Dzień dobry, północy
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.93 / 5.00
liczba ocen: 1092
cena od: 23.99
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 23.99 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
23.99 zł
24.59 zł
24.90 zł
29.99 zł
29.99 zł
Pozostałe księgarnie
29.99 zł
23.99 zł
24.29 zł
24.89 zł
25.49 zł
25.49 zł
26.99 zł
27.00 zł
27.89 zł
29.99 zł
Opis:

Przejmująca historia dwojga robinsonów, którzy zmagają się z tęsknotą, miłością, żalem i walczą o przetrwanie w odmienionym świecie. Oryginalna, głęboko ludzka, a do tego znakomicie napisana powieść!

Augustine od lat bada gwiazdy w odległych placówkach naukowych. Do obserwatorium, w którym pracuje, docierają informacje o katastrofie. Naukowcy muszą pilnie opuścić ośrodek badawczy, ale astronom odmawia wyjazdu. Samotnie czeka na nadejście nocy polarnej na kole podbiegunowym, do którego – jak sam mówi – pasuje jego wnętrze.
W tym samym czasie pojazd kosmiczny z astronautką Sully na pokładzie zmierza w kierunku Ziemi. Wszystko przebiega zgodnie z planem, aż do momentu, kiedy członkowie załogi tracą łączność z centrum kontroli lotów. Uświadamiają sobie, że prawdopodobnie nie uda im się wrócić do domu.
Losy Augustine i Sully się splatają. Łączy ich samotność. Najgłębsze, dojmujące poczucie niespełnienia. Dwoje ludzi kochających gwiazdy.

„«Good Morning, Midnight» to niezwykła powieść. Lily Brooks-Dalton, utalentowana debiutantka, świetnie opisuje samotne miejsca, czy jest to zimny nieskończony wszechświat, czy najgłębsze zakątki ludzkiego serca” – Colson Whitehead.

„Naprawdę oryginalna powieść i głęboko ludzka... Ta piękna historia przypomina, jak bardzo pragniemy więzi – z najbliższymi, z nieznajomymi, z samymi sobą. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że choć dzieli nas czas i odległość, w obliczu samotności i pustki wiąże czułość i zrozumienie. Fascynująca historia, która zaskakuje i inspiruje na każdym kroku” – Keith Scribner.

Recenzje blogerów
Samotność może dopaść nas wszędzie, a, jak mówią, najbardziej dojmująca jest ta, która dotyka nas w tłumie ludzi. Niby jesteśmy otoczeni przez innych, czasem nawet takich, którzy zdawali nam się bliscy, a jednak czujemy pustkę. Są jednak miejsca, w których samotność ogromnieje, narasta, i nie ma ucieczki przed poczuciem wyobcowania. Lily Brooks-Dalton w swojej powieści Dzień dobry, północy pokazuje czytelnikowi losy bohaterów w dwóch takich miejscach: na kole podbiegunowym i w kosmosie. Augustine zdaje się być ostatnim człowiekiem na Ziemi, a Sully, wraz z załogą, przemierza kosmos we wnętrzu statku Aether, zbliżając się do naszej planety i z niepokojem konstatując, że w eterze panuje kompletna cisza. Co się stało z ludzkością?

Augustine to wybitny naukowiec u kresu swych dni. Mężczyzna, który od lat bada gwiazdy w odległych placówkach, udał się przed kilku laty na koło podbiegunowe z nadzieją dokonania jeszcze jednego, przełomowego odkrycia przed śmiercią. Jednak gdy pewnego dnia do obserwatorium docierają informacje o katastrofie i wszyscy uczeni w popłochu się ewakuują, Augustine świadomie podejmuje decyzję o pozostaniu w centrum badawczym. Starszy mężczyzna uważa, że tu, z dala od ludzi, wśród gwiazd, spokojnie spędzi swoje ostatnie dni. Pogrążony w marazmie badacz odkrywa jednak, że jakimś cudem razem z nim w obserwatorium została mała dziewczynka, Iris, i niechętnie podejmuje się opieki nad dzieckiem. W końcu są tutaj – a może na całej planecie? – zupełnie sami.

Sully natomiast jest mocno zaniepokojona kompletnym brakiem sygnałów z Ziemi. Morale wśród załogi spadają, a duma z powodu odkryć dotyczących Jowisza blaknie, cóż bowiem po nawet najwspanialszych odkryciach, gdy nie ma się nimi z kim podzielić? Gdy serce ściska strach o pozostawionych na Ziemi bliskich? Zapewne w kosmosie najmocniej można poczuć kruchość człowieka i tym gwałtowniej zapragnąć prostych, codziennych czynności: spaceru na świeżym powietrzu, ciepła słonecznych promieni, ćwierkania ptaków. Sully, nie ustając w próbach nawiązania łączności, wspomina dawne, szczęśliwe dni ze swoim (teraz byłym) mężem i próbuje wydobyć z dna pamięci wszystkie chwile z córką, licząc mocno, że nie były one ich ostatnimi wspólnymi przeżyciami.

Samotność Sully nie była wyborem, choć kobieta wyrzuca sobie, że zbyt mało uwagi i starań poświęciła rodzinie, stawiając na karierę naukową, Augustine jednak świadomie wybrał życie bez zobowiązań:

To nie była sprawa osobista – nigdy. Chciał poznać granice miłości, zobaczyć, jaka flora rośnie po drugiej stronie, jaka zamieszkuje tam fauna. A zakochanie, pożądanie – czy różnią się od siebie? Czy tylko inaczej się objawiają? Pragnął zrozumieć te rzeczy naukowo, eksperymentować z ograniczeniami miłości, jej słabościami. Nie chciał jej odczuwać, tylko badać. To było jego hobby.

W ten sposób mężczyzna przeżył całe życie, na starość jednak budzą się w nim niespodziewane uczucia.

Powieść Lily Brooks-Dalton to niezwykle oszczędna i minimalistyczna historia o samotności, tęsknocie, miłości i żalu. Podziwiam tę powściągliwość, łatwo bowiem przy takich tematach popaść w sentymentalizm, postawić na nadmierne rozbuchanie emocji, łzawe opowieści obliczone na tanie wzruszenia. Tu tego nie ma, a jednak (mimo to) „Dzień dobry, północy” porusza i daje do myślenia. Ta niepozorna książeczka jest napisana pięknym językiem, dzięki której czytanie jest przyjemnością przełamaną gorzką refleksją na temat tego, co w życiu najważniejsze: relacji z najbliższymi.

Brooks-Dalton mimowolnie wyzwala w czytelniku refleksje o tym, jak sam traktuje ludzi w swoim otoczeniu i czy naprawdę docenia to, co ma. Otwarte zakończenie wątku Sully może się niektórym nie spodobać, jednak w moim odczuciu bardzo pasuje do tej delikatnej, przesyconej melancholią historii. Dwie osobne opowieści (ta „kosmiczna” i ta z koła podbiegunowego) przeplatają się, by w pewnym momencie na chwilę się zetknąć, i tylko czytelnik wie jak ważne było to krótkie spotkanie. To nie jest opowieść o kosmosie ani o gwiazdach: trochę może jest o odkryciach naukowych, ale przede wszystkim mówi o ludziach. Tylko tyle i aż tyle. To bardzo dobra proza, którą zdecydowanie warto poznać.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    "Dzień dobry, północy" to jedna z takich książek, które po przeczytaniu ostatniej strony sprawiają, że popadamy w zadumę. Przeróżne refleksje nachodzą czytelnika nie tylko na końcu, ale cały czas w trakcie czytania. To nie jest książka lekka, wesoła, pełna akcji, ale spokojna, oszczędna a zarazem mocna w przekazie, mająca drugie dno, traktująca o życiu a przede wszystkim o samotności. Dotkliwej samotności.

    Augustine, badacz gwiazd, "wyznawał kult pracy, miał wielkie ego, dokonywał przełomowych odkryć, ale nie osiągnął zadowolenia". W wieku 78 lat, u schyłku swojego życia i pracy zawodowej, przebywa na szczycie Archipelagu Arktycznego. Do ośrodka, w którym pracuje, dochodzą niejasne informacje o katastrofie, zmuszające pracowników do ewakuacji. Augustine decyduje się zostać. Nie ma do kogo wrócić. Ma świadomość, że to będzie ostatni przystanek na jego drodze życia.

    Sully jest jednym z członków ekipy przemierzającej kosmos. Załoga "Aethera" badała Jowisza i jego księżyce i jako pierwsi ludzie dotarli tak daleko w przestrzeń kosmiczną. W drodze powrotnej, po spędzeniu dwóch lat w galaktyce, statek traci łączność z ziemią. "Cisza w eterze przybierała wręcz formę kakofonii." Czy uda im się wrócić? Co się dzieje na Ziemi? Czy mają do kogo i czego wracać?

    Przez całą książkę autorka przeplata losy bohaterów. Poznajemy ich historie, otoczenie, bliskich, ale wszystko tak naprawdę kręci się wokół nich samych, ich odczuć, wrażliwości, postrzegania świata, co jest w życiu ważne.

    "...taki po prostu był, od zawsze, jak podejrzewała. Nawet w pełnych ludzi salach, zatłoczonych miastach, w ramionach kochanki - był sam. Wyczuwała to, bo i ona miała w sobie coś takiego."

    Czy los ich połączył? Przecież jedno jest na Ziemi a drugie w kosmosie... Weźcie książkę do ręki i się w niej zaczytajcie. Dla mnie to było takie "slow motion" w codziennej gonitwie.

    PS Mówi się - nie oceniaj książki po okładce. W przypadku "Dzień dobry, północy" to stwierdzenie jest nieadekwatne, bo książka wygląda "kosmicznie" pięknie a okładka wspaniale oddaje jej klimat.
    http://naczytniku.blogspot.com/2017/05/dzien-dobry-ponocy.html

Warto zerknąć