Inwigilacja
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.93 / 5.00
liczba ocen: 2614
cena: 14.16
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
14.16 zł
18.00 zł
23.54 zł
23.92 zł
24.52 zł
Pozostałe księgarnie
-25% 17.94 zł
20.93 zł
23.53 zł
23.88 zł
23.92 zł
25.12 zł
26.91 zł
29.90 zł
29.90 zł
Opis:

Joanna Chyłka nie ma ani chwili wytchnienia. Czy jednak tym razem zdecyduje się przyjąć wyjątkowo niejasną sprawę, tym bardziej że sama nie jest przekonana, czy jej nowy klient nie planuje rzeczywiście terrorystycznego zamachu?

Piąty thriller z głośnej serii z Joanną Chyłką!
Chłopak, który zaginął kilkanaście lat temu na wakacjach w Egipcie, odnajduje się na jednym z warszawskich osiedli. Posługuje się innym imieniem i nazwiskiem i mimo że rodzice rozpoznają w nim syna, on sam utrzymuje, że nie ma z zaginionym nic wspólnego. Sytuację komplikuje fakt, że po przejściu na islam i powrocie do Polski mężczyzna znalazł się na celowniku służb specjalnych. Gdy pojawiają się zarzuty, że przygotowuje zamach terrorystyczny, zwraca się o pomoc do prawniczki, która niegdyś zasłynęła obroną pewnego Roma. Joanna Chyłka niechętnie podejmuje się sprawy. Słynie bowiem nie tylko z ciętego języka, ale także z niechęci do obcych. W dodatku nie jest przekonana, czy jej nowy klient w istocie nie planuje zamachu…
 
CYTATY:
Kiedy życie rzuca Ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko.
Pesymista chodzi ze spuszczoną głową i nie widzi, co przed nim. Optymista ją zadziera, więc ostateczny rezultat jest taki sam. A realista patrzy przed siebie. I zawczasu dostrzega przeszkodę, o którą może się potknąć.
Może rzeczywiście coś było w tych wszystkich badaniach, które dowodziły, że ludzie systematycznie czytający mają znacznie większy dystans do świata i są bardziej odprężeni.
Recenzje blogerów
Pisząc serie książkowe z tak zaskakującymi zwrotami akcji, Remigiusz Mróz stawia przed blogerem recenzującym jego powieści niełatwe zadanie. Jak bowiem opisać kolejny, piąty już, tom przygód Chyłki i Zordona, nie zdradzając zbyt wiele z poprzednich części? Postaram się jednak nie napisać nic, co wychodziłoby poza informacje znajdujące się na tylnych okładkach poszczególnych tomów. Jeśli jeszcze nie znacie rzutkiej prawniczki i jej aplikanta, Kordiana „Zordona” Oryńskiego, to koniecznie zacznijcie od początku, czyli od Kasacji! Natomiast jeśli jesteście na bieżąco, zapewne nie muszę Was przekonywać do sięgnięcia po Inwigilację.

Joanna Chyłka cieszy się pewną estymą wśród wszelkich grup mniejszościowych, odkąd podjęła się prowadzenia sprawy Roma Bukano, ma też u wszystkich opinię prawniczki od spraw trudnych (by nie powiedzieć: beznadziejnych), ale tej podejmuje się niechętnie. Chłopak, który zaginął kilkanaście lat temu na wakacjach w Egipcie, odnajduje się na jednym z warszawskich osiedli. Mimo że zostaje rozpoznany przez rodziców, on sam utrzymuje, że nie ma nic wspólnego z człowiekiem, za którego go biorą. W dodatku mężczyzna przybrał miano Fahada al-Hassana, jest zadeklarowanym wyznawcą islamu, a w jego mieszkaniu zostają znalezione materiały, z których można skonstruować potężny ładunek wybuchowy. Nic dziwnego, że Fahad znalazł się na celowniku polskich służb, jednak pojawia się pytanie, czy obciążające go materiały nie zostały podrzucone, a Hassan nie padł ofiarą uprzedzeń? Po 11 września działania mające zapobiegać terroryzmowi zostały znacznie wzmocnione dla bezpieczeństwa obywateli, co jednak, gdy inwigilacja przekracza granice i kłóci się z prawem do prywatności?

Chyłka nie jest wcale pewna niewinności swojego klienta, ale to jeszcze nigdy nie przeszkodziło jej w skutecznej obronie oskarżonego. Może rzeczywiście Fahad planował zamach, lecz jej zadaniem będzie go wybronić. Prawniczce jak zwykle towarzyszy Zordon, który ma znacznie więcej wątpliwości natury moralnej, oraz niezawodny Kormak, który potrafi znaleźć w internecie wszelkie możliwe (oraz te, zdawałoby się, niemożliwe) informacje. O Przemku aka Fahadzie nie ma jednak nic… Młody mężczyzna jakby wyłonił się z nicości, przylatując do Polski. Co działo się z nim wcześniej i czy jest winny zarzucanych mu czynów? Niechęć muzułmanina do kobiet nie ułatwia sprawy – Chyłka nie miała tak trudnego klienta od czasu Langera.

Kiedy życie rzuca Ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko.

Chyłka najwyraźniej sama kieruje się tą zasadą, bowiem trochę jej tych kłód szanowny autor pod nogi nawrzucał, i podziwiać jedynie należy, że prawniczka radzi sobie z nimi tak dobrze. Zawirowania życiowe, które zostały opisane w Immunitecie miały niespodziewany ciąg dalszy, przez co Chyłka musi zmienić pewne od lat istniejące przyzwyczajenia. W warstwie prywatnej znów się dzieje: Remigiusz Mróz nie pozwolił czytelnikowi nawet na chwilę odetchnąć! Jakby tej karuzeli było mało, z powodu prowadzonej sprawy prawniczka jest bacznie obserwowana przez służby specjalne, a wiadomo, że takie formacje nie cofną się praktycznie przed niczym. Czyżby Chyłka znalazła doprawdy godnego przeciwnika?

Całkiem zgrabnie wyszło narzucenie parze Chyłka-Zordon trzeciego pomocnika, pracującego w konkurencyjnej kancelarii, co wnosi powiew świeżości w zawodowe relacje pary, jeszcze bardziej je oczywiście komplikując. Dobrze wypada również przeciwnik na sali sądowej, prokurator Olgierd Paderborn, który, podobnie jak Chyłka, nie przebiera w środkach, by wygrać sprawę… Mamy więc prawdziwą walkę tytanów sądownictwa, a każdy z nich to mocny, wyrazisty charakter w stylu Remigiusza Mroza.

Co mniej przypadło mi do gustu to wątek kryminalno - terrorystyczny, nie jest to bowiem to, co lubię najbardziej: zdecydowanie wolałam sprawy gangsterskie czy związane z zaginięciem dziecka. Nie zmienia to jednak faktu, że autor ponownie wykonał dobry research i dokładnie odmalował tło społeczno - obyczajowe, każąc czytelnikowi przy okazji zadać sobie ważne pytania: czy jesteśmy w stanie poświęcić swą prywatność dla bezpieczeństwa obywateli, i czy powinniśmy się na to godzić? Czy obserwacja każdego muzułmanina jest słuszna czy też jest to nadmierna ingerencja władz w nasze prywatne życie? Nie da się ukryć, że dzięki niezwykłemu tempu pisania Mróz trzyma rękę na pulsie i może być niemal tak aktualny jak serwisy informacyjne. Aż jestem ciekawa, jaki temat weźmie na tapet następnym razem – chyba jednak nie będę zgadywać, tylko poczekam (nie)cierpliwie na premierę kolejnego tomu przygód Zordona i Chyłki, który ma się ukazać jeszcze w tym roku.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Od kiedy skończyłam czytać Immunitet czekałam na kontynuację, bo zakończenie okazało się prawdziwą bombą dla głównej bohaterki. Jednak nie tylko dlatego. Chciałam po prostu poznać kolejną trudną sprawę, której podejmie się mój ulubiony duet, bo z tomu na tom, te historie są coraz bardziej zagmatwane i skomplikowane.

Chyłka i Zordon już po raz piąty współpracują ze sobą w wielkiej sprawie. Tym razem ich zadaniem jest obrona człowieka, który został oskarżony o chęć przeprowadzenia ataku terrorystycznego. Fahad Al-Jassam przyjechał do Polski z któregoś państwa arabskiego i jest wyznawcą islamu. Okazuje się jednak, że istnieje możliwość, że podejrzany to tak naprawdę Przemek Lipczyńki, który zaginął wiele lat temu na wakacjach w Egipcie. Rodzice go rozpoznają i są przekonani, że właśnie odnalazł się ich syn, natomiast sam Fahad twierdzi, że nie ma z tymi ludźmi nic wspólnego. Sprawa jest ciężka, co jest idealnym rozwiązaniem dla Joanny, która postanawia odbudować swoją reputację w kancelarii, do czego potrzebne jej jest efektywne zwycięstwo w z góry przegranej sprawie. Chyłka i Zordon podejmują się obrony muzułmanina i tym samym wplątują się w szeroko zakrojony spisek, w którym biorą udział wysoko postawieni ludzie w państwie...

Co mnie zaskoczyło tym razem? To co zwykle, dzięki czemu książki Mroza, a przede wszystkim te z serii o Chyłce i Zordonie biorę w ciemno - wszystko! Historia jest jak zwykle bardzo poplątana. Intryga goni intrygę, wciąż pojawiają się nowe dowody w sprawie, nowe problemy, nowe zdarzenia. Nie można zastanowić się nad jakimś wątkiem, czy wysnuć własnej teorii, bo za chwilę zostaje ona zmiażdżona przez kolejne fakty. Fabuła jest bardzo dynamiczna, nie zatrzymuje się nawet na moment, nie daje chwili oddechu i możliwości przemyślenia sprawy. Jak zawsze została ona bardzo dobrze przemyślana i jest zdecydowanie "na czasie". Jak wszyscy zapewne wiedzą, fala uchodźców z Bliskiego Wschodu zalała Europę, co nie podoba się ogromnej liczbie osób, co sprawia, że społeczeństwo pokazuje swoją niechęć do muzułmanów. Dlatego też, gdy jeden z nich zostaje posądzony o zamierzenie przeprowadzenia ataku terrorystycznego, na jego obrońcę spada wielka fala niechęci. Nikogo nie obchodzi, czy są na to jakieś dowody, bo nienawiść do islamistów tak trwale zakorzeniła się w umysłach Polaków, że ich to zwyczajnie nie obchodzi. Historia ma oczywiście drugie dno, bo przecież nie można nikogo skazać bez udowodnieni winy, ale dla zwykłego szarego człowieka nie ma to znaczenia. Jestem prawie pewna, że ostatnie wydarzenia były wielką inspiracją dla autora do stworzenia takiego, a nie innego obrazu oskarżonego. Pokazał on nie tylko fikcyjną historię, fikcyjną zbrodnię, czy fikcyjnego oskarżonego, ale prawdopodobny obraz tego, co mogłoby mieć miejsce, gdyby faktycznie zaistniała taka sytuacja. Po raz kolejny autor pokazał, że trzyma rękę na pulsie i wie, co się dzieje na świecie wokół niego i jest w stanie to bardzo dobrze wykorzystać we własnej twórczości. A że zrobił to całkowicie po swojemu i w taki sposób, że szczęka opadła mi z wrażenia - to już inna sprawa.

Pani adwokat zdążyła nas już przyzwyczaić do swoich ciętych ripost (szczególnie pod adresem uwielbianego przeze mnie aplikanta), wyszukanych epitetów, wymyślnych porównań oraz ciętego humoru, jednak w tym tomie jest jeszcze bardziej nieobliczalna, poprzez wpływ pewnego elementu, o którym nie napiszę, bo nie chcę zdradzać tajemnicy z poprzedniej części. A co tam u aplikanta Kordiana? Jak to u niego - ciągle się zamartwia - o Joannę, o egzamin adwokacki, o to, czy nadaje się na bycie adwokatem, o brak wolnego czasu i o kilka nowych problemów... Jak to Zordon, zawsze ma dużo do przemyślenia. Niestety musi wziąć odpowiedzialność za pomaganie swojej impulsywnej i trochę szalonej mentorce. Chyłka i Oryński są jak ogień i woda, dlatego tak świetnie się uzupełniają i tak wspaniale do siebie pasują. Nie wiem, czy w życiu osobistym również by tak było, bo jak na razie nie mieli za bardzo okazji się o tym przekonać, a to mógłby być bardzo ciekawy związek... Ale póki co, nie wybiegam w przyszłość, bo wszystko może się zdarzyć. Wyobraźnia Mroza nie zna granic, czego dowiódł wielokrotnie, więc wiele jeszcze może się zdarzyć pomiędzy tą dwójką.

Jak zawsze po skończeniu lektury któregokolwiek tomu z serii o Chyłce i Zordonie, już myślę o następnym - kiedy będzie, jaką sprawą będą zajmować się bohaterowie, jak zmieni się ich sytuacja życiowa, jednak w przypadku Inwigilacji te myśli wprost buzują mi w mózgu. To zaczyna stawać się standardowym zachowaniem i zaczyna przypominać obsesję. Ale co tam, na punkcie książek Remigiusza Mroza nie tylko ja wariuję! O zakończeniu nie powinnam w ogóle wspominać, bo udaję, że go w ogóle nie było, że w ogóle nie przeczytałam ostatniego rozdziału. Bo niby jak mam dalej funkcjonować po czymś takim??

Ocena: 5/6
©Spojrzenie EM
Zastanawiacie się czasem nad treścią wiadomości, jakie niemal każdego dnia wysyłacie za pomocą komunikatorów internetowych? Najczęściej są to przyjemne konwersacje, ale okazuje się, że zwykłą wirtualną paplaniną niezwykle łatwo można przekroczyć granice polskiego prawa. Dla służb chroniących bezpieczeństwa nawet tak niepozorny temat, jak zakup maryśki na imprezę, może okazać się jawnym zamiarem popełnienia przestępstwa. Mocną i niewątpliwie przerażającą wizję państwowego nadzoru snuje też Remigiusz Mróz, którego Inwigilacja znacząco wykracza poza ludzką wyobraźnię. Nieokiełznana Chyłka musi stanąć na wierzchołku własnych umiejętności, aby w towarzystwie młodego aplikanta przekonać się, jak daleko sięgną szpiegowskie szpony władzy, gdy na szali stanie życie polskich obywateli…

Mecenas Joanna Chyłka staje przed sprawą życia, której sukces może utorować jej drogę na adwokacki Olimp. Do kancelarii Żelazny & McVay zgłaszają się bowiem państwo Lipczyńscy, których syn został porwany w wieku pięciu lat podczas wspólnych wakacji w Egipcie. Po kilkunastu latach od tragicznego zaginięcia dorosły już Przemek Lipczyński zostaje oskarżony o planowanie zamachu terrorystycznego w Warszawie, ale dużą niespodzianką okazuje się fakt, iż aresztowany nie przyznaje się do własnej tożsamości. Mężczyzna twierdzi, że nazywa się Fahad Al-Jassam i nie ma nic wspólnego z rodziną, która zgłosiła się do adwokata. Chociaż Joanna Chyłka z niemałym wstrętem reaguje na wszelkie mniejszości narodowe, do tej sprawy podchodzi z wyjątkowo niezdrowym entuzjazmem. Praca w kancelarii zaczyna wrzeć, a zaangażowani w sprawę Zordon oraz Kormak szybko uderzają głową w prawniczy mur. Wszystkie znaki na niebie wskazują bowiem, że oskarżony nie jest tak niewinny, jak początkowo podpowiadała prawnikom wyobraźnia…

Remigiusz Mróz po raz kolejny tworzy lekką i niesłychanie chwytliwą fabułę, ale przede wszystkim potwierdza, że czuje się niezwykle komfortowo zarówno w przepisach polskiego prawa, jak również w bieżących wydarzeniach natury polityczno-społecznej. Wyczuwalny niemal w całej Europie strach przed zamachem terrorystycznym, a także stale rosnąca niechęć do napływających z Bliskiego Wschodu imigrantów tworzą tu bowiem fabularną esencję i jednocześnie budują wyjątkowo dyskusyjne tło powieści. Obrona człowieka, którego już samo muzułmańskie nazwisko wyrzuca poza społeczną burtę, zdaje się być strzałem prosto w prawnicze serce, a jednak nos nabuzowanej nietypowym stanem Chyłki wyczuwa, że sprawa ta sięga o wiele głębiej niż przysłowiowe drugie dno. Miażdżący swą treścią temat mniejszości narodowych autor dodatkowo podpiera mocno kontrowersyjną ustawą inwigilacyjną, niejednokrotnie dyskutowaną na szczeblu medialnym. Tak merytoryczne i bez dwóch zdań stanowcze wejścia w sferę polityczno-rządową mogłyby razić, a jednak ubrane w odpowiedni potok słów sprawiają, że czytelnik chce śledzić je nie tylko na łamach powieści, ale też wkraść się w ich autentyczne tajniki. Nie ma bowiem wątpliwości, że wśród odbiorców znajdą się właśnie tacy, którzy dzięki wartościowej i dobrze poprowadzonej fabule zaognią własną ciekawość także w realnym życiu.

Społeczny wkład intryguje, ale to, co przyciąga widza przed spektakl literackich możliwości, gnieździ się także w szeroko pojętym i niewątpliwie ironicznym zasobie leksykalnym mecenas Chyłki. Trudno ocenić, w jaki sposób autor wpada na kolejne demoniczne sekwencje wypowiadanych przez nią słów, ale miano kultowych z pewnością jest im coraz bliższe. Podobnie jest z samą prawniczką, której ekspresyjna i zauważalnie soczysta kreacja już teraz staje się na polskim rynku wydawniczym prawdziwą legendą. Poza tradycyjnym, czysto zawodowym wyrachowaniem, bohaterka musi teraz odnaleźć się również w całkiem nowej odsłonie, znacząco odbiegającej od jej często skandalicznych i nienormowanych przyzwyczajeń. Stałe towarzystwo zapewnia kobiecie znajomy aplikant, Kordian Oryński, który z jednej strony dzielnie znosi jej konfliktogenne nastroje i stara się trzymać nerwy na wodzy, ale w zaciszu własnej kawalerki wyraźnie przeżywa zbliżające się egzaminy. Chociaż prawniczka wciąż obrzuca Zordona tonami szyderczych żartów, ten coraz częściej odbija piłeczkę z własną i nierzadko naprawdę celną ripostą. Bohater ten nabiera cech dojrzałej męskości, mimowolnie też czerpie z doświadczenia własnej mentorki, a to finalnie wyrabia w nim cechy kandydata na dobrze wyszkolonego i bez dwóch zdań pełnokrwistego adwokata. Nie ma wątpliwości, że autor z dbałością podchodzi do wizerunków swoich postaci i konsekwentnie buduje wokół nich swoistą aurę niedopowiedzenia tak, aby w efekcie czytelnik był nie tyle zaskoczony, co musiał borykać się z własnym pozornie naturalnym procesem oddychania.

Remigiusz Mróz po raz kolejny zaprasza na pokaz pełen literackich złośliwości. Przez Inwigilację niesie się jednak nie tylko opluwający wszystkie normy sarkazm Chyłki, ale też do bólu wykręcona fabuła i miażdżący wszelkie domysły finał. Po przeczytaniu ostatnich słów nie dziwię się, że krążąca wirtualnie lista chętnych do zabicia autora wzrasta diametralnie. Osobiście nie wpisuję na nią swego nazwiska, gdyż tylko żywy – podkreślam – żywy Mróz może ogarnąć istny Armagedon, jaki celowo, świadomie i perfidnie zapisał na łamach tej powieści. Chociaż wyobraźnia podpowiada mi całkiem zgrabne dalsze scenariusze, pozwala mi nawet zgadnąć, kim jest tajemniczy „W”, to jednak mam nieodparte wrażenie, że moje pomysły nijak się mają do tego, co urodzi się w głowie autora. Z realną szczerością podziwiam zatem talent i pozostaję w stanie wiernej niecierpliwości do kolejnego tomu.

Ocena: 6/6
©Mozaika Literacka
Nietypowy prawniczy tandem Chyłka i Zordon rusza do akcji i do walki, której nie mogą wygrać. Dzięki nim dobrze zaplanowana fabuła jeszcze bardziej zyskuje. Czytelnik przeczyta pierwszą stronę, drugą, trzecią i nim się obejrzy skomplikowana fabuła i lekki styl autora pochłoną go całkowicie, a książka tak szybko się kończy...

Osobiście uwielbiam teksty Chyłki, teksty Zordona, a już w szczególności rozmowy pomiędzy Chyłką i Zordonem. Ktoś może narzekać na czasami zbyt długie dyskusje albo wymiany poglądów odbiegające od tematu, ale ja je osobiście uwielbiam, szczególnie gdy wprowadzają element humorystyczny. Dobrze bawiłam się czytając sceny z rozprawy sądowej, ale dopadła mnie refleksja na temat tego, że dobrze, że ten cyrk w rzeczywistości jest jednak "trochę mniejszy".

W tym tomie Remigiusz Mróz ponownie pokazał, że bacznie obserwuje to co dzieje się w Polsce za co go osobiście uwielbiam. Tym razem dotyka dwóch problemów - strachu przed terroryzmem oraz inwigilacji przez służby. Na okładce książki zapisano pytanie: jak daleko posunie się władza, by chronić obywateli? Mróz przekonuje w swojej powieści, że niezwykle daleko i tworzy niebezpieczny obraz władzy, która chroniąc swoich obywateli, wykorzystuje szeroko przyznane kompetencje, które sprowadzają się do inwigilacji na szeroką skalę, na którą narażony może być praktycznie każdy.

Inwigilacja to chyba najlepsza z dotychczasowych części cyklu. Ma świetnie skonstruowaną fabułę, która nie tylko wkracza w życie prywatne głównych bohaterów, w którym całkiem sporo się dzieje, ale także zahacza o ustawę inwigilacyjną i o strach przed zamachem terrorystycznym. Jedyny minus jest taki, że książkę czyta się z prędkością światła.

Ocena: 5/6
©Recenzje z pazurem
Zacznę łagodnie. Nienawidzę Remigiusza Mroza. Skoro wszyscy przyswoili sobie już fakty możemy zgłosić do sądu apelacyjnego pozew na wyżej wymienionego człowieka. Zdecydowanie powinno się ograniczyć mu dostęp do wszelkich narzędzi, na których może tworzyć książki, łącznie z patykiem i kałużą błota. Biorąc jednak pod uwagę jego kreatywność sądzę, że udałoby mu się ominąć wszelkie zakazy, należy więc oddać go pod ścisły nadzór całodobowy. Zarzuty? Doprowadzanie niewinnych czytelników do stanu przedzawałowego i wzbudzanie w nich silnych emocji za pomocą ogólnie dostępnych środków.

Na wakacjach w Egipcie ginie chłopak, który został adoptowany przez małżeństwo, którym nie udało się dorobić własnego potomstwa. Para namiętnie lata do obcego kraju i poszukuje go na własną rękę, jednak bez skutku. Joanna Chyłka jest w siódmym niebie, kiedy kilkanaście lat później na jednym z warszawskich osiedli się odnajduje. Mimo, że adopcyjni rodzice go rozpoznają, sam oświadcza, że nie ma z nimi nic wspólnego i nie jest tamtym zaginionym chłopcem. Posługuje się obecnie muzułmańskim imieniem i nazwiskiem, jest gorliwym wyznawcą islamu, a policja odkrywa w jego mieszkaniu materiały, które aż się proszą do tego, by zrobić z nich bombę i zdetonować ją w publicznym miejscu. Mężczyzna zostaje zatrzymany pod zarzutem planowania zamachu terrorystycznego.

Do Joanny Chyłki zgłasza się para, która prosi ją, by reprezentowała ich odnalezionego syna w sądzie. Dla ciężarnej kobiety jest to jak wygranie w totolotka. Głośna sprawa, która pozwoli jej na odzyskanie formy i powrót na prawniczy szczyt. Mimo niechęci do obcych narodowości podejmuje się wyzwania. Męczy ją tylko jedna myśl: a może zarzuty postawione jej klientowi wcale nie są fałszywe?

„Bronić prawa czy bronić człowieka, oto jest pytanie.”

Joannę Chyłkę wszyscy dobrze znają. Słynie z ciętych ripost, niewyparzonego języka i zamiłowania do robienia szumu. Na czas ciąży musi zmienić jednak swoje przyzwyczajenia, rzucić palenie i nie może już atakować sklepów monopolowych po każdym stresującym wydarzeniu. Wszystko dla dobra pasożyta, który rozwija się w jej ciele. Skoro już została zainfekowana jej zasady moralne nie pozwalają na nieodpowiedzialne zachowanie. Teraz jednak musi wystawić się na oceniające ją obiektywy kamer i spojrzenia całej Polski, które nie są zbyt przychylne - po głośnej sprawie z Bukano nie ma zbyt dobrej opinii publicznej, a jej nałóg wcale jej w tym nie pomógł. Mogę powiedzieć tylko jedno: Joanna Chyłka wróciła. Nie jest już tą godną pożałowania bohaterką Immunitetu, ale silną i niezależną prawniczką kancelarii Żelazny & McVay.

Kordian jest bohaterem, którego z tomu na tom coraz bardziej lubię. Nie popieram wszystkich jego decyzji, acz po cichu mu życzę długo i szczęśliwie z Chyłką. W Inwigilacji pokazał się z takiej strony, że moja sympatia wzrosła tak bardzo, że bardziej się nie da. Samą mnie to zszokowało, bo zwykle narzekałam na jego zniewieściały tryb bycia. Spędził jednak już tyle czasu z Joanną, że coś z niej musiało w nim zakiełkować. Dzięki Bogu, świat tylko na tym zyskał. Każdy z mrozowych bohaterów przechodzi swoistą przemianę, jednak chyba na Zordonie widać to najbardziej. Robi się coraz bardziej dojrzały i zaczyna wiedzieć, czego chce. Czekałam na to od momentu, gdy zaczęłam czytać Kasację. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ta seria jest dopiero na rynku od dwóch lat. Czuję się, jakbym znała te wszystkie postaci całe życie.

„Pesymista chodzi ze spuszczoną głową i nie widzi, co przed nim. Optymista ją zadziera, więc ostateczny rezultat jest taki sam. A realista patrzy przed siebie. I zawczasu dostrzega przeszkodę, o którą może się potknąć. „

Sprawa prowadzona przez Chyłkę i Kordiana przyciągnęła mój wzrok i powoli chyba robię się specjalistką z Kodeksu Karnego, ale jednak ta część fabuły, która dotyczy sfery prywatnej bohaterów wciągnęła mnie odrobinę mocniej. Nauczyłam się już trochę tego, jak działa Mróz w swoich książkach, więc wynik rozprawy sądowej i wyrok, który zapadł nie zaskoczył mnie w żaden sposób. I tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Mam ochotę wylać na głowę Remigiusza Mroza wiadro pomyj, albo lepiej dwa. W momencie, gdy poczułam się spokojna i zrozumiałam, że jako tako rozgryzłam to całe bagno autor zaśmiał mi się perfidnie w twarz, wykpił mój zmysł Sherlocka - który przecież nie jest aż taki beznadziejny, bo co nieco rozgryzł! - i jak zawsze zagrał na nerwach swoich czytelników pisząc zakończenie.

Mróz jest znany właśnie ze wstrząsających końcówek, które sprawiają, że czytelnik siedzi tępo patrząc się w ścianę. Tym razem jednak pałam takim gniewem, że mimo zapalenia ucha i faktu, że na lewe nic nie słyszę i w sumie jest mi trochę niedobrze - ciężko sprecyzować, czy przez finał, czy przez chorobę - to siedzę i ledwo patrząc na oczy po nieprzespanej nocy odprawiam tutaj gorzkie żale. Opuściłam przez chwilę gardę. Nie spodziewałam się, że po tej pełnej humoru części zakończenie będzie aż tak drastyczne. Chwile wcześniej śmiałam się do siebie z powodu dobrze rozwijającej się sytuacji, żeby za chwilę rzucać niewybrednymi określeniami w stosunku do autora, który ot tak sobie robi takie rzeczy. Bo tak nie wolno. Po prostu nie.

„Kiedy życie rzuca ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko.”

Cieszę się, że ta seria wciąż trzyma poziom, czego się - przyznam szczerze - nie spodziewałam. Trochę się w czytaniu Mroza opuściłam i mam małe zaległości, przez co teraz patrzę na moją mroźną półkę z niemałym zaskoczeniem. Kiedy dołączyły do niej jeszcze trzy części serii napisanej pod pseudonimem - i tym samym wypełniły ostatnie wolne miejsce - uzbierał się niemały stosik do przeczytania. Planuję w okolicy świąt przysiąść do nich i to wszystko nadrobić, ale obawiam się trochę, że do tego czasu pojawi się coś nowego, chociaż wydawnictwa milczą. A może by tak jakiś szósty tom Chyłki rzucić w świat? Tak. Powstrzymuję się przed obrzuceniem Cię bardzo brzydkimi słowami, panie Mrozie. Wszyscy dziękujmy mojej samokontroli, która lekko chwieje się właśnie w posadach. I powinnam iść już spać, żeby nie runęła całkiem. A tyle mam jeszcze do powiedzenia...

Ocena: 5/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Albo mam już przesyt Mroza albo wraz z ilością powieści wszystko staje się schematyczne. Fanom Chyłki pewnie się spodoba.

  • Awatar

    Mróz i jego Chyłka... Dla fanów w sam raz.

  • Awatar

    odnoszę wrażenie że Chyłka powoli już się kończy. Trochę naciągane.

  • Awatar

    Ciekawy pomysł na fabułę, chociaż mam wrażenie, ze niestety autor zaczyna się powtarzać. Znowu trudna, zwłaszcza moralnie sprawa (Islamiści), Mecenas Chyłka w formie, przeciwności dają w kość, ale ... to już było. Nadal można liczyć na budzące emocje, szybkie zwroty akcji, błyskotliwe riposty, ale mam wrażenie, że Kordian, Chyłka i Kormak powinni przejść delikatny lifting.

  • Awatar

    Autor dość sprawnie konstruuje historię. Czyta się szybko i lekko. Mam jednak poczucie, że cykl robi się z książki na książkę schematyczny, a główne postacie zaczynają lekko mnie nudzić. O ile w pierwszym tomie postać Chyłki była oryginalna, teraz zaczyna być nudząca.

Inne proponowane
Warto zerknąć