ebook Jak Cię zabić, kochanie?
3.34 / 5.00 (liczba ocen: 1956)

Jak Cię zabić, kochanie?
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 16.90
SmartIdeas#Wyzwanie 10 dni - pies
SmartIdeas#Wyzwanie 10 dni - pies
26.90 złpremium: 16.14 zł Lub 16.14 zł
16.90 zł
21.52 zł Lub 19.37 zł
21.53 zł Lub 19.38 zł
25.29 zł 10 zł na konto
20.18 zł
20.71 zł
22.87 zł
24.24 zł
24.50 zł
26.90 zł
26.90 zł
26.90 zł
26.90 zł
Inne proponowane

Świetnie napisana, nieprzewidywalna komedia kryminalnych omyłek. W zakręconej, pełnej brawurowego humoru akcji każdy może okazać się i mordercą, i ofiarą. A stawką w grze są miliony dolarów... Alek Rogoziński, autor „Ukochanego z piekła rodem”, powraca w wielkim stylu z kolejną błyskotliwą powieścią

Trzydziestoletnia Kasia może odziedziczyć ogromny majątek. Jest tylko jeden warunek - musi wysłać na tamten świat swojego męża. Nie chcąc, aby szansa na zdobycie fortuny przeleciała jej koło nosa, zabiera się za opracowanie, a potem realizację morderczych planów. Nic jednak nie idzie tak, jak sobie wymyśliła, a w dodatku z myśliwego sama szybko staje się tropioną zwierzyną.

„Nie potrzebujesz nic więcej do szczęścia – nawet randki z Ryanem Goslingiem” – Monika Finotello, „Cosmopolitan”

„Trup, który nie chce być trupem, zakonnice, które wcale nie są takie święte, i lekarka, która ożywia zamiast leczyć. To oszałamiająca mieszanka dla każdego z poczuciem humoru.Polecam!” – Magdalena Witkiewicz

Jak Cię zabić, kochanie? od Alek Rogoziński możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Człowiek to najgorszy gatunek, który łazi po ziemi.
Po przeczytaniu przygód Róży Krull, z nadzieją na przyjemną lekturę, wzięłam do ręki powieść kryminalną z humorem pt. Jak cię zabić, kochanie? i... chyba się trochę zawiodłam.
Nie jest to książka związana z Różą, lecz osobna historia. Pomysł na fabułę bardzo fajny i dający wiele możliwości zbudowania napięcia, a także zarówno śmiesznych, jak i niebezpiecznych sytuacji.

Kasia, główna bohaterka, ma szansę na odziedziczenie wielkiego majątku. Pewna niezwykle religijna staruszka umieściła jednak w swoim testamencie pewne warunki, które Kasia Donek wraz z mężem muszą spełnić, by mogli wejść w posiadanie grubych milionów. Ślub kościelny mają, więc tutaj sprawa jest załatwiona. Niestety, do kompletu, w ciągu pięciu lat od ślubu, miało na świecie pojawić się ich dziecko. Czas na spełnienie warunków wkrótce się skończy. Jeśli Kasia i jej mąż Darek nie spłodzą potomka, pieniądze przejmie... wymieniony przez staruszkę kościół.
Istnieje też inny sposób na przygarnięcie tej sporej sumki. Jedno z małżonków musi umrzeć, by drugie mogło przejąć spadek... Nie muszę chyba dodawać, że pewien duchowny również liczy na te pieniądze, gdyż to pozwoli uratować jego kościół przed zamknięciem. Jak potoczą się losy Donków? Jakie perturbacje spotkają ich na drodze do milionów? Jakie przygotują plany na uśmiercenie współmałżonka?

Zaczęło się ciekawie, nawet zabawnie, ale im dalej, tym więcej było wydarzeń i postaci do ogarnięcia. W końcu poczułam się, jak bym czytała papierową wersję komedii w stylu "Szklanką po łapkach 8". Zbyt wiele treści, mającej na celu rozbawić czytelnika, w końcu zaczyna odnosić odwrotny skutek. W końcu to tylko kryminalna komedia omyłek. Nie spodziewałam się poziomu Joanny Chmielewskiej, bo królowa jest tylko jedna, ale mimo wszystko... zmęczyłam się trochę, zamiast dobrze się bawić.

Poza tym zauważyłam, że każdy chyba autor ma jakieś swoje ulubione słowo, którego często używa w tekście. Ewentualnie wystarczy, że użyje go dwa, może trzy razy, ale jeśli jest to wyraz rzadko używany lub kompletnie nie pasujący do reszty tekstu, to wyjątkowo rzuca się w oczy. Tutaj jest to słowo konweniować... Nie można było napisać, że coś przypadło go gustu. było odpowiednie czy z czymś zgodne? Wiem, czepiam się.

Czytało mi się szybko, akcja gnała, głównie dzięki wielu dynamicznym dialogom, ale nie czułam dreszczyku emocji, nie było wybuchów śmiechu ani nawet uśmiechu. Przeczytałam. I tyle.

Ocena: 3/6
©Bibliotecznie
Kasia - ma trzydzieści lat i męża Darka. Jednak od momentu ślubu nie mogą spłodzić potomka, co oznacza, że testament babci Kasi, Klementyny pójdzie na rzecz jakiejś parafii i kościołów! Nie mogą dopuścić do tego, by tam właśnie roztrwoniło się bogactwo Klementyny. Powoli granica czasowa zbliża się ku końcowi, jest dziesięć miesięcy do pięciu lat, kiedy mają czas na zabranie majątku. Jednak jest jeszcze jedno wyjście. Gdy jedno z małżonków umrze, wtedy spadek może zabrać drugie. A więc Kasia nie traci czasu i robiąc obiad mężowi, obmyśla chytry plan, choć nie spodziewa się, że za jej plecami też ktoś coś knuje...

Moje wyrazy uznania, w stosunku do okładki tej książki. Jest niesamowita! Przyciąga spojrzenie momentalnie i przekonuje nas do zabrania pozycji ze sobą. Wiem, ostatnio jako sroka okładkowa się we mnie włączyła to nic dobrego z tego nie wyszło, ale warto przyznać, że tutaj nie poczułam zawodu - wręcz przeciwnie. Pistolet, szpilki, krew... To może oznaczać jedno - morderstwo. Jeszcze tytuł książki naprowadza nas na to, że ktoś chce zabić komuś sobie bliskiego. Genialna okładka.
Co do samego wydania, również nie mam na co się skarżyć. Duża, wyraźna czcionka, marginesy oraz odstępu między wierszami sprawiają, że czyta się płynnie i bez żadnych przeszkód. Nie znalazłam również żadnych literówek - na całe szczęście.
Warto jeszcze wspomnieć, że książka ma okładkę ze skrzydełkami, często inaczej mówię na nie motylki. Na jednej z nich mamy zachęcający cytat, a na drugim informację o Panu Alku. Na rewersie okładki możemy odczytać krótki opis, oraz polecajkę od samej Magdaleny Witkiewicz, którą tak bardzo uwielbiam. Więc jak miałam się nie skusić?

Sam Pan Alek Rogoziński, kojarzy mi się z bardzo uśmiechniętą i sympatyczną postacią. Miałam okazję zobaczyć go na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie. Jak wdzięcznie tłum fanek okrążył go i po prawdziwych, a nie sztucznych uśmiechach idzie poznać, chociaż po części jaki ktoś jest. No chyba, że potrafi ktoś bardzo dobrze grać. A więc. Kolejny nowy autor do mojej kolekcji. Tym razem nie bałam się jednak, że autor mnie zawiedzie. Naczytałam się tylu wspaniałych recenzji, że nie wierzyłam, że z powieścią mogłoby być coś nie tak. Samo wspomnienie autora utwierdzało mnie w przekonaniu, że ta książka będzie dobra. Po prostu.
I najlepsze jest to, że nic się nie myliłam! Czytało mi się bardzo szybko, akcja pędziła przed siebie jak szalona, a mnie było ciężko oderwać się od lektury. Pan Alek pisze bardzo przystępnie, nie sprawia nam trudności w czytaniu, nie używa nie wiadomo jakichś trudnych, niezrozumiałych słów. Ma swój styl i to wyraźnie widać, chociaż na pierwszy rzut oka ciężko jest to zauważyć. Ma tą lekkość pióra, która trafia na pewno do większości czytelników. Szczerze mówiąc odprężyłam się przy niej pochłaniając ją w jeden dzień. Żałowałam tylko, że nie miałam żadnej z dwóch pozostałych jego powieści, które na pewno są równie dobre jak ta recenzowana.

Postacie. To kolejny wielki plus dla autora, naprawdę. Świetnie wykreowane i dopracowane pod każdym szczegółem. Każdy z bohaterów jest inny, charakteryzuje się czymś innym, zaciekawia nas. Najbardziej żal mi było Patricka Harrisa - który był wykorzystany, chociaż w pewnych chwilach ledwo utrzymywałam śmiech w sobie. Natomiast Kasia, główna bohaterka - nie próżnowała. Miała sto pomysłów na minutę i to tak komicznie śmiesznych, że grzechem byłoby nie uśmiechnięcie się i pokręcenie głową z tej ich głupoty, naprawdę. Ale cieszę się, że w tej powieści znalazła się postać, która spowodowała jakiś uśmiech na mojej twarzy w okresie, kiedy nie za bardzo było mi do śmiechu. Uważam również, że jej mąż, Darek, był trochę taki mniej barwny od małżonki. Wydawał mi się taki bardziej pusty, może rozpuszczony, myślał, że może wszystko i nic nie musi. Chyba to głównie tak, jak przedstawiła go Kasia, taki jego obraz został mi w głowie. Co i tak nie przebije tego, że Danusia, przyjaciółka głównej bohaterki miała urwanie głowy z nimi wszystkimi. Autor tak świetnie pokierował i splótł ze sobą losy bohaterów, że nie sposób było to przewidzieć. W tej powieści spotkamy chyba wszystkich tych, których byśmy się kompletnie nie spodziewali, wierzcie mi na słowo.
Muszę zaznaczyć, że tutaj była akcja, Coś się działo. Nie tak, jak było to w poprzedniej czytanej przeze mnie powieści, która była nudna jak flaki z olejem. Ja wiem, że możecie nie być zbytnio ufni co do polskich autorów, chociaż ja tego kompletnie nie rozumiem jak można ich wykluczać, ale po tej jednej powieści coś czuję, że Pan Alek jest godny zaufania! Prowadził mnie przez labirynty, pokazywał wyjścia, a żadne z nich nie było właściwe. Czytając tę powieść, kompletnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Czy dostanę jakiegoś kopa emocjonalnego, chociaż na to nic nie wskazywało, a nic nie wiadomo, czy będę się nudzić, czy będę wbita w łóżko z książką w dłoni, że nawet obiad mi wystygnie? Dostałam tą ostatnią opcję. Czytałam tak namiętnie tę książkę i nie byłam w stanie odłożyć jej na długo. Zrobiłam tylko przerwę na napisanie zaległych dwóch recenzji i zabrałam się za książkę z powrotem. A odłożyłam ją dopiero wtedy, gdy ujrzałam ostatnią kropkę w podziękowaniach. Chciałabym też wspomnieć, że dawno nie spotkałam się z jasno opisanymi, chociaż krótko i zwięźle bohaterami tuż przed lekturą. Rogoziński serwuje nam postacie jak dania na tacy. Dzięki temu już mamy jakiś wgląd na bohaterów, co nieco nam świta, gdy zaczynamy czytać. Książka podzielona jest na rozdziały, które głównie dotyczą punktu widzenia Kasi, ale i nie zawsze tak jest. Praktycznie każdy z bohaterów ma w nich swój udział (w rozdziałach). Podziękowania na końcu, to miłe ze strony autora, że pamięta, że dziękuje na łamach swojej powieści poszczególnym osobom.

Spodziewałam się jakiegoś kryminału, thrillera... A więcej się uśmiałam w tej książce, niżbym miała się trząść z obawy, że stanie się coś strasznego. Chociaż nie powiem, w pewnej chwili nie wiedziałam, co się stanie, byłam nieco przestraszona. Jak zwykle autor owiał mnie tajemnicą, zostawiając bezradną i pełną niewiadomych. Dopiero później, w kolejnym rozdziale, bądź jeszcze następnym dowiadywałam się tego, co zostało mi za szybko odebrane. Chociaż to dobry zabieg, bo zostałam zaintrygowana na maksa, a moim epicentrum była właśnie fabuła, dalsze losy bohaterów. Pomysł na książkę świetny, dobrze wykorzystany potencjał pozwala nam odetchnąć przy tej lekturze, odprężyć się i wraz z bohaterami knuć intrygi jeden na drugiego.

Czy polecam? Z całego serca oczywiście, że tak. Jest to jedna z wielu dobrych książek, jakie miałam okazję przeczytać. Z humorem, dreszczykiem i bardzo ciekawą fabułą, którą wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Jestem święcie przekonana, że gdy sięgnięcie po Jak cię zabić, kochanie?, nie pożałujecie! Wręcz przeciwnie, będziecie chcieli poznać tak jak ja, kolejne powieści autora. Jestem tego pewna. Czyta się szybko, wręcz pochłania w całości za jednym zamachem. A styl autora tylko jeszcze bardziej zachęca do sięgnięcia po tę interesującą pozycję. POLECAM!

Ocena: 6/6


©Tylko magia słowa
Uwielbiam komedie kryminalne z tego względu, że łączą kryminał, który jest moim ulubionym gatunkiem z komedią, która prowadzi do niekontrolowanych wybuchów śmiechu, a przecież śmiech to samo zdrowie!

Kasia ma trzydzieści lat i szansę na odziedziczenie ogromnego spadku. Niestety spadkodawca zakpił z niej okrutnie i otrzymanie spadku obarczył warunkiem. Kasia ma 5 lat, aby wydać na świat swojego potomka, ale nie byle jakiego! Potomek musi mieć geny Kasi męża i nie przejdzie tu żaden skok w bok, ponieważ spadkodawca zastrzegł konieczność wykonania badań genetycznych.

Co się stanie ze spadkiem, jeśli nie dostanie go Kasia? Spokojnie spadkodawca o to zadbał! Cały majątek przejdzie wtedy na zagraniczną parafię. Niestety Kasia nie umie się z tym pogodzić i znajduje w tym wszystkim pewną lukę - wystarczy, że zabije męża. Nie bierze jednak pod uwagę, że sama może stać się ofiarą, na którą poluje myśliwy, a może i całe stado myśliwych?

W powieści nie brak niespodziewanych zwrotów akcji, barwnych postaci, odwołań do polityki, gwiazd show biznesu, czy telewizji. Styl autora świetnie uzupełnia komedię omyłek, którą tworzy. Skoro sama warstwa językowa powoduje śmiech, dodatkowo dochodzą rozbrajające zwroty akcji i zabawne kreacje bohaterów, to już naprawdę trudno się nie śmiać.

Nie polecam czytania tej książki w autobusie. Czytelnik się śmieje, a wszyscy zerkają na okładkę i zapewne biorą biednego człowieczka za psychopatę, który śmieje się z kryminału.

Intryga oczywiście nie wydaje się zbyt realna, ale została zbudowana w mistrzowski sposób. W tej historii każdy element jest istotny, a zastosowanie go powoduje konsekwencje, których bohaterowie niestety nie są w stanie przewidzieć.

Wydaje się, że żeby zabić człowieka nie potrzeba specjalnych umiejętności. Okazuje się jednak, że wcale nie jest to takie proste i wymaga specjalnego przygotowania. No, bo zastanówmy się...jak tu zabić męża? Przecież nie tłuczkiem do ciasta! A gdyby tak zastawić na niego pułapkę? Brzmi lepiej, prawda? Problem w tym, że w pułapkę może wpaść ktoś inny...

Na koniec wypadałoby podsumować recenzję. I co mam napisać? Będę brutalnie szczera. Ta książka wydaje się mieć wszystko, żeby być idealną komedią kryminalną, jednak w praktyce trochę jej jeszcze brakuje. Jak Cię zabić, kochanie? Nie jest najlepszą komedią kryminalną jaką w życiu przeczytałam. Dlaczego? Ponieważ kiedyś zdarzyło mi się podczas czytania jednej z książek popłakać ze śmiechu i czekam na drugi taki ideał. Było to jednak moje pierwsze spotkanie z autorem i zaliczam je do udanych. Bardzo chętnie sięgnę po jego kolejną książkę.

Ocena: 3/6
©Recenzje z pazurem
Człowiek, to najgorszy gatunek, który łazi po ziemi
Na twórczość Alka Rogozińskiego miałam wielką ochotę od dłuższego czasu. Czemu zabrałam się za nią dopiero teraz? Tego chyba nie wiedzą najstarsi górale. W końcu jednak nadarzyła się okazja, a ja bez chwili zastanowienia oddałam się autorowi. Znaczy się jego książce, jasna sprawa.

Kasia i Dariusz, to małżeństwo, które... od dłuższego czasu nie może znieść obecności drugiego. Drażnią ich drobiazgi, detale, które oczywiście zdecydowanie mogą poróżnić dwójkę kochających się ludzi. Jak tu żyć? Kontrolę nad nimi przejmuje spadek, po zmarłej krewnej z Ameryki. Aby Kasia mogła go odziedziczyć musi... zabić męża! Okazuje się jednak, że morderstwo wcale nie jest łatwą sprawą, a do tego znacznie więcej osób ma chrapkę na duże pieniądze. Darek wpada na równie dobry pomysł, co jego ukochana małżonka, a ksiądz Adam i jego zakonnice... Przeczytajcie sami!

W swoim zwyczaju mam tak, że kiedy nagle robi się głośno o pewnym autorze, którego jeszcze nie miałam okazji poznać, często nie sięgam po jego twórczość. Nie wiem do końca co mną kieruje, ale tak mam. Często wolę wybierać pozycje mniej znanych autorów. Może to obawa przed rozczarowaniem? Przecież nie zawsze musi nam się podobać to, co innym. Coś mnie jednak przyciągało do Alka Rogozińskiego i głęboko wierzyłam, że tym razem się nie zawiodę i dołączę do grona fanek "Księcia komedii kryminalnej". Czy dołączam? Nad tym muszę się jeszcze zastanowić, bo nie obeszło się bez "uszczerbku na zdrowiu". A może bardziej na ciele, niż na zdrowiu?

Czego oczekiwałam od tej książki? Porządnej dawki dobrego humoru! Nie przy każdej komedii się śmieję, więc jest to dość trudne zadanie, by przekazać w moje ręce coś, co będzie mnie naprawdę bawić. Tekst, na wspomnienie którego będą się szczerze uśmiechać i śmiać w myślach, bądź przed lustrem, przypominając sobie oskalpowanie Basieńki. Z całą pewnością nie raz wybuchnę śmiechem, gdy usłyszę głos Beaty Kozidrak lub obejrzę program Magdy Gessler (którą bardzo lubię!). Oj chciałabym widzieć jej minę podczas czytania tej powieści! No właśnie, tu się pojawił pewien problem. Śmiałam się, dużo. W sumie to bardzo dużo, więc autor powinien być z siebie dumny. Ale! Tak się złożyło, że dużo czytam nocami, kiedy moja mała córeczka słodko śpi. Niestety ta słodka, mała gnida dość często budzi się na ciepłe mleczko (karmię jeszcze naturalnie). Szczęśliwa mama, może karmić dziecko i zatapiając się w szalenie ciekawej i intrygującej lekturze, tak też czyni. Mała się budziła, więc ja książkę w rękę i do karmienia. Nie przewidziałam jednego - przy każdym wybuchu śmiechu (których było co nie miara!) mała gnida ze złości mnie gryzła... Panie Autorze! Przeczytałam książkę w dwie noce, więc jestem okaleczona... Chociaż przyznam szczerze, opłacało się!

Powieść Alka Rogozińskiego, to nie tylko ogromna dawka dobrego humoru, ale i genialna intryga (Agatha Christie też od czegoś musiała zacząć), rewelacyjna akcja i świetny styl autora. Pisarz ma niebywale lekkie pióro, napełnione szalenie dobrym atramentem. Zapisuje się w pamięci czytelnika na stałe. Jestem pewna, że będę tę książkę wspominać często, z szerokim uśmiechem na twarzy. I z całą pewnością w każdego Sylwestra, gdyż tego spędziłam właśnie z Alkiem! Znaczy się, jego książką. Autor z niebywałą lekkością operuje językiem, tworzy wspaniałe dialogi, dorzucając wyważoną nutkę ironii. Dla mnie bomba!

Jak cię zabić, kochanie? to niezwykle zabawna komedia omyłek. Świetna intryga, bardzo dobre tempo akcji i wręcz urocze dialogi. Autor wciąga czytelnika w wir wydarzeń pierwszym zdaniem i nie puszcza do samego końca. Kiedy się zdaje, że już nic nas nie zaskoczy (a właściwie nie rozśmieszy), wybuchamy nagle gromkim śmiechem. Podobno jaki Sylwester, taki cały rok. Wychodzi na to, że przez cały rok będę czytać tylko bardzo dobre książki!

Ocena: 5/6
©Kraina Książką Zwana
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Zabawna i lekka, idealna na wakacje i relaks.

Warto zerknąć