ebook Dymiące zwierciadło
3.48 / 5.00 (liczba ocen: 100)

Dymiące zwierciadło
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  / /
E-book - najniższa cena: 24.32
wciąż za drogo?
Virtualo#Cyber Monday
Virtualo#Cyber Monday
29.76 złpremium: 19.20 zł Lub 19.20 zł
27.20 zł Lub 24.48 zł
32.00 zł
32.00 zł
32.00 zł Lub 28.80 zł
-16% 24.32 zł
26.30 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Inne proponowane

Hiszpańska konkwista zakończyła się klęską, lecz cena, jaką indiańskie plemiona musiały zapłacić za pomoc swoim bogom, była ogromna. Być może nawet zbyt wysoka... Jedna z najoryginalniejszych powieści fantasy od lat, podparta imponującą wiedzą historyczną, literacką i antropologiczną.

Obsydianowe miecze, zapach czekolady przyprawionej chilli i ofiary krwi składane na schodach piramid. Czytelnik znajdzie tu również tajemniczy narkotyk zmieniający rzeczywistość, okrutne kampanie wojenne i potworne istoty chroniące się w podziemiach przed światłem. O Aztekach mało kto już pamięta, za to wciąż przerażenie budzi wzmianka o Klątwie, która kilkaset lat temu powstrzymała inwazję Białoskórych, bo w „Głodnym Słońcu” tory historii potoczyły się inaczej.
„Głodne Słońce” Wojciecha Zembatego to jedno z najoryginalniejszych przygodowych fantasy od lat, a odmalowana z wielką dbałością o szczegóły Ameryka Południowa nigdy nie była tak fascynująca, kolorowa i groźna.

Dymiące zwierciadło od Wojciech Zembaty możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
O krwiobiegu spadkobierców Azteków

Po Głodne Słońce. Dymiące zwierciadło Wojciecha Zembatego sięgnęłam z ciekawości, by przekonać się, jak mogłaby wyglądać Ameryka Środkowa po nieudanej konkwiście, czyli bez Europejczyków, ale za to z elementami fantasy. I zupełnie nie spodziewałam się, że biorę do ręki tak dobrą, przemyślaną w każdym aspekcie lekturę.

Wielka Wojna pomiędzy Aztekami i białymi najeźdźcami zakończyła się dość niespodziewanie – a mianowicie Klątwą, która spowodowała okropną zarazę, dziesiątkując obie strony. Następcy pierwszego wspomnianego powyżej ludu nazwali się Kruzami (między innymi od karania wrogów ukrzyżowaniem) i jednoczą obecnie kolejne grupy etniczne w państwie nazywającym się Odrodzonym Przymierzem. Ich władca – młody Quinatzin jest zagorzałym reformatorem i pragnie zmienić obecną równowagę, eliminując m.in. marnotrawstwo i przekupstwo, a także zbytnią religijność, ale ma nie lada przeciwnika – Czerwonego Kapłana Szurukana, który balans ogromnego kraju widzi zupełnie inaczej. Ambitny król próbując przeważyć szalę na swoją stronę zbiera wojsko i postanawia podbić do tej pory niepokonane górskie królestwo Tlaszkalę, które szczyci się niezdobytym Labiryntem oraz przechowuje wiedzę białych, u nich zwanych Dobroczyńcami. Druga warstwa historii jest zaś mistyczna – tytułowe Głodne Słońce to rzecz jasna symbol jednego z kruzańskich bogów. Mamy tu także wizje, drobne interwencje sił wyższych i przede wszystkim Zjadaczy, zwanych przez niektórych demonami. I o ile ich szeregowi to mało rozumne kanibale, to ich elita to już zupełnie inna historia, w całej rozciągłości warta poznania. Co istotne, w świecie Kruzów występuje również tajemnicza substancja zwana braazatalem, która ma rozliczne zastosowania i jest w centrum zainteresowania wszystkich, którzy pragną wiedzy i władzy.

Fabuła oparta jest na kilku nitkach fabularnych, z innym bohaterem w centrum każdej z nich. Pierwszym jest oczywiście wspomniany już wyżej młody, ambitny i oczytany tlatoani, czyli Cesarz Odrodzonego Królestwa. Drugi to Haran, przybrany syn wojownika z barbarzyńskiego klanu Druazzi, który w wyniku długów ojca trafia do straszliwej kopalni braazatalu, zwanej też Dołami. Jej właścicielem jest ród Turkusowej Włóczni, na którego czele stoi groźny Maczurai. I to właśnie jego syn jest kolejną istotną postacią – trzeba powiedzieć, że bardzo nietypową, jak na książkę z elementami fantasy. Ma na imię Tennok, mdleje na widok krwi, a przede wszystkim lubi czytać i być zostawiony w spokoju. Gdy więc okazuje się, że w wyniku intryg zostaje następcą głowy rodu, znajduje się w sytuacji całkowicie dla siebie niepożądanej. Jest też coś dla czytelniczek płci żeńskiej, czyli Citlali – mieszkająca na dworze cesarskim dziewczyna, która za wszelką cenę chce uniknąć losu większości kobiet, czyli zostania żoną i matką, a zwraca się o pomoc do bardzo niebezpiecznych ludzi... Ostatnim istotnym bohaterem jest Szaratanga, weteran wojskowy z Tlaszkali, który zdobył sobie tytuł Lwa Labiryntu broniąc rodzimych ziem przed Odrodzonym Przymierzem. Jednak mimo odniesionych ran i przejścia na emeryturę, ze względu na determinację cesarza zostaje ponownie wezwany do służby.

Bohaterowie to pierwsza z mocnych stron utworu – nikt nie jest tu jednoznaczny, każdy ma coś na sumieniu i własne cele, które pragnie realizować. Trudno tu określić, kto jest herosem, a kto złoczyńcą, a to udaje się pisarzom naprawdę rzadko, chylę więc nisko czoła przed Maciejem Zembatym w tej kwestii. Ponadto wielowymiarowość postaci można łatwo dostrzec dzięki zabiegowi formalnemu, który zastosował autor – a mianowicie mowie pozornie zależnej. Pozwala on na zajrzenie do głowy wszystkim protagonistom, a mogę was zapewnić, że niejednokrotnie mają zaiste intrygujące przemyślenia. Gdy więc ich losy się splatają, i przychodzi pora na starcie poglądów, robi się naprawdę gorąco...

Kolejny udany element to wiarygodne, wielowarstwowe uniwersum. Autor przenosi nas z miejsca na miejsce, od osoby do osoby, krok po kroku pokazując cały świat przedstawiony oraz jego problemy od najniższego do najwyższego szczebla, zarówno te materialne jak i mistyczne. Ma szeroką wiedzę z zakresu polityki państwowej, strategii wojskowej oraz procesów historycznych i umiejętnie ją wykorzystuje, prezentując punkt widzenia obu stron konfliktów – atakujących i broniących się, reformatorów i zwolenników równowagi. I do tego tak zgrabnie wplata w historię istotne szczegóły, dotyczące m.in. zwyczajów religijnych i wynikających z nich wartości, typowych i odświętnych ubiorów oraz rodzajów jedzenia, że można bez trudu wyobrazić sobie tę niezwykłą, kipiącą kolorami i zapachami, a przy tym bezwzględnie krwiożerczą krainę. Nie zdziwcie się, jeśli podczas lektury poczujecie to wszystko, nawet wonie opisywane przez autora.

Zaś tym, co zachwyciło mnie w książce najbardziej, jest język i bogactwo środków stylistycznych – przede wszystkim obrazowych metafor i soczystych porównań. Opisując miasto Yugal mówi tak: rozlało się niczym spuchnięta ropucha, dysząc wśród błotnistych, wyjałowionych pól. Zaś poczucie misji Quinatzina charakteryzuje w następujący sposób: Źródło siły biło głęboko w jego wnętrzu. Teraz moc domagała się ujścia, skrobała umysł od wewnątrz jak pies, który z nabrzmiałym pęcherzem skamle i drapie o drzwi. Jak widzicie, czytając takie słowa, łatwo wyobrazić sobie wszystko i w pełni wczuć się w klimat powieści. Pisarz nie unika też wulgaryzmów – gdy któryś z bohaterów klnie w myślach, poznajemy je co do joty.

Ponadto niektóre rozdziały rozpoczynają się od cytatów z traktatów, mądrości ludowych czy poezji świata przedstawionego. Nie brakuje też pewnych drobnych smaczków – kolory Tlaszkalan to czerwień i biel, ich wiedza obejmuje taktykę wojskową i literaturę przywiezioną z Europy, jest wiele trafnych uwag dotyczących procesów historycznych, na przykład znużonych zastępują płodni, ta pieśń nie zmieni się nigdy czy prawd życiowych: głównym zadaniem starych przyjaciół jest przypominanie, jak bardzo człowiek się zestarzał, co sprawia, że jest to jedna z nielicznych powieści z elementami fantasy, która daje czytelnikowi do myślenia.

Reasumując, Głodne Słońce. Dymiące zwierciadło to biorąca we władanie wszystkie zmysły niezwykła powieść o ambitnych potomkach Azteków, która pokazuje emocjonujące starcie wizji i charakterów, przekonująco prezentuje barwne procesy historyczne i polityczne krwawego państwa, budując jedyny w swoim rodzaju wielotorowy świat alternatywnej Ameryki Środkowej. A jej niesztampowa warstwa mistyczna z wizjami i jedynymi w swoim rodzaju demonami wprowadza dodatkowy element niepokoju. To znakomita lektura dla czytelników poszukujących oryginalnego, przemyślanego w każdym calu, nieoczywistego fantasy w połączeniu ze szczyptą historii alternatywnej. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak polecić Wam to znakomicie zaplanowane i doprawione literackie danie, mam nadzieję, że będziecie się nim delektować jak ja. I niezwłocznie sięgam po drugi i ostatni tom tej serii, czyli Głodne Słońce. Ołtarz i Krew.

Ocena: 5+/6
©Głodna Wyobraźnia
Jestem pozytywnie zaskoczony Głodnym Słońcem, choć nie jest to powieść pozbawiona wad, ale po kolei. Przede wszystkim na duże uznanie zasługuje wizja alternatywnej historii. Autor wykorzystał historię, strukturę społeczną, kulturę i mitologię indiańskich narodów sprzed czasów konkwisty, dodatkowo ubarwiając je paroma interesującymi wątkami fantasy, do stworzenia jednej z bardziej oryginalnych powieści fantasy, jakie czytałem. Autor nie ograniczył się tylko do pokazania tego, co pierwsze kojarzymy z Aztekami, czyli krwawych ofiar z ludzi, ale również do przedstawienia codziennego życia mieszkańców Odrodzonego Przymierza. Widać, że autor bardzo dużo czasu poświęcił na zbieranie informacji, aby oddać jak najwierniej realia, jakie opisuje. Jednak nie obyło się bez drobnej wpadki. Zembaty wielokrotnie używa terminologii żywcem wziętej ze średniowiecznej Europy. Dzięki temu z pewnością łatwiej jest się rozeznać we wszystkim, ale według mnie psuło to cały urok i klimat egzotycznego świata Ameryki Południowej. Być może mijam się z prawdą, ale mówienie o rycerskich rodach, rycerzach i szkołach rycerskich nie do końca mi pasowało, patrząc na uzbrojenie jak i kulturę tych indiańskich wojowników.

W książce nie zabrakło również elementów fantasy. Pierwszym z nich jest braazatal. Jest to substancja przypominająca żywicę, będąca jednym z najbardziej pożądanych surowców w Imperium. Jest nie tylko narkotykiem, ale służy również do produkcji broni. Jednak nie tylko ludzie się nimi interesują, lecz także Zjadacze - istoty z mitów i legend, mieszkające w ciemności i budzące w ludziach grozę. Oba te wątki dość szybko się przeplatają i świetnie współgrają z losami bohaterów, zaś zakończenie sugeruje, że wkrótce poznamy więcej na temat Zjadaczy.

Jak wspomniałem na początku, nie jest to książka pozbawiona wad. Moje zastrzeżenia budzi język, a w zasadzie dość częste używanie wulgaryzmów i kolokwializmów. Z reguły nie przeszkadza mi jak bohaterowie klną, nawet co drugie słowo, ale musi to mieć swoje uzasadnienie i pasować do opisywanych realiów. Tymczasem w książce Zembatego tego nie ma, a używane przez bohaterów przekleństwa nie do końca pasują do całej historii, zupełnie jakby autorowi skończyły się pomysły i wybrał najłatwiejsze rozwiązanie. A przecież wystarczyłoby wymyślić jakieś obco brzmiące przekleństwo związane z bogami i zaraz wyszłoby to o niebo naturalniej i lepiej pozwoliłoby to wczuć się w klimat opisywanego świata. Jeszcze inną kwestią, co do której mam pewne zastrzeżenia jest fabuła. Przede wszystkim odniosłem wrażenie, że pierwszy tom służy bardziej do przedstawienia realiów, nakreślenia ram opowieści, aniżeli do opowiedzenia pewnego fragmentu historii. Autor dużo poświęca kreacji bohaterów, jak i świata, lecz w tym wszystkim stosunkowo późno wyłania się główny wątek.

Głodne Słońce. Dymiące zwierciadło jest bardzo interesującą książką, opisującą alternatywną historię Ameryki Południowej za czasów Konkwisty. Świetne oddanie realiów, interesujący bohaterowie i całkiem dobrze zapowiadająca się historia, powodują, że nie mogę doczekać się kolejnego tomu, choć nie jest to książka pozbawiona wad.

Ocena: 4+/6
©Świat fantasy
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć