ebook Wigilijne psy i inne opowieści
3.47 / 5.00 (liczba ocen: 548) Ilość stron (szacowana): 480

Wigilijne psy i inne opowieści
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Wydawca:  Wydawnictwo SQN
Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 22.39
wciąż za drogo?
29.67 złpremium: 19.14 zł Lub 19.14 zł
27.23 złempikGO: 19.99 zł z Empik Go 19.99 zł
27.23 zł
22.39 zł
23.48 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (3)
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

Wybór wzbogaconych o dodatkowe teksty kultowych opowieści laureata Paszportu „Polityki”. Świat, w którym rodzą się współczesne koszmary, krwisty język, czarny humor i szaleństwo wyobraźni.

Niewyjaśnione samobójstwa taksówkarzy. Droga widziana tylko przez nielicznych. Spalony blok z lokatorem, którego nie powinno w nim być. Przekręt wystawiający przyjaźń na próbę. Przesyłka na zawsze odmieniająca życie doręczyciela…
Łukasz Orbitowski w sposób, w jaki nie zrobił tego nikt przed nim, pokazuje świat, w którym rodzą się współczesne koszmary: świat polskich blokowisk, miejskiego brudu, pierwszych poważnych związków, porannej wódki. Krwisty, podszyty czarnym humorem język tych opowieści, a także niezwykła wyobraźnia autora sprawiają, że „Wigilijne psy” hipnotyzują i niepokoją od pierwszych stron.

„Gawędy niesamowite XXI wieku: czasami przerażające, czasami zaskakujące, czasami śmieszne. Opowieści Łukasza Orbitowskiego zawsze jednak brzmią prawdziwie…” – Jacek Dukaj

„Z wielką frajdą czytam wczesne opowiadania Orbitowskiego. Dobrze mu służy ta forma. Jest i groza, i młodzieńcze wtajemniczenia, jest i polska prowincjonalna. Niektóre motywy czy bohaterów rozpoznamy w jego późniejszych książkach. Orbitowski z tamtych czasów nie był tak znany, ale już był ukształtowanym pisarzem, który potrafił trzymać w napięciu. A przy takich opowiadaniach jak „Pan Śnieg i Pan Wiatr” ciarki przechodzą po plecach” – Justyna Sobolewska, „Polityka”

„Lektura Orbitowskiego to czysta przyjemność! W katalogu licznych jego zalet ważne miejsce zajmuje szczerość – w tym, co mówi, w tym, co pisze, i w tym, jak pisze. Proszę sięgnąć i samemu się przekonać!” – Michał Nogaś, Program 3 Polskiego Radia

„«Wigilijne psy» to pierwsze potężne uderzenie w karierze Orbitowskiego, którą od początku śledzę z prawdziwą czytelniczą namiętnością. Nie sposób się po nim nie zachwiać. Ja długo zbierałem zęby z podłogi” – Jakub Małecki

Wigilijne psy i inne opowieści od Łukasz Orbitowski możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Jest pewien rodzaj magii, który wszyscy chętnie przyjmujemy. To magia czerwonych majtek na studniówce, zaklęcia szczęśliwych przypadków, klątwy czarnych kotów i kominiarskiego fartu. Prosta niezwykłość ubarwiająca życie, która nic nie zmienia, jak łańcuszek na szyi dziewczyny, w którym wygląda ładniej, choć jest tą samą osobą. Drobiazg, na który zawsze chętnie się zgodzimy, by żyło nam się piękniej.
Jeśli człowiek ma głosować, to powinien znać się na ekologii, ekonomii, polityce, wojnie i tysiącu innych rzeczy. Jeśli się nie zna, nie powinien głosować. To kwestia odpowiedzialności.
Tym razem będzie przydługawo, więc jak ktoś ma w d***e teksty o długości większej niż kilka zdań, niech zacznie od połowy, albo w ogóle sobie daruje…

Mam problem z pisaniem o książkach, które przeczytałem. Zdałem sobie z tego sprawę dzisiaj, natomiast problem zaczął się chyba jeszcze przed pierwszym moim publicznym tekstem. No bo jak ktoś, kto w życiu nie napisał zdania podrzuconego jak gnat sforze większej publiki, może w ogóle wypowiadać się na temat tekstów innych osób? Instytucja krytyków to dla mnie w ogóle jakieś nieporozumienie, dlatego unikam jak mogę słowa recenzja (wyjątkiem jest nagłówek strony bloga – czysty chwyt marketingowy wykonany ‘pod’ wujka Googlę, aby łatwiej mnie było znaleźć). Wymyśliłem sobie, że to co robię będzie po prostu moimi prywatnymi opiniami – i generalnie taki układ jakoś się sprawdza.

Kolejny problem zaczyna się, gdy trzeba sklecić parę zdań o książce, której autor pochodzi z naszego (dowolny przymiotnik) kraju. Istnieje wówczas ryzyko, że tenże autor gdzieś taką opinię znajdzie, przeczyta i pomyśli to, co wyżej napisałem o ‘recenzentach’, czyli z grubsza: ‘Jak śmiesz mnie oceniać bydlaku niepiśmienny!?’

Prawdziwa tragedia dzieje się wtedy, gdy człowiek mimo wielkiej chęci nie jest w stanie o danej książce napisać dobrego słowa, a do tego autor jest Polakiem i może to sobie swobodnie poczytać… i tak dalej, i tak dalej… Robi się nieprzyjemnie…

Ostatecznie, można streścić fabułę, przysadzić jakieś lakoniczne zdanie od siebie na końcu i święto. Rozwiązanie bezpieczne, niewymagające i popularne. Trudniej jednak, jeśli mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań…

Tu mniej więcej jest połowa

Całe to bezsensowne rozważanie szlag trafia, gdy dostajesz do ręki treść naprawdę dobrą i bogatą. Co tam fabuła, nawet jeśli to zbiór historii. Co tam krytyka, jeśli nie ma czego krytykować. Że autor Polak? Świetnie! Niech sobie poczyta – nie mam nic złego do powiedzenia. Wręcz przeciwnie!

Wigilijne psy i inne opowieści wciągnęły mnie bez reszty. Widać mocną inspirację ikonami literatury grozy, ale autor posiada niesamowicie indywidualny i specyficzny styl. Opowieści są napisane grubo ciosanym językiem i z widocznym młodzieńczym szaleństwem. Nie znaczy to jednak, że są pozbawione głębokich przekazów, oraz że nie poruszają kwestii ważnych – każda z tych historii posiada przesłanie. Wszystkie są świetne, a dodatkowo – co dla mnie emocjonalnie istotne – wydają się być naprawdę szczere i prawdziwe. Ten zbiór opowiadań to “najrówniejszy” zestaw krótkich form, jaki kiedykolwiek był w mojej ręce. Nawet król King w swoich wydanych zbiorach nie ustrzegł się gniotów, a Orbitowskiemu się udało. Mało tego, warto pamiętać, że są to naprawdę wczesne, młodzieńcze wręcz opowiadania, więc należy się najwyższy szacunek za utrzymanie takiego poziomu.

Dzisiaj nawet nie będę się starał być obiektywny. Jestem krakusem, zatem znam wszystkie miejsca, które pojawiały się w opowiadaniach. Jestem z tego samego pokolenia co Autor, więc tak jak on, bujałem się po mieście w poszukiwaniu podobnych wrażeń. Właściwie większość z nas była wtedy albo na bani, albo na sianie więc wszelkie fantastyczne wątki, które opisuje Autor bardziej przyjmuję z sentymentem niż właściwym literaturze grozy, niepokojem. Mimo tego przez całą książkę towarzyszyło mi miłe dla duszy napięcie i właściwie, gdybym tylko miał warunki, to pewnie pochłonąłbym ją ‘na raz’. Dorosłość jednak ma to do siebie, że pojawiają się obowiązki nie do ruszenia…

Tym samym, idąc z własnej woli na szubienicę opinii publicznej, przyznaję się do wchodzenia Autorowi w tyłek. Nie dlatego, że mam z tego jakąkolwiek wymierną korzyść, ale dlatego że jego twórczość trafia do mnie głębiej niż ustawa przewiduje. I jedyną korzyścią jaką mam nadzieję wynieść z tego wyznania jest to, że Łukasz Orbitowski będzie tworzył dalej i zapewni mi jeszcze wiele, równie emocjonujących, literackich przygód.

Ocena: 5+/6
©PanCzyta.pl
O Łukaszu Orbitowskim słyszałem już nie raz i kilka razy byłem o krok od przeczytania jego książek. Jednakże zawsze to odkładałem, znajdując inne lektury. Postanowiłem to zmienić i na cel obrałem jego kultowe już opowiadania zebrane w Wigilijnych psach. Łukasz Orbitowsski to zarówno redaktor, publicysta, ale przede wszystkim zaś popularny pisarz. Autor licznych opowiadań w pismach i antologiach, część z nich zebrano w tomie Wigilijne psy.

Wigilijne psy to zbiór jedenastu opowiadań w ponad czterystu stronicowej książce, ponowne wydane po ponad dziesięciu latach. Zawarte w książce opowiadania są zarówno dłuższe, jak i krótsze co w niczym nie przeszkadza autorowi i każde z nich zapada głęboko w pamięci. Znajdziemy tutaj niewyjaśnione i tajemnicze samobójstwa taksówkarzy, autostradę widzianą tylko przez nielicznych, spalony blok z lokatorem, którego nie powinno w nim być, przekręty na Allegro, czy przesyłkę odmieniającą życie doręczyciela… To i wiele innych. W tyłowym opowiadaniu Wigilijne psy ojciec idzie utopić nadmiarowe szczeniaki z miotu. Pech chce, że wpada do wody razem z workiem i osieraca syna oraz córkę. Jednak każdej Wigilii do domu przychodzą psy, by w ten jeden dzień wpuścić nieco radości do rodziny pozbawionej ojca jak i męża.

Tematyka jaką porusza Orbitowski w swoich książkach jest bardzo różnorodna. Prostymi, często dosadnymi słowami i pomysłami na opowiadania, pokazuje świat polskich blokowisk, miejskiego brudu oraz niebezpieczeństw jakie czyhają na nieostrożnego przechodnia. Jest to świat brutalny, pełen przemocy, seksu, wódki i używek. Mało który z bohaterów myśli o kolejnym dniu, o tym co będzie za kilka lat. Orbitowski nie waha się i wyciąga każdy brud na światło dziennie, nawet te o których niekoniecznie chcemy wiedzieć. W opowiadaniach uderza najbardziej taka bierność bohaterów wobec pewnych wydarzeń - niekiedy wystarczyłby jeden telefon, aby uratować czyjeś życie. Łatwiej jest jednak nic nie robić i twierdzić, że problem to nie nasza sprawa a najbezpieczniej będzie nie wtykać nosa w nieswoje sprawy, bo jeszcze my oberwiemy.

To co jeszcze wyróżnia opowiadania jest pomieszanie realizmu z elementami fantastyki. Powracające co rok w Wigilię psy wrzucone do rwącej rzeki, czarne zęby pozwalające przeżyć własną śmierć, diabeł, który pragnie przejąć pewien lombard, czy widmowa autostrada na której bohaterowie widzą samych siebie z przyszłości. Te elementy wzbogacają opowiadane historie, ale przede wszystkim służą do zwrócenia uwagi na pewne problemy, jakich doświadczają bohaterowie. Służy to na przykład ukazaniu jak złe decyzje wpływają na losy postaci i kim staliby się, gdyby nie kilka głupich wyborów w opowiadaniu Autostrada.

Wigilijne psy to zbiór bardzo ciekawych i zróżnicowanych jedenastu opowiadań, w których autor porusza problemy polskich blokowisk i wyborów, jakich muszą dokonywać każdego dnia bohaterowie je zamieszkujący. Orbitowski sprawia, że w trakcie lektury książki można autentycznie poczuć grozę opisywanych miejsc, uczucie niepewności, czy strachu o własne życie. Po ich przeczytaniu samotna następna podróż przez duże miasto wieczorem, czy nocą nie wydaje się już być taka bezpieczna. Opowiadania zapadają głęboko w pamięci i myślę, że długo w niej pozostaną. Polecam!

Ocena: 5/6
©Świat fantasy
Myślę, że bez wielkiej przesady można stwierdzić, że w ciągu ostatnich kilku lat Łukasz Orbitowski stał się uznanym pisarzem. Już Szczęśliwa ziemia została doceniona przez większe grono czytelników, a w 2015 pojawiła się Inna dusza (nagrodzona Paszportem Polityki), zwiastująca zmianę pisarskiej trajektorii Orbitowskiego. Pisarz znany do tej pory z fantastyki, coraz mocniej osadzał swą twórczość w rzeczywistości: nadal mrocznej i przerażającej, wciąż mieszczącej się pod szyldem grozy i horroru, ale zdecydowanie bardziej realistycznej. Lubię oba wcielenia Orbitowskiego, więc nie będę się wymądrzać czy to lepiej czy gorzej, poprzestanę na truizmie: jest inaczej. Tym bardziej ciekawym doświadczeniem jest cofnięcie się w czasie o 10 lat i przeczytanie opowiadań spod szyldu grozy, horroru i fantastyki, z lekka tylko zabarwionej obyczajem, oto bowiem wydawnictwo Sine Qua Non wydało ponownie trudno dostępne na rynku księgarskim Wigilijne psy i inne opowieści Łukasza Orbitowskiego.

10 lat to, jak myślę, sporo dla pisarza. Mając za sobą lekturę tego zbioru (z czytanych przeze mnie tekstów autora ten jest najwcześniejszy), tomu Nadchodzi oraz Szczęśliwej ziemi, widać ewolucję stylu. Tym bardziej cieszę się, że Orbitowski zdecydował się nie ingerować zbyt mocno w treść opowiadań, choć, jak wspomina we wstępie do Wigilijnych psów, dziś, rzecz jasna, napisałby te teksty zupełnie inaczej. Na pewno nie zaczynałby jednego z opowiadań zdaniem Zimno jak w dupie u pingwina: widzi w nich pewną nieporadność, ale zależało mu na „zachowaniu drapieżnego, młodzieńczego charakteru tekstów” (ze wstępu autora). Ciekawostką jest fakt, że w młodego, nieznanego pisarza, jakim był wtedy Łukasz Orbitowski, uwierzył inny młody pisarz, który pracował w tym czasie w wielkim wydawnictwie wydającym podręczniki informatyczne. Ten młody pisarz nazywał się Szczepan Twardoch.

Wznowienie tomu Wigilijne psy i inne opowieści składa się z jedenastu opowiadań. Wszystkie łączy atmosfera grozy, jakiegoś podskórnego strachu, który wycieka z wyrwy w rzeczywistości. Łukasz Orbitowski straszy nas pokazując świat, który znamy, lecz on dłubie w nim paluchem tak długo, aż wydłubie pewną wyrwę, szczelinę, przez którą przechodzi nieznane. To może być duch pociągu jak w inspirowanym twórczością Stefana Grabińskiego Sercu kolei, to może być spotkanie z wersjami siebie z przyszłości gdzieś na ciemnym wzgórzu jak w Autostradzie czy mszczący się duch chłopaka jak w Opowieści taksówkarza. Niby wszystko jest normalnie, jak w Kacprze Kłapaczu: zwykły, choć opuszczony niegdyś blok, w którym chowają się ludzie, którzy chcieli lub musieli uciec przed światem, jednak okazuje się, że mieszkają tam nie tylko żywi… Niby czytamy o przeciętnym chłopaku, do którego pewnego wigilijnego wieczora przychodzą dwa psy, ale… te psy przez lata się nie starzeją, a ich oczy świecą dziwnym blaskiem.

I zaczynamy się czuć nieswojo, jakoś nam niewygodnie i strasznie. Możemy zacząć się zastanawiać czy to nie jest tak, że Łukasz Orbitowski widzi więcej, wyraźniej i przeczuwa coś, czego my nie czujemy. Możemy zacząć się zastanawiać co jest pod wierzchnią warstwą znanego świata.

Opowiadaniem, które przełamuje ton grozy jest Droga do modlichy: jak na twórczość Orbitowskiego prawie że radosne opowiadanie o tym jak pewien młody chłopak jechał pociągiem do zapoznanej w knajpie dziewczyny. Podróż mu się trochę wydłużyła, bo po drodze odwiedził masę kumpli w różnych miastach. I tak sobie krążył i miał różne przygody – niby nic, ale łezka się nieomal w oku zakręciła, gdy dotarłam do momentu opisu metalowego koncertu w „starym” Mega Clubie w Katowicach (stary Mega Club mieścił się przy ulicy Dworcowej w Katowicach, natomiast nowy znajduje się na ulicy Żelaznej w tym samym mieście). Bywało się na koncertach w „starym” Mega, oj, bywało… A Łukasz Orbitowski świetnie oddał specyficzny klimat tego miejsca.

Jak to zwykle w przypadku zbioru opowiadań bywa, teksty są nierówne. Tak to już jest i niewiele można na to poradzić, więc nie ma się co na autora boczyć. Niemniej Wigilijne psy i inne opowieści to bardzo dobry zbiór, w którym nie ma tak naprawdę słabych momentów, są za to teksty mocne i bardzo mocne. Na szczególne wyróżnienie zasługują moim zdaniem: Autostrada, Wigilijne psy oraz Nie umieraj przede mną. Jak mówił autor w wywiadzie przeprowadzonym przez Molly z portalu Horror Online po pierwszym wydaniu zbioru w wydawnictwie Editio:

Moją intencją przy dobieraniu opowiadań było zachowanie spójności klimatu przy różnorodności tematycznej. Bo jest i próba ze zmierzenia się z horrorem satanicznym, ze dwie niemal klasyczne opowieści o duchach, wyróżniające się polską scenografią, co jeszcze – na przykład próba przełożenia na język literacki motywów legendy miejskiej, niby rzecz mało odkrywcza, a w Polsce nie bardzo to ludziom wychodzi. Trochę humoru, nie zawsze czarnego, trochę elementów obyczajowych, groteski. Przemoc.

(za: http://horror.com.pl/wywiady/wywiad.php?id=11)

Myślę, że ta różnorodność po latach nie straciła nic ze swej mocy. Zbiór Wigilijne psy i inne opowieści to bardzo dobry zestaw tekstów, który mogę polecić każdemu czytelnikowi lubującemu się w szeroko pojętych klimatach grozy.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć