Jesień
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.08 / 5.00
liczba ocen: 9143
Ilość stron (szacowana): 240
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-22% 20.98 zł
22.87 zł
26.90 złpremium: 16.14 zł
26.90 zł
26.90 zł
Pozostałe księgarnie
21.77 zł
22.50 zł
22.51 zł
22.87 zł
22.87 zł
24.21 zł
24.50 zł
26.90 zł
26.90 zł
27.29 zł
Opis:

Nieznane oblicze literackiego wojownika, autora słynnej „Mojej walki”. Powieść otwierająca nową serię Karla Ovego Knausgårda. Zanurza czytelnika w intymnej historii o życiu i miłości do świata, pisanej z myślą o nienarodzonym dziecku.

Jest ciepła sierpniowa noc, schyłek lata i zarazem początek niezwykłej znajomości. Ona ma przyjść na świat za sześć miesięcy. On ma już troje dzieci, żonę i dom. Ma też olbrzymie pokłady czułości i niebywały talent literacki, podziwiany przez miliony czytelników na całym świecie. Obydwu tym cechom daje upust w intymnej historii o życiu i miłości do świata, pisanej z myślą o nienarodzonym dziecku.

„Chcę pokazać Ci nasz świat takim, jaki jest: drzwi, podłogę, kran i zlew, fotel ogrodowy tuż przy murze pod oknem kuchennym, słońce, wodę i drzewa. Będziesz przyglądać mu się po swojemu, będziesz doświadczać go po swojemu, gromadzić swoje własne doświadczenia i wieść własne życie, więc to oczywiste, że przede wszystkim robię to dla siebie: pokazując Ci świat, moja maleńka, przekonuję się, że warto żyć”.

Podczas gdy w autobiograficznym, kultowym już, cyklu „Moja walka” Knausgård z epickim rozmachem przedstawia nieustanną szamotaninę z rzeczywistością, seria „Cztery Pory Roku”, którą otwiera „Jesień”, uderza w czytelnika nieznanym obliczem pisarza, który potrafi cieszyć się swoimi dziećmi, pracą wokół domu i chwilami spędzonymi z najbliższymi. To empatyczna opowieść o tym, co najprostsze, a zarazem najważniejsze i najpiękniejsze w życiu; o tym, w czym tkwi jego największa magia.
Tekst Karla Ovego ilustrują wyjątkowe grafiki autorstwa Vanessy Baird, jednej z najbardziej rozchwytywanych współczesnych artystek norweskich. 

„To największy hołd dla rodzicielstwa, jaki kiedykolwiek czytałem. Największa pochwała życia, które na co dzień wydaje nam się pasmem udręk, nudy, banału, rutyny, a tutaj pokazuje przecież swoją nieraz okrutną, ale zawsze piękną twarz. Po tej lekturze należałoby właściwie porzucić dotychczasowe życie, pełne bzdur, przejmowania się rzeczami niewartymi nawet splunięcia, toczenia awantur o sprawy niegodne jednego słowa, życia przepełnionego uczuciami niskimi i wypreparowanego z uczuć najwyższych. Knausgård w pewnym sensie ratuje nasze dusze” – Krzysztof Varga, „Gazeta Wyborcza”

CYTATY:
To, co ludzkie, jest jednakowe dla wszystkich, ale życie, które wiedziemy, przenika nas na różne sposoby.
...zdążyliśmy się oswoić i jednocześnie nadal czujemy się obco sami ze sobą i światem, którego jesteśmy częścią.
Recenzje blogerów
POKAŻĘ CI ŚWIAT

Główny bohater to ojciec, który niecierpliwie wyczekuje narodzin swojej córeczki. Pokazuje jej świat, który już niedługo będzie dane jej zobaczyć na własne oczy. Opowiada o rodzinie, przyrodzie i różnych rzeczach, które wyszły spod ręki człowieka. I co najważniejsze – przekonuje. Że warto żyć.

Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do skandynawskiej literatury. Znalazłam w niej już tyle różnych perełek, że naprawdę trudno zliczyć. Jednak nawet w najśmielszych oczekiwaniach mój entuzjazm nie zakładał, że lektura na studia tak mocno przemówi do mojego serca?

O książkach autora słyszałam wcześniej, chociaż nie jest on tak popularną osobistością, by rynek książkowy trąbił o nim wszem i wobec. Jednak w tej powieści już podtytuł po prostu mnie ujął- „listy do nienarodzonej córki” to fraza, która sama w sobie niesie ogromny ładunek emocjonalny. Przy pierwszym rozdziale niemal płakałam. Ze wzruszenia, które ciężko było opanować. Każde zdanie przepełniała bowiem miłość i czułość, której chyba nigdy tak mocno nie odczuwałam w żadnej książce.

Do Twoich narodzin zostało sześć miesięcy, przez ten czas wiele może się jeszcze wydarzyć, ale wierzę, że życie jest mocne i niezłomne, wierzę, że wszystko będzie dobrze, że urodzisz się zdrowa i silna. Jak mówią: ujrzysz światło dzienne.

Niestety, kolejne rozdziały przyniosły już małe rozczarowanie. Obyło się bez kolejnych łez i wzruszeń, na które po cichu liczyłam. Ojciec pięknie opisuje świat i wiele małych, z pozoru nieznaczących rzeczy. Docenia ich przydatność, w zupełnie niespodziewany sposób tłumaczy ich rolę dziecku. Rozdziały są krótkie i bardzo proste, a jednak urocze. Rysunki w środku i całość szaty graficznej idealnie współgrają z treścią utworu.

Jesień to pierwsza część serii Czterech pór roku norweskiego pisarza. Delikatna treść, krótkie i lekkie rozdziały zdecydowanie zachęcają do poznania całej historii.

Ocena: 4+/6
©Caroline Livre
Karl Ove Knausgård stał się dobrze znany polskim czytelnikom lubującym się w ambitnej prozie, gdy w naszym kraju zaczęły być wydawane powieści z quasi-autobiograficznego cyklu Moja walka. Ten literacki miks (trochę powieść, a trochę wspomnienia autora) został przyjęty nad wyraz dobrze. Ledwo w lipcu rozsmakowałam się w czwartej części Mojej walki, a już pod koniec sierpnia zawitała do mnie kolejna książka autora, inaugurująca nowy, odmienny cykl Cztery pory roku Jesień. Knausgård cieszący się życiem? To coś nowego! Zastanawiałam się, czy druga twarz skandynawskiego pisarza wypadnie wiarygodnie.

Gdy mężczyzna dowiaduje się, że jego żona spodziewa się czwartego dziecka, postanawia napisać teksty, które nazywa „listami do nienarodzonej córki”. Mają za zadanie tłumaczyć dziecku świat i przekonać je, że warto żyć, a poprzez to przekonać do tego również siebie. Rzecz jasna to pewnego rodzaju terapia i walka z demonami samego Knausgårda, bo to przecież w nim tkwi ta dojmująca potrzeba. Mała istota znajduje się na razie w brzuchu i, jak mówi sam autor, nic nie wie o otaczającym ją świecie.

Z ogromną czułością i z niezwykłym skupieniem na detalach, ojciec opowiada córce o przeróżnych sprawach, tych małych i tych wielkich. Jest tu miejsce zarówno na rozważania o ustach, kościele, piorunach, ciszy czy słońcu, jak i o gumach do żucia, rzygowinach, wszach, gorączce i muszli klozetowej. Knausgård patrzy na świat oczami dziecka, dla którego wszystko jest tak samo ważne, a każda rzecz może intrygować, nawet ta, która z perspektywy dorosłego jest błaha i niewarta uwagi. Stąd tłumaczenia, które mogą wydawać się idiotyczne, bo przecież każdy wie takie rzeczy ([…] muszla klozetowa nie powstała po to, by cieszyć oko; jej kształt jest dostosowany w stu procentach do funkcji, która nie ma nic wspólnego z estetyką: do muszli toaletowej sikamy i robimy kupę, a czasem również wymiotujemy; Ramy stanowią krawędzie obrazów i są granicą oddzielającą to, co jest na obrazie, od tego, czego na nim nie ma. Ramy nie są częścią obrazu ani częścią tego, co znajduje się poza obrazem, to znaczy ścian, na których wiszą), jednakże wszystkie te oczywiste informacje niepostrzeżenie przemieniają się w pogłębione, filozofujące rozważania o świecie. Pisarz tworzy małe impresje, skompresowane obrazki, które mogłyby się nazywać życie.zip, które „rozpakowują” się na naszych oczach.

Knausgårdowi nie sposób odmówić świetnego pióra i niezwykłego zmysłu obserwacji. Jego rozważania pozwalają jemu i czytelnikowi powrócić do skóry dziecka i przypomnieć sobie jak mały człowiek widzi otaczającą go rzeczywistość. Teksty zostały podzielone na miesiące (wrzesień, październik, listopad), a każdy z nich poprzedza jeden list do nienarodzonej córki. Z tych małych literackich kapsułek wyziera miłość do dziecka i radość z oczekiwania na jego przyjście.

A czy uwierzyłam w inną twarz pisarza? Tak, bo przecież człowiek nie jest jednowymiarowy, lecz prawda jest taka, że mocniej odnajduję się w mrocznym cyklu Moja walka. Lektura jego kolejnych tomów zostawiała we mnie głęboki ślad, a w przypadku Czterech pór roku, a w każdym razie pierwszej części serii, czuję lekko niechętny podziw, bo ja już zapomniałam jak to jest przyglądać się w ten sposób światu i nie jestem w stanie cieszyć się takimi codziennymi drobiazgami jak autor. Ot, natura melancholika… Niemniej muszę przyznać, że obcowanie z tą książką to przyjemność, którą wzmaga jeszcze przecudowna szata graficzna. Obrazy Vanessy Baird pasują do treści i uzupełniają obrazem to, co namalował słowem Knausgård. Po Jesień warto sięgnąć: i to nie tylko w przypadku, gdy spodziewacie się dziecka.

Ocena: 4+/6
©tanayah czyta
Chcę pokazać Ci nasz świat takim, jaki jest: drzwi, podłogę, kran i zlew, fotel ogrodowy tuż przy murze pod oknem kuchennym, słońce, wodę i drzewa. Będziesz przyglądać mu się po swojemu, będziesz doświadczać go po swojemu, gromadzić swoje własne doświadczenia i wieść własne życie, więc to oczywiste, że przede wszystkim robię to dla siebie: pokazując Ci świat, moja maleńka, przekonuję się, że warto żyć.

Moja ostatnia jesień i zima zdecydowanie odbiegały od normy. Mam na myśli, przede wszystkim, kwestie związane z klimatem. Spędzając czas od września do Świąt Bożego Narodzenia w Hiszpanii, znany mi porządek pór roku został zaburzony. “Zaburzony” to zdecydowanie za mało powiedziane, zwłaszcza gdy w drugiej połowie grudnia uczestniczy się w jarmarku świątecznym pod palmami a termometr wskazuje niemalże dwadzieścia stopni. O przyjęciu mnie przez Polskę na Święta można powiedzieć wszystko, prócz tego, że było ciepłe (jak nigdy wcześniej odczułam ironiczność życzenia “ciepłych” Świąt). Na początku stycznia wróciłam do wciąż jesiennej, w odniesieniu do polskich standardów klimatycznych, Hiszpanii, by u schyłku miesiąca wrócić na dobre (choć bardziej trafne byłoby stwierdzenie: “na złe”) do kraju i zostać systematycznie zasypywaną śniegiem i skuwaną lodem.
Mam nadzieję, że znając te szczegóły, zrozumiecie, dlaczego w niniejszym tekście recenzuję Jesień i Zimę Karla Ove Knausgårda (Wydawnictwo Literackie) jako równie aktualne. Zresztą, znając prozę Norwega wiemy, że trudno o bardziej uniwersalnego pisarza. Ten uniwersalizm jest, moim zdaniem, nie do przecenienia, bowiem “przed Knausgårdem” sądziłam, że “uniwersalny” i “autobiograficzny” znajdują się na antypodach.

Czerwień i zieleń.
(…) Te dwa kolory znaczą dla mnie bardzo dużo, jest w nich coś, co przyciąga, i myślę, że to jeden z powodów, dla których zostałem pisarzem, bo czuję to przyciąganie bardzo wyraźnie, i rozumiem, że jest ważne, ale nie potrafię wyrazić tego słowami i dlatego nie wiem dokładnie, co to jest. Próbowałem i musiałem skapitulować. Moją kapitulacją są książki, które udało mi się wydać. (…)
Krew krążąca w żyłach, trawa wyrastająca z ziemi, drzewa, o!, drzewa, które kołyszą się na wietrze.

Znany z serii Moja walka Knausgård i tym razem bierze się za bary z życiem, jednak w zgoła odmienny sposób. O ile sześciotomowy cykl (w Polsce czekamy na przekład ostatniej części) stanowił zapis podejmowanych każdego dnia na nowo zmagań wpisanych w egzystencję ludzką, o tyle seria Cztery pory roku (a przynajmniej dwa pierwsze tomy) są afirmacją życia a nawet jego pochwałą. Pisarz dedykuje ją swojej (nie/nowo)narodzonej córce – dziecko przychodzi na świat 29 stycznia, tj. mniej więcej w połowie drugiego tomu – spisując swego rodzaju instrukcję heideggerowskiego bycia-w-świecie. W porównaniu z Moją walką jest to na pewno wyciszenie, jednak nie wycofanie z życia; autor bezkonkurencyjnie oswaja jego odblaski. Tekst dopełniają obrazy Vanessy Baird (Jesień) i Larsa Lerina (Zima).

Z moimi własnymi palcami sprawa przedstawia się inaczej. Kiedy na nie patrzę, nie mogę w żaden sposób powiązać ich z tym, kim jestem. Kiedy zginam je razem w kierunku środka dłoni, widzę czterech braci, którzy są do siebie podobni i trzymają się razem, i ich ojca, grubszego silniejszego, który zawsze zachowuje pewien dystans wobec synów. Ich twarze, to znaczy paznokcie, są gładkie jak szyby w oknach i dlatego niosą obietnicę, że można przez nie patrzeć, chociaż nie można – ich szarobiały kolor jest nieprzenikniony: wyglądają jak niewidomi ludzie.

Bohaterami Jesieni i Zimy są w głównej mierze zazwyczaj przez nas pomijane składniki codzienności, strefy, w której wszystko, co się w niej znajdzie, zostaje skazane na zapomnienie. Knausgård na tę amnestię przyzwolenia nie daje, stąd w mikrorozdziałach przeplatają się rozważania o przyrodzie (jabłka, księżyc, małpy wodne, śnieg, wydra), ubiorze (kalosze, kozaki, guziki), ludzkim ciele (uszy, usta, mózg, zęby, wargi sromowe, krew) czy znanych i nieznanych ludziach (Georg, J., Van Gogh, Święci Mikołajowie, August Sander, Flaubert). Z jednej strony pisze o tym, co trywialne, lecz nigdy w trywialny sposób (szczoteczki do zębów przypominają mu bukiet kwiatów, łóżko jest łódką, do której człowiek wsiada każdego wieczoru, by dać się przewieźć przez noc, termos stanowi przedłużenie własnego domu w świecie a kalosze izolując nas od błota stanowią gwarant niezależności i niezniszczalności), z drugiej łamie wciąż istniejące tabu, obnażając te aspekty ludzkiego życia, które łączą się z instynktem, poczuciem wstydu czy budzą odrazę (wszy, pożądanie seksualne, wymiociny, patyczki kosmetyczne (pisze o powszechnej rozkoszy wynikającej z usuwania woskowiny z małych jam ciała). Tyle samo miejsca poświęca przebaczeniu, muszlom klozetowym, bólowi, fajerwerkom i wojnie, odkrywając mało popularną prawdę, że każdy z tych składników świata jest równie bliski ludzkiej egzystencji.

Mostem między tymi dwoma martwymi światami, literatury i zabawek, jest, być może, lista życzeń, która nie ma nic z namacalności zabawek, a jedynie ją przyciąga, tak jak literatura zawsze przyciągała namacalny świat i pozwalała, by unosił się lekko i zwiewnie w naszych umysłach. Jednak w odróżnieniu od literatury listy życzeń mogą zostać zrealizowane i dlatego siedzę tutaj co roku, w samym środku rzeki prezentów, i staram się urzeczywistnić marzenia dzieci. One same uważają, że w prezentach pod choinkę chodzi wyłącznie o to, ale ja wiem, że podróż prezentów świątecznych jest dłuższa: jak nadzieje nadpływają z wysp wyimaginowanej przyszłości do plaż rzeczywistości, gdzie zyskują wagę i ciężar, ale nie na długo, ponieważ muszą wyruszyć w dalszą drogę, na drugą stronę, do utraconej przeszłości, w której ich życie toczy się dalej w postaci bezcielesnych wspomnień.

Knausgård snuje mikroopowieści o rzeczywistości dla swojego dziecka. Jego język jest niezwykle wrażliwy, czuły, sensualny – już w warstwie językowej uwidacznia się troska związana z przyjściem na świat kolejnej istoty, która będzie musiała zmierzyć się z jego wyzwaniami. Autor, chcąc złożyć hołd rodzicielstwu i pokazać, że być rodzicem oznacza otwierać na świat, szeroko otwiera oczy i bacznie obserwuje świat, ludzi, siebie samego. Dzięki uważności, ale i wyobraźni pisarza (nieoczywiste porównania i metafory) czytelnik może na nowo zachłysnąć się tym, co widzi, lecz czego nie dostrzega każdego dnia. Jest w tym coś z optyki zaciekawionego światem dziecka. Tym, co uderza w prozie Knausgårda są budzące zaufanie szczerość, bezpretensjonalność i brak roszczeń wobec świata. Dla wielu są to oznaki kapitulacji, jednak w rękach pisarza stanowi olbrzymią broń. Przed czym broni czytelnika? Przed rutyną, rezygnacją i zobojętnieniem. Knausgård po prostu każe brać świat takim, jakim jest. Każe żyć.

Jak skomplikowaną istotą jest człowiek! Kilka ruchomych błon i kosteczek sprawia, że słyszymy. Kilka małych kamyków w uchu sprawia, że trzymamy się w pionie. Z tej perspektywy niewiele nas różni od dinozaurów, które, by strawić posiłek, połykały ogromne kamienie, a gdy dinozaur szedł, kamienie leżące w żołądku ocierały się o siebie, mieląc pokarm. Gdy ich powierzchnie stawały się zbyt gładkie, dinozaur zwracał zużyte kamienie i połykał nowe. Było to, co prawda, prymitywne zachowanie, ale pokazuje ono, jak cienka może być linia oddzielająca świat materialny od stworzeń. Bo tak to już jest: życie zawsze łapało się wszystkich środków, by przetrwać, i wcielało elementy świata materialnego do swoich ciągłych procesów udoskonalających. Prąd w nerwach, woda w jamach, kamyki w uszach.

Jest jeszcze jeden powód – tak naprawdę o wiele ważniejszy od moich klimatycznych zawirowań – dla którego zdecydowałam się zrecenzować dwa tomy serii Cztery pory roku w jednym tekście bez obawy o pominięcie jakiegoś istotnego aspektu którejś z książek. O ile Jesień zaskakuje konwencją, uderza zarazem prostotą i nieoczywistością, ustanawia nowy punkt widzenia świata, o tyle Zima stanowi rozszerzenie tej perspektywy a w dużej części także powtórzenie egzystencjalnych spostrzeżeń, których przyczynek stanowi codzienność. Kalosze stają się kozakami a morświny małpami wodnymi. Dlatego mając za sobą bardzo dobrą Jesień i nadal dobre pół roku widziane oczami Knausgårda, moje oczekiwania związane z nadejściem Wiosny straciły na intensywności. Chyba że Knausgård potrafi przemieniać nie tylko krajobraz duszy, ale także to, co za oknem.

Ocena: 5/6
©do dzieła
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć