ebook Siła niższa
4.02 / 5.00 (liczba ocen: 1485)

Siła niższa
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  / /
E-book - najniższa cena: 27.14
27.14 zł Lub 24.43 zł
31.99 zł
31.99 zł Lub 28.79 zł
27.19 zł
29.00 zł
31.99 zł
Inne proponowane

Kontynuacja kultowego „Dożywocia”. Wymęczony codzienną rutyną, za to oswojony z niecodziennymi zjawiskami Konrad Romańczuk odkrywa, że nie jest jedynym posiadaczem anioła stróża, a dwie takie istoty pod jednym dachem to dopiero początek kłopotów...

Szanuj anioła swego, bo możesz dostać gorszego!
Kontynuacja kultowego „Dożywocia”. Wymęczony codzienną rutyną, za to oswojony z niecodziennymi zjawiskami Konrad Romańczuk odkrywa, że nie jest jedynym posiadaczem anioła stróża, a dwie takie istoty pod jednym dachem to dopiero początek kłopotów.

Siła niższa od Marta Kisiel możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Akcja kontynuacji Dożywocia jest znacznie bardziej poplątana. Już na samym początku w domu Konrada pojawia się jego agentka, Carmilla, która jest w ciąży ze Szczęsnym. Dziecko po widmowym tatusiu dziedziczy zdolność znikania, gdy śpi. W domu Konrada pojawia się jeszcze jeden anioł, który jest – mówiąc kolokwialnie – mocno upierdliwy. A to dopiero początek

Fabularnie Siła niższa jest słabsza od Dożywocia. Sytuacje są bardziej przewidywalne, podobnie jak bohaterowie. Jednak nadal mocną stroną książki jest żartobliwy, ironiczny, a czasem nawet sarkastyczny język. Czytając tę książkę nie sposób się nudzić, choć umowność całej fabuły chwilami staje się nieco przesadzona. Nie traktujmy wszystkiego zbyt poważnie, a na pewno będziemy zadowoleni. Chwilami miałem wrażenie, że Marta Kisiel musi być jakąś bliską krewną Kornela Makuszyńskiego, który również przedstawiał świat z humorem i odrobiną ironii, ale z pozytywnym nastawieniem.

Jeśli komuś odpowiada tematyka i styl obu tomów Marty Kisiel, to warto mu oznajmić, że w 2017 roku autorka napisała opowiadanie Szaławiła. Nie jest to ani prequel ani sequel, lecz jakiś boczny „-quel”. Opowiadanie dotyczy tego, co zdarzyło się na gruzach spalonego domiszcza zwanego Lichotką. Bohaterka opowiadania kupiła to miejsce i zbudowała tam dom. Przypuszczam, że jest to pomysł na pociągnięcie tego nieco bocznego, choć być może nie ubocznego wątku.

Licho było głupiutkie, ale nie głupie.

Tytułowa siła niższa jest wredna i złośliwa i aż kwiczy z radości, gdy może coś komuś poplątać w życiu. Jednak autorka ma więcej w tym tomie makuszyńskości i stara się, by jednak płynęło z tych wszystkich wydarzeń jakieś pozytywne przesłanie. Może ten świat – mimo wszystko – nie jest taki zły?

– Ale ja nie umiem w te całe zaćmienia i ogniste miecze…
– Za to umiesz w bamboszki. A bamboszki to jest właśnie to, czego potrzeba światu, żeby stał się piękniejszy.

Ocena 4/6
©Autorski przewodnik kulturalny
O tym, jak potworniasta gromadka z siłą niższą nierówną walkę toczyła

Siła niższa to drugi tom przygód Konrada Romańczuka i jego niezwykłych towarzyszy, czyli pisane kwiecistym stylem ironiczne urban fantasy autorstwa Marty Kisiel.

Po spłonięciu Lichotki potworniasta gromadka wprowadza się do nowego lokum w mieście. Rok po tym wydarzeniu nic nie wygląda tak, jak powinno: Krakers nie był w stanie przenieść się do obecnego domu i tylko wyje w rurach, nie wiadomo, co stało się z Puk, a Konrad dostaje rachunki do zapłacenia i uświadamia sobie, że nie starczy mu na nie pieniędzy. Krótko mówiąc, Konrada Romańczuka dopadła codzienność. Dopadła, cisnęła na glebę i skopała po nerkach. Do tego znienacka pojawia się Carmilla z ciążowym brzuchem szukając Szczęsnego, co kończy się zakwaterowaniem jej z resztą czeredki. Ponadto nieuważny literat zostaje wrobiony w opiekę nad aniołem Tsadkielem, który swoją upierdliwością, dokładnością i ciągłymi uwagami na temat wszystkiego doprowadza domowników do szału. On mnie strzeże. (…) Tyle że on to robi obsesyjnie. Całodobowo. Bez żadnych, absolutnie żadnych wyjątków. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, zgodnie z etosem. Tylko bardziej. I to strzeże przed wszystkim (…) przed syropem glukozowo-fruktozowym, tłuszczami utwardzonymi, cukrem i GMO.

Istotną postacią w tym tomie jest opiekujący się posiadłością Turu Brzęszczyk, samozwańczy Wiking z wielkim brzuchem, donośnym głosem, miłością do mocnych trunków i dosadnego języka: Cały świat ma się odpierwiastkować od jaśnie pana, na paluszkach pomykać, bo bo jaśnie pana imperatyw odosobnienia wespół z Weltschmerzem turbuje! Na strychu zaś pojawiają się trzy widma Prusaków bądź też Niemców, które z czasem nabierają coraz bardziej materialnej postaci i biorą udział w hałaśliwych aktywnościach wymyślanych nieustannie przez Turu. Sytuacja jest niewesoła: nie ma kto gotować, Konrad przesiaduje głównie w swoim pokoju i biorąc wszystkie zlecenia usiłuje zarobić na utrzymanie domowników, Licho traci ochotę do sprzątania, Tsadkiel nie ustaje w krytykujących wszystko i wszystkich tyradach, a przecież dziecko zaraz się urodzi i trzeba jeszcze przygotować święta. Jak tu nie zwariować?

W odróżnieniu od poprzedniego ten tom przypomina bardziej powieść niż zbiór opowiadań – opisane powyżej zachwianie równowagi widzimy bowiem dość wyraźnie, fabuła jest bardziej rozbudowana, można nawet dostrzec pewną ewolucję postaci i rozwój ich samoświadomości, gdy np. muszą odnaleźć swoje miejsce. Ich przemyślenia stają się ciut głębsze, np. Konrad mówi Turu: Ty, ja, Carmilla – my mamy tych naszych składowych do wyboru, do koloru. Dopóki nie definiujemy się wyłącznie przez jedną z nich, pozostajemy sumą. (…) Tymczasem na sumę anioła stróża składa się tylko jedna składowa. Jedna! Jego człowiek. To akurat zaskoczyło mnie na plus, nie spodziewałam się bowiem takiej zmiany w bohaterach po przeczytaniu pierwszej części. Oprócz elementów humorystycznych pojawiają się też te poruszające czy po prostu smutne – trudno nie przejąć się bowiem losem coraz bardziej gasnącego Licha.

Fani ucieszą się na pewno, że w kwestii języka nic się nie zmieniło – nadal rwie jak rzeka okresowa i ani na chwilę nie daje odetchnąć: coś, co wyglądało jak przerośnięta dżdżownica w wielokolorowe paski, zastygła na wieki wieków w paroksyzmie boleści, po czym nabita na patyk niczym dziergany rybim deseniem potomek Tuhaj-beja – właśnie tak narrator opisuje... lizak. Prawie każde zawarte tu zdanie to popis elokwencji i poczucia humoru autorki, co podobnie jak po lekturze Dożywocia przysporzy jej zagorzałych zwolenników i przeciwników.

Podsumowując, Siła niższa to z pewnością gratka dla miłośników prześmiewczo-potoczystego stylu Marty Kisiel, tym razem jednak doprawionego lekko wyczuwalną nutką smuteczków i wzruszeń. W stosunku do poprzedniej części autorka serwuje nam nieco bardziej zaawansowaną, a jednocześnie nadal zabawną fabułę, w której bohaterowie stają przed trudniejszymi zadaniami. Dzięki temu można spędzić z nią kilka całkiem smacznych godzin, szczególnie, gdy gustuje się w nieustannie ciętym języku. Zaś jeśli chcecie poznać dalsze losy Lichotki, zapoznajcie się z opowiadaniem Szaławiła.

Ocena: 4/6
©Głodna Wyobraźnia
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Zacznę od końca. Końca (tego w nawiasach) nie przyjmuję do wiadomości!

    A do brzegu... cuuuudooooo. No po prostu nie ma co streszczać i wyliczać! Pomysłowość pani Marty Kisiel w zakresie istot w różnym stopniu (bądź niekoniecznie) nadprzyrodzonych oraz ich specyfiki, charakterów, wad i zalet jest imponująco-powalająca. A dodatkowo tym razem opowiastkę odbieram jako wysoce pouczającą i umoralniającą.

    Boskie! Anielskie! Potworne! Utopcowate! I czekam na dalszy ciąg! A, że upierdliwością mogę śmiało konkurować z Zadkielem to na miejscu Ałtorki przystąpiłabym jednak do przekazania rozmaitych obowiązków takim, co sobie z nimi poradzą i PISANIA!!!
    Pisz! Pisz! Pisz! Kobieto! No pisz!
    Piszesz?
    A dlaczego nie piszesz?
    Hę?

    PS. Chłopaki z Wermachtu... no sympatyczni jak nie wiem co... a jacy przydatni! Ufundowałabym im Monopoly albo chociaż nową talię kart...

Warto zerknąć