Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.72 / 5.00
liczba ocen: 1258
najlepsza cena! w ostatnich dwóch tygodniach
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
27.99 złpremium: 16.79 zł
-32% 18.90 zł
23.79 zł
23.79 zł
27.99 zł
Pozostałe księgarnie
20.57 zł
22.39 zł
23.78 zł
25.19 zł
25.50 zł
26.59 zł
27.99 zł
Opis:

Dobra prezencja bywa kluczem do sukcesu, a metka na ubraniu ma znaczenie. Czasem to kwestia życia lub śmierci. Dla niektórych – dosłownie.

Blisko 1200 kobiet i mężczyzn zabitych pod gruzami Rana Plaza. Spalona szwalnia w Ashulii, w której pewnego wieczoru zamknięto pracowników na wyższych piętrach, by z płonącego budynku wynieść najpierw zawartość magazynu na parterze. Oburzające. Ale na miano skandalu zasługuje dopiero to, że za spodnie czy sukienkę, które w Bangladeszu uszyto za 10 zł, w polskim centrum handlowym musisz zapłacić dziesięć-piętnaście razy więcej. Marek Rabij, dziennikarz działu gospodarczego tygodnika „Newsweek Polska” w maju 2013 roku – tuż po zawaleniu się Rana Plaza – pojechał do Dhaki poznać z bliska warunki, w jakich produkuje się w Bangladeszu ubrania dla polskich i zagranicznych marek. Rok później powraca na dłużej do banglijskich slumsów w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy katastrofa z 24 kwietnia 2013 r. wpłynęła jakoś na funkcjonowanie globalnego przemysłu odzieżowego.

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo od Marek Rabij możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Recenzje blogerów
Konia z rzędem temu, który nie ma w swojej szafie chociaż jednego T-shirta uszytego w Bangladeszu. Moja ignorancja sięgnęła zenitu, gdy zdałam sobie sprawę, że gros koszulek importowanych do Polski pochodzi właśnie z tego kraju. Przyznaję, że byłam przekonana, że są to chińskie wyroby, które zalewają nasz rynek. W trakcie prasowania zerknęłam na metki … wynik mnie zaskoczył. A w momencie, kiedy wysłuchałam audiobooka, przeraził.

Zarzewiem reportażu Marka Rabija, dziennikarza „Newsweek Polska”, było zawalenie się w 2013 roku, w Szabharze nieopodal stolicy Bangladeszu Dhace, ośmiokondygnacyjnego budynku Rana Plaza. W tej uznanej za największą katastrofę budowlaną pod względem liczby ofiar śmiertelnych w czasach współczesnych zginęło 1127 osób. Większość z nich, to były szwaczki, gdyż w zawalonym wieżowcu mieściły się głównie fabryki odzieży.
Polski dziennikarz wyjechał do Bangladeszu, w którym przemysł odzieżowy jest religią, aby poznać warunki w jakich szyje się ubrania dla polskich i zagranicznych marek. Książka, która powstała w trakcie tej podroży, to prawdziwy i zatrważający obraz kondycji państwa oraz ubóstwa jego mieszkańców.

Przerażające jest to, że nie każdy człowiek za swoją pracę jest godnie wynagradzany. Że nie tylko pracują dorośli, ale dzieci, po to, żeby rodzina miała z czego żyć. Że życie ludzkie tak naprawdę ma niewielką wartość. Że płacimy za towar cenę, która jest wielokrotnie wyższa od kosztu jego wytworzenia, a nasz popyt jest nadal nienasycalny. Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że na taką chorą sytuację nie ma niezawodnego lekarstwa. CSR (społeczna odpowiedzialność biznesu), troska o środowisko czy zrównoważony rozwój – działania, które w nowoczesnym przemyśle są/powinny być klasyką - to w Bangladeszu nadal puste frazesy.

Zdecydowanie polecam! Książka ta zapewniła mi kilka godzin bardzo ciekawej literatury faktu.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Bangladesz. Kraj, który większości Europejczyków kojarzy się z ubraniami. I właśnie o bangladeskim przemyśle odzieżowym traktuje reportaż Marka Rabija. Punktem wyjścia jest zawalenie się budynku Rana Plaza w Szabharze (in. Savarze) nieopodal stolicy kraju, Dhaki, 23 kwietnia 2013 roku. Autor odwiedził wówczas to miejsce jako reporter Newsweeka. Przyczyną katastrofy, w wyniku której zginęło 1127 osób, a około 2,5 tysiąca zostało rannych, była nielegalna nadbudowa trzech pięter, dodatkowe przeciążenie konstrukcji ciężkimi maszynami oraz wibracje generatorów prądotwórczych. W budynku znajdowało się m.in. kilka fabryk odzieży.

Bangladesz z perspektywy ubrań

To wydarzenie na moment zwróciło oczy całego świata na warunki, w jakich żyją i pracują tamtejsi pracownicy. Ludzie w pewien sposób bardzo nam bliscy - ludzie tworzący ubrania, które mamy teraz na sobie. Brzęczy mi w głowie to idiotyczne przysłowie, że "szewc bez butów chodzi", ale coś w nim jest. Bohaterów książki nie stać na produkowane przez siebie ubrania. I nie tylko na nie.

Życie na miarę to dla mnie przede wszystkim porządny reportaż. Marek Rabij ukazuje różne aspekty z życia robotników. Czytamy nie tylko o warunkach ich pracy, różnicach między dużymi a małymi fabrykami, w stolicy i na prowincji, ale również o tym, jak mieszkają, co jedzą i dlaczego znaleźli się w swojej sytuacji. Wypowiadają się zarówno szeregowi pracownicy, jak i była nadzorczyni czy pośrednik handlu. Dyrektorowie, oczywiście, nie "chwalą się" niczym osobiście. Równocześnie dziennikarz pokazuje nam, że praca w fabryce, mimo iż ciężka, niewdzięczna i zwyczajnie niesprawiedliwa, nie jest najgorszym losem, jaki może spotkać Banglijczyka.

Jednocześnie... chciałoby się więcej. Więcej o zmianach w kulturze, które tutaj przedstawione są wyłącznie przy okazji wesela córki jednego z bohaterów. O tym, jak przejście ze wsi do miasta (to najczęstszy przypadek) wpłynęło na obyczajowość w Bangladeszu. Temat został ledwo liźnięty, a kwestia zabijania lokalnej kultury (o której przecież tak mało wiemy) wydaje się fascynująca.

Jeszcze bardziej fascynujące byłoby ukazanie analogii pomiędzy Bangladeszem a Europą XIX i początku XX wieku. Autor na samym początku przytacza własne skojarzenia z Ziemią obiecaną, ale później nie wraca już do nich. A szkoda. Bo podobieństw jest mnóstwo. U nas wykorzystywanie proletariatu doprowadziło do powstania komunizmu i zmieniło obraz współczesnego świata. Jak natomiast rozwinie się sytuacja w Bangladeszu, a także w Chinach, do których autor kilkukrotnie się odnosi? Zwłaszcza, że rządy obu tych krajów oficjalnie deklarują się jako "ludowe". Dywagacje z tym związane stanowiłyby naprawdę ciekawy kontekst dla całości.

Wnioski

Katastrofa w Savarze nie jest jednak wyłącznie punktem wyjścia do opowieści o Bangladeszu. Marek Rabij sprawdza, jak wyglądają losy ofiar i ich rodzin, a także jak władze i zagraniczne firmy wywiązały się z podjętych zobowiązań. Wielokrotnie zwraca uwagę na fasadowość oferowanej pomocy, co prowadzi nas prosto do wniosków z lektury. A te niekoniecznie mi się podobają.

Dla mnie najbardziej przerażającym jest ten, że los bangladeskiego robotnika, mimo swej oczywistej niesprawiedliwości, nie jest najgorszym losem, który może spotkać tam człowieka. Co więcej, paradoksalnie, pozwala zapewnić godny żywot - na granicy ubóstwa, z dnia na dzień, ale w miarę stabilny. To bardzo frapujący dysonans. Nie jest to również czyste odzieżowe niewolnictwo (uhh, nie znoszę takich clickbaitowych tytułów książek) - autor podaje przykład małżeństwa, które po tym, jak żonę zwolniono z fabryki, założyło własny sklepik. I choć jest to wyjątek, to ukazuje on sprawę w szerszej perspektywie.

Tymczasem zwieńczeniem Życia na miarę zdaje się być tyrada Marka Rabija skierowana przeciwko... modzie. Z jednej strony rozumiem, co autor miał na myśli: że coś, co reklamuje nam się jako sztuka, okazuje się bezwzględnym przemysłem opartym na wyzysku innych. Tyle że... to jest jednak do pewnego stopnia sztuka. Z jednej strony autor słusznie krytykuje sztucznie napędzany szał na sezonowe kolekcje czy wyprzedaże, ale z drugiej strony zdaje się nie rozumieć, że ciuchami z sieciówek można "wyrażać siebie". On to sprowadza do czystej hipokryzji, wylewając dziecko z kąpielą. Zamiast poprzestać na krytyce mechanizmów, krytykuje idee, co uwidacznia jego brak zrozumienia. A umieszczając to na końcu samej książki, sprawia, że jej lektura pozostawia delikatny niesmak.

***
Życie na miarę to bardzo porządny reportaż, nie za długi i dynamicznie napisany, ale nic więcej. Brakuje w nim zaprezentowania szerszego tła czy ciekawego kontekstu. Osób zainteresowanych tematem na pewno nie zawiedzie, ale nie jest to pozycja, którą trzeba znać.

Ocena: 4/6
©Między sklejonymi kartkami
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć