ebook Były sobie świnki trzy
3.54 / 5.00 (liczba ocen: 1651) Ilość stron (szacowana): 360

Były sobie świnki trzy
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 19.71
Audiobook - najniższa cena: 20.37
wciąż za drogo?
23.81 złpremium: 15.36 zł Lub 15.36 zł
-23% 19.71 zł Lub 17.74 zł
23.55 zł Lub 21.20 zł
19.69 zł
21.34 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane

Ironiczna powieść kryminalna z pazurem. Czas mija nieubłaganie. Trzy przyjaciółki pewnego dnia odkrywają, że status żony nie do końca spełnionej im nie odpowiada. Zatem by doświadczyć choć trochę radości życia, postanawiają zmienić swój stan cywilny...

Bycie żoną swojego męża ma pewne zalety – pełne konto i nadmiar wolnego czasu. W zamian wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Układ działa jak w zegarku, ale do czasu… Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że w metryce lat im przybywa, pojawiają się kurze łapki, dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów inne kobiety.
Przyjaciółki postanawiają zmienić swój stan cywilny, zanim zrobią to ich mężowie. Tylko te nieszczęsne intercyzy… W tej sytuacji można zrobić tylko jedno. Zostać bogatą wdową. Żeby to tylko było takie proste…

Były sobie świnki trzy od Olga Rudnicka możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Moje otoczenie każdego dnia udowadnia mi, że życie bez mózgu jest jednak możliwe.
Która z kobiet - choć przez chwilkę - nie wyobrażała sobie cudownej miłości? Takiej wiecznej, kolorowej i czułej. Można doznać ogromnego rozczarowania, gdy książę okazuje się być zwykłą ropuchą. Co zrobić w takiej sytuacji? Zaplanować zbrodnię doskonałą?

Jolka Markiewicz, Marta Solska i Kamila Padecka są przyjaciółkami, które łączy nienawiść do małżonków. Pozornie mają wszystko. Wspaniałe domy, eleganckie ubrania, ale żyją w cieniu i brakuje im miłości. W końcu miarka się przebiera i kobiety wpadają na niecny plan. Postanawiają zamordować swoich mężów, bo rozwód nie wchodzi w grę. Każda z nich podpisała intercyzę i w razie rozstania odejdzie z niczym. Pomysł wydaje się być doskonały, ale trochę dziecinna Martusia wyłamuje się z ustalonych zdarzeń i przypadkowo sama zajmuje się całą sprawą. Po piętach depcze policjant o nazwisku Kalinka, a w tle majaczy prawniczka Sandra, która za wszelką cenę chce ukryć swoją niechlubną przeszłość…

Nazwisko Olgi Rudnickiej obiło mi się o uszy dłuższy czas temu, ale jakoś nie zgłębiałam się w jej twórczość. Nadarzyła się okazja, aby przeczytać najnowszą powieść, utrzymaną w klimacie komedii. Nie zabrakło też wątku kryminalnego. Powoli podchodziłam do tej książki. Zabawna okładka, więc bez czytania opisu już wiedziałam, że można spodziewać się czegoś dowcipnego. I przeczucie mnie nie myliło. Olga Rudnicka sięgnęła po motyw, który nadawałby się na serial. Humor, pędząca akcja i bardzo zakręcone bohaterki. Czułam pewne skojarzenie z paroma polskimi filmami, Ranczem - przez ciąg szalonych zdarzeń. Wszystko dzieje się na krawędzi, jest przerysowane. Takie krzywe zwierciadło, które odbija w sobie mocno wyeksponowane cechy wściekłych żon i niewiernych mężów. To bardzo dynamiczna książka, szybko się ją czyta.

Muszę przyznać, że Były sobie świnki trzy jest sympatyczną książką. Jednak trzeba mieć do niej odpowiednie podejście i dość lekki dzień. Ja ostatnio ciężko się odprężam, więc tym razem troszkę poległam. Bohaterki mnie denerwowały swoim brakiem rozsądku i typowo materialistycznym spojrzeniem na życie. Trzeba też pamiętać, że przerysowanie jest kluczową cechą tej powieści, więc trzeba przymknąć oko na takie zachowania. Za to moje zainteresowanie wzbudziła postać lekko poboczna - Sandra. Konkretna, gotowa na poświęcenia, dążąca do swoich celów i niezależności. A z lektury dowiecie się, że spotkała ją spora niespodzianka na drodze do wymarzonej kariery…

Jolka śledzi męża Kamy, Kama śledzi męża Martusi, a ta - męża Jolki. Tak wynikło z losowania, które urządziły dzisiaj. Punkt pierwszy planu zakładał zdobycie rozkładu dnia każdego z małżonków. Punkt drugi mówił, że każda uważnie obserwuje swój obiekt i czyni szczegółowe notatki. Punkt trzeci - spotykają się ponownie za dwa tygodnie z planem pozbycia się obserwowanego obiektu. Narada upadła przy punkcie czwartym.

Nic nie mogę zarzucić stylowi pisania Rudnickiej. Dotrze do każdego, bez względu na wiek i zainteresowania. Naprawdę, autorka wpadła na kilka dowcipnych i ciętych ripost, które koniecznie powinnam zapamiętać. Nie ma w tym głupiego lania wody, dzięki czemu całość czyta się szybko. Ja bez problemu wgryzłam się w powieść, nie trzeba wysilać myśli - tylko śmiać z mało rozgarniętej Martusi. Oj, nie chciałabym jej spotkać w rzeczywistości, choć posiada taki specyficzny urok. Za to Sandrze postawiłabym dobrą kawę.

Myślę, że wrócę do tej książki raz jeszcze. Zaczęłam lekturę w kiepskim momencie, przez co nie mogłam do końca się odprężyć, a czuć potencjał. Nie każdy lubi takie proste poczucie humoru, ale wydaje mi się, iż bywa niezbędne. Słyszałam właśnie o innych powieściach autorstwa Olgi Rudnickiej. Chętnie bliżej zapoznam się z jej twórczością, zaintrygowała mnie, mimo średniego początku tej „znajomości”. Jak wspomniałam wcześniej wyczuwam prędką ekranizację! Jeśli się mylę, to wszystkie stacje popełniają błąd. Wielu Polaków płakałoby ze śmiechu przy przygodach Marty, Jolki i Kamy. Nawet mam swoje aktorskie typy. Chyba galopuję w swych marzeniach!

Były sobie świnki trzy polecam osobom, które lubią optymizm bijący z kart książki. Również fanom kryminałów chcącym odpocząć od trudnych zagadek. Tutaj wszystko podano na tacy, choć przygody bohaterek w pewnym momencie stają się naprawdę skomplikowane!

Ocena: 3/6
©Majuskuła
Olga Rudnicka w ciągu dwóch miesięcy i trzech powieści zdołała awansować z nieznanej mi autorki na najlepszy rozweselacz całego stworzonego przeze mnie rankingu; twórczynię książek humorystyczno - kryminalnych, po której powieści sięgam zawsze wtedy, kiedy chciałabym się uśmiechnąć odrobinę szerzej niż zazwyczaj.

I ostatnio przeczytana przeze mnie powieść pani Olgi nie jest wyjątkiem od reguły. Mało tego. Może być ich przykładem. Nie brakuje tutaj niczego - jest trup; grupa trzech silnych bohaterek, do której dochodzi i czwarta; jest akcja; są zagadki i mnóstwo, naprawdę całe mnóstwo humoru. Poważnie zastanawiam się jak w przeszłości mogłam sobie radzić bez książek tej polskiej pisarki na poprawę nastroju, ponieważ wystarczyły mi trzy rozdziały Były sobie świnki trzy, aby nabrać dystansu do życia i różnorakich sytuacji.

Były sobie świnki trzy trzy to historia trzech żon, najlepszych przyjaciółek dodajmy do tego, które w pewnym momencie swojego życia decydują, że o wiele lepiej powodziłoby im się bez swoich mężów. Decydują się więc ich pozbyć. Komedia pomyłek i błędów, jakie nastąpią, gdy trzy kobiety wezmą sprawy w swoje ręce, istotnie była warta udokumentowania i opisania. Wydaje mi się, że Były sobie świnki trzy ma więcej wspólnego z serią o Stephanie Plum niż z poważniejszym kryminałem (w czym nie ma nic złego!), a prym wiodą tutaj zabawne gagi i żarty sytuacyjne. Poza tym, co trzeba od razu przyznać, jest to powieść przede wszystkim dla kobiet o kobietach właśnie. Najważniejsze postacie nie zostawiają suchej nitki na płci przeciwnej, a nawet jeżeli w książce trafi się jakiś przyzwoity mężczyzna, to i tak pozostanie jedynie tłem dla jednej z głównych bohaterek. A główne bohaterki tymczasem.... Są to postacie na wskroś przerysowane, charakterne, momentami nawet karykaturalne. Nie stanowi to jednak żadnej wady, ponieważ mowa tutaj o Były sobie świnki trzy, czyli powieści, która z każdej strony czerpie wodę do wiadra z napisem "humor" i świetnie jej to wychodzi.

Kiedy sięgam po powieści Olgi Rudnickiej to niby już wiem czego oczekiwać, lecz za każdym razem czeka mnie jakaś miła niespodzianka. Żadna z książek tej autorki bowiem nie jest taka sama, każda zawsze posiada jakieś niuanse, szczegóły, które czynią ją wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju. To tak, jakby pisarka wiedziała, że humorystyczne kryminały są jej gatunkiem, lecz za każdym razem, kiedy próbuje napisać nową historię, podchodziła do niej w inny sposób, zapominając o wszystkich poprzednich i koncentrując się na tej jedynej, teraz przedstawianej swoim czytelnikom opowieści. Obserwuję tę sytuację zawsze, kiedy tylko w moich łapkach znajduje się kolejna powieść spod znaku Olgi Rudnickiej, ponieważ, moi drodzy państwo, Olga Rudnicka to już klasa sama w sobie; nowe, dobre określenie na pewien rodzaj książek.

Zazwyczaj nie cierpię podobnych porównań, ale pisząc tę recenzję trudno nie jest mi powiedzieć, że Były sobie świnki trzy to dziecko spotkania Stephanie Plum i Joanny Chmielewskiej. Kiedy czyta się tę powieść, czuje się tego ducha naszej znakomitej królowej kryminału oraz zagranicznej gwiazdy humoru i rozrywki, jaką jest Janet Evanovich. Aczkolwiek w sytuacji, kiedy wspominam, że przy tej książce bardzo czuć ducha obydwu wspomnianych autorek, nierozsądnie byłoby jednak nie przyznać, że najwięcej w Oldze Rudnickiej jest Olgi Rudnickiej właśnie. Bo Olga Rudnicka to już rozpoznawalny styl i odrębny smak humorystyczno kryminalnej przygody. Już nie mogę się doczekać, kiedy wybiorę się na kolejną.

Ocena: 4/6
©Nocny Cień
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Kasa! Kasa! Kasa!
    oraz
    Pieniądze szczęścia nie dają ale bardzo ułatwiają życie.

    Na początku Jolka, Martusia i Kamelia niesłychanie mnie denerwowały. Nie znoszę bab, których jedynym osiągnięciem jest zawiśnięcie na ramieniu i nazwisku faceta.

    Ale dziewczyny okazały się przedsiębiorcze, pomysłowe i ogarnięte (ech, Martusia niekoniecznie) i dały radę. Co prawda gdyby nie Czwarty Muszkieter (który notabene stanowi typ babki, która wszystko od życia wyszarpała własną ciężką pracą) to pewnie by tak pięknie się nie udało ale ważny jest efekt końcowy

Warto zerknąć