Tysiąc pięter

średnia ocena: 3.67 / 5.00
liczba ocen: 8386
cena od: 22.39
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 22.39 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
22.39 zł
Opis:

Manhattan. Rok 2118. Sercem Nowego Jorku jest tysiącpiętrowa Wieża dla wybranych. Jest tam wszystko, czego potrzeba do życia. Im ktoś bogatszy, tym wyżej może mieszkać.

Avery, zaprojektowana genetycznie idealna siedemnastolatka, wraz z bogatymi rodzicami i przybranym bratem Atlasem mieszka na tysięcznym piętrze Wieży. Avery skrywa pewien sekret – Atlas jest dla niej kimś więcej niż tylko bratem. Kocha się w nim również jej przyjaciółka Leda. Jednak jest to nieszczęśliwe uczucie, które wpędza ją w uzależnienie. Sytuację dziewczyny komplikuje podejrzenie, że coś dziwnego łączy jej ojca z Eris, koleżanką Ledy mieszkającą na jednym z niższych pięter... Nikt z bohaterów nie zdaje sobie sprawy, że jest ktoś, kto zna ich tajemnice i może je wykorzystać do swoich celów.

 

CYTATY:
Miłość to nie to samo co zaufanie.
Recenzje blogerów
Są takie książki, które budzą spore zainteresowanie czytelników jeszcze przed oficjalną premierą - znajdując się w czołówce najbardziej oczekiwanych tytułów - a potem jakoś słuch po nich ginie w natłoku innych nowości wydawniczych. A Tysiąc pięter autorstwa Katharine McGee, przynajmniej biorąc pod uwagę zagraniczny booktube, jest jedną z nich. Mam wrażenie, że odkąd pozycja ta faktycznie trafiła na półki nie słyszałam za wiele opinii na jej temat. Nie zmienia to jednak faktu, że polska premiera nie obyła się bez rozgłosu - wydawnictwo Moondrive jak zwykle pod tym względem nie zawodzi, a i blogerzy, w tym ja sama, dorzucili swoje trzy grosze plotkarskimi postami. Tylko czy rzeczywiście warto?

Wieża to monumentalny budynek o 3200 m wysokości, zbudowany w samym centrum Nowym Jorku, w miejscu dawnego Central Parku. Liczący tysiąc pięter wieżowiec zamieszkiwany jest przez najróżniejsze warstwy społeczne, a zajmowany apartament jest równoznaczny z pozycją jego mieszkańców. Avery, Eris i Leda należą do grona uprzywilejowanych - ich życie to ciągłe imprezy i zakupy, podczas gdy Rylin i Watt muszą się liczyć niemal z każdym wydanym groszem i szukać szansy na wspólny zarobek. Łączą ich jednak dwie rzeczy. Każdy z piątki nastolatków skrywał przed światem jakąś tajemnicę - nielegalne zachowania, problemy rodzinne, uzależnienie czy miłość do niewłaściwej osoby; i każdy tego feralnego wieczora, gdy po raz pierwszy od dwudziestu pięciu lat istnienia Wieży ktoś z niej spadł, znajdował się na tysięcznym piętrze.

Tysiąc pięter, debiut literacki amerykańskiej autorki Katharine McGee, jest bardzo specyficznym typem powieści, które idealnie podsumowuje porównanie do takich autorek jak Cecily von Zieger (znanej z serii Plotkara), Sary Shepard (twórczyni takich serii jak Słodkie kłamstewka czy Gra w kłamstwa) czy, może nieco mniej popularnej, Lisi Harrison (którą może kojarzycie z serii Elita czy też Alfy). To prawda, McGee zdecydowanie zmienia scenerię dla rozgrywających się wydarzeń i osadza akcję w futurystycznym Nowym Jorku w 2118 roku, gdzie wszelakiego rodzaju komputerowe urządzenia i inne udogodnienia znajdują się na porządku dziennym, a monumentalna Wieża, która w pewnym momencie wydaje się być miastem w mieście, stanowi centrum wszechświata. Ale pomijając miejsce i czas wydarzeń Tysiąc pięter posiada klimat przywołanych serii młodzieżowych.

Bohaterowie wykreowani przez Katharine McGee nieustannie znajdują się w centrum jakiś dram - miłosne zawirowania, kłótnie o facetów i pozycje, a w tle nieustające imprezy, lejący się strumieniami alkohol, narkotyki i niewyobrażalne ilości pieniędzy. Problemy przed jakimi stają postacie raczej trudno przyrównać do tych z jakimi na co dzień mierzymy się my, zwykli szarzy ludzie. A ponad to na próżno szukać w twórczości McGee jakiejś głębi i drugiego dna. Ale równocześnie autorka idealnie wpisuje się w typowe wymogi guilty pleasure, które doskonale sprawdziłoby się w formie serialowej teen dramy. I nie zdziwię się jeśli The CW przeniesie kiedyś ów historię na mały ekran.

Samą fabułę napędza tajemnica tego kto stał się pierwszą ofiarą Wieży i jak do tego doszło. O samym wypadku dowiadujemy się już w prologu, ale następnie cofamy się nieco w czasie i poznajemy wydarzenia poprzedzające imprezę naprzemiennie z pięciu perspektyw - Avery, Ledy, Eris, Rylin i Watta. Nieco żałuję, że na odpowiedzi czekamy aż do finału, ale podsyca to moją ciekawość na drugi tom. Sama narracja przypomina tą znaną z powieści Sary Shepard. A choć nieustannie zmieniająca się perspektywa może drażnić, mnogość wątków powoduje, że nawet jeśli któryś nie przypadł Wam do gustu, wciąż możecie się dobrze bawić przy lekturze. Katharine McGee wprowadza także dużą różnorodność jeśli chodzi o bohaterów - mają oni odmienne kolory skóry, pochodzenie i pozycje, a także orientacje seksualną.

Tysiąc pięter nie jest powieścią wybitną i nie będę Was przekonywać, że jest to premiera, po którą koniecznie musicie sięgnąć. Sposób narracji i problemy bohaterów niejednokrotnie wzbudziły moją irytację, a jeśli nie przepadacie za teen dramami w jakiejkolwiek postaci, historia Katharine McGee nie jest czymś dla Was. Ale pomijając pewne aspekty, można się przy lekturze Tysiąca pięter po prostu dobrze bawić. Futurystyczny świat Wieży jest ciekawym twistem dla historii tego typu, i to nawet jeśli stanowi jedynie tło, a jeśli należycie do wielbicieli twórczości Cecily von Zieger, Sary Shepard czy Lisi Harrison, koniecznie sprawdźcie debiut Katharine McGee.

Ocena: 3/6
©Złodziejka książek
Czy książka Tysiąc Pięter jest dobrym debiutem literackim? Czy ma szansę zyskać grono wiernych fanów? Czy Katharine McGee stworzyła coś oryginalnego? Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem niezwykle wymagającym czytelnikiem. Nie raz dogłębnie analizuję całą powieść pod różnymi kątami i staram się być obiektywna, ale naprawdę wiele potrzeba, żeby mnie zaskoczyć i wbić w fotel. Im więcej książek poznaję, tym większe są moje oczekiwania. Debiut McGee to powieść skierowana typowo do młodzieży, polecana przede wszystkim fankom bestsellerowej serii Pretty Little Liars, dlatego też miałam pewne obawy, czy powinnam po nią sięgać. Jednak coś mnie do niej ciągnęło… i nie była to tylko piękna okładka.

Przenosimy się do roku 2118 i lądujemy na Manhattanie. W samym sercu Nowego Jorka stoi potężna wieża, mająca ponad
3 000 metrów wysokości. Istne arcydzieło architektury przyszłości, w której znajduje się wszystko, co potrzebne do życia. To jakby odpowiednik zamkniętej kopuły, która zapewnia swoim mieszkańcom wszystko to, czego potrzebują. Mieszkanie, edukację, pracę, rozrywkę, zakupy… Czego tylko dusza zapragnie! Status społeczny wyznaczany jest przez to, na którym piętrze mieszkasz. Już sam pomysł stworzenia takiego świata w formie zamkniętej Wieży jest czymś oryginalnym. Oczywiście do tej pory mieliśmy już do czynienia z podobnymi motywami w literaturze, jednak najczęściej były to rozbudowane schrony, które zapewniały ludziom przeżycie po apokalipsie. Tutaj mamy po prostu rozwój zaawansowanej technologii i obiecującą, acz niepewną przyszłość. Muszę jednak przyznać, że niezwykle spodobała mi się ta wizja. Choć przyznaję, że z chęcią lepiej poznałabym wszystkie zakątki Wieży… Jest ona przedstawiona w sposób wystarczający, ale szkoda, że autorka nie zabrała nas na dłuższy i bardziej wyczerpujący spacer, który umożliwiłby nam lepszą wizualizację tego miejsca.

Historię zaprezentowaną w tej książce poznajemy z punktu widzenia czterech bohaterek w wieku licealnym. Jedną z nich jest Avery, mieszkająca na tysięcznym piętrze Wieży. To dziewczyna idealna, jej rodzice stworzyli ją dzięki manipulacjom genetycznym. Dziewczyna bez skazy. Dobra córka, przykładna uczennica, oddana przyjaciółka. A jednak skrywa pewien mroczny sekret… Kocha się w swoim przyrodnim bracie, którego pragnie również jej przyjaciółka, Leda. W przypadku Ledy jest to jednak niespełniona miłość, która sprawia, że dziewczyna zaczyna schodzić na złą drogę, Atlas i miłość do niego stają się jej obsesją. Zaczyna toczyć niebezpieczną grę, nie wiedząc nawet, jak tragicznie może się ona zakończyć. Mamy również Rylin, dobrą dziewczynę mieszkającą na najniższych piętrach, której losy stanowią po części odrębną historię, jednak w pewnym momencie i tak splatają się z losami pozostałych bohaterek. Jest też Watt, przeciętny chłopak o nieprzeciętnych umiejętnościach, skrycie zakochany w Avery, nieosiągalnej dla niego doskonałości. Moją ulubienicą pozostaje jednak Eris, nosząca imię po bogini chaosu. To silna, ale i nieco zagubiona dziewczyna, z którą jednak najłatwiej było mi się zżyć. Kreacja bohaterów nie pozostawia wiele do życzenia, nie ma możliwości, aby ich ze sobą pomylić. Co więcej, są tacy naprawdę realni, z krwi i kości, których odpowiedniki z pewnością spotkaliśmy w swoim życiu.

Fabuła książki nie należy do skomplikowanych, ale zdecydowanie jest dobrze wypracowana, a zaskakujący zwrot akcji w samym zakończeniu sprawia, że pozycja ta zyskuje w oczach czytelnika. Cieszę się, że Katharine McGee zrobiła coś nie do końca oczywistego, bowiem spodziewałam się nieco innego wyjaśnienia sytuacji, jaka została opisana w prologu. Nie jestem jednak w stanie napisać, że ta książka szokuje. Nie szokuje, ale daje do myślenia. Okazuje się, że chwilami nawet przyjaciołom nie można ufać, bowiem potrafią wykorzystać wasze tajemnice przeciwko Wam. Historia Avery, Ledy i Atlasa pokazuje, że miłość potrafi być zgubna i nieść ze sobą tragiczne zakończenia. Że zawiść i zazdrość to okrutne cechy, które nigdy nie przynoszą nic dobrego. Nie brakuje tutaj również problemów rodzinnych, typowo życiowych, z którymi każdy z nas mógł się kiedyś borykać albo spotkał się z podobną sytuacją w swoim otoczeniu. A każda z bohaterek musi sobie radzić ze swoimi problemami, które nie zawsze dotyczą tylko nieszczęśliwej miłości.

Tysiąc pięter to książka napisana przyjemnym i niejałowym językiem. To ciekawy pomysł i nienajgorsze wykonanie. Trzeba przyznać, że autorka w wystarczająco dobry sposób przelała swoją wizję na papier, bowiem nie mam większych zarzutów względem tej pozycji, jednak jak już zaznaczyłam na początku, ja naprawdę mam spore wymagania. Ta książka im raczej nie sprostała i nie wbiła mnie w fotel, choć trzeba przyznać, że jest wciągająca i dobrze napisana. Po takiej konkretniejszej analizie jestem w stanie ją docenić, ale wiem, że chciałabym czegoś więcej. Ale kto wie, co na mnie czeka w drugim tomie, który w tym roku ma się pojawić za granicą? Choć cała historia nie jest wybitnie wyjątkowa, to i tak mnie zaciekawiła. Chwilami była przewidywalna, ale mimo wszystko potrafiła zaciekawić i wciągnąć. Jestem przekonana, że debiut McGee spodoba się wielu osobom, a sama chętnie sięgnę po drugi tom, żeby zobaczyć, jak autorka poradziła sobie dalej z potencjałem tej opowieści.

Ocena: 5/6
©BookeaterReality
Ta seria mną zawładnęła. Nowy Jork jakiego jeszcze nie widzieliśmy, wspaniała wizja przyszłości. Jednak czy na pewno jest ona tak wspaniała, by można było mówić, że jest się szczęściarzem? Mam mieszane uczucia, co do tego. Czekam na kontynuację z wielką niecierpliwością!

Manhattan rok 2118. Im wyżej jesteś tym jesteś ważniejszy i ceniony. Twój status społeczny podyktowany jest piętrem, na którym mieszkasz. Idealny świat, w którym niczym nie musisz się martwić. Twoją dobrą stroną są pieniądze i wygląd. Wieża jednak skrywa wiele sekretów, a jeden upadek sprawia, że już nic nie będzie takie same. Sięgając po „Tysiąc pięter” bądźcie przygotowani na niesamowity zwrot akcji. Poznacie historię czterech dziewczyn: Avery, Ledy, Eris i Rylin. To cztery główne bohaterki, których życia splatają się ze sobą, ale każde z tych żyć różni się od siebie nie tylko statusem społecznym czy piętrem, ale i osobowością.

Ocena: 6/6
©Zaczytana Majka
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć