Dziennik Kasztelana
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.25 / 5.00
liczba ocen: 502
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
27.00 złpremium: 16.20 zł
22.38 zł
22.58 zł
22.95 zł
27.00 zł
Pozostałe księgarnie
22.94 zł
23.29 zł
24.30 zł
25.65 zł
25.65 zł
27.00 zł
27.00 zł
27.00 zł
27.00 zł
Opis:

Powieść autora bestsellerowej „Ostatniej arystokratki”. Zmęczony metropolią Wiktor wyjeżdża z Pragi, by zostać kasztelanem morawskiego zamku. Pragnie odnaleźć wewnętrzną równowagę i zażegnać kryzys małżeński. Jednak wizja spokojnego życia wśród zabytkowych mebli i dzieł sztuki szybko odchodzi w zapomnienie. Na zamku czeka dość zagadkowy personel oraz… demony przeszłości.

Tajemnicze odgłosy i niewyjaśnione zdarzenia przejmują władzę nad Wiktorem i jego rodziną. Czy mają swoje wytłumaczenie? Czy racjonalny umysł Wiktora rozwikła tajemnicę zamku?
Pamiętajcie: niczemu się tutaj nie dziwcie!

O Autorze:
Evžen Boček – kasztelan, autor dwóch bestsellerowych powieści „Ostatnia arystokratka” i „Arystokratka w ukropie”.

Recenzje blogerów
Jeśli szykujecie się na dużo śmiechu i radości to jesteście w błędzie. Dziennik Kasztelana to opowieść, która kompletnie Was zaskoczy!'

Jest w niej coś niepokojącego. Coś smutnego, coś, co sprawia, że zaczynacie rozmyślać nad sobą i nad życiem. Czy to mury zamku tak działają a może jakieś duchy?

Historia Wiktora, kustosza pewnego zamku spod Brna, to opowieść o człowieku szukającym spokoju oraz ukojenia. O człowieku, który, zmęczony miejskim zgiełkiem i miejskim pośpiechem, wyprowadza się na prowincję, by tam zbudować wymarzoną, spokojną egzystencję.

Okazuje się jednak, że nie jest to w cale takie proste. Sama przeprowadzka to nie wszystko. Trzeba jeszcze odnaleźć w sobie spokój i dystans do świata, a jak to zrobić, kiedy ciągle coś przeszkadza, a już najbardziej wścibscy turyści, pałętający się po zamku

Autor ma świetny zmysł obserwacji i doskonale prowadzi czytelnika do puenty. Dziennik Kasztelana to naprawdę dobra lektura, choć pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Jak dla mnie, kawałek dobrej obyczajówki o życiu, na smutno i na wesoło.

Ocena: 5/6
©Domowa Księgarnia
Czeska literatura. Jak często czytacie? Czy nasi południowi sąsiedzi nie są trochę zapomniani na polskim rynku wydawniczym? Czy może tylko zbyt słabo promowani?

Kilka lat temu czytałam książkę Mariusza Szczygła Zróbmy sobie raj. Do dziś pamiętam jak śmiałam się z jego błyskotliwych komentarzy i czeskiego absurdu. Gdy w moje ręce wpadła Ostatnia arystokratka Evžena Boček, a później jej kontynuacja Arystokratka w ukropie wiedziałam, że po Czechu mogę spodziewać się wiele. A gdy już przeczytałam to wiedziałam, że muszę przeczytać kolejną pozycję tego autora.

Sięgając po Dziennik kasztelana spodziewałam się wydarzeń i przygód z zamkiem i turystami w tle. I nie zawiodłam się, zamek i turyści byli, ale oprócz nich było jeszcze wiele fantastycznych szczegółów. Ta cieniutka książeczka zasługuje raczej na miano opowiadania lub noweli, ale przeżycia gwarantuje jak najlepsza powieść.

Główny bohater, Wiktor wyjeżdża z Pragi i przyjmuje posadę kasztelana na zamku. Po czasie dołącza do niego żona Iwona z córką Ewcią. Początkowe wydarzenia wskazują na spokojną pracę z dala od życia, które Wiktor nie do końca akceptował. I tu ku mojemu zaskoczeniu objawił mi się bohater, z którym mogę się utożsamiać. Wiktor podczas kłótni z żoną wylał wszystkie swoje żale i bolączki. Wszechobecny konsumpcjonizm, zakłamanie i żądza pieniądza (tak w mocnym skrócie) obecne w życiu praskich mieszkańców spowodowała, że Wiktor marzy o życiu na prowincji. Spokojne wdrażanie się w życie i funkcjonowanie zamku zakłócił pogarszający się stan zdrowia 5-letniej Ewuni. I tu znów przeżyłam zaskoczenie, ponieważ nie spodziewałam się tak poważnych tematów. Do tego Evžen Boček porusza jeszcze kilka innych ważnych tematów jak hodowla psów do walk, bagatelizowanie wartości życia zwierząt czy układy polityczne.

To wszystko sprawia, że Dziennik kasztelana jest niezwykle wciągający i intrygujący. A jeśli dodamy do tego zjawiska paranormalne to mamy całkiem przyjemną rozrywkę na dobrym poziomie. I tylko szkoda, że wątek duchów nie został bardziej rozwinięty. Przez to mam wrażenie, że potrzebny byłby kolejny tom.

Ocena: 4/6
©Idę czytać
Najłatwiej jest pisać o tym, co jest twórcy dobrze znane. Z tego założenia wyszedł chyba Evžen Boček, który, jak sam mówi, jest przede wszystkim kasztelanem na czeskim zamku w Miloticach na Morawach, a potem dopiero pisarzem. Omawiany dzisiaj Dziennik kasztelana jest jego debiutem, co warto podkreślić. Należy też od razu dodać, że czytelnicy zaznajomieni z jego cyklem Arystokratka (w Polsce wydane zostały na razie dwie części – Ostatnia arystokratka oraz Arystokratka w ukropie) nie powinni tym razem nastawiać się na salwy nieopanowanego śmiechu, jest to bowiem rzecz innego rodzaju. Co nie znaczy, że gorsza.

Wiktor, zmęczony tempem życia w Pradze, wyjeżdża na Morawy, by zostać kasztelanem tamtejszego zamku. Ucieczka z miasta jawi mu się jako rozwiązanie wszystkich kłopotów, także tych, które piętrzą się w jego małżeństwie z Iwonką. Praca kasztelana jest więc nowym początkiem, a cichy, oddalony od zgiełku dużego miasta zakątek daje nadzieję na odpoczynek i uspokojenie skołatanych nerwów. Wiktor nie ma pojęcia jak wiele wysiłku trzeba włożyć w utrzymanie i jako takie funkcjonowanie tak ogromnego obiektu.

Szybko przekonuje się, że relaks to ostatnie, czego tu zazna: pracownicy przyjmują go z dozą nieufności, po okolicy krążą niepokojące i mroczne plotki na temat poprzedniego kasztelana, w zamczysku zalegają resztki wyposażenia po dawnym zarządcy, a sam budynek jest kompletnie niegotowy na najazd muflonów (czytaj: turystów) w sezonie wiosennym. Na razie trwa zima, ale pracy jest w bród, a czasu niewiele – tym bardziej, gdy cały zamek usiłują doprowadzić do ładu cztery osoby. Jakby tego było mało, nowe miejsce pracy Wiktora ma oczywiście swoje legendy o duchach, a sytuacji bynajmniej nie poprawia fakt, że w jednej z komnat urządzono małe mauzoleum, w którym spoczywa mumia Marii Arnoszty. Biorąc to wszystko pod uwagę, sprowadzenie na Morawy żony wraz z córką Ewunią wydaje się nie najlepszym pomysłem, ale mężczyzna nie traci animuszu. Przynajmniej z początku… Bo potem, chciałoby się rzec za Alicją z Krainy Czarów, jest tylko zdziwniej i zdziwniej.

Wreszcie odnalazłem swoją mantrę: Niczemu się tutaj nie dziwić.

Jak widać, Evžen Boček od początku upodobał sobie formę dziennika. Nie każdy lubi pierwszoosobową narrację, jednak w tego typu formule inna nie ma prawa bytu. W Arystokratkach narratorką była Maria Kostka z Kostki, w Dzienniku kasztelana głos ma kasztelan Wiktor, i to wyłącznie z jego perspektywy poznajemy kolejne wydarzenia. Ma to swoje plusy, a w przypadku omawianego tytułu dobrze wprowadza czytelnika w nastrój niepokoju i niepewności, które odczuwa główny bohater. Gdy Wiktor jest zagubiony, niepewny swych odczuć i tego, co widział na własne oczy, czytelnik jest dokładnie w takim samym stanie, co potęguje nastrój grozy, jaki panuje w książce. Zamczysko bowiem jest dość upiorne, i choć na współczesnym czytelniku nie zrobi już specjalnego wrażenia leżący w łóżku trup Marii Arnoszty czy włączający się w środku nocy gramofon, to jednak złe samopoczucie Ewusi, córki kasztelana, które pogłębia się, gdy mała przebywa w zamku (zupełnie, jakby ten wysysał z niej siły witalne!) jest już mocno niepokojące.

Choć książka nie jest pozbawiona zabawnych fragmentów, ciężar gatunkowy jest zupełnie inny niż w Arystokratkach. Evžen Boček zadebiutował powieścią poważną, momentami bardzo mroczną, nie stroniącą od niewyjaśnionych, nadprzyrodzonych zjawisk, każących raz po raz pytać samego siebie, czy to prawda, czy też kolejne dziwne wydarzenia oddają po prostu coraz gorszy psychiczny stan głównego bohatera. Dziennik kasztelana to specyficzna mieszanka powieści obyczajowej i historii o duchach. Strona obyczajowa wypada moim zdaniem lepiej od tej w stylu powieści grozy – może naczytałam się za dużo naprawdę mocnych horrorów, by przestraszyć się subtelnym strachom z powieści Bočka.

Jak powiedział sam autor na spotkaniu w Katowicach, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, gdy był młody, zadowolony z życia i zdrowy, pisał książki mroczne, a teraz, gdy jest stary, schorowany i zmęczony życiem, pisze wesołe powieści. Mógł być to oczywiście przejaw czeskiego, przewrotnego humoru, jednak nie da się ukryć, że coś w tym jest. Będąc szczerą, wolę to zabawne oblicze autora, ale i przy Dzienniku kasztelana spędziłam ciekawie kilka godzin. Szkoda może jedynie, że powieści Bočka są tak krótkie, ale z drugiej strony… lepszy niedosyt niż przegadanie. A kolejna część przygód Marii Kostki ukaże się w Polsce już w przyszłym roku.

Ocena: 4/6
©tanayah czyta
Wiktor ma serdecznie dość życia w wielkim mieście i opuszcza Pragę, by objąć posadę kasztelana na pewnym morawskim zamku. Na miejscu Wiktor zastaje zniszczone zamczysko i grupę nieco ekscentrycznych pracowników, a dodatkowo poznaje mnóstwo historii związanych z przeszłością zamku i poprzednim kasztelanem – człowiekiem, który niemalże obrósł legendą wśród mieszkańców zamku i okolicznych terenów. Niestety nikt nie wspomina go dobrze, więc Wiktor musi się zmierzyć z historią, jeżeli chce teraz zaopiekować się zamkiem. Wizja sielankowego życia szybko się jednak rozwiewa, bo jego nowe miejsce zamieszkania zdaje się żyć własnym życiem, a gdy do Wiktora sprowadzają się żona i córeczka, zamek zdaje się źle wpływać na dziewczynkę… Rodzice zaczynają się o nią martwić. Jeśli chcecie się dowiedzieć, co z tego wyniknie i czy kasztelan odkryje tajemnicę zamku, sięgnijcie po „Dziennik kasztelana”.

Na samym początku muszę zaznaczyć, że „Dziennik kasztelana” nie ma nic wspólnego z poprzednimi powieściami Bočka. Jeżeli oczekujecie kontynuacji „Arystokratki w ukropie” lub chcecie spotkać tych samych bohaterów, to w „Dzienniku kasztelana” ich nie znajdziecie. Jedynym, co łączy te książki, jest miejsce akcji – zamek. Poza tym jednak „Dziennik…” jest zupełnie samodzielną historią. Wcale jednak na tym nie traci, bo Boček zdecydował się tym razem na opowieść w zupełnie innym klimacie – jego najnowsza powieść to nie typowa czeska komedia. Oczywiście, widać w niej charakterystyczny, lekki, ironizujący styl autora, który tak dobrze znamy, ale jednocześnie Boček postawił tym razem na dreszczyk emocji. Zamek to nawiedzone miejsce, w którym wszyscy mieszkańcy czują się nieswojo – nieswojo czujemy się nawet my, czytelnicy. Autor sięga do klasyki: pękające lustra, skrzypiąca podłoga, dziwne, niewyjaśnione zdarzenia. Zapewniam was jednak, że te stare sposoby dalej działają!

Dodatkowo Evžen Boček sam jest kasztelanem, dlatego jego powieść jest częściowo powieścią autobiograficzną. Sam „Dziennik…”, tak jak wskazuje tytuł, napisany jest w formie pamiętnika. Autor pokazuje nam, jak wygląda opieka nad zamkiem i życie w nim na co dzień, jak planuje się sezon turystyczny i ile pracy wymaga czuwanie nad takim miejscem. Tak jak w serii o Marii Kostce wyśmiewa biurokrację, koneksje, przedstawia nam czeską mentalność i podejście do życia. Przede wszystkim jednak, „Dziennik kasztelana” to wspaniała powieść „rozrywkowa” – lekka i przyjemna, dobrze się czyta i wspaniale się przy niej bawimy! Uważam że to bardzo dobrze, bo brakuje mi ostatnio literatury, którą możemy czytać dla czystej przyjemności i do której możemy po czasie wracać z uśmiechem na ustach, a Evžen Boček takich właśnie książek nam dostarcza. Podsumowując, „Dziennik kasztelana” to świetna propozycja zarówno dla tych, którzy Bočka już znają, jak i dla tych, którzy dopiero chcą się zaznajomić z jego twórczością. Miłośnicy czeskiego humoru i opowieści z dreszczykiem będą zachwyceni!



Ocena: 5/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć