Dwór cierni i róż
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.98 / 5.00
liczba ocen: 6504
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
17.59 zł
31.99 złpremium: 19.19 zł
19.90 zł
27.19 zł
31.99 zł
Pozostałe księgarnie
24.63 zł
27.19 zł
27.59 zł
28.79 zł
29.00 zł
30.39 zł
31.99 zł
Opis:

Co może powstać z połączenia baśni o Pięknej i Bestii oraz legend o czarodziejskich istotach? Historia „pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna”. Przed nami wielki powrót autorki bestsellerowej serii „Szklany Tron”. „Dwór cierni i róż” to gratka dla fanów George. R.R. Martina.

Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, oddzielającego ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią, śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, a przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?

„Pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna. Jedno jest pewne: «Dwór cierni i róż» to z pewnością niecukierkowa baśń w stylu Disneya! Oczarowująca, urzekająca, pomysłowa… Konstrukcja świata jest doskonała, tylko Maas mogła ją wymyślić” – „USA Today”

Dwór cierni i róż od Sarah J. Maas możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
CYTATY:
Potrzebujemy nadziei, bo ona daje nam siłę by trwać.
Miłością nie napełnisz pustego żołądka.
Recenzje blogerów
TAK ZŁE, ŻE AŻ ŚMIESZNE

Są takie książki, które wywołują uśmiech na twarzy mimo historii, która nie opiera się na czymś przyjemnym i z założenia nie jest ona komedią. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sarah J. Maas, a powieść, o której mowa to Dwór cierni i róż – pierwszy tom trylogii o tym samym tytule.

Mamy tutaj do czynienia z łowczynią imieniem Feyra. Podczas srogiej zimy zapuszcza się ona w pobliże muru oddzielającego ludzkie ziemie od ziem Prythianu, zamieszkanej przez wyjątkowo niebezpieczne stworzenia, które przed wiekiem panowały ziemiami tego świata. Dziewczyna zabija ogromnego wilka, przez co wplątuje się w niemałe tarapaty. W drzwiach jej chaty staje pochodzący z wysokiego rodu Tamlin w postaci bestii, żądając zadośćuczynienia za popełniony czyn. Feyra musi wybrać między śmiercią z jego rąk a podróżą z Tamlinem do Prythianu, gdzie spędzi resztę swoich dni. Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak. Powiem Wam, że z taką książką jeszcze się nie spotkałam. Z powieścią tak najeżoną błędami logicznymi, z marną próbą pisania poetycko oraz z historią do bólu przewidywalną. I choć z początku myślałam, że winę za to ponosi tłumaczenie, tak zdałam sobie sprawę, że to wcale nie jest wina tłumacza, ponieważ sięgnęłam po oryginał w formie ebooka. Jednak zacznijmy od początku. Gdybym nie przeczytała wcześniej Sagi o Ludziach Lodu autorstwa Margit Sandemo, miałabym teraz czysty umysł i mogłabym się inaczej do tej książki odnieść. Niestety od samego początku nie dawała mi spokoju myśl, że mnóstwo wątków z Dworu cierni i róż pokrywa się z poszczególnymi tomami Sagi, a mianowicie z Zauroczeniem ze względu na osobowość głównej bohaterki, zainteresowania, jak i wątek miłosny ukazany w historii, czy chociażby z Ogrodem śmierci ze względu na ostatnie wydarzenia ukazane w obu powieściach. I to jest właściwie — jeden z niewielu — pozytyw, przez który tę książkę przeczytałam do końca. Z początku historia wydała mi się strasznie naiwna i przez większość czasu spędzonego przy lekturze tak właśnie o niej myślałam. Główną tego przyczyną był sam zarys fabuły, bo wyobraźcie sobie taką sytuację — i nie jest to spojler dotyczący treści — zabiliście kogoś. Po czym do waszego domu przychodzi bestia, która zamiast skopać Wam tyłek, zamiast pomścić śmierć swojego przyjaciela, zabiera Was ze sobą na swoje ziemie, gdzie macie dożyć starości w luksusie, którego wcześniej nie zaznaliście. Wyczuwam tutaj początki syndromu sztokholmskiego u Feyry, a u niego zaburzenia pojmowania rzeczywistości. I choć autorka wspomina w historii przyczyny takiego układu, tak ten wątek i tak kompletnie nie ma sensu. W każdym razie taka jest moja opinia. Na całe szczęście w miarę poznawania treści wszystko się wyjaśnia, a intryga uknuta przez autorkę powieści zaczyna mieć jakikolwiek sens. Tylko co z tego, skoro bohaterka zachowuje się lekkomyślnie, i choć Sarah J. Maas stara się tłumaczyć zachowanie wykreowanej przez siebie postaci, nie jest to zbytnio przekonujące. Do tego książka najeżona jest tekstami, które są kompletnie nielogiczne, i choć wiem, że większość z nich to metafory, to niektóre nich są tak ujęte, że musiałam się momentami palnąć w czoło z zażenowania. Takimi przykładami mogą być, chociażby cytaty typu: Aż w końcu dostrzegłam zbliżającą się falę ciszy., Zbliżył się do mnie, tak jakby chciał zostawić za sobą mrok, tę ponurą plamę losu Luciena. (ponurą plamę losu?), Wypełnił mnie słoneczny blask., Nasze ciała się zetknęły, a jego ciepło wlało się we mnie. (i nie jest to opis stosunków seksualnych), Pozwoliłam świtowi wniknąć we mnie i wzrastać z każdym ruchem jego warg (…), Niewidzialne pazury jeszcze raz łagodnie popieściły moje myśli, po czym zniknęły., Byliśmy plątaniną kończyn i zębów. (i o ile zrozumiem jeszcze plątaninę kończyn, tak zębów nie potrafię zrozumieć. Niby jak? Ocierali się o siebie tymi zębami? Spróbujcie sobie to wyobrazić) oraz Głos Amaranthy z ledwością przebijał się przez ryk krwi w moich uszach (rozumiem, że może komuś szumieć w uszach, ale ryk krwi? Co to? Jedna krwinka krzyczy do pozostałych coś w stylu „Na wojnę z nią!” przez co wydają z siebie ryk?). Już pomijam tutaj kwestię zapachu magii, ponieważ jedyne co na ten temat wiemy, to to, że woń magii okropnie drażniła nos głównej bohaterki. Autorka nawet nie pokusiła się, żeby chociaż porównać ten zapach do czegoś, co znamy. I wybaczcie mi ten wydźwięk, ale inaczej nie umiem tego ująć. Pewnie wielu z Was pomyśli, że to, co piszę to zwyczajnie czepialstwo dla samego czepialstwa. I choć tak nie jest, to wiem, że nie do każdego trafi to, co właśnie piszę. Są tutaj momenty, gdzie absurd goni absurd. To było tak złe, że aż śmieszne. I mówię to całkowicie na poważnie. Czytając Dwór cierni i róż czułam, że po odłożeniu tej książki będzie mi brakować bzdur, które wywołują u mnie falę śmiechu i zażenowania. Przyznam się Wam, że właśnie z tego powodu kupiłam pozostałe dwa tomy. Sarah J. Maas potrafi zaciekawić czytelnika. Mnie zaciekawiła, pomimo tych głupot, które nam serwuje od czasu do czasu. Wiem, że je przeczytam na pewno, bo bawię się przy tym znakomicie. Mimo wszystko uważam, że jest to średnia książka, jednak jest to wyłącznie moja opinia i nie każdy musi popierać moje zdanie.

Ocena: 2+/6
©Marionetka Literacka
Maas skutecznie miesza w kotle, jakim jest gatunek fantasy, i to od ładnych paru lat. Dwór cierni i róż otwiera serię o śmiertelniczce, która ośmieliła się postawić fae wysokiego rodu - w krainie, gdzie kręgosłupy moralne magicznych istot naginane są pod wpływem sytuacji zagrażającej ich istnieniu. Krnąbrną, dumną i nieustępliwą Feyrę trudno polubić od samego początku, ale w którymś momencie zaczyna się przynajmniej rozumieć jej postawę. Dzięki głównej bohaterce czytelnik adaptuje się do świata przedstawianego i pochłania powieść niepohamowanymi haustami. Padają zdania, których znaczenia jeszcze nie można odgadnąć, ale wiadomo, że autorka do nich wróci. Pióro Sarah J. Maas jest niezwykle ożywione, z opisów biją barwny, przeżycia emanują całą gamą emocji. Nic nie jest czarodziejsko-cukierkowe, a sceny przyprawiające o mdłości obrazują potworności, którym obserwator stawia czoła ramię w ramię z mieszkańcami Prythianu. Całość jest fenomenalna i z pewnością warta zaliczenia do cykli fantasy cenionych na całym świecie. Ja się zatraciłam, dlatego będę polecać.

Recenzja: Dwór cieni i róż

Ocena: 6/6
©paratexterka
Tę książkę kupiłam dwa lata temu. I tak na mnie cały czas czekała. Aż wreszcie zebrałam się w sobie i przeczytałam. Teraz moim zadaniem jest stwierdzenie, czy wszystkie zachwyty są uzasadnione. Bo nie można ukryć, że jest to jedna z najbardziej znanych książek młodzieżowych ostatnich kilku lat.

Założę się, że fabułę większość z Was zna bardzo dobrze. Ale moim zadaniem jest Wam to przybliżyć, więc zaczynajmy.

Cała akcja rozpoczyna się, kiedy Feyra, nasza główna bohaterka, jest po raz kolejny zmuszona do polowania podczas srogiej zimy. Po dramatycznych wydarzeniach w dziejach jej rodziny, to na nią spada ciężar utrzymania rodziny. Podczas polowania zabija potężnego wilka, jednego z fae, rasy obdarzonej magią, która przed wiekami panowała nad ludźmi. Wkrótce w odwecie odzywa się Tamlin, członek wysokiego rodu, który przyszedł po zadośćuczynienie śmierci przyjaciela. Feyra ma wybór. Albo pójdzie z nim do Prythianu, gdzie spędzi resztę swoich dni ludzkiego życia, albo zginie w męczarniach podczas nierównej walki. Prawdopodobnie gdyby była sama, wybrałaby opcję drugą, ale myśl o rodzinie umierającej z głodu bez jej pomocy, jest dla niej nie do wytrzymania. Udaje się więc do Prythianu, z planem ucieczki przy najbliższej okazji. Nie wie tylko, że przez tę decyzje staje się częścią świata i intryg, o których nie ma najmniejszego pojęcia.

To, na co warto zwrócić uwagę, to rozbudowany świat stworzony przez Sarah J. Maas. Opisy są niezwykle barwne, świat naprawdę żywy. Na szczęście na początku książki umieszczona jest mapa, bo bez tego, przynajmniej na początku, można by się było pogubić. Za to chylę czoła autorce. Samo wymyślenie postaci fae było niesamowite. Mam wrażenie, że jest to połączenie elfów, czarodziejów, krasnoludów i zmniennokształtnych. Prawdziwe kombo!

Przyznam się, że po raz pierwszy czytałam książkę do końca, mimo że główna bohaterka mnie irytowała. Miałam wrażenie, że w swoich decyzjach i działaniach była ślepa, brakowało jej racjonalnego myślenia. Kilka razy miałam ochotę nią potrząsnąć, bo to, co sobą prezentowała... I tak było do około 300 strony. Później zaczęła się jakby budzić z dość osobliwego snu, który zasłonił jej rzeczywistość. Późniejsza lepsza końcówka w jej wykonaniu, w moich oczach nie polepszyła znacznie mojej oceny jej postaci. Mam wrażenie, że dopiero to są zalążki naszej dobrej relacji. Ale to dopiero nadejdzie.

Co do Tamlina... Kocham go! On jest po prostu niesamowity. Jest takim dżentelmenem i jest tak uprzejmy, troskliwy, bezinteresowny i hojny. To było tak bolesne widzieć, jak cierpi. Naprawdę podziwiałam Tamlina za to, że był zdecydowany być innym władcą, który nie zachęca do przelewania krwi i wyciszania bezsilnych głosów niewolników, ale który słucha, dba i chce coś zmienić. On jest absolutnie niesamowity i zdecydowania trafia do mojej topki chłopaków z książek.

Uwielbiam także Luciena, który jest przyjacielem Tamlina. Na początku nie byłam do końca pewna, ale jego sarkazm i poczucie humoru przekonały mnie do siebie. Uwielbiam przekomarzanie się Feyry z nim- to bezbłędne. Uwielbiam, jak na początku nie mogą się znieść, ale pod koniec powieści mają nieco wzajemną tolerancję i pomimo denerwowania się nawzajem będą się chronić i trzymać obok siebie. Uwielbiam Luciena, a jego wątek jest niesamowicie smutny. Dlaczego tak go torturujesz Sarah?

Podkreślę to, o czym prawdopodobnie już wiecie. Jest to retelling Pięknej i Bestii. I z tym momentami miałam problem. Bo to nie było luźne nawiązanie do tej baśni. To było pieczołowite zachowanie szczegółów. Nawet zamiłowanie Bestii do książek i posiadanie ogromnej biblioteki. Czasami mnie to trochę męczyło. Dużo bardziej odpowiadało mi luźne podobieństwo w przypadku podobieństwa Feyry do Belli.

I pewnie ta opowieść by się tak toczyła, dobrze nam znanym torem. Było by trochę nudno, cukierkowo i romantycznie i prawdopodobnie nie zachwyciłabym się tym tak mocno, jak się to stało na końcu. Pewnie dałabym jakieś 4/6. A później pojawia się bohaterem, który tak napędza akcję, że nic już nie jest takie samo. Nie darzę tego bohatera wielką sympatią, ale zdaję sobie sprawę, że naprawdę dużo wnosi w tę książkę

Kolejnym aspektem, który muszę poruszyć są dialogi. W tej książce nie są jeszcze najgorsze, bo niektóre dialogi Sarah zburzają kompletnie nastrój, akcję, którą pieczołowicie budowała. W Dworze cierni i róż momentami są, mam wrażenie, prowadzone na siłę. Nie czuć tam lekkości rozmowy. Czasami są za długie, rozwleczone, ale nie wnoszące nic ani do akcji, ani do relacji między bohaterami. To zupełnie tak, jakby autorka czuła, że należy wprowadzić dialog, bo tak wynika z interakcji, ale nie do końca to czuła.

Ocena tej książki jest dość trudna. Zestawiłam wszystkie plusy i minusy i na koniec przyznaję 5 na 6 gwiazdek. Muszę przyznać, że plusy przeważały, choć takie zdanie wyrobiło mi się około 3/5 książki. Wcześniej było gorzej. Z biegiem czasu historia się rozwija i mimo wszystko naprawdę mi się podoba. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach będzie jeszcze lepiej, bo jak na razie wymagam sporo od Dworu mgieł i furii. Chciałabym się nie przeliczyć.

Ocena: 5/6
©Zatraceni w kartkach
Feyra to młoda łowczyni, która dzięki polowaniom zapewnia byt rodzinie. Ze względu na ciężkie warunki decyduje się zapuścić w pobliże muru, który oddziela świat ludzi od magicznych krain. Napotyka tam wilka, którego decyduje się zabić. Staje się to początkiem jej kłopotów, bo, jak się okazuje, zwierze należało do szlachetnej rasy fae. Wkrótce w drzwiach chaty dziewczyny pojawia się potwór, który porywa ją w ramach pokuty za zabójstwo. Co jeszcze czeka Feyrę?

Moją przygodę z twórczością Sarah J. Maas zaczęłam ponad rok temu, kiedy to poznałam serię Szklany tron. Za jej sprawą zupełnie przepadłam w kolejnych tomach, zatraciłam się w czytaniu i zapomniałam o otaczającej mnie rzeczywistości. Gdy więc zostały wydane Dwory tej autorki, czym prędzej powiedziałam sobie, że muszę ją przeczytać.

Główna bohaterka to Feyra – młoda i silna dziewczyna, która zrobi wszystko dla dobra rodziny. Ryzykuje swoje życie, byleby tylko zapewnić im pożywienie i nie skazać na głód. Poświęca się dla nich nie raz zapominając o sobie i swoich potrzebach. Jest charyzmatyczna, odważna i nieobce jej logiczne myślenie (chociaż nie zawsze z niego korzysta). Zupełnie jak w przypadku X ze Szklanego tronu, którą mocno przypomina. Jeśli chodzi o pozostałe postaci, to są one całkiem nieźle opisane, chociaż w przypadku co niektórych – zabrakło mi odrobiny więcej informacji na ich temat, które mogłyby okazać się przydatne. Również sam wątek romantyczny trochę mi nie pasował, miałam wrażenie, że za szybko i zbyt „pochopnie” został rozwinięty.

Potrzebujemy nadziei, bo ona daje nam siłę, by trwać. Więc pozwól jej zachować tę nadzieję, Feyro. Pozwól jej marzyć o lepszym życiu. O lepszym świecie.

Szklany tron czytałam dawno temu, ale mimo wszystko nie mogę się wyzbyć porównań do niego. Bo nie mogę się pozbyć wrażenia, że tym razem coś nie zagrało, czegoś zabrakło. Że tym razem nie mam w rękach powieści stworzonej przez Sarah J. Maas, ale kogoś innego. Średniej jakości podróbkę pozbawioną wartkiej akcji i zaskakujących splotów wydarzeń, która nie pochłonie mnie bez reszty.

Dwór cierni i róż to całkiem niezły pierwszy tom nowej fantastycznej serii Sarah J. Maas, która tym razem trochę mnie zawiodła. Mam tylko nadzieję, że kolejny tom okaże się lepszy, o czym zapewniało mnie mnóstwo osób.

Ocena: 3+/6
©Caroline Livre
Feyra to dziewiętnastoletnia łowczyni. Niewiele umie oprócz zajmowania się domem, swoim niepełnosprawnym ojcem i siostrami. Potrafi zdobywać pokarm dla rodziny, ale nic więcej. Zima nigdy nie jest dobra dla biednych ludzi. Tym razem główna bohaterka wybiera się na polowanie w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythianu, krainę zamieszkałą przez rasę obdarzonych magią fae, niebezpiecznych zwierząt. Podczas polowania zabija wielkiego wilka, a wkrótce w jej drzwiach staje wielka, przerażająca bestia w postaci Tamlina, który pragnie rekompensaty za śmierć jednego z nich. Ma dwa wyjścia - wybrać śmierć lub iść za Tamlinem w nieznane. Co wybierze Feyra? Czy dokona właściwego wyboru? Co spotka ją na drodze, którą wybrała?

Jak wiecie jednym z czynników decydujących o wyborze książki na prezent był tytuł i okładka. Tak jakoś przypadła mi do gustu, więc uznałam, że może mojej koleżance tez się spodoba. Nawet nie wiecie, jaka była szczęśliwa, jak zobaczyła co jej podarowałam. Przepada za serią Szklany Tron, dlatego tak bardzo się ucieszyła z prezentu - trafiłam, całe szczęście. Widać fragment dziewczyny, czerwone tło i białe napisy. Świetnie się łączą ze sobą. Wytłuszczone napisy mają śliską teksturę, co również wpływa na plus. Grzbiet jest wspaniały! Czerń, biel, czerwień... Ah, wspaniała! Szkoda, że nie ma skrzydełek, bo jest grubasek więc przydałaby się podwójna ochrona. Przy każdym nowo rozpoczętym rozdziale ciernie - ładnie się prezentowały. Wydawnictwo zadbało również o poprawność wydania tej pozycji, ponieważ nie znalazłam żadnych błędów.

Bałam się tego spotkania, naprawdę. Wiedziałam, że autorka pisze książki fantasy, mnie jednak niesamowicie ciągnęło do tej pozycji. Dałam się w końcu przekonać i zaczęłam czytać. Spodziewałam się totalnej klapy pomimo wspaniałych recenzji, bo przecież to nie mój gatunek. Nic bardziej mylnego! Autorka ma tak genialne pióro, że momentami sama się dziwie, czemu nie potrafię się przekonać do serii Szklany Tron. Styl jest tak lekki, przyjemny... W dodatku w mgnieniu oka pochłania się tę powieść, pomimo iż ma ponad pięćset stron! Tak! W ciągu jednego dnia poznałam historię Feyry i bardzo przypadła mi do gustu. Głównie zawdzięczam to autorce, bo gdyby nie tak ciekawy, plastyczny język nie przekonałabym się do niej. A tu taka wielka niespodzianka. Chyba zacznę poważnie się zastanawiać nad kontynuacją poznania losów bohaterki. I już tu na wstępie nie ukrywam, że chciałabym kiedyś mieć ją w swoich zbiorach, bo raz, że pięknie się prezentuje, a dwa jest to genialna historia, do której może kiedyś powrócę.

Główna bohaterka, Feyra to rewelacyjnie wykreowana postać. Nie mogłam wyjść z podziwu, że aż tak dobrze ją autorka nakreśliła. Zadbała o każdy szczegół, a nawet o moment zaskoczenia dotyczące tego, co dziewczyna umie, a czego niekoniecznie. To mi się spodobało, ponieważ tym samym wprowadziła zwrot akcji, bardzo niespodziewany. Jest to dziewczyna dość odważna, w której praktycznie nie znalazłam wad. Zajmowała się swoją rodziną najlepiej jak potrafiła, a nie wszyscy potrafili to docenić. I jak dla mnie, na tym tomie mogłoby się skończyć, ponieważ boję się zaglądać do kolejnych z obawą, że stanie się coś, co będzie dla mnie trudne i złamie mi dodatkowo serce.
Wprowadzając postacie takie jak fae, Sarah mocno mnie zaintrygowała. Jak wiecie nie czytam na co dzień takich książek, więc wiele spraw było dla mnie nowych, nietypowych, wręcz dziwnych. Cieszę się jednak, że zapoznała mnie trochę ze światem magicznych istot i czarów.
Nie chcę już o nikim tutaj opowiadać, by nie zdradzić Wam całego sensu tej książki, sami musicie dojść do tego, koniecznie musicie sięgnąć po Dwór, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście!

Jak wspominałam powyżej, autorka nie szczędziła sobie nagłych zwrotów akcji, które zdecydowanie nie należały do grupy wiadomych. Wprowadziła takie sceny, momenty, które mnie przerażały (bałam się o losy bohaterów), a jednocześnie byłam ich tak ciekawa, że musiałam, po prostu musiałam poznać dalsze losy i czytałam tę książkę jak szalona, dosłownie. Dlatego też połknęłam ją w ciągu jednego dnia z krótkimi przerwami. Fantastyczni bohaterowie, niespodziewane zwroty akcji tylko i wyłącznie napędzały całą akcję. Spodobało mi się tempo, które zaserwowała nam pisarka i cóż, już jest mi ciężko bez tych bohaterów, których tutaj poznałam, bez tej ciekawej fabuły, bez tej szybkiej akcji, nad którą będę być może wyszukiwać w innych książkach. Jak widzicie, same plusy, a gdzie minusy? Niestety, tutaj jest ich brak.

Czytając tę pozycję, całym sercem czułam całą akcję. Czułam to tempo, czułam wszystkie wydarzenia, które pędziły na łeb, na szyję. Czułam wszystkie emocje bohaterów, od radości po głęboki ból. Czułam wszystko. Więc nie mogę zarzucić pisarce nic, a już tym bardziej braku emocji. Bo tę lekturę czyta się całym sobą, całymi swoimi uczuciami. Naprawdę. Jest to jedna z niewielu, bardzo niewielu pozycje z gatunku fantasy, która mnie oczarowała. Znając mnie zapewne sięgnę po drugi tom, chociaż tak jak mówię, na pierwszym mogłoby się dla mnie skończyć. Ale ciekawość nigdy nie daje za wygraną.

Reasumując chciałabym ją Wam z całego serca polecić, bo jest to lektura, która zapada w pamięć. To taki grubasek, który już na wstępie za pomocą plastycznego języka zaprasza nas w wir wydarzeń, które przeżywają bohaterowie. Pełna emocji, nie posiadająca najmniejszych wad. Zdecydowanie książka dla wszystkich chętnych, dla miłośników tego gatunku i nie tylko. Ja jestem żywym przykładem nie przepadającym za tym gatunkiem, a jednak zostałam totalnie zaczarowana. Polecam!

Ocena: 6/6
©Tylko magia słowa
Każdy z nas na pewno zna baśń "Piękna i Bestia". Przez lata powstało wiele jej interpretacji, zarówno filmowych jaki książkowych. Wydaje się, że wszystkie kolejne produkcje z tym motywem będą jedynie powielaniem do znudzenia tego samego tematu. Maas jednak posunęła się o krok dalej. Na podstawie historii starej jak świat, stworzyła rozległe uniwersum, które wciąga nas czytelników bez reszty, tylko czasami przebłyskując znanym nam motywem.

Cześć pierwsza cyklu jest dopiero preludium. Delikatnie wprowadza nas w brutalny świat fae, które sąsiadując z ze światem śmiertelników, żywią do nich wiele negatywnych uczuć. Feyra to młoda dziewczyna, która przez los zmuszona zostaje do zapewniania pożywienia swoim siostrom i kalekiemu ojcu. Pewnego dnia zabija w lesie wilka, który jak się wkrótce okazuje, nie był zwykłym wilkiem, lecz fae w ciele zwierzęcia. Po dziewczynę przychodzi więc inna istota zza muru, aby zabrać ją do swojej posiadłości. Tamlin przemieniający się w Bestię fae cierpi za sprawą tajemniczej klątwy. Gdy jest w swojej człekokształtnej postaci, musi nosić na twarzy maskę, a jego moce są bardzo ograniczone. Jego posiadłość natomiast atakowana jest ciągle przez mroczne i niebezpieczne stworzenia, przed którymi musi bronić swoich domowników.

Bardzo wiernie dla pierwotnej opowieści prowadzi Maas akcję tej książki. Wiele jest tutaj baśniowych krajobrazów. Wieczna wiosna otacza nas masą kwiatów, śpiewem ptaków, zielenią traw i liści. Ale tak pięknie jest jedynie do czasu. Finał tej książki jest mroczny, brutalny i bardzo ciężki emocjonalnie.

Od powieści nie mogłam się wprost oderwać. Ostatnio tak bardzo pasjonująca mnie opowieść to był cykl "Kroniki Mac O'Connor". I powiem szczerze, że można znaleźć kilka wspólnych motywów w tych historiach, chociażby fae- czyli wróżki. Młoda bohaterka, która przechodzi swoista metamorfozę. Mroczny klimat, ciągłe niebezpieczeństwo, trochę napięcia seksualnego miedzy bohaterami, które powoli narasta, ale wcale nie wysuwa się na pierwszy plan tej historii. Czyli wszystko to co ja osobiści bardzo lubię w książkach.

A jest to dopiero przedsmak tego co wydarzy się w części drugiej pod tytułem " Dwór mgieł i furii", gdzie autorka w pełni pokaże nam ten świat, w którym istnieje magia. A kraina Bestii to jedynie mała jego cząstka.

Ocena: 6/6
©Szczypta romansu
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Pełna recenzja: http://alejaczytelnika.blogspot.com/2017/11/dwor-cierni-i-roz.html

    Sarah J. Maas świetnie zbalansowała w tej powieści wątek miłosny z akcją. Mogłoby się wydawać, że ten pierwszy jest dosyć przewidywalny i raczej możemy się go domyślić, ze względu na to, że kiedyś już podobną historię poznaliśmy - nic bardziej mylnego. Owszem, może na początku wszystko toczy się właśnie tak, jak to w Pięknej i Bestii było, lecz autorka wyszła o krok dalej i w pewnym momencie nie wszystko jest już takie oczywiste, a Dwór cierni i róż z pewnością nie uraczy nas baśniowym, cukierkowym happy endem. Wręcz przeciwnie. Choć kolejne części dopiero przede mną, to jestem niemal pewna, że właśnie to zakończenie było dopiero początkiem wszystkich tarapatów i przeciwieństw, z jakimi będą musieli zmierzyć się bohaterowie. Trzeba również wspomnieć o tym, że tak naprawdę żaden z tych wątków nie przeważa nad drugim, co tworzy idealną równowagę między akcją, wątkiem miłosnym, a także malowniczymi opisami świata przedstawionego, które niesamowicie pobudzają wyobraźnię. Myślę, że dzięki temu wiele czytelników znajdzie tu coś właśnie dla siebie.

