ebook Erynie
3.53 / 5.00 (liczba ocen: 4249) Ilość stron (szacowana): 275

Erynie
ebook: pdf, epub (ipad), mobi (kindle)

E-book - najniższa cena: 17.39
23.81 złpremium: 14.29 zł Lub 14.29 zł
27.90 zł
17.39 zł
20.00 zł
20.24 zł
22.62 zł
24.09 zł
27.90 zł
Inne proponowane

Lwów, maj 1939 roku. W strasznych męczarniach ginie mały chłopiec. Wieść o rytualnym mordzie dokonanym przez Żydów obiega miasto. Wybucha panika. Czyje dziecko będzie następne? Całe miasto liczy na komisarza Edwarda Popielskiego. Jednak komisarz nie chce poprowadzić sprawy. Nie tym razem. Widmo zbliżającej się wojny i paraliżujący strach rządzą Lwowem, tylko jego przestępczy świat wciąż żyje według starych reguł. Każdy zna tu Popielskiego, który działa wyłącznie nocą. Nikt nie chce z nim współpracować. Nikt nie chce mu się narazić. Miasto przesiąknięte zbrodnią przesłonił cień Erynii bogiń zemsty.

Erynie od Marek Krajewski możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Żył w gównie, to i w gównie umarł.
My, policjanci, porządkujemy świat. Jesteśmy jednak niewiarygodni, jeśli nie zaczynamy od własnego życia i od własnego biurka.
Od smrodu jeszcze nikt ni umarł, a z głodu jeszcze nikt si ni zesrał
Dzisiaj nie smakowało mu nic prócz wódki samej,która była - jak zawsze - niezawodna i przewidywalna.Niczego nie obiecywała prócz chwilowego raju upojenia i długiego piekła kaca.Stawiała sprawę jasno: wystawię ci jutro rachunek tak wysoki,jak wielkie będzie twoje szczęście dzisiaj.
To moja pierwsza książka Marka Krajewskiego, na którego powieści miałam już chętkę wiele miesięcy temu. Erynie to drugi tom cyklu opowiadającego o komisarzu Popielskim. Ostatnio ciągle trafiam na cykle, bezwiednie zaczynając od lektury drugiego tomu serii, by potem musieć wrócić do pierwszego. Inaczej nie potrafię, muszę nadrobić. Oczywiście o wiele łatwiej byłoby zorientować się najpierw, czy to, co trzymam właśnie w rękach, nie jest przypadkiem częścią jakiejś serii, ale z tyłu okładki nie zawsze jest o tym wzmianka, a jak już kupię i zacznę czytać, to przecież na półkę nie odłożę. W przypadku tej konkretnej książki wyszło tak, że pierwszą część cyklu pt.: Głowa Minotaura mam nawet w domu, ale nie wiedziałam wcześniej, że są one w jakiś sposób powiązane. Tak więc zaczęłam serię od Erynii, ale na szczęście nie brakowało mi jakoś tego pierwszego tomu.

Akcja powieści to maj 1939 roku, a wszystko rozgrywa się we Lwowie. To właśnie tutaj, pewnego dnia, w okrutny i bardzo brutalny sposób, zostaje zamordowany mały Henio. Przed śmiercią dziecko było torturowane i z sekcji lekarz wywnioskował, że umierało długo. Policja oraz okoliczni mieszkańcy są wstrząśnięci przerażającą zbrodnią. Policjanci są zgodni, że śledztwo powinien poprowadzić komisarz Edward Popielski.

Lwów, w obliczu nadchodzącej wojny, jest niezwykle niespokojny, zaś sam Popielski wzbudza w ludziach podobny jak ona niepokój. Ze względu na męczące go ataki epilepsji, woli pracować raczej o zmierzchu niż za dnia, zatem wielu świadków odwiedza po prostu w nocy, nie bacząc na to, co powiedzą. Śledztwo jest trudne, a kiedy wkrótce sprawca porywa i krzywdzi kolejne dziecko, Popielski już wie, że nie ma ani chwili do stracenia. Mordercę nazywa Herodem i aby go odnaleźć, sięga do kontaktów podziemnego światka – tych mniejszego i większego kalibru. W nich właśnie, w przestępcach i drobnych złodziejaszkach, pokłada duże nadzieje na odnalezienie zabójcy. Jednocześnie stara się zapewnić bezpieczeństwo swojej własnej rodzinie – córce i wnukowi. Ktoś im grozi i Popielski jest przekonany, że groźby z całą pewnością są powiązane ze śledztwem w sprawie zabójstwa Henia Pytki.

– Świat podziemny, świat złodziei i bandytów, jest pańską gubernią, a pan jej gubernatorem. W tej guberni rządzi tylko pan. Pańscy poddani są ludźmi honoru! Żaden kieszonkowiec nie okradnie kobiety w ciąży, żaden bandyta nie napadnie na dziecko, żaden urka nie poharata ani staruszki, ani wariata. Takie są zasady w pańskiej guberni, zgadza się?

Lwów roku trzydziestego dziewiątego wcale nie jest piękny i czarujący. Przeciwnie, tam, gdzie na ogół musi udać się Popielski, jest obskurnie, brzydko, biednie i przede wszystkim niebezpiecznie. Miastem trzęsą zbrodniarze – lepiej unikać tu podejrzanych miejsc i zakątków i nie szukać guza. Nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi.

Czy Edwardowi Popielskiemu uda się schwytać mordercę? A co, jeśli w całej tej sprawie, jest drugie dno? Czy zabójca jest chorym psychopatą, czy raczej bardzo inteligentnym strategiem?

Popielski stał, trzymając Kazia przed sobą, i patrzył na mężczyznę. Wiedział, że nie może teraz wypuścić dziecka z rąk, aby pojmać zbrodniarza. Chłopiec unieruchomił Popielskiego, uczynił go bezbronnym i wydał całkiem na łaskę swojego kata.

Czy naszemu bohaterowi uda się uchronić swoją rodzinę i samemu wyjść bez szwanku ze skomplikowanej intrygi?

Edward Popielski to bardzo ciekawa i niepospolita postać. W pierwszej chwili skojarzyła mi się mocno z Cormoranem Strikiem z powieści Roberta Galbraitha (Wołanie kukułki – moja opinia: http://marta.kolonia.gda.pl/connieblog/?p=1418, Jedwabnik – moja opinia: http://marta.kolonia.gda.pl/connieblog/?p=1897). To doświadczony detektyw i bardzo dobry policjant. Przydzielany do spraw beznadziejnych, trudny w obejściu i skomplikowany we współżyciu z innymi. Epilepsja, na którą choruje, wizje, których doświadcza w dość bolesny sposób, mocno utrudniają mu życie.

Nagle część warsztatu stała się niewidoczna. Czarne plamy zaczęły skakać i łączyć się w jakieś obłe kształty. Sięgnął do kieszonki po okulary i wtedy usłyszał głos (…). Plamy tańczyły i zalewały pole widzenia. Usłyszał w uszach szum. Takie omamy słuchowe zawsze go nachodziły przed atakiem. To był epileptyczny wiatr.

Erynie nie jest z pewnością lekturą prostą, łatwą i swobodną w odbiorze. Z racji miejsca i czasów, w których rozgrywa się akcja, język, jakim posługują się bohaterowie, jest specyficzny i dość trudny. Chwilami trzeba się dobrze zastanowić, o czym rozmawiają. Lwowska gwara, do tego slang z kręgów przestępczych, spod celi, nierzadko dosadny i rubaszny, mogą sprawić odbiorcy nieco trudności, ale jednocześnie przydają powieści autentyczności i klimatu.

Postaci w powieści są świetnie wykreowane, autentyczne, prawdziwe aż do bólu. Skomplikowana intryga wciąga czytelnika w swe zawiłości i nie pozwala się oderwać od akcji. To dość mroczna lektura, thriller z prawdziwego zdarzenia z doskonałym tłem obyczajowym. Książka ma jedną wadę, choć nie tak istotną dla samej powieści. Otóż, jak dla mnie, ma zbyt małą czcionkę. Bardzo utrudniała mi ona czytanie, zwłaszcza jak gdzieś było nieco ciemniej, a pod ręką zabrakło mi okularów.

Jak wspomniałam, to moja pierwsza książka Marka Krajewskiego, a na półce czekają na mnie jeszcze dwie. Mam zamiar nadrobić pozostałe powieści autora i śledzić na bieżąco nowości wydawnicze.

Erynie to rarytas dla każdego czytelnika, który lubi dobre thrillery. Niekoniecznie takie, które od początku do końca broczą krwią. To świetnie skonstruowana powieść, bardzo dobrze napisana, z niebanalnym zakończeniem i ciekawymi postaciami. Bardzo gorąco polecam.

Ocena: 5/6
©Papuzie pióro
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Markowi Krajewskiemu mało było sukcesu Eberharda Mocka i rodzimego Wrocławia. Z miłości do kultury klasycznej i miasta Lwowa powstał Edward Popielski. To bohater, który jest nie mniej ciekawy niż wcześniej wymieniony Mock. A sam Lwów oczarowuje i szokuje. Najpierw zbrodnią: mocną, makabryczną, dokonaną w dodatku na bezbronnym chłopcu. Społeczeństwo jest poruszone, a jedyną nadzieją na znalezienie jest wyjątkowy policjant - Popielski.
    Dzięki niemu i jego fobii, a bardziej chorobie, Lwów poznajemy nocą, wtedy gdy na wierzch wychodzą najgorsze męty, zjawy i wszelkiego rodzaju przestępcy. Popielski, by dopaść zbrodniarza jest w stanie stosować nawet najmniej moralne czyny, potrafi paktować jeśli nie z diabłem, to z miejscowymi bandytami, posiadającymi własny honor. To fascynująca podróż, wzbogacona niezwykle mocnymi opisami, bardzo wyraźnie poddającymi działaniu naszą wyobraźnię. Równolegle zachwyt wzbudza pobudzona do życia gwara ulicy lwowskiej, język tamtych czasów, skrzący się lokalnymi barwami. I jeszcze zakończenie kryminalnej historii, jeśli nie zaskoczy, to z pewnością wstrząśnie.

  • Awatar

    Będąc zafascynowanym prozą Henninga Mankella, nie zwracałem za bardzo uwagi na rodzime podwórko. Kiedy zabrałem się w końcu za powieści z cyklu o Edwardzie Popielskim, okazało się, że właściwie Marek Krajewski nie ustępuje kunsztem swojemu szwedzkiemu koledze. Czytając Erynie coraz bardziej utwierdzałem się w tym przekonaniu. Zafascynowały mnie opisy Lwowa, język używany przez baciarów oraz mroczny klimat wyzierający z kart powieści. Jedyne czego mogę żałować, to fakt, że cykl z komisarzem Popielskim, zawiera tylko trzy książki. Mam nadzieję, że trzy, ale tylko na razie.

  • Awatar

    Tytuł M.Krajewskiego jest moim debiutem, jeżeli chodzi o jego twórczość.
    Nie miałem styczności z tym autorem, mimo, że sporo o nim słyszałem. Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać, ale na szczęście się nie rozczarowałem.

    Erynie jest powieścią kryminalną, której akcja toczy się w pierwszej połowie XX wieku. W Lwowie dochodzi do makabrycznego morderstwa chłopczyka, Henia Pytki. Odnaleźć zwyrodnialca, może jedynie komisarz Edward Popielski, który jest dla lokalnej społeczności bohaterem. I tak, wraz z policmajstrem Popielskim poznajemy "ciemną stronę" Lwowa.

    Bardzo ciekawym aspektem Erynie jest właśnie postać pana komisarza. W oczach ludzi to mężny i odważny człowiek. Ale jak na bohatera lokalnej społeczności, to niezły z niego s***n, który za wszelką cenę stara się złapać przestępcę. Jest w stanie dogadać się z mafią, aby tylko dojść do celu. Nie liczy się dla niego nic - no prawie nic, poza swoją rodziną, którą ceni ponad wszystko. Lubuje się w alkoholu i w damach lekkich obyczajów, które mimo pełniącego zawodu, bardzo szanuje. Jednak jego nie do końca dobry charakter, nie przeszkadza w polubieniu tego człowieka. Można powiedzieć, że to taki dr. Gregory House tylko z odznaką zamiast stetoskopu.

    Książka, ma też słabsze chwile. Autor buduje napięcie, żeby w następnym rozdziale przygasić je opisem jakiejś mało znaczącej postaci, która pojawia się podczas śledztwa.

    Jeżeli planujecie przeczytać tą książkę, należy nastawić się na specyficzny język, jakim posługiwała się społeczność Lwowa w XX wieku.
    Z początku może być to uciążliwe, jednak z każdym kolejnym rozdziałem ten zabieg bardzo korzystnie wpływa na ogólny wizerunek książki.

    Punkt kulminacyjny przypada na ostanie 20% książki i dzieje się bardzo dużo. Z każdej strony dostajemy takie bomby, że w końcu zostajemy znokautowani - w pozytywnym tego słowa znaczeniu (o ile znokautowanie może być przyjemne).
    A zakończenie jest naprawdę szokujące.

Warto zerknąć