ebook Ganbare! Warsztaty umierania
4.15 / 5.00 (liczba ocen: 1905)

Ganbare! Warsztaty umierania
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 18.90
18.90 zł
27.99 zł Lub 25.19 zł
27.99 zł Lub 25.19 zł
23.46 zł
25.23 zł
25.50 zł
27.99 zł
27.99 zł
Inne proponowane

Kiedy w Japonii chcesz kogoś zmotywować do działania, wołasz Ganbare! – „Daj z siebie wszystko! Trzymaj się! Dasz radę!”. Od 2011 roku to okrzyk, który na zniszczonej północy Japonii słychać wszędzie. Niektórzy mówią, że mają już go dosyć.
„Ganbare!” to opowieść o kraju, gdzie zagrożenie katastrofą stało się normą, a normalne życie jest podszyte widmem śmierci. I o ludziach, którzy pięć lat po trzęsieniu ziemi, tsunami i wybuchu w elektrowni jądrowej próbują poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Niektórzy z nich nauczyli się nurkować i wciąż szukają szczątków bliskich na dnie morza. Inni, ignorując zagrożenie, usiłują żyć w napromieniowanym świecie, jakby nic się nie stało. Jeszcze inni rozmawiają z duchami. Albo zapisują się na warsztaty umierania.

Ganbare! Warsztaty umierania od Katarzyna Boni możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Znowu napisałam recenzję, której większość stanowią wady książki, mimo jej obiektywnie wysokiej jakości. Ale często tak to wygląda w przypadku wychwalanych pozycji o oczywistych zaletach i wyrazistych problemach. Więc się nie zrażajcie. Zapraszam.

Ganbare! to reportaż o olbrzymim tsunami, które nawiedziło Japonię w 2011 roku i które doprowadziło do fatalnej w skutkach awarii elektrowni Fukushima. Po pięciu latach od tego zdarzenia Katarzyna Boni udaje się na Honsiu, żeby spotkać się z tymi, którym udało się przetrwać. W Ganbare! - to po japońsku Dajcie z siebie wszystko! (...) Trzymajcie się! (s. 5) - Boni przeplata historie bohaterów z ich monologami (te ostatnie nasuwają proste skojarzenia z reportażami Swietłany Aleksijewicz), a informacje naukowe łączy z shintoistycznymi mitami i japońskim folklorem. W efekcie otrzymujemy wciągającą poprzez swoją różnorodność całość. Ta intymna książka kipi wręcz od emocji; ważniejszego od samego przebiegu obu katastrof stają się związane z nimi przeżycia ludzi oraz ich traumy. Tsunami zostaje ukazane jako wydarzenie o całym spektrum skutków, czasem zaskakujących. Niby czymś dobrze znanym w Japonii, ale wciąż niewyobrażalnie tragicznym dla ofiar.

Przyczepiłabym się może do zachowawczej konstrukcji reportażu. Znajdziemy tu jednoznaczny podział na dwie części: jedną poświęconą samemu tsunami, drugą - awarii w elektrowni jądrowej. Z jednej strony rozumiem to jako sposób zachowania porządku, lecz z drugiej - aż prosiłoby się o przeplecenie tych wątków, znalezienie ukrytych powiązań czy podobieństw między oboma zdarzeniami. Nie zaspokoiło mnie również zakończenie, czyli tytułowy rozdział Warsztaty umierania. Nadaje on ciekawy kontekst całej książce, lecz jest zbyt mały. Temat powstałej po katastrofie potrzeby oswajania się ze śmiercią wydaje się fascynujący, miło więc byłoby przeczytać o jeszcze paru jej przejawach.

Drugi problem Ganbare! to... bycie książką zbyt łatwą. Zaraz ktoś przyjdzie i powie, że się czepiam. I być może będzie miał rację. Ja sama miałam wątpliwości, czy zamieszczać ten fragment. Ale to robię. Niepokoi mnie łatwość, z jaką prezentowane są wielkie ludzkie dramaty. Łatwość, z jaką autorka buduje napięcie i tragizm. Łatwa poetyckość oparta przede wszystkim na powtórzeniach. Łatwy kompromis między minimalizmem a "funkcją czytadła". Ktoś nazwie to wszystko przystępnością. Ale dla mnie to takie zawieszenie w niebycie między literaturą popularną i ambitną; próba zjedzenia ciastka i posiadania ciastka, w wyniku której kończymy cali umazani kremem.

Nie znaczy to, że Ganbare! jest książką złą albo że mi się nie podobało. Ono naprawdę jest dobre i naprawdę mi się podobało. Jednak zupełnie nie rozumiem, dlaczego nazywa się "arcydziełem". Choć pragnę wierzyć, że ci wszyscy, którzy po nie sięgnęli, a z reportażem nie mają zbyt wiele wspólnego, zdecydują się dzięki tej książkę zgłębić ten gatunek bardziej.

Ocena: 4/6
©Między sklejonymi kartkami
Moim zdaniem dobry reportaż cechuje się tym, że posiada niejako kilka warstw, i w Ganbare właśnie takich kilka warstw spokojnie możemy wyodrębnić. Pierwszą z nich, najbardziej oczywistą i spodziewaną w przypadku takiej książki jest relacja wydarzeń, w tym wypadku relacja z marca 2011 roku, kiedy to północna część wschodniego wybrzeża Japonii zalało olbrzymie tsunami. Książka podzielona została na trzy części – dwie pierwsze, najdłuższe, opisują samo tsunami i jego następstwa w Japonii, to, jak ludzie zachowywali się w czasie tragedii i po niej, jak organizowali i nadal organizują swoje życie. Bo okazuje się, że wbrew temu, co może myśli się powszechnie, Japonia jeszcze do końca się z tej tragedii nie podniosła.

Jednakże Katarzyna Boni, jak sama o sobie pisze, spędziła w Azji kilka lat i specjalizuje się w pisaniu o tamtym rejonie świata. Dlatego jej opowieść o tragedii z 2011 roku nie jest sucha, autorka nie podeszła do niej w typowy sposób odtwarzając po prostu na podstawie rozmów z ofiarami tsunami kolejnych wydarzeń. Widać, że Katarzyna Boni zna tamtejszą kulturą i przesyca swój reportaż opowieściami o obyczajach i wierzeniach japońskich, o duchach, straszydłach i mitach. Pozwala nam zajrzeć na japoński targ, do japońskich domów w wielkich miastach i japońskich wiosek na co dzień skrytych przed wzrokiem całego świata. To bez wątpienia ogromna zaleta tej książki.

Muszę też zwrócić tu uwagę na bardzo ciekawą budowę, bo Boni ma jeszcze jedną cechę zdolnej reportażystki – nie tylko umie dobrze opowiadać, ale świetnie radzi sobie z warstwą literacką i konstrukcyjną. Sięga po środki, których być może byśmy się tu nie spodziewali, i niektóre swoje spostrzeżenia przedstawia poprzez gorzką ironię, która znacznie bardziej porusza niż suche fakty. Dodatkowo w „Ganbare!” znajdziemy kilka genialnych moim zdaniem rozdziałów, takich perełek w całej tej opowieści, jak choćby scena degustacji sake z ofiarami katastrofy elektrowni jądrowej, skonstruowany przez Autorkę „Nowy bestiariusz japoński” czy rozdział „Jedna miska ryżu”. Te fragmenty poruszają, uderzają i daje do myślenia.

Skoro już wspomniałem o katastrofie elektrowni jądrowej, mogę powiedzieć, że równie ciekawa co pierwsza, jest też druga część książki, która opowiada właśnie o następstwach wybuchu w elektrowni w Fukushimie do którego doprowadziło trzęsienie ziemi. Ta część to moim zdaniem jeszcze ciekawsza diagnoza japońskiego społeczeństwa, które mimo tego, czego doświadczyło w 1945 roku, postanowiło zaufać energii jądrowej raz jeszcze. W 2011 roku boleśnie za to zapłaciło i płaci do dzisiaj, bo, jak dobrze wiemy, promieniowanie pozostaje i działa w otoczeniu przez długi czas po katastrofie jądrowej. Część druga reportażu Katarzyny Boni stanowi opis dramatycznej walki o uratowanie jak największej liczby osób po katastrofie, walki z chorobą popromienną, która do dziś nęka, i jeszcze długo będzie nękać kolejne pokolenia Japończyków, walki ze skażonym środowiskiem, w którym do dziś nie można żyć.

W końcu mamy część trzecią, i gdy wydaje się, że nic nas już w tej książce nie zaskoczy, że gorzej już nie będzie, że i tak z trudem przyjdzie nam zasnąć z dramatycznymi obrazami, które zaszczepiła nam przed oczami boni, Autorka nagle przenosi cala tę historię na grunt uniwersalny i okazuje się, że przez cały ten czas czytaliśmy… po części także o sobie. Dopiero w tej ostatniej, najkrótszej, liczącej zaledwie parę stron części, pojawiają się tytułowe „warsztaty umierania”. Żeby nie psuć siły uderzenia, którą skumulowała Autorka w tym rozdziale powiem tylko tyle, że bohaterowie ostatnich stron książki dokonują pewnego resumé swojego życia i my, chcąc nie chcąc, dokonujemy go razem z nimi – efekty są, wierzcie mi, piorunujące. Jeżeli kompletnie nie interesuje Was historia tsunami i katastrofy w elektrowni atomowej, jeśli nie obchodzi Was diagnoza japońskiego społeczeństwa w obliczu takiej tragedii, zachęcam Was, żebyście przeczytali choćby tę ostatnią część – nie będzie miała takiej siły rażenia, jak w obliczu całej książki, ale wierzcie mi, zrozumiecie, o czym mówię. I dotknie Was tak samo jak mnie, bo te parę stron nie może chyba nie dotknąć żadnego człowieka.

Jeżeli interesują Was reportaże albo Japonia i kultura japońska, albo jeśli interesujecie się zjawiskami społecznymi i wydarzeniami na świecie, na pewno nie zawiedziecie się na „Ganbare!” Katarzyny Boni. Autorka oddała głos ofiarom tragedii, ich rodzinom i znajomym, psychoterapeutom i mnichom, budując obraz japońskiego społeczeństwa i postawy człowieka wobec katastrofy. Zachęcam Was zdecydowanie, żebyście, jeżeli nie jesteście przekonani, dali tej opowieści szansę.



Ocena: 6/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć