ebook Siła niższa
4.22 / 5.00 (liczba ocen: 356)

Siła niższa
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  / /
E-book - najniższa oferta: 28.80
31.99 złpremium: 19.19 zł Lub 19.19 zł
28.80 zł Lub 25.92 zł
31.99 zł
31.99 zł Lub 27.19 zł
29.00 zł
29.70 zł
30.39 zł
31.99 zł
Inne proponowane

Kontynuacja kultowego „Dożywocia”. Wymęczony codzienną rutyną, za to oswojony z niecodziennymi zjawiskami Konrad Romańczuk odkrywa, że nie jest jedynym posiadaczem anioła stróża, a dwie takie istoty pod jednym dachem to dopiero początek kłopotów...

Szanuj anioła swego, bo możesz dostać gorszego!
Kontynuacja kultowego „Dożywocia”. Wymęczony codzienną rutyną, za to oswojony z niecodziennymi zjawiskami Konrad Romańczuk odkrywa, że nie jest jedynym posiadaczem anioła stróża, a dwie takie istoty pod jednym dachem to dopiero początek kłopotów.

Siła niższa od Marta Kisiel możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Akcja kontynuacji Dożywocia jest znacznie bardziej poplątana. Już na samym początku w domu Konrada pojawia się jego agentka, Carmilla, która jest w ciąży ze Szczęsnym. Dziecko po widmowym tatusiu dziedziczy zdolność znikania, gdy śpi. W domu Konrada pojawia się jeszcze jeden anioł, który jest – mówiąc kolokwialnie – mocno upierdliwy. A to dopiero początek

Fabularnie Siła niższa jest słabsza od Dożywocia. Sytuacje są bardziej przewidywalne, podobnie jak bohaterowie. Jednak nadal mocną stroną książki jest żartobliwy, ironiczny, a czasem nawet sarkastyczny język. Czytając tę książkę nie sposób się nudzić, choć umowność całej fabuły chwilami staje się nieco przesadzona. Nie traktujmy wszystkiego zbyt poważnie, a na pewno będziemy zadowoleni. Chwilami miałem wrażenie, że Marta Kisiel musi być jakąś bliską krewną Kornela Makuszyńskiego, który również przedstawiał świat z humorem i odrobiną ironii, ale z pozytywnym nastawieniem.

Jeśli komuś odpowiada tematyka i styl obu tomów Marty Kisiel, to warto mu oznajmić, że w 2017 roku autorka napisała opowiadanie Szaławiła. Nie jest to ani prequel ani sequel, lecz jakiś boczny „-quel”. Opowiadanie dotyczy tego, co zdarzyło się na gruzach spalonego domiszcza zwanego Lichotką. Bohaterka opowiadania kupiła to miejsce i zbudowała tam dom. Przypuszczam, że jest to pomysł na pociągnięcie tego nieco bocznego, choć być może nie ubocznego wątku.

Licho było głupiutkie, ale nie głupie.

Tytułowa siła niższa jest wredna i złośliwa i aż kwiczy z radości, gdy może coś komuś poplątać w życiu. Jednak autorka ma więcej w tym tomie makuszyńskości i stara się, by jednak płynęło z tych wszystkich wydarzeń jakieś pozytywne przesłanie. Może ten świat – mimo wszystko – nie jest taki zły?

– Ale ja nie umiem w te całe zaćmienia i ogniste miecze…
– Za to umiesz w bamboszki. A bamboszki to jest właśnie to, czego potrzeba światu, żeby stał się piękniejszy.

Ocena 4/6
©Autorski przewodnik kulturalny
O tym, jak potworniasta gromadka z siłą niższą nierówną walkę toczyła

Siła niższa to drugi tom przygód Konrada Romańczuka i jego niezwykłych towarzyszy, czyli pisane kwiecistym stylem ironiczne urban fantasy autorstwa Marty Kisiel.

Po spłonięciu Lichotki potworniasta gromadka wprowadza się do nowego lokum w mieście. Rok po tym wydarzeniu nic nie wygląda tak, jak powinno: Krakers nie był w stanie przenieść się do obecnego domu i tylko wyje w rurach, nie wiadomo, co stało się z Puk, a Konrad dostaje rachunki do zapłacenia i uświadamia sobie, że nie starczy mu na nie pieniędzy. Krótko mówiąc, Konrada Romańczuka dopadła codzienność. Dopadła, cisnęła na glebę i skopała po nerkach. Do tego znienacka pojawia się Carmilla z ciążowym brzuchem szukając Szczęsnego, co kończy się zakwaterowaniem jej z resztą czeredki. Ponadto nieuważny literat zostaje wrobiony w opiekę nad aniołem Tsadkielem, który swoją upierdliwością, dokładnością i ciągłymi uwagami na temat wszystkiego doprowadza domowników do szału. On mnie strzeże. (…) Tyle że on to robi obsesyjnie. Całodobowo. Bez żadnych, absolutnie żadnych wyjątków. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, zgodnie z etosem. Tylko bardziej. I to strzeże przed wszystkim (…) przed syropem glukozowo-fruktozowym, tłuszczami utwardzonymi, cukrem i GMO.

Istotną postacią w tym tomie jest opiekujący się posiadłością Turu Brzęszczyk, samozwańczy Wiking z wielkim brzuchem, donośnym głosem, miłością do mocnych trunków i dosadnego języka: Cały świat ma się odpierwiastkować od jaśnie pana, na paluszkach pomykać, bo bo jaśnie pana imperatyw odosobnienia wespół z Weltschmerzem turbuje! Na strychu zaś pojawiają się trzy widma Prusaków bądź też Niemców, które z czasem nabierają coraz bardziej materialnej postaci i biorą udział w hałaśliwych aktywnościach wymyślanych nieustannie przez Turu. Sytuacja jest niewesoła: nie ma kto gotować, Konrad przesiaduje głównie w swoim pokoju i biorąc wszystkie zlecenia usiłuje zarobić na utrzymanie domowników, Licho traci ochotę do sprzątania, Tsadkiel nie ustaje w krytykujących wszystko i wszystkich tyradach, a przecież dziecko zaraz się urodzi i trzeba jeszcze przygotować święta. Jak tu nie zwariować?

W odróżnieniu od poprzedniego ten tom przypomina bardziej powieść niż zbiór opowiadań – opisane powyżej zachwianie równowagi widzimy bowiem dość wyraźnie, fabuła jest bardziej rozbudowana, można nawet dostrzec pewną ewolucję postaci i rozwój ich samoświadomości, gdy np. muszą odnaleźć swoje miejsce. Ich przemyślenia stają się ciut głębsze, np. Konrad mówi Turu: Ty, ja, Carmilla – my mamy tych naszych składowych do wyboru, do koloru. Dopóki nie definiujemy się wyłącznie przez jedną z nich, pozostajemy sumą. (…) Tymczasem na sumę anioła stróża składa się tylko jedna składowa. Jedna! Jego człowiek. To akurat zaskoczyło mnie na plus, nie spodziewałam się bowiem takiej zmiany w bohaterach po przeczytaniu pierwszej części. Oprócz elementów humorystycznych pojawiają się też te poruszające czy po prostu smutne – trudno nie przejąć się bowiem losem coraz bardziej gasnącego Licha.

Fani ucieszą się na pewno, że w kwestii języka nic się nie zmieniło – nadal rwie jak rzeka okresowa i ani na chwilę nie daje odetchnąć: coś, co wyglądało jak przerośnięta dżdżownica w wielokolorowe paski, zastygła na wieki wieków w paroksyzmie boleści, po czym nabita na patyk niczym dziergany rybim deseniem potomek Tuhaj-beja – właśnie tak narrator opisuje... lizak. Prawie każde zawarte tu zdanie to popis elokwencji i poczucia humoru autorki, co podobnie jak po lekturze Dożywocia przysporzy jej zagorzałych zwolenników i przeciwników.

Podsumowując, Siła niższa to z pewnością gratka dla miłośników prześmiewczo-potoczystego stylu Marty Kisiel, tym razem jednak doprawionego lekko wyczuwalną nutką smuteczków i wzruszeń. W stosunku do poprzedniej części autorka serwuje nam nieco bardziej zaawansowaną, a jednocześnie nadal zabawną fabułę, w której bohaterowie stają przed trudniejszymi zadaniami. Dzięki temu można spędzić z nią kilka całkiem smacznych godzin, szczególnie, gdy gustuje się w nieustannie ciętym języku. Zaś jeśli chcecie poznać dalsze losy Lichotki, zapoznajcie się z opowiadaniem Szaławiła.

Ocena: 4/6
©Głodna Wyobraźnia
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Zacznę od końca. Końca (tego w nawiasach) nie przyjmuję do wiadomości!

    A do brzegu... cuuuudooooo. No po prostu nie ma co streszczać i wyliczać! Pomysłowość pani Marty Kisiel w zakresie istot w różnym stopniu (bądź niekoniecznie) nadprzyrodzonych oraz ich specyfiki, charakterów, wad i zalet jest imponująco-powalająca. A dodatkowo tym razem opowiastkę odbieram jako wysoce pouczającą i umoralniającą.

    Boskie! Anielskie! Potworne! Utopcowate! I czekam na dalszy ciąg! A, że upierdliwością mogę śmiało konkurować z Zadkielem to na miejscu Ałtorki przystąpiłabym jednak do przekazania rozmaitych obowiązków takim, co sobie z nimi poradzą i PISANIA!!!
    Pisz! Pisz! Pisz! Kobieto! No pisz!
    Piszesz?
    A dlaczego nie piszesz?
    Hę?

    PS. Chłopaki z Wermachtu... no sympatyczni jak nie wiem co... a jacy przydatni! Ufundowałabym im Monopoly albo chociaż nową talię kart...

Warto zerknąć