Trawers
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.86 / 5.00
liczba ocen: 4699
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-14% 16.20 zł
21.52 zł
22.05 zł
22.50 zł
22.87 zł
Pozostałe księgarnie
17.48 zł
19.37 zł
22.51 zł
23.94 zł
24.21 zł
24.50 zł
26.90 złpremium: 16.14 zł
26.90 zł
26.90 zł
Opis:

Trzecia część cyklu z komisarzem FORSTEM w roli głównej. Tym razem Remigiusz Mróz zaskoczy fanów „Ekspozycji” i „Przewieszenia”. W swojej powieści podejmuje temat tolerancji, po mistrzowsku łącząc wartką akcję z diagnozą społeczną, i jak zwykle trafia w samo sedno. „Trawers” już przed premierą wdarł się przebojem na listy bestsellerów!

Wszystkie pożary zgasły. Zostały tylko zgliszcza...
Grupa uchodźców miała zostać w Kościelisku tylko przez trzy dni. Wójt zakwaterował ich w sali gimnastycznej, czekając, aż rząd znajdzie dla nich stałe miejsce pobytu. Wszystko zmieniło się, gdy przypadkowy turysta został odnaleziony martwy na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy. Odcięto mu opuszki palców, wybito wszystkie zęby, a w ustach umieszczono syryjską monetę. Czy Bestia z Giewontu powróciła? A może to któryś z uchodźców jest winny? Rozpoczyna się nagonka medialna, a wraz z nią śledztwo prowadzone przez Dominikę Wadryś-Hansen.
Tymczasem Wiktor Forst wsiąka coraz bardziej w więzienny świat, zupełnie nieświadomy tego, że na wolności jest ktoś, kto liczy na jego ratunek…

„Mróz ubogaca dobrze znany schemat, wprowadzając wyraźne i ważne odniesienia do bieżącej problematyki społecznej – w tym przypadku gorący temat uchodźców szukających schronienia w Europie. «Trawers» jest nie tylko świetną lekturową rozrywką dla fanów prozy gatunkowej, ale również powieścią, która zmusza do refleksji, kim jako Europejczycy jesteśmy i być chcemy” – Robert Ostaszewski, dziennikarz „Gazety Wyborczej” i „Polityki”

„Rewelacyjna lektura. Chciałbym w tym zagrać!” – Borys Szyc

Recenzje blogerów
Kiedy kilka światów oraz kilka różnych perspektyw spotka się w wyniku niesprawiedliwego planu jednej osobowości, wszystko może runąć jak domek z kart. Bestia z Giewontu znów atakuje, znów prowokuje, a czytelnik czuje się tak, jakby był w jednym z popularnych seriali kryminalnych.

Na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy zostaje odnaleziony martwy turysta. Wyrwane zęby, odcięte opuszki palców, jak i odnaleziona w ustach syryjska moneta sugerują, iż Bestia z Giewontu ponownie zaatakowała. Podejrzani mogą być wszyscy, a może nawet któryś z uchodźców, który wraz ze swoją grupą miał zostać w Kościelisku tyko przez trzy dni? Nic nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. Zwykli ludzie są aniołami. Politycy natomiast diabłami. Kiedy sięgałam po Trawers miałam nadzieję, że cokolwiek rozwiąże się w sprawie jednej osoby, której losy są niewiadome od zakończenia najpierw Ekspozycji, potem nagłego powrotu tej sprawy w zakończeniu Przewieszenia i nie dlatego, iż „tęsknię” za tą postacią. Moje myśli nakierowane były na zupełnie inny tor, w którym dana postać się pojawia, lecz nijak nie łączyłam tego z tym co rzeczywiście się w Trawersie wydarzyło. Z początku uważałam tę powieść, jako najmniej dopracowaną i najgorszą spośród przeczytanych trzech części serii. Moje zdanie nie zmieniło się jakoś diametralnie, aczkolwiek po skończeniu książki, nie uważam jej za twór niedopracowany. Intryga mi się podobała, zakończenie również, choć nie było tak szokujące, jak to u Remigiusza Mroza w zwyczaju. Nie zmieniłam jednak mojego podejścia do tego tomu i wciąż uważam, iż jest on gorszy od pozostałych, gdyż nie ma w nim tego efektu zaskoczenia czytelnika, ani dużych zwrotów akcji. Pragnę też zaznaczyć, iż gorszy nie równa się stwierdzeniu – zła powieść. Uważam, iż jest to świetny kryminał i warto go przeczytać, aczkolwiek Remigiusz Mróz napisał lepsze książki i jeśli nie przypadnie wam do gustu Trawers, może spodobać się wam na przykład Behawiorysta lub Czarna Madonna. Każdy ma inny gust i myślę, że nie warto zrażać się do autora po pierwszym podejściu. A dlaczego to piszę? Ponieważ mam wrażenie, że niektórzy czytelnicy zbyt poważnie traktują literaturę i nie potrafią pojąć, iż powieści kryminalne, jakie by one nie były, nie są typem literatury poważnej i podniosłej, a raczej mają sprawiać nam – czytelnikom, przyjemność jak i satysfakcję. Dlatego też, Trawers według mnie byłby idealnym zakończeniem serii z Wiktorem Forstem, lecz nie neguję tego, iż powstała kontynuacja, ponieważ rozumiem, że nowe pomysły zawsze będą chciały ujrzeć światło dzienne, niezależnie od tego, czy innym to przypadnie do gustu, czy też nie. Niech autor robi swoje i tworzy dalej, zwłaszcza wtedy, kiedy w internecie wylewa się zewsząd fala tak zwanego „hejtu”. Cała przyjemność tkwiła w dążeniu do celu, nie w napawaniu się jego osiągnięciem.

Ocena: 4/6
©Marionetka Literacka
Trawers, ostatni tom przygód niepokornego komisarza Wiktora Forsta, przynosi kilka niespodzianek. Zaskakiwać może choćby to, że Forst nie jest już taki niepokorny – komisarz został złamany, i doprawdy przykro na to patrzeć. Zdaje się, że Bestia z Giewontu w końcu znalazła na niego sposób, ale wciąż nie powiedziała ostatniego słowa. Gdy w Tatrach zostaje odnaleziony martwy turysta, w którego ustach znajduje się syryjska moneta, podejrzenia w naturalny sposób kierują się na mordercę, który kiedyś powiesił nagiego, martwego mężczyznę na giewonckim krzyżu. Jednak polscy patrioci mają inne zdanie na ten temat: uważają oni, że za wszystko odpowiedzialni są uchodźcy, którzy zostali zakwaterowani w Kościelisku przez miejscowego wójta. Mieli zostać w Polce tylko 3 dni, ich pobyt był bowiem tymczasowy, jednak teraz sprawa się skomplikowała. Na Syryjczyków pada strach, bowiem skrajnie prawicowi Polacy manifestują pod szkołą, w której zatrzymali się uchodźcy, a ich transparenty i hasła, które wykrzykują, w niewybredny sposób każą się domyślać, co zrobią obcym, gdy tylko dostaną ich w swoje ręce. Sprawą śmierci człowieka, który został zamordowany w górach, zajmuje się prokurator Wadryś-Hansen i trzeba przyznać, że ma twardy orzech do zgryzienia, bowiem morderca odciął ofierze opuszki palców oraz wybił jej wszystkie zęby. Mężczyzna jest właściwie nie do zidentyfikowania…

Po raz pierwszy Dominika Wadryś-Hansen zaczyna żałować tego, co zrobiła. Forst jest odsunięty od sprawy, a jego pomoc byłaby teraz na wagę złota. Niemniej pani prokurator współpracuje z innym znanym nam z poprzednich części policjantem, Edmundem Osicą. Razem próbują rozwikłać sprawę, która plącze się coraz bardziej, bowiem spirala strachu i nienawiści się nakręca, patrioci krzyczą coraz głośniej (a nawet próbują przejść od słów do czynów), Syryjczycy nie chcą pomóc w śledztwie, udając, że nie rozumieją angielskiego (w którym to języku usiłuje się z nimi porozumieć Wadryś-Hansen), a morderca… o, morderca się dopiero rozkręca.

Za to Wiktor Forst stacza się po równi pochyłej. Zawsze miał skłonności do autodestrukcji, ale kiedyś miał o co walczyć i płonął w nim ogień zemsty. Teraz stracił wszelki sens życia i popadł w apatię. Pamiętacie tego twardziela, który uśmiechał się cynicznie i zawsze miał na końcu języka jakąś ciętą uwagę? To zapomnijcie o nim, bo tego Forsta już nie ma. Jedyne, po czym możecie go poznać, to słynne koszule w czerwoną kratę – one wciąż zdobią jego grzbiet. No, i to by było chyba na tyle…

Uśmiechnął się blado, ale nie było w tym cienia wesołości. Dominika uświadomiła sobie, że pod płaszczykiem tego lichego żartu skrywa się realna świadomość upadku. Upadku, który już trwał. Forst zdawał sobie sprawę, że będzie tylko gorzej – i zapewne nie miał zamiaru robić nic, co mogłoby to zmienić.

Dobrze w takim razie, że Remigiusz Mróz postanowił umieścić w powieści postać pełną werwy, która stanowi przeciwwagę dla zrezygnowanego Forsta, a jest nią Joanna Chyłka. Tak, dobrze czytacie: ostra prawniczka z kancelarii Żelazny&McVay ma w tej historii pewną rolę do odegrania. Zostaje przed nią postawione wyzwanie, a jeśli jest coś, co Chyłka lubi bardziej od krwistych, pikantnych steków z Hard Rocka, to są to właśnie wyzwania. Jednak czy podejmie się ona pewnej, wydawałoby się, z góry przegranej sprawy? Jeśli jesteście tego ciekawi, to koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Remigiusza Mroza.

Powiem szczerze: chciałam i nie chciałam czytać Trawersu. Nie muszę chyba tłumaczyć, dlaczego chciałam, prawda? A dlaczego nie chciałam? Bo to ostatni tom trylogii, którą bardzo polubiłam, która wielokrotnie wzbudzała we mnie żywe emocje i powodowała, że krzyczałam z niedowierzania nad książką (a jako że jestem osobą cichą, to uwierzcie mi, że nie robię tego często). Odczuwałam przykrość na myśl, że będę musiała się pożegnać z komisarzem Forstem.

Widać, że Mróz zaplanował wielki finał, i choć zakończenie pozostawił lekko otwarte, ważniejsze wątki są domknięte. Po pierwszym tomie byłam ciekawa, jak ta historia potoczy się dalej, po drugim z niedowierzaniem kręciłam głową, myśląc sobie: jak on chce to rozplątać? Co wymyśli, by całą sprawę uwiarygodnić? Po tomie trzecim mogę stanowczo stwierdzić: nie musicie wątpić w Mroza. Wszystko się zazębiło, a Trawers balansuje gdzieś pomiędzy sensacyjnymi wątkami monet i zwojów, które wiodły prym w Ekspozycji a twardym, mrocznym kryminałem, jakim było Przewieszenie.

Nowością w tej serii, choć sygnalizowaną już w Rewizji (trzecim tomie cyklu z Joanną Chyłką), są wtręty o naturze społeczno-obyczajowej. Tam autor wziął na tapet Romów, a tu uchodźców, temat wciąż dość gorący w polskich mediach. Zapewne czytelnicy podzielą się na dwa obozy: tych, którzy będą z takiego obrotu sprawy zadowoleni i tych, którzy będą zdania, że Mróz niepotrzebnie spowalnia akcję książek i że jak będą sobie chcieli poczytać przemyślenia tej natury, to sięgną po którąś powieść Dostojewskiego. Ja jestem w tej pierwszej grupie, bo i oddechu można czasem zaczerpnąć (a przy co drastyczniejszych scenach zapominam o wciąganiu powietrza do płuc), i postaci są przez to lepiej zarysowane, bowiem znamy nie tylko ich charakter (który można wyczytać z dialogów i ich zachowania), ale też poglądy. Trochę żałuję, w którą stronę została poprowadzona akcja, jeśli chodzi o życie prywatne bohaterów, ale to nie jest coś, z czego można by czynić poważny zarzut. A nawet, gdybym próbowała, to Mróz i tak powie, że „samo mu się tak napisało”. I co ja z Tobą, autorze drogi, mam? Mimo wszystko – dobrze mam, bo Remigiusz Mróz rozpieszcza fanów swojej twórczości kolejnymi powieściami w dość regularnych odstępach czasu. I, co istotne, wciąż trzyma poziom.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
“Ekspozycja” i “Przewieszenie” postawiły poprzeczkę niesamowicie wysoko, więc moje oczekiwania – nie ukrywam – również powędrowały mocno w górę.

Od wydarzeń z “Przewieszenia” minął jakiś czas. Dla Wiktora Forsta były to trudne i nerwowe miesiące, które z pewnością wolałby on spędzić zgoła inaczej. By uciszyć nawracające migreny oraz nerwy i towarzyszący mu niepokój, Wiktor sięga do środków, które powszechnie niedostępne i ogólnie zabronione, wcale nie są łatwe do zdobycia. Czas zabija czytając. A czyta wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce. Więzienie zobojętniło go na to, co dzieje się wokół. Perspektywa spędzenia w zamknięciu wielu lat, nie nastraja go, rzecz jasna, optymistycznie. I wtedy, zupełnie nieoczekiwanie, pojawia się szansa odmiany losu, a na drodze Forsta staje bezkompromisowa adwokat Joanna Chyłka – znana czytelnikom z innego cyklu autorstwa Remigiusza Mroza.

Tymczasem w góry wraca Bestia z Giewontu. Znowu giną ludzie, turyści ponownie nie mogą czuć się bezpieczni. Tym razem na ich życie nie czyhają wyłącznie góry…

str. 316 – “Na wspomnienie o linie spojrzeli na siebie nerwowo. Byli zupełnie zieloni. Nie mieli bladego pojęcia o tym, na co się pisali. Patrząc na takich ludzi Eliaszowi zdarzało się pomyśleć, że dobrze byłoby wypuszczać wszystkich turystów powyżej określonej wysokości z przewodnikami. Przynajmniej byłby jakiś element idiotoodporny. Prawdziwy przewodnik nigdy nie zabrałby tych dwojga w góry”.

Dla policji zabójca jest kompletnie nieuchwytny. W dodatku najwyraźniej wysyła Forstowi ukryte wiadomości, prowokuje go. Wiktor zdaje sobie sprawę z tego, że jest jedyną osobą, która ma szansę ująć zabójcę.

W międzyczasie w Kościelisku, w ośrodku dla uchodźców, ginie turysta. W jego ustach policja znajduje syryjską monetę. Prokurator Wadryś-Hansen oraz policja, z Osicą na czele, zastanawiają się, czy to tragiczne wydarzenie ma coś wspólnego ze śmiercią turystów na szklaku i z Bestią z Giewontu.

Wiktor jest nieustępliwy. Za wszelką cenę chce dopaść mordercę. Jest mu raczej obojętne, co będzie później. Forst ma tylko jeden cel. W dodatku dochodzi do wniosku, który z początku wydaje mu się wręcz absurdalny. Niemożliwy. Jednak po wielu dniach i nocach rozmyślań, dzieli się nim z Osicą, który omal go nie wyśmiewa… Forst ma jednak przeczucie i nie pozwala się zbyć. Robi wszystko, by postawić na swoim i wyruszyć za mordercą w góry.

str. 502 – “Wiktor zdawał sobie sprawę, że powinien poszukać szlaku. Idąc bezrefleksyjnie pod górę, narażał się na niebezpieczeństwo wpadnięcia w rozpadlinę. Bez komórki pod ręką mogłoby to okazać się równoznaczne ze śmiercią.

W końcu dotarł do pierwszego trudnego miejsca. Musiał wspiąć się po łańcuchu, a potem z pomocą klamer obejść niewielką turnię. W lecie wyglądało to niezbyt ciekawie, bo trzeba było cały swój los złożyć w dobrym chwycie kawałka metalu wystającego ze skały. W zimie wyglądało to jak miejsce, gdzie wszystko się kończy”.

Podobnie jak w poprzednich tomach z cyklu, również i tutaj akcja nie zwalnia nawet na chwilę. Wątek o uchodźcach wpasowuje się idealnie w czasy, w jakich przyszło nam żyć. I choć pozostaje on tłem wielu sytuacji, nie gryzie mocno w oczy, a wprowadzenie go przydaje książce autentyczności.

Od strony technicznej, Mróz – jak zwykle – rewelacyjny. Jego styl i lekkość pióra to to, co uwielbiam w książkach. Niedługie rozdziały, przeskakiwanie od bohatera do bohatera, od sytuacji do sytuacji, stale trzymają czytelnika w napięciu i nie pozwalają na przerwę w lekturze.

str. 361 – “Przez moment trwał w bezruchu, po czym zacisnął usta i z impetem trzasnął pięścią w blat. Nie poczuł bólu. Uderzył jeszcze raz, a potem złapał kartkę i ruszył w kierunku drzwi. Zamknął je z hukiem i truchtem skierował się do recepcji”.

Pewnie jak znaczna większość czytelników trylogii o Forście, niecierpliwie czekałam na finał i na rozwiązanie kilku kluczowych wątków. I gdyby chodziło o jakąś inną książkę, innego autora, musiałabym napisać, że zakończenie mnie trochę rozczarowało. Ale to jest Remigiusz Mróz. Zakończenie “Ekspozycji” sprawiło, że zbierałam szczękę z podłogi. “Przewieszenie” mną mocno potrząsnęło. Naiwnością byłoby sądzić, że “Trawers” zakończy się teraz jakimś mdłym i ckliwym happy endem, a wszyscy bohaterowie będą żyli długo i szczęśliwie. Oczywiście nie oczekiwałam tego, to zupełnie nie w stylu Mroza, no i właściwie nie spodziewałam się niczego innego, jak kolejnego finału wbijającego mocno w fotel.

W końcu wyszło tak, że jestem trochę zła na autora, że losy bohaterów nie potoczyły się tak, jak JA bym tego chciała. Z drugiej z kolei strony, jestem mu wdzięczna, że ponownie mnie zaskoczył i zapewnił dawkę naprawdę mocnych i dobrych emocji.

Cała trylogia ma – w moim odczuciu – dodatkowy pozytyw. Jeśli chodzi o górskie wspinaczki i góry w ogóle, pozostaję nadal kompletnym laikiem. Czytanie o tym było dla mnie fantastyczną przygodą. I nie ukrywam, że odkrywanie sekretów Tatr w taki sposób bardzo mi odpowiada.

Przyznaję, że “Przewieszenie” porwało mnie bardziej. Bardziej mnie wciągnęło i mocniej trzymało w napięciu. Nie znaczy to oczywiście, że “Trawers” nie wpasował się w moje gusta albo że jest gorszy od reszty książek z serii. Nie, absolutnie tak nie jest. To doskonale napisana trylogia, z idealnie snutą intrygą, z genialnie zarysowanymi postaciami, że świetnie skonstruowaną akcją kryminalną.

Remigiusz Mróz to jeden z najlepszych polskich pisarzy współczesnych.

I choć trochę zwlekałam z sięgnięciem po jego powieści, to teraz cieszę się, że przede mną jeszcze seria z Chyłką oraz kilka innych, pojedynczych, książek. Z ogromną też niecierpliwością czekam na filmową wersję perypetii komisarza Forsta.

Autorowi pozostaje tylko pogratulować, zaś czytelnikom niezmiennie polecam: czytajcie serię o Wiktorze Forście po kolei, zaczynając od “Ekspozycji”, kończąc “Trawersem”.

Ocena: 5/6
©Papuzie pióro
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    No, no!
    Pan Mróz to potrafi zagęścić atmosferę. I zaskoczyć na koniec.

    Nie lubię zimy i nie lubię wysokich gór, mam lęk wysokości. Co się naprzeżywałam czytając Trawers to moje. I zamarzłam, i lawina mnie przysypała, i patrzyłam w dół urwisk, i spadłam, i do diabła, jeszcze psychopata się ciągle gdzieś czaił.
    Nie polubiłam Dominiki, chociaż potem powoli zdobywała moją sympatię, natomiast Osica początkowo lubiany – im dalej, tym gorzej…
    Ale Forsta, to w ogóle nie lubi Mróz. Cóż ten facet przeżywa i fizycznie i emocjonalnie…
    Mnie ciśnienie skakało, dech zapierało, no i muszę się przyznać, że się nie spodziewałam – ani kim okazał się psychol, ani odkrycia końcowego. Dałam się we wszystko wkręcić!

    Świetne!
    Czekam na kolejną książkę!

  • Awatar

    Nie tak dobre jak Ekspozycja, mniej więcej na poziomie Przewieszenia. Spodziewałem sie czegoś więcej. Zakończenie pozostawia ogromny niedosyt.

Inne proponowane
Warto zerknąć