Szóstka wron
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.17 / 5.00
liczba ocen: 3919
Ilość stron (szacowana): 496
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.50 złpremium: 18.90 zł
20.90 zł
26.46 zł
26.78 zł
31.50 zł
Pozostałe księgarnie
16.38 zł
26.35 zł
26.77 zł
28.04 zł
28.50 zł
31.50 zł
31.50 zł
Opis:

Sześcioro niebezpiecznych wyrzutków. Jeden niewykonalny skok... Leigh Bardugo w fenomenalny sposób łączy w swojej powieści fantastykę, przygodę i akcję dorównującą najlepszym filmom sensacyjnym. O tej autorce usłyszymy jeszcze nie raz!

Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, które z pozoru wydaje się niewykonalne:
– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy),
– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat),
– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać).
Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem.

CYTATY:
Musisz wiedzieć, dokąd zmierzasz, zanim tam dotrzesz.
Serce to strzała. Pragnie trafić w cel.
Zawsze ma się coś do stracenia.
Zobowiązałam się cię chronić. Tylko śmierć powstrzyma mnie od wypełnienia tej przysięgi.
Ludzie kpią z bogów, dopóki ich nie potrzebują.
Sekret to nie to samo co pieniądz. Wydany nie zachowuje wartości.
Recenzje blogerów
Ile jest w stanie zrobić człowiek, żeby zrozumieć innego człowieka? Jak wiele jest skłonny poświęcić czasu, myśli, zainteresowania, żeby pojąć to, co dotychczas było dla niego niepojęte? Jak zrozumieć, dlaczego bliski człowiek zanurza się w świecie, którego nie ma i nie będzie? Świecie, który został wykreowany tylko i wyłącznie na potrzeby kilkuset (czasami nawet kilku tysięcy) stron. Odpowiecie mi?

W naszym domu połykanie książek to nie jest jednoosobowa działalność. Nie jestem jedyną, która ślęczy do nocy nad „tylko jeszcze jednym rozdziałem”, wykorzystując każdą chwilę ciszy, spokoju i samotności (nawet tam, gdzie król piechotą chodził), byle tylko przeczytać kilka stron więcej. Nie jestem odosobniona w rozmyślaniach nad bohaterami i prawdopodobnym ciągiem dalszym historii. Jedno nas różni: ja ciągle obracam się w realnym świecie, a moja druga połowa wybrała sobie świat fantastyczny. I za nic nie umiałam tego pojąć.

Jednak ja to ja. Lubię rozumieć. Jeśli krytykuję (a zdarzało się), to przecież muszę mieć argumenty. Nie „jakieś tam” – poważne, na poziomie, żeby nie udało się mnie przegadać (rzecz jasna). Wiem, że nie dla każdego jest to oczywiste, ale żeby wypowiadać się na dany temat, trzeba posiadać wiedzę. A żeby krytykować czytanie książek z gatunku fantasy, trzeba mieć w zanadrzu choć kilka przeczytanych. Minimum z minimum.

Tak więc ja, Spadło mi z regała, czytelniczka wszystkiego co dalekie od świata magii, nadprzyrodzonych mocy, dziwnych stworzeń i nienaturalnych zjawisk, postanowiłam sięgnąć po książkę, która każdego dnia przyciągała mój wzrok odkąd pojawiła się w domu. Szóstka Wron Leigh Bardugo to przepięknie wydana lektura nie dość, że z gatunku fantastyki, to jeszcze young adult. Przepiękna czerń okalająca okładkę z elementem czerwieni na środku spowodowała, że postanowiłam ją przeczytać choćby… choćby nie wiem co.

I teraz przyszedł czas na publiczne przyznanie się do błędu – co boli najbardziej. Muszę zwrócić honor, spuścić głowę, przyznać rację. Oczywiście to w żaden sposób nie świadczy o tym, że zacznę być fanką takiej literatury, ale uczciwie przyznaję – Szóstka Wron to nie tylko piękna okładka. To przede wszystkim świetna historia, w najwyższym stopniu wciągająca, przyspieszająca bicie serca, naprężająca mięśnie czytelnika do granic możliwości. Gdyby odrzeć ją z motywów fantastycznych, uznałabym ją za doskonałą sensację. Jednak – muszę przyznać – postacie griszów, tajemne moce, wymyślne narkotyki i niemożliwe w realnym świecie wydarzenia dodały wyjątkowego smaku.

Szóstka nastoletnich wyrzutków pod wodzą tajemniczego Kaza Brekkera, ważnej postaci w gangu Szumowin (ach, te nazwy!), „za grubą kasę” zostaje wynajęta do misji właściwie niemożliwej do przeprowadzenia. Z Lodowego Dworu (a musicie wiedzieć, że to taki fantastyczny Alcatraz) muszą uwolnić Bo Yul-Bayura, twórcę jurda parem – narkotyku, który sprawia, że griszowie (postacie obdarzone szczególnymi zdolnościami, jak np. moc zmieniania stanu stałego w ciekły lub gazowy czy też moc uzdrawiania) stają się jeszcze silniejsi. Niewątpliwie zdobycie receptury może uczynić z niejednego człowieka prawdziwego króla świata. Tymczasem dla naszych bohaterów, którzy nie mają nic do stracenia poza własnym życiem, pieniądze stanowią wystarczającą zachętę. Tak zaczyna się pełna przygód próba odbicia zakładnika i wydostania się z najlepiej strzeżonego miejsca na ziemi. Brzmi całkiem swojsko.

Nie wiem, czy potrafię ocenić Bardugo i jej twórczość, bowiem nie mam absolutnie żadnego porównania z innymi pisarzami tego gatunku. Jednak zdecydowanie mogę ją punktować jako twórczynię postaci czy fabuły i w ostatecznym rozrachunku wypada bardzo dobrze. Jej bohaterowie są tak bardzo charakterystyczni, że mimo tego, iż jest ich kilku, nie sposób nikogo pomylić. Jednocześnie (mimo różnic między sobą) doskonale się uzupełniają, powodując, że akcja powieści jest dynamiczna i nawet czytelnik taki jak ja – uprzedzony – nie ma szans na wyrwanie się z jej rytmu. Biorąc pod uwagę moje kompletne zachłyśnięcie się tą lekturą, muszę przyznać, że Bardugo jest mistrzynią cliffhangerów. Odłożenie książki choćby na chwilę było katorgą dla żądnej literackich przygód czytelniczki. Uwierzcie! Gdy Zjawa wisiała nad żarzącym się piecem, myślałam, że spłonę razem z nią, tak bardzo się bałam. Gdy Nina dostała się w ręce Bruma, moja wyobraźnia zaczęła wyprzedzać fakty, tworząc w głowie obrazy z jej zbeszczeszczonym ciałem w roli głównej.

I co mogę napisać na koniec? Zdaję sobie sprawę, że wśród czytelników mojego bloga nie ma zbyt wielu fanów fantasy, bo przecież recenzje tego typu książek nigdy się tutaj nie pojawiają. Jednak tym razem chciałabym zachęcić wszystkich do przełamania swoich uprzedzeń. Czasami warto sięgnąć po coś nieznanego nawet, jeśli początkowo zabieramy się za to jak przysłowiowy pies do jeża.

Ocena: 6/6
©Spadło mi z regała
Wreszcie po miesiącach ociągania się przeczytałam tę książkę. Widziałam ją tyle razy na blogach i booktubie, że nie mogłam postąpić inaczej. I w tym moim oglądaniu i czytaniu recenzji nie natknęłam się na żadną negatywną w chociażby w pięćdziesięciu procentach. I wcale się nie dziwię. Bo ta książka była naprawdę dobra.

W całym Ketterdamie, a szczególnie w Baryłce rządzą gangi. Gangi takie jak Szumowiny. Za odpowiednią cenę można znaleźć kogoś od "czarnej roboty". Kogoś takiejo jak Kaz "Brudnoręki" Brekker, który jest młodym geniuszem świata przestępczego. Obiecano mu ogromne pieniądze za dokonanie niemożliwego. Ma się włamać do najbardziej strzeżonego więzienia świata i uwolnić jednego z zakładników, za co ma dostać ogromne pieniądze. Do wykonania tego niesamowitego zadania potrzebuje wspólników. Udaje mu się zwerbować Inej, Jespera, Wylana, Ninę i Matthiasa.
Ale czy uda im się wykonać swoją pracę wbrew wszelkim przeciwnościom, a może ich mroczne tajemnice zwrócą się przeciwko nim?

Wreszcie książka, która nie opowiada o szlachetnych pobudkach bohaterów. Szóstka wron i realiści i materialiści. Misja, którą wykonują jest najwyższego ryzyka, wręcz śmiertelna, a oni się pocieszają tym, że kiedy skończą każdy z nich będzie miał cztery miliony kruge.

Nie miałam wcześniej przyjemności czytać Trylogii Griszy i wydaje mi się to moim małym błędem. Czytając Szóstkę potrzebowałam więcej czasu żeby zrozumieć świat tych niezwykłych czarodziei. Na początku czytania nie mogłam się skupić, bo już działo się dużo, a czytelnik został wrzucony w wir akcji. Ale już od drugiego rozdziału byłam zakochana w tej idei. Wiedziałam, że muszę się liczyć z nowymi zagadkami i zwrotami akcji, a mimo to, byłam zaskoczona, kiedy nadchodziły. Tempo książki było szybkie, bardzo szybkie.

Jedynym poważnym minusem, który zauważyłam, był język. Mam wrażenie, że był on za miękki, za delikatny w stosunku do historii. Rozumiem, że książka jest przeznaczona dla młodzieży, ale w niektórych momentach aż się prosiło, żeby opisać mocniej i brutalniej. Ten aspekt sprawia, że po książkę mogą sięgać już osoby w wieku około czternastu lat, ale starszy czytelnik będzie równie zadowolony, a może nawet bardziej.

Leigh Bardugo ma niesamowitą zdolność do tworzenia silnych postaci. I nie mówię tu tylko o kobiecych. Zauważyłam, że przy ostatnim trendzie na mocne bohaterki, mężczyźni trochę ucierpieli w książkach. A tu się wszystko idealnie równoważy. Każda z osób ma wyraźną osobowość i silny głos w swoich partiach narracyjnych. Naprawdę dobry autor może pisać z różnych perspektyw i sprawić, że poczujesz się tak, jakbyś naprawdę słuchał różnych ludzi mówiących; Bardugo wydaje się to robić z łatwością.

To, za co uwielbiam powieści fantasy to niesamowite światy. Kocham, kiedy krainy, w których żyją bohaterowie, są tak przekonująco opisane, że faktycznie uważam, że mogą być prawdziwymi miejscami. Chyba nie ma nic gorszego niż czytanie serii fantasy i po prostu nie uwierzenie w świat, o którym czytasz. Każde miasto, które odwiedziliśmy w Szóstce wron było tak dobrze opisane, że było mi smutno, że nie będę w stanie zobaczyć ich w rzeczywistości.

Cieszę się, że Bardugo postanowiła poświęcić czas wszystkim bohaterom i świetnie go wykorzystała. Mamy szansę poznać ich przeszłość, zrozumieć pobudki, zobaczyć inny punkt widzenia. Dzięki temu każdy czytelnik może znaleźć swojego ulubionego bohatera. Moimi stały się zdecydowanie Inej i Nina. Obie przeszły w życiu naprawdę dużo, i choć ich historie się od siebie różnią, to w rzeczywistości są do siebie podobne. Stają się dziewczynami pełnymi lojalności i odwagi, choć równie dobrze wiedzą, jak skutecznie zabić.

Z czystym sercem polecam tę książkę. Po przeczytaniu jej zrozumiałam wszystkie zachwyty. Nie jest to moje 6/6, ale pewna 5+. Jeszcze na około 90 stron przed końcem, w mojej ocenie byłam bliżej 5, byłam pewna, że nic mnie już nie zaskoczy, ale ostatnie strony były tak dobre, że osiem to zdecydowanie za mało. Uprzedzam, że jeżeli zdecydujecie się przeczytać Szóstkę wron, a musicie to zrobić, to należy mieć w zanadrzu drugą część. Zakończenie pierwszej książki jest takie, że bez Królestwa kanciarzy umrzecie w niepewności i napięciu...

Ocena: 5+/6
©Zatraceni w kartkach
Na moje pierwsze spotkanie ze słynną już Leigh Bardugo wcale nie wybrałam cyklu Grisza. Uznałam, że nie intryguje mnie on na tyle, bym rozpoczynała kolejną serię. Kiedy jednak pojawiła się zapowiedź Szóstki wron wiedziałam już, że obok tej książki nie dam rady przejść obojętnie. Coś mnie do niej mocno ciągnęło i uznałam, że nie ma co się opierać. Kiedy wzięłam ją do ręki byłam w szoku. Jej wydanie jest naprawdę na najwyższym poziomie i widać, że wydawnictwo bardzo, ale to bardzo, się postarało. Jeśli kupujecie czasami książki ze względu na okładki to jestem pewna, że ta na pewno wyląduje w Waszej biblioteczce.

Kaz Brekker musiał nauczyć się być bezwzględnym i twardym człowiekiem. Ciężko pracował, by być tym, kim jest. Pewnego dnia dostaje pewną propozycję, która może zmienić jego całe życie. Wydaje się ona być nie do wykonania, jednak w głowie Kaza Brekkera już krystalizuje się plan, który pozwoli mu na stanie się naprawdę bogatym człowiekiem. Misja może okazać się być samobójczą, więc musi znaleźć do niej ludzi, którzy mają dużo do zyskania, a mało do stracenia. Szóstka wyrzutków społecznych, jeden cel, trzydzieści milionów.

Jeśli okładka i wydanie Was jeszcze nie zachęciły to fabuła na pewno to zmieni. Szóstka cudownych bohaterów, niewykonalna misja, szczypta wątków romantycznych... Tutaj jest wszystko i naprawdę nie przesadzam. Nie spodziewałam się tego, jednak Szóstka wron pomogła mi pozbyć się tego uciążliwego kaca książkowego, który męczył mnie od miesiąca. Studia również mi nie pomagają i praktycznie nie mam czasu na czytanie. Mimo to wyrywałam z moich dni każdą chwilę wolną tylko po to, by móc powrócić do świata stworzonego przez Leigh Bardugo. To coś znaczy.

Jeśli się nie boicie śmierci, jesteście w stanie poświęcić wszystko, by dostać pieniądze, które pomogą Wam spełnić marzenia i pogodzić się z przeszłością... Kaz Brekker Was potrzebuje.
„O wiele łatwiej zabijać ludzi niż się nimi opiekować.”

Kaz Brekker jest postacią typową dla tego typu książek, a jednak nie da się obok niego przejść obojętnie i go nie kochać. Zaradność tego bohatera wypływa z ciężkiej przeszłości i faktu, że on po prostu nie miał wyjścia. Początkowo nie wiedziałam, co mam o nim myśleć, jednak z czasem kochałam go coraz bardziej, chociaż czasami jego decyzje mnie denerwowały. Plusem jednak jest to, że każdy jego wybór - nawet najgłupszy - z czegoś wynika i trudno jest się na niego za nie złościć. Podobnie jest z każdą inną postacią Szóstki wron. Są one chyba największym plusem tej książki i każdy z szóstki głównych postaci ma w sobie coś takiego, co sprawia, że chce się o nich czytać więcej i więcej. Inej jest tak niesamowicie silna, że od razu zapragnęłam mieć taki charakter jak ona. Mimo ciężkich przeżyć ona potrafi zacisnąć zęby, wziąć się w garść i zrobić to, co trzeba. Dodatkowo jest na tyle odważna, że nie boi się zostawić za sobą tego, co ją rani i zacząć od nowa. To trzeba naprawdę docenić w jej kreacji.

Mimo cudowności tamtej dwójki moje serce najbardziej podbił Matthias. W momencie, gdy oczami wyobraźni zobaczyłam go na arenie walczącego z wilkami byłam przerażona. Dopiero jego reakcja na to sprawiła, że cała zmiękłam i zwyczajnie padłam z wrażenia. Zdecydowanie o tej postaci będę pamiętać najdłużej, choć niekiedy miałam ochotę go zepchnąć z klifu. Łatwo jest jednak osądzać, kiedy się nie zna całej historii. Nina i pozostała dwójka również przyciągnęła moją uwagę, jednak nie pokochałam ich na tyle, by poświęcić im tutaj trochę miejsca. Kaz, Inej i Matthias to wystarczająca zachęta, a każdy kolejny rozdział utwierdzał mnie w tym przekonaniu.
„Woda słyszy i rozumie. Lód nie wybacza.”

Chociaż w Szóstce wron występują osławieni Griszowie to nie ma żadnych przeszkód, żeby bez znajomości tamtego cyklu zabrać się za tę historię. Uważam, że to bardzo dobry zamysł autorki, gdyż fani tamtej serii odnajdą tutaj coś dla siebie, a inni będą mogli bez przeszkód poznać Kaza i resztkę Szumowin. Nie myślcie sobie jednak, że nasi bohaterowie to dobrzy ludzie. Nie oszukujmy się. Szóstka wron to opowieść o złodziejach, ludziach niemoralnych do szpiku kości. I to jest kolejnym plusem tej książki. Mimo, że postaci to w większości nastolatkowie, musieli stwardnieć by przeżyć, a Leigh Bardugo nie bała się pokazać ich braku litości i tego, że oni nie cofną się przed niczym, by dotrzeć do celu. W niektórych momentach pojawia się sporo brutalności, jednak idealnie to tam pasuje i fakt, jak młodzi są nasi bohaterowie przestaje mieć znaczenie.

Nie spodziewałam się, że tak bardzo pokocham tę książkę, więc czas będzie mi teraz się strasznie dłużył, gdyż chciałabym już wziąć do ręki kolejną część i ponownie zanurzyć się w tym świecie. Szóstkę wron z pewnością położę na półce, gdzie leżą moje ulubione pozycje i będę polecać ją każdemu. Mam nadzieję, że kontynuacja mnie nie zawiedzie i będzie jeszcze lepsza, niż ten tom. Końcówka każe się tego wręcz spodziewać.

Ocena: 5/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć