Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.14 / 5.00
liczba ocen: 1389
Ilość stron (szacowana): 320
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-40% 20.90 zł
34.90 złpremium: 20.94 zł
-23% 26.87 zł
29.24 zł
29.67 zł
Pozostałe księgarnie
26.87 zł
27.90 zł
27.92 zł
29.31 zł
29.67 zł
31.41 zł
31.50 zł
32.46 zł
34.90 zł
34.90 zł
Opis:

„Ludzie o miedzianym czole, utożsamiający milicję z władzą, postanowili poświęcić prawdę dla swoich doraźnych korzyści, skompromitować wymiar sprawiedliwości w Polsce cynicznymi manipulacjami, które będą kiedyś książkowym przykładem niesprawiedliwości” – to słowa matki Grzegorza Przemyka, świeżo upieczonego maturzysty, który w maju 1983 roku został śmiertelnie pobity przez milicję. W czasie śledztwa i rozprawy władze PRL za wszelką ceną starały się odwrócić uwagę od milicjantów, próbując przerzucić odpowiedzialność na sanitariuszy i lekarzy.

Cezary Łazarewicz szczegółowo opisuje historię Grzegorza Przemyka – od zatrzymania na placu Zamkowym po wydarzenia, które nastąpiły później. Pokazuje cynizm władz komunistycznych, zacierających ślady zbrodni, a także bezsilność władz III RP, którym nie udało się znaleźć i ukarać winnych. W opowieść o Przemyku autor wplata historie jego rodziców – poetki Barbary Sadowskiej i ojca Leopolda, przyjaciół, świadków jego pobicia czy sanitariuszy, niesłusznie oskarżanych o zabójstwo. Jednocześnie odkrywa kulisy działań władz i wpływ, jaki na tuszowanie sprawy wywarli między innymi Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak czy Jerzy Urban.

To jedna z najgłośniejszych zbrodni lat osiemdziesiątych w PRL. W pogrzebie Przemyka wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy z podniesionymi w znaku wiktorii dłońmi, w całkowitym milczeniu odprowadzali trumnę na Powązki. To również zbrodnia, która nie doczekała się sprawiedliwego wyroku.

Recenzje blogerów
To będzie krótki tekst, bo też nie bardzo wiem co mogę napisać wobec emocji, które dostarczyła mi ta lektura. Zupełnie przypadkowo sięgnąłem po tę książkę 12-go maja. Dopiero w trakcie lektury dotarło do mnie, że to dokładnie rocznica tych wstrząsających wydarzeń.

Żeby nie było śladów to efekt tytanicznej pracy wykonanej przez autora. To jest reporterski majstersztyk, który czyta się jak kryminał. Tylko oprawców znamy od samego początku. Nie zmienia to jednak faktu, że forma Cezarego Łazarewicza gra na emocjach tak sprawnie, że większość kryminałów nawet nie zbliża się do tej ligi.

Sprawę Grzegorza Przemyka pamiętam “z kolana taty”, kiedy to rodzice parskali z oburzeniem na oficjalne doniesienia reżimowych mediów oraz z imprez rodzinnych, na których my, dzieciaki goniły po mieszkaniu, a “starzy” przy kielichu, obniżonym głosem komentowali przebieg śledztwa, a następnie procesu. Później, już jako dorosły pamiętam doniesienia o kolejnych procesach, ale myślę że byłem wówczas zbyt młody, aby je śledzić z odpowiednią pokorą i zainteresowaniem.

Ja oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że władza potrafi dużo, ale ogrom matactw, ilość zaangażowanych osób i środków przerosła moje wszelkie oczekiwania. Wydawało mi się dotąd, że śmierć Przemyka i księdza Popiełuszki to dwa odrębne tematy. Myliłem się. Wydawało mi się, że komuna skończyła się ostrym cięciem, ale wiele nazwisk, które można znaleźć w książce Łazarewicza, było obecnych w życiu politycznym jeszcze długo, długo później. Żaden z nich nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności – przynajmniej w tej sprawie. Część z nich żyje dziś jak pączki w maśle.

Nie wystarcza mi empatii, aby zrozumieć co czuli Ci szykanowani i inwigilowani ludzie i ile żyć ludzkich zostało w całości zdeterminowanych przez te wydarzenia. Żyć, które przez śmierć młodego chłopaka, nigdy nie wyzwoliły się ze stalowego uścisku komuny.

Najbardziej przeraża mnie jednak fakt, że mimo zmiany systemu, mimo upływu lat, mimo nowych nazwisk na wysokich stołkach, metody działania rządów, jeśli przytrafi się coś niewygodnego, są zasadniczo takie same jak wtedy…

Ocena: 5+/6
©Blog PanCzyta.pl
Dziś recenzja książki zgoła odmiennej od przedstawianych zazwyczaj. Rzekłabym, że dla specyficznej grupy odbiorców. Autor Cezary Łazarewicz był przez wiele lat reporterem „Przekroju”, „Polityki”, „Gazety Wyborczej” czy „Wprost”. Za swoją książkę Żeby nie było śladów – o której dziś kilka słów - otrzymał Literacką Nagrodę „Nike”. Książka otrzymała również nominację do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki, oraz nominację do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego za rok 2017.

Sięgnęłam po ten reportaż, ponieważ historia zamordowanego Grzegorza Przemyka obiła mi się o uszy, a tak naprawdę nie znałam jej w całości.

Często wraca się do czasów PRL-u i służb bezpieczeństwa. Choć przyszło mi również żyć w tamtym okresie to z uwagi na mój wiek, wydarzenia i atmosfera panująca wówczas jest mi zupełnie obca.

Cezary Łazarewicz w swoim reportażu przedstawił chyba jedną z najbardziej głośnych, a zarazem przejmujących historii okresu komunizmu. Historia osiemnastoletniego maturzysty i jego matki bardzo mną wstrząsnęła. Morderstwo Przemyka nie uszło uwadze opinii publicznej ze względu na fakt, iż matka (opozycjonistka) miała szereg znajomych również takich, którym udało się przekazać informację o tych wydarzeniach zagranicznym korespondentom. Szantaż, kłamstwo, zastraszanie, które wylewa się praktycznie z każdej kartki jest wręcz przerażające. Wiadomym jest, że władza w tamtych czasach manipulowała, jednak skala przedstawiona w tym reportażu, mnie jako czytelnika, powala na kolana. Co do bohaterów reportażu nie mi oceniać ich życie i wybory. Jednak miejscami i te fragmenty dawały mi jako czytelnikowi do myślenia.

Manipulacja w tej sprawie dochodziła do tego stopnia, że władza próbowała wpłynąć na zeznania Cezarego F. (głównego świadka). Służy próbowały nakłonić jego ojca do tego by syn zmienił oświadczenie.

Osobom takim jak ja, żyjącym już w wolnym kraju to wydaje się wręcz jak kiepski scenariusz, który opowiada o czasach gdy wymiar sprawiedliwości nie był niezależny. Książka przeraża tym bardziej, że nie jest to fikcja literacka, a historia bestialsko zamordowanego maturzysty.

W teatrze Polonia w Warszawie możecie również obejrzeć spektakl pod tym samym tytułem w reżyserii Piotra Ratajczaka.

Ocena: 5/6
©Księgozbiór
Reportaże są takim gatunkiem literackim, który bardzo mnie interesuje, ale jednocześnie trochę onieśmiela. Te najlepsze dotykają spraw bardzo ważnych, ale też i bardzo trudnych. Marne to usprawiedliwienie, ale przy dosyć szybkim tempie życia, zmęczony człowiek woli wieczorową przeczytać coś lżejszego. Po lekturze tak wspaniałego reportażu jak ten, dopiero widzę jak wielki popełniałam błąd.

Reportaż dotyczy głośnej sprawy Grzegorza Przemyka. Ten młody chłopak w dzień, w którym zdawał maturę, został śmiertelnie pobity przez milicjantów. To co się działo potem, to ogromne kombinacje władzy, by udaremnić ukaranie milicjantów i przerzucić winę na kogoś innego, nie przebierając przy tym w środkach. To wydarzenie, poruszyło całą Polskę, ale również i świat.
Cezary Łazarkiewicz przeprowadził drobiazgowe, dziennikarskie śledztwo. Całą sprawę pokazał z perspektywy głównego bohatera, ale również i ze strony jego matki, poetki, Beaty Sadowskiej. Jej historia i życie miały ogromny wpływ na zdarzenia opisane w książce.

Lekturę czyta się jednym tchem. Obawiałam się trudnego, formalnego języka. Tymczasem historia wciąga bardziej niż nie jedna powieść. Emocje były jeszcze większe przez fakt, że zdarzyło się to na prawdę i to całkiem niedawno. To jakich sposobów używano by zmusić ludzi do posłuszeństwa i do wyznawania tylko "jednej prawdy" wywoływały we mnie ogromne poruszenie. Cezary Łazarkiewicz doskonale rozłożył na czynniki pierwsze metody działania przedstawicieli władz. Ta wnikliwa analiza wzbudziła ogromny niepokój i zrodziła wiele refleksji. Władza w ręku niewłaściwych ludzi, może prowadzić do strasznych wynaturzeń.

Historia współczesna ciągle jest odkrywana. Zdarzyło się wiele. Sporo spraw zostało rozliczonych, ale też wiele informacji ciągle owianych jest tajemnicą. Reportaże takie jak ten, nie tylko dostarczają nam wiedzy, ale jednocześnie przestrzegają. Pamiętajmy, uczmy się na tych wielkich błędach.

Polecam ! !

Ocena: 6/6
©FiFraKu
Żeby nie było śladów to reportaż, za który Cezary Łazarewicz otrzymał Nagrodę Literacką Nike 2017, nagrodę przyznawaną za najlepszą książkę roku.

Gdyby Krzysztof Kozłowski przypadkowo nie odkrył dokumentów dotyczących zabójstwa Przemyka, to zapewne niewiele byśmy dziś wiedzieli o piramidzie kłamstwa, która miała chronić funkcjonariuszy milicji – mówi Cezary Łazarewicz.
Gdyby Cezary Łazarewicz nie napisał reportażu, żyłabym w nieświadomości w jaki sposób ówczesny aparat władzy tuszował zbrodnię popełnioną na warszawskim licealiście Grzegorzu Przemyku.

Książka Łazarewicza, to bardzo szczegółowy, niemalże drobiazgowy, oddarty z jakichkolwiek upiększeń opis czasów PRL, działalności i postępowania milicji, polityków, sądów. To opis okoliczności śmierci Grzegorza, syna opozycjonistki i poetki Barbary Sadowskiej. To rozprawienie się z zakłamaniem i fałszem.

Ta książka może też być przestrogą przed sytuacją, w której wymiar sprawiedliwości traci niezależność i staje się instrumentem politycznej władzy – podsumowywał Fijałkowski. przewodniczący jury.

W dniu śmierci Grzegorza miałam niespełna 6 lat. Do chwili obecnej wiedziałam, że zginął niewinny, młody człowiek, że sprawa ciągnęła się latami, ale nią nie żyłam, nie odcisnęła na mnie piętna. Teraz jest zupełnie inaczej... Teraz jestem zszokowana, wstrząśnięta i zdruzgotana.

Reportaż Łazarewicza, to nasza historia, to prawda, to świadectwo. Gorąco zachęcam do przeczytania wszystkim, którzy nie znają sprawy, albo tylko w niewielkim stopniu, albo po prostu chcą przeczytać niesamowicie napisaną książkę na faktach. Ja nic więcej nie napiszę, bo nie potrafię. Książka mówi sama za siebie. Naprawdę warto.

Ocena: 6/6
©Na czytniku
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Przeczytałem jednym tchem. Nie wiedziałem, że tego typu literatura może być aż tak porywająca. Długo czekałem z zakupem tej książki, czekałem, aż zejdzie z ceny. Nie schodziła, pewnie przeszkadzały jej w tym co i rusz zdobywane nagrody i chwalebne recenzje. Zrozumiałem, że mojej ulubionej ceny się nie doczekam. Płacę słono tylko za autorów, których kocham, Łazarewicz nie był na liście. Gdy jednak dotarło do mnie, że nie ma co liczyć na zniżkę, odżałowałem stosowną kwotę i książkę zakupiłem. To mocna rzecz, zwłaszcza dla ludzi, równolatków Grzesia Przemyka, czy to troszkę młodszych, czy deczko starszych. To pokolenie, które jeśli nie było prześladowane przez władzę celowo, to z pewnością prześladowań doświadczyło, najczęściej na własnej skórze. Skóra cierpnie, nóż się w kieszeni sam otwiera, nienawiść do bydlaków, ergo aparatu władzy wzrasta z każdą przeczytaną stroną. Są emocje, literatura wciąga, to trzeba czytać! Podsumowując, ale już nie książkę, tylko emocje, które we mnie wywołała. Nie jestem zwolennikiem obecnej władzy, wprost przeciwnie. Ale nie widzę powodu, dla którego kaci mają być sytuowani lepiej od swoich ofiar. Nie widzę powodu by bandyci mieli wciąż się tytułować generałami. Wiara nakazuje mi zaniechać zemsty, mało, mam kochać moich wrogów, hmmm, dam radę, ale naprawdę nie widzę powodu, by towarzysze mieli do dyspozycji większe środki niż najniższe emerytury w kraju. Niechże sobie oprawcy żyją w spokoju, mimo to mam poczucie, że za pracę, którą wykonali, te mizerne polskie emeryturki to i tak o wiele za duża gratyfikacja będzie. I tylko mi żal, że do tych spasionych na polskiej niedoli ryjów dobrał się PIS, a nie poprzednicy. Powiedzieć, że to może dawać do myślenia, to nic nie powiedzieć. Książkę przeczytać warto!

Inne proponowane
Warto zerknąć