Mechaniczna ćma
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.57 / 5.00
liczba ocen: 36
SMARTIDEAS#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
11.90 zł
22.90 złpremium: 13.74 zł
19.47 zł
26.08 zł
Pozostałe księgarnie
-16% 19.01 zł
19.11 zł
19.16 zł
19.76 zł
21.75 zł
22.90 zł
Opis:

"Mechaniczna ćma" to kolejna powieść autorki "Augusta Nachta" i "Krzyku Persefony", osadzona w realiach Krakowa z przełomu XIX i XX wieku. Pisarka eksploruje w niej – wraz z czytelnikiem – tajemniczy labirynt ludzkich pragnień i obsesji oraz nieuchwytnych demonów, jakie czyhają na drodze do ich realizacji.

Recenzje blogerów
To, co uważamy za szczęście, to zwykła utopia i złudne uogólnienie. Istnieją tylko ulotne lśnienia... Ludzie je ustawicznie ścigają, lecą do nich jak ćmy do płomienia świecy.

Kraków. Marzec 1900 roku. Kobieta medium, malarka zmarłych oraz zegarmistrz. Oryginalni, intrygujący i nieświadomi tego, że jedno spotkanie odmieni całe ich życie. Troje indywiduów: do Celiny zwracają się znękane, przygniecione ciężarem smutku, nierzadko także wyrzutami sumienia osoby, które nie zdążyły pożegnać się ze zmarłymi bliskimi. Młoda kobieta odbiera sygnały ze świata umarłych, wizualizuje obrazy, które powracają w snach oraz na jawie, kiedy osłabiony bezsennością i znękany dniem codziennym organizm staje się podatny na iluminację. Paradoksalnie, jedyną osobą, której nie może pomóc Celina jest ona sama, ponieważ od wielu lat próbuje zainicjować więź ze zmarłą matką. Bezskutecznie. Te nieudolne próby kładą się cieniem na jej życiu.
Annabella ma niesamowity zmysł artystyczny, maluje przepiękne obrazy. Jednak jej talent ma niezwykłą, specyficzną i niebezpieczną moc... dlatego jej jedynymi "modelami" mogą być ludzie... martwi.
Leonard to przystojny, ambitny, młody artysta ofiarujący drugie życie śrubkom, nakrętkom i innym niepotrzebnym metalowym elementom tworząc z nich misternie skonstruowane małe, mechaniczne dzieła sztuki. Łączy pracowitość, sprawność manualną oraz innowacyjne metody w spójną całość w wyniku czego powstają mechaniczne zwierzęta. Jego dziełem jest także tytułowa mechaniczna ćma. Zepsuty zegar sprawia, że losy Celiny, Annabelli i Leonarda splatają się ze sobą w nierozerwalny węzeł. A w ten węzeł wplątują się łzy smutku, okrzyk radości, ukradkowe spojrzenia, pierwsze zauroczenia, miłość, pożądanie, zazdrość, która potrafi zniszczyć, zdrada, która popycha do zbrodni...

Powieść Joanny Pypłacz zabiera nas w podróż do dziewiętnastowiecznego Krakowa, na spacer po brukowanych ulicach, w towarzystwie wytwornych dam, dżentelmenów i zacnych jegomości. Wysublimowany język, oryginalny styl i lekkość pióra Autorki kreślą przepiękny obraz Krakowa na przełomie XIX i XX wieku. Aura mistycyzmu i tajemniczości nadaje powieści specyficzny klimat – odrobinę mroczny i bardzo tajemniczy. Mimo to nie określiłabym Mechanicznej ćmy mianem horroru. Owszem – pojawiają się w powieści elementy grozy, szczypta irracjonalności, ale stanowią one jedynie dodatek do zmyślnie wykreowanej powieści obyczajowej i dotyczą bardziej sfery psychicznej aniżeli fizyczne obecnych – widzialnych "straszydeł".

