ebook Spalić wiedźmę
3.3 / 5.00 (liczba ocen: 472)

Spalić wiedźmę
ebook: pdf, mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 21.24
Audiobook - najniższa cena: 12.00
UpolujEbooka.pl #Instagram
UpolujEbooka.pl #Instagram
24.99 złpremium: 14.99 zł Lub 14.99 zł
21.59 zł Lub 19.43 zł
24.99 zł
19.24 zł
21.24 zł
22.00 zł
24.99 zł
24.99 zł
24.99 zł
Inne proponowane

Mityczny Kraków, magia i fascynujące tajemnice... Powieść, w której dawne legendy spotykają się z nowoczesnością, a baśniowa symbolika łączy się z wartką akcją.

Sara Weronika Sokolska, zwana Saniką, w niczym nie przypomina nadwornej czarodziejki. Młoda, żywiołowa i dzika jak magia, którą włada, stanowi jedną z największych tajemnic królewskiego dworu. Nie wiadomo, gdzie uczyła się magii i kto był jej mistrzem, ani nawet skąd przybyła do Krakowa. Plotki mówią, że jest najbliższą przyjaciółką i powiernicą króla Juliana, a może nawet kimś więcej. Media donoszą o jej spektakularnych wyczynach: polowaniach na biesy, inkuby i strzygi, o pojedynkach z członkami Loży Czarodziejów. Wydaje się, że Sanika jest najpotężniejszą czarownicą w Polanii i tylko szaleniec mógłby rzucić jej wyzwanie. A jednak nawet moce wiedźmy mogą okazać się niewystarczające w starciu z przeciwnikiem, który pragnie zniszczenia Krakowa. Wrogiem, za którym stoi pradawna i niezwykle potężna magia…

„W alternatywnej, przesyconej magią rzeczywistości monarchią Polanii rządzi król Julian, a drugą co do ważności osobą po władcy jest Pierwsza Czarownica, harda i nieugięta Sara Weronika Sokolska. Gdy nad Krakowem zawisa widmo czarnoksięskiej apokalipsy, to ona staje przed wyborem: chronić miasto czy… siebie.
Magdalenie Kubasiewicz udało się zgrabnie wpisać motywy z krakowskich legend w nowoczesność, a baśniową symbolikę połączyć z wartką akcją. Smok wawelski, czarnoksiężnik Twardowski, diabeł z Krzysztoforów zyskują nowe oblicze, ale to pyskata Sara skradła moje serce” – Agnieszka Hałas, autorka cyklu „Teatr Węży”

Spalić wiedźmę od Magdalena Kubasiewicz możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Zbyt dobrze poznałam cienie, by zdołały mnie pochłonąć.
Złego diabli nie biorą. Baliby się, że przejmie władzę w piekle.
Pierwsza Czarownica Polanii

W Spalić wiedźmę Magdaleny Kubasiewicz intryguje już pierwsze zdanie – Zaczęło się zwyczajnie: od morderstwa. I tak Sara Weronika Sokolska, Pierwsza Czarownica Polanii, ma za zadanie odkryć, kto zabił obdarzoną talentem magicznym Katarzynę Niepołomic. Jak można się domyślić po nazwie kraju, rzecz dzieje się w alternatywnej, współczesnej nam Polsce, która ma rezydującego na Wawelu króla, a także magów, czarodziejów i czarowników. I większość z nich czeka tylko na okazję, by zdyskredytować albo co najmniej osłabić pozycję głównej bohaterki. Bo nie godzi się, by Pierwsza chodziła w glanach i koszuli w kratę, nie dawała się wciągać w intrygi i do tego nie była absolwentką uniwersytetu magicznego.

Początkowo dowiadujemy się, w jaki sposób Sara odnajduje kilka groźnych nadprzyrodzonych istot i sprytnie sobie z nimi radzi, jednak z czasem opowieść nabiera tempa, gdy w Krakowie pojawiają się biesy i zaczynają opętywać ludzi, a Pierwsza nie jest już w stanie sama reagować na to i inne zagrożenia w mieście. Co ma z tym wspólnego zniknięcie wiekowego archiwisty, Smok Wawelski i lustro Twardowskiego? Jaką tajemnicę kryje zamknięta w sobie, nieco szalona i jednocześnie groźna protagonistka?

Książka dość wyraźnie dzieli się na dwie części – do czwartego rozdziału wątki są ze sobą raczej luźno powiązane, jest to raczej zbiór opowiadań niż powieść, dopiero od rozdziału piątego widać zamysł autorki na główną intrygę. Dlatego też utwór jest niestety nierówny – niektóre opisy są moim zdaniem zbyt szczegółowe, albo też nie wnoszą nic ważnego, z drugiej strony pisarka miała znakomity pomysł na polowanie na inkuba – czytając o nim nie sposób bowiem zorientować się, kto jest dobry, a kto zły i jak się wszystko skończy. Są też interesujące językowo fragmenty – jak pierwsze zdanie powieści albo charakterystyka niektórych pobocznych postaci – Wszystko w Kacprze było lisie i rudawe. Ponadto na początku widzimy tylko główną bohaterkę i jej działania, co nie pozwala zbyt dobrze wczuć się w świat przedstawiony, jednak wraz z rozwojem akcji poznajemy innych graczy na dworze królewskim. Zaś dzięki przypisom dowiadujemy się więcej o magii i związanej z nią historią Polanii i innych krajów. Tak więc, oddając się lekturze, warto uzbroić się w cierpliwość i po niezobowiązującym wprowadzeniu, dać autorce szansę na pokazanie pomysłu na naprawdę ekscytujący finał i zaskakującą tajemnicę Sary.

Spalić wiedźmę spodoba się czytelnikom, którzy lubią potężne, tajemnicze i inteligentne protagonistki znajdujące się w centrum wydarzeń, a także alternatywne światy fantasy, z istotami nadprzyrodzonymi, pełne żywych legend, potężnych artefaktów i śmiertelnie niebezpiecznych wyzwań. Zarazem gustują w opowieściach utrzymanych w raczej poważnym tonie i stopniowo budujących coraz większe napięcie. Mimo niezbyt spójnego początku widać, że autorka z rozdziału na rozdział pisze coraz lepiej, i że całość historii Sary ma spory potencjał, zaś interesujące zakończenie zachęciło mnie do sięgnięcia po kolejną część przygód Piekielnicy zatytułowaną Wiedźma Jego Królewskiej Mości. A że książkę czyta się całkiem szybko i przyjemnie, spędziłam z nią udany wieczór.

Ocena: 3+/6
©Głodna Wyobraźnia
Musicie mi uwierzyć, że gdy tylko chwyciłam w swoje chciwe łapki Spalić wiedźmę Magdaleny Kubasiewicz, chciałam przeczytać jedynie pierwszy rozdział. Nawet nie cały! Raptem kilka stron, żeby wybadać z czym to się je. Powieść zaintrygowała mnie już latem, kiedy natknęłam się na jej zapowiedź. Opis książki pewnie mógłby wydawać się całkiem zwyczajny, ale na mnie podziałał, jak lep na muchy. Jakiś jego fragment - możliwe, że ten o magii w alternatywnej rzeczywistości i mieszących się w niej, Polanii i niezwykłym Krakowie - skusił mnie wystarczająco, abym później nie potrafiła odłożyć w spokoju czytnika, wzbogaconego o jedną, nową pozycję. Chciałam wejść do tego świata choć na chwilę.

Gdy dwie godziny później spojrzałam na zegar, zrezygnowana stwierdziłam, że przecież nie mogę skończyć czytać W TAKIM MOMENCIE i wróciłam do lektury. Ci, którzy twierdzą, że najciekawsze powieści pojawiają się akurat wtedy, kiedy masz wiele innych rzeczy zaplanowanych do zrobienia, bez wątpienia się nie mylą. Spalić wiedźmę skończyłam czytać tego samego dnia (a raczej nocą), którego zaczęłam. I ani trochę nie chciałam przyjąć do uwagi faktu, że to już koniec.

Prolog tej powieści jest dość osobliwy, ale jednocześnie i porywający. Oczekiwałam po nim raczej czegoś w stylu enigmatycznego wstępu, niż osobnego opowiadania, ale nie działa to na niekorzyść całości. Jest on odrębną, krótką historią, która oszczędnie zaznajamia czytelnika z główną bohaterką, a jednocześnie niesamowicie wciąga w opisywane wydarzenia. Po raz pierwszy mamy możliwość poznać Sarę, kiedy ta dostaje zadanie rozwikłania morderstwa. Z pozoru prosta i nudna misja przeradza się jednak w pełną tajemnic i niedopowiedzeń zagadkę, której rozwiązanie staje się niebezpieczne i dla samej Sary. Było mnóstwo akcji, trochę humoru i mrocznego, ciężkiego klimatu, a poza tym oczywiście było magicznie. A reszta? Reszta historii przedstawionej w Spalić wiedźmę, jest dokładnie taka, jak jej prolog. Tyle, że w mocniejszej, podwójnej dawce.

Ta powieść ma dwa ogromne plusy, a są nimi wykreowany przez Magdalenę Kubasiewicz świat i główna bohaterka. Rzeczywistość przedstawiona w książce - choć tak podobna do naszej - jest jednocześnie też fascynująca i intrygująca. Polania to europejskie mocarstwo, którego serce mieści się w Krakowie. Polanie wciąż mają króla, a magia jest na porządku dziennym. Syreny zamieszkujące morskie rezerwaty nie wzbudzają większej sensacji niż ranking w rozchwytywanej gazecie o dziesięciu najczęściej typowanych kobietach na przyszłą królową. Kubasiewicz pokazuje nam nasz własny świat, tyle że po drugiej stronie lustra. Przy tym jest on też barwniejszy, urzekający i niezwykle zwodniczy. Z niemałym wdziękiem i subtelnością autorka wplata znane nam baśnie i legendy w ramy swojej powieści. Kilka interesujących smaczków udało mi się wyłapać jeszcze podczas czytania książki, inne rozpracowałam dopiero po zakończeniu lektury Spalić wiedźmę, kiedy nie mogłam przestać o niej myśleć i główkowałam nad poszczególnymi wątkami. Poza tym zaskoczyło mnie, jaką przyjemność sprawiła mi obecność tych wszystkich polskich legend i przekazów. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż na przykład uwielbiam mitologię grecką, a nordycką uważam za intrygującą, ale spotkanie na kartach powieści Kubasiewicz czarnoksiężnika Twardowskiego, czy smoka wawelskiego, odkrywanie tajemnicy lustra i rozwiązywanie zagadki niepokojących wydarzeń w Krakowie wraz z główną bohaterką - to dopiero była zabawa!

Poza tym, autorce udało się stworzyć bohaterkę z charakterem. Sara Weronika Sokolska to czarownica, która zawsze ma własne zdanie i nic nie stanie jej na przeszkodzie, aby podzieliła się nim z resztą świata. Jest zabawna, sarkastyczna oraz błyskotliwa. Nie pozwala innym wtrącać się we własne sprawy, ale też bardzo rzadko prosi o pomoc. Ma też przeszłość, o której nie lubi opowiadać, a szkoda, bo jako czytelnik bardzo chętnie poznałabym kilka jej tajemnic. Sara jest postacią przemyślaną, wykreowaną z pomysłem. Nie będę kłamać - zakochałam się w niej od pierwszego akapitu, od pierwszej ciętej riposty. Już od dawna nie miałam w rękach książki z tak charakterną i dającą się lubić główną bohaterką. Gdybym miała ją do kogoś porównać, bez wahania podałabym imię Wolhy Rednej z powieści Zawód: Wiedźma, autorstwa Olgi Gromyko. Tyle tylko, że Sokolska to bohaterka mroczniejsza. Choć często żartuje i się wyzłośliwia, nie rzadziej jej nastrój jest cięższy, ponury. Tak jakby nosiła ze sobą jakiś niewidzialny ciężar. Ponadto jest też osobą dość niekonwencjonalną, gdyby porównać ją do reszty społeczeństwa, do którego przynależy. Chociaż została wybrana przez króla Juliana na stanowisko Pierwszej Czarownicy, nie ukończyła żadnej szkoły magii, co pośród innych czarownic i czarodziei jest nie do pomyślenia. Przez to nie budzi sympatii wśród reszty, chociaż to nie jest tak, że jej zależy.

W Spalić wiedźmę zabrakło mi odrobinę bohaterów drugoplanowych. Oczywiście Magdalena Kubasiewicz przedstawiła w powieści kilka ciekawych, przyciągających uwagę postaci, ale na żadnej z nich nie zatrzymała się dłużej. Możliwe, że to wina faktu, że akcja w książce pędzi strasznie do przodu, a Sara to raczej osoba, która woli pracować w pojedynkę i nie lubi towarzystwa. Chętnie przeczytałabym jednak coś więcej o Białej Czarodziejce Lidce, lubującym się w sekretach Krystianie, czy przyjacielskim, ale jednak trochę pogubionym królu Julianie. Niektóre wydarzenia zostały przedstawione z punktu widzenia postaci drugoplanowej. Swoją chwilę miała Lidia, a także król Julian. Chociaż to świetny sposób na to, żeby opisać wydarzenia, w których akurat udziału nie bierze Sara, a przy tym rozwinąć wątki innych bohaterów, to jednak za mało. Wciąż mam wrażenie, że sylwetki postaci zostały ledwie zarysowane niż odpowiednio wykreowane. Doskonałym przykładem jest tutaj choćby król Julian, którego zachowanie nieraz wydawało mi się wręcz dziecinne, czy nie pasujące do tego, jak został przedstawiony wcześniej. Brakowało mi tutaj pewnej konsekwencji.

Jak wspomniałam wcześniej, akcja w powieści szybko gna do przodu. Odniosłam wrażenie, że na każdej stronie dzieje się coś szalenie istotnego. W związku z niepokojącymi wydarzeniami, które mają miejsce w Krakowie, nadworna wiedźma ma pełne ręce roboty. Czasem próbuje rozwikłać zagadkę, by innym razem zająć się jej częścią, szczegółem - na przykład gniazdem strzyg, gdy inni czarodzieje odmawiają pomocy - aby znów rzucić w czytelnika retrospekcją, albo krótkim, tajemniczym napomknieniem o przeszłości, co może jednocześnie oznaczać coś szalenie istotnego, albo po prostu nic. Spalić wiedźmę to książka napisana chaotycznie. Momentami podczas czytania się gubiłam, mając wrażenie, że przegapiłam coś istotnego. Problem jednak w tym, że nie jestem do końca pewna czy autorka nie przybrała takiej taktyki specjalnie. Są takie wątki, które na to wskazują. Powracający temat przeszłości Sary jest tego dobrym przykładem. Magdalena Kubasiewicz momentami kluczy, mąci i strasznie pląta, ale wydaje mi się, że jest w tym jakaś metoda. To tak, jakby autorka mówiła: "Popatrzcie, Tajemnica!", żeby później dodać: "O, popatrzcie! Znowu Kłopoty! Co? Chcecie poznać Tajemnicę? Nie. Jeszcze Wam jej nie zdradzę". Takie przeskoki są strasznie irytujące, ale muszę też przyznać, że to jeden z ważniejszych czynników, które sprawiają, że ta książka tak bardzo wciąga.

Pomimo tych kilku mankamentów i uwag, Spalić wiedźmę to bez wątpienia jeden z lepszych debiutów, z jakimi miałam do czynienia. Mamy połowę stycznia, a mi udało się nie tylko przeczytać ciekawą powieść fantastyczną, a znaleźć też autorkę, której twórczość będę śledzić z niemałą przyjemnością. Chcę więcej Sary, chcę więcej magicznego Krakowa! Ludzie, tak chciałabym przeczytać kontynuację tej historii, że to aż boli. Tuż po skończeniu lektury powieści, odłożyłam czytnik na półkę i postanowiłam, że napiszę ten tekst dopiero po kilku dniach, żeby moja ekscytacja choć trochę osłabła. Postanowiłam rozłożyć fabułę na części pierwsze, pogrzebać trochę w każdym z wątków z osobna, znaleźć wady, bo wiecie - to jest właśnie to, co robicie, kiedy piszecie recenzję książki. Minęły cztery dni, a ja wciąż szukam. Wciąż się ekscytuję. Powoli zaczynam tęsknić za ciętym językiem Sary i tą niesamowitą, alternatywną Polanią. Spalić wiedźmę to jedna z tych powieści, przy których chciałabym mieć własne Tardis do świata różnych książek. Nie mam. Zrobię więc to tradycyjnie i poczekam na kontynuację. Magdaleno Kubasiewicz, ja czekam!
I Wy też powinniście.

Ocena: 4/6
©Nocny Cień
Sięgając po powieści z gatunku fantasy, najchętniej wybieram te, których fabuła nawiązuje bądź czerpie ze świata mitów i legend, zaś wykreowane przez autora uniwersum stanowi kompilację swojsko współczesnej rzeczywistości i świata rodem z baśni, mitów i podań. Jeśli na dodatek fabuła odwołuje się do naszej rodzimej, słowiańskiej mitologii, a także odnosi do przeszłości, folkloru i topografii jakiegoś miejsca (jak na przykład Nigdziebądź Gaimana), zaś wszystko to spowija otoczka magii i czarów, to zdecydowanie jest to lektura dla mnie wręcz wymarzona. Taką lekturą okazała się debiutancka powieść Magdaleny Kubasiewicz Spalić wiedźmę; powieść, której autorka zaprasza czytelników do starego, dobrego, magicznego Krakowa, przy czym to ostatnie określenie należy potraktować jak najbardziej dosłownie. Kubasiewicz uczyniła bowiem miasto areną - i przedmiotem - zmagań sił nadprzyrodzonych, w których stawką jest dalsze istnienie metropolii.

Sara Weronika Sokolska, zwana Saniką, nosi dumne miano Pierwszej Czarownicy Polanii, a do jej obowiązków należy ochrona Krakowa przed mrocznymi, magicznymi siłami i trzymanie w szachu wszelkiej maści nadprzyrodzonych istot, które mogłyby zagrozić miastu i jego mieszkańcom. Bezkompromisowa, dzika i uparta Sanika ma niełatwe zadanie, zwłaszcza, że nie może liczyć na wsparcie Loży Magów, z którą jest skonfliktowana - nikt jednak nie śmie przeciwstawić się ulubienicy króla Juliana Łukomskiego, potężnej wiedźmie znikąd, której magiczne zdolności nie zostały usankcjonowane żadnym uniwersyteckim tytułem, co nie mieści się w głowach ambitnym członkom Loży.
Pewnego dnia Sanika odkrywa, że miasto, którego ma strzec, znalazło się w wielkim niebezpieczeństwie. Hordy trzymanych dotąd w szachu magicznych istot wykazują nadzwyczajną aktywność, ktoś - lub coś - łamie ochronne zaklęcia, jakie czarownica roztoczyła nad Krakowem, dopuszcza się ataków na magicznych obrońców stolicy Polanii oraz kradzieży magicznych artefaktów, zapewniających miastu bezpieczeństwo. Wszystko wskazuje na to, że nadnaturalne siły, które moc wiedźmy trzymała dotąd z dala od Krakowa, szykują się do ostatecznego ataku, zaciera się granica pomiędzy światami, a nocny król gotuje się do konfrontacji z Saniką i przejęcia władzy nad miastem.

Mam ostatnio szczęście do powieściowych debiutów – książka Magdaleny Kubasiewicz jest tego potwierdzeniem. Wykreowany przez autorkę świat zachwyca i oszałamia wielowymiarowością, bogactwem i – paradoksalnie – rozmachem, choć miejsce akcji ogranicza się do Krakowa. Ale za to jak przedstawionego! Stolica europejskiego mocarstwa Polanii jest miastem nowoczesnym, korzystającym z wszelkich zdobyczy cywilizacji, stanowiących nieodłączny element naszej współczesnej codzienności, a jednocześnie dosłownie zanurzonym w magii; ona również jest integralną częścią rzeczywistości, choć dostępną tylko dla wybranych: adeptów tej trudnej sztuki na magicznych uniwersytetach oraz czarownic, czarodziejek i magów zrzeszonych w Loży, których zadaniem jest kontrolowanie magicznych sił i ochrona miasta. W tym świecie koegzystują ludzie i istoty nadprzyrodzone, żywcem wyjęte ze słowiańskiej mitologii (biesy, strzygi, żywiołami, topielice, boginki) i krakowskich legend (mistrz Twardowski, Smok Wawelski, diabeł krzysztoforski); o zachowanie kruchej równowagi i spokój w mieście dba nadworna czarownica, czyli Sanika. Oba te światy – ludzki i nadnaturalny – wchodzą ze sobą w interakcje, przenikają się wzajemnie, łączą w płynny, naturalny, pozbawiony jakichkolwiek zgrzytów sposób; czytelnik po prostu akceptuje bez mrugnięcia okiem wszelkie pomysły autorki i daje się porwać jej opowieści.

Sam Kraków został przedstawiony jako miejsce z gruntu niezwykłe, niemal predestynowane do emanowania magiczną mocą i zamieszkiwania przez istoty nadprzyrodzone. W nawiązaniu do miejskiej legendy z początków XX wieku o wawelskim czakramie, jest on miejscem, gdzie granica między światami jest cieńsza niż gdziekolwiek indziej, a magiczne siły są szczególnie aktywne; kamień wydzielający energię miał się ponoć znajdować na terenie nieistniejącego dziś kościoła św. Gereona na Wzgórzu Wawelskim, który to motyw autorka bardzo pomysłowo wykorzystała w fabule: ów kamień, wraz z lustrem Twardowskiego i Nożem Dwóch Braci z Sukiennic, uczyniła potężnymi artefaktami o magicznej mocy, które miały chronić Kraków przed siłami zła. Muszę przyznać, że ta zgrabna, oryginalna trawestacja krakowskich legend bardzo przypadła mi do gustu.
Dużo frajdy sprawia odkrywanie miasta, a raczej jego nieznanego oblicza, w czym swoją rolę odgrywa topografia – podobnie jak w Gaimanowskim Londynie Pod; każda lokacja, raczej dobrze znana większości czytelników, ma swoją podszewkę i dodatkowe znaczenie. Przemierzając ulice Krakowa stopniowo odkrywamy niuanse świata przedstawionego – wiedza o nim nie jest bynajmniej podana na tacy, trzeba ją sobie budować z okruchów informacji pojawiających się tu i ówdzie w tekście, a układających się w konkretną wizję. Poznajemy prawa rządzące światem, różne jego wymiary i odcienie – nasza perspektywa poszerza się wraz z rozwojem fabuły, a koncepcja autorki nabiera rumieńców. Paradoksalnie im więcej się o nim dowiadujemy, tym bardziej mroczny i tajemniczy się nam wydaje, coś wspaniałego!

Nawet ograny i mocno wyeksploatowany motyw walki dobra ze złem, stanowiący sedno fabuły, prezentuje się zaskakująco świeżo i atrakcyjnie. Granice między nimi nie są konkretnie i jednoznacznie określone i o ile sama Sanika reprezentuje moce chroniące miasto, zaś nocny król – zło, ciemność i upadek, o tyle siły, jakimi posługuje się czarownica, są równie potężne i niebezpieczne, jak jej antagonisty i bardzo prawdopodobne, że wywodzą się z jednego źródła. O ile jednak korzenie magii mogą budzić wątpliwości, o tyle cele i motywacje przeciwników są jasno określone, siły zrównoważone, a wynik konfrontacji – niepewny. I to jest kolejny atut powieści Kubasiewicz – nic nie jest oczywiste, jednoznaczne i jednowymiarowe, wszystko ma pozytywne i negatywne aspekty i nie zawsze na pierwszy rzut oka można stwierdzić, jak jest naprawdę – co jest szczególnie intrygującą kwestią w przypadku postaci bohaterów. A konkretnie bohaterki, bo to Sanika zdominowała fabułę i przyćmiła pozostałe postaci.

Właściwie nic w tym dziwnego, zważywszy na charakter, jakim obdarowała ja autorka: wiedźma jest zbuntowana, dzika, nieokiełznana, chadza własnymi ścieżkami, a przy tym jest śmiertelnie niebezpieczna. Nikt nie wie, skąd się wzięła, jak trafiła pod skrzydła swej poprzedniczki Kaliny i na dwór Juliana. Przeszłość Saniki pozostaje tajemnicza i niejasna, czytelnik poznaje zaledwie jej fragmenty, a raczej migawki, które trudno jednoznacznie interpretować – czy to z retrospekcji, snów, wizji samej Saniki, strzępów jej wypowiedzi, aluzji innych bohaterów – ale w tym gąszczu niedomówień tkwi cały urok tej postaci. Wobec wielu niejasności, sekretów i wątpliwości spowijających postać bohaterki, trudności, jakie trzeba sobie zadać, by poskładać jej portret z tropów podrzucanych przez autorkę, Sanika w dużej mierze i tak pozostaje dla nas zagadką. Stanowczo trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to kwestia niedopracowania postaci, a celowy zamysł autorki, gdyż to, czego się dowiadujemy, daje mocne przesłanki ku temu, by uznać wizję Kubasiewicz za spójną, a postać protagonistki – za doskonale przemyślaną.
Inni bohaterowie pozostają w jej cieniu, ale znowu, nie ze względu na niedostatki warsztatowe, ale określoną koncepcję autorki. Sanika przytłacza ich osobowością, przyćmiewa talentami i choć na godną przeciwniczkę wyrasta czarodziejka Lidia, intrygujący wydaje się być przewodniczący Loży, Krystian Chmielewski, a spory potencjał ma w sobie król Julian Łukomski, żadne z nich nie może się równać z Pierwszą Czarownicą Polanii.

Niektórzy czytelnicy mogą mieć wrażenie, że ograniczenia, jakie narzuciła sobie autorka – czyli zawężenie świata przedstawionego do Krakowa i celowo zaburzone proporcje w kreacji sylwetek bohaterów – działają na niekorzyść powieści; nic bardziej mylnego. Uniwersum może i zostało zredukowane do samego Krakowa, ale i wykreowane „na bogato” – dzięki specyfice miasta, kipiącego historią, obrosłego w legendy, cechującego się niepowtarzalną atmosferą, lecz także za sprawą wyobraźni autorki, której nie tylko udało się znakomicie uchwycić jego charakter, ale i przetworzyć wszystkie jego składowe na swój własny sposób, zgodny jednak z duchem i klimatem oryginału.

Spalić wiedźmę to nieszablonowa, świeża, zachwycająca twórczym wykorzystaniem popularnych motywów i kreatywną adaptacją mitów i legend powieść fantasy, zaskakująca bogactwem i wielowymiarowością pozornie prostej, a tak naprawdę rozgałęziającej się w najmniej oczekiwanych kierunkach fabuły, jak i jej dopracowaniem w najdrobniejszych szczegółach i przemyślaną koncepcją, której autorka nie narzuca czytelnikowi, lecz pozwala odkrywać - i zachwycać się nią - krok po kroku.

Ocena: 5/6

©zwiedzam wszechświat
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Kupiona na chybił trafił i ... zdecydowane trafił :). Świat Polanii i Pierwszej czaronicy wciąga. Umiejętnie wplecione polskie baśnie i legendy tworzą unikalny klimat tej powieści. Bardzo sprawnie poprowadzona akcja, ciekawie zarysowane postaci. Po lekturze chce się JESZCZE.

Warto zerknąć