ebook Młyn Do Mumii
4.01 / 5.00 (liczba ocen: 359)

Młyn Do Mumii
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 17.55
wciąż za drogo?
25.11 złpremium: 16.20 zł Lub 16.20 zł
-35% 17.55 zł Lub 15.80 zł
18.55 zł
27.00 zł Lub 24.30 zł
-28% 17.90 zł
21.48 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane

Praga piękna i Praga ponura. Burdele, kościoły i gospody. Niepowtarzalny koloryt z domieszką grozy i czarnego humoru. Mistyczny porno-gastro thriller z XIX-wiecznego Grodu nad Wełtawą. Zdobył najbardziej prestiżową czeską nagrodę literacką – Magnesia Litera w kategorii proza.

Nadchodzi nowy rok. Kiedy praski Orloj wybija północ, odkryta zostaje bestialska zbrodnia. Śledztwo w tej sprawie prowadzi ekscentryczny komisarz Durman.
Czy jego nietypowe metody doprowadzą do ujęcia sprawcy? Jak powstrzymać mordercę, który zawsze o krok wyprzedza policję? I czym jest tajemnicze Ordo Novi Ordinis?
Petr Stančík oprowadza czytelnika po Pradze pięknej i Pradze ponurej, odwiedza burdele, kościoły i gospody. W tle jego kryminalnej opowieści przetacza się 1866 rok i pobrzmiewa czeski śmiech. Znakomita książka. Zdobyła najbardziej prestiżową czeską nagrodę literacką – Magnesia Litera w kategorii proza.

Młyn Do Mumii od Petr Stančík możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Mistyczny porno-gastro thriller i XIX-wieczna Praga. Rzadko kuszą mnie blurby, ale jeśli już kuszą, to właśnie takie! Każdy element z tego przewrotnego hasła frapował mnie równie mocno. Bo cóż to właściwie znaczy porno thriller? Że będzie dużo scen seksu przeplatanych opisami mrocznych czynów mordercy? A co to jest gastro thriller? A w dodatku jeszcze mistyczny? Petr Stančík nie raz puszcza do czytelnika oko, pomyślałby kto, że mu coś tam wpadło, a on nie, daje wciąż i wciąż między wierszami do zrozumienia, że nie wolno traktować tej książki poważnie. Albo inaczej: nie wolno być zbyt sztywnym, warto mieć otwarty umysł i spodziewać się wszystkiego, bo dziwnych zdarzeń w Młynie do mumii Petra Stančíka nie brakuje.

Zaczyna się od razu cudownie przewrotnie. Komisarz Durman wraca z sylwestrowej imprezy, którą spędził w knajpie z grupą znajomych, zwaną Kociarzami. Praga, rozbawiona nowym rokiem, podpita, wychodzi na ulice. Durman daje się ponieść tłumowi i przez przypadek natyka się na trupa. Można by wręcz rzec, że trup, by nie został przeoczony, przywalił komisarzowi w łeb kostką brukową. No i czy już nie jest absurdalnie? A to dopiero początek.

Kolejne dni przynoszą kolejne ciała i okazuje się, że tajemniczy morderca upatrzył sobie praskich listonoszy. Policja z Durmanem na czele (wspieranym przez detektywa Egona Altera) zastanawia się, czym sobie nagrabili doręczyciele poczty, że ściągnęli na siebie uwagę złoczyńcy. A jest to doprawdy przedziwne śledztwo. Gdzieś między najpyszniejszym czeskim piwem, stołami uginającymi się pod ciężarem najdziwaczniejszego jadła (cóż za korowód potraw!) a krągłościami praskich dziwek, komisarz Durman snuje się po mieście, odwiedza osobliwe żydowskie sklepiki i ściga cienie, nie stroniąc nawet od seansów spirytystycznych, bo, jak się okazuje, zmarli mają coś do powiedzenia w sprawie zagadkowych zgonów listonoszy. Każdy trop jest dobry, nawet te z gruntu od czapy, jak wątek prowadzący do anarchisty Varanova, złodzieja poszew na kołdry. Brak logicznych powiązań między nim a prowadzonym śledztwem nie przeszkadza komisarzowi ścigać Varanova po całym świecie.

Zbrodnia? Jest, i to niejedna. Duchy? Są, chętne do rozmów. Seks? Znajdzie się, choć kto spodziewa się dosłownych, lepkich opisów, prawdopodobnie się zawiedzie. Rozkosze, których zaznaje Durman w praskich burdelach są opisane raczej poetycko, nie zaś wulgarnie. Gastro? Zdecydowanie więcej od „porno”, od wymyślnych potraw aż szczęka opada: takie opisy ucztowania są najwyższej klasy właśnie w literaturze czeskiej! Thriller? Cóż, to raczej rozmyślny żart z thrilleru, bowiem absurdalnego śledztwa prowadzonego (trochę szumne słowo) przez grubawego, niezdarnego i niezbyt lotnego Durmana nie da się traktować poważnie. I czegóż jeszcze nam brakuje do pełnego specjalnie nałożonych na tekst klisz literackiego bigosu? Miłości oczywiście! Jest i miłość, gorące uczucie do Libuszy Jedwabnej. No, teraz chyba mamy komplet.

– Nie mam pojęcia, dlaczego piwo ma zawsze białą pianę, niezależnie od tego, czy to jasne, czy ciemne piwo.
– Co jeśli ciecz jest ciałem piwa, natomiast piana jego krwią – zaproponował Neruda – Proszę pomyśleć: kiedy piwo jest świeżo nalane, prądy piany krążą w nim ochoczo. Tak jak u ludzi, bo przecież niezależnie od tego, czy mamy skórę białą, czarną, żółtą czy czerwoną, krąży w nas taka sama szkarłatna krew.
Komisarz przez chwilę szukał inspiracji na dnie swojego kufla.
– Proszę spojrzeć na chmury – rzekł rozmarzony i wskazał zachmurzone niebo za oknem. Para zawsze jest biała, niezależnie od tego, czy unosi się znad porannej rosy czy z wysranego właśnie gówna. Moja teoria brzmi: piana jest po prostu gazowym stanem skupienia piwa.

Niezwykle istotnym elementem Młynu do mumii jest absurdalny, cudownie czeski humor. Och, ależ się uśmiałam! Pierwszy raz, gdy kostka brukowa z nadętego od gazów, ukrytego pod praską ulicą trupa wyrżnęła Durmana w twarz. A to był dopiero początek, który zmierzał aż do rozkosznie obrazoburczego końca: oto komisarz stoi w tłumie, który oburzony tchórzliwym oświadczeniem Franciszka Józefa I mruczy gniewnie pod nosem i nagle nasz poczciwy Durman, tak, przez przypadek, zaczyna kopulować z pewną korpulentną niewiastą. Gdy tak sobie (po prostu z rozpędu, głupio teraz przerwać) dość gwałtownie z nią poczyna, a to podduszając chłopkę, a to wykręcając boleśnie rączkę, ta w przypływie rozkoszy zaczyna krzyczeć: Tak! Na zmianę! Tak! Na zmianę! Co wzburzony tłum, który wychwycił okrzyk, przeistacza w buntownicze skandowane polityczne hasło: Czas na zmianę! Czas na zmianę!!! No i czy to nie jest właśnie cudownie czeskie?

Jak już pisałam, czytając Petra Stančíka najlepiej na nic się nie nastawiać i mieć otwartą głowę: wtedy czytelnicza uczta jest gwarantowana, a autor nie raz Was zaskoczy. A na koniec wyjaśni, czym jest tytułowy młyn do mumii. I wciąż będzie absurdalnie i absolutnie czesko. Tak jak lubię.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Noworoczna noc z roku 1865 na 1866. O północy ma dojść do wydarzenia wielkiej wagi - uruchomienia nieczynnego od dłuższego czasu zegara, który zdobi Ratusz Staromiejski. Jednak to nie koniec niespodzianek. Wraz z wybiciem północy przez praskiego Orloja, wśród chichotów, wiwatów i szaleńczej zabawy, odkryta zostaje bestialska zbrodnia. Komisarz Durman podejmuje się niełatwego zadania, którym jest odkrycie tajemnicy zbrodni i ujęcie bestialskiego mordercy. Okazuje się, że nie jest to takie proste jak przypuszczał. Sprawca za każdym razem wyprzedza policję o krok, a większość niekonwencjonalnych metod Durmana okazuje się bezużyteczna. Czy komisarzowi uda się ująć sprawcę i rozwikłać zagadkę brutalnego morderstwa? Czy mordercy uda się wymierzyć zasłużoną karę?

Młyn do mumii to kolejna czeska książka, którą udało mi się przeczytać i jednocześnie kolejna, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Ekscentryczna, pełna humoru, ale i z nutą tajemniczości i szczyptą magii w tle. Czytelnik wraz z komisarzem Durmanem przemierza praskie uliczki w poszukiwaniu poszlak i choćby najmniejszych dowodów zbrodni, odwiedza XIX-wieczne gospody, knajpy i burdele, a wszystko to przy akompaniamencie czeskiego śmiechu, który pobrzmiewa nawet w najbardziej ponurych zakątkach Pragi. Jest świadkiem barbarzyńskich wyczynów, wyuzdanych aktów seksualnych, zostaje zasypany fachowym słownictwem, a lektura tej książki sprawia, że natychmiast odczuwa głód. Sztuka kulinarna odgrywa w tej książce ogromną rolę, wychodzi na pierwszy plan, a przez to akcja toczy się niezbyt szybko. Durman, jak przystało na komisarza z krwi i kości, zanim weźmie się do pracy musi odpowiednio się nastroić. Niejednokrotnie przewijają się sceny erotyczne, pijackie wybryki i awantury. Ale wszystko to tworzy niesamowity klimat XIX-wiecznej Pragi. Dzięki tej książce chociaż wyobraźnia może zabrać nas tam, gdzie nogi nigdy nie będą w stanie. Petr Stancik zadbał o to, by wędrówka ulicami Pragi, zarówno tej pięknej jak i mrocznej, była dla czytelnika nie lada przeżyciem. To najbardziej cenię w tej książce.

Książkę Młyn do mumii polecam w szczególności wymagającym czytelnikom, fanom thrillerów, dziwacznych i groteskowych książek, ale i wspaniałych podróży ulicami nastrojowych miast. Ta książka zapewni świetne przeżycia i być może rozbudzi niektóre zmysły. A wszystko to w otoczce rewelacyjnego humoru.

Ocena: 3/6
©Książkomaniacy Recenzje
Mamy przełom roku 1865 i 1866. Główny bohater, komisarz Durman, wraca do domu po Sylwestrowej zabawie, gdy nieoczekiwanie nadeptuje na… trupa. Ktoś w bestialski sposób zamordował praskiego listonosza, zamurowując go w chodniku żydowskiej dzielnicy. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy pojawiają się kolejne ofiary, na listonoszy pada blady strach, a morderca wydaje się nieuchwytny. Poszukiwania zaprowadzą komisarza w podejrzane zaułki Pragi, do luksusowych paryskich restauracji i na dwór meksykańskiego cesarza. Co tam odnajdzie? Kim jest tajemniczy zabójca i co stara się przekazać tropiącemu go komisarzowi? Przekonajcie się, sięgając po Młyn do mumii.

Powieść reklamowana jest jako „mistyczny porno-gastro thriller z XIX-wiecznej Pragi”, a ja myślę, że najlepszą rekomendacją dla niej będzie, jeśli udowodnię Wam, że to hasło nie jest ani trochę przesadzone! Zacznijmy od końca – XIX-wieczna Praga. Wiemy, że Praga to idealne miejsce akcji dla powieści – malownicze, kolorowe, intrygujące, a jednocześnie nie bardzo popularne poza literaturą czeską. Dzięki Stančíkowi mamy możliwość poznania tego miasta sprzed 150 lat, i wydaje mi się ono miejscem jeszcze ciekawszym, niż współczesna Praga. Autor daje nam możliwość przejścia się praskimi uliczkami, odwiedzenia urzędów, mieszczańskich mieszkań, tawern, restauracji i domów publicznych. Te ostatnie miejsca składają się właśnie na określenie „porno-gastro”…

Jeśli chodzi o jedzenie, w Młynie do mumii mamy szanse poznać szeroką gamę tradycyjnych, czeskich potraw, po prostu całe czeskie menu – nie uwierzylibyście, co oni potrafili jeść! Jedzenie odgrywa w tej powieści niezwykle ważna rolę, bo Czesi jeść lubią i lubią pić – przy dobrym alkoholu świetnie się myśli, dlatego komisarz często korzysta z dobrodziejstw działania przeróżnych trunków. Podobnie jak z usług prostytutek – scen erotycznych jest w tej powieści naprawdę dużo, bo Durman, chociaż ma swoją ukochaną, nie umie powstrzymać się przed odwiedzaniem domów publicznych. Co więcej, lubi eksperymenty, więc Ci, którzy bez zażenowania czytują podobne opisy, powinni być usatysfakcjonowani. Pozostali… cóż, będziecie musieli ocenić to sami, ale moim zdaniem Autor nie przesadza z erotyką, a wszystko, co opisuje, idealnie wpisuje się w klimat tej powieści i dodaje pikanterii do i tak już świetnej atmosfery. Zdecydowanie warto!

I w końcu „mistyczny”, jak thriller może być „mistyczny”, zapytacie? No cóż, śledztwo komisarza Durmana nie przebiega w zwyczajny sposób. Napotka on na swojej drodze duchy, starożytnych władców, którzy nie są wcale tak martwi, jak by się z pozoru zdawało, a w dodatku sam morderca zdaje się być trochę… nie z tego świata. Przed Durmanem trudne zadanie, bo będzie musiał nie tylko wykazać się nie lada pomysłowością, rozwiązując sprawę morderstw listonoszy, to jeszcze walczy z siłami, z którymi mierzyć się trudno.

Młyn do mumii to powieść, w której w tle wciągającego, intrygującego kryminalnego wątku obserwujemy panoramę dawnej Pragi, Pragi, która już odeszła. Przyglądamy się rewolucji przemysłowej w Czechach i narastającej wrogości wobec okupanta – Prus, które wówczas zajmowały terytorium Czech. Petr Stančík ukazuje czeską mentalność, zwyczaje i kawałek czeskiej historii w bardzo interesujący sposób, w powieści, którą czyta się dobrze i szybko, od której nie można się oderwać. Do tego oczywiście typowy, czeski humor, który zachwyci miłośników tego typu żartu. Chociaż niektóre rozdziały tej powieści bawią swoją absurdalnością, po zakończeniu lektury opowieść składa się ona w jedną, zgrabną i sensowną całość.



Ocena: 5/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Praga, Nowy Rok 1866, który miasto wita przy dźwiękach uruchomionego na nowo po 20 latach zegara na Ratuszu Staromiejskim, praskiego Orloja. Komisarz Leopold Durman wraca z Sylwestra i przechodząc przez żydowską dzielnicę wchodzi na trupa, praskiego listonosza, który przez swojego napastnika zostaje zamurowany w chodniku. Na listonoszy pada blady strach, gdy okazuje się, że to właśnie ich morderca obrał sobie za cel. Ekscentryczny komisarz rozpoczyna śledztwo, by schwytać seryjnego zabójcę listonoszy.

Na pierwszy rzut "Młyn do mumii Petra Stančíka wydaje się być utrzymanym w stylu retro kryminałem, jednak fabuła i wątek kryminalny są tylko zasłoną dymną dla tego co skrywa urokliwa XIX-wieczna Praga oferująca moc hedonistycznych uciech i jeszcze więcej tajemnic.


Piękną, ale również ponurą Pragę odkrywa przed nami nie kto inny jak komisarz- sybaryta Durman, który specjalnie nie spieszy się, by wyjaśnić tajemnicze zabójstwa. Wędrujemy więc po Pradze, mieście progów "pomiędzy naszym światem podlegającym działaniu sefiry Malchut i światami wyższych sfer", Pradze "zmieniającej się niestrudzenie niczym bulgocząca zupa, a na jej powierzchni wciąż wynurzają się kęsy domów, ulic i całych dzielnic, by po chwili znów zniknąć w głębinach, pozwalając pojawić się innym." Można w niej spotkać duchy, z którymi nasz główny bohater wchodzi w niezwykle interesujące dysputy. Najczęściej jednak Leopold jako wielki smakosz jedzenia i koneser pięknych kobiet swoje kroki kieruje do restauracji i domów publicznych.

Jedzenie i seks odgrywają w życiu bohatera jak i całej powieści znaczącą rolę. Nie brakuje w książce scen cielesnych uciech w których bierze udział główny bohater. Świntuszenia bardzo pomysłowego, frywolnego i mocno rubasznego, ale przy tym zabawnego.
Prawdziwym rarytasem powieści są jednak rozkosze podniebienia, których doświadczają bohaterowie. Petr Stančík dorównał w sztuce opowiadania o jedzeniu samemu Robertowi Makłowiczowi. Gęsie ryby, szyndysnowo, unoszący się zapach pieczonego prosięcia ze staroczeską lepienicą, szynki, wędzony boczek. Powieść obfituje w kulinarne czeskie specjały i dzbany piwa, od których na samą myśl cieknie ślinka.

"Młyn do mumii" Petra Stančíka to jedna z najbardziej osobliwych, ekscentrycznych i absurdalnych czeskich powieści jakie przyszło mi czytać. Pisarz zadziwia pomysłami, językiem, neologizmami, karykaturalnymi zestawieniami rzeczy apetycznych z obrzydliwościami i wyjątkowym czeskim humorem, od którego powieść wręcz kipi.
Mistyczny porno- gastro thriller z zagadką kryminalną i czeską Pragą w tle. Straszy, dziwi, bawi, a przede wszystkim dostarcza niezapomnianej rozrywki, wciągając jak tytułowy młyn. Sycąc i upajając jak niewiarygodnie "delikatna potrawka z piersi nietoperza podawana w skrzydłach tegoż zwierzęcia i zapieczoną z nutą calvadosu i szałwii." Prawdziwy czeski przysmak.

Ocena: 5/6
©Cuddle up with a good book
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć