ebook Droga
3.96 / 5.00 (liczba ocen: 553594) Ilość stron (szacowana): 120

Droga
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
najlepsza cena! w ostatnich prawie 2 miesiącach
E-book - najniższa cena: 14.94
Audiobook - najniższa cena: 17.94
-40% 14.94 złpremium: 8.96 zł Lub 8.96 zł
20.67 zł Lub 18.60 zł
22.41 zł Lub 20.17 zł
24.90 zł 10 zł na konto
21.17 zł
21.17 zł
21.17 zł
21.23 zł
24.90 zł
25.99 zł
Inne proponowane

Opowieść o skazanej na tragiczny koniec wędrówce, podana zaskakująco pięknym językiem, w najbardziej ponurych momentach osiągającym lotność poezji – jakby cmentarne ballady Nicka Cave’a czy Toma Waitsa przepisać na oszczędną, chirurgiczną prozę. „Droga” to czarna jak węgiel elegia o tym kolorowym raju, w którym żyjemy, nie zdając sobie sprawy z naszego szczęścia. Niewiele znam książek tak silnie grających na emocjach.

Jacek Dukaj

Ostatnie chwile naszej planety. Ostatni ludzie – krwiożercze bestie. Ostatnie ślady naszej cywilizacji – puszka coca-coli i strzępy starych gazet. Piekło apokalipsy spełnionej w uhonorowanej Nagrodą Pulitzera powieści Cormaca McCarthy’ego. Tę książkę czyta się ze ściśniętym gardłem i pełnym przerażenia zachwytem…

W przyszłości, która może zdarzyć się jutro lub za tysiąc lat, nastąpił straszliwy kataklizm, który zniszczył naszą cywilizację i większość życia na Ziemi. Wszędzie zgliszcza i ciemność. Kamienie pękają od mrozu. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko bandy zdziczałych kanibali. Na tle martwego pejzażu dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Przed nimi pełna niebezpieczeństw droga w nieznane, wokół nich – świat umarłej nadziei, rozpaczy, strachu, a w nich – wciąż tląca się miłość…

Droga – połączenie powieści drogi, powieści przygodowej oraz horroru – jest uznawana za największe arcydzieło Cormaca McCarthy’ego. Przez wiele tygodni była bestsellerem „New York Timesa”, przyjęto ją także do Klubu Książki Oprah Winfrey. Oprócz wspomnianej Nagrody Pulitzera została również wyróżniona najstarszą angielską nagrodą w dziedzinie fikcji – The Tait Black Memorial Prize.

Cormac McCarthy (ur. 1933) – amerykański pisarz, scenarzysta, dramaturg. Uważany za jednego z czterech najważniejszych pisarzy USA, często określany jako następca Williama Faulknera. Jest piewcą południowego zachodu Stanów Zjednoczonych. Mieszka w Nowym Meksyku.

Droga od Cormac McCarthy możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Mówi się,że kobiety śnią o niebezpieczeństwach zagrażających tym, którymi się opiekują, a mężczyźni śnią o niebezpieczeństwach zagrażających im samym...".
Gdy wszyscy wreszcie umrzemy, zostanie już tylko śmierć, a wtedy jej dni też będą policzone. Stanie na środku drogi, nie mając nic do roboty, nie mając nikogo do zabrania. I powie: Gdzie się wszyscy podziali? Tak to będzie. Co w tym złego?
Jeśli nie dotrzymujesz słowa w małych sprawach, to nie dotrzymasz też w dużych.
Pamiętaj, że to, co wpuszczasz do głowy, pozostaje w niej na zawsze.
Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć.
Droga spod pióra Cormaca McCarthy’ego to książka dla osób selektywnie niedowidzących, lub okutanych w dużą plandekę cierpliwości. Historia sama w sobie jest świetna. Autor doskonale rysuje realistyczną wizję surowego, postapokaliptycznego środowiska. Ojciec i synek, okutani w koce przemierzają zimną krainę w stronę wybrzeża. Celem podróży ma być znalezienie łagodniejszego klimatu do przeżycia. Nadzieja na spotkanie dobrych ludzi, w świecie okutanym zbrodnią, jest płonna, ale wciąż żywa w naszych bohaterach.

Autor bardzo trafnie oddał relację ojca z synem, aczkolwiek ja uważam, że mogłoby być bardziej interesująco, gdyby podążał z córką. W każdym razie otrzymujemy obraz stanowczego, ale okutanego w cudowną troskliwość ojca oraz ufnego i coraz bardziej samodzielnego synka. Nie mam zastrzeżeń. Wydaje mi się, że ich związek w tak ekstremalnych warunkach wyszedł Cormacowi naturalnie.

Jeśli zatem moja recenzja wydaje się Wam całkiem dobra, ale wk... Was nagminne używanie słowa ‘okutany’, to dostaliście próbkę tego, jak będziecie się czuć czytając Drogę.

Nie wiem co wyobrażał sobie tłumacz, korektor, a w końcu redaktor, czy kto tam jeszcze aprobuje tekst do druku, ale ta pozycja to przykład dobrej historii, schrzanionej podczas tworzenia polskiej edycji. Nie wierzę, że oryginał też nie widział słownika synonimów…

Ocena: 4/6
©PanCzyta.pl
Cormac McCarthy uznawany jest za jednego z największych współczesnych amerykańskich powieściopisarzy. Jego realistyczny styl, często nawiązujący do surowych, bezkresnych terytoriów teksańsko-amerykańskiego pogranicza sprawił, że stał się również jednym z moich ulubionych autorów. Tę opinię dobitnie potwierdziła Droga, dzieło obok którego nie da się przejść obojętnie.
Świat w Drodze jest jednym z najbardziej ponurych i okrutnych, z pośród tych jakie do tej pory dane było mi poznać. Jak okiem sięgnąć, dookoła nie ma śladów żadnego życia. Jest natomiast pył, zgliszcza, szarość, ogołocone drzewa, puste drogi i opuszczone domy. Co dokładnie się stało, nie wiemy i możemy się tylko tego domyślać, ale nastąpiło nagle i definitywnie, zakończyło wszystko co do tej pory znaliśmy.

Ludzie zawsze myśleli o jutrze. Ja w to nie wierzyłem. Bo jutro nie myślało o nich. Nawet nie wiedziało, że są.

Jedną z pustych dróg podróżuje dwójka naszych bohaterów - ojciec i jego kilkuletni syn. Jedne z nielicznych osób, które przeżyły katastrofę. Pchają przed siebie na wpół sprawny wózek, wypełniony tym co może się przydać do przeżycia kolejnego dnia, z myślą aby nikogo na tej drodze nie spotkać. Taka pusta droga znaczy wiele, ponieważ w tym świecie, gdzie innego pożywienia niż stare konserwy lub inni ocaleni nie ma, dawno już zapomniano czym jest człowieczeństwo.

W tułaczce do dającego nikłą nadzieje miejsca, poznajemy niezwykłą relację między ojcem i synem. Obaj są dla siebie wszystkim, co trzyma ich przy życiu. Mężczyzna mimo utraty sił i wiary, robi co może, aby dać chłopcu jakiekolwiek szanse na przeżycie. Chroni go przed śmiercią, ale jednocześnie wie, że zadana szybko, może być najlepszym darem. Pilnuje również aby w tych okrutnych czasach, jedynych jaki do tej pory poznał, nie zapomniał tego czym jest dobro. Dla chłopca ojciec jest całym światem. Zaszczepione w nim przez niego wartości, nie pozwalają mu przestać wierzyć, że gdzieś na tym pustkowiu są jeszcze ludzie, którzy chcą im pomóc i którym należy pomóc. Że jest jeszcze nadzieja. Jej brak wydaje się być straszniejszy niż śmierć.

Czy ty jesteś bardzo odważny? - Średnio. - A co zrobiłeś najodważniejszego w swoim życiu? - (...) Wstałem dziś rano.

Osoby oczekujące wartkiej i zaskakującej fabuły w postapokaliptycznej scenerii mogą się srodze zawieść. To co stanowi o sile tej książki to nie opowiedziana historia, a ogromny ładunek emocji jaki ze sobą niesie i ciężar pytań jakie stawia autor w temacie człowieczeństwa. Pozwolę sobie zacytować fragment opinii Jacka Dukaja:

Droga to czarna jak węgiel elegia o tym kolorowym raju, w którym żyjemy, nie zdając sobie sprawy z naszego szczęścia.

Surowe, naturalistyczne, ale jednocześnie hipnotyczne i mające coś z poezji, opisy upadłego świata, są często przerażające i prawdziwie depresyjne. Jednocześnie mało jest tak pięknych rzeczy jak to przedstawione nam chłopięce serce i głęboka ojcowska miłość. Te niesamowicie realistyczne obrazy, jak mało które, poruszyły i moje serce. Po raz pierwszy też zdarzyło mi się kończyć książkę w drodze do pracy, ze łzami w oczach. Ciężko coś więcej napisać, Drogę po prostu trzeba przeczytać.

A my cały czas jesteśmy dobrymi ludźmi?, spytał
Tak. Jesteśmy dobrymi ludźmi.
I zawsze tak będzie?
Tak. Zawsze tak będzie.
Dobrze

Ocena: 6/6
©Księgozbiór
Gdyby moje serce mogło być z kamienia…

Gdy wyobrażamy sobie następstwa wielkich kataklizmów, które kiedyś spotkały lub mogą spotkać naszą planetę, i które prawdopodobnie usuną nasz gatunek z powierzchni ziemi, mamy zazwyczaj nadzieję, że świat wyliże rany i się odbuduje. Być może bez człowieka, być może za miliony lat, ale kiedyś pył opadnie, ziemia się oczyści i może nastąpi reset. Ostatnia powieść Cormaca McCarthy’ego to postapokalipsa, która nie daje takiej nadziei. Świat się kończy, tradycyjnie przejmującym skomleniem. Umiera jednak ostatecznie, bez szans na odrodzenie. A razem z nim umiera ludzkość, która zarówno jako całość jak i suma jednostek nie znaczy nic wobec obojętnego na jej istnienie wszechświata.

Świat został spopielony w niewyjaśnionej bliżej katastrofie. Po kilku latach od zagłady bezimienny ojciec i jego syn wędrują przez spustoszoną krainę, w kierunku morskiego wybrzeża. Być może uda im się tam nie zamarznąć z zimna podczas nadchodzącej zimy. Na świecie nie ma zwierząt a z roślin zostały tylko zwęglone kikuty. Niemożliwe jest rozpoznanie pór roku i ledwie odróżniamy pory dnia. Nie widać słońca na niebie przykrytym chmurami popiołu, nocami zalegają egipskie ciemności a z zimna pękają kamienie. Spotykani przez podróżników ludzie to tacy sami, umierający z głodu i pragnienia nieszczęśnicy albo zwyrodnialcy i potwory w ludzkiej skórze, kanibale z konieczności i ich ofiary. Wszędzie mrok, popiół, trupy, krew, mróz, deszcz, głód, ból, przerażenie, śmierć.

Spotkany przez bohaterów wędrujący starzec mówi, że nie warto szukać niczego w przyszłości. Mówi, że ludzie zawsze myśleli o jutrze, ale jutro nigdy nie myślało o nich. Jutro, będące po prostu metaforą wszechświata, nawet nie wie, że ludzie istnieją. Wszystko się ułoży, wszystko będzie dobrze – tylko, że dopiero wtedy, gdy umrze ostatni człowiek na naszej planecie. W pewnej bardzo wymownej scenie ojciec wyszedł na szary dzień, stanął i przez ułamek sekundy zobaczył absolutną prawdę o świecie. Zimno nieprzejednanie krążące po ziemi pozbawionej jutra. Nieubłagana ciemność. Spuszczone ze smyczy ślepe psy słońca. Miażdżąca czarna pustka wszechświata. I gdzieś tam dwa zaszczute zwierzątka dygoczące jak lisy w kryjówce. Czas dany na kredyt i świat na kredyt, i oczy na kredyt, by go nimi opłakiwać.

Nigdy nie czytałem powieści o tak przygnębiającej scenografii. Apokalipsa McCarthy’ego jest totalna, odbierająca dech i rzucająca czytelnikiem o ziemię. Ale wbrew pozorom to nie ona jest tu najważniejsza. Autor zresztą nie tłumaczy jej przyczyn, nie opisuje przebiegu, lecz celowo pokazuje świat już po zagładzie, wrzucając nas od razu w sam jego środek. Cormac McCarthy, w każdej swojej poprzedniej powieści (a szczególnie wyraźnie w Krwawym południku) analizował zagadnienie zła, jako czegoś nierozerwalnie związanego z ludzką istotą. W Drodze, gdzie dwie osoby poruszają się w świecie odbierającym ich egzystencji jakikolwiek sens, autor próbuje odpowiedzieć na pytanie (a może tylko postawić je czytelnikowi), czy istnieje dobro, miłość i człowieczeństwo. Czym w ogóle są te pojęcia?

Jestem ojcem i siłą rzeczy mocno utożsamiam się z głównym bohaterem powieści. Wydaje mi się, że Droga o wiele silniej działa na czytelnika-rodzica, niż czytelnika bezdzietnego. Może to zabrzmi kontrowersyjnie i mocno subiektywnie, ale nie ma według mnie większej tragedii i rozpaczy niż ta, która dotyka rodzica patrzącego na śmierć swego dziecka. Po prostu nie ma. A ojciec z powieści musi dosłownie każdego dnia walczyć tylko o to, aby zwyczajnie przeżyć i przedłużyć egzystencję swoją i swego syna o kolejną dobę. Żyje tylko dla dziecka i zabije każdego, kto tylko odważy się tknąć. Ma jednocześnie nabity rewolwer, który ma zagwarantować to, że istnieje jeszcze jedna ucieczka przed niewyobrażalnym horrorem, który niosą spotykani od czasu do czasu „źli ludzie”. Ucieczka ostateczna.

Patrząc na śpiącego syna, zadawał sobie często straszliwe pytanie. "Potrafisz to zrobić, gdy nadejdzie pora? Potrafisz? (…) Czy będzie go na to stać? Gdy nadejdzie czas. Gdy nadejdzie czas, nie będzie czasu. Czas to teraz. Przeklnij Boga i giń. A jeżeli nie wystrzeli? Musi wystrzelić. A jeżeli jednak nie wystrzeli? Czy stać cię na to, żeby roztrzaskać tę ukochaną głowę kamieniem? Czy jest w tobie istota, o której nic nie wiesz? Czy to możliwe? Weź go w ramiona. O tak. Dusza jest szybka. Przygarnij go do siebie. Pocałuj. Prędko.

Ojciec najbardziej boi się tego, że będzie postawiony w sytuacji, w której będzie musiał sprowadzić sam na siebie ból tak niewyobrażalny, że wprost wymykający się zwyczajnym ludzkim definicjom. Że zakończy żywot swego niewinnego dziecka, jedynego obiektu swej miłości. Że obok umierającego świata zewnętrznego, zostanie anihilowany całkowicie świat wewnętrzny. A przecież alternatywa, którą jest syn w rękach złych ludzi jest stokroć gorsza. Skoro tak, to dlaczego nie zrobić tego od razu? Dlaczego uporczywie trwać w świecie, który nie może przynieść nic innego niż cierpienie? Czy naprawdę instynkt samozachowawczy przejmuje tak totalnie władzę nad człowiekiem postawionym w sytuacji ekstremalnej, że liczy się tylko przeżycie? Dlaczego serce nie może być z kamienia?

Ojciec tłumaczy swemu dziecku, że przetrwają mimo wszelkim przeciwnościom losu. Jest nadzieja, dopóki są dobrzy i „niosą ogień”. Przy czym o ile ojcem kieruje przede wszystkim miłość do syna, spotęgowana i obezwładniająca, bo wypełniająca wszystkie opustoszałe w wyniku tragedii obszary duszy, o tyle synem naprawdę kieruje idea „dobra” zaszczepiona mu przez ojca. Nawet wbrew temu co widzi w postępowaniu swego opiekuna, który odmawia pomocy napotkanym po drodze włóczęgom. Syn, urodzony już po apokalipsie, znający tylko i wyłącznie świat naznaczony strachem i cierpieniem, jest źródłem bezinteresownego dobra w czystej postaci. To on zauważa ukrywającego się w ruinach zabiedzonego chłopca, to on namawia ojca, aby ten podzielił się jedzeniem z napotkanym starcem, to on zapobiega zabójstwu włóczęgi, który ukradł ich dobytek. On naprawdę czyni dobro, on naprawdę „niesie ogień”. Jakże wymowne stają się słowa ojca, który mówi sam do siebie: Jeśli on nie jest słowem Bożym, to Bóg nigdy nie przemówił. I wszystko to w świecie, w którym cielesność jest balastem, ściągającym uporczywie w dół moralnej przepaści. W świecie, gdzie nie może być szczęśliwych zakończeń a śmierć jest jedynym nieśmiertelnym pojęciem, miłość i dobro podtrzymują dwa życia. Choćby tylko przez mgnienie oka, choćby tylko przez metaforyczną chwilę. Nie potrzeba do tego Boga, nie potrzeba absolutu, nie potrzeba ceremoniałów plecionych z pustki, nie potrzeba modlitw. Bo mimo wszystko, mimo całego zła tak charakterystycznego dla naszego gatunku, nie mamy serc z kamienia. Czasem tylko o tym po prostu zapominamy.

Zdziwi się ten, kto szukał będzie w Drodze po prostu postapokalipycznej opowieści. Ta cała fantastyczna sceneria jest pretekstowa i drugoplanowa. Najważniejsze bowiem w tej powieści jest to co widzimy we wnętrzu bohaterów, a nie poza nimi. W formie i manierze McCarthy’ego nie każdy musi widzieć piękno. Nie każdy musi widzieć wielkie fabuły i ponadczasowe, metafizyczne zagadnienia. Warto jednak zmierzyć się z tą literaturą, a przede wszystkim z Drogą. Ja chyba nie pamiętam innej powieści, która tak mocno rwałaby bebechy podczas czytania. Nie pamiętam już, kiedy jakaś opowieść poruszyła mną tak bardzo. Nie pamiętam już takich emocji, a przeczytałem wiele.

Droga, W ciemność, To nie jest kraj dla starych ludzi i Krwawy południk to cztery najlepsze, zdecydowanie wybitne powieści McCarthyego. I choćby do nich wracać będę w przyszłości, bo McCarthy’ego nie tylko warto czytać, lecz trzeba.

Ocena: 6/6
©Niekoniecznie jasno pisane
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    10/10 dla mnie Genialna, wciąga i nie chcę wypuścić nawet na sekundę. Zachwycająco przerażająca.Czuję, że na długo zostanie w mojej głowie.

  • Awatar

    Po książkę sięgnąłem po obejrzeniu filmu, który mówiąc wprost wgniótł mnie w fotel. Może nie tyle kunsztem jego realizacji czy gry aktorskiej, choć nie mam do tych elementów żadnych zastrzeżeń, co do historii w nim przedstawionej. Mimo że opisaną na kartach książki historię znałem już z filmu to jednak nie straciła ona nic ze swej dramaturgi i nie raz chwytało mnie wzruszenie czytając o kolejnych perypetiach dwójki bohaterów. Trzeba jednak przyznać, że książka napisana jest w pewien charakterystyczny sposób który nie wszystkim może przypaść do gustu, a co więcej przez taką formę dość trudno się ją czyta. Mimo wszystko warto dać jej szansę bowiem mamy tu do czynienia z ciężkim kawałkiem post apokaliptycznej prozy, bez zbędnych udziwnień i ubarwień oraz pseudo naukowych rozpraw. Książka ukazuje nam w dosadny i brutalny sposób, że to człowiek dla człowieka jest największym zagrożeniem, a w obliczu klęski zanikają wszelkie wartości moralne i liczy się tylko nasze przetrwanie. Niby nic odkrywczego, ale sposób w jaki zostało to wszystko opisane na długo pozostawia ślad w pamięci. Gorąco polecam.

  • Awatar

    "A co zrobiłeś najodważniejszego w swoim życiu?
    Splunął na drogę krwawą flegmą. Wstałem dziś rano, odparł."

    Książka jest straszna (choć nie chodzi tutaj o jakość, a o przedstawioną historię) , nie ma się tutaj co oszukiwać. W porównaniu z futurystycznymi wizjami, w Metrze Głuchowskiego, opowieść McCarthiego jest bardzo realistyczna, na wskroś przeszywająca.

    Filmu nie widziałem, chciałem go zobaczyć, ale po przeczytaniu książki już mi ochota przeszła. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić niektórych scen, które na pewno nie uciekły sprzed kamery.

    Brudna, szara przyszłość, właściwie obraz jest cały czas wyblakły czarno biały i zapewne taki powinien być film.

    Rozmowy ojca z synem są bardzo wzruszające, dynamiczne. Zapisane w postaci wypowiadanych spontanicznie słów, a nie przemyślanych dialogów, co dodaje realizmu.

    Polecam dla osób o mocnych nerwach.

  • Awatar

    Nienawidzę kiedy daję się nabrać na świetne recenzje...

    Jestem fanką postapo i nie jedną taką książkę już przeczytałam. Ale tak nudnej i beznadziejnej jak ta długo nie znajdę. Czytanie jej było męczarnią.

    Jeżeli ktoś chce poczuć klimat postapo i poczuć napięcie, wzbudzić ciekawość i z zapartym tchem przechodzić do kolejnych rozdziałów, niech sięgnie po inną pozycję. Really.

  • Awatar

    Książka ta jest dla mnie szczególna pod kilkoma względami. Po pierwsze - jest pierwszą, którą przeczytałem na czytniku. Po drugie - lubię takie klimaty. I po trzecie, najważniejsze - sam jestem ojcem i odbierałem ją na zupełnie innym poziomie niż gdybym nie miał dzieci. A do tego jest po prostu świetnie napisana i w niesamowicie sugestywny sposób wzbudza emocje. Po prostu najwyższa klasa.

  • Awatar

    O książce pierwszy raz usłyszałam jakieś 2 lata temu, kilka miesięcy temu postanowiłam ją kupić, ale nadal jakoś nie mogłam się za nią zabrać. W końcu nadszedł ten moment i otworzyłam „Drogę” na pierwszej stronie…

    O książce pewnie już wszystko zostało napisane, ale dorzucę także swoją opinię. „Droga” jest pozycją niezwykłą. Na długo pozostanie w mojej głowie i na pewno przez długi czas opisane tam wydarzenia będą targać moją duszę. Jest to książka, która nie pozostawia człowieka obojętnym, na to o czym się właśnie przeczytało.

    Trzeba zaznaczyć, że „Droga” nie jest powieścią akcji. Jeśli szukamy w niej spektakularnych, heroicznych czynów, to na pewno tego nie znajdziemy. Tutaj heroizm przejawia się w inny sposób – przeżyć kolejny dzień, znaleźć coś do jedzenia, troszczyć się o swoje dziecko, a także…za wszelką cenę unikać innych ludzi.

    Świat tutaj przedstawiony jest krajobrazem po jakiejś wielkiej katastrofie, wszystko zostało zniszczone, a wszystkie zwierzęta zapewne zjedzone (chociaż możemy się tylko domyślać, co się z nimi stało). Książka pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, ale może właśnie dzięki temu siedzi zadrą w sercu i nie chce stamtąd wyjść.
    Ludzie, którzy przeżyli, a nie jest ich dużo, przemieszczają się po swoim dawnym kraju w poszukiwaniu jedzenia. Głód niestety potrafi doprowadzić ludzi do skrajności i makabrycznych zachowań. Nie raz będziemy wstrząśnięci czytając, do czego zdolni są niektórzy, aby tylko napełnić bolący z głodu brzuch. Niestety, czytając o tych zdarzeniach trzeba mieć świadomość, że gdyby taka apokalipsa nastąpiła, to właśnie z takimi zachowaniami mielibyśmy do czynienia (znając chociażby postępowanie wygłodniałych ludzi podczas Wielkiego Głodu na Ukrainie). To jest w tym właśnie najbardziej makabryczne – realizm. Na szczęście nie wszyscy wyrzekli się człowieczeństwa. Do tej grupy zaliczają się bohaterowie „Drogi” – ojciec i jego bardzo młody syn. Wędrują przez ten opuszczony przez Boga świat i szukają…czego? Chyba kolejnej cieniutkiej nitki, której mogliby się chwycić i przeżyć kolejny dzień. Nie mają żadnych złudzeń, że gdzieś jeszcze ostał się kawałek świata, który znali (a właściwie, to znał go głównie ojciec). Wędrują, żeby znaleźć jedzenie, żeby nie siedzieć w miejscu i żeby nie stać się jedzeniem.

    Co do samej konstrukcji historii, to uważam, że psuje ją trochę samo zakończenie, dosłownie kilka ostatnich akapitów. Jest dla mnie typowo amerykańskie. Jestem pewna, że wielu osobom przypadnie do gustu i będą z niego bardzo zadowoleni, jednak dla mnie nie do końca trzyma klimat całości. Ale jakie zakończenie byłoby idealne? Tego nie wiem.

    Podsumowując, książkę z czystym sumieniem polecam wszystkim. Nie ma tutaj wartkiej akcji, która trzymałaby w napięciu, ale jest coś, co człowieka przyciąga. „Droga” to książka, która nie pozostawia człowieka obojętnym. I właśnie takie książki cenię najbardziej.

    (opinię zamieściłam także w innym serwisie książkowym)

Warto zerknąć