Wątki poszczególnych postaci zazębiają się jak sprawnie działający system śrubek, przekładek i części składowych dobrze naoliwionego mechanizmu zegara. Działanie jednego elementu inicjuje ruch kolejnej, co z kolei napędza do działania całą machinę. Mnogość wątków gwarantuje wartko płynącą akcję obfitującą w zaskakujące zwroty i pełną spokoju zadumę nad własnym życiem.

ludzie są jak owady [...] w pogoni za światłem jesteśmy skłonni rozbić się o szyb albo pofrunąć prosto w płomienie tylko po to, żeby za chwile spaliły nas żywcem.

wszyscy nosimy wewnątrz rany, którym nadajemy eufemistyczne miano tajemnic. Może dlatego, żeby mniej bolało, albo żeby nam się wydawało, że mniej bolą.

Zawirowania w życiu głównych bohaterów absorbują do tego stopnia, że po zakończeniu lektury czytelnik czuje niedosyt... i przymusową eksmisję ze świata wypełnionego feerią barw, brzmieniem utworów najznakomitszych kompozytorów oraz światem innowacji artystycznej. Bo lektura Mechanicznej ćmy gwarantuje doznania estetyczne, wgląd w świat artystyczny, z muzyką poważną w tle.

Malarstwo to rodzaj sztuki czarnoksięskiej, która sprawia, że paradoksalnie kwintesencją czyjegoś zwykłego życia może stać się niezwykłe dzieło sztuki.

Dojmujący chłód... niebywałe, jak sugestywne potrafią być słowa. Jak umiejętne sformułowania, odpowiednio wyselekcjonowane epitety tworzą specyficzny klimat. Zima na ulicy Gołębiej w Krakowie przyprawia czytelnika o gęsią skórkę, bo czytając czujemy obezwładniający chłód, toniemy w zasnutych gęstą mgłą, ciasnych uliczkach, gubimy się we wnętrzu warsztatu zegarmistrza, zastawionego dziwnymi, ale pełnymi uroku innowacyjnymi tworami mechanicznymi. Annnabella maluje obrazy, Pani Joanna Pypłacz maluje słowem. W dobie wszechogarniającej "bylejakości", która dotknęła niestety także świat literatury, Mechaniczna ćma jawi się jako barwny, egzotyczny motyl wśród bezbarwności, miałkości i przeciętności. Dbałość o szczegóły, przepiękny język, skrupulatne rozwijanie podejmowanych wątków, ziarenko niepewności i nierealności tworzą dopracowaną powieść. Piękną powieść.

Podobnie jak ludzkie marzenia, ćmy również latają bezszelestnie.

Mechaniczna ćma zachwyca i potwierdza, że współczesna powieść potrafi być małym dziełem sztuki.

Ocena: 6/6
©Tylko skończę rozdział
Powieść grozy osadzona w realiach Krakowa epoki fin de siècle. Z tego okładkowego opisu usunęłabym słowo „grozy”, aby nie zniechęcać tych, których ten epitet mógłby odstraszyć i nie sięgnęliby bo Mechaniczną ćmę, a naprawdę jest godna polecenia!

Zakochałam się w Krakowie Joanny Pypłacz, Krakowie 1900 roku. Współczesny też jest piękny i niepowtarzalny, ale tak jak odmalowała go Autorka, jest magiczny. Czułam każdą kostkę brukową, widziałam szerokość uliczek dochodzących do Rynku i tynk na zabytkowych kamienicach. Mgła unosząca się nad Wisłą, planty wokół centrum miasta – moje zmysły to chłonęły!

Celina, Róża, Jerzy, Estera, Henriette, Annabella, Erazm to ludzie, których pokiereszowało życie. Są pełni bolesnych tajemnic, do odkrycia których zaprasza nas Autorka. Poznajemy historię Celiny, która posiadła dar dostrzegania duchów zmarłych. Jerzego, który będąc okultystą, pomaga rodzinom pożegnać się z najbliższymi, którzy przedwcześnie odeszli. A Annabella jest utalentowaną artystką, która maluje portrety zmarłych. To oni tworzą mistyczną stronę opowieści, która przeplata się z normalnymi, przyziemnymi sprawami.

Podobnie jak ludzkie marzenia, ćmy również latają bezszelestnie.

W Mechanicznej ćmie wszystko działa jak w zegarku. Elementy ze sobą współgrają tworząc jedność. Z jednej strony opowieść się snuje jak poranna mgła, płyniemy przez opowieść jak w sennych majakach, a z drugiej przeżywamy z bohaterami ich rozterki stąpając twardo po ziemi.
Joanna Pypłacz stworzyła niesamowity klimat, który mnie zaskoczył swą oryginalnością. Nie przypuszczałam, że tak mnie porwie. Z ogromną przyjemnością przebywałam w jej świecie, do odwiedzenia którego serdecznie Was zachęcam. Dajcie się ponieść tej historii.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Człowiek jest jak ćma: na oślep rwie się do ognia, choć go boli i choć się w nim spali. (Bolesław Prus, Lalka)

Joanna Pypłacz stworzyła nietuzinkową powieść grozy. Z jednej strony wątek duchów i nawiedzeń przez zmarłych, może się wydać dość oklepany, jednak Autorce udało się wnieść w tego typu historię nową wartość. Właściwie skuszę się na stwierdzenie, że rozsądzać o tej książce można w sposób dwojaki, ponieważ mamy tutaj połączenie, co najmniej dwóch gatunków, w którym żaden nie ustępuje miejsca drugiemu. Mianowicie, jest to owszem powieść grozy, i możemy z powodzeniem oceniać ją pod tym kątem, jednak jest to też powieść obyczajowa. Cechy obu tych typów gatunków zostały skrupulatnie ze sobą połączone i splecione w sposób nierozerwalny tak, że bez jednego nie sposób mówić o drugim.

(...) Srebrzyste światło wraz z ciągnącą od rzeki gęstą mgłą zdawały się zespalać w jedną nierozerwalną całość, wspólnymi siłami otulając dostojna budowlę oraz sąsiadujący z nią obszar, niczym delikatny, wilgotny kokon.
Z całej tej ulotnej, miękkiej konstrukcji, utkanej z niewidzialnych cząsteczek powietrza i wody, emanował błogi, prawie anielski spokój. Stopniowo wchłaniała ona w siebie mniejsze budynki, chłopskie chaty tudzież rosnące przy nich bezlistne o tej porze roku drzewa owocowe.

Główną bohaterką jest Celina, która posiada umiejętność kontaktowania się ze zmarłymi. Jednak w książce mamy znacznie więcej szeroko zakrojonych bohaterów o niezwykłych umiejętnościach. Poznajemy Annabellę, która maluje portrety wywołujące całą paletę uczuć, ale nigdy nie podejmuje się namalowania osób żywych, wyłącznie portrety pośmiertne. Mamy też zegarmistrza, Leonarda, który dzięki intuicji inżyniera tworzy mechaniczne dzieła sztuki, zwierzątka jak żywe. To są chyba trzy najbardziej zajmujące postacie i najmocniej wykreowane. Jednak znajdziecie w niej wiele historii innych ludzi, rodzin, które również są owiane jakąś skrytością, niedostępnością. Wszystkie wątki w jakiś sposób spajane są przez Celinę, jakby była Słońcem, wokół którego krążą różne planety, jedne bliżej, a inne dalej.

- Czasem nawet wyobrażam sobie, że dusza ludzka ma kształt ćmy!

Groza w tej powieści tak naprawdę jest dość subtelna, ale momentami potrafi zjeżyć włosy. Przede wszystkim obserwujemy medium, które potrafi przyzywać zmarłych i rozmawiać z nimi. Spirytystyczne seanse wydają się niebezpieczne i obezwładniające dla bohaterki prześladowanej od lat przez jednego ducha. Dodatkowo ma też zdolność odczuwania mrocznych mocy, które osaczają ją w domu przyjaciela, z którym wspólnie dają ukojenie ludziom przez możliwość pożegnania bliskich zmarłych. Przeszłość Celiny również osnuwa jakaś mgła skrytości. Ona sama nie wie dokładnie kim byli Jej rodzice, ponieważ ojciec opuścił jej matkę, a ta umarła zaraz po tym. Malutka dziewczynka początkowo trafiła do domu dziecka, skąd później zabrała ją Róża i adoptowała. Przez całe życie Celina próbowała skontaktować się z nieżyjącą matką, tęskniła za nią w bólu samotności, mimo iż Róża była wspaniałą matką zastępczą. Poszukiwanie jakiś swoich korzeni, swojej tożsamości, zawsze jednak zaczynamy od rodziny. Tylko matki nie mogła przywołać, a jednocześnie była prześladowana przez wciąż pojawiającego się ducha zamordowanego wiele lat wcześniej narzeczonego Róży. Dziewczyna nie ma pojęcia czego od niej chce, ale intensywność tych nawiedzeń przechodzi wszelkie granice.

Drugą postacią również z nadprzyrodzonymi zdolnościami jest Annabella. Młoda kobieta maluje zmarłych, nigdy żywych. Jej obrazy hipnotyzują, z pośmiertnych fotografii tworzy prawdziwe arcydzieła, które także są oddechem dla opłakujących swych zmarłych rodzin. Portrety te mają osobliwą moc.

Leonard to na pozór zwykły człowiek. Zegarmistrz, który pracuje w warsztacie ojca Annabell. Jednak i on ma swój dar, trochę bardziej przyziemny, ale też nieprzeciętny. Ze starych części, nieprzydatnych śrubek, kółek zamachowych, i innych robi fenomenalne mechaniczne stworzenia. Ożywia je na swój sposób, nakręcone poruszają skrzydłami, łapkami, latają. Wkłada w nie całe serce i umysł, przez co olśniewają każdego, kto odwiedza warsztat.

Postaci, o których można by wspomnieć znajdziecie znacznie więcej. Nie chcę opisywać Wam wszystkich, żebyście sami mogli odkryć ich historie. Każdy bohater jest zbudowany wyraziście, każdy ma jakieś swoje sekrety i różnorakie doświadczenia. Ich historie odkrywa się, jak ze starych pamiętników, gdzie ktoś w emocjach opisuje swoje życie.

- Czasem pewne okoliczności wyzwalają w nas monstra, których istnienia nawet się nie domyślaliśmy... - powiedziała. - Jeśli pozwolimy tym bestiom urosnąć, karmimy je naszymi namiętnościami, one prosperują i rosną w siłę, aż w końcu stają się tak potężne, że nie ma już odwrotu. Wyciągają łapska po to, co uważamy za najcenniejsze.

Powieść przesiąknięta jest mistycznym klimatem, tajemnicą. Niezwykłe tło XIX wiecznego Krakowa wciąga i maluje się w czytelniku gęstą atmosferę. Autorka upatrzyła sobie styl gotycki w delikatnej odsłonie grozy. Książka nie jest bardzo przerażająca, ale powoli buduje napięcie, spiętrza je z emocjami, które budzą historie poszczególnych bohaterów, co daje naprawdę nieprzeciętne wrażenie głębi pomieszanej z metafizyczną tajemniczością. Język powieści jest piękny i na wysokim poziomie, lekko poetycki, plastyczny i malowniczy. Przepełniona dziełami sztuki, klasyczną muzyką. Jako osoba dość empatyczna wgryzłam się w powieść, w jej mroki i słońce, mokłam w strugach deszczu i kąpałam się w lodowatej Wiśle. Joanna Pypłacz przeniosła mnie w całości w swoją opowieść, ale ja nie tylko jej wysłuchałam, ja w niej uczestniczyłam.

Nie zawiodła mnie ta powieść, chociaż spodziewałam się nieco mocniejszej dawki grozy. Nie spodziewajcie się po niej jakiegoś wielkiego uderzenia strachu, ale z drugiej strony wiedzcie, że działa na wyobraźnię i powoduje ten właściwy gatunkowi dreszcz.


Ocena: 4+/6
©Rosa czyta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć