ebook Wojna światów
3.76 / 5.00 (liczba ocen: 1282)

Wojna światów
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 9.80
Audiobook - najniższa cena: 18.55
12.99 złpremium: 7.79 zł Lub 7.79 zł
9.80 zł Lub 8.82 zł
12.99 zł
13.41 zł Lub 12.07 zł
24.90 zł
9.90 zł
10.91 zł
11.04 zł
12.11 zł
12.34 zł
12.99 zł
12.99 zł
20.74 zł
Inne proponowane

Jedna z najważniejszych światowych powieści gatunku science fiction. Opowiada o inwazji Marsjan na Ziemię, którzy zamierzają skolonizować Błękitną Planetę, a z jej mieszkańców uczynić pożywienie. Sieją spustoszenie w Londynie i jego okolicach, próbując podporządkować sobie ludzką rasę. Marsjańskie zagrożenie wyzwala w ludziach najgorsze instynkty, ludzie okazują się zdolni do każdej niegodziwości.

Wojna światów od Herbert George Wells możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Ogólnie jeśli chodzi o sam gatunek science fiction to zwykle staram się go unikać, gdyż rozczarowałam się na nim tak wiele razy, że spokojnie mogę uznać, że tego typu historie nie są dla mnie. Dla Wojny światów postanowiłam jednak zrobić wyjątek z jednego powodu: jest to klasyka nad klasykami. Ciekawa byłam, jak H. G. Wells wyobraził sobie najazd Marsjan na współczesny - dla niego wtedy - świat. Z drugiej strony pojawiły się obawy, że się zawiodę. Upadek z wysokiego konia boli najbardziej, a moje oczekiwania co do Wojny światów były naprawdę ogromne.

Pewnej nocy na powierzchni Marsa zauważono dziwne aktywności, które uznano za eksplozje gazów. Pewien pisarz i filozof przyglądając się temu nie spodziewał się, że jest świadkiem posyłania na jego ojczystą planetę cylindrów, które zawierają w sobie marsjański gatunek, który - jak wszyscy się spodziewają - nie przypomina za bardzo ludzi, jest bardzo zaawansowany technologicznie i wcale nie przybywa w pokoju. Nagle okazuje się, że Ziemia nie jest jedyną zamieszkaną planetą we Wszechświecie, a rasa ludzka nie jest nieśmiertelna...

Człowiek wszelako tak bardzo zaślepiony jest w swej próżności, że aż do końca dziewiętnastego wieku nikt nie przelał na papier myśli, iż poza Ziemią mogły rozwinąć się istoty inteligentne, ba - że wykształciła się tam jakakolwiek forma życia.

Główny bohater - nieznany nam z imienia i nazwiska - jest pisarzem i filozofem, dzięki czemu relacjonowane przez niego wydarzenia mają ręce i nogi. Mężczyzna potrafi doskonale opowiedzieć chronologicznie to, co się wydarzyło po wylądowaniu pierwszego cylindra. Nie zżyłam się z nim przez tę formę, którą napisana jest Wojna światów i nie bałam się o jego życie. Skoro relacjonuje nam to, wychodząc czasami w przyszłość, planeta Ziemia musiała w pewnym stopniu chociaż ocaleć i owy pisarz przeżyć musiał. Jak przyszło na osobę, która streszcza najważniejsze wydarzenia narrator nie skupia się za bardzo na sobie, tylko na tym, co się działo dookoła i doskonale spełnia swoje zadanie. Czasami pojawiają się jego odczucia na temat całej tej sytuacji i pozwala to odczuć ten klimat grozy.

H. G. Wells napisał tę książkę w XIX wieku, a doskonale oddał nie tylko realia wojny totalnej - której notabene znać nie mógł, gdyż do I wojny światowej trochę czasu zostało w momencie wydania - ale również wykazał się ogromną dawką wyobraźni tworząc najazd - jakby nie było - kosmitów w czasie, kiedy na angielskim rynku miał pojawić się Arthur Conan Doyle ze swoim Sherlockiem i podbić serca anglików. I chociaż gatunkowo obie te historie nie mają ze sobą nic wspólnego, to jak obie zostały napisane ma ze sobą dużo wspólnego. Podczas czytania Wojny światów poczułam się tak, jakbym powróciła do pierwszych chwil ze Studium w szkarłacie i od samego początku byłam zachwycona. Ten klimat!

Ludzki intelekt doszedł już do przekonania, że życie to nieustanna walka o przetrwanie; Marsjanie, jak się wydaje, pogląd ten podzielają.

Chociaż fanką science fiction nie jestem, to to dziewiętnastowieczne podbiło moje serce. Autor nie krytykuje zabójczych instynktów Marsjan. O dziwo porównuje ich zachowania do tych typowo ludzkich. Czymże różnią się zwyczaje żywieniowe przybyszów z kosmosu od tych, którymi na co dzień wykazują się ludzie? Skoro dla nas krówki i prosiaczki są źródłem pożywienia i niższym gatunkiem, to czy ocenianie Marsjan ma sens? Nie spodziewałam się tego typu przemyśleń i to dało mi bardzo do myślenia. Dziwiło mnie trochę zachowanie widzów tego marsjańskiego widowiska, którzy zamiast próbować uciec przed nieuniknionym schodzili się na miejsce lądowania i uparcie dopatrywali tego, co w cylindrze się kryło.

Wiadomo, że XIX wiek to nie ten XXI i przekazywanie informacji na duże odległości nie było na tak wysokim poziomie jak teraz i ludzie mieszkający dalej mogli nie słyszeć - i nie wierzyć - w inwazję kosmitów, jednak osoby będące świadkami zachowywali się bardzo irracjonalnie i zastanawia mnie, czy to mentalność anglików sprzed stu lat, czy też wymysł H. G. Wellsa, którego poniosła wyobraźnia. Mimo to nie dziwię się, że Wojna światów jest książką tak polecaną, bo jest zdecydowanie czymś doskonałym, co warto znać, czy się jest fanem gatunku czy też nie. A wznowienie, które pojawiło się dzięki wydawnictwu Vesper, jest przepiękne. Te ilustracje, okładka! Biorąc pod uwagę cenę, która widnieje na okładce... Jakiś żart! Posiadanie tej opowieści powinno być obowiązkowe. Uwaga, oto lektura, jak nie zachowywać się, kiedy Marsjanie najadą na świat.

Ocena: 6/6
©Papierowe Miasta
Najsłynniejsza powieść George’a Herberta Wellsa. I według mojej opinii – najlepsza. Podobnie jak w poprzednich powieściach, autor wskazuje na zagrożenia płynące z niewłaściwego wykorzystania zdobyczy naukowych, tym razem jednak są one używane przez pozaziemską cywilizację. Na Ziemię spadają wielkie metalowe walce, przenosząc w swoim wnętrzu Marsjan i ich broń – charakterystyczne trójnogie pojazdy, przed którymi uciekał Tom Cruise w 2005 roku.

Ludzie z początku traktują te wydarzenia jako kolejną ciekawostkę, atrakcję rozjaśniającą ich smutny i ciemny codziennością świat. Marsjanie jednak nie maja pokojowych zamiarów, ich celem jest całkowite zniszczenie ludzkiej cywilizacji i zajęcie Ziemi. Nie ma negocjacji, nie ma prób porozumienia, białe flagi trzeba przeszyć na całuny. Marsjański blitzkrieg ustanawia błyskawicznie nowy porządek świata a ludzkość zostaje zgnieciona szybciej niż jest w stanie wyjść z szoku i w ogóle uświadomić sobie co się dzieje.

Marsjanie to prawie Nadistoty z teorii Adama Wiśniewskiego-Snerga, polskiego pisarza science fiction. Ich inteligencja, technologia są kilka rzędów wyżej niż ludzka, ich motywacja nieodgadniona, siła rażenia nie do powstrzymania. „Prawie” - ponieważ ludzie jednak dostrzegają fakt inwazji, są w stanie zidentyfikować najeźdźcę, podobnie agresorzy zdają się wiedzieć dokładnie, że to właśnie ludzi muszą wytępić w pierwszej kolejności. Stosunek Marsjan do ludzi nie jest więc stosunkiem słoni do mrówek (gdzie „społeczności” te mogą w ogóle nie zdawać sobie sprawy ze swego istnienia, wzorem snergowej teorii) a raczej stosunkiem watahy wilków do stada kur (widzą się wzajemnie ale są z wiadomego powodu niezdolne do porozumienia). Ludzie-kury ignorują pierwszego wilka, który zakradł się w pobliże kurnika, położył przy wejściu i nie spuszcza z nich oka. Jakiekolwiek niebezpieczeństwo zagrażające, pozbawionemu co prawda nadzoru, ale prężnie się rozwijającemu kurnikowi, wydaje się absurdalne. Jest przecież technologia, jest humanizm, dobrobyt, praca, sztuka i kultura. Kury nie dopuszczają do siebie myśli, że gdzieś tam poza ich kurnikiem jest wyżej rozwinięta społeczność, która nie kieruje się tymi samymi zasadami moralnymi (o ile takowe istnieją).

Autor zaznacza jednak, że Marsjanie postępują wobec Ziemian podobnie jak konkwistadorzy Corteza wobec meksykańskich Indian, jak armia Czyngis-chana wobec reszty świata. Tak jakby sam fakt posiadania środków ku ekspansji, przy jednoczesnej świadomości przewagi technologicznej i umysłowej (bo przecież nie moralnej), był warunkiem koniecznym i wystarczającym, aby rozpętać wojnę. Marsjanie zaatakowali nas bo taka była po prostu kolej rzeczy, my ludzie nie jesteśmy lepsi, rzeki Afryki i Ameryki dość często przecież spływały krwią wyrzynanych plemion.

Wells próbuje wstrząsnąć ludzkością mocniej niż w przypadku poprzednich powieści. Ludzi trzeba obudzić, uświadomić im, że nie wolno nigdy stracić czujności, że technologia i nauka może nieść śmiertelne zagrożenie w równej mierze co przynosić dobrobyt. Wojna i zniszczenia powodowane przez Marsjan opisane są bardzo dosadnie i obrazowo, lecz powinniśmy zastanowić się nad jednym. Dlaczego w ogóle Wells napisał tę książkę? Bał się Marsjan i wierzył, że istnieją? Czy może bał się raczej wojny totalnej, prowadzonej głównie z pozycji przewagi technologicznej i tego co taka wojna ze sobą niesie, a kosmici zostali wybrani jako wygodny i atrakcyjny nośnik fabuły? Wells wyprzedza trochę swój czas – przecież już po szesnastu latach od wydania powieści, obrazki zniszczonego wojną świata stają się rzeczywistością. Pierwsza wojna światowa urzeczywistniła wizję Wellsa lepiej, niż on mógłby to sobie kiedykolwiek wyobrazić. I podobnie jak w książce – jedynym sposobem komunikacji, zrozumiałym dla obydwu stron konfliktu, staje się krwawa przemoc i pożoga. Jest to język zrozumiały zawsze, jego znajomość jest podstawowym warunkiem przeżycia. Jest to język śmierci. I co gorsza – tę śmierć zadają sobie istoty, nie będące na różnych poziomach rozwoju technicznego czy umysłowego. Są to istoty, które gdyby chciały, mogłyby się porozumieć.

Tym co w Wojnie Światów uderza najbardziej, jest ludzka bezbronność wobec bezlitosnej i przekraczającej zrozumienie siły. Działania Marsjan są optymalne, nie poświęcają na prowadzenie wojny więcej czasu niż jest to konieczne, ich kroki są szybkie i zdecydowane, podejmowane natychmiastowo z przerażającą skutecznością. Jak można odeprzeć taką nawałnicę? Fizycznie nie można. Pod koniec powieści, główny bohater spotyka na gruzach Londynu człowieka, który twierdzi, że ludzie przegrali z kretesem. Nie będzie już więcej koncertów, szykownych kolacji, pięknych wystaw i przejażdżek dorożkami. Będzie nieustanna walka o przeżycie i zachowanie resztek człowieczeństwa. Niektórzy ludzie, pozbawieni woli walki, będą zachowywać się, pod panowaniem Marsjan, jak chomiki w klatce. Aby przeżyć zdradzą własny gatunek, za cenę kajdanów wyściełanych aksamitem, zapomną o własnym człowieczeństwie. Tacy ludzie są gorsi od najeźdźców - ich konformizm, motywowany egoistycznymi pobudkami czyni ich Judaszami cywilizacji. Wyższość najeźdźcy, niepodważalna i stanowiona siłą, jest oczywista. Trzeba zatem stworzyć ruch oporu, gdzie „opór” nie oznacza partyzantki wojennej, skazanej z góry na porażkę, lecz partyzantkę umysłową. Chodzi o kultywowanie ludzkich wartości, tradycji, nauki, zabezpieczenie całej spuścizny cywilizacyjnej, wychowanie dzieci na ludzi a nie sługusów Marsjan, przy jednoczesnym zachowaniu pozorów poddaństwa. Co tym razem próbuje powiedzieć Wells i jak się ma to do "technologicznego wątku" pozostawiam do odkrycia samodzielnie.

Wojna Światów to powieść-legenda. Znana jest, powtarzana od prawie już osiemdziesięciu lat, historia o tym jak w Stanach Zjednoczonych wybuchła masowa panika spowodowana słuchowiskiem Orsona Wellesa, na podstawie książki. Ludzie, zupełnie inaczej niż otępiałe i niedowierzające manekiny z powieści, zaczęli masowo uciekać, dzwonić przerażeni do stacji CBS, która nadała słuchowisko i mdleć pokotem. Okazuje się, że w rzeczywistym świecie kury dostrzegły wilka w samym tylko cieniu padającym na ściany kurnika, odmiennie niż w powieści, gdzie leżał przy ich grzędach. I nawet jeśli opowieść o histerii wywołanej monologiem reżysera Obywatela Kane’a przyjmuje znamiona miejskiej legendy, to jednak rozziew między wizją Wellsa a tą opowieścią zastanawia.

Powieść ekranizowano w 1953 i 2005 roku a mackowate, mechaniczne stwory stały się często przywoływanym przez popkulturę motywem. Sam zastanawiam się na ile wyglądem najeźdźców z Marsa inspirował się Stanisław Lem w swoim debiutanckim Człowieku z Marsa – podobieństwo rzuca się przecież w oczy. Ktoś ma jeszcze jakieś tropy?

Ocena: 5/6
©Niekoniecznie jasno pisane
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć