ebook Do trzech razy śmierć
3.22 / 5.00 (liczba ocen: 1650)

Do trzech razy śmierć
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 16.90
26.90 złpremium: 16.14 zł Lub 16.14 zł
16.90 zł
18.83 zł Lub 16.95 zł
20.44 zł 10 zł na konto
21.52 zł Lub 19.37 zł
20.71 zł
20.90 zł
21.52 zł
22.87 zł
24.24 zł
24.50 zł
26.90 zł
26.90 zł
Inne proponowane
Pierwsza część nowego cyklu komedii kryminalnych. „Pokochałam Różę Krull od pierwszego rozdziału. Szalona babka! Czuję się tak, jakbym znała ją od dawna!” – Magdalena Witkiewicz
 

Autorka powieści kryminalnych, Róża Krull, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy, odbywający się we dworku pod Krakowem. Już pierwszego dnia jej koleżanka po piórze zostaje otruta. Wszystko wskazuje na to, że morderca, który zostawił na miejscu zbrodni czarną różę, wciela w życie fabułę jednej z powieści Krull. A inni zaproszeni pisarze wcale nie są tak niewinni, jak się wydaje...
Pisarka rozpoczyna prywatne śledztwo. Pomagają jej w tym zakochany w gotowaniu specjalista od public relations, zafascynowany kryminałami boy hotelowy oraz trzy szalone blogerki. Czy detektywi-amatorzy okażą się skuteczniejsi od policji?

„Alek Rogoziński ze znaną sobie swadą, uszczypliwością i poczuciem humoru opisuje świat, w którym miłośnicy literatury – nie tylko kobiecej – poczują się jak w domu” – Anna Misztak, redaktor naczelna Lubimy Czytać

Do trzech razy śmierć od Alek Rogoziński możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Pana Alka Rogozińskiego pokochałam po przeczytaniu jego Jak Cię zabić, kochanie? i Ukochany z piekła rodem. Jestem mega fanką komedii kryminalnych, zaczęło się to uwielbienie od niektórych starszych książek pani Joanny Chmielewskiej, a później po odkryciu twórczości Pani Olgi Rudnickiej.

Do trzech razy śmierć to I tom o Róży Krull na tropie, Lustereczko, powiedz przecie to drugi część. Obie te książki kupiłam mojej mamie pod choinkę i leżały sobie grzecznie na półeczce. Wiecie jak to jest, jak dużo jest do przeczytania, nie wiadomo za co się wziąć. Mnie akurat dopadła chandra, paskudny dół i Gosia z https://rudabiblioteczka.blogspot.com/ podpowiedziała mi, żeby zacząć czytać pana Alka. Gosi dziękuję za podpowiedź, a panu Alkowi dziękuję za poprawienie mi nastroju.

O czym to w ogóle jest? Zapraszam na moją recenzję.

* Jeśli lubisz pośmiać się niekontrolowanie przy czytaniu to ta książka jest dla Ciebie.

* Jeśli podobają Ci się komedie kryminalne, czyli wesołe książki z trupami w tle (jakkolwiek to brzmi) to ta książka jest dla Ciebie.

* Jeśli lubisz zrelaksować się przy czytaniu i nie myśleć o problemach, to ta książka jest dla Ciebie.

* Jeśli masz akurat gorszy humor i chcesz sobie go poprawić, to ta książka jest dla Ciebie.

* Jeśli masz do siebie dystans to ta książka jest dla Ciebie.

* Jeśli szukasz ambitnej literatury, pełnej przemyśleń i ważnych myśli to nie czytaj tego dalej :)

Róża Krull to autorka powieści kryminalnych, która otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy do dworku pod Krakowem. Nie bardzo chce jechać, ale jej PR-owiec potwierdził jej udział więc nie ma wyboru. Na miejscu okazuje się, że pojawiły się lubiane jak i te mniej lubiane jej znajome z branży. Pierwszego dnia jedna z autorek zostaje otruta. Na miejscu zbrodni pojawia się czarna róża, a sceneria przypomina scenę z książki pani Róży. Przestaje to być śmieszne, kiedy pojawia się drugi a potem trzeci trup i tak samo sytuacja wygląda jak w jej książce. Pisarka zaczyna własne śledztwo, co z tego wyniknie, przeczytajcie warto!

Książka należy do mojej mamy i niestety! trochę ją oplułam ze śmiechu. Hehehe. Niektóre wypowiedzi bohaterów są tak niesamowicie śmieszne, że składam wielki ukłon autorowi. Jak ja uwielbiam ludzi z takim poczuciem humoru! Bohaterów nie da się nie lubić, przedstawieni są w bardzo sympatyczny sposób. Jak zaczęłam czytać tę książkę przeraził mnie spis osób występujących, ale spokojnie wszystko da się ogarnąć kto i co. Podobał mi się dystans pana Alka do siebie jako pisarza, dystans do całej blogosfery i rynku wydawniczego.

Jestem wciąż pod ogromnym wrażeniem. Wiem, że książka spodoba się mojej mamie, która kocha twórczość pani Chmielewskiej. A jeśli chodzi o zagadkę kryminalną to nie zgadłam, więc kolejny plusik dla autora.

Literatura też powinna nas bawić, jeśli tego akurat potrzebujemy. Mnie komedia Rogozińskiego rozbawiła tak, że przeczytałam też drugi tom (też jest świetny), ale o tym wkrótce napiszę.

Ocena: 5+/6
©Matka książkoholiczka
O Alku Rogozińskim słyszałam wiele dobrego, niestety – z różnych powodów – lekturę jego powieści ciągle odkładałam na później. Teraz już wiem, że to był poważny błąd!

Róża Krull, wiecznie eksperymentująca z fryzurą autorka powieści kryminalnych, zostaje zaproszona do dworku w Kopielnikach na zjazd pisarek. Niezbyt ma ochotę jechać na to śmiertelne nudziarstwo, tym bardziej że chcą jej tam wręczyć nagrodę za całokształt – coś, co jej zdaniem należy się stojącym nad grobem staruszkom z balkonikami, a nie energicznym kobietom w kwiecie wieku. Usilnie namawiana przez swojego PR-owca postanawia jednak skusić się na wyjazd.

Już pierwszego dnia okazuje się, że w Kopielnikach nudno na pewno nie będzie. Swoją grę rozpoczyna bowiem tajemniczy morderca, który na miejscu zbrodni zostawia czarną różę. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że swój modus operandi czerpie wprost z powieści Krull. Gdy w zastraszającym tempie giną kolejne pisarki, Róża postanawia wkroczyć do akcji i sama złapać hultaja. Z jakim skutkiem? Przekonajcie się sami!

Komedia kryminalna stała się ostatnio dosyć popularna i chętnie wykorzystywana. Niestety, z przykrością stwierdzam, że nie każdy z autorów piszących w tym gatunku ma talent do sypania żarcikami, a niektórzy wręcz – mówiąc delikatnie – robią to dosyć nieudolnie. Wiele razy było już tak, że nastawiałam się na rechotanie pępka, a tymczasem podczas lektury ledwo drgała mi facjata. Gdy przyjaciółka nieśmiało podsunęła mi Do trzech razy śmierć, nie miałam za dużych oczekiwań, a nawet chciałam tę powieść po prostu odbębnić. O, jakaż byłam głupia!

To, co wyprawia z czytelnikiem Alek Rogoziński, powinno być karalne! Nie dość, że nabawiłam się śmiechowych zakwasów na prawie każdej części ciała, to jeszcze zostałam posądzona przez rodzinę o niezrównoważenie psychiczne (bo ileż można śmiać się w głos samemu do siebie?!) U Rogozińskiego humor aż kipi, wylewa się z każdego dialogu i choćby niewinnego opisu. On nawet gdy pisze na poważnie, to robi to tak, że człowiek od razu ma banana na twarzy. Ale skrzący się dowcip i cięte riposty to oczywiście nie jedyne zalety Do trzech razy śmierć. Znajdziecie tu ciekawą intrygę z mroczną tajemnicą w tle i z wcale nie tak łatwym do przewidzenia finałem, a także charakternych, bardzo wyrazistych, choć nieco przerysowanych bohaterów – przy czym każdy z nich na dobrą sprawę nadaje się na podejrzanego, co jeszcze bardziej podkręca kryminalny klimat. Moje serce bez dwóch zdań skradła Róża Krull – niewiasta trochę roztrzepana i bujająca w obłokach, jednocześnie jednak bystra, dowcipna i niedająca wyprowadzić się w pole. Jak dla mnie, idealny materiał na przyjaciółkę! No i Mariella Miszalek – autorka ckliwych romansideł, sprawiająca od czasu do czasu wrażenie lekko poszkodowanej na umyśle – postać, obok której także nie można przejść obojętnie. Choć autor oświadcza (oczywiście z przymrużeniem oka), że przedstawione przez niego postaci są całkowicie fikcyjne, siłą rzeczy w niektórych z nich (a zwłaszcza w tej ostatniej) doszukujemy się znajomych twarzy.

Za co jeszcze można polubić Alka Rogozińskiego? Na pewno za lekkie pióro, idealnie skrojone dialogi, wartką akcję i… nutkę kobiecości puszczającą do nas oko. Odnoszę wrażenie, że autor nie tylko dokładnie prześwietlił płeć piękną, lecz przede wszystkim doskonale ją rozumie – co, jak wiadomo, łatwe dla mężczyzn nie jest. Co więcej, wiedzę tę potrafi świetnie wykorzystać – choćby po to, by dowcipnie i z ironią opisać niektóre kobiece przywary.

Jeśli szukacie recepty na chandrę, sięgnijcie po Rogozińskiego! Czytania będzie na kilka wieczorów, bo już niebawem ukaże się tom trzeci perypetii niezawodnej Róży.

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Chociaż miałam okazję czytać zarówno Jak Cię zabić, kochanie?, jak i opowiadanie autora w zbiorze Księgarenka przy ulicy Wiśniowej i oba te utwory przypadły mi do gustu, w poczuciu humoru alka Rogozińskiego rozkochałam się na dobre śledząc jego facebookowego fanpage'a. Codzienna dawka humoru jaką mi zapewnia utwierdziła mnie w przekonaniu, że powinnam częściej sięgać po jego twórczość. Zarys fabularny oraz osadzenie akcji w okolicach Krakowa sprawiły, że najbardziej ciągnęło mnie do lektury Do trzech razy śmierć i chyba miałam nosa, bo na chwilę obecną jest to zdecydowanie moja ulubiona historia autorstwa Alka Rogozińskiego.

Róża Krull, autorka poczytnych powieści kryminalnych, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy (a raczej - pisarek) odbywający się w jednym z dworków, gdzieś pod Krakowem. Perspektywa spędzenia wolnego czasu w towarzystwie niezbyt budzących sympatię autorek, nie wydaje się Róży szczególnie pociągający, ale w końcu ulega ona namowom swojego PR-owca - Pepe. Już pierwszego dnia zjazdu jedna z jego uczestniczek zostaje otruta. Jedynym śladem pozostawionym przez mordercę jest czarna róża, ale wszystko wskazuje na to, że wciela on w życie fabułę jednej z powieści Krull, a pozostałe pisarki wcale nie są tak niewinne za jakie chciałyby uchodzić.

Do trzech razy śmierć nie należy do typowych przedstawicieli kryminału. Pomimo popełnionej zbrodni (a nawet nie jednej, lecz kilku), nie jest to ten rodzaj powieści, która w trakcie lektury budzi niepokój czy też grozę; podobne emocje zostają rozwiane przez potężną dawkę humoru, który wylewa się niemal z każdej strony. Jestem w stanie zrozumieć, że nie każdego czytelnika przekona tego typu konwencja - zwłaszcza jeśli Wasze poczucie humoru odbiega od tego, które charakteryzuje Alka Rogozińskiego; ponadto stosunkowo łatwo tego rodzaju literaturę "przedawkować", ale muszę przyznać, że osobiście dawno tak dobrze nie bawiłam się w trakcie lektury.

Alek Rogoziński miał świetny koncept na fabułę Do trzech razy śmierć. Obranie za głównych bohaterów historii środowisko związane z literaturą - pisarzy, wydawców, czy choćby blogerów - stanowi jeden z mocniejszych atutów opowieści. Mnóstwo tu pewnego przerysowania (a przynajmniej taką mam nadzieję), ironii, a przede wszystkim dystansu do samego siebie. Jestem niemal zaskoczona tym jak wyraziste okazały się postacie jakie poznajemy w trakcie lektury, biorąc pod uwagę ich ilość. Przy czytaniu kryminałów rzadko (jeśli w ogóle) udaje mi się zapałać sympatią do bohaterów, ale Róża Krull z miejsca zaskarbiła sobie moją przychylność (a jej relacja z Pepe była ukoronowaniem całości).

Nie spodziewałam się tego, że w trakcie lektury Do trzech razy śmierć, pierwszego tomu serii o Róży Krull, natknę się na jakieś nawiązania do innych powieści autora. Nie jestem w stanie Was zapewnić czy pewne informacje nie spoilują wydarzeń z Morderstwa na Korfu, natomiast muszę przyznać, że aura tajemniczości wokół postaci Joanny sprawiła, ze poczułam się zachęcona do lektury serii z udziałem jej i Betty. Jedyne czego tak naprawdę oczekiwałam i co w jakimś stopniu mnie rozczarowało to minimalna rola jaką w powieści dogrywa Kraków. Jako mieszkanka grodu Kraka uwielbiam historie osadzone w moim mieście i miałam nadzieję, że spędzimy nieco czasu z Różą Krull na jego ulicach.

Nawet jeśli z czasem sama intryga kryminalna pewnie zatrze się gdzieś w mojej pamięci, z pewnością zapamiętam samą Różę Krull i jej "ekipę". Do trzech razy śmierć to doskonała rozrywka, przepełniona humorem, dystansem i pewną tajemniczością, w sam raz na jeden, góra dwa wieczory. Ja wprost nie mogę się doczekać żeby spędzić je znowu w towarzystwie Róży Krull

Ocena: 5/6
©Złodziejka książek
Najpierw wytrwale tworzy intrygę – podobnie, jak one budują przyszłe gniazdo. Później toczy bój z wszechwiedzącym redaktorem –z takim zapałem, z jakim one chronią własnej budowy. Następnie zbiera owoce swej pracy, w tym pochlebne opinie i długo wyczekiwany uśmiech na twarzach czytelników – dokładnie tak, jak one zbierają pożywienie. Na koniec natomiast myśli o kolejnym literackim dziecku – z taką intensywnością, z jaką one myślą o rozmnażaniu. Jak widzicie, pisarz jest niczym małe mrówki – skrupulatnie przechodzi proces twórczy, aby wypuścić na świat swoje papierowe potomstwo. Ciekawie robi się jednak wtedy, gdy twórca ryzykuje i wsadza fabularny kij prosto we własne mrowisko. Tak też uczynił Alek Rogoziński, który komedią kryminalną Do trzech razy śmierć zachęca do udziału w pozornie literackim, a jednak niosącym śmierć wydarzeniu…

Znana autorka powieści kryminalnych, nieco roztrzepana Róża Krull, zostaje zaproszona do malowniczego dworku pod Krakowem, gdzie planowany jest nietypowy zjazd pisarek. Kobieta z wyraźnym przekąsem traktuje osobliwe przedsięwzięcie, a poziom jej sceptycyzmu wzrasta, gdy na jaw wychodzi, iż pomysłodawczynią wydarzenia jest nielubiana w środowisku i wyjątkowo kapryśna koleżanka po pisarskim fachu, Kika Luna. Podczas uroczystej kolacji inauguracyjnej, na oczach dosłownie wszystkich uczestniczek, otruta zostaje jedna z zaproszonych autorek. W miejscu zbrodni znaleziona zostaje czarna róża, która błyskawicznie nasuwa myśl, iż nieznany nikomu sprawca wciela w życie jedną z powieści samej Róży Krull. Zatroskana bohaterka niezwłocznie uruchamia pokłady własnej ciekawości i równolegle do działań policji rozpoczyna prywatne dochodzenie. Na jego efekty nie trzeba długo czekać…

Chociaż Alek Rogoziński oświadcza na początku, że wykreowane postaci są barwnym wytworem jego wyobraźni, to ich wszechobecna zbieżność z realnym żywotem nie pozostawia cienia wątpliwości, iż autor już na wstępie chce zrobić czytelnika w potężnego balona. Książę komedii kryminalnej przekracza bowiem próg własnej branży i świadomie angażuje do swej niecnej fabuły, oczywiście pod zmajstrowanym wcześniej kamuflażem, kilka literackich osobowości, których wychwycenie okazuje się intrygującym elementem fabularnej zagadki. Trzeba przyznać, że autor niekiedy dość otwarcie ryzykuje, przedstawiając często niezdrową rywalizację oraz dwulicowe zachowania autorów, a także otwierając oczy na słabe punkty działalności blogów recenzenckich. Czy takim postępkiem Alek Rogoziński otwiera przysłowiową puszkę Pandory? Niekoniecznie, gdyż nieprzerwanie akcentuje humorystyczny wydźwięk powieści, przypominając tym samym, że ten wyraźnie prześmiewczy ton nie ma na celu niczyjej obrazy, a jedynie tworzy zachętę do głośnego zażartowania z samego siebie.

Warto w tym miejscu dodać, że autor zapewnia czytelnikowi tak doborowe i przyjemne towarzystwo pisarek, blogerek oraz niezastąpionego specjalisty od public relations, że nawet wspomniane przed chwilą prztyczki w branżowy nos, tak regularnie i skrzętnie sprzedawane podczas całej lektury, nie sprawiają emocjonalnego bólu, a jedynie dają o sobie znać. Obsada w tym iście groteskowym przedstawieniu okazuje się na tyle różnorodna, że niemal każdy znajdzie tu własnego sprzymierzeńca, któremu zachce przydzielić gest autentycznej sympatii. Alek Rogoziński z założenia oddaje oczywiście pierwszy plan szalonej Róży Krull, czym tworzy z niej całkiem charakterną bohaterkę główną, ale pamięta także o innych gościach tegoż literackiego spektaklu. Nie mogłabym tu nie wspomnieć o mojej imienniczce, gdyż utrafić jakąkolwiek Miłkę w fabule literackiej to wyczyn wcale nie prosty. Bohaterka ta zawodowo tworzy powieści grozy, ale w życiu jest nie tylko nagminnym wszystkożercą, ale też osobą niezwykle otwartą i tętniącą wiecznym optymizmem. Jej przeciwieństwem, choć równie charyzmatycznym, okazuje się zadziorna i bez dwóch zdań przemądrzała Kika Luna, której pojedynczy kaprys wprawia przecież tę fabularną machinę w ruch.

Nie ma wątpliwości, jaka wizja od początku przyświeca autorowi powieści. Rozśmieszyć czytelnika nie jest zbyt łatwo, ale w tym przypadku cel osiągnięty zostaje z dużą nadwyżką. Argumentem jest tu nie tylko stale dopisujący humor oraz regularne uśmieszki pod nosem odbiorcy, ale przede wszystkim niekontrolowane wybuchy śmiechu. Wyraźnie groteskowe sceny tworzą z intrygą kryminalną tak plastyczną kompozycję, że książkę pochłania się dosłownie w kilka godzin. Zaskakująco przyjemny okazuje się też zastrzyk nierealności, jaki autor aplikuje swojej powieści. Tutaj stale odnosi się bowiem wrażenie, że niemal wszystkie pisarki to wielkie celebrytki, które obracają się nie tylko wśród największych gwiazd, ale też wokół ogromnych pieniędzy. Wystarczy jednak odrobina branżowej wiedzy, aby stwierdzić, że literacka rzeczywistość niestety – podkreślam – niestety, mija się z przedstawionym upojnym wyobrażeniem.

Jakże lekko, szybko i przyjemnie upływa czas w towarzystwie dociekliwej Róży Krull! Fabularnie non stop się tu bowiem coś dzieje, główna bohaterka wciąż snuje nowe teorie, Miłka wygrzebuje znikąd kolejne smakołyki, a konspiratorka Betty knuje, jak najskuteczniej wkupić się w łaski pisarskiej elity. Do trzech razy śmierć to w moich oczach rasowa czarna komedia, w której oba arsenały, ten kryminalny oraz ten czysto komediowy, współgrają ze sobą należycie, odsuwając w niepamięć nawet najbardziej pochmurne myśli. Zapewniam zatem, że powieść Alka Rogozińskiego to gwarancja porządnego uśmiechu!

Ocena: 5/6
©Mozaika Literacka
Pierwszą książką Alka Rogozińskiego jaką przeczytałam było "Jak cię zabić, kochanie?", wywołała ona wiele pozytywnych odczuć i uśmiechów na mojej twarzy. Napisałam jednak, że czegoś mi w tej komedii kryminalnej brakowało. Nie udało jej się doprowadzić mnie do płakania ze śmiechu i tego nie mogłam jej wybaczyć. Tak samo jak trochę nierealnej intrygi, bo chociaż zaplanowano ją w mistrzowski sposób, to jednak trudno było w nią uwierzyć. Czy kolejna powieść spełniła moje wygórowane oczekiwania?

"Do trzech razy śmierć" podoba mi się znacznie bardziej od „Jak cię zabić, kochanie?”. Przede wszystkim Alek Rogoziński sięgnął po środowisko pisarzy i blogerów książkowych, można powiedzieć, że wepchnął przysłowiowy kij w mrowisko, w dodatku we własne. Podoba mi się dystans pisarza oraz jego obserwacje, które są naprawdę trafne.

Styl autora jest bardzo lekki. Tym razem fabuła wydawała mi się bardziej realna, chociaż niepozbawiona dziwnych zbiegów okoliczności, o których prawdziwi mordercy/śledczy mogliby tylko pomarzyć. Akcja powieści rozwija się dosyć szybko, mniej jest rozmyślań nie do końca pozostających w temacie, a to raczej odnotowuję na plus. W dodatku powieść czyta się bardzo szybko, trudno usiąść do niej tylko na kilka minut, bo czytelnik chce poznać rozwiązanie zagadki jak najprędzej.

Nie zżyłam się jakoś specjalnie z żadną postacią, o kilku chyba nawet zapomniałam. Nie było na to specjalnie czasu, bo akcja powieści cały czas domagała się uwagi. Muszę jednak przyznać, że kreacje niektórych bohaterów są dosyć ciekawe i jednak warte zapamiętania.

Róża Krull, dla przykładu, to postać wyjątkowa, która nie lubi się nikogo słuchać, uwielbia zmieniać fryzurę, jeść to co przygotuje dla niej specjalista od public relations, za wolno pisze dedykacje dla swoich czytelników, sprowadza młodzieńców na drogę pełną pokus i nie przepada za większością polskich pisarek.

Książka Alka Rogozińskiego "Do trzech razy śmierć" na pewno rozbawi nie jedną osobę. Pełna jest trafnych uwag i dobrej analizy pisarsko-blogowego światka, a to wszystko w humorystycznej wersji. Nadal nie popłakałam się ze śmiechu, ale czuję, że kolejna książka autora będzie jeszcze lepsza.

Ocena: 4/6
©Recenzje z pazurem
Róża Krull to autorka powieści kryminalnych. Nie ma wyjścia i pomimo iż nienawidzi sabatu czarownic, musi się na nim pojawić. Oczywiście chodzi tutaj o spotkanie pisarek, które ma się odbyć w dworku pod Krakowem. Od samego początku bohaterka ma złe przeczucia. I długo czekać nie musi. Pierwszego dnia, jedna z autorek umiera. Została otruta, a zaraz po tym, gdy kobieta zmarła - na stole pojawiła się czarna róża. To już duży znak dla Róży. Morderstwo ściśle łączy się z jej książką, którą napisała. Tylko kto może mieć motyw? Kto morduje i dlaczego?
Otóż Pani Krull prowadzi swoje prywatne śledztwo wraz z... boyem hotelowym, który jest jej fanem. Swoją pomoc oferują również trzy blogerki, spec od public relations i zarazem zakochany w gotowaniu Pepe. To istna mieszanka osobowości, zainteresowań... Ale czy znajdą mordercę? Czy poznają historię? Kto pierwszy rozwiąże niebanalną zagadkę z przeszłości?

Zaczynając od okładki, zresztą jak zwykle to u mnie bywa, muszę, ale to muszę wspomnieć, że jest... wspaniała. Swoją grafiką przypomina nieco "Jak cię zabić, kochanie?". Podoba mi się. Istny minimalizm i różne... przedmioty, które łączą się z lekturą. Wypukłe litery są pewnego rodzaju urozmaiceniem, które idealnie dopełniają całość. Grzbiet w bardzo minimalistycznym stopniu, ale jest piękny. Wiecie przecież, że kocham minimalizm. :)
Dodatkowym atutem jest tutaj okładka ze skrzydełkami, która chroni lekturę przez urazami. Na jednym z nich przeczytamy fragment powieści, a na drugim w kilku zgrabnie napisanych zdaniach - biografię naszego Króla Kryminalnych Komedii. Ważna była dla mnie również krótka opinia samej Magdaleny Witkiewicz, która jest jedną z moich ulubionych polskich autorek. Jeżeli ona poleca, to książka nie może być zła.

Długo czekałam na kolejny kryminał na wesoło. Nie mogłam doczekać się chwili, kiedy poznam pierwszy tom, całkiem nowej serii. Byłam ciekawa, co autor przygotował dla swoich czytelników. I nie bałam się o to, co będzie w środku. Wierzyłam w to, że zostanę pozytywnie zaskoczona - nie myliłam się. Dostałam świetnie napisaną powieść, której nie brakuje niczego. Na Targach w 2016 roku, miałam okazję spotkać się z autorem i uwierzcie mi - jest to bardzo sympatyczny, uśmiechnięty i naładowany pozytywna energią autor.
Posługując się fachowym piórem, czaruje słowami i sprawia, że chce się czytać. Już po kilku pierwszych zdaniach przepadłam. Oczywiście Alek Rogoziński to osoba, której nie da się nie lubić, tak samo jak jego książek. Ale czy wybaczę mu jedną sprawę? To zakończenie, które... właśnie. O nim później.
Zdecydowanie polecam po sięgnięcie powieści Pana Alka już teraz. Styl, jakim się posługuje autor jest na tyle przystępny, lekki, że nie mamy problemów ze zrozumieniem treści, a co najważniejsze losy bohaterów stają się na tyle ciekawe, że nie sposób odłożyć lekturę na bok. Jestem pewna, że pióro Pana Alka do Was przemówi.

Róża Krull to nowa postać. Podobnie jak serii o Joannie Szmidt!, główna bohaterka jest pisarką. Tyle, że nie romansów, a kryminałów. Zawsze to jakoś inaczej jest czytać o osobie piszącej książki, niż o zwyczajnym człowieku, czy bad boyu - przecież to ostatnio takie modne... Różę odebrałam jako pozytywną osobę, która nie lubi zjazdu pisarzy, czyli osób, które robią to, co one. W sumie, to trochę się jej nie dziwie. Też bym nie lubiła, tym bardziej, gdyby pozostałe diwy były takie jak w powieści. Cieszę się bardzo, że bohaterka nie została nakreślona zbyt płytko, nie jest postacią papierową, bez charakteru. Wyróżnia się i swoją upartością nieco przypomina Panią Szmidt. Niemniej jednak jej kreacja przypadła mi do gustu, bardzo.
Spotkałam tutaj Betty, za którą bardzo mocno tęskniłam! I cieszę się, że Pan Alek umieścił ją w tej serii, bez niej to nie byłoby to samo. Jednak Panie Alku. Nie wybaczę Panu tego, co dostałam w rozdziale XIX. Dlaczego?! Ja się pytam dlaczego! Chyba tej straty nie przeboleję... Oczywiście czekam na zgrabne wytłumaczenie (może być nawet w kolejnym tomie o Róży) dlaczego jest tak, a nie inaczej. Tego się kompletnie nie spodziewałam.
Reasumując uważam, że postacie w tej lekturze są bardzo realne, rzeczywiste i z charakterem. Nie są również wszyscy na jedno kopyto stworzeni - każdy z nich posiada inny zestaw zalet i wad oraz charakter. I to mi się podoba. Gdzie jak nie w kryminałach Rogozińskiego spotkamy tak barwne postacie?

Kolejną sporą zaletą nowej serii jest tempo akcji. Nie jest ono powolne, bez zaskakujących zdarzeń. Wręcz przeciwnie. Z każdą kolejną stroną zatracamy się w świecie podkrakowskiego dworku, w którym mieści się mnóstwo tajemnic. Historie sprzed kilku lat, które są dobrze ukrywane wychodzą na światło dzienne. Spiski, intrygi - to wszystko wychodzi na jaw, ale oczywiście, nie od razu. Autor stopniowo nas nimi obdarza, co sprawia, że przynajmniej ja - czytałam książkę jak szalona. Byłam tak bardzo zainteresowana tym, co jest na kolejnej stronie, że chyba nie przyznam się, jak szybko ją pochłonęłam. Nie zrobiłam sobie ani jednej przerwy. Nie mogłam. Tak bardzo owa pozycja mnie zainteresowała.
Akcja pędzi na łeb, na szyję i co chwila pojawiają się nowe informacje, bardziej lub mniej istotne w sprawie. Niespodziewane zwroty akcji, które jeszcze bardziej przyśpieszają akcję (to da się jeszcze szybciej?)

Humor. W tej pozycji jest go co nie miara! Oczywiście to jest podstawą, że jeżeli chcecie kryminał na wesoło, to TYLKO I WYŁĄCZNIE możecie sięgać po lektury Pana Alka. Jest zdecydowanie mistrzem w tej dziedzinie. I nie spotkałam jak dotąd lepszego autora, który w tak przystępny sposób, tak lekkim stylem zaintrygował czytelnika morderstwem, a jednocześnie rozbawiał do łez. Chwil, kiedy uśmiech nie chce zejść nam z ust jest naprawdę wiele, co wychodzi oczywiście na plus książki. Tak, to kolejny bardzo ważny punkt, który trzeba mieć na uwadze sięgając po powieści tegoż autora.
Nie może również zabraknąć elementu, który spotykamy przy każdej książce pisarza - spis bohaterów. Mimo, iż nie wszyscy zabierają głos, to wiemy kto kim jest. I jest to dobry zabieg, bo nie raz idzie się pogubić podczas lektury. Tutaj nam to nie grozi. :) No i oczywiście Oświadczenie - jedno z niewielu, które już zaskakuje i powoduje delikatny uśmiech na ustach.

Same pochwały i pochwały. A gdzie jakieś wady? No właśnie. TUTAJ NIE MA WAD.
Emocje - kolejny punkt gwarantowany pod nazwiskiem - Rogoziński.
Czytając tę pozycję nie dość, że byłam tak zaintrygowana, że kompletnie NIC mnie nie obchodziło, co działo się wokół mnie, to pochłaniałam każdą kolejną stronę z coraz większym zainteresowaniem. Byłam jak zaczarowana. Ale co się dziwić! Autor czaruje swoim piórem, a my jak te marionetki czytamy powieść jak zahipnotyzowani. Nie raz i nie dwa szczerze się uśmiechałam, albo chichotałam (przecież nie chciałam gorszyć domowników i sprowadzać na siebie opinii śmiejącej się do książki jak głupi do sera). Niemniej jednak Do trzech razy śmierć ma wszystko - czego było mi trzeba.

Zdecydowanie polecam WSZYSTKIM najnowszą powieść Alka Rogozińskiego. Świetny kryminał na wesoło sprawia, że nasze popołudnie spędzimy w doborowym towarzystwie Róży Krull i jej świty. Nie ma żadnych wiekowych ograniczeń. Jest dla każdego. Idealna na smutniejszy okres w życiu - bo poprawi Wam momentalnie humor. Dla tych zmęczonych, przepracowanych - również jest trafnym celem. Odpręży, zrelaksuje i rozśmieszy.
Jak dla mnie nowa seria zapowiada się fantastycznie i już nie mogę się doczekać poznania kolejnych perypetii Pani Krull. Mam nadzieję, że nie będę długo czekać.
Polecam każdemu z osobna, książka wyszła spod pióra Króla Kryminalnych Komedii. Rewelacyjny Majstersztyk.

Ocena: 6/6
©Tylko magia słowa
Na zorganizowane w podkrakowskim dworku spotkanie pisarzy zostaje zaproszona sama śmietanka damskiego światka literackiego. Wśród zaproszonych znajduje się Róża Krull, która mimo że nie jest specjalnie zadowolona z opcji wyjazdu i spędzenia czasu ze swoimi koleżankami po fachu, ostatecznie decyduje się pojechać. Spokój na imprezie nie trwa długo, bo zaraz po rozpoczęciu uroczystości powitalnej jedna z autorek zostaje otruta. Później może być już tylko gorzej. To najwyższa pora na rozpoczęcie dochodzenia na własną rękę, w którym pomagają Róży trzy szalone blogerki, specjalista od public relations i hotelowy boy.

W książkach Rogozińskiego jestem zakochana od momentu przeczytania jego debiutu, później – z każdą kolejną wydaną książką – moja miłość tylko rosła, bo okazało się, że Alek jest jedynym pisarzem, który do tej pory jeszcze ani razu mnie nie zawiódł. Jego książki uwielbiam przede wszystkim za krótką formę, zwięzłą treść, niesamowicie barwnych i przerysowanych bohaterów, no i oczywiście ten humor, który nie raz zwalał mnie z nóg.
Ogromny plus – po raz kolejny – za świetnego narratora, który staje Do trzech razy śmierć na wysokości zadania i idealnie spełnia się w roli pomocnika czytelnika, bo i tłumaczy pewne nieporuszone do tej pory kwestie, i wprowadza dystans i ironię do całej fabuły, jeszcze bardziej ją podkręcając i ubarwiając (niekontrolowane wybuchy śmiechu gwarantowane!). Bohaterowie i poprowadzone między nimi dialogi to istny majstersztyk. Autor wprowadził bohaterów, których się kocha i nienawidzi, pojawiają się postacie irytujące, które na wstępie ma się ochotę zabić. Nie potrafię rozgryźć tego, na jakiej zasadzie zostali ze sobą zestawieni, ale w tej gromadzie idealnie się dopełniają. Pozwolę sobie wspomnieć też o oryginalnym pomyśle wplecenia w swoją historię blogerek, które w działaniu przypominają trio z Atomówek. I tak naprawdę przy tej kwestii dopiero zauważyłam, jak wnikliwym obserwatorem otoczenia jest Rogoziński, bo potrafił wyciągnąć chociaż odrobinę prawdziwej natury i przelać ją na papier.
Alek z ogromnym rozmachem wplata kolejne osoby do swoich intryg i im jest ich więcej – im większy panuje chaos – tym lepszy jest efekt końcowy jego komedii kryminalnej. Mnie momentami za bardzo przytłaczały ciągle przewijające się postacie – zdarzało się, że gubiłam się w nich i zwalniałam tempa, żeby przypomnieć sobie kim ta osoba tak właściwie jest.

Fabuła jest zlepkiem nieprawdopodobnych, ale możliwych wydarzeń, do których autor jeszcze dokłada absurdalne smaczki. Alek okazał się mordercą bez skrupułów, który dodatkowo wodzi czytelnika za nos, wprowadzając ciągłe zwroty akcji, wyskakując z zupełnie niespodziewanymi sytuacjami. Krótka forma i nieustannie tocząca się akcja sprawiają, że książkę czyta się dosłownie w kilka godzin, że nawet nie bardzo ma się ochotę ją odłożyć, choćby na chwilę. A zamieszanie, chaos i posplatanie wszystkich możliwych sytuacji dodaje fabule jeszcze więcej agresji i dynamizmu.
Największym atutem jest jednak to, że czytając Do trzech razy śmierć widać rozwój autora, wyczuwa się jeszcze większą swobodę w kreowaniu postaci, prowadzeniu dialogów i budowaniu samej fabuły. Rogoziński odchodzi od wszelkich schematów i mam wrażenie, że przez swoją twórczość próbuje – chociaż trochę – wyrazić sam siebie. Jednak wprowadzone też zostały pewne ograniczenia, które mnie jeszcze bardziej cieszą – okrojenie relacji między bohaterami i skupienie się na kryminalnej intrydze.

Dla mnie, po przeczytaniu Do trzech razy śmierć, ten Książę komedii kryminalnej awansował na Króla.

Ocena: 6/6
©Rude recenzuje
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    www.czytaska.blogspot.com

    Czy ja już kiedyś nie wspominałam, że lubię pana Rogozińskiego za nieskrywaną fascynację i zaczerpnięcia z Chmielewskiej? „Wzrostu siedzącego psa” ???????????????????? „niech głęboko oddycha - pomoże jej to? - nie, ale zajmie się tym i jej przejdzie” (w oryginale „Wszyscy jesteśmy podejrzani” było „mu” o histeryku Włodku). Oraz scena w której bohaterka wygląda jakby jej ktoś rozłupał głowę siekierą („Wszystko czerwone”). No i smaczek nad smaczki „ruszyły kurcgalopkiem”! Dzięki panie Alku za utrzymywanie tego ukochanego przeze mnie słownictwa przy życiu!

    A poza tym „Do trzech razy śmierć) to klasyczna zagadka zamkniętego pokoju, lubiana przez wielką Agathę (na poważnie) oraz wielką Joannę (na niepoważnie) nieźle się udała również panu Rogozińskiemu.

    Odremontowany na luksusowo i nowocześnie zabytkowy dworek jest miejscem zlotu pisarek spod znaku literatury raczej bardziej rozrywkowej niż pięknej. Nikt nie wie kto i po co zwołał to towarzystwo. Każdy z zaproszonych coś ukrywa albo chce odkryć a małym światkiem rządzą bardziej animozje niż przyjaźnie.

    Trochę jest to satyra na środowisko, jak rozumiem, blisko znane autorowi. Rzeczywiście w polskiej literaturze lekkiej, łatwej i przyjemnej królują kobiety. Być może autorki z rzeczywistości będą potrafiły porozpoznawać w postaciach z książki siebie i swoje koleżanki????.
    Sama zbrodnia trupami się ściele, główna bohaterka nieco chaotycznie ale raczej z fartem tropi ślady, wyciąga zeznania, znajduje zwłoki i unika niebezpieczeństw.
    Sprytni pomocnicy, bardzo przystojny policjant (szkoda by było, gdyby taka postać się zmarnowała, więc to komisarz Darski z przygód Joanny i Beaty z „Ukochanego...” i „Morderstwa...”), tajemniczy dworek i otaczające go bagna i odludzia.
    Kto zabił pierwszą, drugą... ile tych ofiar? Jakie były motywy? Tajemnica sprzed lat, zazdrość konkurencji, szantaż a może prozaiczne miłość, nienawiść, pieniądze?

    Polecam! Trochę straszno! I bardzo śmiesznie!

Warto zerknąć