Teatr Sabata
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.84 / 5.00
liczba ocen: 6469
Ilość stron (szacowana): 608
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.52 zł
30.26 zł
30.63 zł
36.90 zł
36.90 zł
Pozostałe księgarnie
36.90 zł
29.52 zł
29.55 zł
30.26 zł
30.63 zł
31.36 zł
31.37 zł
33.50 zł
34.32 zł
36.90 zł
36.90 zł
Opis:

Czy stary, przegrany mężczyzna – hedonista, który wytrwale broni własnego, trudnego do zaakceptowania kodeksu moralno-obyczajowego, będzie potrafił się zmienić dla jednej kobiety? Jedna z książek, do której Philip Roth ma szczególny sentyment. Laureatka National Book Award z 1995 roku.

Uhonorowany National Book Award (1995) Teatr Sabata Philipa Rotha rozpoczyna się od erotycznego ultimatum, które po trzynastu latach luźnego związku 52-letnia Drenka Balich, stawia swojemu 64-letniemu konkubentowi. Mickey Sabat jest starym, przegranym mężczyzną, hedonistą, miłośnikiem kobiet, nie stroni od towarzyskich skandali i wytrwale broni własnego, trudnego do powszechnego zaakceptowania kodeksu moralno-obyczajowego. Czy potrafi się zmienić dla jednej kobiety?
Spośród 31 książek napisanych w ponad 50-letniej karierze, Philip Roth szczególnym uczuciem darzy właśnie „Teatr Sabata”: „Wiele osób jej nienawidzi, ale to nie jest powód, dla którego ją lubię. Jest w niej dużo wolności. A tego szukasz jako pisarz, kiedy pracujesz. Poszukujesz swojej własnej wolności. Aby wyzbyć się zahamowań, sięgnąć w głąb pamięci, swych doświadczeń i życia, po czym odkryć prozę, która przekona czytelnika”.

Recenzje blogerów
Bohater ostatniej wydanej w Polsce powieści Philipa Rotha to ponad sześćdziesięcioletni koneser kobiecego ciała. Mickey Sabat, podobnie jak David Kepesh z Konającego zwierzęcia, jest zdeklarowanym poligamistą, trzymającym się w życiu tylko jednego celu - zrobić sobie dobrze. Wydarzenia z początku powieści stawiają go w bardzo niewygodnej, ale co ważniejsze, w przełomowej sytuacji. Kochanka Sabata, z którą od lat zdradza on swoją uzależnioną od alkoholu żonę, stawia mu ultimatum. Dość chędożenia na lewo i prawo, Mickey ma zdeklarować swoją wierność, zostawić żonę i o zgrozo zostać monogamistą. Koniec tolerancji dla życiowych dionizjów Sabata wynika z tego, że kochanka umiera na raka i chce go mieć przy sobie. Fakt ten powoduje lawinę retrospekcji, wspomnień i wewnętrznych monologów głównego bohatera, w których odkrywamy historię jego życia oraz poznajemy jego skomplikowany charakter.

Sabat jest chyba najbardziej rozpustnym i pozbawionym zahamowań hedonistą wśród bohaterów powieści Rotha. Czego on nie nawywijał w życiu – uwiódł młodą studentkę, nagrał przeprowadzoną z nią pikantną i lubieżną rozmowę telefoniczną, został oskarżony o demoralizację młodzieży i nieprzystojne publiczne zachowanie (chyba najzabawniejszy fragment książki, w którym Roth nabija się bezlitośnie z instytucji sądu i idiotycznej pruderii amerykańskiego społeczeństwa), próbuje uwieść żonę swojego najlepszego przyjaciela oraz uprawia mnóstwo seksu. Mnóstwo, mnóstwo seksu. Mickey Sabat nie szanuje innych ludzi i ich uczuć. Przede wszystkim jednak nie szanuje siebie. Gdy podejmuje próbę uporządkowania swojego życia, okazuje się, że przekracza próg stajni Augiasza. A niestety Herkulesem nie jest i nigdy nie był.

Philip Roth daleki jest od moralizowania i potępiania swojego bohatera. Równie daleki jest od gloryfikacji jego stylu życia. Mówi po prostu o tym, że można oczywiście zainwestować wszystkie życiowe środki w seks i hedonizm, ale musimy pamiętać o tym, że jest to podpisanie swego rodzaju cyrografu. Miejsce diabła w tym kontrakcie zajmuje samo życie, które upomni się o swoje, gdy nagle okaże się, że jesteśmy samotni, bez rodziny, przyjaciół a ciało nie działa już tak jak kiedyś. Mickey Sabat jest postacią tragiczną. W jednej bardzo sugestywnej scenie, próbuje ustalić, gdzie będzie leżał na cmentarzu po swojej śmierci. Jedyne możliwe miejsce jest z dala od rodziny, gdzieś w kącie, pod płotem, gdzie leżąc w trumnie nie będzie mógł dostrzec grobów swoich bliskich (załóżmy, że trupy mogą widzieć). Scena jest bardzo symboliczna i idealnie podsumowująca żywot Sabata.

Teatr Sabata to powieść złożona, pisana w mocno dygresyjny i niechronologiczny sposób. Jest to jednak sposób najlepszy jeśli chodzi o stopniowe tworzenie postaci z krwi i kości. A Sabat to jedna z najbardziej szczegółowo zbudowanych literackich osobowości. Pod koniec książki wydaje nam się, że znamy go całe życie i rozumiemy, dlaczego żył w taki a nie inny sposób. Rozumiemy, pomimo faktu, że nie pochwalamy drogi jaką obrał. Znakomita literacka uczta, bardzo emocjonalna i chyba pisana prosto z serca powieść. Jedna z najlepszych tego autora.

Ocena: 5/6
©Niekoniecznie jasno pisane
Erotomański obłęd

W tym roku miałam okazję zapoznać się nieco z twórczością Philipa Rotha – autora, którego nie trzeba przedstawiać nikomu, bo co roku typowanego jako zwycięzca Nagrody Nobla. Jego fenomenalna Amerykańska sielanka poruszyła mnie i zachwyciła do tego stopnia, że objęła bardzo wysoką pozycję na mojej liście TOP najlepszych powieści tego roku. Niestety chwilę po przeczytaniu tej pozycji sięgnęłam po Konające zwierzę, książeczkę nieco krótszą, lecz poziomem zdecydowanie nie dorastającą Sielance do pięt. Przepełniona erotyzmem, obfitująca w różnego rodzaju uczucia – najczęściej te skrajne, obleśna, choć momentami wrażliwa, wydała mi się dusznym kotłem przepełnionym erotomańską lubieżnością.
Trzy miesiące później skusiłam się na kolejną powieść Rotha - Teatr Sabata - będący podobno ulubioną powieścią autora. Sam wstęp – bardzo mocny jak na pierwsze zdania – skojarzył mi się nawet z prozą Marqueza i chociaż nieco mnie wystraszył, bo wiedziałam w jakim tonie będzie prowadzona narracja, postanowiłam zaryzykować. Niestety, jak się okazuje, ryzyko nie zawsze popłaca, bowiem Teatrowi Sabata zdecydowanie bliżej ku Konającemu zwierzu niż Amerykańskiej Sielance.

Teatr Sabata zaczyna się od miłosnego ultimatum, które nieco ponad 50-letnia Drenka stawia swojemu 64-letniemu kochankowi, tytułowemu Mickeyowi Sabatowi. Pragnie wymóc na znanym i mającym długoletnią praktykę erotomanie bezwarunkową wierność. Nietrudno sobie wyobrazić, jak reaguje na to mężczyzna – oczekiwania Drenki uważa za bzdurne i kapryśne, tłumaczy kobiecie, że jej zachowanie jest nieco samolubne, a wręcz dziecinne. Podkreśla swoje przywiązanie do wolności i miłość do kobiet. Chce cieszyć się z życia i poznawać wszystkie jego smaki – tak dosłownie, jak i w przenośni.
Sprawa jednak nieco się komplikuje, kiedy Drenka niespodziewanie umiera. Pogrążony w żałobie Sabat nie potrafi poradzić sobie z coraz bardziej ogarniającym go smutkiem i wyrzutami sumienia, które przypominają mu o utraconej miłości. Bo chociaż hedonista, człowiek wolny i erotoman w najlepszej swojej postaci, Sabat na co dzień jest człowiekiem bardzo samotnym, podstarzałym, zniszczonym przez życie i niecieszącym się już takim powodzeniem u kobiet. Jego reputacja po kilku incydentach jest wręcz zszargana, więc na próżno mu szukać pocieszenia w zgrabnych ramionach dwudziestolatek. Kusząca Drenka okazuje się jedyną, a co więcej – najważniejszą – kobietą w jego życiu.
Po jej śmierci Sabat rzuca się w wir czarnych wspomnień, analizując swoje życie, tajemnicze zniknięcie młodej żony, chorobę alkoholową drugiej, erotyczne incydenty, za które przyszło mu słono zapłacić, z młodymi dziewczętami, śmiałe rozmowy telefoniczne (i rzecz jasna: nie tylko rozmowy) ze studentkami, aż w końcu rozpustność i próżność tego amerykańskiego społeczeństwa, które go otacza.

Philip Roth o tej powieści powiedział tak:

Wiele osób jej nienawidzi, ale to nie jest powód, dla którego ją lubię. Jest w niej dużo wolności. A tego szukasz jako pisarz, kiedy pracujesz. Poszukujesz swojej własnej wolności. Aby wyzbyć się za-hamowań, sięgnąć w głąb pamięci, swych doświadczeń i życia, po czym odkryć prozę, która przekona czytelnika.

Chociaż całym swoim sercem i aż do ostatniej strony liczyłam, że coś mnie w Teatrze Sabata urzeknie, nie podzielam entuzjazmu autora. Jest w tej książce zdecydowanie drugie tło, które da się dostrzec, jeżeli na chwilę oderwie się od kipiącego erotyzmem pierwszego planu i głównej fabuły, jednak ta sfera głębsza i wrażliwsza jest przysłonięta seksualnymi historiami 64-letniego Mickeya. Jako czytelniczka zachwycona Amerykańską Sielanką poczułam się wręcz zraniona, kiedy moja głęboka i szczera nadzieja legła w gruzach wraz z ostatnim zdaniem książki. Piękna, bardzo podniosła i emocjonalna scena, gdy bohater na żydowskim cmentarzu swoich rodziców szuka miejsca, w którym sam mógłby wznieść swój grób, niknie i niszczeje na tle kolejnej cmentarnej sceny – lecz tym razem erotycznej i obleśnej. W tym momencie Sabat nie szuka miejsca na swoją trumnę, lecz spełnia pewien rytuał, ożywia wspomnienie tego, co przeżył z Drenką. Nie chcę zdradzać fabuły i precyzować czym ten rytuał jest, wystarczy, jeżeli napiszę, że to rzecz nie tyle szokująca, co wręcz obrzydzająca. Piękno i wrażliwość pierwszej cmentarnej sceny niknie w brzydocie tej drugiej.

Niestety cała powieść jest tak silnie przesiąknięta erotyką, że absolutnie nie trafia w moją czytelniczą wrażliwość. Zmusiłam się wręcz by przebrnąć przez te 600 stron, a żadna z nich nie dała mi prawdziwej radości. Wspomnienia, pragnienia i fantazje doświadczonego przez życie, 64-letniego erotomana obrzydziły mnie na tyle, że długo nie sięgnę po tak odważną i ostrą powieść. Liczę jednak, że z biegiem czasu trafię na kolejną książkę Rotha – równie genialną co Amerykańska sielanka.

Ocena: 2/6
©Niebieska Papużka
Uwielbiam twórczość Philipa Rotha, więc na kolejne wydania jego książek czekam z ogromnym zniecierpliwieniem. Ale tym razem... Coś poszło nie tak. Początkowo byłam dosyć mocno zdziwiona objętością. Trzy czwarte powieści Rotha, które czytałam, mieściło się w niecałych dwustu stronach, więc prawie trzy razy tyle Teatru Sabata było sporą niespodzianką. Byłam zachwycona! Szybko jednak okazało się, że nie na wszystkie książki tego autora jestem gotowa, a lektura tej była istną drogą krzyżową. Jestem przekonana, że cały przekaz gdzieś mi umknął i nie jestem w stanie stwierdzić, co też autor miał na myśli podczas pisania Teatru Sabata.

Mickey Sabat ma już sporo lat na karku i nie jest tym samym jurnym mężczyzną co kiedyś. Nie jest łatwo w wieku 64 lat żyć tak, jakby się miało o połowę mniej, jednak Sabat usilnie próbuje utrzymać się w formie. Sabatem wciąż interesuje się sporo kobiet, a wśród nich jest jego wieloletnia kochanka, Drenka. Kobieta jest od niego o 12 lat młodsza i wciąż potrafi obudzić w mężczyźnie wszystkie pragnienia. Kiedy pewnego dnia zaczyna domagać się od Mickeya absolutnej wierności ten jest zszokowany. Drenka ma męża i sama jest bardzo rozwiązłą osobą, dla której nie ma żadnych granic. Jest to dla Sabata ciężka decyzja i to nie jedna, jaką przyjdzie mu podjąć.

Stoimy w obliczu śmierci, do dupy z kwiatkami.

Ten, kto już kiedyś Rotha czytał wie, że ten nie ma żadnych zahamowań i nie uznaje cenzury w swoich książkach. Jest to według mnie ich ogromny plus, podobnie jak w przypadku Charlesa Bukowskiego. Teatr Sabata jest historią, w której pojawia się tak ogromna ilość seksu, że niekiedy przecierałam oczy ze zdumienia. Cała atmosfera tej powieści jest strasznie gęsta, przepełniona ludzkim bólem przeplatanym z pożądaniem. Wszystko tutaj kipi od erotyzmu, a sam Mickey jest jego uosobieniem. Sabat jest bohaterem bardzo specyficznym, którego nie jest łatwo polubić. Znając jego myśli i widząc jego zachowanie wręcz pałałam do niego samymi negatywnymi emocjami i nie mogłam sobie z tym poradzić. Chciałam go zrozumieć, pojąć jego motywy, a udało mi się jedynie nie znienawidzić go do cna. Co i tak uważam za całkiem spory sukces.

Nie potrafiłam się tutaj odnaleźć. Zwykle nie mam takiego problemu w książkach Philipa Rotha i utożsamiam się z postaciami, które w nich spotykam. Tutaj jednak mnie nie było, nie wiedziałam, co się dzieje dookoła i chciałam jak najszybciej uciec z tego świata. A czytanie Teatru Sabata zajęło mi bardzo dużo czasu i muszę przyznać, że tego trochę żałuję. Rotha zwykle czytam długo, ale tym razem naprawdę nie było warto. Fakt, że ta książka jest ulubioną historią samego autora czuję się wręcz głupio z tym, że jej nie zrozumiałam i mnie nie zachwyciła. Ale, ale. Za kilka lat do niej wrócę. Z większym bagażem doświadczeń. Może to pomoże.

Nikt nie żyje w prawdzie.

Teatr Sabata zawiera w sobie tak wiele wszystkiego, że można powiedzieć, że jest to historia równocześnie o wszystkim jak i niczym. Należy wspomnieć jednak o stylu Rotha, bo on zawsze zasługuje na uwagę. Autor pisze pięknie, przeplata swoje przesłania ordynarnymi opisami seksu, ale wszystko to robi tak zgrabnie, że nie można mieć mu tego za złe. Jestem przyzwyczajona już trochę do jego stylu, więc naprawdę miło było po raz kolejny zanurzyć się w jego świecie, choć tym razem nie oczarował, a wręcz zawiódł po całej linii. Teatr Sabata jest historią bardzo wymagającą - bardziej, niż cokolwiek, co do tej pory Rotha czytałam. Od skupienia podczas czytania ciągle bolała mnie głowa, a fakt, że nie widzę tutaj nic wartego uwagi tylko mnie frustrował.

Ciągle wydawało mi się, że te sześćset stron to po prostu wynurzenia o niczym. Jest to chyba piąta książka Rotha, którą czytałam, i powoli zaczynam dostrzegać jego ulubione motywy. Znajdują się one w każdej historii - bardziej lub mniej rozbudowane. Autor skupia się przede wszystkim na amerykańskim społeczeństwie i o ile w Amerykańskiej sielance było to fascynujące, tutaj nudziło i sprawiło, że miałam swoiste wrażenie deja vu. Do Teatru Sabata jeszcze kiedyś wrócę - muszę się w końcu dowiedzieć, o co tutaj tak naprawdę chodzi.

Ocenka: 3/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć