November 9

Kategoria: /
średnia ocena: 4.38 / 5.00
liczba ocen: 63710
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
27.99 zł
Opis:

9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna się kolejny rozdział historii – tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…

Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.

 

November 9 od Colleen Hoover możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
CYTATY:
Kiedy znajdujesz miłość, to ją trzymasz. Chwytasz ją obiema rękami i ze wszystkich sił starasz się jej nie wypuścić. Nie możesz tak po prostu odjechać, licząc, że przetrwa, aż będziesz na nią gotowa.
Kochanie kogoś nie obejmuję tylko jednej osoby, Ben. To oznacza także akceptowanie wszystkich rzeczy i osób, które ta osoba kocha.
Cele są osiągane przez dyskomfort i ciężką pracę. Nie osiąga się ich, ukrywając się w przytulnym i cichym miejscu.
Nie wybieramy sobie rodziców, podobnie jak rodzice nie wybierają sobie dzieci. Niemniej powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, by otrzymali od nas to, co mamy najlepszego.
Młodość i piękno przemija. Przyzwoitość ludzka – nie.
Kiedy znajdujesz miłość, to ją bierzesz. Chwytasz obiema rękami i robisz co w swojej mocy, żeby jej nie puścić. Nie możesz tak po prostu od niej odejść i oczekiwać, że będzie trwać, dopóki nie będziesz na nią gotowa.
Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.
Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.
Recenzje blogerów
Colleen Hoover podbiła serca wielu czytelniczek na całym świecie. Każda z jej powieści jest na swój sposób wyjątkowa, każda z nich to niezwykła czytelnicza przygoda na emocjonalnym rollercoasterze. Czym zachwycić może November 9, jedna z jej ostatnio wydanych powieści w Polsce?

9 listopada to dla Fallon szczególna data. Dwa lata wcześniej nieomal straciła życie w pożarze, po którym zostały jej blizny, nie tylko te na twarzy. W rocznicę tego wydarzenia dziewczyna spotyka się z ojcem. Chce się z nim pożegnać przed wyjazdem do Nowego Jorku, gdzie ma zamiar grać na Brodwayu. Spotkanie ma jednak dość przykry przebieg. Ojciec w nieprzyjemny sposób studzi zapał Fallon i podkopuje jej już i tak mocno nadwątloną pewność siebie. Z pomocą przychodzi jej Ben, zupełnie obcy chłopak, który udaje przed ojcem Fallon jej ukochanego i zawzięcie broni jej marzeń. Ben okazuje się całkiem sympatycznym facetem, więc Fallon spędza z nim cały dzień. Tuż przed wyjazdem wpadają na zwariowany pomysł. Przez 5 lat co roku będą spotykać się 9 listopada, by spędzić razem jeden dzień, ale poza tym jedynym dniem nie będą się ze sobą kontaktować. W tym czasie każde z nich ma żyć swoim życiem i realizować swoje marzenia – Fallon ma wystąpć na deskach teatru, a Ben napisać książkę inspirowaną ich wspólną historią. Co wyniknie z tak osobliwej znajomości?

Bardzo spodobał mi się koncepcja tego, by Fallon i Ben spotykali się raz do roku i nie kontaktowali się ze sobą w międzyczasie. Od razu w mojej głowie pojawiły się scenariusze tego, jak może zmieniać się ich życie w czasie, gdy nie będą się widzieli. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia obojga bohaterów, a akcja powieści ogranicza się tylko do tytułowego 9 listopada, więc dopiero kiedy bohaterowie się spotykają, dowiadujemy się, jaką ścieżką podążyły ich losy od poprzedniego spotkania. Lekturze towarzyszyła mi nieustająca ciekawość tego, co się u nich zmieniło i jak dalej potoczy się ich życie i znajomość.

Po raz kolejny Colleen Hoover zabrała mnie w pełną emocji podróż i zawładnęła moim sercem. Podczas lektury dane było mi przeżyć tak wiele różnych uczuć. Autorka lubi bawić się czytelnikiem – rozpala w nim nadzieję na satysfakcjonujący rozwój wypadków, by zaraz potem tę nadzieję zdeptać. W jej książkach niczego nie można być do końca pewnym. Kiedy już sądzisz, że wiesz, co dalej się wydarzy, udowadnia ci, jak bardzo się myliłeś. Hoover potrafi zaserwować takie zwroty akcji, że można zbierać szczękę z podłogi.

Książki Colleen Hoover ujmują mnie kreacją postaci. Nie inaczej było w przypadku November 9. Fallon, gdy ją poznajemy, jest uosobieniem braku pewności siebie. Blizny na twarzy skutecznie ją hamują. Ben jest tym, dzięki któremu dziewczyna zaczyna się otwierać. To zakręcony chłopak, który widzi w niej o wiele więcej niż inni. Obydwoje wzajemnie mobilizują się do tego, by poczynić zmiany w życiu, gonić za marzeniami i starać się je zrealizować. Ich wpływ na siebie nawzajem jest nieoceniony.

November 9 to przepełniona emocjami powieść, którą połknęłam w ekspresowym tempie. Colleen Hoover posługuje się bardzo lekkim i przyjemnym stylem, który wciąga od pierwszych stron. Z jednej strony potrafi poruszyć, dotykając często dosyć trudnych tematów, a z drugiej sprawić, że wybuchasz śmiechem z powodu tekstów, jakie wkłada w usta bohaterów. To idealnie wyważona mieszanka, która potrafi wzruszyć, rozbawić i zaskoczyć.
W książce nie brakuje także pewnych smaczków, które dodatkowo ją wzbogacają. November 9 to nie tylko historia Fallon i Bena. To także książka o książkach, czym Colleen Hoover idealnie wstrzeliła się w moje gusta. Bohaterowie rozmawiają o książkach, często nawiązują do pewnych książkowych motywów, a Ben jest pisarzem, który pisze powieść inspirowaną ich historią.
Co ciekawe, jeśli czytaliście poprzednie jej powieści, podczas lektury November 9 będziecie mieli okazję ponownie spotkać się z bohaterami jednej z nich. Nie zdradzę, o kogo chodzi, ale powiem tylko, że ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona.

Za sprawą tej książki po raz kolejny zakochałam się w twórczości Colleen Hoover, a sama autorka znowu potwierdziła swoją pozycję w moim osobistym rankingu ulubionych autorów. November 9 to przepiękna opowieść o tym, że najważniejsze jest to, co mamy w sobie i jakimi jesteśmy ludźmi. To także rewelacyjna opowieść o tym, że warto ryzykować, by zrealizować swoje marzenia. Zdecydowanie polecam!

Ocena: 6/6
©Zaczytana Dolina
Fallon - to dziewczyna, która spisuje się fantastycznie będąc aktorką. Jednak pewnego dnia w jej domu wybucha pożar. Nikt nie wie, że ona jest w środku. Z ciężkimi poparzeniami trafia w ostatniej chwili do szpitala. Od tamtego momentu, o aktorstwie może pomarzyć. Cała połowa ciała pokazuje blizny, które ona usilnie chce zakryć. Pewnego dnia umawiając się z własnym ojcem, nie może już znieść tego, co do niej mówi.
Niespodziewanie przysiada się do niej Ben, który udaje jej chłopaka. Podsłuchuje rozmowę i chce bronić dziewczynę. Dogaduje jej ojcu, aż w końcu wychodzą razem, a chłopak towarzyszy dziewczynie przy pakowaniu. Ona wyjeżdża. Jednak ta sytuacja sprawia, że tych dwoje coś połączyło. Nie wiedzą jednak, że to wszystko składa się w całość. Że Fallon jest tą dziewczyną. TĄ dziewczyną...

Co do okładki, nie jest jakaś super fantastyczna. Ładna, wpada w oko, szczególnie ta dziewiątka. Fajnie, że tytuł ściśle nawiązuje do powieści. Przyznam się szczerze, że z początku nie wiedziałam o co chodziło. Na początku pierwszy dziewiąty listopad - no coś tu nie halo. Dopiero chwilę później dowiedziałam się co i jak i już tym samym moje serce należało do autorki. Stałam się szmacianą laleczką, z którą książka może robić co chce. Nawet nie wiecie, jak czasem warto poddać się powieści i pisarzowi.

Wielkie oklaski. Na stojąco! Jestem pod wrażeniem tej powieści. Może nie wzbudziła we mnie miliona uczuć, ale sam pomysł na fabułę jest naprawdę genialny! Zresztą co się dziwić, przecież to Hoover, którego uwielbia każdy. I ja powoli dołączam do tego grona. Może nie dorównuje Maybe someday, ale jest równie piękna. Ma w sobie potencjał, wykorzystany na 200 procent. Jakiś czas temu, gdy jeszcze w miarę wszyscy chodzili do szkoły, to było gdzieś w okolicach końca maja, koleżanka z klasy poleciła mi właśnie tę powieść. Powiedziała, że jest niesamowita i warto ją przeczytać. Więc co mi zależało? Przeczytałam ją. Poprawka. Pochłonęłam w niesamowicie szybkim czasie. Wierzycie w szczęśliwe zakończenia? Bo ja tak. W tej historii musiał być happy end, ale czy był? Styl pisarki nie zmienił się. Nadal plastyczny język sprawia, że czytelnik zatapia się w kolejnych stronach powieści. Zapomina o swoim życiu tylko jest myślami i ciałem wraz z bohaterami. I to jest dobre. Jak wiecie, czyta się lekko i przyjemnie.
Czytając ją, przez duszę i serce, no i umysł przemknęło mi sporo smutku. Melancholii. Żalu. Rzadko kiedy wykwitał na moich ustach uśmiech. Czytałam ją bardzo szybko, bo byłam ciekawa, co będzie dalej, co stanie się kolejnego listopada. Za każdym razem moje serce przezywało wstrząs, o którym ciężko jest mi teraz zapomnieć. Jednak wielbię tę powieść za to, że pozwoliła mi zapomnieć o tym, co mnie trapiło. A to już połowa sukcesu. Już od razu z góry pisze, że będzie tu więcej smutku niż radości.

Powieść podzielona na rozdziały każdego dziewiątego listopada roku. Kolejno mamy narrację dwuosobową, bo patrzymy na świat z perspektywy Bena i Fallon. Dzięki temu zabiegowi jesteśmy w stanie zrozumieć i poczuć to, jak się czują bohaterowie. Warto wspomnieć, że ta książka to nie tylko linijka po linijce historia. To fragmentu książki, pisanej przez Bena. To fragmenty listu. To urozmaica całą powieść, dodaje jej takiego poczucia, że jest trochę niezwykła.

Przechodząc z kolei do bohaterów, polubiłam od razu tę dwójkę. Fallon od razu zyskała moją sympatię pasją do aktorstwa. Ja też zawsze chciałam grać, ale na szkole podstawowej się skończyło. Nie miałam czasu by poświęcać się swojej pasji, którą tak uwielbiałam. Mimo wszystko jestem pod wrażeniem, że wytrzymała to, że nie mogła grać. Ja bym się chyba totalnie załamała i nie wyszła nigdy na światło dzienne. Jedyne, co mnie denerwowało, to jest to, że za szybko polubiła chłopaka, albo inaczej. Że za szybko otworzyła się przed nieznajomym fikcyjnym swoim chłopakiem. Bo to co zrobiła, napawało mnie wielkim szokiem. Ja bym tak nie potrafiła...
Co do Bena - od razu wiedziałam, że to specyficzny gość. Czułam to i się nie myliłam. On też od razu zyskał moją sympatię. Jego zachowanie, sposób bycia bardzo mi się spodobał. I to, jaki był później tym bardziej potwierdziło moje przypuszczenia. Prawie, że ideał dla większości dziewczyn. Specyficzne podejście do życia. Ta dwójka spodobała mi się od razu. Może nie byli tacy fantastyczni jak Sydney i Ridge, to mimo to szybko ich polubiłam i mocno trzymałam za nich kciuki. Wykreowani tak, jak każdy z nas chce. Wiemy o nich sporo, a co najważniejsze, odczuwamy to, co oni...

O czym jest powieść? O miłości z całkowitego przypadku. U utracie najbliższej osoby, której nie jesteśmy w stanie przywrócić do życia. O błędach, które popełniliśmy w przeszłości i nie da się ich wycofać. O tym, że czasami warto jest mówić wszystko od razu, bo później może być za późno. O miłości, która jest w stanie przetrwać wszystko. O uczuciu, które nigdy nie gaśnie.

Idealna dla młodych osób, które pragną poczytać coś lekkiego i przyjemnego, a w dodatku można coś z niej wyciągnąć do swojego życia. Nie są to jakieś grube wnioski, ale sprawy, nad którymi warto pomyśleć - jak najbardziej. Jednak przeczytać ją może każdy, bo wiem, że większości może się spodobać. Wiem, że dość dużo osób lubi prozę autorki, więc warto poznać jej kolejne dziecko, które kto wie, może okazać się lepsze od poprzedniego? Sama cieszę się, że miałam okazję przeczytać te lekturę i wiem, że kiedyś może jeszcze do niej powrócę, w przyszłości. Jak będę szukała właśnie takiej lekkiej, chociaż smutnej książki.

Reasumując polecam tę powieść. Ze względu na to, że język, którym posługuje się autorka jest przyjemny, łatwy w odbiorze, co nie równa się z tym, że książka pęka od nadmiaru radości, bo tak nie jest. Pozycja, z której można wyciągnąć jakieś wnioski, zastanowić się nad nimi. Nie można zarzucić jej schematyczności, ponieważ z takim pomysłem jeszcze się nie spotkałam. Dodatkowym atutem są tutaj postacie, które można szybko polubić, z którymi można dzielnie kroczyć w kolejną stronę powieści. Polecam po stokroć - idealna na lato i odmóżdżenie.

Ocena: 5/6
©Tylko magia słowa
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    9 listopada to niezwykła data, to dzień, który zaważył na dalszym życiu Fallon, będącej na progu nowego życia w Nowym Yorku i Bena, początkującego pisarza. Obydwoje przeżyli swoje własne tragedie. Splot nieprzewidzianych zdarzeń sprawił, że 9 listopada spotkali się w kawiarni w Los Angeles. Los tak chciał, że ich ścieżki życiowe rozminęły się, ale wzajemna fascynacja i ciekawość drugiego człowieka, "bratniej duszy", skłoniła ich do powzięcia postanowienia, że co roku, 9 listopada spędzą razem jeden dzień. Taka magiczna data. Co to jest jeden dzień? Co takiego może się wydarzyć? Czy tak krótki czas wystarczy do poznania drugiego człowieka? Zakochania się w nim? Czy Benowi uda się napisać książkę o ich życiu? I najważniejsze - czy będzie happy end?

    "Kochała mnie" w cudzysłowie
    Całowała mnie pogrubioną czcionką
    PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
    Zostawiła mnie z wielokropkiem...

    Zapewniam Was, że pisarka serwuje swoim bohaterom, a więc i nam burze emocji. Ta niewiadoma, te znaki zapytania pod datą 9 listopada sprawiają, że chce się przeczytać książkę "na raz". Dla zaczytujących się w takiej literaturze, będzie to niezła gratka. A nieznającym New Adult i Colleen Hoover polecam, żeby wyrobić sobie własne zdanie, czy to Wasza bajka, czy jednak niekoniecznie.
    http://naczytniku.blogspot.com/2017/05/november-9.html

Inne proponowane
Warto zerknąć