    Gdybym miała krótko podsumować moją opinię o Dworze cierni i róż, powiedziałabym, że idealnie rozumiem, dlaczego jest to tak znana i uwielbiana przez wielu czytelników historia. To powieść, która porywa czytelnika do innego świata na niebezpiecznie długie godziny, która nie będzie chciała Cię od siebie uwolnić, dopóki nie poznasz zakończenia. Choć w trakcie lektury mimowolnie pojawiały się w mojej głowie porównania do wcześniej czytanego przeze mnie Szklanego tronu, to ani trochę nie zepsuło mi to radości z czytania, ponieważ na tym etapie mogę stwierdzić, że to właśnie z rettelingiem Pięknej i Bestii autorka poradziła sobie lepiej. Zdecydowanie widać progres w sposobie kreacji świata przedstawionego, czy też bohaterów, co sprawia, że ogromnie nie mogę się doczekać, by odkryć to, co autorka przygotowała dla czytelników w kolejnych tomach. A mam przeczucie, że nie jest tego mało i że Sarah J. Maas jeszcze nie jeden raz ogromnie mnie zaskoczy.

  • Awatar

    Freya podczas polowania zabiła wielkiego wilka, nieświadoma jego prawdziwej natury. Wkrótce w jej domu zjawia się fae, który stawia jej ultimatum: zabije ją lub zabierze do magicznej krainy.

    Dziewiętnastolatka, która do tej pory zajmowała się wykarmieniem rodziny, ma możliwość odkrycia Prythianu. Po wartkim wstępie przychodzi czas na spokojniejsze rozwinięcie, pozwalające poznać czytelnikowi tajemniczą, magiczną krainę. Maas bardzo dokładnie wykreowała ten świat, zarysowując jego malownicze zakątki, uzupełniając go o ciekawe stworzenia, wreszcie ujawniając plagę, która do lat nęka magiczne istoty. W dalszej części pojawiło się to, z czego już znam autorkę za sprawą Szklanego Tronu: gnająca do przodu akcja, mnogość wydarzeń, emocjonujące zakończenie. Zachowanie bohaterów czasem mnie irytowało, ale później na jaw wychodziły fakty z ich przeszłości, które wiarygodnie tłumaczyły, dlaczego byli tacy a nie inni. W końcu takie zagrywki to specjalność Maas, jej postacie są zawsze ciekawe, złożone, pełne tajemnic.
    Po raz kolejny Maas doprowadziła do tego, że za sprawą jej książki przepadłam! Ciekawy wstęp, później wprowadzenie do magicznego świata, a kiedy już się w nim rozgościłam, ujawnienie nowych faktów i emocjonujące zakończenie sprawiły, że z niecierpliwością czekam na więcej. Czuję, że to tylko początek przygody, jaką będę mogła przeżyć razem z Freyą, Tamlinem i Rhysem.
    fragment recenzji z bloga: www.wyznaniaczytadloholiczki.blogspot.com

  • Awatar

    "Dwór cierni i róż" otrzymuje tytuł absolutnie największego rozczarowania 2016 roku i w ogóle jednego z największych niewypałów, jakie w życiu przeczytałam. Byłam w stanie wybaczyć tej ksiązce wiele: jakoś strawiłabym fakt, że historia naiwna a bohaterowie papierowi. To jakoś jednak niespecjalnie mi przeszkadzało, ale chaotycznej, zdążającej donikąd fabuły nie jestem w stanie wybaczyć. Mam wrażenie, że w tej książce totalnie nic konkretnego się nie dzieje. Fantasy, które jest nudne jak flaki z olejem? Czy to jakiś żart? Jedyny moment, kiedy akcja nabiera tempa to sama końcówka książki, ale ja byłam już tak nią zmęczona i zirytowana, że żadnego wrażenia to na mnie nie wywarło.

    Najbardziej przereklamowana książka, z jaką w życiu miałam do czynienia. Nie rozumiem jej fenomenu i chyba nigdy nie zrozumiem...

Inne proponowane
Warto zerknąć