Dziennik
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.60 / 5.00
liczba ocen: 828
Ilość stron (szacowana): 464
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.90 zł
20.73 zł
25.02 zł
25.42 zł
29.90 zł
Pozostałe księgarnie
23.88 zł
24.49 zł
24.82 zł
25.42 zł
25.79 zł
26.91 zł
26.91 zł
27.00 zł
29.90 zł
29.90 zł
29.90 zł
29.90 zł
Opis:

Dziennik czyta się jak jedną z powieści Pilcha – znajdziemy tu Marcina Lutra i Avatara, Pana Boga i Joyce‘a, Kraków, Warszawę, Wisłę, a nawet piłkę nożną. Znajdziemy tu codzienne marszruty Hożą i Kruczą do Placu Trzech Krzyży, zapisy lektur oraz spotkań z czytelnikami i przyjaciółmi. Pilch proponuje odważne spojrzenie na świat, dystans i zaangażowanie zarazem. To zniewalająca przyjemność czytania.

 

Recenzje blogerów
Nie pamiętam kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Pilchu i gdzie to było, w każdym razie to dość dawne dzieje sięgające moich lat licealnych. Gdzieś wyłuskałam, że warto, że dobre, a ja mocno wspieram rodzimą literaturę. Poczytałam Bezpowrotnie utraconą leworęczność, Spis cudzołożnic, a także niedawno głośną za sprawą filmu książkę Pod Mocnym Aniołem (tytuły to mocna strona autora, zdecydowanie) i… nie porwało. To nie chodzi o to, że mam dość prozy o chlaniu, o kacach, o zarywaniu panienek, bo na przykład Bukowski jest w tym świetny (ok, czytałam tylko Szmirę, ale bardzo chcę więcej!). Jednak jest w pilchowej frazie coś, co mnie męczy. Dziennik ściągnęłam z bibliotecznej półki w momencie, gdy dowiedziałam się, że jego druga część jest nominowana do Nagrody Nike. Ho ho, coś jest na rzeczy, pomyślałam. Czy Pilch w dzienniku podoba mi się bardziej niż Pilch-powieściopisarz?

Może zepsuję sobie teraz puentę, ale powiem od razu – tak. Bo Pilch dziennikowy to Pilch niezwykle szczery. Ciężko oczywiście ocenić na ile jego (prawie) codzienne zapiski to kreacja literacka (no bo nie ma czegoś takiego jak totalna szczerość i naturalność w zapiskach, które mają być wydane), ale ja to kupuję i myślę, że naprawdę wiele tu z pisarza.

Jerzy Pilch pokazuje nam swoją walkę, poszukiwanie tożsamości na wielu płaszczyznach. Jawi się jako luteranin, który na przemian traci i odzyskuje wiarę w Boga, jako członek mniejszości religijnej uparcie tę mniejszość podkreślający, będący z niej dumnym, jako wierny naśmiewający się z katolików i chętnie punktujący wszelkie prztyczki, jakie dostają w nos. Jawi się autor jako zaciekły kibic piłki nożnej, przede wszystkim fan Wisły Kraków, który czasem się na klub obraża (że patałachy tak źle grają), ale nawet, gdy deklaruje, że przestaje śledzić ten cyrk, przed rozsunięte lekko palce obserwuje kolejne porażki i wygrane. Trochę co prawda Pilch mnie zirytował, gdy powiedział, że:

Kto nie zna uczucia, jakie ogarnia jestestwo ludzkie, gdy piłka siądzie na podbiciu i po chwili zatrzepocze – obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza – w siatce, ten może i jest człowiekiem. Ale częściowym. Ani świata, ani drugiego człowieka w pełni nie zrozumie nigdy.

Ale cóż, wybaczam mu, bowiem obok piłkarskich uniesień (których jako niepełny człowiek kompletnie nie pojmuję) pojawiają się wątki bolesne, tkliwe, chwytające za serce. Pisarz zwierza się czytelnikom ze swoich kłopotów z pamięcią, nie pomija wstydliwych wypadków, takich jak ten, kiedy wyszedł na miasto w jednym bucie zimowym, a w drugim domowym (jako że Pilch nie chodzi po domu w papuciach, tylko w półbutach). Pisze wprost o czarnej dziurze w pamięci, o tym, jak umykają mu dni. Pisze o starości, o strachu przed niedołężnością, o zapomnieniu.

Tylko grube książki są w twoim zasięgu – w kosmos nie polecisz, w olimpiadzie już nie weźmiesz udziału, na mundial nie pojedziesz, w podróż dookoła świata nie ruszysz, nawet do Wenecji ci się już nie chce, masy rozmaitych rzeczy już nie dasz rady zrobić, ale nadzieję na przeczytanie grubej książki możesz mieć zawsze; choćbyś był nie wiadomo jak przyciśnięty do muru, zawsze możesz wziąć do ręki Historię Chin albo Annę Kareninę, albo wszystkie trzy tomy Millennium, albo Arthura & George’a i zawsze możesz mieć złudzenie, że przed końcem – dobrniesz do końca.

Dziennik Pilcha jest również pełen lektur, które autor akurat czyta, artykułów z gazet, które zjadliwie komentuje, a także bieżących zdarzeń (na przykład walki o krzyż po katastrofie smoleńskiej). O dziwo, nie czuję, by te zapiski z aktualnościami się zestarzały. Fakt, że tom opisuje wycinek rzeczywistości z lat 2010-2011, więc relatywnie niedawnych, może ma na to jakiś wpływ, ale chyba niewielki. To jest po prostu tak dobrze, z lekkością napisane, że się broni.

A i to nie wszystko, dostajemy bowiem wiele wspomnień z dzieciństwa i młodości, dużo obrazków z rodzinnej Wisły i czuć mocno, że jest to takie leciutkie szykowanie się na śmierć, że Pilch zdaje sobie sprawę, że bliżej niestety do końca niż do początku i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chwyta niteczki pamięci, póki jeszcze może pamiętać.

Dziennik Pilcha to naprawdę wyśmienita, mocna, chropowata (w dobrym tego słowa znaczeniu) lektura i już wiem, że obowiązkowo przeczytam drugą część jego wspomnień z lat 2012-2013.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Czyta się dobrze, ale to Pilch przecież, trudno oczekiwać słabości.

  • Awatar

    Cieka wa pozycja, warta przeczytania

Inne proponowane
Warto zerknąć