Był sobie pies. Ten świat jest naprawdę pomerdany
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 4.27 / 5.00
liczba ocen: 531
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
26.90 zł
19.11 zł
21.18 zł
22.06 zł
26.90 zł
Pozostałe księgarnie
19.16 zł
21.45 zł
21.52 zł
21.52 zł
22.03 zł
24.21 zł
24.21 zł
26.90 zł
26.90 zł
Opis:

Wszystkie psy idą do nieba, chyba że mają niedokończone sprawy na ziemi... Książka, która przez cały rok królowała na listach bestsellerów „New York Timesa”, teraz wchodzi na ekrany kin! Zanim obejrzysz film, koniecznie przeczytaj opowieść o Baileym, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha.

Bailey to uroczy kundel, który po serii niefortunnych zdarzeń odchodzi z tego świata. Ku swemu zdziwieniu odradza się ponownie jako złotowłosy szczeniaczek i trafia w ręce ośmioletniego Ethana. Wkrótce stają się nierozłącznymi przyjaciółmi, a Bailey dożywa szczęśliwej starości u boku chłopca w poczuciu, że spełnił swoje powołanie. Jednak jego misja dopiero się zaczyna…
Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego psiaka odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego pupila. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa!
„Był sobie pies” to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do łez – zarówno tych ze śmiechu, jak i wzruszenia.
Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas.

CYTATY:
Za każdym razem, gdy już wydawało mi się, że poukładałem sobie życie, wszystko nagle się zmieniało.
Ludzie są dużo bardziej skomplikowani od psów i mają dużo ważniejszy sens życia.
Psy mają ważne obowiązki, jak na przykład szczekanie, gdy dzwoni dzwonek u drzwi, natomiast koty są w domu ogólnie bezużyteczne.
Życie przydarza ci się, kiedy jesteś zajęty robieniem planów.
Porażka nie wchodzi w grę, jeśli jedyne, co trzeba do osiągnięcia sukcesu, to włożenie w coś więcej wysiłku.
Stwierdzam, że sensem mojego pieskiego życia było dodawanie otuchy chłopcu, kiedy tylko jej ode mnie potrzebował.
Ludzie byli zdolni robić tyle niesamowitych rzeczy, a mimo to tak często siedzieli bezczynnie, wypowiadając tylko słowa.
Nie ma możliwości porażki, jeżeli sukces zależy wyłącznie od większego wysiłku.
Recenzje blogerów
Fantastyczna książka dla każdego! Pełna humoru i wzruszeń opowieść o życiu widzianym z perspektywy psa, a dokładniej psów, gdyż nasz czworonożny bohater po śmierci budzi się w następnych wcieleniach. Próbuje on poznać zasady rządzące światem a także zrozumieć sens własnego istnienia.

Uważam, że to wspaniały pomysł przedstawienia rzeczywistości. Dowiadujemy się jak pies poznaje i ocenia otaczające go środowisko i jak widzi nas - ludzi.

Główny bohater zaznaje zarówno miłości i przywiązania, jak i odrzucenia, którego nie rozumie.

Najpiękniejsze jest to, iż żyje on w przekonaniu, że jego celem życia jest sprawianie, by jego właściciel był szczęśliwy. Największa nagroda dla zwierzaka to śmiech i miłość opiekującego się nim chłopca.

Historia ukazuje ważną prawdę - pies z natury jest dobry. To człowiek może mu zaszkodzić źle go wychowując i nie dbając o niego.
Dzięki tej książce możemy zrozumieć, jak psy postrzegają nas oraz nasze zachowanie, a także to, ile dla nich znaczymy. Są wobec nas oddani i wierni, i tak właściwie to oni się nami opiekują, a nie na odwrót jak się nam zdaje.

Książka wzbudza w nas wiele głębokich refleksji oraz motywuje do większej delikatności i opieki wobec tych stworzeń. Nie możemy ich karać przecież za coś, czego nie rozumieją. Możemy jednak być pewni, że oni zawsze nas będą kochać i staną w naszej obronie. Pies to najlepszy przyjaciel człowieka i ta książka doskonale to pokazuje! Czytając ją często wracałam myślami do okresu gdy posiadałam psa. Wspominałam go i zastanawiałam się, czy zawsze wobec niego odpowiednio postępowałam, czy nie byłam zbyt egoistyczna. Bardzo zmieniła moje podejście.

Urzekła mnie również przepiękna okładka, zwłaszcza te cudowne psie oczy.

Był sobie pies to przepiękna opowieść o miłość, przyjaźni i przywiązaniu. Nie jestem fanką wyciskaczy łez, ale ten naprawdę mnie oczarował. Nie mogłam się oderwać. Czytanie jej było prawdziwą przyjemnością.

Gorąco polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom psów.

Ocena: 6/6

©Z fascynacją o książkach
Już dawno nie czytałam tak ciepłej i tak przepełnionej miłością powieści. I nie jest to wcale miłość romantyczna, a miłość najpełniejsza i najwspanialsza, jaką tylko można znaleźć na Ziemi: miłość psa do jego człowieka.

Bohaterem książki jest Bailey, pies. Właśnie przyszedł na świat i jeszcze niewiele widzi. Czuje za to ciepło swojej mamy, słyszy popiskiwanie rodzeństwa i domyśla się, że ma na tym świecie do spełnienia jakąś ważną misję. Wierzy, że jego zadaniem jest uszczęśliwianie człowieka, a podczas wypełniani swojej misji, Bailey udowadnia, że psie przywiązanie, przyjaźń, wierność i miłość nie mają sobie równych. Co ciekawe, nasz psiak pozna kilkoro ludzi i dla każdego z nich będzie tym szczególnym psem.

Bezsprzecznie największą zaletą powieści jest to, że pies jest nie tylko jej bohaterem, ale i narratorem. I wszystko, co się w niej dzieje, poznajemy z perspektywy Baileya. Powieść pisana jest prostym, bardzo przystępnym, niemalże infantylnym, językiem. Być może nie każdemu czytelnikowi taki styl się spodoba, jednak moim zdaniem idealnie pasuje on do samego Baileya oraz charakteru powieści.

Bailey to uroczy bohater. Z rozbrajającą naiwnością opowiada o sytuacjach z codziennego życia oraz o pewnych zachowaniach ludzi, których często nie rozumie i które uważa za mocno zabawne. Ale jak to pies, akceptuje wszystko, co człowiek robi, uwielbia z człowiekiem przebywać, bawić się, biegać, pomagać mu, tulić się do niego i sprawiać, by ten był szczęśliwy. A kiedy człowiek jest szczęśliwy, Bailey również. I niczego więcej od swojego nieskomplikowanego psiego życia już nie potrzebuje.

Stwierdzam, że sensem mojego pieskiego życia było dodawanie otuchy chłopcu, kiedy tylko jej ode mnie potrzebował.

Bo czy istnieje na świecie istota bardziej szczera, bardziej bezinteresowna i mocniej kochająca od psa? Przyznaję, jestem psiarą od zawsze i nie potrafię patrzeć na całą tę opowieść inaczej niż przez pryzmat tego, że kocham psy, zawsze je kochałam i rozumiałam, a one – nawet te obce – rozumieją mnie i wiedzą, że zawsze je utulę i podrapię i będę się nimi zachwycać niezależnie od tego, jak wyglądają. Sądzę jednak, że nawet obiektywnie patrząc, książka jest inna od wszystkich i warta tego, by po nią jak najszybciej sięgnąć.

Wraz z Baileyem poznamy życie Ethana, chłopca, który będzie jego pierwszym i najukochańszym opiekunem, z którym spędzi swe życie i który na zawsze pozostanie w jego pamięci, sercu i wspomnieniach. Poznamy też Carlosa – policjanta – nieco ponurego, ale dobrego i prawego, Mayę oraz kilka innych osób, mniej lub bardziej wpływających na fabułę. Każda przygoda psa i wydarzenia, które mu towarzyszą, przybliżą nas do zaskakującego epilogu, który mnie osobiście mocno wbił w fotel. I jeszcze to, jak fantastycznie się potoczył… Wycisnął lawinę łez, a przy tym uwolnił jeszcze większe pokłady podziwu, sympatii oraz uwielbienia dla tego wspaniałego, czworonożnego stworzenia, jakim jest Bailey. Nie sposób go nie kochać. Nie sposób też nie wracać do tej książki, która po przeczytaniu emanuje ciepłem prosto z półki i wzywa, by ją ponownie otworzyć, by przeczytać jeszcze raz choć jeden rozdział.

Życie przydarza ci się, kiedy jesteś zajęty robieniem planów.

Był sobie pies to powieść obyczajowa, więc nie znajdziecie tu bieganin (choć akurat ta by się znalazła), strzelanin, trupów, pościgów i tym podobnych zwrotów akcji. Nie znaczy to jednak, że książka nie trzyma w napięciu. Trzyma i to praktycznie przez cały czas. Ma w sobie to specyficzne “coś”, co sprawia, że zastanawiamy się wręcz, dlaczego nie możemy przestać jej czytać. Trudno się od niej oderwać i przestać o niej myśleć. I choć nie brakuje w niej specyficznego humoru, nie raz w oku łza się nad nią zakręci, gdy będziecie towarzyszyli Baileyowi w jego przygodach, w wypełnianiu jego misji, której jest on oddany całkowicie. To książka, którą powinien przeczytać każdy. Bez żadnego wyjątku.

Gorąco polecam wszystkim czytelnikom, nie tylko psiarzom – ci na sto procent będą zachwyceni – ale również pasjonatom powieści obyczajowych i wszystkich innych. Był sobie pies to wzruszająca, ujmująca, poruszająca do głębi, ściskająca serce opowieść o tym, co w życiu najważniejsze: o miłości. Dla wszystkich. I do wszystkich. Czytajcie, polecam gorąco.

Ocena: 6/6
©Papuzie pióro
Od prawie dziewięciu lat na własnej skórze przekonuję się, że psia miłość nie zna granic – miłość zwierzęcia do człowieka i odwrotnie. Od kiedy w moim domu pojawił się uroczy kundelek, mam wrażenie, że rodzice zyskali trzecie dziecko. Ale to nie jest post o rozpieszczonym do granic ogona Dropsiku… Zazwyczaj nie przepadam za wyszczekanymi bohaterami książek. Lubię postaci pozytywne, ułożone… Z tym bohaterem było inaczej – było wskazane, żeby był wyszczekany! Zresztą, co miał zrobić, skoro świat jest naprawdę pomerdany?

Bailey to główny bohater powieści W. Bruce Camerona pt. Był sobie pies. Tytułowy zwierzak, oddany, wesoły i wierny, tylko z pozoru jest zwykłym czworonogiem. Za swoją życiową misję uważa wpajanie właścicielom znaczenia miłości, zaufania i pogody ducha. Jego miłość do człowieka nie zna granic. Odradza się w kilku wcieleniach, bo wie, że istotą ludzkiego życia są miłość i śmiech. Jako złotowłosy szczeniak trafia do domu kilkuletniego Ethana. Chłopak i pies stają się nierozłącznymi przyjaciółmi…

Podobno wszystkie psy idą do nieba. Bailey to wyjątek – miał pewne niedokończone sprawy, więc musiał zostać na ziemi. Niezależnie od tego, czy był labradorem, owczarkiem, samcem czy suczką uczył kochać i walczył o ludzką miłość. Uczył się śmiać i uwielbiał ten śmiech. Uwielbiał ciasteczka i nie przepadał za głupiutkimi kotami. Ratował człowieka – i fizycznie, i duchowo. Ratował życie, ratował duszę.

Czytelnik poznaje pomerdany świat z perspektywy Baileya. Jako psiara byłam zachwycona takim sposobem narracji! Zwierzak nie tylko relacjonuje wydarzenia. Dzieli się swoimi myślami, co pozwoliło mi lepiej poznać ten wspaniały gatunek. Opowiada, co go bawi, a co smuci. Wielokrotnie wygłasza poglądy na temat kotów. Przede wszystkim jednak zdradza, za co tak bardzo kocha człowieka, a swoje słowa wciela w życie. Choć odradza się w różnych wcieleniach, pamięta o przeszłości i czerpie z niej doświadczenia.

Był sobie pies to jedna z najcieplejszych i najbardziej wzruszających historii, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Nad ostatnią stroną płakałam jak bóbr! Los Baileya i jego właścicieli naprawdę chwyta za serce. To nie jest opowieść o zwykłym psim życiu. To opowieść o bezgranicznym zaufaniu i prawdziwej miłości z merdającym ogonem w tle. Poznaj psie serce. Poznaj psie tajemnice. Wzruszenie i uśmiech gwarantowane!

Ocena: 6/6
©Recenzje Dropsa Książkowego
We wrześniu wynajmowałam przez kilka dni mieszkanie w Portugalii. Pierwszego dnia, czekając na odbiór kluczy, starałam się poznać najbliższą okolicę. Było już po zmierzchu i zewsząd świeciło wiele par oczu. Zresztą nie trzeba było wytężać wzroku: o licznej psiej i kociej obecności donosiły także dźwięki. (Jeśli chodzi o sferę zapachów, to królowała powszechnie palona trawka). Na rejestrowaniu tego zwierzęcego zamieszania przyłapał mnie właściciel. W przeciwieństwo do niego musiałam wyglądać na zaskoczoną, bo powiedział, że wszyscy cudzoziemcy tak reagują. A Portugalczycy tacy po prostu są: dzielą się na psiarzy i kociarzy, zdarza się, że lubią obydwa z tych gatunków, jednak nigdy nie są im obojętni. Te upodobania są na tyle istotne, że rzutują na dobór towarzyszy życia. Związanie się osób z przeciwnych obozów oznacza życie jak pies z kotem. Bywa i tak – mówił. Choć w Polsce jest trochę bardziej nijako, bardzo dobrze to rozumiem; w mojej rodzinie od zawsze był pies. Piszę o tym wszystkim dlatego, że to niemalże wrodzone zamiłowanie do tych czworonogów nie pozwala mi na krytyczne spojrzenie na książkę Był sobie pies Williama Bruce’a Camerona Wydawnictwo Kobiece), która stanowi hołd dla psio – ludzkiej relacji.

Był sobie pies a nawet cztery. Właściwie nie do końca wiem, jak ontologicznie rozwikłać tę kwestię. Rzecz ma się następująco: w powieści Camerona poznajemy Toby’ego oraz jego kolejne wcielenia: Baileya, Ellie oraz Koleżkę – czworonogi odmiennej rasy, maści, gabarytów, no i Ellie – w przeciwieństwie do pozostałych bohaterów – jest suczką. Wiodącą jest jednak perspektywa Baileya, wokół której oscylują jego poprzednie i następne życia. Każde z nich było potrzebne: jako pies bezpański a potem żyjący w schronisku nabył niezbędnych do życia w stadzie a tym samym do przeżycia umiejętności. W drugim wcieleniu nauczył się kochać człowieka. W trzecim: ratować ludzi. Czwartym, ostatnim życiem zataczał koło – pies powraca do swojego chłopca, który już chłopcem nie jest i towarzyszy mu do końca, spełniając tym samym sens swojego „pomerdanego” życia. Choć czterokrotnie zaczyna z poziomu szczenięcia, za każdym razem jest mądrzejszy i bogatszy w doświadczenie. Zawsze przyświeca mu jeden cel: powodować ludzką radość i miłość.

Był sobie pies określany jest mianem powieści familijnej (czy po prostu obyczajowej). Nie należy jednak traktować tej kategorii deprecjonująco; z powodzeniem może przeczytać ją każdy, co nie znaczy, że jest to książka przesadnie prosta czy napisana banalnym językiem. Największym jej atutem jest brak (przynajmniej przesadnej) antropomorfizacji głównego bohatera. Mimo iż Cameron zastosował narrację pierwszoosobową a podmiot mówiący to pies, z jego pyska nie wydobywa się ani jedno ludzkie słowo. Zamiast tego poznajemy bogate życie wewnętrzne zwierzęcia i jego percepcję rzeczywistości. Jasne jest, że jako ludzie dostrzegamy i rozumiemy więcej. Powieść stanowi zapis tego, co pies zarejestrował a czytelnik może poskładać to sobie w logiczną i spójną całość. Od razu można poznać, że autor ma pupila i poświęca mu wiele uwagi, bo choć nie jest psim psychologiem czy behawiorystą, trafnie analizuje jego zachowania. Kiedy rodzice się kłócą – pies wtula się w chłopca, by dodać mu otuchy; kiedy Ethan przytula dziewczynę – głodny miłości i ciepła, wciska się między nich. Cameron pokazuje, że człowiek nie jest jedynym bytem myślącym i mającym uczucia (przede wszystkim empatię i przywiązanie) a inne stworzenia zasługują na szacunek i godne życie. Mimo że powieść kilkukrotnie doprowadziła mnie do łez, nie brakuje w niej humoru (ten rozbrajający początek: Pewnego dnia dotarło do mnie, że te ciepłe, piskliwe kulki smrodku tarzające się dookoła mnie to moi bracia i siostry. Byłem tym odkryciem głęboko rozczarowany, co sprawia, że dostajemy powieść przejmującą i zabawną zarazem.

Ludzie są dużo bardziej skomplikowani od psów i mają dużo ważniejszy sens życia. Ostatecznym zadaniem psa jest być przy nich, trwać u ich boku bez względu na wszystko, nieważne, jak potoczy się ich życie.

Cameron pokazuje, w jaki sposób pies zmienia ludzkie a człowiek psie życie. W jednym z wywiadów autor przyznał, że napisał tę powieść, by ulżyć w cierpieniu tym, którzy stracili swojego psiego przyjaciela. Jego książka ma dawać nadzieję na ponowne spotkanie. Był sobie pies to historia przywiązania, współodpowiedzialności za siebie i przyjaźni aż po kres. Naiwna? Grająca na emocjach? Ckliwa? Być może, ale psia fetyszystka na pewno Wam tego nie powie!

Ocena: 4/6
©do dzieła
Odkąd tylko nauczyłam się czytać, pasjami pochłaniałam książki o zwierzętach. Niemal na pamięć znałam "Kocią mamę", marzyłam o odwadze i przygodach dziewczyn z Klubu Ratowników Zwierząt, a "Pies, który jeździł koleją" prawie doprowadził mnie do histerii. Od tego czasu minęło kilka(naście) lat i zdążyłam poznać chyba każdą książkę, która choć w niewielkim stopniu zahaczała o zwierzęta, a już zwłaszcza o moje ukochane psy. I gdy widmo braku kolejnej "psiej" powieści zaczęło niebezpiecznie pojawiać się na beztroskim do tej pory horyzoncie, z odsieczą, niczym książę w lśniącej zbroi, ruszyło ku mnie Wydawnictwo Kobiece, które postanowiło wznowić bestsellerową powieść W. Bruce'a Camerona.
I tak w moim czytelniczym życiu pojawił się Bailey.

Bailey jest psem. I - jak każdy pies - ma misję.
Jednak jego misja, w odróżnieniu od tej innych psów, jest długa. I trudna. I zajmuje zdecydowanie więcej czasu niż jedno psie życie. Dlatego też Bailey (niczym kot) zyskuje kolejne szanse i kolejne wcielenia. Bezdomny szczeniak, kochany nade wszystko golden, dzielnie walcząca o życie innych suczka - każda z tych ról jest inna, a każda wyjątkowa.
Kim będzie później? Do czego służą koty? I gdzie- do diaska! - jest Ethan?
Jedno jest pewne. Życie psa nie jest łatwe.

"Był sobie pies", pierwotnie wydany jako "Misja na czterech łapach", to obowiązkowa pozycja dla każdego psiarza. O tyle też nietypowa, że jej narratorem jest nie kto inny jak właśnie pies. Oczywiście zdarzało mi się już czytać takie powieści (bo podobny zabieg zastosował m.in. Garth Stein w swojej "Sztuce ścigania się w deszczu"), żadna jednak nie była w tym tak prawdziwa jak książka Camerona. Bailey nie jest intelektualistą, nie raczy nas pełnymi metafor przemyśleniami ani nie udaje, że pozjadał wszystkie rozumy. Wręcz przeciwnie - otwarcie przyznaje, że często nie rozumie ludzi, a świat nieustannie go zadziwia. Bruce Cameron pisze bardzo prostym, dokładnie takim, jakim posługiwałby się pies, językiem (gdyby, rzecz jasna, potrafiłby mówić i pisać :D ). Obserwujemy świat widziany oczami Baileya i jesteśmy świadkami rozkwitu prawdziwej przyjaźni. Śmiejemy się do rozpuku, ganiamy za pewną bezmyślną klaczą i nie lubimy z dziwnym podrzucakiem, a wszystko to z merdającym ze szczęścia ogonem.
Psie życie to jednak nie tylko radość. Razem z Baileyem przeżywamy kryzysy jego ukochanego chłopca, razem z nim się boimy i kilka razy - niestety - "patrzymy" jak wierny i dzielny psiak opuszcza ten świat. I choć strata kilku łez z całego ich zasobu jest nieunikniona, to "Był sobie pies" (mimo wszystko!) jest szalenie ciepłą i optymistyczną książką. Powieścią, którą bez wahania podsunęłabym swojemu dziecku i którą sama podczytywałabym (co też zresztą robiłam :D ) z zapałem.

Historia Baileya może nie dostanie Pulitzera. Może nigdy nie otrzyma nominacji do National Book Award, a jej ekranizacja nawet nie będzie miała szansy, by powalczyć o Oscara. Być może. Najważniejsze jednak, że jego historia podbijała i wciąż na nowo podbija czytelnicze serca. Że cieszy i sprawia, że jeszcze bardziej kochamy swoje psy i możemy (choć na chwilę) powrócić do czasów dzieciństwa i przypomnieć sobie, że śmierć naszego przyjaciela to nie koniec jego drogi.
W końcu wszystkie psy idą do nieba.

Tylko nie każdy z nich trafia tam od razu.

Ocena: 4/6

©Półka na książki
Gdy usłyszałam o książce, w której pies jest nie tylko głównym bohaterem, ale i narratorem wiedziałam, że muszę ją mieć. Uwielbiam wszelkie zwierzęta i nie mogę się powstrzymać przed głaskaniem wszystkich, które staną mi na drodze. Zawsze też mówię im cześć, przez co właściciele często patrzą na mnie jak na kogoś z obcej planety. Ale co ja poradzę na to, że nieuprzejmie byłoby przejść tak całkiem obojętnie oprócz psa czy kota? Zanim zaczęłam czytać nasłuchałam się sporo pozytywnych opinii o Był sobie pies, więc upewniłam się w tym, że to będzie coś dla mnie. To był strzał w dziesiątkę. Kilka godzin i siedziałam zalewając się łzami. Spodziewałam się tego, a jednak nie mogłam się powstrzymać. Psy zawsze niesamowicie mocno mnie wzruszają - przez wzgląd na swoją wierność i przywiązanie. Główny bohater Był sobie pies jest idealnym przykładem tego, że te zwierzęta są niesamowite i z całą pewnością można powierzyć im własne życie.

Bycie szczeniakiem nie jest czymś przyjemnym. Nieproporcjonalna budowa ciała, niewykształcone do końca instynkty... Koszmar. Po przeżyciu raz pies ma tego dosyć, a co dopiero wtedy, gdy po śmierci budzi się jako inny pies i musi jeszcze raz przetrwać te szczenięce miesiące? I jeszcze raz? Główny bohater sam nie wie, po co jest na świecie i dlaczego odrodził się po swoim krótkim życiu jako bezpański pies w całkiem innym miejscu. Teraz zostaje własnością ośmioletniego Ethana. Bailey odkrywa, że jego głównym celem w życiu jest kochanie chłopca i bycie przez niego kochanym. Uczy się przy tym nowych rzeczy i czuje się naprawdę spełnionym psem. Jest pewny, że to właśnie z tego powodu odrodził się na nowo. Wie jednak, że każde życie w pewnym momencie się kończy i ma nadzieję, że będzie to już ostateczny koniec...

„- Nie ma złych psów, Bobby. Są tylko źli ludzie.”

Bailey jest psem niesamowicie inteligentnym. Zapewne ma na to wpływ fakt, że pamięta on wszystko, czego nauczył się w poprzednim życiu i nie musi od nowa uczyć się rozumieć tego, co chcą od niego ludzie. Nie jestem pewna, czy jego światopogląd jest podobny do tego, jaki naprawdę mają pieski, jednak wydał mi się całkiem realistyczny, co jest sporym plusem. Ciężko było mi wgryźć się na początku w lekturę z powodu patrzenia na świat oczami szczeniaka, który dopiero uczy się, jak żyć. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do oglądania otoczenia z wysokości kolan i zakochałam się w Baileyu. Fakt, że jest on wyłącznie wymysłem W. Bruce'a Camerona boli niemiłosiernie. Chciałabym znaleźć duszę Baileya w jakimś psiaku i zabrać go do domu, chociaż jestem zdecydowaną kociarą.

Nie jest on jednak jedyną postacią, która przypadła mi do gustu. Jakoba pokochałam od razu, gdy tylko pojawił się w Był sobie pies. Trzymałam mocno kciuki, by życie przestało dawać mu w kość i by podniósł się po tym, co przeszedł. Bailey pojawiał się na świecie z bardzo ważnymi misjami, a wszystkie one polegały na tym samym: na ratowaniu ludzi przed nimi samymi. Nie było to dla mnie żadną niespodzianką, chociaż ostatnie rozdziały troszkę mnie zaskoczyły. Nie oczekiwałam tego, gdyż biorąc do ręki tę książkę liczyłam po prostu na przyjemną lekturę i nic więcej. Cameron stworzył jednak coś, co nie jest zwykłą historią, o której zapomina się po przeczytaniu. Jestem pewna, że jeszcze niejednokrotnie wezmę ją do ręki i jeszcze nie raz nad nią zapłaczę. W trakcie przypomniałam sobie o jednym z moich ulubionych filmów. Mój przyjaciel Hachiko jest dużo bardziej wzruszający, jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że i ten film i ta książka mają ze sobą jedną wspólną cechę: zawsze będę na nich płakać jak małe dziecko.

„Ludzie są dużo bardziej skomplikowani od psów i mają dużo ważniejszy sens życia. Ostatecznym zadaniem psa jest być przy nich, trwać u ich boku bez względu na wszystko, nieważne, jak potoczy się ich życie.”

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że fabularnie ta książka jest prosta i dosyć przewidywalna, jednak myślę, że nie chodzi tu o to, by zaskakiwać czytelnika milionami niespodzianek, a o dobre serce Baileya i o jego ogromne poświęcenie, które jest dla niego naturalne jak oddychanie. Tutaj liczy się ten główny bohater i jego zachowanie, a nie to, by śledzić z zapartym tchem wydarzenia. Czasami się śmiałam, kiedy czytałam reakcje Baileya na różne nowe rzeczy, często płakałam, gdy świat się walił mu na głowę i przychodził koniec. Teraz całkiem inaczej patrzę na psy i ich zachowanie i jestem pewna, że kiedyś się zdecyduję na szczeniaka. Jestem tylko pewna jednego: kiedy już przyjdzie na niego czas mogę się po tym nie pozbierać. Za bardzo i za szybko się przywiązuję.

Niedługo do kin wchodzi film na podstawie Był sobie pies i z pewnością go pooglądam. Jestem świadoma tego, że pewnie będę płakać - płakałam nawet na Dzwoneczku i bestii z Nibylandii - i to tak porządnie, jednak nie mogę sobie darować zobaczenia tego wszystkiego jeszcze raz, oczami reżysera. Mam w głowie obraz tego, jak chciałabym, by ta ekranizacja wyglądała i mam nadzieję, że nie zawiodę się zbyt mocno. Zwiastun podoba mi się i to bardzo, jednak - według mnie - zdradza zbyt wiele z całej fabuły i nie radzę go oglądać, jeśli planujecie zapoznać się z książkową wersją. Polecam jednak to zrobić, a jeśli nie macie ochoty na czytanie, to wybierzcie się do kina. Tę historię trzeba poznać - nieważne, w jaki sposób.

Nie patrzę na Był sobie pies tak, jak na inne książki. Nie oceniam jej pod względem fabuły, kreacji bohaterów, tego, jak jest napisana... Patrzę na nią przez pryzmat moich uczuć i tego, jak bardzo boli mnie teraz serce, bo najchętniej zaczęłabym czytać od nowa. Już mi brakuje Baileya i jego innych wcieleń. Czuję się tak, jakbym straciła najlepszego przyjaciela. Mówcie sobie co chcecie, ale ja już jestem pewna, że ta książka będzie jedną z lepszych przeczytanych w 2017 roku. Może nie grzeszy ambicją, może nie jest niesamowicie oryginalna i nie przekazuje nie wiadomo jak wydumanych mądrości o świecie. Zawiera jednak w sobie to, co najważniejsze: prostą prawdę, którą łatwo przegapić w codziennej bieganinie. Zwraca uwagę na to, że zwierzęta również mają uczucia i należy się z nimi liczyć, wychowywać je, a nie deptać ich poczucie wolności przywiązując do płotu. Cameron pokazuje nam, że nie jest trudno zrozumieć swojego zwierzęcego przyjaciela. Trzeba tylko czasem opaść na kolana i poczuć się jak on.

Ocena: 5/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Zabawna, wzruszająca, z przesłaniem! Świetna książka.

    PS. Ekranizacja jest dość zmieniona względem książki, choć jednym ze scenarzystów również był Cameron. Film jest mocno okrojoną wersją, która mimo to bawi, cieszy i pozwala lepiej zrozumieć, o co chodzi czworonogom :)

  • Awatar

    Zabawna, wzruszająca, piękna - jak najbardziej polecam!

Inne proponowane
Warto zerknąć