ebook Pryncypium
3.17 / 5.00 (liczba ocen: 23)

Pryncypium
ebook: pdf, mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ostatnich dwóch tygodniach
E-book - najniższa cena: 18.31
wciąż za drogo?
23.24 złpremium: 14.99 zł Lub 14.99 zł
18.31 zł Lub 16.48 zł
24.99 zł
24.99 zł Lub 22.49 zł
18.31 zł
18.41 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Inne proponowane

Powieść new adult z elementami fantastyki, gdzie uczucie miłości może być zarówno lekarstwem, jak i trucizną. Jak masz na imię? – słyszymy setki razy w życiu. Imię towarzyszy nam od narodzin aż po kres naszych dni. Czy jednak mamy świadomość, że imię może wpływać na to, jacy jesteśmy? Czy kierują nami impulsy ciała (Lokum), odruchy psychiki (Ipsum), czy też może tajemnicze, odwieczne Nomen – imię?

Zoltan jest potężnym członkiem starożytnej tajnej organizacji, stojącej na straży praw Pryncypium i strzegącej wiedzy o Nominach. Aniela zaś młodą, lecz doświadczoną przez los dziewczyną, starającą się zapewnić swoim najbliższym byt i uratować rodzinne gospodarstwo. Dzieli ich wszystko: status społeczny, osobowość i wyznawane wartości. Łączy mająca tysiące lat wspólna historia. Jej najnowsza odsłona pełna jest silnych uczuć, niefortunnych decyzji i katastrofalnych pomyłek.
Co wydarzy się, kiedy połączą ich uczucia, ale rozdzielą zasady, według których żyją? Czy Aniela będzie potrafiła przyjąć trudny dar Zoltana?
Daj się ponieść swojemu Ipsum i wkrocz w niebezpieczny, ekscytujący świat Melissy Darwood.

„To coś, z czym nie spotkaliśmy się w żadnej innej powieści. To szalony mix fantasy i romansu, zawierający pikantne sceny erotyczne” – Martha Oakiss, Secret-Books.blogspot.com

Pryncypium od Melissa Darwood możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
To moje drugie spotkanie z twórczością autorki i drugie zadowolenie z przeczytanej powieści. Uwielbiam kiedy czytana powieść wciąga mnie w swój świat już od pierwszych stron, a w tym przypadku właśnie tak było.

Zoltan to mężczyzna, który twardo stąpa po ziemi, jest władczy, rozkazujący oraz irytujący. Aniela to kobieta niczym anioł, która ma dobre serce i jest w stanie zrobić wszystko by pomóc uratować bratu gospodarstwo. Oboje spotykają się na swojej drodze. Tak naprawdę dzieli ich wszystko, a łączy niewiele. Ale jak wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają. Jedno z drugim nie może się znieść, ale w głębi serca oboje pragną się nawzajem. Czy rodzące się między nimi uczucie zdoła przetrwać?

Dawno, dawno temu nie pomyślałabym sobie, że tak bardzo polubię powieści z fantastyką w tle. Kiedyś uważałam, że to jakieś bzdety niewarte uwagi, jednak dzisiaj moje zdanie jest zupełnie odmienne. Te historie pozwalają mi wkraczać w absurdalny świat z niezwykłymi postaciami i choć na jakiś czas oderwać się od otaczającej mnie rzeczywistości.

Wyobraźcie sobie, że wasze życie nie zależy tylko i wyłącznie od was samych. To jak się ono potoczy w znacznej mierze zależy od Nomen, Ipsum oraz Lokum. Jeśli wasze poglądy nie będą zgadzały się z pozostałymi, życie może okazać się zagrożone. Co wtedy? Czy jesteście w stanie uwierzyć w istnienie takich sił?

Oto Pryncypium. Prawo Laufrów. W Tym życiu nie będzie miejsca na emocje. Twoje serce pozostanie twarde jak głaz. Serce zimne jak lód jest obdarzone mądrością i światłością, a one są drogą do poznania dawcy i odszukania biorcy. […]

Melissa Darwood w swojej powieści łączy fantastykę z romansem i wychodzi jej to niesamowicie. Wykreowane postacie są godne uwagi, każda z nich posiada jakieś specjalne cechy, które wyróżniają ją na tle pozostałych. Akcja rozgrywa się błyskawicznie, tutaj ciągle coś się dzieje, a niebezpieczeństwo może czyhać tuż za rogiem. Nietypowe postacie z niezwykłymi darami nie raz i nie dwa przyprawią was o szybsze bicie serca, a także niedowierzanie. Do tego doskonały język, który nie sprawia problemów podczas czytania książki.

Zoltan to postać, która nie raz mnie doprowadzała do szewskiej pasji. Ale ja kocham typ takich władczych mężczyzn, którzy lubią dominować, dlatego pokochałam go całym sercem. Natomiast Aniela to taki aniołek w oczach czytelników, dziewczyna do serca przyłóż, choć gdy trzeba było potrafiła zawalczyć jak lwica. Te dwie postacie to istna mieszanka wybuchowa, która dostarcza czytelnikowi mnóstwo emocji podczas czytania lektury.

Czasem ludzie działają pod wpływem kogoś innego, czasem udają innych niż są w rzeczywistości, gdyż zmusza ich do tego los. Czasem kłamstwa mają służyć naszemu dobru, choć ciężko to pojąć i zrozumieć. Autorka w swojej powieści stworzyła kilka postaci, które rzekomo pozbawione są uczuć. Mają wszczepianą tak zwaną septykę, która podczas próby wyrażenia emocji sprawia im ogromny ból i cierpienie. Czytając zastanawiałam się jak mógłby wyglądać w rzeczywistości świat, w którym ludzie nie odczuwaliby emocji i szczerze powiedziawszy przeraziłam się. Nie chciałabym żyć w takim świecie, bo emocje kreują nas samych, są naszym ja.

Chciał umrzeć. Zapragnął, by śmierć uwolniła jego Lokum od septyki. Najgorsze jednak miało dopiero nastąpić. Ukłucie w sercu, zwiastujące początek krzyżowej drogi oczyszczenia, poraziło go jak prąd. Septyka niczym wąż sunęła nabrzmiałymi tętnicami, siejąc spustoszenie.

Pryncypium to historia, która przenika do duszy czytelnika, zabierając go w podróż, w której fikcyjny świat łączy się z tym rzeczywistym. To również historia o pięknym uczuciu i niezwyklej sile miłości. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Polecam.

Ocena: 5/6
©Czytaninka
Imię wiele o nas mówi, chociaż coraz rzadziej zastanawiamy się nad jego znaczeniem, zresztą czy ono w ogóle istnieje? Więcej uwagi zwraca się na to czy jest modne bądź prestiżowe lub po prostu dobrze się kojarzy. Niektórzy sięgają głębiej i pragną poznać co kryje się za tymi kilkoma literami, może okazać się, że to początek niezwykłej historii.

Wystarczy chwila by życie zmieniło się całkowicie. Aniela już o tym się przekonała nie aż tak dawno, a teraz po raz kolejny jest to jej udziałem. Znajomość z aroganckim Zoltanem od samego początku przebiegała dość burzliwie, co jest łagodnym określeniem emocji, których oboje doświadczyli. Mężczyzna nie ukrywał, że dziewczyna denerwuje go, lecz nie do końca było to prawdą, zresztą ta jest więcej niż skomplikowana. Uczucia to bardzo delikatna sfera, w tym konkretnym przypadku są odczuwane o wiele bardziej dotkliwie niż u zwykłych ludzi. Zoltan jest kimś więcej niż zręcznym biznesmenem i człowiek wydającym się twardszym niż skała, za tymi maskami skrywa się osoba w każdej minucie swego życia zmagająca się ze swoim przeznaczeniem i mająca do wykonania niezwykłą misję. Jednak te informacje wiadome są bardzo wąskiemu gronu, Aniela nie wiedziała nic o sekretnej egzystencji Zoltana, lecz dostrzegła przebłyski czegoś co nie do końca odpowiadało obrazowi jaki stworzył na użytek otoczenia. Kim on jest w rzeczywistości i dlaczego postępuje tak wobec niej? Czyżby pomyliła się co do niego? Fakty są o wiele bardziej złożone i trudno w nie uwierzyć, zwłaszcza gdy oznaczają stawienie czoła bólowi i poczuciu zdrady. Czasem trzeba zajrzeć nie tylko w swoje serce, ale również w imię, ma ono większe znaczenie niż się wydaje i siłę o jakiej zapomniano.

Kto się kryje za mężczyzną nazwanym Zoltan? Czy Aniela udźwignie ciężar jego i swego Nomena? Sekrety nie służą przyjaźni i uczuciem, lecz niekiedy są koniecznością …

Trudno w kilku słowach oddać wrażenia po lekturze Pryncypium Melissy Darwood. Na pierwszy rzut oka ma w sobie elementy obyczajowe, ale zawiera także wątki z pogranicza fantasy i paranormalne, taka składanka intryguje i wciąga, a hasło „jeszcze tylko jeden rozdział” jak najbardziej jest na miejscu. Autorka po mistrzowsku łączy gatunki i balansując pomiędzy nimi, bierze z nich to co najlepsze. Historia Anieli i Zoltana to coś więcej niż tylko opowieść o uczuciach, towarzyszy im niezwykły drugi plan, dopracowany w najmniejszym szczególe. Autorka postarała się by motyw był frapujący, całkowicie odmienny i niespotykany, kryjący w sobie niejedna tajemnicę. Stanowi on niezwykłą kanwę dla książki, w której spleciono fikcję z rzeczywistością, emocje z humorem, przeszłość z teraźniejszością i przede wszystkim to co sekretne z tym co znane. Pryncypium jest książką z rodzaju tych, które z kartki na kartkę pochłaniają coraz bardzie czytelnika, zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością i nieograniczoną licencią poeticą Melissy Darwood. To co wydawało się zwyczajne okazuje się mieć drugie, a nawet trzecie dno, a bohaterowie i ich świat przyciągają uwagę na bardzo długo. Pisarka przygotowała niejeden zaskakujący moment, czytający nie powinni być zbyt pewni swoich przypuszczeń, gdyż fabuła nie należy do spokojnie prowadzonych i nie brak w niej zwrotów akcji.
©Taki jest świat
Pryncypium Melissy Darwood przeczytałam już szmat czasu temu. Zainteresowana twórczością polskiej autorki, posiadającej już kilka powieści na swoim koncie, po prostu musiałam sprawdzić z czym to się je. Tym bardziej, że na horyzoncie jawiło się widmo czegoś na styl polskiego new adult, romansu paranormalnego, a czasami lubię odskocznię w postaci takich tytułów. Książka jednak mi się nie spodobała. Mało tego. Podczas lektury książki przynajmniej dwa razy zastanawiałam się czy nie dać sobie z nią spokoju, ale jednak skończyłam. Skończyłam czytać, odłożyłam, a że przy okazji byłam też w parszywym nastroju i naprawdę nie miałam ochoty pisać jakichkolwiek negatywnych opinii, szybko więc zapomniałam. Niedawno jednak weszłam z ciekawości na portal lubimycztac.pl, żeby spojrzeć, jakie oceny Pryncypium wystawili inni czytelnicy. I trochę nie mogę uwierzyć, bo czegoś gorszego niż sześć gwiazdek ze świecą szukać. Z większością przeczytanych komentarzy niestety nie potrafię się zgodzić, dlatego też postanowiłam napisać ten tekst.

O czym właściwie jest ta książka?, pewnie zapytacie. I ja się Wam nie będę dziwić. Jakby bowiem pięknie nie brzmiał opis na odwrocie książki, na moje usta ciśnie się: "Nie o tym to!". Czytając notkę od wydawcy potencjalny czytelnik może jeszcze pomyśleć, że w Pryncypium jest fabuła, pomysł (...zalążek pomysłu?) na akcję oraz interesujący bohaterowie. Rozumiem, że to zabieg celowy, ale cóż, jakby to powiedzieć... Wydawnictwo Genius Creations istnieje jakoś od trzech lat, a ja czytam powieści przez nich wydawane od dobrych dwóch. I do tej pory jeszcze ani razu nie miałam w rękach tak złej powieści. Nie źle napisanej, ponieważ redakcja i korekta wciąż stoją na wysokim poziomie. Widać, że maszyna wydawnicza została dobrze naoliwiona, a za całą historią stoi więcej niż jedna osoba. Sama jednak treść, kreacja bohaterów, sposób prowadzenia narracji oraz akcji przypomina internetową historyjkę, zlepek kilku fanficków o Greyach, Zmierzchach i disneyowskiej Pięknej i Bestii. I chociaż potrafiłabym zrozumieć chęć wbicia się w rynek, pokazania czegoś nowego, ciekawego, tak zabrakło mi tutaj pewnej dozy świeżości, innego spojrzenia czy przynajmniej wykorzystania potencjału, jaki tkwił w kreacji świata przedstawionego.

Melissa Darwood proponuje bowiem swoim czytelnikom rzeczywistość, w której imię człowieka ma ogromną wartość i niemały wpływ na jego charakter, wyznawane wartości oraz działania. W Pryncypium istota ludzka składa się z trzech składników: impulsów ciała (Lokum), odruchów psychiki (Ipsum) oraz imienia (Nomen). Sama wiedza o Nominach jest strzeżona, istnieją nawet starożytne organizacje, zajmujące się ich lokowaniem, wyjmowaniem oraz monitorowaniem. Starając się niczego Wam nie spoilerować, dopowiem tylko, że cały temat jest szalenie interesujący i gdyby autorka tylko bardziej skupiła się na nim, niż na romansie kwitnącym między obojgiem bohaterów, to już przebierałabym nogami w nadziei, że kiedyś pojawi się kontynuacja. Tymczasem czytelnik nie dostaje nic innego, jak kolejne typowe, pretensjonalne romansidło, w którym występują kolejno trzej bohaterowie dramatu: On zły i mhroczny; ona niewinna i zawzięta, aby miłością zmienić jego nastawienie do świata oraz one - wszelkie kłody pod nogami bohaterów, belki w oczach złych postaci drugoplanowych i wszystkie przeciwności losu, które muszą zostać pokonane.

W Pryncypium nie występują żadni interesujący bohaterowie. Nawet sidekicków tutaj nie ma! Wszelkie postacie, które przewijają się przez karty książki, służą jedynie do ukazania, jak złym i skonfliktowanym bohaterem jest Zoltan; jak odważną i pewną siebie niewiastą jest Aniela. Czytałam i płakałam. Ze śmiechu? Z żalu? Do dzisiaj nie jestem pewna.

W jednej z recenzji powieści Melissy Darwood przeczytałam, że w książce była ponoć fabuła. Zdziwiłam się niepomiernie. Czyżby wypadła z czytnika? Nie zgrała się poprawnie podczas pobierania? Uciekła w siną dal, romansując z Logiką i zostawiając Najszczersze Chęci na pastwę losu? Możecie nie wierzyć, ale szukałam. Naprawdę szukałam. Najpierw mogłabym przysiąc, że chodziło o Zoltana. Chłopak z tragiczną przeszłością, nieczuły, wręcz obojętny uczuciowo, niczym socjopata (a fantastyczny wątek wyjaśnił wszystko!). Pierwsze rozdziały zapowiadały motyw prawdziwej miłości, która przezwycięża wszystko. Ale nie... W dalszej części występowali jeszcze Źli Ludzie Do Pokonania oraz Złe Organizacje Do Zniszczenia. Trzysta siedemdziesiąt stron, a tyle roboty do odwalenia! Bohaterowie mieli pełne ręce, nawet nie zauważali, jak w międzyczasie się rozstają i znów godzą. Okropne nadgodziny, wykończą człowieka!

Śmiechy śmiechami, ale naprawdę jestem rozczarowana. Przez takie powieści jak ta, ludzie myślą, że nie lubię czytać paranormal romance czy new adult. Oczywiście, że lubię, tylko o dobre pozycje w tych gatunkach trudno. Ponoć napisanie hard science fiction to wyczyn, ale ja pozwolę sobie zauważyć, że na półkach księgarń potrafię znaleźć o wiele więcej dobrze napisanych powieści spod znaku fantastyki naukowej niż sympatycznych, porządnie stworzonych oraz poprowadzonych romansideł. Takich, w których główny odtwórca roli męskiej może być zły i mhroczny, ale nie tworzy się specjalnie całego wątku fantastycznego, żeby tę wrodzoną mhroczność i gorycz czymś usprawiedliwić czy wyjaśnić. Nie prościej byłoby napisać, że dupek? Nie, to musi być tragiczna przeszłość. Musi być rana do zagojenia, wada do naprawienia. O konkretną protagonistkę jeszcze trudniej. Dlaczego to zawsze musi być naiwna, niewinna niewiasta z dużą buzią i wyszczekanymi ripostami?

Dlatego też tak bardzo się dziwię, że Pryncypium zgarnia same wysokie noty. Nie potrafię odnaleźć w tej historii niczego, co by sprawiło, że na chwilę bym się zatrzymała i powiedziała: "Ech, ale to jednak było dobre. Może warto dać szansę". Bohaterowie są przerysowani, ich motywy sztampowe i okropnie uproszczone, a momentami dialogi wydają się wyrwane z jakiegoś alternatywnego świata i włożone im na siłę do ust. Fabuła już dawno uciekła stąd w podskokach a moje Dobre Chęci rozkładają ręce. Okładka jest ładna, no. Tyle mogę napisać. Nawet jeśli by się bardzo chciało, nie da się stworzyć czegoś pozytywnego z negatywów.

Ocena: 1/6
©Nocny Cień
Uwielbiam jak książki, które docierają do mnie niespodziewanie, okazują się być tymi niesamowicie cudownymi, a sama nigdy nie zdecydowałabym się na ich lekturę. Tak było w przypadku Pryncypium, które przyszło do mnie w paczce od wydawnictwa całkowicie nieproszone. Może powinnam się zdenerwować, jak nachalnie zachowywała się ta pozycja zerkając na mnie z półki, jednak nie potrafiłam. W drodze do domu z Krakowa chwyciłam za wersję elektroniczną, którą również dostałam, i całkowicie się zakochałam. Początkowo nie wymagałam od tej książki niczego, bo przecież to po prostu kolejna młodzieżówka, która nie wniesie nic do mojego życia. Już pierwsze strony pokazały mi, jak bardzo się myliłam i jak głupie było moje podejście. Pryncypium to historia, której nie dostaniecie nigdzie indziej. Melissa Darwood pokazuje, że wcale nie napisano już wszystkiego, a dobra fantastyka nie musi wcale pochodzić zza granicy.

Zoltan kiedyś stracił swoich bliskich w zamachu terrorystycznym i został sam na świecie. Z czasem utracił również swoje serce. Życie bez uczuć stało się dla niego już standardem. W pozbywaniu się niepotrzebnych i rozpraszających emocji pomaga mu septyzacja - proces, który raz na jakiś czas musi przejść każdy Laufr, inaczej ukryta w ich ciele septyka ich zabije. Wszystko to sprawia, że wykonywana przez nich praca jest łatwiejsza i nie wywołuje w nich żadnych wyrzutów sumienia ani wątpliwości. Szukanie biorców dla Nomenów nie jest zadaniem dla ludzi o słabych nerwach. Zoltan idealnie nadaje się do tej roli. Zimny, wyniosły, bajecznie bogaty - istny hrabia Dracula z nutką Edwarda Cullena. Kiedy pewnego dnia dziewczyna rozdająca gazety mdleje mu obok samochodu nie spodziewa się, że to może być zdarzenie, które będzie warte irytacji, którą wtedy odczuwał.

Aniela łapie się każdej pracy. Ma na utrzymaniu siebie i rodzinne gospodarstwo, które jest na krawędzi bankructwa po śmierci ojca. Tęskni do rodzinnych stron, jednak musi ciężko pracować w wielkim mieście, a do tego całymi nocami uczy się, by skończyć studia i zostać weterynarzem. Rozdawanie gazet w upale nie jest spełnieniem jej marzeń, jednak liczy się każdy grosz. Moment, gdy właściciel wielkiego, czarnego wozu na nią skinął wzbudziło w niej ogromną ilość irytacji. Może i jest biedna i nigdy nie będzie jej stać na takie auto, ale nie jest nic nie warta. Podchodząc do odsuniętej szyby dojrzała czarne żyły, wijące się na dłoniach mężczyzny jak węże. Trudno uwierzyć w to, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić. Szok i skrajne przemęczenie zrobiło swoje: Aniela mdleje obok samochodu najbardziej bezuczuciowego i bezwzględnego mężczyzny, jakiego można znaleźć w okolicy.
„Nomen, Ipsum, Lokum. Oto czym jesteśmy. Oto czym jest człowiek. Pierwsze nie może istnieć bez drugiego, drugie bez trzeciego, a trzecie bez pierwszego. Ważne jest, by cała trójca żyła ze sobą w zgodzie, wówczas nic lepszego nie może nas spotkać.”

Paranormalne wątki tej powieści są tak oryginalne, jak tylko mogą być. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie przybliżam Wam teraz dokładniej motywu Nomenów, Laufrów i pozostałych szczegółów. Otóż odkrywanie tego wszystkiego na własną rękę sprawiło mi ogromną przyjemność i nie mam teraz zamiaru Wam tego odbierać. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim i po prostu nie mogę uwierzyć w to, że to jest wyłącznie jednotomowa historia. Całe to uniwersum jest zbyt wspaniałe, by tak po prostu zamknąć je w Pryncypium i nic więcej już o nim nie pisać. Mały apel do autorki: proszę o kolejny tom! Wszystko zakończyło się w sposób ładnie zamknięty, więc nie zdziwię się, jeśli Melissa Darwood po prostu zajmie się pisaniem czegoś innego. Mimo to mam taką malutką nadzieję, że jeszcze o laufrach i tym wszystkim usłyszymy.

Bardzo lubię bohaterów tej książki. Zastanawiam się teraz, czy aby na pewno wszystkich, ale każda mająca dobre cechy osoba przypadła mi do gustu. Aniela jest taka przeciętna, a jednak pracowita, szczera i pełna empatii, co sprawia, że naprawdę nie wiem czy jest jakiś czytelnik, który by jej nienawidził. Różne emocje wywołuje Zoltan, jednak osobiście od samego początku go polubiłam, chociaż wyobrażałam go sobie w bardzo komiczny sposób. Zmutujcie sobie w głowie Draculę (bajka: Hotelu Transylwania) razem z Gru (bajka: Jak ukraść księżyc) i wyjdzie Wam jak żywy mój osobisty obraz głównego bohatera. Ciężko jest mi podać sensowne argumenty stojące za tym stwierdzeniem, jednak będę upierać się za właśnie takim jego portretem. Oprócz dwójki głównych postaci pojawia się tu jeszcze ogrom cudownych bohaterów. Rodzina Anieli, najlepszy przyjaciel Zoltana czy choćby pracownicy jego firmy... Oni wszyscy są tak pozytywnym akcentem Pryncypium, że łagodzą nawet obrzydzenie, które wywoływała we mnie septyka i cały ten proces septyzacji. Fuj.
„A ile razy człowiek może sklejać na nowo swoje serce?”

Książka jest pełna sprzecznych emocji, a realizm przeplata się z fantastyką bardzo płynnie. Trochę irytowała mnie zmiana, jaka w drugiej połowie Pryncypium zaszła w Zoltanie. Wszystko było uwarunkowane i wynikało z ciągu wydarzeń, jednak to jego nowe oblicze wydało mi się zbyt cukierkowe i takie... nie. Koniec końców nie można zmienić się aż tak, choćby nie wiem jak dużo się zdarzyło. Próbowałam dopatrzeć się w nim chociaż kropelki tej początkowej arogancji i egoizmu, jednak jej nie dostrzegłam i zatęskniłam za tym chłopakiem, którego poznaliśmy na pierwszych stronach tej powieści. Brakowało mi tego pazura w nim i to zakończenie nie spodobało mi się tak, jak tego oczekiwałam. Mimo to pałam ogromną miłością do bohaterów i fabuły, więc za jakiś czas znowu do Pryncypium powrócę. Odkąd skończyłam czytać nie mogę przestać o niej myśleć - ciągle odczuwam potrzebę powrotu do świata Anieli. Nawet Sanderson nie potrafi wciągnąć mnie na tyle, bym w całości skupiła się na nim. To mój osobisty koniec świata. Więcej. Chcę więcej.

Ocena: 4/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć