Origin
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.41 / 5.00
liczba ocen: 69914
najlepsza cena! w ostatnich dwóch tygodniach
EMPIKGO#Empik GO
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
22.72 zł
25.42 zł
29.90 zł
29.90 zł
Pozostałe księgarnie
-9% 22.72 zł
22.78 zł
25.02 zł
25.06 zł
25.42 zł
26.91 zł
26.91 zł
27.00 zł
29.90 zł
Opis:

Kolejna powieść ze znakomitej serii fantasy „Lux” autorstwa Jennifer L. Armentrout. Daemon zrobi wszystko dla Katy. A żeby ją odzyskać, zrówna z ziemią świat...

Po udanej, lecz katastrofalnej w skutkach wyprawie do Mount Weather, Daemon będzie musiał zmierzyć się z brutalnym faktem. Katy już nie ma. Została porwana. Odnalezienie jej staje się jego głównym celem. Czy pozbędzie się każdego, kto stanie mu na drodze? Bez problemu. Czy zrówna z ziemią cały świat, by ją odnaleźć? Bardzo chętnie. Czy zdemaskuje kosmitów? Z przyjemnością. 

Katy musi tylko przeżyć. 

Wśród wrogów, by się wydostać, Katy musi się przystosować. W końcu nie wszystkie słowa grupy Daedalus brzmią jak szaleństwo. Mimo to ich cele są przerażające, a wszystko, co mówią, jest bardzo niepokojące. Kto tak naprawdę jest zły? Daedalus? Ludzie? Czy Luksjanie? Jednak najbardziej niebezpiecznym wrogiem jest ten, kogo znali od zawsze. Gdy prawda wyjdzie na jaw, po której stronie staną Daemon i Katy? 

Czy w ogóle będą razem?

Recenzje blogerów
Mój mały problem z serią Lux polega na tym, że ja kolejne tomy czytam co dwa lub trzy miesiące. Jest to związane z tym, że po przeczytaniu jednego tomu, ogarnia mnie lekkie zmęczenie bo autorka za każdym razem wysysa ze mnie całą energię. Tak było i tym razem.

Szczerze mówiąc, nie do końca wiem co mogę naskrobać o tej pozycji.
To jest Jennifer L. Armentrout, po prostu. Przyzwyczaiłam się już, że jej powieści są naszpikowane akcją, która potęguje różne emocje. Smutek, strach, złość, radość to uczucia, które następują od razu po sobie. Zauważyłam również, że autorka stosuje pewien schemat w książkach tej serii. Na początku jest trochę nudne wprowadzenie, następnie wszystko nabiera tempa, aż w końcu tuż przy końcu na czytelnika zostaje zrzucona bomba, która niszczy wszystko dookoła.

Oczywiście to, co wydarzyło się tutaj przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Od momentu, kiedy Katy próbowała się uwolnić z rąk porywaczy, aż do samego końca zdążyłam dostać zawału kilka razy. Nie no, przesadziłam teraz, ale uwierzcie, że to co wyprawiała pani Armentrout w Originie, było... To było coś. Bo innych słów nie umiem znaleźć. Końcówka zdecydowanie wygrała wszystko. W ŻYCIU nie spodziewałabym się tego, co się wydarzyło. Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Moim zdaniem jest to najlepszy tom całej serii. Jest świetny, świetnie napisany i po prostu miodzio.

Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z tymi książkami: powtórzę się, ale musicie to nadgonić, naprawdę. Jest to seria, która z pewnością Was wciągnie i sobie rozkocha.

Ocena: 6/6
©Inthefuturelondon
Mount Weather. Misja jest udana, ale kogoś brakuje. Kogoś, bez kogo Daemon nie może żyć. Nie potrafi sobie poradzić. Ktoś, kto jest celem każdego jego czynu - tak, to Katy. Ona została uwięziona. A Daemon nie spocznie, dopóki jej nie odnajdzie. Cierpi niesamowicie, zresztą podobnie jak główna bohaterka.
Katy, siedząc zamknięta, nie wie komu może ufać, a komu nie. Nie ma pojęcia, co będą z nią robić w miejscu... właśnie, ona nawet nie wie, gdzie się znajduje. Jaka jest pora dnia. Nic nie wie... Jednak siłą wspomnień nie pozwala się zniszczyć. Jednak żeby wszystko szło dobrze, by mogła jakoś uciec, musi być posłuszna...
Jednak kto tak naprawdę jest tym złym? Kto knuje wszystkie intrygi i niszczy spokój Luksjan i Hybryd?

Z przykrością muszę stwierdzić, że ta okładka jest... okropna. Katastrofalna. Ten Daemon jest przedstawiony tak sztucznie, że aż ręce opadają. To tło jeszcze ujdzie, ale on sam... Nie, nie podoba mi się. Zdecydowanie nie. Jest ona chyba najgorszą okładką w tej serii.
Co do samego wydania książki, również bardzo się zawiodłam. Napotkałam w tej części sporo literówek, czy kilkuwyrazowezdaniebyłotakjaktopołączonewjedno. Strasznie byłam zła, bo nie dość, że okładka nie zrobiła na mnie wrażenia, to i druk był niestaranny, tyle błędów nie uzbierałabym z samych trzech poprzednich części.
Jednak jest plus w tym wszystkim - marginesy, odstępy między wierszami zostały zachowane jak w poprzednich tomach, chociaż tyle ulgi. No i czcionka nie jest ani za mała, ani za duża - idealna.

Z kolei przechodząc do samej autorki, czyli Jennifer L.Armentrout - muszę przyznać, że pomysłów na fabułę wcale jej nie brakuje. Skonstruowała tak trzeci tom, by wręcz morderczym wzrokiem pochłonąć czwartą część, co nie zawsze autorzy potrafią robić. Po prostu nie zachęcają, polecają. Tylko każą nam sięgnąć po kolejny tom i już. Owszem, pochłonęłam Origin w niesamowicie szybkim tempie, ale jakoś szczególnie ten tom na mnie nie zrobił wrażenia. Fajna kontynuacja, ale nic poza tym. Brakowało mi cytatów, które odcisnęły by się na moim życiu, psychice, które byłyby pełne wartości, tak jak te w pierwszej czy drugiej, które zaznaczyłam pogrubioną czcionką. Tego mi tutaj brakowało. Chociaż na brak emocji skarżyć też się nie mogę. Siedziałam przez większość czasu przy książce jak na szpilce, nie wiedząc, co będzie dalej. Co nastąpi, co los ześle na bohaterów. Bałam się o nich. W szczególności o Katy. Tom dostarcza wielu zawirowań, zwrotów akcji. Nowych postaci również nie brakuje, ani tych złych czy dobrych. Tutaj wszystko się ze sobą miesza i tracimy rachubę jaki kto jest. Autorka nie boi się nowych wyzwań, urozmaica fabułę, a mnie się to podoba i dlatego jestem zdania, że ten przedostatni tom nie jest najgorszy.

Bohaterowie - ich akcji tutaj nie brakuje. Momentami chciałam niektóre postacie zabić, ukatrupić, pogrzebać. Drżałam o ich los. Trzymałam za nich kciuki i nie mogłam usiedzieć na miejscu, tak bardzo chciałam im pomóc, obrobić ich, jakoś im podpowiedzieć, co robić, czego nie... Jednak nie mogłam, a tak bardzo chciałam... Oczywiście czarnych postaci tu nie brakuje, których odstrzeliłabym na samym początku. Jednak z drugiej strony oni byli potrzebni do tego, by akcja biegła dalej i trzymała nas w napięciu.
Tutaj już widać bardziej rozsądnych bohaterów, którzy na początku tej serii takowi się nie wydawali. Sama Dee poprzez to, co musiała przeżyć, wydoroślała, zmądrzała, chociaż podjęła kilka złych decyzji i po czasie chciała je odwrócić. I na koniec w sumie, spodobało mi się to jej zachowanie, w sumie po części bardzo zabawne, gdy poznała pewną osobą. Jak spali się ze wstydu, przy Katy. To było boskie i tak śmiać mi się chciało, że aż mi się głupio zrobiło - bo wezmą mnie za idiotkę jak będę się śmiać do książki - ale co mi tam. Uśmiech nie znikał z mojej twarzy do momentu... właśnie. Ale to musicie doczytać sami.
Daemon - jego zawziętość. Upór. I ta miłość do Katy, która pobiła wszystko inne na głowę nie pozwalając na to, by coś stało się dziewczynie, którą kocha. Pokazał, że jest w stanie zrobić więcej niż wszystko, by móc ją odzyskać i jego wrażliwość, nadopiekuńczość są wręcz... kochane. Takie... wzruszające. Każda z nas chciałaby mieć takiego faceta, który troszczyłby się o Was cały czas, pamiętając o tym, by nie przesadzić. I mimo schematu, jakim jest, ja nadal darzę go sympatią tak jak Katy i Dee.
A właśnie. Kat. Dziewczyna, która przeżyła piekło na ziemi. Tam wcale nie było łatwo. Tam musiała zmagać się ze wszystkim, co bolesne, co jest kłamstwem i mogła żyć tylko wspomnieniami, niestety. Tylko tym mogła się zadowolić. Nie mogła nikomu ufać, bo to mogło by ją zdradzić. Podejmuje się kolejnego, szaleńczego ryzyka, które może znów okazać się rozłąką na dłuższy czas. Ale czy miłość zna granice? Nie, nie zna.
Reasumując, postacie jakby wycięte z naszego świata, z dodatkiem nieco marzeń, fantazji i mocy, która nie jest możliwa w naszym życiu.

Czytając Origin, nie wiedziałam dokładnie, czego się spodziewać. Byłam pewna, że będę mocno zainteresowana i nie odłożę jej na dłuższy czas. Wartka akcja nie pozwoliła na chwilę nudy, pokazała, że czas płynie w zadziwiająco szybkim tempie, a my nim się spostrzeżemy, minie kilka miesięcy. Wspominałam również o uśmiechu poprzez pewne zachowania, odzywki do siebie samych. Niektóre nie pozwalały mi tylko na szeroki uśmiech, ale nakazywały się śmiać. Na co kręciłam głową, by nie wybuchnąć śmiechem na cały bus. Ale w głównej mierze czułam ból, rozczarowanie, żal do autorki, że dała nam tyle powodu do zmartwień, smutku. Jednak też nie może się ciągle wszystko dobrze kończyć, prawda? Także mamy tutaj całą paletę uczuć, o których warto poczytać, przynajmniej moim zdaniem. A jak Wy przyjęliście tę część? Spodobała się Wam? A może macie ją w planach?
Tutaj też nie ma Prologu, Epilogu, ani tym podobnych rzeczy. Jest dedykacja i podziękowanie. Ale ważnym elementem w tej serii jest wprowadzenie stałego podziału, między Kat i Daemona. Otóż to raz ona, a raz on, opowiadają o swoich przeżyciach, uczuciach. Wiecie, że ja to uwielbiam, a jak jeszcze tutaj to dostałam, to znów uśmiech wykwitł na mojej twarzy. Mogłam jeszcze bliżej przyjrzeć się sylwetce Daemona, który od dawna mnie intrygował. Autorka idealnie poradziła sobie z podzieleniem tego na role. A no i warto wspomnieć o rozdziałach, które nadal są utrzymane mniej więcej w tej samej wielkości, co w poprzednich częściach. Warto zaznaczyć również to, że opisy nie przeważają nad dialogami - przez co sama książka nie jest nudna. A odczuwamy wręcz biegnącą przed siebie akcję, której wciąż i wciąż nie możemy złapać.

O czym jest Origin? O nowym, niezbadanym do końca gatunku. O walce, która wcześniej była wspominana. O sile przyjaźni, miłości, a co najważniejsze o zaufaniu, które jest nam potrzebne, by móc ruszyć dalej. I ten znak zapytania stojący przed nami - ufać, czy też nie? Oto jest pytanie. Wydaje mi się, że można sięgnąć po Origin, bo jest dobrą kontynuacją swojej poprzedniczki. Warty naszej uwagi, oraz z czystej ciekawości można sięgnąć, by się dowiedzieć, co kmini ta autorka, co postanowi zrobić z bohaterami. Czytanie tego przedostatniego tomu to jedno wielkie pasmo niespodzianek, które wcale nie lepiej się kończy jak trzeci tom. Również nawołuje do tego, by pochłonąć ostatni tom wiedząc, że więcej już nie będzie. Nam wystarczy się łudzić, że wszystko będzie dobrze. Taka mam nadzieję i ja.
Więc polecam każdemu, kto ma na nią ochotę, lub nie jest jej pewien. Fajnie się czyta, szybko, a przede wszystkim napisana przyjemnym, lekkim piórem. Polecam!

Ocena: 5/6
©Tylko magia słowa
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć