego rozkładu. Śledczy podejrzewają, że być może jest to ciało syna wpływowej miejscowej rodziny, który zaginął wiele miesięcy temu. Tylko, czy wszystko jest takie proste? Miałem wrażenie, że gdy już oczyściliśmy atmosferę, dobrze się dogadujemy i mimo powodu mojej obecności tutaj lubiłem jej towarzystwo. Czułem, że ona odbiera to podobnie. No tak, nic nie pomaga lepiej się z kimś porozumieć niż wspólne znalezienie kawałka zwłok. Czytając Niespokojnych zmarłych czytelnik ma poczucie tego, jak samotny i zdany na siebie jest wśród niepokojących wydarzeń, które kierują naszą psychiką w danym momencie. To wrażenie przypomina labirynt, który z każdym naszym krokiem coraz bardziej się zapętla, a nam coraz trudniej jest się z niego wydostać. Z pewnością te lata ciągłego wyczekiwania, nie poszły na marne, bo oto dostajemy świetnie napisaną, poruszającą czytelnika historię z naprawdę dopracowanym tłem, mroczną i „brudną”, jak ukazane w powieści mokradła aurą oraz rzeczywistymi bohaterami. Czasem spotykamy ludzi, co do których od razu mamy uczucie, że znaliśmy ich całe życie. O innych po prostu się ocieramy, niewiele czując i nie robiąc na nich większego wrażenia. Główny wątek, mianowicie: kto zabił? Jest z jednej strony oczywisty, jak i nie za bardzo. Dlaczego? W pewnym momencie powieści, moje myśli skierowane były na jednego osobnika i trzymałabym się tej myśli dalej, jednak autor tak zagmatwał całą historię, że ja, już kompletnie zdezorientowana, skierowałam swoje myśli na zupełnie inny tor, by dowiedzieć się, że jednak wcale nie byłam taka głupia. W tej książce jest wiele niedopowiedzeń, które czynią tę powieść jeszcze bardziej interesującą. Polecam ją każdemu fanowi mocnych wrażeń oraz osobom, które nie wierzą w to, jak wielką moc mają książki, i że naprawdę mocno działają na nasze odczucia oraz podświadomość. Jednocześnie odradzam ją osobom wrażliwym, gdyż nie każdy jest odporny na wszechobecne opisy ludzkich zwłok.

Ocena: 6/6
©Marionetka Literacka
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Dobre, aczkolwiek jak zawsze aż za krótkie.... trzyma w napięciu od początku do końca...
    Niestety obawiam się że to może być ostatnia z serii :) no ale cóż nic co dobre nie trwa wiecznie!

    Pozdrawiam

Inne proponowane
Warto zerknąć