ebook Prawdodziejka
3.84 / 5.00 (liczba ocen: 201)

Prawdodziejka
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Wydawca:  Wydawnictwo SQN
Kategoria:  / /
E-book - najniższa cena: 23.15
wciąż za drogo?
29.67 złpremium: 19.14 zł Lub 19.14 zł
27.23 zł
31.89 zł Lub 28.70 zł
23.15 zł
23.25 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (8)
Inne proponowane

Safiya i Iseult, młode czarodziejki, znów wpadły w tarapaty. Muszą uciekać. Natychmiast! Dynamiczna, z doskonale wykreowanym, fascynującym światem magii – ta powieść ma wielkie szanse, by wejść do kanonu literatury fantasy.

Safi jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną zdemaskować każde kłamstwo. Swój dar trzyma w sekrecie, inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało.
Safi i Iseult pragną jedynie wolności. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Zbliżają się niespokojne czasy, wojna wisi w powietrzu i nawet sojusznicy nie grają fair. Przyjaciółki będą walczyć z władcami i ich najemnikami. Niektórzy posuną się do ostateczności, by dopaść prawdodziejkę.

„«Prawdodziejka» to niesamowita opowieść o pięknej przyjaźni i odkrywaniu swojego przeznaczenia. Nieprzewidywalnie uknuta intryga, porywająca przygoda, oryginalny świat i pełnokrwiści bohaterowie – nie możecie tego przegapić!” – Magdalena Senderowicz, BookGeek.pl.

„W «Prawdodziejce» jest wszystko: zuchwałe kradzieże, szermierka, głęboka przyjaźń, oszustwa, magia, piraci i romans. Ta powieść was zachwyci!” – Robin Hobb.

„Zróbcie miejsce na półce z ulubionymi książkami – «Prawdodziejka» wejdzie do kanonu. Przypomniała mi, dlaczego sięgnęłam po fantastykę: znajdziemy tu niebezpieczny i tętniący życiem świat, bogato nakreślone postaci i olśniewającą intrygę godną najlepszych powieści Megan Whalen Turner, Robin Hobb i Jacqueline Carey. I o ile Susan Dennard oddaje hołd klasyce, to kładzie również podwaliny pod zupełnie nowy rozdział w historii gatunku. Nie przegapcie!” – Sarah J. Maas.

„Dynamiczna opowieść i w pełni wykreowany magiczny świat. Bogactwo opisów Dennard, wnikliwa charakterystyka bohaterów i zapierające dech w piersiach sekwencje akcji trzymają czytelnika w napięciu!” – „Publishers Weekly”.

„Dwie zadziorne bohaterki, które wolą same wyratować się z opresji, niż zostać uratowanymi. Czytelnicy zatoną w tym świecie i z niecierpliwością będą czekać na kolejną odsłonę” – „Booklist”.

Prawdodziejka od Susan Dennard możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Do przeczytania Prawdodziejki musiałem się dość długo przekonywać i byłem niemalże o krok, aby po nią w ogóle nie sięgnąć. Być może wynika to z faktu, że opis fabuły na okładce nie obiecywał w mojej ocenie wielkich fajerwerków, czy niesamowitych i urzekających pomysłów. Stało się jednak inaczej i zdecydowałem się na przeczytanie książki Susan Dennard. Powiem tyle - nie żałuję, ponieważ jest to bardzo przyjemna i lekka lektura a autorka zdecydowanie pilnie odrabiała lekcje z pisania.

Prawdodziejka to opowieść o dwóch nie takich całkiem zwyczajnych młodych kobietach - Safi i Iseult. Właściwie nawet określenie niezwykłe wypada w porównaniu do nich blado. Safi jest jedyną w Czaroziemiu prawdodziejką - potrafi wykrywać i zdemaskować każde kłamstwo. Pilnie jednak strzeże swojego sekretu, ponieważ jest to umiejętność niezwykle cenna i każdy chciałby ją wykorzystać do własnych celów, zwłaszcza królowie. Natomiast Iseult jest więziodziejką i jedyne co wiemy o jej umiejętnościach, to fakt, że potrafi widzieć więzi innych osób, które przybierają różne kolory w zależności od uczuć i intencji danej osoby. Sama również nie zna czym dokładnie jest jej moc... Splotem kilku nieszczęśliwych i nie do końca przypadkowych wydarzeń, zostają obie wrzucone między rywalizację wielkich mocarstw. Bowiem dwudziestoletni pokój w Czaroziemiu dobiega powoli końca a wojna niechybnie wisi w powietrzu... Każdemu z imperiów z pewnością przydałaby się prawdodziejka i nie będą szczędzić środków, aby ją dopaść...

Z początku Safi i Iseult mogą się ze sobą mylić, ponieważ niewiele jest scen, w których występują osobno. Z czasem pojawia się jednak coraz więcej różnic między nimi i nie wydają się już być tak podobne. Każda z nich posiada ponadto całkiem bogatą historię sprzed opisanych wydarzeń, o których oczywiście chciałoby się więcej przeczytać, ale znów nie ma uczucia niedosytu. Obie bohaterki bardzo szybko zyskują sympatię czytelnika - są zabawne, wykształcone a z drugiej strony biegle posługują się bronią do walki w wręcz - bynajmniej nie są to słabe i bezbronne kobiety. Oprócz tej dwójki, w książce poznamy również cały szereg postaci pobocznych i podobnie jak Safi i Iseult, zostały bardzo wykreowane. Jest to niewątpliwie plus tej książki, ponieważ dość często bohaterowie kuleją u wielu autorów, zwłaszcza tych początkujących.

Książka posiada również dobrze przemyślany i dopracowany system magii. Każdy w Czaroziemiu może urodzić się obdarzony określoną mocą. Znajdziemy wśród nich prawdodziejkę wykrywającą kłamstwa, wiatrodziejów władających wiatrem, pływodziejów władających pływami, żelazodziejów, klątwodziejów i tak dalej. Jedną z najciekawszych mocy jest krwiodziejstwo - bardzo rzadka umiejętność, pozwalająca kontrolować czyjąś krew u innych osób, czy śledzić w ten sposób zapach ofiary. Jak się łatwo domyślić, to właśnie krwiodziej jest jedną z postaci ściągających Iseult i Safi. Nie jest to jednak taki typowy czarny charakter i skrywa on w sobie wiele tajemnic...

Ponadto w Prawdodziejce znajdziemy dynamiczną akcję, pościgi, pojedynki, czy niewielkie potyczki. Nie zabrakło scen opisujących świat, magię, czy bohaterów. Znajdzie się nawet całkiem ciekawie napisany wątek romantyczny, choć niepozbawiony pewnej sztampowości. Fabuła być może nieco mniej mnie porwała niż sądziłem, ale w gruncie rzeczy nie jest ona zła, w żadnym wypadku. Jest ona całkiem dobrze skonstruowana z licznymi zagadkami i zwrotami akcji. Mnie jednak, cała historia przypominała bardziej długi i interesujący wstęp, aniżeli osobny, pełnoprawny tom cyklu. Oceniając książkę jako całość, to ciężko byłoby mi znaleźć jakąś znaczącą wadę, poza drobnym czepialstwem się, a z drugiej strony zabrakło mi takich elementów, które porwałyby mnie i czarowały bez reszty.

Prawdodziejka nie oczarowała mnie tak jak myślałem, widząc reakcje innych osób, ale też nie była to lektura zła i nudna. Była to dla mnie książka po prostu dobra, ale nic więcej - lekka i dobrze napisana pozycja z interesującym zakończeniem, obiecującym znacznie ciekawszą fabułę w kolejnych tomach.

Ocena: 4/6
©Świat fantasy
Czasami jedyne, czego potrzebuję, żeby sięgnąć po daną książkę, to dobra rekomendacja. Na Prawdodziejkę czekałam wiele miesięcy, chociaż nie znałam ani wcześniejszej twórczości autorki, ani o niej też za wiele nie słyszałam. Jednak po emocjonującej przygodzie z Celaneą Sardothien i świetnej zabawie podczas lektury Dworu Cierni i Róż, zabijała mnie ciekawość, kim jest osoba, dla której Sarah J Maas zadedykowała większość swoich powieści. I co pisze - ponieważ Susan też jest pisarką. Tym oto sposobem znalazłam się w miejscu, kiedy z niecierpliwością wyczekiwałam pierwszej części nowej serii pisanej przez Susan Dennard, najlepszą przyjaciółkę Maas.

Nie zakochałam się w tej powieści od pierwszego akapitu, ale Dennard potrzebowała tylko stu pierwszych stron książki, żeby mnie kupić światem przedstawionym i interesującymi, barwnymi bohaterami. Poszło jej więc o wiele szybciej niż S. J Maas, przy której musiałam przeczytać trzy pierwsze części cyklu, żeby się do niego przekonać, a na końcu też i pokochać. Prawdodziejka w tym przypadku ma zatem niebanalną przewagę - jest dopiero pierwszym tomem z cyklu, a ja już z niecierpliwością wyczekuję na lekturę kolejnej części. Podkreślam ten fakt tak bardzo, ponieważ ostatnio coraz rzadziej zdarza mi się takie ogromne zauroczenie daną powieścią, jak w tym przypadku. Są tytuły, które dobrze mi się czyta, ale każda wada kole w oczy - Prawdodziejka jest tego całkowitym przeciwieństwem. Chociaż, czasem lektura powieści bardzo mi się dłużyła, a też nie wszystkie opisywane wydarzenia robiły ze mnie emocjonalną kulkę szczęścia, to zalety tej pozycji przeważają tak bardzo, że długo musiałam się zastanawiać czy o wadach w ogóle tutaj wspominać. Jest ich bowiem niezwykle mało i nie mają zbyt wielkiego znaczenia, gdy przychodzi do pisania o nowej książce Dennard.

Na początku czytelnik może poczuć się trochę zdezorientowany, ponieważ autorka od pierwszych stron wrzuca nas w wir wydarzeń, dziwnych, trudnych do zapamiętania nazw i z rozmachem skonstruowanego, ogromnego świata przedstawionego. Prawdodziejka nie jest jedną z tych powieści, gdzie pisarz na każdym kroku tłumaczy zasady funkcjonowania opisywanej rzeczywistości i muszę przyznać, że chociaż na początku czułam się trochę zagubiona, to właściwie mi się to podobało. Susan Dennard pozwoliła mi nie tylko zerknąć sobie przez ramię, ale także samej zorientować się, jak działa świat przedstawiony. Razem z głównymi bohaterkami przechadzałam się uliczkami Venaza City, uciekałam statkiem przez morze czy odkrywałam wcześniej owiane legendą terytoria. Tak naprawdę jedyną rzeczą, która mi tutaj przeszkadzała, był fakt, że autorka nie popchnęła tworzenia opisywanej rzeczywistości do przodu tak, jak zakładałam. Po lekturze Prawdodziejki mój apetyt na poznanie terytoriów przynależących do the Witchlands bynajmniej nie został zaspokojony - wciąż jestem zdania, że Dennard zaserwowała swoim czytelnikom w pierwszym tomie raczej coś na kształt zarysu niż już wybudowanej i jaśniejącej w pełnym słońcu konstrukcji.

I tego właśnie chyba brakowało mi tutaj najbardziej - bogactwa opisów różnych terytoriów, państw, mocniejszego wypunktowania różnic między każdym z krajów. Na razie dostaliśmy niczego sobie terytorium Cartorry - z której swoją drogą pochodzi jedna z głównych bohaterek - oraz zaskakującą, ale też i urokliwą Nubrevnę. Trzymam kciuki, żeby kontynuacja, czyli Wiatrodziej, już rzucał na kolana w kwestii przedstawiania świata wykreowanego, a nie tylko sypał magicznym proszkiem po oczach.

Za to bohaterowie pojawiający się na kartach powieści dostarczają niezrównanej rozrywki. Naprawdę nie spodziewałam się, że tak bardzo polubię wszystkich i każdą postać z osobna. Susan Dennard stworzyła inspirujące, oszałamiające sylwetki, bohaterów, którzy mają swój czynny udział w opisywanych wydarzeniach. To nie papierowe kukiełki, którymi autor książki rzuca raz w tę stronę, a raz w tamtą. Zarówno główne bohaterki, jak i postacie drugoplanowe mają czynny wpływ na fabułę, a podczas biegu wydarzeń czytelnik nie raz może zaobserwować, jak w bohaterach zachodzą zmiany. Niemalże każda z postaci jest dynamiczna, wyjątkowa na swój sposób. Susan Dennard zdecydowała się na narrację trzecioosobową i muszę powiedzieć, że to wspaniała decyzja. Opisywane wydarzenia możemy obserwować oczami czwórki bohaterów, którzy z rozwojem wydarzeń stają się najważniejszymi charakterami w całej historii.

Wciąż najbardziej jednak lśnią Safiya fon Hasstrel i Iseult det Midenzi, czyli główne bohaterki powieści. Muszę się Wam przyznać, że jednym z czynników, które podczas mojego wyczekiwania na premierę powieści tylko bardziej wydłużały moją mękę, był sposób, w jaki Susan Dennard opowiadała o swoich protagonistkach. Niezwykle ujął mnie fakt, że autorka już na samym początku stwierdziła, że Prawdodziejka to książka przede wszystkim o przyjaźni - tej niesamowitej, opierającej się na lojalności i zaufaniu relacji, porównywalnej do więzi rodzinnych czy romantycznych. Chciałam przeczytać powieść, w której opoką, fundamentem wszelkich podjętych przez głównych bohaterów decyzji będzie przyjaźń. I nie mogłam się doczekać, żeby sprawdzić, jak pisarka sobie z tym poradziła.
A poradziła sobie rewelacyjnie.

Safi i Izzy są jak dwie strony tej samej monety. Albo może bardziej adekwatnie w tym przypadku - jak dwie strony tego samego miecza. Susan Dennard dotrzymała słowa, bowiem Truthwitch jest książką, w której przeważa wątek przyjaźni. Przez relację łączącą dziewczęta są one zaś też zwane Threadsisters. Pisarka w stworzonej przez siebie rzeczywistości przyjaźń wyniosła do jednej z najbardziej szanowanych wartości. Tutaj Threadsisters i Threadbrothers są traktowani na równi z rodziną, a nawet ukochanymi. Stanowią ważną część obrazka, który przedstawia relacje danej osoby z innymi ludźmi. Więzi przyjaźni są tylko o krok od więzi miłości, jeśli nie na równi. Poza tym jest to świat, gdzie wciąż panuje pokój, chociaż można już wyczuć pęknięcia i rysy. Niektóre z państw znów szykują się do wojny, a następne specjalnie doprowadzają do konfliktu. To świat, gdzie specjalne umiejętności (np. panowanie nad żywiołami) ujawniające się u części obywateli - nazywane the Witchery - są docenianymi i rozwijanymi talentami. Czasem nawet wyniesionymi do rangi sztuki.

Zaskakującym więc jest, że zarówno dar Safi - Truthwitchery, czyli umiejętność oddzielania prawdy od fałszu, jak i dar Izzy - Threadswitchery, możliwość widzenia aur innych ludzi, ich emocji i powiązań z innymi - są umiejętnościami pasywnymi, co odznacza, że w walce wręcz dziewczyny stoją na trochę przegranej pozycji. Kiedy na przykład przychodzi im walczyć z kimś, kto potrafi władać ogniem. Czytając Prawodziejkę nie mogłam też wyjść z podziwu, jak bardzo zróżnicowany i fascynujący jest wątek magii w the Witchlands. Można właściwie powiedzieć, że rodzai tych umiejętności jest tyle, co samych ich posiadaczy. Jest znacząca różnica między Windwitch, czyli osobą, która panuje nad wiatrem a Airwitch, człowiekiem, który panuje nad każdą formą powietrza - potrafi równocześnie zmienić kurs statku, jak Windwitch, ale także wyssać powietrze z płuc przeciwnika. To oczywiście tylko jeden przykład, ale świetnie pokazuje właśnie to wspomniane przeze mnie wcześniej zróżnicowanie, mnogość pomysłów i możliwości, z jakich czerpać może Dennard.

Poza Safi i Izzy, dwojgiem najważniejszych bohaterów w powieści są Merik, Wiatrodziej a zarazem książę Nubrevny, oraz Aeduan - postać owiana tajemnicą, która w pierwszej części odgrywa czarny charakter i jest zmorą dziewcząt. Mało tego! Aeduan jest także jednym z rzadko występujących Voidwitch, a pisząc bardziej szczegółowo - Bloodwitch. Ludzie obawiają się jego daru, ponieważ bardzo trudno zabić Bloodwitch (bardzo szybko się leczy), a poza tym osoba obdarzona tym darem potrafi tropić osobę, której krew przynajmniej raz wyczuła, a także manipulować zarówno swoją, jak i krwią w organizmie wroga (sprawiając, że ten nie może się poruszyć). Nie chcę zbyt wchodzić w opisy, żeby nie zepsuć Wam lektury książki, aczkolwiek muszę wspomnieć, że dopiero kiedy Susan Dennard przechodzi do tłumaczenia kim właściwie są Voidwitch, dlaczego wszyscy się ich obawiają - dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa!

Wydarzenia opisywane w powieści wciągają. Bardzo. Oprócz kilku przypadków, kiedy lektura książki lekko się dłużyła (jak wspominałam na samym początku), po prostu od Prawdodziejki nie mogłam się oderwać. To jedna z tych pozycji, o których myślisz, kiedy idziesz na przystanek autobusowy, kiedy siedzisz w szkole na zajęciach, albo kiedy jesteś na zakupach - chociaż zajmujesz się innymi rzeczami, twoje myśli tak naprawdę cały czas wracają do miejsca, w którym skończyłeś czytać książkę. Fabuła jest wielowarstwowa. Chociaż opowiadana z punktu widzenia czwórki bohaterów, w pewnym momencie większość wprowadzonych wątków się splata, a do nich dochodzą następne - zaskakujące i wynikające bezpośrednio z poprzednich. Przez większość czasu akcja brnie do przodu w zawrotnym tempie, ale nie brakuje momentów, kiedy Susan Dennard robi krótką przerwę zarówno bohaterom, jak i swoim czytelnikom, przy okazji tłumacząc też coś ze świata the Witchlands, co sprawia, że jeszcze bardziej toniemy w ciekawości, jaką wywołuje lektura tej książki.

Jestem naprawdę na tak! Na tak, dla warsztatu pisarskiego Susan Dennard, dla tej ekscytującej absorbującej fabuły, dla żywych, pasjonujących bohaterów i na tak, dla tego cudownego, pełnego tajemnic, niebezpieczeństw, ale także i piękna świata przedstawionego. Prawdodziejka to jedna z tych książek, które mącą umysł, przysysają się do rąk i nie dają odłożyć na miejsce, dopóki nie skończy się ich lektury, a potem i tak pozostają w myślach i na długo nie dają o sobie zapomnieć. Nie wierzycie? Sięgnijcie po Prawdodziejkę, niech ona powiem wam prawdę!

Ocena: 5/6
©Nocny Cień
Dwie młode więziosiostry - Safiya i Iseult znów muszą uciekać. Są w niezłych tarapatach. Safi posiada dość fajną moc - umie rozpoznać każde kłamstwo, jednak mało kto o tym wie, bo inni mogliby ją ciągle wykorzystywać. Iseult natomiast sama nie wie, jakimi mocami włada. Obie będą musiały się rozdzielać, walczyć o swoje życie z władcami i ich najemnikami. Jednak czy coś będzie w stanie powstrzymać tych, którzy chcą złapać Prawdodziejkę? Czy dziewczyny sobie poradzą?

Zacznę może od okładki, która jak wiecie - uwiodła mnie od pierwszego wejrzenia. Po prostu po jej zobaczeniu wiedziałam, że trafi w moje ręce i inaczej być nie mogło. Gdy pojawiła się okazja zrecenzowania jej popadłam w wielką radość. Widzimy w samym centrum dziewczynę z szalem, dość długim na głowie. W tle niebo, jakieś chmurki, wodę, statek, kamienie - na których stoi. Kolorystyka jest tutaj fantastyczna, ten odcień niebieskiego... No wspaniały! Książka posiada skrzydełka, co jest idealnym sposobem na dodatkową ochronę tejże książki przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich poznamy krótką biografię autorki, a na drugim opinie czytelników, portali...
Warto wspomnieć, że znajduje się na początku mapka, która Wam pomoże podczas wędrówki z tą pozycją. Dość duża czcionka, odstępy i marginesy są zachowane, więc nie mam na co się skarżyć - bo literówek również nie znalazłam.

Przechodząc powoli do samej autorki - jak wiecie to moje pierwsze spotkanie z nią, i kolejne z nowym autorem gatunku fantasy. Wiecie również, że ten gatunek niezbytnio jest mi po drodze, to znaczy - nie każda książka jest w stanie mi przypaść do gustu. Zawsze się krzywię i mam jakieś "ale". Czy tym razem tak było? Niestety, ale tak. Boję się, że powiesicie mnie, albo obrzucicie kamieniami... PRZEPRASZAM. Ale jakoś pióro autorki... Nie trafiło w moje gusta. Fabuła jest ciekawa, tutaj nie mogę się nie zgodzić. Jednak przez większość książki... nudziłam się. Nie czułam akcji, i co najważniejsze drażniły mnie zbyt długie opisy... Mimo, że książkę się wręcz połyka, to jednak nie do końca się tego spodziewałam. Myślałam, że mnie porwie już na samym początku. A ileż musiałam się naczekać... Brzmi znajomo? Podobnie było z Anetą Jadowską i pierwszym tomem serii o Nikicie. Uważam, że gdyby autorka nieco bardziej nadała akcji tempa, gdyby było więcej dialogów - to przynajmniej moim zdaniem wydaje mi się, że lepiej by mi się poznawało jej treść. Susan Dehnard posługuje się przystępnym językiem, dzięki czemu bardzo szybko czyta się powieść, ale moim zdaniem powinna jeszcze trochę popracować nad swoim warsztatem.

Spodobała mi się natomiast kreacja bohaterów. Każdy z nich ma inaczej na imię, są to bardzo wyszukane imiona, niektóre oczywiście. Każdy jest jakby... innego gatunku. Wiatrodziej, Prawdodziej, Krwiodziej i tak dalej. To bardzo mnie zaintrygowało, bo jak dotąd nie spotkałam się z takim podzieleniem bohaterów. Każdy z nich ma inną moc (tak, sama w to nie wierzę, że podobają mi się takie fantastyczne sytuacje) i to było również dość ciekawe.
Co do głównych bohaterek, Safi i Iseult - są to dwie dość fajne dziewuszki, które mają różne charaktery, a mimo to się lubią i my, jako czytelnicy jesteśmy w stanie je polubić niemal już od pierwszych stron. Podobało mi się również to, że mają takie jakby nici? Więzy, które między innymi określały ich stan, czyli czy na przykład były zdziwione, zakochane, smutne itp. To również jest dość interesujące zważywszy na to, że czegoś takiego jeszcze nie spotkałam. Więc już tutaj warto zauważyć, że wyróżnia pisarkę swego rodzaju oryginalność. Oczywiście nie ma tutaj samych żeńskich postaci, bo są i męskie. Merik, Kullen - ten drugi to jak prawie ze Zmierzchu, jak mu tam było... Edward! Nazwisko wymawia jak imię bohatera z tej powieści (no, ale mogę się mylić, nie jestem z angielskiego aż tak dobra). Najbardziej chyba przypadli mi do gustu Merik i Safi. Nie wiem czemu, nie pytajcie mnie o to. Jednak każdy z nich się wyróżnia, nie tylko władaną mocą, ale i charakterem, którym bardzo zapunktowała mi autorka.
Reasumując za bohaterów należą się Susan wielkie gratulacje ponieważ nie są wykreowani na jedno kopyto i mają swój charakterek, dzięki czemu nie są płascy i papierowi, a i również z ich powodu połyka się w niewiarygodnie szybkim tempie tę pozycję.

Akcja. Tu z kolei mogłabym dyskutować, a raczej napisać Wam litanię, gdzie już wcześniej temat zaczęłam. Otóż gdy DOBRNĘŁAM do setnej strony, myślałam, że autentycznie się skończę. Zrobiłam wielkie oczy w stronę koleżanki z klasy, jak ona mogło to czytać - przecież tu nic się nie dzieje i to jest takie nudne! Ale przyznała mi się, że dopiero później coś zaczyna się dziać. No to dobra, przedzierałam się z trudem jak przez chaszcze ze strony na stronę, aż gdzieś w końcu coś się stało. Coś kliknęło, że tak powiem i akcja się pojawiła. Może nie aż taka, za którą nie dałabym rady nadążyć, ale jednak. Nienawidzę nudzić się przy powieściach i już się bałam, że będę żałować czasu, poświęconego na Prawdodziejkę. Niemniej jednak opisy, do tej setnej strony i trochę niesamowicie mnie zanudzały i już samo to postawiło książkę w niezbyt dobrym świetle. Ale ja się nigdy nie poddaje i czytam książki do końca. A więc dałam jej szansę. Bo podobnie było z Dziewczyną z dzielnicy Cudów. A jak wiecie drugi tom spodobał mi się bardzo, czyli może i Wiatrodziej - czyli kontynuacja recenzowanej książki przypadnie mi bardziej do gustu? Na to liczę!

Zaskoczyło mnie również to, że w lekturze znalazłam wątek miłosny, który... zaskoczył mnie bardzo, ale się spodobał. Nie był on jakoś przesadnie zaakcentowany, tylko tak delikatnie wpleciony w akcję i patrząc na całokształt bardzo przypadł mi do gustu. Jest też również kilka niedociągnięć. Otóż nie jestem jak wiecie zbyt rozgarnięta w terenach fantastyki, dlatego temat rozszczepieńców jest dla mnie zupełnie obcy i czuję dość spory niedosyt. Niby coś tam zostało z tego napisane, ale zdecydowanie za mało, przynajmniej jak dla mnie. Bo mi trzeba takie rzeczy łopatologicznie tłumaczyć. Liczę na to, że w kolejnej części chociaż trochę bardziej zostanie mi to wytłumaczone, bo dla mnie to jest jeden wielki znak zapytania.

Reasumując jestem zdania, że pomimo kilku niedociągnięć, książka okazała się być dobra. Może niekoniecznie jest z wyższej półki, ale kilka innych powieści tego gatunku, które są o wiele gorsze od tej. Strzeżcie się urokowi okładki, bo może Was zwieść, tak jak uwiodła mnie. Spowodowała automatyczną miłość i jak widzicie efekt jest średni. Niemniej jednak cieszę się, że tak piękny grzbiet zasila moją biblioteczkę, bo Wydawnictwo SQN projektuje WSPANIAŁE OKŁADKI. I raczej nie możecie temu zaprzeczyć.
Niemniej jednak polecam ją wszystkim zainteresowanym, ale najpierw poczytajcie jeszcze kilka innych recenzji i dopiero decydujcie się na zakup. Wiem, że nie tylko mnie nie do końca zadowoliła, ale liczę na to, że drugi tom odda mi to, co straciłam i czego nie dostałam podczas tej lektury.

Ocena: 4/6
©Tylko magia słowa
Piękna okładka i polecający blurb znanej pisarki to nie wszystko, aby książka odniosła sukces. Powieść o przyjaźni dwóch przyjaciółek o niezwykłych mocach zdecydowanie przypadnie do gustu młodszym czytelnikom.

Muszę się przyznać, nie podchodziłam zbyt entuzjastycznie do powieści Susan Dennard. Magia, przyjaciółki, ratowanie królestwa, a jedna na dodatek jest jakby nie patrzeć prawie księżniczką. To wszystko motywy przewijające się w tysiącach powieści fantasy. Do przeczytania książki odrobinę przekonała mnie Sarah J. Maas z jej króciutką wstawką i może trochę okładka. Nie obiecywałam sobie zbyt wiele, ale jednak zostałam pozytywnie zaskoczona wynikiem.

Dwie przyjaciółki, Safiya i Iseult znają się od dzieciństwa. Safiya posiada bardzo rzadki rodzaj magii. Jest prawdodziejką, która bez zająknięcia może stwierdzić, czy ktoś kłamie. Gdyby władcy krain dowiedzieli się o jej umiejętnosciach, każdy z nich chciałby mieć ją przy sobie. Iseult jest potężną więziodziejką. Widzi emocje innych ludzi w postaci różnokolorowych więzi. Nawet sama nie jest świadoma swojej ogromnej mocy. Dziewczyny chcą jednego - świętego spokoju i domu, w którym mogłyby żyć. Niestety, kraj znowu staje na krawędzi wojny. Dwudziestoletni rozejm zbliża się do końca, a Safiya i Iseult zostają wplątane w wydarzenia i intrygi, które mogą rozedrzeć świat na strzępy.

“Mhe verujta. - Zaufaj mi, jakby moja dusza była twoją duszą.”

Safiya jest jedną z najbardziej irytujących bohaterek z jakimi miałam styczność. Jej głowę zaprzątają tylko dwie sprawy, jej więziosiostra Iseult i zebranie funduszy na ich wspólny dom. Jest dziecinna, roztrzepana i tak naprawdę, myśli tylko o sobie. Bez swojej rozsądnej i trzeźwo myślącej przyjaciółki Iseult wydaje się, jakby w ogóle nie potrafiła funkcjonować. Dlatego to właśnie Iseult jest jedną z najlepiej wykreowanych bohaterek. Poznajemy jej trudną przeszłość, bolesny powrót do rodziny i konsekwencje swojej wcześniejszej ucieczki. Iseult przez swoje pochodzenie jest szykanowana i wytykana palcami na ulicach miasta. Dziewczyna wpada w niezłe tarapaty, gdy poznaje tajemniczą postać z legend. Lalkarkę.

Ciężko było mi wciągnąć się w ten świat pełen różnego rodzaju wiedźm. Już na samym początku zostałam zasypana nazwami, które niczego mi nie mówiły, więziami, których powstanie i znaczenie nie do końca zostały mi wytłumaczone. Zdecydowanie zabrakło kilku akapitów, które by to wyjaśniły. Dodatkowo wątek romantyczny między Safiyą i Merikiem doprowadzał mnie do westchnień irytacji i ukradkowego przewracania oczami. Zdecydowanie zbyt przytłaczający i lepki. Autorka mimo niezbyt udanego warsztatu w kreowaniu emocji głównych bohaterów ujęła mnie czymś innym. Susan Dennard ma niesamowity talent do opisywania rzeczy. Zachwyca wykreowanym przez siebie światem, detalami, opisami pojedynków. Wszystko wydaje się tak realne, jakbyśmy stali gdzieś z boku i przyglądali się bohaterom. Elementy stroju, uroki przyrody czy nawet architektura nadają powieści plastyczność i niesamowity realizm.

Safiya w końcu zdaje sobie sprawę, że od swojego rodowodu nie może tak naprawdę uciec. Chociaż nie ma wielkiego majątku jej moc prawdodziejki jest pożądana przez osoby z najwyższych kręgów władzy. W końcu zdaje sobie sprawę, że ma możliwości, aby zmienić bieg historii. Wystarczy się zatrzymać i podjąć decyzję. Jak wykorzystać sytuację w jakiej się znalazła. Czy może pomóc innym? Czy może zmienić przyszłość swojego kraju i uchronić go od wojny, która może go całkowicie pochłonąć?

“Miałaś tyle nauki… Szkoliłaś się w magii i w walce, władasz mocą, za którą można zabić. Pomyśl, Safi, ile mogłabyś zdziałać. Pomyśl, kim mogłabyś być.”

„Prawdodziejka” to książka przede wszystkim o wielkiej mocy przyjaźni i dokonywaniu trudnych wyborów. Safiya i Iseult spotykają na swojej drodze ludzi, którzy każą im zwątpić w łączące je więzi i będą próbowali rozdzielić przyjaciółki. Chociaż powieść Susan Dennard nie zauroczyła mnie tak, jak myślałam, to jednak prędzej czy później sięgnę po kolejną część cyklu. Mimo kilku uwag jestem ciekawa jak to wszystko się skończy i wierzę w to, że wszelkie pytania i wątpliwości jakie naszły mnie podczas lektury, zostaną wytłumaczone w kolejnej części.

Ocena: 3/6
©Projekt: Książka
"Prawdodziejka" przyciągnęła mnie tytułem oraz magiczną okładką, która zapowiadała powieść fantastyczną. Gdy przeczytałam opis książki, od razu zapragnęłam przeczytać tę historię.

Główną bohaterką jest Safiya, Prawdodziejka, która wpakowała się w poważne tarapaty razem ze swoją więzisiostrą - Iseult, która jest Więzidziejką. Razem próbują uciec z Venazy, miasta w Imperium Dalmockim, w którym mieszkają od kilku lat. Niestety ich plany zostają pokrzyżowane m.in. przez tropiącego Safi potężnego Krwiodzieja - Aeduana. Iseult jest Nomatasanką i postanawia znaleźć schronienie u swojego plemienia, które opuściła wiele lat temu, natomiast Safi musi wziąć udział w balu w pałacu Doży, gdzie znajduje się cała świetanka towarzyska Czaroziem - łącznie z Imperatorem Cartorry oraz Imperatorką Marstoku. Jednak tym razem również dziewczyny nie mają szczęścia - obie znajdują się w potrzasku, a na pomoc przychodzi im książę Nubrevny - Merik, Wiatrodziej... Safi ukrywa swoje wyjątkowe zdolności, bo im mniej osób wie o jej prawdodziejstwie, tym lepiej, gdyż mogłyby zostać wykorzystane do wygrania zbliżającej się wielkimi krokami wojny...

Czaroziemie to kontynent nieco przypominający Europę, który zamieszkują ludzie z magicznymi zdolnościami, czyli Czarodzieje i Czarodziejki. Akcja powieści przenosi nas do Imperium Dalmockiego, jednego z trzech imperiów Czaroziem. Na jej terenie panuje Doża, który również rządzi Gildią Mistrzów, do której uczęszczają osoby chcące podszkolić się we władaniu swoimi zdolnościami. W tym rejonie panuje demokracja, nie ma żadnych reguł odnośnie magii. Kolejnym i zarazem największym imperium jest Cartorra, którym włada Imperator Henrick. "Niebezpieczna magia" tzn. bardzo rzadka oraz magia niezarejestrowana i ukrywana jest tropiona przez specjalną jednostkę zwaną "Oddziałem Piekielnych Bardów". Ostatnim wielkim imperium jest Marstok rządzony przez Imperatorkę Vanessę. Magia związana jest z czterema żywiołami: Ziemią, Wodą, Powietrzem i Ogniem oraz dwoma innymi elementami: pierwszy związany jest z życiem, natomiast drugi ze śmiercią (Otchłanią), jednak tylko pięć z nich uważa się za prawdziwe - magia związana ze śmiercią jest uważana za mit, ale tak naprawdę istnieje. Przykładami Otchłaniarzy są Krwiodzieje lub Klątwodzieje. Są to niezwykle rzadko spotykane umiejętności, jednak jeszcze rzadszymi są tzw. Prawdodzieje, których zdolności należą do grupy magicznej związanej z życiem. Prawdodzieje potrafią odróżnić prawdę od kłamstwa. Innym przykładem są Więziodzieje, którzy widzą Więzi innych ludzi oraz mogą je tworzyć. Czarodzieje władający żywiołami to np. Wiatrodzieje, Ogniodzieje, czy też Pływodzieje.

Uznałam, że przyda wam się jakiś wstęp odnośnie świata przedstawionego przez autorkę, abyście łatwiej mogli zrozumieć, o czym to ja piszę w streszczeniu fabuły. Ja początkowo byłam nieco oszołomiona nowymi nazwami: miast, krajów, wysp, narodowości, a jak doszły jeszcze umiejętności magiczne bohaterów, to się troszeczkę pogubiłam. Bardzo pomocny był dla mnie słowniczek dotyczący państw w Czaroziemach oraz drugi opisujący magię. Oba te słowniczki znajdują się na stronie autorki (http://thewitchlands.com/). Po jego przejrzeniu zaczęłam od nowa czytać książkę i wtedy wszystko rozumiejąc, całkiem inaczej podeszłam do całej historii. A jest ona naprawdę niesamowita. Styl pisarski Susan Dennard jest bogaty i żywy, mogę zamknąć oczy i wyobrazić sobie ocean, czuć powiew wiatru na twarzy i zapach morza. Mnisi, potwory morskie, Prastudnie, magiczne przepowiednie, źli i mroczni czarodzieje, rządni władcy - wszystko to jest częścią wspaniałej i epickiej fantastycznej sagi. Myślałam, że w temacie fantastyki i magii nie można już niczego więcej wymyślić, jednak myliłam się - Susan Dennard udało się znaleźć niszę, którą zapełniła dzięki swojej wybitnej wyobraźni. Ten świat mnie oszołomił i sprawił, że zachłysnęłam się tą wymyśloną krainą i doskonałymi postaciami. Safi i Iseault są kompletnie różne - jak woda i ogień. Ich charaktery świetnie się uzupełniają, dlatego jak znajdą się daleko od siebie, obie są zagubione i nie wiedzą, jak wyjść z opresji bez tej drugiej. Ich przyjaźń jest prawdziwa, szczera i autorka pięknie nam to przekazała. Merik natomiast to taki wspaniały książę, który chciałby aby świat był dobry i bezpieczny, jednak gdy zajdzie taka konieczność, potrafi pokazać siłę i odwagę. Ale przede wszystkim jest lojalny wobec osób, które kocha i które obiecał bronić. Na nudę na pewno nie można narzekać - akcja nawet nie pędzi, lecz galopuje! Nie ma czasu na poznawanie nowych światów i postaci, bo za chwilę jesteśmy przenoszeni do kolejnych. Współczesność przeplata się ze wspomnieniami bohaterów z wcześniejszych lat i głównie w taki sposób dowiadujemy się dlaczego znaleźli się w takiej sytuacji aktualnie, a nie innej. Nie brakuje również zaskoczenia - w kilku momentach otwierałam szeroko oczy ze zdziwienia i zacierałam ręce wiedząc, że w kolejnych częściach zostaną poruszone różne, ciekawe wątki, których już nie mogę się doczekać!

"Prawdodziejka" to przede wszystkim opowieść o przyjaźni, miłości, magii, dworskich intrygach i przygodach. Na pewno jeszcze wrócę do magicznego świata wykreowanego przez Susan Dennard. Na szczęście będę miała taką możliwość za sprawą drugiego tomu rozgrywającego się w Czaroziemiach pt. "Wiatrodziej", który będzie miał polską premierę w maju.

Ocena: 5/6
©Spojrzenie EM
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Dynamiczna opowieść, która dzieje się niezwykłym i dosyć skompilowanym magicznym świecie. Fabuła książki jest dobra, czasem nieco nużąca. Słabością są dialogi a plusem spójny i bardzo dobrze wykreowany świat magiczny.
    W sumie dobra pozycja z dziedziny literatury fantazy.

  • Awatar

    Z pierwszymi tomami różnych serii zawsze mam pewien kłopot, który polega na moim lenistwie. Czasem zwyczajnie nie chce mi się rozpoczynać żadnych cykli, bo wiem, że trochę zajmie mi wdrożenie i przyzwyczajenie się do przedstawionego świata. Nie każdy autor potrafi bezproblemowo i gładko wrzucić czytelników w wir wydarzeń i przedstawić krok po kroku prawa wymyślonego przez siebie świata. Kiedy już przełamałam opory i zaczęłam czytać, zostałam jednak porwana w wir wydarzeń i tak zostało aż do końca tej książki.
    Spotkałam się z negatywnymi opiniami dotyczącymi nazewnictwa. Czaroziemie, prawdodziejka, wiatrodziej, krwiodziej… zostały uznane za sztampowe, zupełnie jakby autorka nie potrafiła wymyśleć czegoś nowego. Mnie te nazwy bardzo się spodobały, choć do dzisiaj nie wyłapałam różnicy między wododziejem a pływodziejem.
    Historia opowiedziana w Prawdodziejce dopiero się rozkręca. Jest to preludium do czegoś naprawdę wielkiego, interesującego. Szykuje się wojna, a pionki pomału są rozstawiane na szachownicy. Przy czym w centrum wydarzeń znajduje się czwórka głównych bohaterów. Dwie przyjaciółki i więziosiostry Safi oraz Iseult a także wrogi im krwiodziej, Aedeuan, któremu narażają się już na samym początku historii i całkiem interesujący książę Merik. Na całe szczęście nie zabrakło w książce subtelnego wątku romantycznego, który dobrze poprowadzony, może stać się jednym z moich ulubionych (i wcale nie mam tu na myśli Safi i Merika), chociaż tę dwójkę razem też uwielbiam. Bohaterowie, których wykreowała Susan Dennard mają potencjał do opowiedzenia nie tak banalnej historii, jak mogłoby się z początku wydawać. I ja im z całego serca kibicuję.

  • Awatar

    Świat pełen magii, w którym śledzimy losy dwóch młodych przyjaciółek - czarodziejek. Jedna ma szczególny dar gdyż jest prawodziejką. Zawsze wie kto kłamie, a kto mówi prawdę. Jakże cenny dar w świecie gdzie każdy chce zdobyć władzę. Druga jest więziodziejką. Książka pełna zwrotów akcji, barwnych postaci. Sięgnęłam z pewną obawą ale teraz z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Czy Safi będzie bezpieczna? Czy lalkarka nadal istnieje i komu służy? Czy Merik wygra ze swoją siostrą i poprawi los swojego ludu? Czy rodząca się miłość rozkwitnie czy może zostanie stłumiona poczuciem obowiązku?

Warto zerknąć